Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milena Canonero. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milena Canonero. Pokaż wszystkie posty

22 lutego 2015

Przedoscarowe typowania

Jak zwykle nie wyrobiłam się z obejrzeniem wszystkich nominowanych filmów, ale to nie przeszkadza mi w równym stopniu, jak w poprzednich latach, emocjonować się dzisiejszym rozdaniem Oscarów.
Mimo że nie widziałam wszystkich filmów, mam jednak swoje typy:

Najlepszy film

Jestem rozdarta między dwoma filmami. Za co powinny otrzymać statuetkę?


"Birdman" za złożoną, szalenie ironiczną opowieść, będącą z jednej strony zjadliwą satyrą na Hollywood, a z drugiej strony przejmującą opowieścią o mężczyźnie, który zmaga się z własnym ego i poczuciem życiowej porażki.
O filmie pisałam TUTAJ.

"Boyhood" za ciepłą, ale nie przesłodzoną, tworzoną na przestrzeni dwunastu lat historię o rozpadzie pewnej rodziny i próbach jej funkcjonowania, o dojrzewaniu (zarówno do życia, jak i pewnych decyzji) i za sprawienie, że pozornie zwyczajne zdarzenia ogląda się z zainteresowaniem, podziwem, a nawet zachwytem nad portretowaną codziennością.
O filmie pisałam TUTAJ.

Najlepszy reżyser

Tutaj ponownie nie mogę się zdecydować.



Alejandro González Iñárritu, jeden z moich absolutnie ukochanych reżyserów, w "Birdmanie" zmienił kompletnie rejestr emocjonalny swojej twórczości i przeszedł od tworzenia najbardziej depresyjnych filmów świata ("21 gramów", "Biutiful") do historii, która bawi w szalenie błyskotliwy sposób (nie przestając zmuszać do refleksji). 
uwaga na marginesie: w zeszłym roku Oscara w tej kategorii zdobył Alfonso Cuarón, również Meksykanin, prywatnie przyjaciel Gonzáleza Iñárritu (panowie razem z Guillermo del Toro zwani są los tres Mariachis). Dlatego tym bardziej byłoby miło, jakby to Alejandro w tym roku wrócił do domu ze statuetką.

Richard Linklater natomiast osiągnął coś, co wydaje się być zadaniem karkołomnym - pokazał dwanaście zwyczajnych (chociaż z reguły dosyć dramatycznych) lat pewnej rodziny i udało mu się dzięki temu stworzyć pewną uniwersalną historię o rodzinnej miłości.

Najlepszy scenariusz oryginalny

"Birdman" (Armando Bo, Alexander Dinelaris, Nicolás Giacobone, Alejandro González Iñárritu) lub "The Grand Budapest Hotel" (Wes Anderson)
O filmie Andersona pisałam TUTAJ.

Najlepszy scenariusz adaptowany

"Whiplash" (Damien Chazelle) lub "Gra tajemnic" (Graham Moore)

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa


Mam podejrzenie, że nominacja dla Julianne Moore jest w pewnym sensie "uznaniowa" - jej rola w "Still Alice" jest dobra, Moore świetnie sportretowała dramat kobiety, która (w zbyt młodym wieku) dowiaduje się, że jest chora na Alzheimera, a jednocześnie wydaje mi się, że nie jest to najlepsza rola Moore w jej karierze (ja uwielbiam ją w "Daleko od nieba", "Godzinach" i "Uwikłanych"). Co nie zmienia faktu, że w tym roku chyba jednak góruje nad konkurentkami (i jej też najbardziej kibicuję).

Najlepszy aktor pierwszoplanowy


Według mnie jest to pojedynek feniksa odradzającego się z popiołów w pewnej złożonej, bardzo autotematycznej roli z bardzo młodym mistrzem aktorskiej techniki, a zatem statuetka trafi albo do rąk Michaela Keatona ("Birdman") albo Eddiego Redmayne'a ("Teoria wszystkiego").

