18 lutego 2012

Najwięksi zapomniani tegorocznych Oscarów


Już za tydzień odbędzie się 84. ceremonia wręczenia Oscarów. Przyznam, że nie mogę się już doczekać, dlatego przez najbliższe kilka dni będę pisać wyłącznie na ten temat. Postaram się też zrobić błyskawiczną internetową prasówkę i opowiedzieć Wam o tym, co na temat Oscarów i nominowanych piszą moje ulubione zagraniczne magazyny. Na pierwszy ogień wezmę hiszpańską Cinemanię oraz największych według jej redaktora, Yago Garcíi, zapomnianych tegorocznych Oscarów.




Redaktor hiszpańskiego magazynu zapytuje: Czy Akademia karze Larsa Von Triera za wybryk z Cannes? Gdzie byli jej członkowie, gdy Michael Fassbender pokazywał, jak wiele potrafi? Czy David Fincher umrze bez otrzymania statuetki? Być może jest w tych pytaniach trochę przesady, jednak krytyka Yago Garcíi nie jest zupełnie nieuzasadniona.


oto lista największych zapomnianych według oscarowych kategorii:


1. Najlepszy film

"Drive"
reż. Nicolas Winding Refn


Rzeczywiście, brak nominacji dla filmu, który poprzez swój specyficzny klimat, porównywany z atmosferą obrazów z lat 50. (kult Jamesa Deana) i 60. (definicja męskości według Steve'a McQueena) już został uznany za film kultowy, to duży nietakt.
Mnie brak nominacji dziwi tym bardziej, że otrzymał ją najnowszy film Woody'ego Allena, "O północy w Paryżu", który jest według mnie zbitką banałów w pięknym opakowaniu.

"Melancholia"
reż. Lars Von Trier



Yago García wskazuje na pewien precedens (pomijając skandal z Cannes, kiedy to Von Trier powiedział, że długo wydawało mu się, że jest Żydem i był z tego powodu bardzo szczęśliwy. Później jednak okazało się, że jest nazistą i to również sprawiło mu przyjemność. "Rozumiem Hitlera" - dodał): "Melancholia" zarówno przez krytyków, jak i fanów twórczości Von Triera wskazywana jest jako najlepszy film reżysera.
Garcíwspomina również kontrowersje związane z wcześniejszym filmem Duńczyka, "Antychrystem" i pyta: "Czy w momencie rozdawania nominacji Akademia nie bierze pod uwagę niegrzecznych chłopców?"


2. Najlepszy Reżyser
Tomas Alfredson ("Szpieg")



Świetny scenariusz o skomplikowanej strukturze, znakomici aktorzy, piękna muzyka... Zapomniano o osobie, która potrafiła złożyć to w całość.

David Fincher 
("Dziewczyna z tatuażem")


Niektórzy uważają, że poważnym błędem Akademii było nie przyznanie Fincherowi statuetki za "The Social Network". Brak nominacji oznacza brak jakiejkolwiek chęci na naprawienie tego błędu w tym roku. Yago García określił stratą możliwości nagrodzenia jednego z najlepszych reżyserów naszych czasów.

3. Najlepsza Aktorka Pierwszoplanowa
Tilda Swinton 
("Musimy porozmawiać o Kevinie")



Rola Evy w thrillerze Lynne Ramsay jest jedną z najbardziej emocjonalnych i zdecydowanie najsilniej wpajających się w umysł ról Tildy Swinton
"Tak, to niesympatyczna postać. Tak, to nieprzyjemna historia" - pisze García. I dodaje, że brytyjskiej aktorce nie za blisko do mainstreamu, ale niezwykła charyzma zapewnia jej mocną pozycję we współczesnej kinematografii. I mimo licznych nominacji (między innymi do Złotego Globu) za rolę matki tytułowego Kevina, Swinton nie udało się przekonać Akademii (według mnie mogłaby spokojnie zając miejsce Violi Davis, która, nominowana za "Służące", o których pisałam TUTAJ, znacznie bardziej na Oscara zasłużyła swoją rolą w "Wątpliwości". Wtedy przegrała jednak z Penelope Cruz).

