Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Heath Ledger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Heath Ledger. Pokaż wszystkie posty

31 lipca 2013

Motywy filmowe - homoseksualizm

Zazwyczaj nie wkręcam się w blogowe akcje, bo na co dzień mam naprawdę niewiele wolnego czasu i najbardziej lubię pisać zupełnie swoim tempem. A jednak, Piotrek z bloga FILM Planeta rozpoczął naprawdę interesujące przedsięwzięcie: gromadzenie Motywów Filmowych.


I tak na wielu blogach filmowych w możecie znaleźć zestawy siedmiu filmów najlepiej i najciekawiej (według autora danego zestawu) wyczerpujących dany temat. Paweł z Filmowego Abecadła wybrał dla mnie temat "Homoseksualizm" (dziękuję, świetny strzał!) i muszę przyznać, że wybór siedmiu filmów był dla mnie zadaniem karkołomnym, bo to temat mi bliski. Postanowiłam jednak kierować się przede wszystkim własnymi upodobaniami, bo obiektywne zdecydowanie, które filmy w tej kategorii byłby tymi Najważniejszymi, jest absolutną niemożliwością...

1. "Tajemnica Brokeback Mountain", reż. Ang Lee, 2005.


To jeden z najpiękniejszych, najbardziej poruszających i najbardziej intymnych portretów zakazanej miłości. Jack Twist (Jake Gyllenhaal) i Ennis Del Mar (Heath Ledger) poznają się w pracy - spędzone wspólnie długie godziny na wzgórzu Brokeback staną się początkiem ich skomplikowanej, ale jednocześnie jedynej w ich życiu naprawdę szczerej relacji. W ich konserwatywnym świecie pełnym ściśle ustalonych, obyczajowych reguł, pełen prawdziwych uczuć mikrokosmos Jacka i Ennisa staje się dla nich największym niebezpieczeństwem. 
Film nakręcono na podstawie noweli Annie Proulx (warto zaznaczyć, że autorka była bardzo zadowolona z adaptacji podkreślając niesamowitą wierność szczegółom jak dekoracje literacko opisanych przez nią wnętrz) i zdobył on trzy Oscary (w tym za reżyserię i genialną muzykę Gustavo Santaolalli).
Jeśli miałabym z tego filmu wybrać jedną jedyną scenę, byłaby to bez wątpienia słynna sekwencja z koszulą, która rozgrywa się w domu rodziców Jacka podczas odwiedzin Ennisa. Porzucona w szafie jeansowa koszula staje się sentymentalnym westchnieniem, prowokującym wspomnienia najszczęśliwszych chwil w życiu obojga.

(z tym filmem związana jest też mini-anegdota :) gdy "Tajemnica..." była w kinowym repertuarze, razem z Mamą postanowiłyśmy wybrać się na seans. Jedna z moich ówczesnych gimnazjalnych koleżanek nie mogła jednak zrozumieć, jak mogę dobrowolnie chcieć oglądać z Mamą film, w którym "dwóch mężczyzn robi TO". Cóż, od tamtej pory "Tajemnica..." stała się jednym z ulubionych filmów - zarówno moich, jak i mojej Mamy).

2. "Złe Wychowanie", reż. Pedro Almodóvar, 2004


Ten film jest dla mnie ważny z zupełnie osobistego punktu widzenia - poświęciłam mu cały rozdział mojej pracy licencjackiej, a recenzję publikowałam już kiedyś na blogu, TUTAJ
Pedro Almodóvar, znany do tej pory jako mistrz opisywania w filmach problemów i relacji na wskroś kobiecych, bohaterami swojego filmu tym razem czyni emocjonalnie poranionych mężczyzn. Ich przeszłość, traumy, namiętności i żądze portretuje jednak w charakterystyczny dla siebie sposób i z właściwym sobie temperamentem. Wątki "Złego Wychowania" przeplatają się z zadziwiającą finezją, żeby wkrótce rozwiązać się w sposób iście brawurowy. Trzy powieści, początkowo tworząc jakby trójkąt, ostatecznie okazują się być jedną historią rozgrywającą się na przestrzeni lat. Warto w tym filmie podkreślić finezję aktorstwa: na planie spotkały się gwiazdy kina hiszpańskiego (i hiszpańskojęzycznego), by dać prawdziwy koncert emocji, uczuć i uniesień (Gael García BernalLluís Homar czy Fele Martínez).


