Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Cimino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Cimino. Pokaż wszystkie posty

28 kwietnia 2011

Wojna w Wietnamie - część 2.

Kilka dni temu rozpoczęłam na blogu temat motywu wojny w Wietnamie w (zazwyczaj amerykańskim) kinie, tekst o dwóch pierwszych filmach możecie przeczytać TUTAJ, a dzisiaj - przedstawię Wam kolejne.

"Pluton"
reż. Oliver Stone
1986


Reżyser Oliver Stone podczas wojny służył w drugim plutonie, w kompanii Bravo. Z Wietnamu wrócił w roku '68 lub '69 i wtedy napisał scenariusz pod tytułem "Break". Stone opowiadał, że posłał kopię tego scenariusza Jimowi Morrisonowi i muzyk miał ten tekst w swoim paryskim mieszkaniu w chwili śmierci. Kilkanaście lat później Stone zebrał grupę aktorów – wielu z nich wówczas nieznanych – żeby nakręcić film, który stał się absolutną klasyką kina. Na realizację scenariusza pod tytułem "Pluton", czyli kolejnej wersji podobnych wydarzeń po wcześniejszym "Break", zdecydowała się mała firma producencka. 


Arnold Kopelson, producent, po przeczytaniu scenariusza dosłownie szlochał. Gdy żona zapytała go, co się stało, Kopelson odpowiedział jej: "właśnie przeczytałem najlepszy i najważniejszy scenariusz w moim życiu". Zatrudnienie Charliego Sheena do jednej z głównych ról wydawało się Stone'owi oczywistością, jednak najważniejszą, a na pewno najbardziej ikoniczną rolę w filmie zagrał bez wątpienia Willem Dafoe, wcielając się w postać sierżanta Eliasa. To postać autentyczna, półkrwi Apacz, któremu Stone podlegał w Wietnamie. Mimo że reżyser początkowo chciał zatrudnić w tej roli Indianina, poczuł, że to właśnie Dafoe posiada duchowość tej postaci.


Kolejną niezwykle ważną rolę w "Plutonie" gra Tom Berenger czyli filmowy Sierżant Barnes. Zatrudnienie go było dość ryzykowne, ponieważ jego kariera chyliła się ku upadkowi i zaczynał być znany bardziej z telewizji, niż kina. Jego zdecydowana twarz stała się ostatecznym argumentem dla reżysera.


Co jest jednak w tym filmie najbardziej niezwykłe, to sam proces pracy nad dziełem. Dale Dye, konsultant do spraw militariów zaproponował bowiem Oliverowi Stone'owi stworzenie dla całej obsady obozu dla rekrutów, w którym aktorzy mieli poczuć namiastkę wojny. W wykopanych przez siebie dołach aktorzy spędzili kolejne dwa tygodnie. Brak snu był dla nich jak pranie mózgu, a niemożność zdobycia normalnego jedzenia wzbudzał coś na kształt atawistycznych instynktów. Sytuacja zmuszała ich do zwiększonego wysiłku, który przełożył się później na siłę wyrazu ich aktorskiej gry na planie. "Pluton" jest opowieścią o wojnie ale też o wszystkich tych, którzy brali w niej udział. O tych, którzy musieli zmierzyć się z własnymi słabościami, a byli na to zdecydowanie zbyt niedojrzali, nie mówiąc już o tym, iż byli zdecydowanie za młodzi na to, by umierać, niezależnie od  idei, jakie im przyświecały.


Symbolem filmu jest scena z Willemem Dafoe w roli głównej, która odbiera mowę i wyciska łzy z oczu, jest efektownym, wręcz teatralnym pokazem mistrzowskiej gry na emocjach, ale bez szerokiego kontekstu całego obrazu nie powinno się chyba jej analizować, a już na pewno nie wolno jej wyrywkowo oglądać, bo traci ona wtedy całą swoją magię. Podobnie jak sceny konfrontacji amerykańskich żołnierzy z mieszkańcami wietnamskiej wioski.