4. Najlepszy Aktor Pierwszoplanowy
Michael Fassbender
("Wstyd")




García: pisze: "To zbrodnia zapomnieć o tym facecie i o tym filmie".
Dodaje również, że jeśli Akademia uznała ten film (i tę rolę) za zbyt prowokacyjną (o czym przekonamy się już wkrótce, "Wstyd" do polskich kin wchodzi już 24 lutego. Napiszę po raz setny, że nie mogę się doczekać!), można było nominować Fassbendera za drugoplanową rolę w "Niebezpiecznej Metodzie" lub "X Men: Pierwsza Klasa".


Leonardo DiCaprio
("J. Edgar")



Hiszpański dziennikarz tym razem zastanawia się: "Gdy Clint Eastwood oferuje ci na tacy rolę, która wydaje się być wspaniałą przynętą dla statuetek... Przechodzą i olewają cię. Co ma ten bystrzak Brad Pitt, czego nie masz ty, Leo?"
A ja jako wielka fanka Leonardo DiCaprio zastanawiam się razem z nim. 


W swoim artykule Yago García wspomina także: Shailene Wodley (Najlepsza Aktorka Drugoplanowa w "Spadkobiercach"), Andy'ego Serkisa (Najlepszy Aktor Drugoplanowy w... "Genezie Małp"), Alberta Brooksa (Najlepszy Aktor Drugoplanowy w "Drive"), Pedro Almodóvara (Najlepszy Scenariusz Adaptowany za "Skórę, w której żyję") i "Tintina" oraz jego brak nominacji w kategorii Najlepszy Film Animowany.


A Wy macie swoich niewybaczalnych zapomnianych tegorocznych Oscarów?

źródło: cinemania.es

4 lutego 2012

Ryan Gosling, again!


Dzisiaj druga część artykułu, który w całości możecie przeczytać na portalu G-Punkt.pl.


Ubiegły rok rzucił jeszcze inne światło na Ryana Goslinga. Nicolas Winding Refn za reżyserię minimalistycznego „Drive” zdobył Złotą Palmę na festiwalu w Cannes, natomiast odgrywający w nim główną rolę Ryan Gosling pokazał, iż potrafi stworzyć postać kultową. Jego Driver jest uzależnionym od adrenaliny bezimiennym kaskaderem, który postanawia pomóc mężowi swojej czarującej sąsiadki uporać się z długami zaciągniętymi u lokalnych mafiosów. To mężczyzna, który nie idzie na kompromis, w sposobie poruszania się i ubierania przypomina Jamesa Deana i Steve’a McQueena, jest bezwzględnym, samozwańczym „bohaterem z sąsiedztwa” w stylu Travisa Bickle’a z „Taksówkarza”. Reżyser Nicolas Winding Refn przyznaje również, iż z Goslingiem łączy go prawdziwa przyjaźń: „Jesteśmy dwójką ludzi z jednym umysłem. On jest jak moje alter-ego”.


Ryan Gosling jest także muzykiem: wraz z Zachiem Shieldsem współtworzy zespół Dead Man’s Bones, którego kompozycje utrzymane są w mrocznym klimacie, porównywanym do Nicka Cave’a skrzyżowanym z eklektyczną estetyką zespołu Beirut, a teksty piosenek jak „My Body’s A Zombie For You” czy „Flowers Grow Out Of My Grave” przyniosły zespołowi w Sieci status „Tima Burtona muzyki”.


Gosling chętnie opowiada o tym, że w wolnym czasie zajmuje się rzeźbiarstwem i stolarką (samodzielnie stworzył kilka drewnianych obiektów, które pojawiły się w scenografii do filmu „Pamiętnik”), uwielbia grać na ukulele i oglądać teledyski na YouTube, co pozwala mu kreować wizerunek chłopca z sąsiedztwa.


Gosling jest również bardzo samokrytyczny i nie lubi oglądać siebie na ekranie. „Nie ma możliwości, by w dwugodzinnym filmie zawrzeć całe doświadczenie jego tworzenia. To jest zawsze w pewnym sensie rozczarowujące. Najbardziej ekscytujące w kręceniu filmu jest to, że może on być czymkolwiek i nie ma co do tego żadnych ograniczeń. Muszę więc przypominać sobie, że wielu ludzi oglądających film nie było zaangażowanych w jego tworzenie, więc tak naprawdę wcale nie wiedzą, co tracą” – przyznał w wywiadzie dla magazynu „Interview”.