Pedro Almodóvar jest jedną z ikon europejskiego kina queer, a w jego filmografii nieustannie pojawia się motyw homoseksualizmu (także: "Pepi, Luci, Bom i inne dziewczyny z naszej dzielnicy", "Labirynt namiętności" czy "Przelotni kochankowie" - recenzja TUTAJ).

3. "Nie czas na łzy", reż. Kimberly Peirce, 1999


Teena Brandon (nagrodzona Oscarem Hilary Swank) to główny bohater opartego na autentycznych wydarzeniach dramatu "Nie czas na łzy" w reżyserii Kimberly Peirce. To (wyłącznie z biologicznego punktu widzenia) dziewczyna od dawna czująca się w pełni mężczyzną, która trafia do prowincjonalnego miasteczka gdzieś, gdzie diabeł mówi dobranoc. Nie wdzięczy się do widza, nawet nie od początku daje się lubić, jest recydywistką, nieustannie kłamie i nie stroni od bójek. Jednak, jej determinacja w ukryciu prawdziwej płci jest niesamowita. 
A "Nie czas na łzy" to nie tylko smutna opowieść o dziewczynie, która chciała być chłopcem. To zapis dramatycznego splotu wydarzeń, które mogły zakończyć się słodko-gorzkim happy-endem (społeczny wyrzutek znajduje dziewczynę, która go akceptuje i razem wyruszają w swoją młodzieńczą podróż ku lepszemu życiu), a doprowadziły do tragedii której a sprawcą byli wszyscy ludzie z zaściankowej mikrospołeczności, którzy w młodym przybyszu widzieli uosobienie najgorszego wynaturzenia.

4. "Zanim zapadnie noc", reż. Julian Schnabel, 2000


Znakomity film znanego nowojorskiego artysty jest biografią kubańskiego poety Reinaldo Arenasa. To historia wielkiego talentu, tłamszonego przez reżim. Buntownika i więźnia, którego główną zbrodnią była jego seksualna tożsamość i literacka odwaga.
Oglądając "Zanim zapadnie noc", warto zwrócić uwagę na malarskość kadrów, nieustanne podkreślanie wielkiej siły sztuki oraz namacalną wręcz ekscytację, z jaką Julian Schnabel odkrywa przed widzami kolejne epizody z życia pisarza, w których rzeczywistość miesza się z surrealistycznym snem.

To również film, w którym odkryłam dla siebie Javiera Bardema.

5. "Daleko od nieba", reż. Todd Haynes, 2002


Rok 1957. Cathy (Julianne Moore) i Frank (Dennis Quaid) to zamożne, poważane i atrakcyjne małżeństwo. Ich perfekcyjna, upływająca w idealnej harmonii z konwenansami egzystencja zostaje brutalnie zakłócona, gdy Cathy przyłapuje męża na zdradzie z innym mężczyzną.
"Daleko od nieba" to melodramat inspirowany klasycznym "Wszystko, na co niebo zezwala" Douglasa Sirka, do którego Todd Haynes dodał nie tylko swój styl, ale również zupełnie nowe konteksty. Reżyser jest również jedną z ikon kina queer, a mówiąc o tym motywie, nie można również zapominać o filmie "Idol" (więcej o nim TUTAJ)

6. "Lato miłości", reż. Paweł Pawlikowski, 2004


Mona (Natalie Press) i Tamsin (Emily Blunt) pochodzą z innych środowisk, ale podczas pewnych wakacji połączy ich nić przyjaźni oparta na wzajemnej, bardzo silnej i bardzo wieloznacznej fascynacji. Nowoczesna Tamsin stanie się inspiracją, pokusą, ale i oparciem dla nieco prowincjonalnej, wywodzącej się z bardzo religijnego otoczenia Mony. Największą siłą filmu Pawlikowskiego jest to, że reżyser traktuje swoich bohaterów z dużym zrozumieniem, zachowując się nie jak wszechwiedzący opowiadacz historii, ale raczej jak jej nieśmiały podglądacz.

