11 listopada 2012

(ulubione) Aktorki, część 2.

Dzisiaj znów przedstawię Wam trzy kolejne z moich ulubionych aktorek (o dwóch z nich Wy pisaliście bardzo dużo w komentarzach!), bo uważam, że naprawdę warto znać ich filmografię.

(Kolejność, jak zawsze, jest nieprzypadkowa, ale wciąż niekoniecznie idealna. Kolorowe tytuły to odnośniki do innych wpisów na blogu, zapraszam do klikania i czytania!)

4. Cate Blanchett


Jakie słowo pierwsze przychodzi Wam na myśl, gdy widzicie jej imię i nazwisko? Klasa? Charyzma? Elegancja? Perfekcja? Czy wszystkie na raz?


A który film? Mi ostatnio chyba "I'm not there", bo Blanchett jako dekadencki Jude (czy właściwie: Bob Dylan) absolutnie mnie zachwyciła. Ale wielkie wrażenie zrobiła na mnie także jako uwikłana w romans z uczniem nauczycielka w "Notatkach o skandalu" i jako reporterka w "Podwodnym życiu ze Stevem Zissou".


Zachwyca mnie też w niej to, że potrafi bywać młoda, jak i zupełnie dojrzała oraz, niemal bez wysiłku, olśniewająco piękna, jak i odpychająco brzydka..!
I to, z jak wielką klasą potrafi łączyć występy w filmach komercyjnych ("Indiana Jones", "Robin Hood", "Władca Pierścieni") z resztą swojej wymagającej filmografii. Tak, że nikomu to chyba nie przeszkadza.


5. Penelope Cruz


Penelope Cruz (o której pisałam niedawno TUTAJ) odkryłam w kinie Pedro Almodóvara. Na początku w moim ukochanym "Drżącym ciele", później we "Wszystko o mojej matce""Volver""Przerwanych objęciach".
To moja filmowa para idealna. Jak napisało Vanity Fair: "Almodóvar wykorzystuje narrację w filmie do pokazania Cruz w najróżniejszych sytuacjach na wiele sposobów (...). We wszystkich przypadkach dowodząc, że kamera ją kocha równie bardzo, jak on sam". - Dlatego za każdym razem z niecierpliwością czekam na ich każdą kolejną współpracę.


Ale Penelope Cruz zagrała również wiele znakomitych ról u innych hiszpańskich reżyserów, warto wspomnieć chociażby o jej rolach w "Otwórz oczy" Alejandro Amenabara czy "Szynka, szynka" Bigasa Luny (w którym Cruz wcieliła się w ponętną mistrzynię robienia tortilli de patatas) oraz, oczywiście, rolach w kinie amerykańskim. I tutaj najbardziej godnymi uwagi wydają mi się Consuela Castillo w "Elegii", poruszającej opowieści o uczuciu pomiędzy piękną studentką i cenionym dojrzałym krytykiem literackim oraz Gloria z "Chromofobii".


6. Carey Mulligan


To najprawdopodobniej najbardziej urocza aktorka, jaką widziało kino i w dodatku jedna z najbardziej utalentowanych artystek swojego pokolenia. O Carey pisałam dużo TUTAJ TUTAJ, bo jej karierze przyglądam się z wielkim zaciekawieniem i szczerym podziwem.


Z jej filmografii na szczególną uwagę zasługują filmy: "Była sobie dziewczyna" - obraz, dzięki któremu kariera Mulligan nabrała rozpędu oraz "Wstyd", w którym aktorka pokazała, że jest nie tylko aktorką uroczą, stworzoną do grania studentek lub dziewcząt na granicy dojrzałości, ale także do kreowania naprawdę dramatycznych, złożonych ról.
Ja bardzo lubię także futurystyczny (i przerażająco antyutopijny) "Nie opuszczaj mnie" oraz straszliwie smutny "Najlepszy".


Ciąg dalszy nastąpi!

fotografie: listal.com

8 listopada 2012

(ulubione) Aktorki, część 1.


Trzyczęściowy ranking ulubionych aktorów (który możecie przeczytać tu: CZĘŚĆ 1, CZĘŚĆ 2CZĘŚĆ 3) ułożyłam i opisałam z ogromną przyjemnością. Nie przypuszczałam, że aż taki problem będę miała z wybraniem najulubieńszych aktorek. Nie chodzi o to, że zupełnie nie lubię kobiet w kinie, przeciwnie. Po prostu, na przestrzeni lat kreacje męskie robiły na mnie większe wrażenie, silniej wpływały na mój odbiór kina i/lub zostawały w pamięci na dłużej. Jest jednak kilka aktorek, które na ekranie wprost uwielbiam. Dzisiaj przedstawię trzy z nich.

