Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rachel Weisz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rachel Weisz. Pokaż wszystkie posty

9 sierpnia 2014

słów kilka #1

W ramach (nieregularnego) cyklu słów kilka będę opisywać na blogu (pokrótce i dosyć osobiście) filmy, które z pewnego względu zwróciły moją uwagę, które chcę Wam polecić (lub odradzić), ale nie byłam nimi tak zachwycona, by włączyć je do grupy filmowych odkryć, ani nie znalazłam ochoty lub czasu, by napisać ich pełną recenzję.

Królowie lata
The Kings of Summer
reż. Jordan Vogt-Roberts
scen. Chris Galletta
2013

Joe (Nick Robinson) i Patrick (Gabriel Basso) to zbuntowani nastolatkowie, którzy przyjaźnią się od dzieciństwa i obaj nie potrafią znieść swoich rodziców. Postanawiają więc uciec i rozpocząć dorosłe życie we własnoręcznie wybudowanym domu w środku lasu. Razem z nimi w tej skomplikowanej misji udział bierze Biaggio (Moises Arias), odważny i pomysłowy dziwak, który jest moją ulubioną postacią w filmie.


Nigdy nie miałam domku na drzewie, ani nie byłam fanką biwaków w lesie. Film Królowie lata nie przywołał więc we mnie jakichś szczególnych wspomnień, ale wzbudził specyficzny rodzaj nostalgii. Nie chodzi tu o identyfikowanie się z którymkolwiek z bohaterów, ale samą atmosferę beztroski, która jest jedną z głównych cech portretowanej przez Vogta-Robertsa młodości.
Plus za wspaniały humor, klimat i błyskotliwe dialogi.


360. Połączeni
360
reż. Fernando Meirelles
scen. Peter Morgan
2011

Filmowi Meirellesa przyświeca idea, że świat jest zespołem połączonych ze sobą losów. To (nieco banalnie brzmiące, oczywiście) stwierdzenie portretuje w filmie, w którym życiorysy bohaterów (statecznego angielskiego biznesmena, słowackiej prostytutki i jej siostry, rosyjskiego bodyguarda, brazylijskiego fotografa, gwałciciela odsiadującego wyrok czy amerykańskiego starszego mężczyzny poszukującego swojej zaginionej przed laty córki) przeplatają się w kilku oddalonych od siebie miejscach na świecie. 


Ten film nie jest szczególnie dobry. Z perspektywy zauważam w nim trochę wad (szczególnie scenariuszowych, co dziwi, biorąc pod uwagę to, że jego autorem jest współtwórca filmów Frost/Nixon czy Królowa), miejscami brak logiki oraz pewną nieudolność w konstruowaniu postaci, ale oglądało mi się go bardzo dobrze. Dlaczego? Bo widziałam go na wspólnym luźnym, wieczornym, telewizyjnym seansie z Tatą. I pomimo że podczas oglądania kilka razy zdarzyło nam się skomentować absurdy scenariusza, podsumowaliśmy film zupełnie pozytywnie...
Wniosek? Filmy oglądane z Tatą, zawsze będą lepsze, niż są w rzeczywistości. Sprawdziłam wielokrotnie.
Plus za obsadę, w której znaleźli się między innymi Jude Law, Moritz Bleibtreu, Ben Foster i Rachel Weisz.


Wichrowe wzgórza
Wuthering Heights
reż. Andrea Arnold
scen. Andrea ArnoldOlivia Hetreed
2011

Andrea Arnold (znana jako reżyserka interesującego Fish Tank) podjęła się ekranizacji XIX-wiecznego romansu Emily Brontë. Według mnie, ze średnim skutkiem.
Filmowa historia miłości osieroconego Heathcliffa i Catherine Earnshaw, pochodzącej z aspirującej, ale zubożałej rodziny ma, typowy dla literackiego pierwowzoru, nieco gotycki klimat, jednak brak jej emocjonalności, która powinna cechować tę (kultową) opowieść. Relacje pomiędzy Heathcliffem, a resztą bohaterów (nie tylko Cathy, ale również jej bratem czy późniejszym mężem) zostały nakreślona bardzo wątle, a brak chemii pomiędzy aktorami (James Howson, Kaya Scodelario) oraz pogłębienia postaci sprawia, że jest to historia, w którą nie chce się uwierzyć, która nie wciąga, a z minuty na minutę staje się coraz bardziej irytująca. 