7. "Moja piękna pralnia", reż. Stephen Frears, 1985


W filmie Frearsa wątki dotyczące tożsamości przeplatają się z dyskursem międzykulturowym, bo głównymi bohaterami "Mojej pięknej pralni" są mieszkając w Londynie Anglik Johnny (Daniel Day-Lewis) i Pakistańczyk Omar (Gordon Warnecke). 
Gdy Omar zaczyna kierować podupadającą pralnią, zatrudnia do pomocy swojego przyjaciela z dzieciństwa, należącego do grupy faszystów (walczącej ze społecznością pakistańską). W niedługim czasie doskonale zaczyna rozwijać się nie tylko pralnia, ale i relacja między Omarem i Johnnym. Postanowiłam umieścić "Moją piękną pralnię" w tym zestawieniu, bo to znów historia o miłości ponad podziałami (a takie zawsze mnie wzruszają), a także bardzo ważny, poruszający film.
Warto zaznaczyć, że rola u Frearsa stała się przełomem w karierze Daniela Day-Lewisa. Aktor w tym samym czasie zagrał również w "Pokoju z widokiem" Jamesa Ivory'ego i te dwie tak różne role pozwoliły Day-Lewisowi na wykreowanie wizerunku jednego z najbardziej różnorodnych współczesnych aktorów.

* * *

Zdaję sobie sprawę z niedoskonałości mojego zestawienia. Wiem, że niektórym z Was będzie brakowało tutaj Dereka Jarmana czy Gregga Arakiego. Mam świadomość, że powinien pojawić się akcent polski (wybrałabym chyba "Kochanków z Marony" Izabeli Cywińskiej). Oczywiście, że w ten sam lub pokrewny nurt wpisują się również filmy "Godziny", "I twoją matkę też", "Podwójna osobowość", "C.R.A.Z.Y.", "Monster", "Samotny mężczyzna", "Dom chłopców" czy "Ta przeklęta niedziela"...

Bardzo chętnie poczytam więc w komentarzach o Waszych typach w tej kategorii!

PS. Inni na swoich blogach nominują kolejnych blogerów do wspólnego tworzenia tego kompendium, ja jednak boję się wprowadzenia niepotrzebnego chaosu.

4 lipca 2011

Magiczne Projekcje Zastępczej Rzeczywistości (część 1)


Czym jest film i kim dla obrazu jest reżyser? Nie ma, wbrew pozorom, jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, bo dla wielu widzów słownikowe objaśnienia są co najmniej niedokładne. Znany od renesansu topos boga-artysty, twórcy spektaklu na scenie teatru, jakim jest świat, w epoce srebrnego ekranu zaczął nabierać dodatkowego sensu. Tym razem, bóg-reżyser jest nie tyle znacznie bardziej wizjonerski, co dysponuje ogromnymi możliwościami technologicznymi i grzechem byłoby z nich nie korzystać. Ponadto, to reżyser stwarza świat, który staje się znakiem rozpoznawczym jego twórczości. Powracające w kolejnych filmach motywy, scenerie czy postaci nie oznaczają jednak powtarzalności, braku pomysłów ani kryzysu kreatywności. W przypadku największych filmowych wizjonerów, powracanie w filmografii do starannie wykreowanego świata to znak konsekwentnego, bardzo indywidualnego stylu.


Jednym z najbardziej charakterystycznych reżyserów-wizjonerów jest Terry Gilliam. Pracę w przemyśle filmowym zaczynał jako rysownik i autor animacji, a będąc jedynym Amerykaninem w grupie Monty Pythona szerokiej publiczności dał się poznać jako aktor komediowy. Gilliam–reżyser to twórca o ogromnej wyobraźni i bezkompromisowym krytycyzmie w stosunku do rzeczywistości, jak również - osoba obdarzona nieprawdopodobnym zmysłem estetycznym.