(Kolejność, jak zawsze, jest nieprzypadkowa, ale wciąż niekoniecznie idealna. Kolorowe tytuły to odnośniki do innych wpisów na blogu, zapraszam do klikania i czytania!)

1. Meryl Streep

fot. Martin Schoeller

Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że to według mnie najwybitniejsza aktorka i poza tym, że ją niesamowicie doceniam, najzwyczajniej wzbudza we mnie ogromną sympatię.


Przede wszystkim, uwielbiam ją w melodramatach. "Zakochać się" i "Co się wydarzyło w Madison County" to absolutne perły gatunku, najlepsze w swojej klasie. Ale Meryl Streep jest nieprawdopodobnie elastyczna: od lat znakomita zarówno w poruszających dramatach ("Łowca jeleni", "Sprawa Kramerów", "Wybór Zofii", "Kochanica Francuza"), jak i komediach (! "Mamma Mia" (podobno gdy Pierce Brosnan dowiedział się, że w filmie ma zagrać Meryl Streep, przyjął rolę w filmie jeszcze przed przeczytaniem scenariusza. Tym, że ma zagrać i zaśpiewać w musicalu, postanowił przejąć się później), "Julie & Julia" czy "Ze śmiercią jej do twarzy").

fot. Michael Thompson

Niezależnie od tego, jaką rolę gra, pokazuje zawsze przeogromną klasę, jest stuprocentowo wiarygodna i często podkreśla, że uwielbia swoją pracę. I właśnie dlatego my, widzowie, uwielbiamy Meryl!

2. Tilda Swinton



Tildę Swinton odkryłam dla siebie stosunkowo niedawno. Owszem, znałam ją wcześniej (ponadto jej androgyniczna uroda zawsze świetnie korespondowała z moją namiętnością do wątków transgenderowych w kinie!), ale w przeciągu kilku ostatnich miesięcy obejrzałam filmy, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że wprost uwielbiam oglądać ją na ekranie.


To kobieta-kameleon, za każdym razem tak znakomita, że ciężko byłoby mi wybrać tę jedną jedyną ulubioną rolę. Szczególnie jednak zapadła mi w pamięć jako Ella - udręczona w małżeństwie, uwikłana w romans z włóczęgą, pracownikiem męża ("Młody Adam"), jako androgyniczny Orlando (o intrygującym filmie "Orlando" wspominałam analizując właśnie tematykę transgender w kinie!), była świetną Emmą w szalenie eleganckim "Jestem miłością", odpychającą, ale zdeterminowaną Julią ("Julia") i przejmującą Evą (w filmie "Musimy porozmawiać o Kevinie", który poddaje w wątpliwość bezwarunkowość matczynej miłości).



Niedawno Tilda Swinton pojawiła się w drugoplanowej roli pracownicy opieki społecznej w najnowszym filmie Wesa Andersona, "Moonrise Kingdom. Kochankowie z Księżyca", którego polska premiera przewidziana jest na 23 listopada.

3. Kate Winslet

To kolejna aktorka, która mnie wzrusza w dramatach w takim samym stopniu, jak bawi i oczarowuje w komediach. 



I znów, bardzo ciężko byłoby mi wybrać jedną jedyną rolę - jeśli miałabym pójść za wyborami Amerykańskiej Akademii Filmowej, powinnam zacząć od bardzo wymagającej roli, bo postaci moralnie niejednoznacznej czyli Hanny Schmitz z "Lektora" - roli, za którą Kate Winslet otrzymała wreszcie Oscara.



Ale z całej filmografii Brytyjki ja równie mocno cenię "Drogę do szczęścia", film, w którym zagrała (znów! po słynnym "Titanicu") u boku Leonardo DiCaprio, "Życie za życie", w którym wcieliła się w rolę zdeterminowanej reporterki, "Iris", czyli wzruszającą biografię Iris Murdoch, zakręconego "Zakochanego bez pamięci", "Małe dzieci" poruszający temat rodzicielstwa i małżeńskiego wypalenia, pięknie klimatycznego "Marzyciela" i urokliwe, czarująco zabawne "Holiday"

A jak przedstawia się Wasza TOP 3?

ciąg dalszy nastąpi!
fotografie: listal.com

5 listopada 2012

(ulubieni) Aktorzy, część 3.