Na 2012 rok Ryan Gosling ma między innymi przewidziany udział w kolejnym filmie Dereka Cianfrance’a, natomiast z reżyserem Nicolasem Windingiem Refnem aktor stworzy remake swojego ulubionego filmu, „Ucieczka Logana” – przygodowego science-fiction z 1976 roku. Można przypuszczać, że oczekiwania w stosunku do obu produkcji będą bardziej, niż wysokie, zważając na poprzeczkę, jaką ustawiły „Blue Valentine” oraz „Drive”. Być może również spełnią się prognozy George’a Clooney’a. Być może naprawdę warto zacząć bać się Goslinga, skoro na ekranie i poza nim potrafi być zarówno czarującym playboyem, chłopcem z sąsiedztwa, aroganckim yuppie i kultowym bohaterem, a tytuł artykułu o Richardzie Gere na stronie włoskiego „Vogue’a” zatytułowany jest: „Moja żona uwielbia Ryana Goslinga”


źródła:
- Karolina Sulej, Hej, dziewczyno, „Wysokie Obcasy” (opublikowany w Internecie na stronie:http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53668,10664415,Hej__dziewczyno.html, dostępność: 28.01.2012)
- vogue.it
- interviewmagazine.com

fotografie: listal.com

2 lutego 2012

Ryan Gosling


Luty to miesiąc Oscarowy, ale zanim zacznę pisać o nominowanych i faworytach - kilka słów o aktorze, który uznawany jest za jednego z największych pominiętych tegorocznego rozdania.
Artykuł w całości możecie przeczytać na stronie G-Punkt.pl

fot. Mikael Jansson

Aktora, który swoją karierę zaczynał jako dziecięca gwiazda w Klubie Myszki Mickey nie można chyba nazwać supernową. A jednak, popularność Ryana Goslinga rośnie z dnia na dzień, czyniąc z niego jedną z największych gwiazd młodego pokolenia. W Internecie aktor uzyskał już status kultowego – wydaje się, że każdy powód jest dobry, by pisać o Ryanie Goslingu. Tym lepszą okazją jest polska premiera "Id marcowych" w reżyserii George'a Clooneya. Filmu, w którym Gosling wciela się w rolę młodego, przebojowego i bezwzględnego specjalisty od politycznego PRu.


W wywiadzie dla włoskiego „Vogue’a” George Clooney powiedział o Goslingu: „On jest jedną z najbardziej utalentowanych osób, z jakimi kiedykolwiek miałem przyjemność pracować. Jest inteligentny, charyzmatyczny, przystojny. Jestem pewien, że za kilka lat będzie prawdziwym problemem dla innych aktorów”. To poniekąd tłumaczy, dlaczego ubiegły rok bez wątpienia należał do Ryana Goslinga. Dwie nominacje do Złotych Globów, okładki magazynów, piszczące fanki – gdy w 2010 roku Gosling po roli w „Blue Valentine” Dereka Cianfrance’a wszedł do pierwszej ligi, wszyscy z niecierpliwością czekali na jego kolejne filmy. Trzeba przyznać, że role w „Kocha, lubi, szanuje”, „Idach marcowych” oraz „Drive” ugruntowały jego pozycję w Hollywood.

fot. Mikael Jansson

Internetowy kult Ryana Goslinga ma bardzo zabawne podłoże: aktor stał się bohaterem internetowego memu - „Hey, girl” (pewnego frazesu czy koncepcji, która rozprzestrzenia się za pomocą portali społecznościowych, blogów, forów i komunikatorów internetowych pomiędzy powielającymi i modyfikującymi ją osobami). Na stronie fuckyeahryangosling.tumblr.com możemy znaleźć zdjęcia z filmów czy sesji zdjęciowych aktora z absurdalnie zabawnymi podpisami, jak: „Hej dziewczyno, gender jest konstruktem społecznym, ale wszyscy lubią się przytulać” czy „Hej dziewczyno, wiem, że Elizabeth Grosz uważa, że ciało jest powierzchnią, na której zapisane są prawo, moralność i inne wartości, jednak moje ciało teraz naprawdę ma ochotę na jedzenie z tobą na ganku płatków czekoladowych”. Gdy podczas wywiadu dla MTV dziennikarz pokazał Goslingowi kilka memów, aktor czytał je ze śmiechem.


