Jak wspominacie ten rok pod względem filmowym?
Widzieliście w kinach film, który powalił Was na kolana, zmienił sposób myślenia lub zachwycił?
Szczerze mówiąc, nie lubię robić podsumowań, bo ostatecznie i tak okazuje się, że o czymś w nich zapomniałam. Ten rok jednak uważam za wyjątkowo udany (i wiem też, że zostało kilka filmów, których obejrzeć nie zdążyłam, oczywiście żałuję i jak najszybciej to nadrobię) i chciałabym zwrócić szczególną uwagę na kilka filmów, które pojawiły się w kinach w 2011 roku.
Zaczynamy!
SPEŁNIONE OCZEKIWANIE 2011
"Skóra, w której żyję"
reż. Pedro Almodóvar
Do znudzenia powtarzam, że
Pedro Almodóvar to mój ulubiony reżyser.
Jego najnowszy film w 90% spełnił moje oczekiwanie, co więcej, mam nadzieję, iż powierzenie głównej roli
Antonio Banderasowi pozwoli aktorowi na powrót do pierwszej ligi, z której w ostatnich latach zniknął na trochę grając podstarzałych do Juanów w średnich filmach (jak
"Poznasz Przystojnego Bruneta" Woody'ego Allena).
Recenzję filmu
"Skóra, w której żyję" możecie przeczytać
TUTAJ.
ODKRYCIE 2011
W minionym roku w tej kategorii pisałam o
Michaelu Fassbenderze (nie mogę już doczekać się filmu
"Shame" Steve'a McQueena!) i
Michaelu Shannonie.
W tym roku moim prywatnym odkryciem numer 1. jest
Ryan Gosling.
Na pewno zasłużył on na zupełnie osobny tekst, tymczasem najważniejszym powodem, dla którego
Gosling pojawia się w tym zestawieniu jest film:
"Drive"
reż. Nicolas Winding Refn
Driver, grany przez
Ryana Goslinga jest uzależnionym od adrenaliny bezimiennym kaskaderem, który postanawia pomóc mężowi swojej czarującej sąsiadki uporać się z długami zaciągniętymi u lokalnych mafiozów. Nie fabuła jest tu jednak najważniejsza: to, co
"robi" ten film, to klimat, który znamy z najbardziej emocjonujących obrazów z udziałem
Steve'a McQueena (
"Bullit") i styl (nie tylko kostiumów, ale także sposób prowadzenia akcji), prezentujący
Drivera jako
bohatera z sąsiedztwa w najlepszym stylu (jakim był na przykład
Travis Bickle z
"Taksówkarza").
Wydaje mi się też, że jest to także najbardziej
niedoceniony przeze mnie film 2011, bo czym więcej o nim myślę, tym bardziej chcę go zobaczyć jeszcze raz, uważniej.
i w tym momencie chcę wspomnieć o jeszcze jednym filmie:
NAJLEPSZA KOMEDIA 2011
"Crazy, Stupid, Love"
reż. John Requa, Glenn Ficarra
Kiedyś zupełnie nie lubiłam komedii. Jednak, przykłady takie jak właśnie
"Crazy, Stupid, Love" (albo mój ostatni hit
"I love you Philip Morris") sprawiają, że zaczynam się do komedii przekonywać, bo to obraz, który wywołuje autentyczny uśmiech, a nie, jak wiele innych komedii, obrzydzenie.
To opowieść o ciapowatym
Calu (
Steve Carell), którego właśnie zdradziła żona.
Cal, zrozpaczony, pewnego dnia spotyka w barze playboya
Jacoba (
Ryan Gosling) i pod jego wpływem zmienia się w absolutny wulkan namiętności.
Nie chcę opowiadać o tym filmie więcej, bo łatwo tu popsuć niespodziankę, ale mogę zapewnić, że to film błyskotliwy, świetnie obsadzony (perełką jest także
Marisa Tomei w roli nauczycielki-byłej alkoholiczki) i bardzo zabawny.
NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE 2011
"O północy w Paryżu"
reż. Woody Allen
Kapitalny (chociaż w wielu tekstach kultury mocno już eksploatowany) temat przenoszenia się w czasie został tu podany w sposób mdły i, cóż, w efekcie bardzo nudny.
Inez (
Rachel McAdams) i
Gil (
Owen Wilson) w tytułowym mieście zakochanych przygotowują się do swojego ślubu.
Gil jednak, podczas nocnych eskapad przenosi się w lata 20., spotyka swoich mistrzów ze świata literatury i sztuki i zamiast patrzeć w przyszłość, cierpi, gdyż nie było mu dane urodzić się kilkadziesiąt lat wcześniej.
Niestety, sam Paryż, odtworzenie klimatu lat 20. i obsadzenie
Adriena Brody w roli
Salvadora Dali nie wystarczy, by powstał świetny film. I po raz kolejny da się odczuć, że
Allenowi brakuje wywrotowych pomysłów, a jego filmom - pazura, który pozwalał mu na pisanie i kręcenie arcydzieł w latach 70. i 80.
Ciąg dalszy podsumowania nastąpi (opowiem Wam jeszcze między innymi o pewnym optymistycznym filmie o przemijaniu i o tym, czy w roku 2011 przełamano w kinie jakieś tabu).
Czekam na Wasze komentarze tutaj, a także w mailach (np. pod adresem kinofilka@gmail.com) - bardzo chętnie poczytam, co Wam się w blogu nie podoba, a co w nim lubicie i w przyszłym roku (ponieważ uwielbiam noworoczne postanowienia) obiecuję sobie pisać systematyczniej.
A Wam życzę dużo szczęścia, miłości, pięknych chwil i niezapomnianych filmowych przeżyć w 2012 roku!
fotografie: listal.com, interviewmagazine.com, thefilmstage.com