Najlepsza aktorka drugoplanowa


Patricia Arquette, "Boyhood", najlepsze ogniwo całej produkcji.

Najlepszy aktor drugoplanowy 

 
Przejmujący, zawłaszczający cały ekran J.K. Simmons, "Whiplash" (chociaż Edward Norton w "Birdmanie" też był prześwietny)

Najlepszy film  nieanglojęzyczny


Nie widziałam wszystkich filmów nominowanych w tej kategorii (przede wszystkim jednego z faworytów, "Lewiatana"), niemniej całym sercem jestem za "Idą" (chociaż "Dzikie historie", których pisałam TUTAJ i "Mandarynki" to również kapitalne filmy).
Ta kategoria w ogóle zawsze wydawała mi się najdziwniejsza, bo okay, o ile można jakoś porównać ze sobą różne filmy pod względem produkcyjnym, czy gatunkowym, to jak porównywać filmy nie tylko różne gatunkowo, ale i zupełnie odmienne kulturowo?

Najlepszy montaż

"Boyhood" (Sandra Adair)

fot. Greg Williams

Najlepsze zdjęcia

"Birdman" (Emmanuel Lubezki)


Najlepsze kostiumy


Całym sercem jestem za Mileną Canonero ("The Grand Budapest Hotel"), która tworząc kostiumy do filmu Wesa Andersona inspirowała się malarstwem Klimta, Łempickiej i Grosza.

Najlepsza charakteryzacja i fryzury

"The Grand Budapest Hotel"

Najlepsza scenografia

"The Grand Budapest Hotel" (Anna Pinnock, Adam Stockhausen)



A Wy za kogo trzymacie kciuki???

fotografie: elcolombiano.com, elvistazo.es, metrotimes.com, indiewire.com, nymag.com

31 marca 2014

Grand Budapest Hotel

reż. Wes Anderson
scen. Wes Anderson
2014


Pewien pisarz (Tom Wilkinson) uważa, że najlepsze inspiracje do tworzenia książek przynosi mu samo życie. Aby przekonać nas, widzów, iż jego powieści są wybuchową mieszanką jego fantazji i zasłyszanych historii, sięga pamięcią kilkadziesiąt lat wstecz i opisuje nam swój pobyt w lekko podupadłym Grand Budapest Hotel. To tam, jeszcze piękny, młody i ciekawy świata (na dodatek o aparycji Juda Law), spotkał niejakiego pana Mustafę (F. Murray Abraham), tajemniczego bogacza, który podczas wspólnej kolacji opowiedział mu szczegółowo pewne wydarzenia ze swojej młodości.


Te sekwencje w formie retrospekcji przenoszą nas do lat 30. w fikcyjnej Republice Żubrówka, którą Wes Anderson zasiedlił masą fantastycznych bohaterów i powiązał ich siecią historii, które w efekcie dają film będący nie tylko koktajlem gatunków, ale i wspaniałą, błyskotliwą, czarującą, ale i nieco nostalgiczną opowieścią o pasjach, namiętnościach i pewnym obrazie. Głównymi bohaterami filmu są Gustave H. (rewelacyjnie obsadzony Ralph Fiennes), doskonały portier hotelu Grand Budapest i miłośnik kobiet (ważne, by były dojrzałe, majętne i blond) oraz Zero (Tony Revolori), boy hotelowy, który staje się powiernikiem, wybawicielem, ale i prawdziwym przyjacielem Gustava. 



