Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woody Allen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woody Allen. Pokaż wszystkie posty

16 maja 2012

Allen o Almodóvarze


Dzisiaj mam dla Was jeden z moich ulubionych  cytatów ostatnich tygodni. Nie przypuszczałam, że Woody Allen jest miłośnikiem Pedro Almodóvara (inne teksty o maestro z La Manchy możecie znaleźć TUTAJ) !



"Wy, Europejczycy, jesteście szczęściarzami, 
że macie Pedro. 
Jeśli w Stanach na ekranach nie ma jego filmu, 
nie wiemy, co robić w sobotni wieczór” 
Woody Allen



Które filmy Pedro Almodóvara Wy lubicie najbardziej?


fotografie: listal.com

26 lutego 2012

na kwadrans przed Oscarami...

Moi Drodzy,

Naprawdę bardzo chciałam zrobić rzetelny przegląd przedoscarowy. Ale cóż, skoro większości filmów nie miałam okazji zobaczyć? 
Napiszę więc trochę o faworytach.

Ciekawie temat Oscarów potraktował magazyn "Interview", który z tej okazji na swojej stronie internetowej przypomina wszystkie wywiady, które na przełomie kilku ostatnich lat zostały zrobione z nominowanymi - czy to na temat tegorocznych filmów, czy czegoś zupełnie wcześniejszego. Z kolei "Vanity Fair" po raz kolejny przygotowało swoje "Hollywood Portfolio".

W kategorii Najlepszy Film bezapelacyjnie największym faworytem krytyki jest "Artysta" - czarno-biały, niemy obraz opowiadający historię pewnego aktora, George'a Valentina (Jean Dujardin), który przeżywa kryzys w momencie początku ery kina dźwiękowego.

Michel Hazanavicius, reżyser i scenarzysta filmu powiedział:
"Ludzie, którzy nie oglądają niemych filmów myślą, że jest to doświadczenie intelektualne. To jednak coś zupełnie przeciwnego. To bardzo zmysłowe"

odtwórcy głównych ról Bérénice Bejo i Jean Dujardin 
oraz reżyser Michel Hazanavicius
fot. Steven Pan dla "Interview Magazine"


W kategorii Najlepsza Aktorka faworytką jest mistrzyni Meryl Streep, która swoją (siedemnastą!) nominację zdobyła za rolę Margaret Thatcher w filmie "Żelazna Dama" Phyllidy Lloyd (niektórzy krytycy z przekąsem stwierdzają, iż rola Streep jest jedynym pozytywnym lub najbardziej interesującym aspektem całego filmu.
fot. Brigitte Lacombe dla "Interview Magazine"


Mniej jednoznaczne są prognozy co do aktora, który powinien zdobyć nominację w kategorii Najlepszy Aktor. Najczęściej wymieniane są trzy nazwiska: George Clooney, Brad Pitt i Gary Oldman. Dla Pitta i Oldmana byłby to pierwszy Oscar (Clooney otrzymał statuetkę za drugoplanową rolę w filmie "Syriana"). George Clooney od kilku lat wzbudza we mnie większe emocje jako reżyser (kilka lat temu zakochałam się w jego "Niebezpiecznym Umyśle" i "Good Night and Good Luck", w tym roku bardzo podobały mi się "Idy Marcowe"), ale z roku na rok coraz bardziej doceniam go również jako aktora. Być może "Spadkobiercy" będą dla niego szczęśliwi.


 
fot. Annie Leibovitz dla "Vanity Fair"


Brada Pitta kiedyś nie lubiłam, ale przyznam, że dorosłam i dla niego mogę się zachwycić "Troją" (nie wspominając oczywiście o filmach takich, jak "Fight Club", "Uśpieni", "Przekręt" czy "Tajne przez poufne"). A obejrzenia "Moneyball" nie mogę się doczekać tym bardziej, że reżyser filmu, Bennett Miller jest autorem "Capote" - według mnie, absolutnego arcydzieła.


Brad Pitt i Bennett Miller,
fot. Tom Munro dla "Vanity Fair"


Nie wiem jednak, jak ocenić Gary'ego Oldmana. Nominowany za rolę w "Szpiegu", aktor miota się między filmami bardzo dobrymi, a koszmarnie złymi, nie mogąc zdecydować się chyba na konsekwentne wyprostowanie swojej kariery. Stąd w jego filmografii trafiają się zarówno: "Mroczny Rycerz", "Leon Zawodowiec" czy "Basquiat" (grupa 1.) jak i "Nienarodzony" czy "Dziewczyna w czerwonej pelerynie" (grupa 2.) A szkoda.