Jaki był odbiór filmu po jego premierze?
Dystrybutorzy "Plutonu" nie zdawali sobie sprawy z tego, co mieli w ręku. Prawie w ogóle nie wierzyli w jego sukces, co było ewidentne, zrobili bowiem jedynie sześć jego kopii. Niektórym weteranom "Pluton" bardzo się nie podobał, wielu z nich twierdziło, że nie mordowali dzieci ani nie palili wiosek, pytali, czy to Oliver Stone nie powinien odpowiedzieć przed sądem za zbrodnie wojenne. Dla wielu jednak oglądanie "Plutonu" było swoistym katharsis, zwłaszcza dla tych, którzy odnajdywali jednak w filmie własne wspomnienia.


"New York Times" przez siedem kolejnych tygodni po premierze pisał o tym filmie.
Tom Berenger na dwa dni przed końcem aktorskiego obozu szkoleniowego zwrócił się do innych ze słowami: "Jedno chcę wam powiedzieć – mam dziwne przeczucie, że ten film przejdzie do klasyki kina. A wy, chłopaki, zapamiętacie go na zawsze i będziecie dumni, ze wzięliście w nim udział". Później w jednym z wywiadów odtwórca jednej z drugoplanowych ról, Kevin Dillon, skomentował: "Nie miałem wtedy zielonego pojęcia, o czym Berenger mówi, ale, na Boga, miał rację".

 
"Łowca Jeleni" 
reż. Michael Cimino
1978

To według mnie jeden z najlepszych i prawdopodobnie najbardziej poruszających filmów w historii kina.
Michael, Steven i Nick to młodzi mieszkańcy niewielkiego miasteczka w Pensylwanii, którzy dostają powołanie do wojska, na wojnę w Wietnamie.


Tuż przed wyjazdem Steven (John Savage) poślubia ciężarną Angelę, a ich przyjęcie ślubne jest zarazem przyjęciem pożegnalnym. Na ścianach sali weselnej możemy zobaczyć ogromne portrety odjeżdżających chłopców, a w tym kontekście stają się one niemal portretami żałobnymi.


W role Michaela i Nicky'ego wcielili się Robert de Niro i Christopher Walken, uhonorowany za tę rolę Oscarem. Rzeczywiście, ich wspólne sceny to aktorski majstersztyk.
Przyjaciele trafiają do Wietnamu, a sama wojna portretowana jest tak, by na pierwszym planie pozostały relacje głównych bohaterów.


Film jest w rzeczywistości pełen metafor, z których najmocniejszą staje się bez wątpienia gra w rosyjską ruletkę, symbolizująca, mówiąc dość banalnie, kruchość życia. Nie można jednak odmówić tej scenie wielkiej mocy. Łączy się ona klamrą z finałem filmu, w którym reżyser, Michael Cimino dobitnie podkreśla, że interesuje go przede wszystkim człowiek, jego traumy i słabości, ale także – niezłomność pomimo wszystko.


"Łowca Jeleni" jest także filmem o tyle niezwykłym, że sama woja w Wietnamie jest w nim tylko przerywnikiem. Ciągiem brutalnych wydarzeń, który nigdy nie będzie mógł zostać potraktowany jako banalny epizod.


ciąg dalszy nastąpi.

Pisząc ten tekst wykorzystałam informacje z artykułu "Witajcie w dżungli", który pojawił się w magazynie "Film", nr 03/2007


fotografie: screenrant.com, cinemastrikesback.com,  horrorphile.net, johnnydeppfan.com, filmhistoryasalist.co.

23 marca 2011

Happy Birthday Mummy!


Dzisiaj moja Mama obchodzi urodziny, dlatego i post będzie absolutnie szczególny.
Podrzucę Wam garść dobrych filmów, które w jakiś sposób kojarzą mi się z moją Mamą i które zdecydowanie są na liście jej ulubionych.

"Co się wydarzyło w Madison County"
reż. Clint Eastwood
1995



To film z rodzaju obrazów, które nie nudzą się nawet przy x-nastym oglądaniu. Romans Franceski - żony, matki, gospodyni domowej o włoskim temperamencie (Meryl Streep) z supercharyzmatycznym Robertem, poznanym przypadkowo reporterem National Geographic (Clint Eastwood) pomaga Francesce odkryć uśpioną kobiecość (a widzom - niesamowity talent reżyserski i wrażliwość Clinta Eastwooda!).


Ten film jest klasycznym wyciskaczem łez w najlepszym wydaniu, z dość powolnie rozwijającą się historią, która, raz obejrzana, na zawsze pozostaje w świadomości.
Uwielbiam oglądać ten film w domu, ponieważ za każdym razem, gdy już wiemy, że Robert zaraz odjedzie z Madison County, żegnany przez smutne spojrzenia ukochanej, moja Mama rzuca: "Francesca, leć do niego!" - i wtedy przypominam sobie, co to znaczy magia kina.