Idealnym obiektem uwielbienia jest również Jacob – grany przez Goslinga bohater filmu „Kocha, lubi, szanuje”. To typowy playboy: rewelacyjnie ubrany, elokwentny, zamożny. Ma także świetne ciało („jesteś taki sfotoszopowany!” – mówi jedna z jego kochanek na widok jego torsu), zniewalające spojrzenie i niezawodny sposób na kobiety (przed pójściem do łóżka, odgrywa z nimi słynną scenę tanecznego „lotu” z filmu „Dirty Dancing”). Ta rola to dla Goslinga nie tylko nominacja do Złotego Globu, ale również możliwość przekonania widzów, że ma do siebie spory dystans i świetnie sprawdza się w komedii.


Kariera Ryana Goslinga zaczęła się w Klubie Myszki Mickey, gdzie występowali również Christina Aguillera, Britney Spears i Justin Timberlake. Z jego rodziną aktor mieszkał przez dwa lata i do dziś uważa ich za bardzo ważną część swojego życia. Kino natomiast odkryło Goslinga w roku 2001, gdy po roli młodego Żyda-nazisty w filmie „Fanatyk” otrzymał nagrodę Independent Spirit dla najlepszego aktora. 

fot. Mikael Jansson

Kolejnym przełomowym filmem w karierze Ryana Goslinga był bez wątpienia „Pamiętnik”– melodramat, który uczynił z aktora obiekt pożądania, ponieważ grany przez niego Noah wspaniale wpisał się w archetyp zakazanego kochanka. Za tę rolę, a właściwie - za duet, który Gosling stworzył z Rachel McAdams,  posypały się dość kuriozalne nagrody, jak Teen Choice w kategoriach: najseksowniejsza scena miłosna, ulubiona chemia filmowa czy, oczywiście, najlepszy filmowy pocałunek (ten docenili również widzowie MTV). Wydaje się jednak, że Ryan Gosling prowadzi swoją karierę dość przemyślaną drogą. Dwa lata później wystąpił w filmie „Szkolny chwyt”, a rola nauczyciela uzależnionego od narkotyków przyniosła mu pierwszą nominację do Oscara i potwierdziła skłonność Goslinga do aktorskich metamorfoz. 2007 rok to filmy „Miłość Larsa” i „Słaby Punkt”. W pierwszym zagrał autystycznego tytułowego bohatera, który wchodzi w trudny, pełen skomplikowanych emocji związek z tajemniczą Bianką, która jest… gumową lalką. Drugi obraz to thriller, gdzie Gosling wcielił się w ambitnego, aroganckiego prokuratora, partnerując Anthony’emu Hopkinsowi.


Trzy lata później, po występie w filmie „Blue Valentine” Dereka Cianfrance Ryan Gosling został uznany przez magazyn „Interview” za jedno z odkryć 2010 roku. „Blue Valentine” to kameralne, bardzo intymne studium związku, w którym dwójka ludzi od spontanicznego, młodzieńczego zakochania, przez spokój codzienności, przechodzi w fazę wyniszczającego kryzysu małżeńskiego. Gosling jako kochający swoją żonę i córeczkę, ale niezbyt ambitny i nadużywający alkoholu Dean, świetnie pokazuje wszystkie stany i niuanse swojej postaci. O pracy na planie i relacji z partnerującą mu Michelle Williams aktor mówił: „Nigdy wcześniej nie czułem takiej więzi z innym aktorem. Myślę, że wynikało to z faktu, iż wiedziałem, że ona pracowała nad rolą przez sześć lat. Ja tworzyłem swoją przez cztery, a Derek próbował zrobić ten film od dwunastu lat. I gdy w końcu udało nam się ukończyć film, doskonale się znaliśmy. To zaufanie, którego nie potrafisz zdobyć podczas kilku miesięcy prób”.


ciąg dalszy nastąpi.

źródła:
- Karolina Sulej, Hej, dziewczyno, „Wysokie Obcasy” (opublikowany w Internecie na stronie:http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53668,10664415,Hej__dziewczyno.html, dostępność: 28.01.2012)
- vogue.it
- interviewmagazine.com

fotografie: Mikael Jansson (interviewmagazine.com), listal.com, fuckyeahryangosling.tumbrl.com

29 stycznia 2012

The Muppets


reż. James Bobin
scen. Jason Segel, Nicholas Stoller
2011

Najnowszy pełnometrażowy film o Muppetach jest wprost zachwycający. Jedynym zarzutem, jaki nasuwa mi się na myśl, mogłoby być to, iż "The Muppets" to film przede wszystkim dla fanów twórczości Jima Hensona. Według mnie jest to jednak ogromna zaleta i jego największa siła.