Co ciekawe, wielu komentatorów wskazuje, iż czarnym koniem 78. rozdania nagród Akademii może być film "Służące". Pisałam o nim TUTAJ i muszę Wam powiedzieć, że dla mnie jest to jeden z takich filmów, który, mimo że obiektywnie całkiem dobry, nie zostawia na dłużej żadnych większych emocji. I o ile nagroda dla Jessiki Chastain za rolę drugoplanową byłaby zupełnie zasłużona, o tyle nie spodziewam się niczego więcej.

ekipa "Służących": 
reżyser Tate Taylor oraz Octavia Spencer (nominacja w kategorii Najlepsza Rola Drugoplanowa) i Viola Davis (nominacja za Najlepszą Rolę Żeńską)
fot. Annie Leibovitz dla "Vanity Fair"

Internauci natomiast jako swojego faworyta bardzo często wskazują "O północy w Paryżu" Woody'ego Allena. Również o nim już pisałam (o TUTAJ) i do teraz uważam go za jeden z najbardziej rozczarowujących filmów ubiegłego roku. I mam nadzieję, że w kategorii Najlepszy Scenariusz Oryginalny pokona go J.C. Chandor i jego znakomity scenariusz do filmu "Chciwość".

Ciekawie zapowiada się również rywalizacja w kategorii Najlepszy Reżyser. Czy statuetka powędruje w ręce Martina Scorsese?
Oby!

A jakie są Wasze typy?
Będziecie oglądać transmisję na żywo?

1 stycznia 2012

Podsumowanie 2011 roku - część 1.


Jak wspominacie ten rok pod względem filmowym?
Widzieliście w kinach film, który powalił Was na kolana, zmienił sposób myślenia lub zachwycił?

Szczerze mówiąc, nie lubię robić podsumowań, bo ostatecznie i tak okazuje się, że o czymś w nich zapomniałam. Ten rok jednak uważam za wyjątkowo udany (i wiem też, że zostało kilka filmów, których obejrzeć nie zdążyłam, oczywiście żałuję i jak najszybciej to nadrobię) i chciałabym zwrócić szczególną uwagę na kilka filmów, które pojawiły się w kinach w 2011 roku.
Zaczynamy!

SPEŁNIONE OCZEKIWANIE 2011
"Skóra, w której żyję"
reż. Pedro Almodóvar

Do znudzenia powtarzam, że Pedro Almodóvar to mój ulubiony reżyser.
Jego najnowszy film w 90% spełnił moje oczekiwanie, co więcej, mam nadzieję, iż powierzenie głównej roli Antonio Banderasowi pozwoli aktorowi na powrót do pierwszej ligi, z której w ostatnich latach zniknął na trochę grając podstarzałych do Juanów w średnich filmach (jak "Poznasz Przystojnego Bruneta" Woody'ego Allena).


Recenzję filmu "Skóra, w której żyję" możecie przeczytać TUTAJ.


ODKRYCIE 2011

W minionym roku w tej kategorii pisałam o Michaelu Fassbenderze (nie mogę już doczekać się filmu "Shame" Steve'a McQueena!) i Michaelu Shannonie.
W tym roku moim prywatnym odkryciem numer 1. jest Ryan Gosling.



Na pewno zasłużył on na zupełnie osobny tekst, tymczasem najważniejszym powodem, dla którego Gosling pojawia się w tym zestawieniu jest film:

"Drive"
reż. Nicolas Winding Refn


Driver, grany przez Ryana Goslinga jest uzależnionym od adrenaliny bezimiennym kaskaderem, który postanawia pomóc mężowi swojej czarującej sąsiadki uporać się z długami zaciągniętymi u lokalnych mafiozów. Nie fabuła jest tu jednak najważniejsza: to, co "robi" ten film, to klimat, który znamy z najbardziej emocjonujących obrazów z udziałem Steve'a McQueena ("Bullit") i styl (nie tylko kostiumów, ale także sposób prowadzenia akcji), prezentujący Drivera jako bohatera z sąsiedztwa w najlepszym stylu (jakim był na przykład Travis Bickle z "Taksówkarza").


