Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thomas Bo Larsen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thomas Bo Larsen. Pokaż wszystkie posty

16 lutego 2015

Druga szansa

reż. Susanne Bier
scen. Anders Thomas Jensen
2014


"Druga szansa" ma te same cechy, co najlepsze filmy duetu tworzonego przez Susanne Bier (reżyseria) i Andersa Thomasa Jensena (scenariusz). To ponownie nieco nieprawdopodobna historia, pokazana jednak z zachowaniem wszelkich zasad logiki. To kino bezkompromisowe, nie uznające żadnych niedomówień, naturalistyczne i emocjonalne do granic możliwości, jak "Tuż po weselu" czy nagrodzony Oscarem "W lepszym świecie".


Andreas (Nikolaj Coster-Waldau) mógłby być nazwany człowiekiem sukcesu - ma kochającą żonę (Maria Bonnevie), cudownego małego synka oraz imponujący dom w przepięknej okolicy. Pracuje jako detektyw w parze ze swoim najlepszym przyjacielem, Simonem (Ulrich Thomsen). Rewersem dla życia Andreasa jest to, co dzieje się w pewnym mieszkaniu, do którego wraz z partnerem dociera on na skutek interwencji. Okazuje się, że przyczyną wezwania jest awantura w domu Tristana (Nikolaj Lie Kaas) - poznanego niegdyś narkomana, mającego na swoim koncie nie tylko problemy z twardymi używkami, ale i liczne pobicia swoich byłych dziewczyn. Na miejscu okazuje się, że Tristan i jego obecna partnerka wychowują wspólnie malutkie dziecko, które Andreas znajduje w stanie skrajnego zaniedbania. Pewne tragiczne wydarzenia sprawią, że drogi detektywa i Tristana ponownie się skrzyżują, co doprowadzi do serii kolejnych dramatów.


Film jest zbudowany na opozycjach (które, szczególnie na początku filmu, wybrzmiewają dzięki montażowi równoległemu, czyli przeplataniu poszczególnych scen przynależących do różnych wątków): podstawową tworzą oczywiście Andreas i Tristan, sielanka i patologia. Kolejna to Andreas i Simon, który jest nie stroniącym od alkoholu rozwodnikiem, mamy tu zatem budującą rodzinę i wyniszczającą samotność. Susanne Bier nie stworzyła jednak jednowymiarowego filmu, w którym wszystko jest czarne lub białe, a sprzeczne i kontrastujące wydarzenia, sceny bądź postacie okazują się być takie wyłącznie z pozoru.


Reżyserka na planie spotkała się z jednymi z najpopularniejszych i najlepszych duńskich aktorów. Nikolaj Coster-Waldau w roli Andreasa i Maria Bonnevie jako jego żona Anna stworzyli bardzo dobre, złożone role, jednak to Nikolaj Lie Kaas (który z Bier pracował już przy filmach "Bracia" czy "Otwarte Serca") w roli narkomana Tristana kradnie ekran w każdej scenie, w której się pojawia. Pozostając przy kwestiach obsadowych, smuci mnie jedynie niewykorzystanie potencjału Thomasa Bo Larsena (świetnego w "Festen" czy "Polowaniu" Thomasa Vinterberga), który tutaj pojawia się w epizodycznej roli barmana.


"Druga szansa" jest obrazem nieprawdopodobnie przykrym i trudnym w odbiorze (z powodu naturalistycznej estetyki oraz tematu), co nie powinno być rozpatrywane w kategoriach wady. Przeciwnie, to film bardzo przemyślany, który gra na emocjach widza i trzyma w napięciu od początku niemal do samego końca, próbując dać jedną z wersji odpowiedzi na pytanie o to, jak zachowuje się człowiek w obliczu tragedii i szoku, a także jak bardzo jesteśmy gotowi uwierzyć pozorom.


fotografie: dfi.dk

18 marca 2013

Polowanie

reż. Thomas Vinterberg
scen. Thomas Vinterberg, Tobias Lindholm
2012


"Polowanie" to portret walki o godność. To rozdzierająca opowieść o zaufaniu, potędze kłamstwa i niemocy wobec tabu. O tym, jak konfrontacja  z pogłoską może zamienić się w powolne, ale nieodwołalne niszczenie czyjegoś życia.


Klara (Annika Wedderkopp) jest uroczą, rezolutną i nieco samotną dziewczynką. Pozornie ma wszystko, czego potrzeba dziewczynkom w jej wieku: kochających rodziców, fajnego starszego brata, przytulne przedszkole... Okazuje się jednak, że rodzice Klary kłócą się trochę zbyt głośno, a młodzieńcze hormony brata i jego kolegów niebezpiecznie buzują nieco zbyt blisko dziewczynki, zapoznając ją ze światem, o którym zupełnie nie ma pojęcia. Klara instynktownie jednak czuje, że może z tej nowej wiedzy zrobić użytek, bo pragnie zemsty na kimś, kto najpierw dał jej bardzo dużo ciepła, a potem odtrącił przejawy jej naiwnej miłości. Klara zabiera więc swoje odrzucone serduszko z koralików i postanawia skłamać.


Mała duńska społeczność reaguje na kłamstwo dziewczynki jak grupa entuzjastów idei romantyzmu: bezkrytycznie wierzą Klarze uznając, że dzieci nigdy nie kłamią. Spirala nienawiści wobec przedszkolnego wychowawcy Lucasa (Mads Mikkelsen), którą nakręciła  dziecięca, ale podsycana przez dorosłych fantazja, nakręca się błyskawicznie. Moralność małomiasteczkowej społeczności zostaje zszargana plotką, na której wyjaśnieniu zależy niemal wyłącznie poszkodowanemu. Publiczny lincz nie ma w tym wypadku żadnych granic.