Mam wrażenie, że "Grand Budapest Hotel" powstał po to, by Wes Anderson mógł dać upust swojej nieograniczonej wyobraźni: kilkunastu bohaterów, wiele małych historii tworzących osobliwy gatunkowy patchwork oraz ogromna dbałość o estetykę... w tym przypadku absolutnie nie jest to zarzut. Połączenia między tymi mininarracjami są bardzo błyskotliwe, bo sam Anderson ma naprawdę wspaniałe poczucie humoru, miejscami nieco czarne, ale zawsze rozbrajające. Każdy bohater to zupełnie osobna, fascynująca historia - zakochana w Gustavie Madame D. (Tilda Swinton), ofiarowująca w spadku swojemu kochankowi cenny (aczkolwiek nieco szkaradny) obraz przedstawiający chłopca z jabłkiem, jej syn Dmitri (wspaniały Adrien Brody), furiat i despota, któremu towarzyszą trzy siostry (wyglądające jak zdjęte z obrazów Gustava Klimta, wymienianego przez kostiumografkę, Milenę Canonero jako jedną z głównych inspiracji), jego usłużny znajomy-zabijaka (Willem Dafoe) nie rozstający się ze swoimi kastetami, najgorszy portier na świecie (Jason Schwartzman), prawy i odważny adwokat (Jeff Goldblum), urocza pomocnica najsłynniejszego cukiernika w mieście (Saoirse Ronan), główny macho więzienia Ludwig (Harvey Keitel) czy dobroduszny oficer policji (Edward Norton) - tworzą wielobarwną galerię złożonych osobowości.



Wesa Andersona można kochać, lub nie znosić, bo jego specyficzny styl z pewnością bywa dla niektórych widzów męczący. "Grand Budapest Hotel" to jednak film, który warto obejrzeć choćby ze względu na wciągającą (miejscami może wręcz pozornie chaotyczną) plątaninę wątków i liczne odwołania do innych dzieł sztuki czy popkultury (tatuaże Ludwiga są piękną parodią najgorszych przykładów więziennej sztuki tatuażu, autotematyczna rola Adriena Brody przywodzi na myśl jego występ w "O północy w Paryżu" Woody'ego Allena, a niektóre kostiumy i kadry są niemal identyczną kopią malarstwa Klimta, Łempickiej czy Grosza). 
Ja podczas seansu kilkakrotnie wydałam szczery okrzyk zachwytu.



PS. Mam do tego filmu dosyć osobisty stosunek z jeszcze jednego powodu, poza absolutnym uwielbieniem dla Wesa Andersona: zdjęcia do "Grand Budapest Hotel" kręcone były w Sudetach (czyli najpiękniejszych górach regionu, z którego pochodzę) oraz niemieckim mieście Görlitz, które było niegdyś jednym z moich ulubionych celów szybkich wycieczek (trudno się dziwić, patrząc na klimatyczne uliczki, czarujące zaułki i przepiękne kamienice). Mój ulubiony moment w filmie to natomiast scena, w której Gustave po ukradnięciu ze ściany "Chłopca z jabłkiem" chce zakryć powstałe puste miejsce na ścianie innym dziełem sztuki. Rozgląda się wokół i wybiera "coś szkaradnego", co okazuje się być... obrazem Egona Schiele.


fotografie: cinemania.es, listal.com


24 marca 2014

Alfabet Wesa Andersona - część 1

Wielokrotnie pisałam tutaj, że jestem wręcz fanatyczną miłośniczką kina Wesa Andersona. Dlatego też z okazji premiery jego najnowszego filmu (która już w najbliższy piątek!) przygotowałam coś, co wprawi nas wszystkich w odpowiedni przedpremierowy klimat:

A - Aktorzy


Naprawdę uwielbiam, gdy reżyserzy zapraszają swoich ulubionych aktorów do ponownej współpracy. Jestem przekonana, że zawsze świadczy to o ogromnym zaufaniu z obu stron oraz świetnym, twórczym klimacie na planie, który pozwala wszystkim czuć się komfortowo. Nie inaczej jest w przypadku Wesa Andersona - Owen Wilson, Jason Schwartzman, Bill Murray (mówi się, że to Wes Anderson odkrył Billa Murray'a dla kina niezależnego. Zaproponował aktorowi rolę w "Rushmore", mimo że wiedział, iż stawką Murray'a było wtedy 9 milionów, a budżet filmu był niewielki. "No to obedniemy trochę zer" - miał powiedzieć Bill. I obciąć dokładnie trzy), Anjelica Huston, Willem Dafoe, Tilda Swinton, Adrien Brody czy Waris Ahluwalia - to nazwiska, które (ku mojej wielkiej uciesze) powtarzają się w listach obsadowych.
Ale jeśli miałabym z wymienionych wyżej nazwisk wybrać moją najulubieńszą konfigurację, bez wątpienia będzie to Wes Anderson i Jason Schwartzman