Dziękuję Wam BARDZO za zainteresowanie rankingiem, którego poprzednie części możecie znaleźć tutaj: CZĘŚĆ 1CZĘŚĆ 2. Dzisiaj zakończę zestawienie aktorów, a już wkrótce na blogu pojawi się mój subiektywny ranking aktorek.


(część kolorowych nazwisk i tytułów (w szczególności tytułów!) to odnośniki do innych wpisów na blogu, zapraszam do klikania i czytania!)


7. Antonio Banderas

To był dla mnie oczywisty wybór. O Antonio pisałam dużo TUTAJ, więc nie chcę się powtarzać. Znakomity w "Mrocznej Argentynie", inspirujący w "Wytańczyć marzenia", charyzmatyczny we "Fridzie", "Evicie" i "Domu dusz".



W ubiegłym roku Zachwycił mnie też najnowszy film Pedro Almodóvara, "Skóra, w której żyję". Pomimo że nie czuć w nim tyle ducha ekscentrycznej movidy (co uwielbiam w "Kice" czy "Pośród ciemności"), to dzieło bardzo dopracowane i wciąż niesamowicie stylowe oraz pełne cech charakterystycznych dla kina Hiszpana. I wreszcie, po latach, znów rola godna talentu Antonio Banderasa.


8. Sean Penn



Trudno znaleźć drugiego aktora, który w swojej filmografii miałby tyle aż tak różnorodnych ról.
Wyobraźcie sobie jak fascynujące mogłyby być spotkania jego bohaterów: Davida Kleinfelda z "Życia Carlita" z Cheyennem ("Wszystkie odloty Cheyenne'a"), Emmeta Ray'a ze "Słodkiego drania" z Matthew Ponceletem z "Przed egzekucją"albo Harvey'a Milka ("Obywatel Milk"z sierżantem Welshem, bohaterem "Cienkiej czerwonej linii"...



Sean Penn jest też mistrzem emocji, co pokazał w genialnej "Rzece  Tajemnic" Clinta Eastwooda (jednym z ukochanych filmów mojej Mamy, o innych możecie poczytać TU), "Samie" Jessie Nelson czy "21 gramach" Alejandro Gonzáleza Iñárritu. Ponadto - znów trochę prywaty - urodził się tego samego dnia, co mój Tato (i taki urodzinowy wpis o Seanie Pennie możecie przeczytać TUTAJ).



9. Marcin Dorociński

Nie mogło w tym zestawieniu zabraknąć mojego ukochanego polskiego aktora!
Marcina Dorocińskiego odkryłam dla siebie po obejrzeniu serialu "PitBull" i do dzisiaj jest to jedna z ról, którą cenię najbardziej. Później do tego zestawu dołączyły jeszcze występy w filmach takich, jak wstrząsająca "Róża", ciekawe "Boisko bezdomnych", błyskotliwy "Rewers" i film, o którym mogłabym pisać niekończące się ody, czyli "Lęk wysokości", który jest piekielnie inteligentną, znakomitą pod względem emocjonalnym, perfekcyjnie zagraną opowieścią o skomplikowanych relacjach ojca z synem.
Muszę też przyznać, że Dorociński, nawet jeśli gra w filmach niekoniecznie ambitnych ("Miłość na wybiegu"), zawsze daje z siebie 100%.


Miałam przyjemność wziąć udział w spotkaniu z Marcinem Dorocińskim, organizowanym z okazji festiwalu ZOOM-Zbliżenia, w którym aktor opowiadał o swojej pracy, przygotowaniach do kręcenia "Lęku wysokości", filmowych fascynacjach i jego rodzinie. I muszę Wam powiedzieć, że po tym spotkaniu lubię Marcina Dorocińskiego jeszcze bardziej!



miejsce 10. to dla mnie ogromny problem. Bo ciężko mi jest wyróżnić jeszcze jedną jedyną osobę. Nie wiedziałam, czy miałby to być Cillian Murphy (i jego fenomenalny występ w "Śniadaniu na Plutonie"), Philip Seymour Hoffman (znakomity między innymi w filmach: "Capote", "Synekdocha, Nowy Jork" czy "Happiness"), Robert De Niro (którego filmografię ciągle poznaję, zachwycił mnie w "Taksówkarzu" i "Łowcy jeleni", a wzruszył do łez w "Zakochać się" i "Wszyscy mają się dobrze"), Jeff Bridges (którego wręcz pokochałam po obejrzeniu "Szalonego serca"), Bogusław Linda (o którym pisałam wielokrotnie, na przykład TUTAJ i TUTAJ), Dustin Hoffman (nie wiem, czy bardziej cenię go za "Maratończyka", "Absolwenta" czy "Rain Mana") a może Michael Fassbender (czyli  gwiazda znakomitych filmów Steve'a McQueena o których pisałam TUTAJ)..?