"Stanley i Iris"
reż. Martin Ritt
1990


Czyli opowieść o tym, jak wiele może zmienić ciężka praca, siła marzeń i cudowne uczucie. Historia o prawdziwym życiu, zero banałów. Plus Robert De Niro i Jane Fonda w rolach tytułowych.

"Rzeka Tajemnic"
reż. Clint Eastwood
2003



Jimmy (Sean Penn), Dave (Tim Robbins) i Sean (Kevin Bacon) byli kiedyś najlepszymi kolegami, wychowywanymi w niespokojnej bostońskiej dzielnicy. Od dnia, gdy jeden z nich został porwany, przyjaźń chłopców jakby przestała istnieć, zniszczona przez strach i tabu, którym było to, co działo się z Davem w obcym samochodzie i działo przez kilka kolejnych dni. Jednak ich drogi schodzą się 25 lat później. Dave nigdy nie odzyskał radości życia, jest wyalienowany, jakby nieustannie bał się innych ludzi, Sean został policjantem, a Jimmy Markum to ojciec, który zrobi wszystko, by pomścić morderców swojej ukochanej córki.


Kolejna tragedia sprawia, że mężczyźni znów stają się sobie bliscy, chociaż ta bliskość u Eastwooda ma wiele twarzy. "Rzeka Tajemnic" mistrzowsko trzyma w napięciu, jest perfekcyjnie skonstruowana, napisana i zagrana, wydaje mi się, że nie ma tam zbędnych czy nieprzemyślanych kadrów czy dialogów. Majstersztyk.
A najważniejsza scena w tym filmie to ostatnie spotkanie Jimmy'ego z córką (i, jak mówi Mama, spojrzenie Penna, który wygląda tak, jakby podejrzewał, że może jej już nigdy nie zobaczyć). Rozdziera serce.


"Łowca Jeleni"
reż. Michael Cimino
1978


Moja Mama uwielbia w tym filmie niekończącą się scenę wesela i wypieki na policzkach Meryl Streep. Bo chyba nie muszę dodawać, jak ważny jest to film.

"Czułe słówka"
reż. James L. Brooks
1983

Wspaniała, wzruszająca, ale jednocześnie bardzo ciepła i miejscami rozbrajająco zabawna opowieść o matce i córce, które, mimo że obie żyją według innych zasad i wzajemnie się przed sobą buntują, kochają się nad życie i w najważniejszych momentach nie widzą poza sobą świata.


Creme de la creme to, oczywiście, para Shirley MacLaine i Jack Nicholson: ona - Aurora, kochająca, ale jednocześnie trudna w pożyciu, apodyktyczna matka i on – Garrett, były astronauta. Mimo że nie chcą się do tego przyznać, zakochują się w sobie szaleńczą miłością, której zwieńczeniem jest niezapomniana scena mknięcia kabrioletem po plaży.
Zakończenie tego filmu łamie serce, ale sprawia, że to jedna z najpiękniejszych opowieści w historii kina.


"Wszystko o mojej matce"
reż. Pedro Almodóvar
1999


Film absolutnie wciągający, z fascynującą, tragioptymistyczną historią, w którym moja Mama, oprócz unikalnego stylu Almodóvara, uwielbia tapety na ścianach.

"Gra"
reż. David Fincher
1997

Kapitalny, kunsztowny thriller. Historia, której nie da się po prostu opowiedzieć, by nie zepsuć unikalności i przyjemności z oglądania. A zobaczyć trzeba, nie tylko dla niezrównanych Seana Penna i Michaela Douglasa.


i, najważniejsze:

MAMUNIU!
Kocham Cię
Wiesz, że chciałabym dla Ciebie wszystkiego, co najpiękniejsze. Rób zawsze to, co najbardziej lubisz, spełniaj marzenia i nie zmieniaj się, bo jesteś
NAJBARDZIEJ BOSKĄ MAMĄ NA ŚWIECIE!



fotografie: telequebec.tv, allmoviephoto.com, guardian.co.uk, pollsb.com, thebestpictureproject.files.wordpress.com, lastrada.free.fr