B - Baumbach Noah
C - Coppola Roman

To najwierniejsi współpracownicy Andersona w zakresie pisania scenariuszy.
Roman Coppola jest synem Francisa Forda Coppoli i tak, tak, bratem Sophii, z którą wielokrotnie pracował na planie (jako drugi reżyser lub producent). Jest również autorem reklam i teledysków (współpracował z Mobym, The Strokes, Marianne Faithfull czy Kylie Minogue).


Noah Baumbach natomiast jest nie tylko oryginalnym scenarzystą, ale również cenionym reżyserem. Jego (autobiograficzny) film "Walka żywiołów" został świetnie przyjęty przez krytykę i dał nazwę angielskiemu folkowo-rockowemu zespołowi Noah And The Whale, który stworzył kombinację imienia reżysera z oryginalnym tytułem "The Squid and the Whale". Sam Noah ma natomiast syna, któremu nadał imię Rohmer, w hołdzie mistrzowi francuskiego kina, Ericowi Rohmerowi
Kilka miesięcy temu było o Baumbachu szczególnie głośno w kontekście filmu "Frances Ha", który stworzył wspólnie ze swoją ukochaną, Gretą Gerwig (to ona również zagrała tytułową bohaterkę). 


D - Darjeeling

Czyli cel podróży głównych bohaterów "Pociągu do Darjeeling" (prawdopodobnie mojego ulubionego filmu z całej filmografii Andersona).
Peter (Adrien Brody), Jack (Jason Schwartzman) i Francis (Owen Wilson) to trzej bracia. Po roku nie rozmawiania ze sobą rozpoczynają podróż, podczas której chcą się zjednoczyć, odkryć samych siebie i otworzyć na to, co proponuje im świat. Tytułowy pociąg do Darjeeling ze swoimi wzorzystymi tapetami i specyficzną obsługą stanie się dla nich nie tylko środkiem transportu, ale także osobliwą przestrzenią do podsumowania dotychczasowego życia. 
O filmie pisałam TUTAJ.


F - Fantastyczny pan Lis

Wspaniała animowana ekranizacja prozy Roalda Dahla to jeden z moich najulubieńszych filmów animowanych wszech czasów. 
Tytułowy główny bohater (mówiący obłędnym głosem George'a Clooney'a) bez skrupułów okrada szkaradnych farmerów z małej wsi. Poszkodowani postanawiają więc wypowiedzieć mu wielką wojnę. Film z punktu widzenia estetyki jest naprawdę oszałamiający, to również skarbnica świetnego humoru i szczegółów, które sprawiają, że chce się do niego wracać i odkrywać te detale ponownie.



G - Genialny Klan

To właśnie od "Genialnego klanu" rozpoczęła się moja przygoda z Wesem Andersonem (ale, przyznam szczerze, miłością zapałałam do niego nieco później). 
Dysfunkcyjna rodzina, perwersyjna przyjemność w wypełnianie kadrów detalami, które możliwe są do odkrycia dopiero, gdy naciśniemy przycisk "pauza", barwna galeria zakręconych postaci (każda z własnym, jednakowo fascynującym, mikrokosmosem problemów, radości i dziwactw)... 
Plus, Stylówka Margot Tenenbaum (Gwyneth Paltrow): oczy wymalowane na czarno, tenisowa sukienka, torebka Birkin - bohaterka, wzorowana najprawdopodobniej na wizerunku Nico, modelce, jednej z muz Warhola, wokalistce Velvet Underground, wzbudziła podobną sensację, co sam film.