Sprzeciwia się konserwatywnemu myśleniu, mentalnej biurokratyzacji życia codziennego, a filmy, które tworzy, są tego swoistym manifestem. Takim obrazem jest "Parnassus". Grupa ludzi podróżuje po Londynie ze swoim magicznym teatrem i wydaje się być całkowicie niezauważalna przez społeczeństwo, pochłonięte dobrodziejstwami nowoczesnych technologii, próbujące za wszelką cenę złapać uciekający czas. Wiktoriański teatr obwoźny z jarmarcznymi dekoracjami, proponujący widzom krótką podróż do świata z ich marzeń, staje się areną odwiecznej walki dobra ze złem, którą symbolizuje diabelski układ zawarty między doktorem Parnassusem (Christopher Plummer), a demonicznym panem Nickiem (Tom Waits).


Spotkanie cierpiącego na amnezję Tony'ego (postać zagrana została przez czterech aktorów ze względu na śmierć pierwotnie odgrywającego ją Heatha Ledgera - oprócz niego w Tony'ego wcielili się Jude Law, Colin Farrell i Johnny Depp) jest dla tytułowego bohatera ostatnią szansą nie tylko na renesans teatru, ale także na pokonanie ciemnych stron mocy.


Świat, do którego można wejść przez czarodziejskie lustro – największy skarb tej dziwacznej trupy - oszałamia plastycznym kunsztem i zachwyca feerią barw oraz ekstrawagancją idei.


Doktor Parnassus jest w pewnym sensie alter ego samego Gilliama. Reżyser między swoimi sukcesami ("Las Vegas Parano", "12 Małp") kilkakrotnie tworzył projekty będące spektakularnymi klęskami (jak planowana od lat historia na motywach "Don Kichota").


Parnassus wykorzystuje swoją nieśmiertelność na to, by swoją działalnością chociaż odrobinę zmienić świat. Gilliam, jako dziecko kontrkultury lat 60. część swojej osobowości oddaje także Noah – jednemu z bohaterów "Krainy Traw" – ekranizacji powieści Mitcha Cullina.


Noah (Jeff Bridges) to hippis, który po śmierci żony zostaje sam z kilkuletnią córeczką, Jelizą-Rose. Ona, nie mając wsparcia w ojcu, którego głównym sensem życia jest alkohol i branie narkotyków, całymi dniami bawi się na łące główkami swoich starych lalek Barbie, traktując je jak najlepsze przyjaciółki i jedyne powiernice. On buntuje się przeciwko życiu samemu w sobie. Uczy swoje dziecko, jak podawać narkotyk, by sam nie musiał ruszać się z fotela i po jego przyjęciu zapada w długotrwały letarg.


Noah nie jest jednak z gruntu zły. Jego ucieczka od życia jest wyrazem przejmującej tęsknoty za światem, z którego pochodzi i formą ukrycia się przed odpowiedzialnością, do której nigdy nie dorósł. Jeliza-Rose natomiast, po śmierci ojca, zostaje zupełnie sama. Poznaje Dell i jej niepełnosprawnego umysłowo brata Dickensa, spędza wiele godzin na strychu, a widz nie wie do końca, czy to, co widzi niejako oczami dziewczynki jest prawdą, czy tylko wytworem jej imaginacji.


Film Gilliama, uznany za wyjątkowo brutalny to nie tylko bardzo wierna ekranizacja książki Cullina. To przede wszystkim westchnienie za miejscami, które w swoim prymitywizmie były ucieleśnieniem nieskończonej wolności. Wrażenie okrucieństwa potęguje jednak fakt, iż całą akcję oglądamy oczami małej, delikatnej Jelizy-Rose.


Ciąg dalszy nastąpi,
Jest to fragment tekstu opublikowanego w trzecim numerze Eclectic Magazine.


fotografie: allmoviephoto.com, listal.com, parismatch.com

16 października 2010

Idea in Details

Tematu mody w filmie nie da się zamknąć w jednej konkretnej szufladzie. Moda może być zarówno inspiracją, jak i tematem filmu. Potrafi zdeterminować to, co dzieje się na ekranie wykorzystując opowiadaną historię, ale także – pięknie ją oprawić. Nie istnieje jedyna definicja czy przepis na umiejętne wykorzystanie mody w kinie, a natchnieniem dla filmowców mogą być nawet... pojedyncze części garderoby.