Wydaje mi się też, że jest to także najbardziej niedoceniony przeze mnie film 2011, bo czym więcej o nim myślę, tym bardziej chcę go zobaczyć jeszcze raz, uważniej.

i w tym momencie chcę wspomnieć o jeszcze jednym filmie:

NAJLEPSZA KOMEDIA 2011
"Crazy, Stupid, Love"
reż. John Requa, Glenn Ficarra


Kiedyś zupełnie nie lubiłam komedii. Jednak, przykłady takie jak właśnie "Crazy, Stupid, Love" (albo mój ostatni hit "I love you Philip Morris") sprawiają, że zaczynam się do komedii przekonywać, bo to obraz, który wywołuje autentyczny uśmiech, a nie, jak wiele innych komedii, obrzydzenie.


To opowieść o ciapowatym Calu (Steve Carell), którego właśnie zdradziła żona. Cal, zrozpaczony, pewnego dnia spotyka w barze playboya Jacoba (Ryan Gosling) i pod jego wpływem zmienia się w absolutny wulkan namiętności.


Nie chcę opowiadać o tym filmie więcej, bo łatwo tu popsuć niespodziankę, ale mogę zapewnić, że to film błyskotliwy, świetnie obsadzony (perełką jest także Marisa Tomei w roli nauczycielki-byłej alkoholiczki) i bardzo zabawny.

NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE 2011
"O północy w Paryżu"
reż. Woody Allen


Kapitalny (chociaż w wielu tekstach kultury mocno już eksploatowany) temat przenoszenia się w czasie został tu podany w sposób mdły i, cóż, w efekcie bardzo nudny.
Inez (Rachel McAdams) i Gil (Owen Wilson) w tytułowym mieście zakochanych przygotowują się do swojego ślubu. Gil jednak, podczas nocnych eskapad przenosi się w lata 20., spotyka swoich mistrzów ze świata literatury i sztuki i zamiast patrzeć w przyszłość, cierpi, gdyż nie było mu dane urodzić się kilkadziesiąt lat wcześniej.


Niestety, sam Paryż, odtworzenie klimatu lat 20. i obsadzenie Adriena Brody w roli Salvadora Dali nie wystarczy, by powstał świetny film. I po raz kolejny da się odczuć, że Allenowi brakuje wywrotowych pomysłów, a jego filmom - pazura, który pozwalał mu na pisanie i kręcenie arcydzieł w latach 70. i 80.


Ciąg dalszy podsumowania nastąpi (opowiem Wam jeszcze między innymi o pewnym optymistycznym filmie o przemijaniu i o tym, czy w roku 2011 przełamano w kinie jakieś tabu).
Czekam na Wasze komentarze tutaj, a także w mailach (np. pod adresem kinofilka@gmail.com) - bardzo chętnie poczytam, co Wam się w blogu nie podoba, a co w nim lubicie i w przyszłym roku (ponieważ uwielbiam noworoczne postanowienia) obiecuję sobie pisać systematyczniej.

A Wam życzę dużo szczęścia, miłości, pięknych chwil i niezapomnianych filmowych przeżyć w 2012 roku!

fotografie: listal.com, interviewmagazine.com, thefilmstage.com

22 października 2011

New York, New York

Dzisiaj (w nawiązaniu do środowej Kinomaszyny, o której pisałam TUTAJ) napiszę o kilku filmach, w których jedną z głównych ról gra... Nowy Jork.


Jednym z reżyserów, który szczególnie lubi portretować Nowy Jork jest mistrz Martin Scorsese - wyreżyserował on aż trzy filmy z Nowym Jorkiem w tytule:

- "New York, New York"
(1977)


Rzeczywistość tego filmu to powojenna Ameryka, a jego bohaterami są Jimmy Doyle (Robert De Niro), utalentowany saksofonista i piosenkarka Francine Evans (Liza Minnelli). To dość bolesna historia w konwencji musicalu, w którym dodatkowym bohaterem jest przejmująca zazdrość.


- "Gangi Nowego Jorku"
(2002)


Historia rozgrywająca się w XIX wieku w nowojorskiej dzielnicy Five Points, jednym z najbiedniejszych miejsc w całej Ameryce, gdzie gangi walczyły o kontrolę na ulicach wśród płonących budynków i wszechobecnej politycznej korupcji. Bohaterowie filmu to Amsterdam Vallon (Leonardo DiCaprio), młody irlandzki imigrant, który wraca do Five Points, by zemścić się na Billym Rzeźniku (Daniel Day -Lewis), przywódcy anty-imigranckiego gangu, który był sprawcą śmierci ojca Amsterdama. Przy okazji Amsterdam poznaje Jenny (Cameron Diaz), kobietę-kieszonkowca z równie mroczną przeszłością.