Mam wrażenie, że fabułę oraz związki między bohaterami zdominowała bardzo precyzyjna warstwa wizualna i to jest główny plus filmu: zdjęcia autorstwa Nicolasa Chaudeurge'a.
Piękne, wysmakowane kadry, operowanie zbliżeniami i detalem, a także wykorzystanie zapierających dech w piersiach angielskich krajobrazów stały się jedynym zapamiętywalnym elementem Wichrowych wzgórz.
Poza przepięknym utworem promującym film, czyli "The Enemy" autorstwa Mumford & Sons.

fotografie: listal.com

7 sierpnia 2013

Filmowe Odkrycia Lipca

Nie zawsze mam wystarczająco dużo czasu na to, by wyczerpująco opisać Wam filmy, które oglądam lub te, które mnie z jakiegoś powodu zachwyciły, zaintrygowały lub chociaż zaciekawiły.
Dlatego na początku każdego miesiąca będę dzieliła się z Wami moimi filmowymi (i okołofilmowymi!) olśnieniami minionych trzydziestu dni. 
Mam nadzieję, że moje krótkie opisy zainspirują Was do seansów (i lektury).

Lipiec 2013

film: "Zeszłej nocy", reż. Massy Tadjedin, 2010


Jest to jeden z filmów, w których pozornie nic się nie dzieje: czwórka bohaterów, niewiele wnętrz, niespieszne tempo... i właśnie takie filmy lubię szczególnie, ponieważ to, co uwodzi w nich najbardziej to wciągająca gra emocji i uczuć.

Joanna (Keira Knightley) i Michael (Sam Worthington) są młodym (i tak, tak - bardzo atrakcyjnym) małżeństwem. Pewna noc, podczas której Joanna spotka swojego dawnego ukochanego Alexa (Guillaume Canet), a którą Michael spędzi ze swoją koleżanką z pracy, ponętną Laurą (Eva Mendes), podda w wątpliwość to, co łączyło ich do tej pory. 


Największymi atutami tego filmu są bez wątpienia jego kameralny klimat oraz aktorzy, którzy zostali prześwietnie dobrani do swoich ról (dzięki "Zeszłej nocy" ostatecznie przekonałam się do Keiry Knightley, a Guillaume Canet gra samym spojrzeniem porywająco jak nikt inny).

Jeśli znacie podobne filmy (mi przychodzą na myśl na przykład "Rozmowa z gwiazdą", "Like Crazy", "Zakochać się" czy "Restless"), koniecznie mi o nich napiszcie! 


film: "The Deep Blue Sea", reż. Terence Davies, 2011


Film Terrence'a Davisa to czysta filmowa melancholia, w której historia spełnia raczej drugorzędną rolę: żona sędziego (Rachel Weisz) wdaje się w pełen pasji romans z pilotem sił powietrznych (Tom Hiddleston), który okazuje się być natomiast czystą destrukcją. 

Mam wrażenie, że to obraz, który wymaga naprawdę szczególnej atmosfery seansu - zaburzona chronologia i bardzo duży ładunek naprawdę intymnych, niełatwych emocji, a także miejscami teatralne aktorstwo sprawiają, że może wydawać się on dosyć trudny w odbiorze, podczas gdy z drugiej strony te cechy sprawiają, że "The Deep Blue Sea" jest tak wyjątkowy.