Przez twój kapelusz chce mi się pałakać – mówi Tomasz do swojej kochanki Sabiny w filmie "Nieznośna Lekkość Bytu" Philipa Kaufmana ("Unbearable Lightness of Being", 1988). Czarny melonik pojawia się w filmie kilkakrotnie, będąc niejako symbolem relacji lekarza (świetny jak zawsze Daniel Day-Lewis) i artystki (Lena Olin). Ona, kusicielka w wyzywającej bieliźnie, on – lekko arogancki, pewny siebie kobieciarz, spotykają się co jakiś czas, opierając swoją relację przede wszystkim na kontaktach seksualnych. Kapelusz, niezbyt ładny, jakby pożyczony od Chaplina, był znakiem rozpoznawczym Sabiny. Stawała się w nim jeszcze bardziej pewna siebie, a Tomasz, uwielbiając ten nieatrakcyjny jak niestosowny żart dodatek, pragnął jej wciąż mocniej. Melonik był rekwizytem ich miłosnych gier i znakiem oryginalności, którą kobieta ceniła w sobie ponad wszystko. Ponadto, gdy musiała wyemigrować z Pragi, melonik nabrał znaczenia sentymentalnego i stał się bezcenną pamiątką przypominającą o minionych namiętnościach.


Tak postrzegane ubranie jest formą fetyszu, który bezwstydnie daje o sobie znać w różnych momentach – wystarczy mgnienie oka czy ułamek sekundy i wiemy, że nie sposób z nim walczyć. W ten sposób w filmie "Niewinna" ("The Other Man", 2008) Richarda Eyre'a ukazane są... buty. Lisa (Laura Linney) jest cenioną projektantką butów. Wydaje się, że wraz z mężem Peterem (Liam Nesson) prowadzi przyjemne i całkiem rozrywkowe życie. Wkrótce na jaw wychodzi romans Lisy i Peter postanawia odnaleźć kochanka (Antonio Banderas), dowiedzieć się, kim jest i co tak naprawdę się wydarzyło. W Mediolanie mężczyźni spotykają się w niewielkiej kawiarni, gdzie rozmawiają, a Peter może bez trudu prowadzić swoją grę w odkrywanie prawdy. Pewnego dnia Ralph opowiada mu o pierwszym spotkaniu z Lisą. Przez zupełny przypadek, na środku ulicy. Wszystko, co widziałem, to były te jej czerwone szpilki - mówi, łącząc zgrabną klamrą swój mały fetysz z jej zawodem. Ten intrygujący dodatek nakłonił go do nawiązania znajomości, która zaowocowała burzliwym romansem. W tych samych szpilkach Lisa pozostawi później mężowi na karteczce ważną wiadomość, która pomoże mu odkryć, że miała przed nim tajemnice, o które nigdy by jej nie podejrzewał.


Mówiąc o ubraniu jako formie sentymentalnego westchnienia lub konkretniej – jako o namacalnym wspomnieniu, przede wszystkim przychodzi mi na myśl bardzo poruszająca scena z "Tajemnicy Brokeback Mountain" ("Brokeback Mountain", 2005) Anga Lee. Gdy Ennis Del Mar (Heath Ledger) dowiaduje się o śmierci kochanka, Jacka Twista (Jake Gyllenhaal), jedzie by zobaczyć się z jego rodzicami. Wchodzi do pokoju Jacka i wyjmuje z szafy jeansową koszulę – tę samą, którą znał doskonale z ich pierwszego wyjazdu na Brokeback Mountain. I to właśnie ona, niewyprana, nosząca ślady ich pierwszej bijatyki, gdy próbowali jeszcze przeciwstawiać się prawdziwym uczuciom, staje się symbolem tej trudnej, ale jednocześnie pięknej relacji.