Dla mnie "Gangi Nowego Jorku" to nie tylko historia zawiłego trójkąta, ale także - wspaniale oddana atmosfera niepokoju, jaki trawił Nowy Jork w 1863 roku, gdy do jego bram zastukały echa Wojny Secesyjnej.


Ze ścieżki dźwiękowej do filmu pochodzi piękna, poruszająca kompozycja U2 - "The Hands that Built America". Z tą piosenką wiąże się jedno z moich największych Oscarowych rozczarowań. To była pewna noc w 2003, kapitalnym roku dla kinematografii, bo wśród nominowanych filmów znalazły się takie dzieła jak "Pianista", "Porozmawiaj z nią", "I twoją matkę też", "Godziny" czy "Frida". Natomiast w kategorii na najlepszą piosenkę z zespołem U2 zwyciężył Eminem i jego "Lose Yourself" z "8. Mili", czego ja do tej pory nie potrafię wybaczyć Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej.


- "Nowojorskie opowieści" 
1989

Film składający się z trzech nowel, których autorami, oprócz Martina Scorsese są także Francis Ford Coppola i Woody Allen.


I to właśnie Woody Allen jest również uważany za niekwestionowanego mistrza w portretowaniu w swoich filmach Nowego Jorku.
Na pewno znacie chociaż kilka z jego klasycznych filmów, na przykład "Annie Hall" albo "Manhattan", uważane za kwintesencję stylu Woody'ego Allena i rzeczywistości, w jakiej się rozgrywają.


Ja przyznam, że nie jestem wielką fanką Woody'ego Allena, chociaż absolutnie uwielbiam "Słodkiego drania" i "Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać". Nowy Jork od wielu lat odkrywał przed nami wszelkie neurozy autobiograficznych bohaterów Allena, ale ostatnio Woody Allen zaczął się ostatnio niesamowicie otwierać na inne miasta. Na liście po Wenecji pojawił się Londyn, Barcelona, Paryż... być może o czymś zapomniałam, ale słyszałam, że mistrz komedii już szykuje się do podbijania kolejnych metropolii.


Kolejnym filmem, jaki jeszcze przychodzi mi do głowy jest oczywiście "Seks w wielkim mieście", którego jestem niepoprawną miłośniczką (z resztą zarówno filmu, jak i serialu)...  Piszę o nim znów dzisiaj, bo, nie ukrywajmy – pięć wyzwolonych bohaterek przeżywających swoje frustracje, przygody, dramaty i miłości to jedno, ale żadna z tych historii nie byłaby tak interesująca, gdyby nie otoczenie Nowego Jorku.


To właśnie miasto dało scenarzystom możliwość wykreowania kilku mocnych osobowości, które zmagają się nie tylko ze swoimi problemami, ale także – desperacko starają się wyróżnić w dżungli wielkiego miasta. Myślę, że jest to często pomijany, ale również niesamowicie ważny i chyba najbardziej interesujący aspekt sagi o singielkach.


Ostatnim nowojorskim filmem będzie oczywiście "Zakochany Nowy Jork", czyli jeden z planowanych kilku nowelowych filmów opiewających zalety i podkreślających cechy charakterystyczne wielkich miast.
Myślę, że wielu z nas, nauczonych doświadczeniem "Zakochanego Paryża" spodziewało się zupełnie innego filmu – serii lekkich, przyjemnych historii, które mogłyby pokazać blaski Nowego Jorku. Tutaj natomiast znacznie więcej jest półcieni. 


Muszę przyznać, ze ten film, jak chyba każdy, w którym zbiera się tak wielu różnych twórców by zrobić tak różnorodne tematycznie nowele, jest bardzo nierówny (moje ulubione to te, w których występują Chris Cooper i Robin Wright, Bradley Cooper oraz ta z Shia LaBeoufem i Julie Christie). Jednak, naprawdę warto go obejrzeć, bo poszczególne nowele rozwiają się i splatają ze sobą w dosyć zaskakujący sposób.


A Wy które filmy z Nowym Jorkiem w tle lubicie najbardziej?

PS. Wszystkie audycje będę umieszczać w sieci, więc jeśli będziecie mieli ochotę w wolnej chwili posłuchać, o czym mówię co środę o 19:00 w UniRadiu, już wkrótce Was do tego zaproszę.

fotografie: listal.com

13 września 2010

Everything You Always Wanted to Know!


Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać.


reż. Woody Allen

scen. Woody Allen
1972


...czyli edukacja seksualna według Woody'ego Allena i próba znalezienia odpowiedzi na podstawowe pytania życia intymnego.


Czy afrodyzjaki działają?
Woody-błazen jak zwykle popisuje się dystansem, autoironią, bawi się z nami (i z samym sobą) w skojarzenia. Niczym Hamletowi objawia mu się duch ojca (zmarłego... przy porodzie), a królowa rozpalona namiętnością po wypiciu afrodyzjaku okazała się być zakuta w pas cnoty. Scena "polowania na futerko" czyli zdejmowania owego pasa jest idiotycznie zabawna. Tak samo jak teksty w stylu: "nie mogę pieprzyć ponad stan", czyli ballada o tym, za co lubimy Woody'ego Alenna.



Czym jest sodomia?
Lekarz mieszkający w nowobogackim domu na przedmieściach ma nietypowego pacjenta: Armeńczyk z dziką satysfakcją opowiada mu o swoich doświadczeniach seksualnych z owcą Daisy. Doktor po pierwszym spotkaniu z partnerką jest nią absolutnie zauroczony i zaczyna traktować ją jak księżniczkę. Jednak bezapelacyjni najsłodsze jest owcze sado-maso.


Dlaczego niektóre kobiety mają problem z osiągnięciem orgazmu?
Allen-włoski playboy na weselu. Słuchamy stereotypów o doskonałych włoskich kochankach, jednak bohater po zdjęciu maski dnia codziennego traci całą swoją upozorowaną atrakcyjność, stając się kompletnie nieseksownym napalonym łysiejącym facetem w średnim wieku i białej flanelowej piżamie.


Cały film bazuje na gagach, historie mają z wyraźnie zaznaczoną puentę i obscenicznie abstrakcyjny, typowo allenowski humor. Ja byłam zauroczona (mimo, że nie jestem wielką fanką Allena!).

foto: filmfanatic.org

20 lutego 2010

Vicky Christina Barcelona!


Zabieganie i zapracowanie nie pozwala mi na dzielenie się wszystkimi fantastycznymi znaleziskami tutaj, ale ale... niech chwilą oddechu będzie kilka słów na temat najseksowniejszego filmu minionego roku.

Wyrównaj z obu stron
Vicky Christina Barcelona

2008
reż.
scen. Woody Allen


O tym filmie mówi się (z pewną ignorancją i w dużym uproszczeniu), że Woody Allen zawitał do kraju Almodóvara. Mimo tego, że klasyk komedii znów opuścił swój lekko pretensjonalny Nowy Jork , tym razem na rzecz gorącej Hiszpanii i przybył do Barcelony (mistrz Pedro preferuje Madryt!) - nie można powiedzieć, że jego styl w jakikolwiek sposób przypomina styl Hiszpana - chyba, że odrobinę temperamentem.


Gorąca atmosfera, jaką odczuwa się przez cały czas trwania filmu jest zasługą świetnej obsady: rewelacyjna Penelope Cruz jako Maria Elena (Oscar za najlepszą rolę drugoplanową) - wprawna kusicielka, chodzący południowy temperament, jest piękna i uzależniająca.


Dość naiwna, kokieteryjna, szukająca swojego miejsca w życiu Christina - Scarlett Johansson


i, oczywiście, obłędnie przystojny, hipnotyzujący Juan Antonio - Javier Bardem (dobra rola, chociaż grzechem byłoby ją porównywać z rolami tego kalibru jak Reinaldo Arenas z "Zanim Zapadnie Noc" lub Róman Sampedro z "W stronę morza")


Równie interesująca jest Rebeca Hall jako Vicky - zrównoważona, opanowana, traci głowę dla Juana Antonio będącego kompletnym przeciwieństwem mężczyzny, za którego ma zamiar wyjść za mąż.


Warto zobaczyć ten film nie tylko dla obsady i pięknych hiszpańskich plenerów. Historia jest dość prosta, ale pikantna i wciągająca. Jeden mężczyzna i trzy kobiety, które zrobiłyby dla niego absolutnie wszystko. Poza tym - kilka elektryzujących scen (z już słynnym pocałunkiem Penelope i Scarlett w ciemni fotograficznej na czele) i dialogi okraszone typowo Allenowskim humorem.

fotografie - filmweb.pl