H - Hotele

Być może hotel, jako miejsce akcji, i jednocześnie bardzo interesująca przestrzeń do analizy, dołączyła na stałe do ulubionych przestrzeni Wesa Andersona. To przecież budynek pełen - identycznych, lub przeciwnie, dekorowanych różnorodnie - pokojów, które stanowią jedną całość, ale jednocześnie stają się na chwilę zupełnie osobistymi przestrzeniami dla osób, które je zasiedlają. To również zbiorowisko postaci, które pozornie przez pewien okres mieszkają zupełnie niezależnie od siebie, a jednak, poprzez bliskość i charakter budynku, tworzą w tym czasie zadziwiającą społeczność.
Zanim powstał "Grand Budapest Hotel", istniał już "Hotel Chevalier" (jako uzupełnienie jednego z wątków "Pociągu do Darjeeling"), czyli krótkometrażowa opowieść o pewnej miłości (a właściwie jej braku). W rolach głównych wystąpili Jason Schwartzman i Natalie Portman, a film (będący kwintesencją stylu reżysera) możecie obejrzeć TUTAJ.


K - Kostiumy

Jak wszystko w universum Wesa Andersona, również kostiumy nie mogą być zbiorem przypadkowych części garderoby. Zazwyczaj odpowiedzialna jest za nie żywa legenda kostiumografii, pochodząca z Włoch laureatka trzech Oscarów - Milena Canonero.
Artystka była stałą współpracowniczką Stanley'a Kubricka ("Barry Lyndon", "Mechaniczna pomarańcza"), stworzyła również niezapomniane kostiumy do "Marii Antoniny"
W przypadku najnowszego filmu Andersona, "Grand Budapest Hotel", inspiracjami dla Canonero były przede wszystkim fotografie Man Raya i George'a Hurrella, a także malarstwo Gustava Klimta, Keesa van Dongena, Tamary Łempickiej oraz George'a Grosza.


Co ciekawe, samego Wesa Andersona (i jego garnitury przestraszonego maturzysty) można odnaleźć na listach najlepiej ubranych reżyserów.

*   *   *
Niektóre informacje pochodzą z tekstu Barbary Hollender "Artysta, który innym ofiarowuje przyjaźń", który można znaleźć na stronie Rzeczpospolitej oraz TEGO tekstu na stronie Vanity Fair.

Ciąg dalszy nastąpi...

fotografie: hollywoodreporter.com, filmweb.pl, listal.com, blogs.indiewire.com

27 lipca 2012

Pociąg do Darjeeling

reż. Wes Anderson
scen. Wes Anderson, Jason SchwartzmanRoman Coppola
2007

Film polecam w drugim numerze SHOT Magazine.


Peter, Jack i Francis to trzej bracia. Po roku nie rozmawiania ze sobą rozpoczynają podróż, podczas której chcą się zjednoczyć, odkryć samych siebie i otworzyć na to, co proponuje im świat. Tytułowy Pociąg do Darjeeling ze swoimi wzorzystymi tapetami i specyficzną obsługą stanie się dla nich nie tylko środkiem transportu, ale także osobliwą przestrzenią do podsumowania dotychczasowego życia. 


Cały film jest wielką grą: bracia grają ze sobą nawzajem plotkując, zawierając potajemne pakty i odkrywając tajemnice, których nie chcieli do tej pory wypowiedzieć na głos. Podczas przystanków w kolejnych miastach odkrywają nie tylko mentalność mieszkańców, piękno krajobrazów czy egzotykę rytuałów, ale także zaczynają pojmować, że zrozumienie przeszłości i pogodzenie się z nią stanie się kluczem do odzyskania wewnętrznej (dawno zagubionej) równowagi.