Bardzo podobną rolę pełni ubranie w części "Bastille" w reżyserii Isabel Coixet w nowelowym filmie "Zakochany Paryż" ("Paris, je t'aime", 2007). Przyglądamy się z boku małżeństwu – on (Sergio Castellitto) właśnie ma zamiar oświadczyć żonie (Miranda Richardson), między daniem głównym a deserem, że opuszcza ją dla kochanki, gdy ona, płacząc, pokazuje mu wyniki badań, z których wynika, iż jest chora na białaczkę. Patrząc na nią, zupełnie bezradną, siedzącą w swoim nieśmiertelnym czerwonym płaszczu postanawia, że nigdy jej nie zostawi. Otoczył żonę troską, jakiej zawsze jej brakowało, bo wszystko nabrało innego znaczenia odkąd dowiedział się, że robi to dla niej ostatni raz. Zachowując się jak zakochany człowiek... znów się nim stał. A gdy kobieta umarła on, przez wiele kolejnych lat, mając ciągle złamane serce, zawsze cierpiał jeszcze bardziej, gdy zobaczył gdzieś na ulicy przypadkową kobietę w czerwonym płaszczu.

 
ciąg dalszy nastąpi
Cały tekst możecie przeczytać w Eclectic Magazine - zapraszam!


fotografie: mmimageslarge.moviemail-online.co.uk, jonathankiefer.files.wordpress.com, aceshowbiz.com, imdb.com.

6 marca 2010

Oscarowe Pomyłki


W ramach budowania oscarowego nastroju ...

Przeglądam artykuły dotyczące minionych Akademii, nominacje, kontrowersje, nagrody... właśnie.
Dlatego dzisiaj: subiektywny przegląd Oscarów (po 1990 roku), które (ewidentnie!) powinny mieć innego właściciela lub chociaż mogły przypaść w udziale komu innemu.



Werdykt z 1998 roku jest dla mnie najbardziej niezrozumiały. Najlepszym filmem okazał się "Zakochany Szekspir" w reżyserii Johna Maddena.
Kostiumy, słodka, inspirowana Szekspirem historyjka o miłości na scenie teatru elżbietańskiego - w tym filmie nie ma nic, co mogłoby wzbudzić we mnie jakiekolwiek emocje. Banał, którego nie ratują nawet wielkie nazwiska w rolach drugoplanowych.

ZNACZNIE bardziej na nagrodę zasługiwała "Cienka Czerwona Linia" Terrence'a Malicka: Historia na tle II Wojny Światowej, która wbija w fotel i wwierca w pamięć (jak kilkanaście lat wcześniej "Pluton" o Wietnamie).

Najlepszą aktorką została wtedy Gwyneth Paltrow w filmie "Zakochany Szekspir". Jaki film, taka rola. mdła, bez wyrazu. O wiele bardziej imponujące kreacje stworzyły Cate Blanchett ("Elisabeth"), Emily Watson ("Hilary i Jackie") czy Meryl Streep ("One True Thing").

Jeśli chodzi o nagrody aktorskie, mam więcej wątpliwości.

W 1993 roku Tommy Lee Jones (Oscar za rolę drugoplanową w filmie "Ścigany" Andrew Davisa) miał arcymocną konkurencję w postaci Leonardo DiCaprio w "Co gryzie Gilberta Grape'a" Lasse Hallströma, Ralpha Fiennesa w "Liście Schindlera" Stevena Spielberga i Pete Postlethwaite'a w filmie Jima Sheridana "W imię ojca".

W 1995 Nicolas Cage zgarnął Oscara za bardzo dobrą rolę w "Leaving Las Vegas" Mike'a Higgisa, podczas gdy bezbłędną (!!!) kreację skazanego na śmierć gwałciciela spedzającego ostatnie dni swojego życia na rozmowach z siostra zakonną stworzył genialny Sean Penn w filmie Tima Robbinsa "Przed Egzekucją".

W 1996 Geoffrey Rush dostał Oscara za rolę główną w filmie "Shine". Miał wtedy jednak bardzo (!!!) mocną konkurencję w postaci Ralpha Fiennesa za rolę w "Angielskim Pacjencie" Anthony'ego Minghelli i równie znakomitego Woody'ego Harrelsona w filmie "Skandalista Larry Flynt" Miloša Formana.

W 2000 roku "Gladiator" Ridley'a Scotta jako najlepszy film był dla mnie werdyktem zasłużonym, z kolei nagroda dla Russela Crowe'a za rolę Maximusa - już niekoniecznie. Mimo że Crowe był bardzo dobry, to Javier Bardem jako Reinaldo Arenas w "Zanim zapadnie noc" Juliana Schnabela był dla mnie bezkonkurencyjny.