Na samym początku poznajemy Waltera i Gary'ego (Jason Segel) - dwóch braci, oddanych sobie bez reszty. Gary jest człowiekiem, a Walter- Muppetem, jednak nie przeszkadza im to w zupełnie harmonijnym porozumieniu. 


W tle pojawia się także wątek miłosny - Gary ma śliczną i dobrą narzeczoną Mary (Amy Adams), która jednak boi się, że miłość braterska zbyt mocno dominuje życie jej narzeczonego. Wątek "ludzki" jest jednak tylko dodatkiem do fabuły. Cukierkowe piosenki i bujne choreografie mają przede wszystkim zadowolić najmłodszych widzów. Bo głównymi gwiazdami tego filmu są, oczywiście, Muppety. 


Gdy okazuje się, że teatr Muppetów (który teraz jest zapomnianym, zakurzonym muzeum) ma zostać zrównany z ziemią, a bezwzględny potentat Tex Richman (świetny Chris Cooper) planuje rozpocząć tam wydobycie ropy naftowej, Walter postanawia działać. Jedynym sposobem na zdobycie 10 milionów dolarów niezbędnych do wykupienia teatru jest ponowne zebranie wszystkich Muppetów i danie przedstawienia. Problem jednak w tym, iż paczka Muppetów rozpadła się dawno temu.


Walter namawia Kermita, by zabrali się do pracy. Miś Fozzie, który gra w barze w bandą podróbek Muppetów (i Davem Grohlem!), Gonzo - potentat w branży sanitariatów, szwedzki Kucharz czy przebywający w zakładzie psychiatrycznym Zwierzak postanawiają znów stworzyć zgrany zespół. Pierwszy problem pojawia się wtedy, gdy okazuje się, iż największa gwiazda teatru - panna Piggy - na dobre osiadła w Paryżu.


Postać Piggy wykreowana została z dużą ironią - nigdyś wielka gwiazda sceny, teraz: redaktorka (ważnego!) działu we francuskim Vogue'u - moda dla puszystych - nie spieszy się do opuszczenia swojej idealnej posady, pięknego biura i eleganckiego Paryża. Co ciekawe, postać pewnym sensie koresponduje również z filmem "Diabeł ubiera się u Prady" (jak wiadomo, opartym na wspomnieniach byłej współpracowniczki redaktorki naczelnej amerykańskiego Vogue'a, Anny Wintour), ponieważ sekretarkę Piggy gra... Emily Blunt (która w "Diable..." wykreowała rolę asystentki demonicznej naczelnej, Mirandy Priestly).



Niemniej, miłość panny Piggy do sławy, świateł sceny (i, oczywiście, Kermita) jest zbyt silna i gwiazda postanawia dołączyć do zespołu. Rozpoczynają się wielkie przygotowania do finałowego przedstawienia, które, według mnie, jest kwintesencją tego, co w odcinkowym Muppet Show było najlepsze.

 
Każdy Muppet pokazuje na scenie to, co umie robić najbardziej (upływ czasu bardzo dobrze podkreśla fakt, iż każdy z nich wyszedł już nieco z wprawy), a początek spektaklu, bliźniaczy z czołówką telewizyjną, w sercach wiernych fanów Muppet Show przywołuje piękne wspomnienia i, z pewnością, nutę nostalgii. Gwarantuję, że niejednemu z Was łza zakręci się w oku.


Moim ulubionym fragmentem muppetowego przedstawienia jest bez wątpienia występ Księżniczek Drobiu, klip możecie zobaczyć tutaj:


Muppet Show był dla mnie również zawsze programem niesamowicie bezpretensjonalnym. Zapraszane do niego gwiazdy odkrywały swoje nieznane, najlepsze i najprzyjemniejsze oblicze (jak Sylvester Stallone śpiewający z Muppetami rzewne piosenki, jak duet Kermita z Kylie Minogue czy występy Eltona Johna z Miss Piggy). Tym bardziej wzruszyło mnie, gdy okazało się, iż punktem kulminacyjnym walki o teatr będzie... chłopiec wygwizdujący walca. Takie proste, a takie piękne.