Reżyser gra z naszym zmysłem estetyki. Nic dziwnego, dbałość o filmową przestrzeń jest jedną z cech charakterystycznych jego twórczości. W „Pociągu do Darjeeling” pozwala nam upajać się kolorytem Indii (cały film jest swoistą demonstracją jego zainteresowania tą częścią świata oraz kinematografią Bollywood) i szczegółami wystroju pociągu, miesza siłę naturalnych kontrastów między naturą, architekturą a rytuałami i sprawia, że nieświadomie zaczynamy zwracać uwagę na wszystkie detale. Kostiumy do filmu zaprojektowała Milena Canonero, która wcześniej stworzyła dla Andersona charakterystyczne uniformy załogi statku w filmie „Podwodne życie ze Stevem Zissou”, a także między innymi oscarową garderobę w „Marii Antoninie” Sofii Coppoli czy niezapomniane kostiumy w filmach Stanley’a Kubricka („Lśnienie”, „Mechaniczna pomarańcza”, „Barry Lyndon”). Walizki Louis Vuitton, będące wizytówkami filmu, nośnikami wspomnień i zarazem równoprawnymi bohaterkami opowieści (podróżują z braćmi będąc ich największą pamiątką po ojcu) zaprojektował sam Marc Jacobs.


Kapitalny scenariusz stał się świetnym materiałem nie tylko dla reżysera, ale również dla aktorów: Peter (Adrien Brody) jest chodzącą melancholią, Jack (Jason Schwartzman) ma obsesję na punkcie swojej byłej dziewczyny i marzy o karierze pisarskiej, a Francis (Owen Wilson) wydaje się być najbardziej śmiałym i ułożonym z braci, podczas gdy w rzeczywistości również szuka równowagi: wszyscy trzej aktorzy stworzyli postacie z jednej strony kompletnie ze sobą kontrastujące, a jednocześnie tworzące, wbrew pozorom, bardzo zgraną drużynę. Warto zwrócić uwagę na pojawiających się w epizodach Billa Murray'a oraz Natalie Portman, a także Anjelice Huston, jedną z ulubionych aktorek Wesa Andersona, która w „Pociągu do Darjeeling” gra matkę głównych bohaterów.


Humor w filmach Wesa Andersona jest wysublimowany, żeby nie powiedzieć: odrobinę snobistyczny. Bazuje na chwilowych absurdach czy pozornie nic nie znaczących imponderabiliach. To świat, w którym drukarka i maszyna do laminowania stanowią niezbędny ekwipunek podczas duchowej podróży po Indiach. Co więcej, poza oryginalnością i niepowtarzalnym charakterem w twórczości Andersona można dostrzec jeszcze jedną wielką zaletę: ma w sobie dużo prawdy. To mądre kino, które nie może się znudzić. 


Wes Anderson powiedział kiedyś: „Najlepsze filmy mojego dzieciństwa to te, które do tej pory sprawiają mi przyjemność”. Idąc tym tropem pozostaje mi jedynie dodać, że cała filmografia Wesa Andersona jest czystą przyjemnością, którą warto odkryć.


Zauważyliście, jak dużo tu ostatnio Wesa Andersona? Recenzje innych jego filmów możecie przeczytać TUTAJ, lub klikajac po kolei:

24 maja 2012

Podwodne życie ze Stevem Zissou

reż. Wes Anderson
scen. Wes Anderson, Noah Baumbach
2004


Ponieważ Wes Anderson był jednym z bohaterów mojej obrony pracy licencjackiej, chcę poświęcić dzisiejszy post jednemu z jego filmów.
Anderson to jeden z tych twórców, którzy wywołują szczególnie skrajne uczucia. Przez fanów (do których, przyznaję, dołączyłam dosyć niedawno) jest bezgranicznie uwielbiany, jego przeciwnicy zarzucają (sama już nie wiem, czy fanom, czy samemu reżyserowi) intelektualny snobizm, a jako argumenty podają między innymi przesadne stylizowanie filmów i zbyt abstrakcyjny żart, czyli dokładnie to, co można w kinie Andersona bezgranicznie pokochać.