Nazwiska mogłabym mnożyć (a moja Mama po przeczytaniu tej tyrady na pewno zadzwoni do mnie z pytaniami w stylu: "A dlaczego pominęłaś Andy'ego Garcię?", "A gdzie jest Edward Norton?", "No a o Brad Pitt? O nim też zapomniałaś?" i powie: "No, dobrze chociaż, że napisałaś o Seanie Pennie"...), ale chciałam wybrać tylko tych aktorów, którzy naprawdę najbardziej wpłynęli i ciągle wpływają na moje postrzeganie kina i miłość do niego co wcale nie znaczy, że żadnych innych nie lubię czy nie cenię. Przeciwnie! I jeszcze o nich wielokrotnie będę tutaj pisać.

A których aktorów Wy cenicie najbardziej?




fotografie: listal.com, styl.pl, wyborcza.pl

4 listopada 2012

(ulubieni) Aktorzy, część 2.

Dzisiaj znów przedstawię Wam kilku moich ukochanych aktorów w ramach subiektywnego aktorskiego rankingu, część pierwsza do przeczytania TUTAJ.

(część kolorowych nazwisk i tytułów (w szczególności tytułów!) to odnośniki do innych wpisów na blogu, zapraszam do klikania i czytania!)

4. Mads Mikkelsen



To jedno z moich dwóch najnowszych odkryć. Co prawda, znałam go wcześniej z roli w "Jabłkach Adama", ale później, trochę przypadkowo, na fali chęci poznania kina skandynawskiego, zobaczyłam "Tuż po weselu" i to było kolejne, wielkie filmowe objawienie. Na tyle, że od filmów z Madsem Mikkelsenem (byłym  profesjonalnym tancerzem) zaczęłam  się wprost uzależniać.



Pokochałam "Valhallę: Mrocznego Wojownika", w którym Mikkelsen nie wypowiada ani jednego słowa, ale pokazuje gigantyczną charyzmę. Jego bohater jest morderczy, zatrważający i zachwycający jednocześnie. Natomiast w "Pradze" i "Otwartych sercach" portretuje mężczyzn na życiowym zakręcie. Niesamowitą elegancję Mads Mikkelsen zaprezentował w filmie "Chanel i Strawiński", a swój talent komediowy - w "Błyskających światłach" i "Zielonych rzeźnikach" (czyli dwóch obrazach mistrza czarnej komedii, genialnego scenarzysty Andersa Thomasa Jensena).



I co mnie w Mikkelsenie zachwyca najbardziej to fakt, że nawet w bardzo słabych filmach, w jakich zdarza mu się grywać ("Trzej Muszkieterowie 3D", "Starcie Tytanów"), kreuje naprawdę złożone, ciekawe i dopracowane role.

5. Ricardo Darín



A to moje drugie najnowsze odkrycie (odnalazłam go dla siebie późno, mimo że jest obecnie najsłynniejszym argentyńskim aktorem!). Zaczęło się od  fantastycznego filmu "XXY", który obejrzałam zainteresowana tematyką transgenderową w kinie. Później widziałam błyskotliwy, trzymający w napięciu, świetnie zrealizowany "Sekret jej oczu". I stopniowo odkrywałam kolejne wspaniałe produkcje.



Szczególnie poruszył mnie "Carancho" o bezwzględnych, bezuczuciowych, nielegalnych agentach ubezpieczeniowych, którzy niby sępy żerują na ludzkiej tragedii. Bardzo intrygujący jest również "El Aura", w którym Darín gra epileptyka zajmującego się wypychaniem zwierząt. Mężczyzna marząc o wykorzystaniu swojej perfekcyjnej fotograficznej pamięci, jest opętany jest chęcią stworzenia perfekcyjnego planu kradzieży stulecia. To kino  niespotykanie niepokojące, Ricardo Darín do tych filmów pasuje wprost idealnie, a jednocześnie świetnie sprawdza się też w komediach ("Dziewięć królowych").