To również film, dzięki któremu chcę poznać resztę ról Toma Hiddlestone'a, a Rachel Weisz jest w nim wprost zachwycająca.


książka: Jan Jakub Kolski, "Kulka z chleba", 1998


To jest najbardziej osobiste odkrycie i na pewno sami macie wiele podobnych, swoich własnych - ja czytając "Kulkę z chleba" przekonałam się, że mój ulubiony polski reżyser, Jan Jakub Kolski, jest artystą totalnym i uwielbiam to, że mogę nie tylko z zamiłowaniem oglądać jego filmy, ale również czytać jego książki. Tą pierwszą zachwyciłam się od pierwszych stron.
W swojej debiutanckiej powieści Kolski przenosi się znów w rejony znane chociażby z filmów "Jańcio Wodnik", "Pograbek" czy "Historia Kina w Popielawach"Można odnaleźć w niej nie tylko silne fascynacje realizmem magicznym Gabriela Garcii Marqueza, ale także spotkać samego kolumbijskiego pisarza pod postacią jednego z bohaterów. "Kulka z chleba" to powieść metaliteracka, przepiękna rozprawa o byciu pisarzem i o zmaganiu się z przeszłością - nie tylko własną, ale także kreowanego, powieściowego świata.
Już nie mogę doczekać się przeczytania kolejnej powieści Kolskiego (a także następnego filmu reżysera, o ostatnim, "Zabić bobra", pisałam TUTAJ).

fotografie: listal.com

9 czerwca 2012

Niesamowici Bracia Bloom

reżyseria i scenariusz: Rian Johnson
2008


Dzisiaj mam dla Was coś idealnego na letnie rozluźnienie. To komedia, która absolutnie skradła moje serce i mimo że jest być może odrobinę pretensjonalna, perfekcyjnie trafia w moje poczucie humoru i estetykę, bo jej klimat, żart i oryginalność są nie do przecenienia.



Co jest w niej takiego urokliwego?

intryga - dwóch braci, mistrzów złodziejstwa i kantowania chce zrobić swój ostatni skok. Ich ofiarą staje się Penelope: samotna ekscentryczka (zmieniająca zainteresowania jak rękawiczki nieustannie się rozwijając, dzięki czemu jest prawdopodobnie najbardziej fascynującą osobowością w historii współczesnej komedii!), która odziedziczyła po rodzicach ogromny majątek (co najbardziej nęci Stephena i Blooma). Nie chcę zdradzać Wam szczegółów (tym bardziej, że to naprawdę, jak każde przedsięwzięcie braci Bloom, bardzo skomplikowana operacja...), ale to, że jej część dzieje się w Pradze (!) czyni cały film jeszcze bardziej klimatycznym.


obsada - przyznam, że głównie z tego powodu sięgnęłam po film. Adrien Brody i Mark Ruffalo w rolach tytułowych braci Bloom to kapitalny wybór. Ich siła tkwi w skrajnym przeciwieństwie charakterów, postaw i podejścia do życia (czyli, cóż - w tym, na co czeka każdy widz przeciętnej komedii. Z tą różnicą, iż bracia Bloom to najwyższa klasa). Rachel Weisz jako Penelope w każdej scenie promienieje, a najbardziej ekscentryczną postacią jest  małomówna Bang Bang (Rinko Kikuchi) - czego nie trudno się domyślić - mistrzyni wybuchów. 


klimat - używam tego słowa już chyba po raz trzeci w tym wpisie, ale to jest właśnie to. Miejsca (Bloom ucieka przed światem do Czarnogóry, spaceruje z Penelopą po praskim Rynku...), kostiumy (których autorką jest Beatrix Aruna Paszor, współpracowniczka Gusa Van Santa przy "Moim własnym Idaho" czy "Buntowniku z wyboru" oraz autorka kostiumów do filmów takich jak "Fisher King", "Alfie" czy "Cudowni chłopcy"), charakter postaci, humor, dialogi...

Polecam jak najbardziej!



fotografie: listal.com

30 sierpnia 2010

Bright Young Hollywood part I

W amerykańskim kinie co sezon rozbłyska kilka(naście) nowych gwiazd, które mają zamiar zawojować filmowy świat, pokazać swój nieprawdopodobny talent i zdobyć wielką sławę. Postanowiłam więc (z pomocą Vanity Fair) zrobić krótki przegląd najlepszych i/lub najpopularniejszych młodych talentów Hollywood.