"Podwodne życie ze Stevem Zissou" to właśnie jeden z takich filmów: pięknie wystylizowany, okraszony wielką dawką rewelacyjnego poczucia humoru. Tytułowy bohater (kapitalny Bill Murray) jest oceanografem, który tworzy słynne filmy dokumentalne opisujące jego pasjonujące podróże. Podczas jednej z takich wypraw ginie (pożarty przez rekina-jaguara) Esteban - najbliższy współpracownik i jednocześnie najlepszy przyjaciel Zissou. Ten poprzysięga zemstę na potworze i wyrusza w kolejną podróż.


Co w tym filmie zachwyca najbardziej?
Po pierwsze, warstwa wizualna. Statek ekipy Zissou pokazany jest z ogromną precyzją, każda jego kajuta to zupełnie osobna historia (warto zwrócić na to uwagę w scenie, w której Steve prowadza swojego syna w tajniki swojej pracy). Zachwyca również fauna i flora świata oceanicznego, która została wykreowana przez Henry'ego Selicka ("Miasteczko Halloween") i jest ona z jednej strony wyrazem nieograniczonej wręcz wyobraźni Wesa Andersona, ale także projekcją wyobrażeń samego Steve'a Zissou na temat podwodnego świata.


Po drugie, bohaterowie. Poza tytułową gwiazdą mórz podczas wyprawy pojawiają się Eleanor Zissou (Anjelica Huston), żona, "mózg" każdej operacji, Ned Plimpton (Owen Wilson), podający się za syna Steve'a, ciężarna Jane (Cate Blanchett), reporterka gromadząca materiał do artykułu o swoim idolu-oceanografie, a także barwna galeria współpracowników Zissou, wśród których chyba na największą uwagę zasługuje Klaus (świetny Willem Dafoe), niemiecki mechanik oraz Bill (Bud Cort), wysłannik skarbówki posługujący się płynnie językiem filipińskim. 


Po trzecie, kostiumy. Wykreowane przez Milenę Canonero (autorkę kostiumów do filmów takich, jak "Lśnienie", "Mechaniczna pomarańcza" czy "Pożegnanie z Afryką"), stylizowane na stare, charakterystyczne okrycia płetwonurków w połączeniu z czerwonymi czapeczkami z pomponami są dodatkowym elementem  komicznym filmu (który, wbrew pozorom, czystą komedią wcale nie jest!)


Mnie ten film absolutnie urzekł, a wykorzystanie piosenki "Life on Mars" Davida Bowiego dodało mu klasy (w tym raz zaśpiewanej po portugalsku przez Seu Jorge, tej wersji możecie posłuchać TUTAJ). 
Rewelacja!

fotografie: aquic.com.ar, listal.com

13 czerwca 2010

What to wear

Dzisiaj coś do pooglądania - wśród wszystkich kategorii Nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, nominacje w kategoriach najbardziej "plastycznych" są niewątpliwie największą ucztą dla oczu.
Tym razem: Oscary za najlepsze kostiumy. Starałam się wybrać najbardziej efektowne zdjęcia, żeby pokazać bogactwo zdobień, feerię barw, niezliczone ilości zdobień, kilometry materiałów, to jest autentycznie zachwycające.

Oto laureaci z przeciągu ostatnich dziesięciu lat:

2010 - Sandy Powell - "Młoda Wiktoria"


2009
- Michael O’Connor - "Księżna"



2008 - Alexandra Byrne - "Elizabeth: Złoty Wiek"



2007 - Milena Canonero - "Maria Antonina"



2006 - Colleen Atwood - "Wyznania gejszy"



2005 - Sandy Powell - "Aviator"



2004
- Ngila Dickson i Richard Taylor - "Władca Pierścieni, część III. Powrót króla"


2003 - Colleen Atwood - "Chicago"


2002
- Catherine Martin i Angus Strathie - "Moulin Rouge"


2001 - Janty Yates - "Gladiator"



Dla mnie faworytką jest zdecydowanie "Maria Antonina" (!) w szpilkach od Manolo Blahnika. A dla Was?


fotografie: filmweb.pl