6. Leonardo DiCaprio


Do swojej miłości do aktora przyznałam się już tu dwa lata temu. Pamiętacie modę na Leonardo, jaka rozbuchała się po premierze "Titanica"? Właśnie wtedy postanowiłam, że nie będę w ogóle zwracać na niego uwagi.
Szybko zmieniłam zdanie, gdy w ręce wpadło mi "Całkowite zaćmienie" Agnieszki Holland, a rola DiCaprio powaliła mnie na kolana. Później podobne odczucia miałam po seansie "Co gryzie Gilberta Grape'a", "Gangów Nowego Jorku" czy "Drogi do szczęścia".


Więcej o Leonardo przeczytacie również TUTAJ i TUTAJ, a o jego współpracy z Martinem Scorsese pisałam kilka słów TUTAJ.
I chyba tylko jeden film z DiCaprio naprawdę głęboko mnie rozczarował: "Niebiańska Plaża" Danny'ego Boyle'a. Spodziewałam się szału, a film okazał się być dla mnie nieco zbyt nawiedzony...


ciąg dalszy nastąpi,
ponieważ wciąż jest jeszcze kilku aktorów, których w tym moim subiektywnym rankingu brakuje.

fotografie: listal.com

3 listopada 2012

(ulubieni) Aktorzy, część 1.

Kiedyś wprost uwielbiałam tworzyć wszelkiego rodzaju filmowe  zestawienia (ulubione filmy ze zwierzęciem w tytule, najlepsze filmy Martina Scorsese, filmy z jesienią w tle, etc.). Dlatego dzisiaj przedstawiam Wam mój subiektywny ranking ulubionych aktorów w kolejności nie do końca przypadkowej, ale chyba też nie do końca idealnej:

(część kolorowych nazwisk i tytułów (w szczególności tytułów!) to odnośniki do innych wpisów na blogu, zapraszam do klikania i czytania!)

1. Daniel Day-Lewis

fot. Nigel Parry

Pisałam już o nim więcej TUTAJ i TUTAJ, więc mogę tylko powtórzyć: mniej więcej w 1997 roku jako siedmiolatka poszukująca swojej wielkiej pasji obejrzałam film "Ostatni Mohikanin" Michaela Manna i... przepadłam. Po pierwsze, od tej chwili Daniel Day-Lewis stał się moim ulubionym aktorem, a kino - największą pasją.

kadr z filmu "Nine"

Zachwyca mnie jego szaleństwo przygotowań do roli, różnorodność postaci, w które się wciela, powściągliwość w wywiadach i wrodzona, niepodrabialna klasa.

2. Javier Bardem

fot. Nigel Parry

Kilka lat później w programie TV odnalazłam króciutką informację o filmie Juliana Schnabela: "Historia kubańskiego pisarza - Reinaldo Arenasa, ekscytująca biografia buntownika i homoseksualisty"...

Ciężko mi wyjaśnić, dlaczego, ale wiedziałam, że muszę zobaczyć ten film, więc razem z Tatą usiedliśmy na kanapie i... i to było moje kolejne tak wielkie filmowe objawienie (porównywalne chyba z "Ostatnim Mohikaninem"!). "Zanim zapadnie noc" to bowiem wspaniały film (w którym barwne epizody zagrali również Johnny Depp i zmieniony nie do poznania Sean Penn).


Później (mniej więcej na fali "Vicky, Christiny, Barcelony" Woody'ego Allena) pojawiła się swoista moda na Javiera Bardema, do tej pory jednak udało mi się obejrzeć całe mnóstwo obrazów z jego filmografii, zarówno z kina amerykańskiego, jak i hiszpańskiego i właśnie te filmy doceniam najbardziej - "Szynka, szynka" to pełna mezaliansów i hiszpańskiej tradycji nieco absurdalna komedia, "Drżące ciało" to jeden z moich ulubionych filmów z dorobku Pedro Almodóvara, "Poniedziałki w słońcu" to gorzka diagnoza hiszpańskiego społeczeństwa, tym aktualniejsza w dobie tak silnego kryzysu ekonomicznego, "W stronę morza" to bardzo ważny głos w wielkiej dyskusji o eutanazji, a jego bohater z "Biutiful" to jedna z najlepiej zagranych i najtragiczniejszych postaci, jakie spotkałam w kinie!


I, co muszę podkreślić, bardzo cenię to, że w jego karierze jest naprawdę niewiele słabych filmów (jak "Jedz, módl się, kochaj")!