Na początek małe wprowadzenie.
Magazyn Vanity Fair na bieżąco przygląda się ciekawym debiutom. W 1995 opisano między innymi Salmę Hayek i Natalie Portman, w 1997 - Bena Afflecka, w 1998 - Adriena Brody i Penelopę Cruz, w 2001 - Jake'a Gyllenhaala i Anne Hathaway, a w 2003 - Keirę Knightley.

fot. Eika Aoshima

fot. Lorenzo Agius

fot. Chris Shipman

Co kilka miesięcy magazyn organizuje sesje okładkowe prezentujące najpopularniejszych aktorów mijającego roku, a także przedstawia największe ich zdaniem nadzieje Hollywood (rzadko popełniając błędy). W 2007 roku postawiono na męską nową falę, prezentując aktorów takich jak Michael Pitt (odkrycie Bernarda Bertolucciego ze skandalizujących "Marzycieli"), Paul Dano (rewelacyjny w "Małej Miss" lub "Aż poleje się krew") czy Shia LaBeouf (lawirujacy między mainstreamem, a bardziej ambitnymi projektami filmowymi). Podobne publikacje (ze świetnymi sesjami zdjęciowymi) ukazały się również w czerwcu 2008 (fotografie Marka Seligera) i marcu 2010 (z fotografią okładkową Annie Leibovitz).

fot. Emily Shur

fot. Mark Seliger

Wszystko zaczęło się w 1995 roku, kiedy w słynnym 'Hollywood Issue' w VF na trzystronicowej rozkładówce ukazało się zdjęcie 10 topowych piękności. Na fotografii Annie Leibovitz pojawiły się wtedy Jennifer Jason Leigh, Uma Thurman, Nicole Kidman, Patricia Arquette, Linda Fiorentino, Gwyneth Paltrow, Sarah Jessica Parker, Julianne Moore, Angela Bassett i Sandra Bullock.


W 1996 był focus na mężczyzn: Tim Roth, Leonardo DiCaprio, Matthew McConaughey, Benicio Del Toro, Michael Rapaport, Stephen Dorff, Johnathon Schaech, David Arquette, Will Smith, i Skeet Ulrich.


W 1997 roku w sesji udział wzięły Cameron Diaz, Kate Winslet, Claire Danes, Renée Zellweger, Minnie Driver, Alison Elliott, Jada Pinkett, Jennifer Lopez, Charlize Theron i Fairuza Balk.


Hot Next Wave w 1998 to Joaquin Phoenix, Vince Vaughn, Natalie Portman, Djimon Hounsou, Cate Blanchett, Tobey Maguire, Claire Forlani, Gretchen Mol, Christina Ricci, Ed Furlong i Rufus Sewell.


Niesamowicie lubię prostotę tych zdjęć i jednoczesną różnorodność stylu, porównajcie chociażby poprzednie zdjęcie z tym z 1999. Na zdjęciu: Adrien Brody, Thandie Newton, Monica Potter, Reese Witherspoon, Julia Stiles, Leelee Sobieski, Giovanni Ribisi, Sarah Polley, Norman Reedus, Anna Friel, Omar Epps, Kate Hudson, Vinessa Shaw i Barry Pepper.


Rok 2000 to Penélope Cruz, Wes Bentley, Mena Suvari, Marley Shelton, Chris Klein, Selma Blair, Paul Walker, Jordana Brewster i Sarah Wynter


W roku 2001 pojawiło się zdjęcie niemal królewskie, niczym swoisty hołd dla (wciąż grających i w niektórych wypadkach wciąż młodych) aktorek, które już na zawsze zapiszą się w historii kina: Nicole Kidman, Catherine Deneuve, Meryl Streep, Gwyneth Paltrow, Cate Blanchett, Kate Winslet, Vanessa Redgrave, Chloë Sevigny, Sophia Loren i Penélope Cruz.


'Błękitna Rapsodia' z 2002 to Kirsten Dunst, Kate Beckinsale, Jennifer Connelly, Rachel Weisz, Brittany Murphy, Selma Blair, Rosario Dawson, Christina Applegate i Naomi Watts.


Kapitalne zdjęcie z 2003 przedstawia 'Listę Alfa', a należą do niej: Tom Hanks, Tom Cruise, Harrison Ford, Jack Nicholson, Brad Pitt, Edward Norton, Jude Law, Samuel L. Jackson, Don Cheadle, Hugh Grant, Dennis Quaid, Ewan McGregor i Matt Damon.