Filmowi można też zarzucić pewną wtórność. Motyw z upadającym teatrem Muppetów pojawił się już w filmie "Gwiazdka Muppetów", tutaj jednak walka nabiera zupełnie innego wymiaru. Tym razem już zupełnie jasno widać, że nie jest to walka o teatr sam w sobie, tylko o pamięć. Dlatego pomimo kiczowatego początku muszę powiedzieć, że film zachwyca i rzuca na kolana. I z pewnością wszyscy fani Muppet Show zrozumieją, co mam na myśli...


fotografie: listal.com, muppet.wikia.com

23 stycznia 2012

Rzeź


Kochani!
Z pewnością na wielu z Was czeka jeszcze sesja, dlatego na początek napiszę Wam, że trzymam kciuki za wszystkie egzaminy. Ja z radością mogę powiedzieć, że swoje obie sesje już skończyłam, coraz mocniej wkręcam się w pisanie pracy licencjackiej i odkrywam kolejne filmy, które bardzo bardzo chcę obejrzeć.

Tymczasem, do listy filmów, które rozgrywają się w jednym pomieszczeniu, możemy dołączyć najnowszy film Romana Polańskiego, "Rzeź". Muszę przyznać, że zrobił on na mnie spore wrażenie.


W nakręconym na podstawie sztuki "Bóg mordu" autorstwa Yasminy Rezy filmie poznajemy dwa małżeństwa: Penelope (Jodie Foster) i Michael (John C. Reilly) Longstreet oraz Nancy (Kate Winslet) i Alan (Christoph Waltz) Cowan to pary, które spotykają się, by omówić typowo rodzicielską kwestię: syn Cowanów pobił młodego Longstreeta. Trzeba więc poznać powody i wyciągnąć konsekwencje.


Staje się to przyczynkiem do długiej, wyczerpującej i, co najciekawsze, niesamowicie błyskotliwej i miejscami naprawdę zabawnej dyskusji o życiu małżeńskim, wychowywaniu dzieci, życiowych priorytetach, pasjach (lub ich braku), (nie)spełnieniu zawodowym... "Rzeź" to film przegadany, ale jest to rozmowa najwyższej klasy, podczas której czasami słowa wypadają z mocą amunicji karabinu maszynowego i trafiają w samo sedno.


Winslet, Foster i Waltz kreują od początku bardzo mocne osobowości z niezmiennymi przekonaniami, broniące swoich racji. Mnie jednak zachwycił John C. Reilly, który początkowo gra zgodnie ze swoim dotychczasowym emploi - spokojnego, wycofanego ojca rodziny (jak w "Godzinach" czy "Musimy porozmawiać o Kevinie"). W "Rzezi" obserwujemy jednak fascynującą przemianę Michaela, a John C. Reilly potwierdza swoją aktorską wszechstronność.


Muszę przyznać, że do tej pory nie byłam wielką fanką twórczości Romana Polańskiego, co więcej, jego filmy oglądałam bez większej uwagi czy zaangażowania. "Rzeź" rozbudziła we mnie jednak apetyt na więcej.


fotografie: listal.com

5 stycznia 2012

Podsumowanie 2011 roku - część 2.


W poprzedniej części podsumowania (TUTAJ) obiecałam, że napiszę o najbardziej optymistycznym filmie o... przemijaniu. Oto on:

"Restless"
reż. Gus van Sant

 
To wspaniała, refleksyjna historia miłosna nieuleczalnie chorej dziewczyny i chłopca, który po śmierci rodziców ukojenie znajduje w przyjaźni z duchem japońskiego kamikaze i chodzeniu na pogrzeby. Oryginalna (ale absolutnie nie przesadzona!) i oniryczna poetyka filmu od razu skradły moje serce. Jest tu też wiele detali, które przepięknie tworzą klimat (jak styl ubierania głównej bohaterki i jej zamiłowanie do ornitologii). Plus Mia Wasikowska i Henry Hopper (muszę to napisać: syn Dennisa Hoppera) w rolach głównych - warto zwrócić na nich uwagę, bo to bardzo złożone, dojrzałe i świetnie zagrane role.


Do twórczości Gusa van Santa mam bardzo ambiwalentne uczucia (zakochałam się w "Milku", do dziś nie mogę znieść "Last Days"), ale muszę przyznać, że "Restless" jest jednym z najlepszych, a na pewno najciekawszych filmów 2011 roku.