3. Gael Garcia Bernal


Podoba mi się konsekwencja, z jaką Bernal dobiera role: nie unika  banalnych komedii romantycznych ("Odrobina nieba", "Listy do Julii"), równocześnie jednak pracuje przy naprawdę świetnych, wartościowych produkcjach ("Nawet deszcz", "Rudo i Cursi", "Jak we śnie").


Jego pełnometrażowy debiut, czyli występ w brutalnym filmie "Amores Perros" Alejandro González Iñárritu był pewnym objawieniem w kinie meksykańskim, które przeniosło się poza granice Ameryki Łacińskiej. Później Bernal szokował jeszcze kilka razy : w "I twoją matkę też" czy "Zbrodniach ojca Amaro"

Ja z całej jego filmografii lubię te filmy bardziej kameralne: "El pasado" Hectora Babenco, który jest niesamowicie poruszającym studium upośledzonej miłości czy wspomniany "Rudo i Cursi" Carlosa Cuaróna, opowieść o genialnych piłkarzach, których zniszczyły ich wielkie namiętności wbrew wielkiemu talentowi.


fotografie: listal.com

PS. Ciąg dalszy nastąpi, bo chcę Wam przedstawić jeszcze kilka bardzo ważnych dla mnie nazwisk!

PS2. Chcę Wam jeszcze bardzo bardzo podziękować za to, że coraz częściej zaglądacie tutaj (i na Facebooka) i coraz chętniej komentujecie! Naprawdę uwielbiam to, że mogę poznać Wasze opinie i że moje pisanie ma czytelników, bo to daje mi ogrom energii do działania. Dziękuję!

1 listopada 2012

Lincz


reż. Krzysztof Łukaszewicz
scen. Krzysztof Łukaszewicz
2010

Co najmniej kilka razy pisałam tutaj, że wprost uwielbiam polskie kino. Przyznam, że polskie filmy oglądam jak najczęściej. Z każdego momentu w historii, o każdej tematyce, zarówno te dobre (wiele z nich opisywałam na blogu i specjalnie dla nich powstała zakładka Polskie), jak i te koszmarne, nie w nadmiarze, ale po to, żeby później tym bardziej docenić te interesujące i wartościowe.
I właśnie taką godną uwagi propozycją wydał mi się ostatnio film "Lincz" w reżyserii Krzysztofa Łukaszewicza.

Jak daleko może posunąć się niewielka społeczność terroryzowana przez sąsiada-despotę? Kto jest winny całej sytuacji i czy tego, co się wydarzyło, można było uniknąć? Kto (i czy ktokolwiek) powinien ponieść karę? Gdzie w tym momencie jest prawo?
Krzysztof Łukaszewicz intrygującą konstrukcją filmu podpowiada nam wiele odpowiedzi na te pytania, unika jednoznacznego oceniania, ale mimo wszystko można wyczuć jego stanowisko w sprawie. Nie chcę tego interpretować, bo wolałabym, żeby każdy z Was miał szansę samodzielnej oceny sytuacji - "Lincz" to film nieprzyjemny, ale zdecydowanie warty uwagi.

Reżyser filmu przyznał, że pewną trudność sprawiło mu poprowadzenie obsady. Rzeczywiście, spowodowanie, by znani do te pory głównie z seriali aktorzy (Leszek Lichota, Iza Kuna, Tamara Arciuch) byli jak najbardziej przekonywujący w swoich rolach ofiar (a później i katów) w tak depresyjnym, wręcz odpychającym miejscu, było zadaniem trudnym, ale Łukaszewicz poradził sobie z zadaniem znakomicie.

Na mnie z całej obsady szczególne wrażenie zrobili Wiesław Komasa, jako terroryzujący całą wieś Zaranek, Łukasz Simlat, którego wprost uwielbiam, jego rolę w "Kochankach z Marony" Izabeli Cywińskiej oraz Agnieszka Podsiadlik, którą miałam przyjemność zobaczyć (podziwiać!) we Wrocławskim Teatrze Współczesnym w spektaklu Natalii Korczakowskiej: "Pasażerka" i od tamtej pory z ciekawością śledzę również jej filmografię.

Ponieważ film powstał w oparciu o fakty (o samosądzie we Włodowie poczytać można na Wikipedii czy tvn24.pl), do tej pory zadaję sobie pytanie, jak w ogóle mogło do tego dojść? Jak silny musi być strach i jak wielka obojętność władz, by ludzie musieli brać sprawiedliwość w swoje ręce?
Te pytania też pozostawię bez odpowiedzi.

fotografie: canalplus.pl, novekino.pl