2004 to królowe elegancji: Julianne Moore, Jennifer Connelly, Gwyneth Paltrow, Naomi Watts, Salma Hayek, Jennifer Aniston, Kirsten Dunst, Diane Lane, Lucy Liu, Hilary Swank, Alison Lohman, Scarlett Johansson i Maggie Gyllenhaal.


W 2005 w sesji udział wzięły: Uma Thurman, Cate Blanchett, Kate Winslet, Claire Danes, Scarlett Johansson, Rosario Dawson, Ziyi Zhang, Kerry Washington, Kate Bosworth i Sienna Miller.


Świeże twarze 2008 to Emily Blunt, Amy Adams, Jessica Biel, Anne Hathaway, Alice Braga, Ellen Page, Zoë Saldana, Elizabeth Banks, Ginnifer Goodwin i America Ferrera.


Tyle słowem wprowadzenia, jutro przedstawię najbardziej young i najbardziej hot według Vanity Fair falę młodego Hollywood.
Tymczasem, zapraszam do wnikliwego obejrzenia zdjęć. Według mnie jest to swoiste odbicie historii mainstreamu - oglądając te zdjęcia możemy przypomnieć sobie, kto i, co ważniejsze, dlaczego był wtedy na topie, dlaczego i w jakim stopniu, patrząc z perspektywy czasu, wpłynął na historię najpopularniejszego kina amerykańskiego.

fotografie: Vanityfair.com
niepodpisane - Annie Leibovitz)
Wyrównaj z obu stron

6 kwietnia 2010

Jagodowa Miłość


My Blueberry Nights

reż. Kar Wai Wong
scen. Kar Wai Wong, Lawrence Block


Pomyślałam dzisiaj o filmie jako o tym, do którego mam najbardziej ambiwalentne odczucia ze wszystkich filmów, które obejrzałam w zeszłym roku.


Jest jakby niespójny, nierówny: intryguje tylko w niektórych scenach, w niektórych wręcz nudzi. Ze strony wizualnej - jest naprawdę piękny, kadry urzekające, Norah Jones czarująca, Jude Law przystojny jak zwykle, ale... no właśnie. Nie ma w nim nic, przez co chciałabym do niego powrócić.


Może jednak jest. Kilka scen, parę minut: spójrzcie na Rachel Weisz i upajajcie się jej krótką, ale wymowną obecnością na ekranie. I wszystkimi scenami, w których partneruje jej David Strathairn.


fotografie: filmweb.pl

20 marca 2010

Agora


2009

reż. Alejandro Amenàbar
scen. Alejandro Amenàbar, Mateo Gil


Wiele można się spodziewać po obrazie, którego sloganem reklamowym jest Najbardziej kontrowersyjny film roku. Oskarżana o obrazę chrześcijaństwa „Agora” w reżyserii Alejandro Amenàbara jest jednak bardziej wiernym i widowiskowym przedstawieniem historycznych zdarzeń, niż próbą wetknięcia kija w mrowisko religijnych waśni.


Gdy pod koniec IV wieku n.e. Imperium Rzymskie chyliło się ku upadkowi, Aleksandria w Egipcie wciąż błyszczała. Tamtejsza biblioteka była miejscem kultu religijnego, gdzie obok pogaństwa istniały: judaizm i zabroniona dotąd religia – chrześcijaństwo. I właśnie to miejsce stało się sceną dla historii, w której religia jest ważniejsza niż moralność (i człowieczeństwo), a miłość przegrywa z filozofią i misją wobec ludzkości. Wielki konflikt między poganami a chrześcijanami, który jest tutaj chyba głównym bohaterem, nie ma za zadanie wywołania antychrześcijańskich uczuć. To raczej pokazanie swoistego truizmu, że wypaczenia w każdej religii są niebezpieczne.