2011 roku to w kinie też w pewnym sensie przełamywanie tabu. Poznaliśmy bowiem dwa filmy, które dotykają tematów wcześniej nieeksploatowanych (ewentualnie do tej pory nieśmiało się pojawiających) we współczesnej kinematografii.


TABU 1 - kazirodztwo
"Kieł"
reż. Giorgos Lanthimos



Rodzice, dwie córki i syn - pozornie miła, normalna rodzina. Gdy okazuje się, że dzieci nigdy nie opuściły wysokich murów domu, rodzice wychowują ich zamknięciu tworząc iluzję miejsca idealnego, a ich wszystkie doświadczenia (żeby nie powiedzieć: odruchy, także potrzeby seksualne syna) kontrolowane są przez despotycznego, bezkompromisowego ojca, u widza pojawiają się pierwsze dreszcze.


Z drugiej strony, to również film miejscami perwersyjnie śmieszny, który niesie mocne przesłanie o niebezpieczeństwie izolacji i ekstremizmu. Warto obejrzeć.


TABU 2 - poddanie pod wątpliwość bezwarunkowej miłości matki do dziecka
- tak tak, być może brzmi to trochę enigmatycznie, ale jest to jeden z głównych tropów poruszanych w mrocznym, poniekąd wręcz zatrważającym filmie

"Musimy porozmawiać o Kevinie"
reż. Lynne Ramsay


Eva jest bardzo samotna. Na początku dowiadujemy się tylko, iż z jakiegoś bardzo ważnego powodu żyje na zupełnym marginesie społeczeństwa (będąc nieustannie szykanowaną i zastraszaną). Wkrótce okazuje się jednak, iż miała kiedyś wspaniałego męża, dwójkę dzieci i była zapaloną, bardzo znaną podróżniczką. Mamy też niejasne, ale bardzo silne przeczucie, że najsilniejszym ogniwem łączącym przeszłość i teraźniejszość jest tytułowy Kevin - syn Evy.



I tutaj znów muszę przyznać, że jest to film doskonale obsadzony, bo niepodważalny talent i wrażliwość Tildy Swinton oraz szaleństwo i niepokorność Ezry Millera układają się w koncert bardzo sugestywnego aktorstwa. Dodatkową wartością filmu jest także temat - reżyserka nie daje nam gotowych odpowiedzi, ale  pokazując tę demoniczną historię pozostawia otwartą furtkę do oceny (nie)moralności tamtego świata przedstawionego.


i jeszcze taki mały żart dla wszystkich, którzy już widzieli film:
 

i na koniec ...


NAJPIĘKNIEJSZA SCENA MIŁOSNA W KINIE W 2011 ROKU
"Chico i Rita"
reż. Tono Errando, Javier Mariscal, Fernando Trueba


O tym filmie pisałam dość obszernie TUTAJ, zapraszam, jeśli chcielibyście sobie przypomnieć o czym on jest.
Tymczasem, zostawiam Was ze wspomnianą sceną:



fotografie i plakaty: listal.com

1 stycznia 2012

Podsumowanie 2011 roku - część 1.


Jak wspominacie ten rok pod względem filmowym?
Widzieliście w kinach film, który powalił Was na kolana, zmienił sposób myślenia lub zachwycił?

Szczerze mówiąc, nie lubię robić podsumowań, bo ostatecznie i tak okazuje się, że o czymś w nich zapomniałam. Ten rok jednak uważam za wyjątkowo udany (i wiem też, że zostało kilka filmów, których obejrzeć nie zdążyłam, oczywiście żałuję i jak najszybciej to nadrobię) i chciałabym zwrócić szczególną uwagę na kilka filmów, które pojawiły się w kinach w 2011 roku.
Zaczynamy!

SPEŁNIONE OCZEKIWANIE 2011
"Skóra, w której żyję"
reż. Pedro Almodóvar

Do znudzenia powtarzam, że Pedro Almodóvar to mój ulubiony reżyser.
Jego najnowszy film w 90% spełnił moje oczekiwanie, co więcej, mam nadzieję, iż powierzenie głównej roli Antonio Banderasowi pozwoli aktorowi na powrót do pierwszej ligi, z której w ostatnich latach zniknął na trochę grając podstarzałych do Juanów w średnich filmach (jak "Poznasz Przystojnego Bruneta" Woody'ego Allena).


Recenzję filmu "Skóra, w której żyję" możecie przeczytać TUTAJ.