Rok później Denzel Washington zgarnia Oscara za "Dzień Próby" Antoinego Fuqua (razem z Halle Berry tworzą wtedy parę pierwszych czarnoskórych aktorów, którzy w tym samym roku zdobyli nagrody główne w obu kategoriach aktorskich). Tutaj pojawia się pytanie: czy znów to nie Sean Penn powinien zgarnąć Oscara? - jego tytułowy Sam z filmu Jessiego Nelsona powinien być odpowiedzią (a pytanie dla mnie pozostaje retoryczne).

W 2005 roku trochę dyskusyjny wydawał mi się Oscar dla Reese Witherspoon za rolę June Carter w "Spacerze po Linie" Jamesa Mangolda (bardzo! konkurencyjna była Charlize Theron w "Dalekiej Północy" Niki Caro).

Natomiast w 2006 - czy Jennifer Hudson w "Deramgirls" Billa Condona była rzeczywiście lepsza od Cate Blanchett z "Notatek o Skandalu" Richard Eyre'a?

Nie zgodzę się też z zeszłorocznym pośmiertnym Oscarem dla Heatha Ledgera w "Mrocznym Rycerzu" Christophera Nolana - to bardzo sentymentalne zagranie przyćmiło, niestety, świetną rolę Philipa Seymoura-Hoffmana w "Wątpliwości" Johna Patricka Shanley'a. I nie jestem pewna, czy było naprawdę zasłużone.

Moje osobiste sympatie wymagałyby jeszcze kilku uwag (jak Oscar dla Daniela Day-Lewisa za "W imię ojca", Edwarda Nortona za "Lęk Pierwotny", Pedro Almodóvara za "Wszystko o mojej matce", dla Roberta de Niro za "Przebudzenia" czy nagrodę dla Meryl Streep za "Co się wydarzyło w Madison County"), jednak ówcześnie zwycięzcy byli równie dobrzy, jak wyniki mojego emocjonalnego zaangażowania.

A jutro spróbuję wytypować.
:)

24 października 2009

Annie c.d.

Wracamy jeszcze na chwilę do marcowej sesji z "Vanity Fair", za obiektywem - Annie Leibovitz.

MERYL STREEP i JOHN PATRICK SHANLEY
Bez Wątpliwości



Razem nakręcili jeden film: Wątpliwość (Doubt) - 2008
Kontrowersyjna historia z bezbłędną obsadą.

RON HOWARD i TOM HANKS
The Classicists


Razem nakręcili cztery filmy: Plusk (Splash) - 1984, Apollo 13 - 1995, Kod da Vinci (The Da Vinci Code) - 2006, Anioły i Demony (Angels & Demons) - 2009.

NICOLE KIDMAN i BAZ LUHRMANN
Koloniści



Razem nakręcili dwa filmy: Moulin Rouge! - 2001 i Australia - 2008.
Posągowa piękność i reżyser, którego filmy mają jeden wspólny mianownik, a jest nim epitet "efektowny".

CHRISTOPHER NOLAN i HEATH LEDGER
Ryzykanci


Razem nakręcili jeden film: Mroczny Rycerz (The Dark Knight) - 2008
Nie chcę się wymądrzać na temat klasy talentu Ledgera, ale uważam, że jego niewątpliwym atutem, który ukazał zarówno w roli Jokera, jak i w każdym filmie, w którym zagrał (chociażby "Brokeback Mountain" czy "Candy"), jest to, że w każdej scenie czuć jego niepokojący styl bycia. Zapada w pamięć.

i na deser:

mistrz CLINT EASTWOOD
The Old Hand


Dwadzieścia dwa filmy jako reżyser-gwiazda, z których dwa otrzymały Oscara za najlepszy film i reżyserię: Bez Przebaczenia (Unforgiven) - 1991 i Za Wszelką cenę (Million Dollar Baby) - 2004.
O nim na pewno napiszę kiedyś znacznie więcej, więc teraz proszę tylko podziwiać fantastyczną, stylową fotografię i obejrzeć "Rzekę Tajemnic" albo "Co się wydarzyło w Madison County".