Hypatia – czołowa (jeśli nie jedyna...) feministka swoich czasów jawnie nawołuje do tolerancji. Jej największą namiętnością jest astronomia, a rozważania o istocie wszechświata i budowie kosmosu są wykreowane jakby były surrealistycznym tworem wybitnej myślicielki. Prowadzi badania, poświęcając im całe swoje życie, jest tragiczna w swojej wierności ideałom. Rachel Weisz, piękna jak zwykle, dobrze pokazuje rozemocjonowanie swojej bohaterki, zaangażowanie i pasję, jednak jest trochę zbyt teatralna. Davus (nieco bezbarwny Max Minghella), zakochany w niej niewolnik o delikatnych rysach i niewinności wypisanej na twarzy, przechodzi metamorfozę, której ukazanie jest dość rozczarowujące. Mężczyzna jest rozdarty między utrzymaniem swojej godności, a tożsamości religijnej. Rozmach, z jakim reżyser prezentuje globalny religijny konflikt, nie pozwolił mu skupić się na niuansach psychologicznych tego bohatera.


Konflikt chrześcijaństwa z pogaństwem narasta, osiągając kilka punktów kulminacyjnych, które Amenàbar portretuje z perwersyjnym naturalizmem. Chrześcijanie w ciemnych, powiewających szatach, stają się uosobieniem brutalności. W niektórych ujęciach przypominają złowrogie kruki, a gdy kamera kadruje miasto i agorę z góry – są jak rój much próbujących gorączkowo wydostać się z labiryntu ulic. Pokazanie konfliktu religijnego jest więc tu dramatyczne, ale, na szczęście – nie melodramatyczne.


Gdzieś między polem bitwy a ideą filozoficzną nieśmiało do głosu doc
hodzi zapewnienie o sile miłości. Kochający Hypatię prefekt Orestes (niezły Oscar Isaac) broni jej godności przed wszystkimi dostojnikami kościelnymi. Davus też jest wierny Hypatii do samego końca. „Agora” opowiada również o skomplikowanym systemie społecznym, w którym godność ludzka jest warta tyle co nic. Film nie jest perfekcyjny, ani nie powala na kolana, a jednak porusza istotną, wręcz podniosłą tematykę i może zmusić do przemyśleń bardzo długo po seansie. Kolory ziemi i spokojna muzyka Dario Marianellego tworzą klimat niepokoju i niepewności – o swoją wiarę, ideały, bliższą i dalszą przyszłość. To nie chrześcijaństwo jest winne, ale egoistyczna chęć władzy. Cena jest bardzo wysoka, ale czego się nie zrobi, aby stać się zapamiętanym w księgach, brutalnym, ale ostatecznie i tak rozgrzeszonym świętym..?


Tekst ukazał się TUTAJ
fotografie: filmweb.pl

13 września 2009

Million Dreams


Na prośbę wytwórni Walta Disney'a
Annie Leibovitz zrealizowała magiczną sesję. Każde zdjęcie przedstawia konkretnych bohaterów filmów Disney'a, a w role hiperpopularnych rysunkowo-baśniowych bohaterów wcieliły się największe gwiazdy filmu, muzyki i sportu.
Zdjęcia pokazywane są od kilkunastu miesięcy, w odstępach czasowych i wszystkie możecie obejrzeć na specjalnym blogu



Możemy więc podziwiać Scarlett Johansson jako Kopciuszka, Whoopie Goldberg jako Dżina (gdy Alladynem i Jasminą są Jennifer Lopez i Marc Anthony), Rogera Federera jako Króla Artura, Beyoncé jako Alicję z Krainy Czarów, Davida Beckhama jako książę Filip od Śpiącej Królewny, Jessicę Biel jako Pocahontas, Gisele Bundchen jako Wendy, Mikhaila Baryshnikova, który jest Piotrusiem Panem, a Tina Fey dzwoneczkiem.



Fotografie, które pokazuję, bezapelacyjnie spodobały mi się najbardziej i według mnie najwierniej oddają niepowtarzalny klimat klasycznych bajek Disney'a.
Julie Andrews (wróżka z "Pinokia") i Abigail Breslin:



Przepiękna Rachel Weisz jest Królewną Śnieżką:



A zjawiskowa Julianne Moore - Syrenką Ariel (mistrz świata w pływaniu, Michael Phelps wciela się tutaj w trytona):