ODKRYCIE 2011

W minionym roku w tej kategorii pisałam o Michaelu Fassbenderze (nie mogę już doczekać się filmu "Shame" Steve'a McQueena!) i Michaelu Shannonie.
W tym roku moim prywatnym odkryciem numer 1. jest Ryan Gosling.



Na pewno zasłużył on na zupełnie osobny tekst, tymczasem najważniejszym powodem, dla którego Gosling pojawia się w tym zestawieniu jest film:

"Drive"
reż. Nicolas Winding Refn


Driver, grany przez Ryana Goslinga jest uzależnionym od adrenaliny bezimiennym kaskaderem, który postanawia pomóc mężowi swojej czarującej sąsiadki uporać się z długami zaciągniętymi u lokalnych mafiozów. Nie fabuła jest tu jednak najważniejsza: to, co "robi" ten film, to klimat, który znamy z najbardziej emocjonujących obrazów z udziałem Steve'a McQueena ("Bullit") i styl (nie tylko kostiumów, ale także sposób prowadzenia akcji), prezentujący Drivera jako bohatera z sąsiedztwa w najlepszym stylu (jakim był na przykład Travis Bickle z "Taksówkarza").


Wydaje mi się też, że jest to także najbardziej niedoceniony przeze mnie film 2011, bo czym więcej o nim myślę, tym bardziej chcę go zobaczyć jeszcze raz, uważniej.

i w tym momencie chcę wspomnieć o jeszcze jednym filmie:

NAJLEPSZA KOMEDIA 2011
"Crazy, Stupid, Love"
reż. John Requa, Glenn Ficarra


Kiedyś zupełnie nie lubiłam komedii. Jednak, przykłady takie jak właśnie "Crazy, Stupid, Love" (albo mój ostatni hit "I love you Philip Morris") sprawiają, że zaczynam się do komedii przekonywać, bo to obraz, który wywołuje autentyczny uśmiech, a nie, jak wiele innych komedii, obrzydzenie.


To opowieść o ciapowatym Calu (Steve Carell), którego właśnie zdradziła żona. Cal, zrozpaczony, pewnego dnia spotyka w barze playboya Jacoba (Ryan Gosling) i pod jego wpływem zmienia się w absolutny wulkan namiętności.


Nie chcę opowiadać o tym filmie więcej, bo łatwo tu popsuć niespodziankę, ale mogę zapewnić, że to film błyskotliwy, świetnie obsadzony (perełką jest także Marisa Tomei w roli nauczycielki-byłej alkoholiczki) i bardzo zabawny.

NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE 2011
"O północy w Paryżu"
reż. Woody Allen


Kapitalny (chociaż w wielu tekstach kultury mocno już eksploatowany) temat przenoszenia się w czasie został tu podany w sposób mdły i, cóż, w efekcie bardzo nudny.
Inez (Rachel McAdams) i Gil (Owen Wilson) w tytułowym mieście zakochanych przygotowują się do swojego ślubu. Gil jednak, podczas nocnych eskapad przenosi się w lata 20., spotyka swoich mistrzów ze świata literatury i sztuki i zamiast patrzeć w przyszłość, cierpi, gdyż nie było mu dane urodzić się kilkadziesiąt lat wcześniej.


Niestety, sam Paryż, odtworzenie klimatu lat 20. i obsadzenie Adriena Brody w roli Salvadora Dali nie wystarczy, by powstał świetny film. I po raz kolejny da się odczuć, że Allenowi brakuje wywrotowych pomysłów, a jego filmom - pazura, który pozwalał mu na pisanie i kręcenie arcydzieł w latach 70. i 80.


Ciąg dalszy podsumowania nastąpi (opowiem Wam jeszcze między innymi o pewnym optymistycznym filmie o przemijaniu i o tym, czy w roku 2011 przełamano w kinie jakieś tabu).
Czekam na Wasze komentarze tutaj, a także w mailach (np. pod adresem kinofilka@gmail.com) - bardzo chętnie poczytam, co Wam się w blogu nie podoba, a co w nim lubicie i w przyszłym roku (ponieważ uwielbiam noworoczne postanowienia) obiecuję sobie pisać systematyczniej.

A Wam życzę dużo szczęścia, miłości, pięknych chwil i niezapomnianych filmowych przeżyć w 2012 roku!

fotografie: listal.com, interviewmagazine.com, thefilmstage.com