Sam tytuł jest bardzo metaforyczny. Polowanie to z jednej strony rozrywka i wielka pasja męskich przedstawicieli portretowanej społeczności. Wspólne polowania cementują przyjaźń, a wraz z otrzymaniem pozwolenia na udział w tym sporcie chłopcy stają się prawdziwymi mężczyznami. Z drugiej strony to oczywiście rozumiane znacznie szerzej łowy, których celem staje się Lucas, a amunicją w tym polowaniu są zarówno przedmioty, jak i obelgi.


Mads Mikkelsen zbudował w tym filmie jedną z najlepszych ról w swojej karierze (został za nią nagrodzony Złotą Palmą w Cannes). Lucas to kochający ojciec uznawany przez swoją byłą żonę za życiowego nieudacznika (ponieważ pracuje w przedszkolu). To oddany pracy wychowawca. To również świetny przyjaciel, który potrafi porozumieć się z ludźmi w każdym wieku - tak mu się przynajmniej wydaje. Mikkelsen nie szarżuje emocjami, buduje swoją postać na dojrzałości oraz spokoju i dzięki temu punkty kulminacyjne, w których Lucas naprawdę wybucha, porażają i chwytają za gardło. 
Szczególnie poruszający jest portret relacji Lucasa z jego najlepszym przyjacielem Theo, a znakomity duet aktorski Mads Mikkelsen stworzył tu wspólnie z Thomasem Bo Larsenem.


Czekałam na ten film od miesięcy ("Polowanie" oraz "Miłość" Fabickiego były dla mnie bez wątpienia najważniejszymi premierami tego półrocza). Przede wszystkim dlatego, że jestem wielką entuzjastką talentu Madsa Mikkelsena. Poza tym, w międzyczasie udało mi się obejrzeć film "Festen" Thomasa Vinterberga (pisałam o nim TUTAJ), który mną potrząsnął, zaniepokoił i sprawił, że jeszcze bardziej zapragnęłam poznać najnowszy film Duńczyka (jednego z twórców manifestu Dogma 95).
I muszę napisać wprost: "Polowanie" to jedno z najsilniejszych filmowych doświadczeń ostatnich miesięcy (porównywalne być może do uczuć po seansie "Ładunku 200" Bałabanowa).


fotografie: Kino Świat

PS. Ostatnio opisuję Wam tutaj same przykre filmy. Zastanawiałam się chwilę, jak wytłumaczyć ten fakt, ale nie znalazłam żadnego bardziej logicznego argumentu od tego, że po prostu piszę o tym, co mnie obchodzi, porusza, interesuje albo zajmuje. Tak trochę wbrew mojej osobowości, ale można to nazwać swoistą równowagą :) Na blogowym Facebooku jest chyba trochę weselej.

26 lipca 2012

Festen i Dogma 95


Mam ostatnio pewien filmowy problem. Zakochałam się nie tylko w kinie skandynawskim (o czym pisałam TUTAJ), ale i we wszystkich smutnych filmach w ogóle. Jeśli chodzi o kino skandynawskie, powoli przekonuję się do Dogmy 95: co prawda ciągle mam przed sobą odkrywanie filmografii Larsa Von Triera, jednego z głównych inicjatorów ruchu (nie zachwycił mnie ani „Antychryst” ani „Melancholia” i przez to, prawdopodobnie niesłusznie, zraziłam się do jego wcześniejszej twórczości: na pewno to nadrobię!), ale filmy, które otrzymały znak tego manifestu, szczególnie te najbardziej znane (wyreżyserowane przez Thomasa Vinterberga, Lone Scherfig czy hiperutalentowaną Susanne Bier), zaczynają mnie coraz bardziej interesować. Zanim opowiem Wam o jednym z nich (wybranym nieprzypadkowo!), kilka słów o samym manifeście:


Dogma 95 to kolektyw zrzeszający reżyserów filmowych, powsta
ły w Kopenhadze w 1995 roku. Jej twórcy uznali, że Nowa Fala z lat 60. była słuszną inicjatywą wskrzeszenia (umarłego według nich) kina, jednak wykorzystano do tego błędne środki. „Film antyburżuazyjny sam stał się burżuazyjny, ponieważ fundament, na jakim powstał, oparty był na burżuazyjnej percepcji sztuki. Pojęcie filmu autorskiego - od początku oparte na burżuazyjnym romantyzmie - było błędne” - pisano. Zwrócono uwagę na demokratyzację kina spowodowaną burzą technologiczną, w wyniku której każdy może robić filmy. W obecnej sytuacji, tym ważniejsza staje się awangarda.

Lars Von Trier i Thomas Vinterberg

Susanne Bier

„Nieprzypadkowo słowo "awangarda" ma militarne konotacje. Kluczem jest dyscyplina - musimy nasze filmy zuniformizować, ponieważ film indywidualny z samej definicji jest dekadencki!” – twierdzili twórcy manifestu. Stworzono więc zbiór reguł – wszystkie postulaty możecie przeczytać TUTAJ - które stały się podstawą dla tworzenia nowej jakości w kinie.
Dlatego dzisiaj kilka słów o pierwszy filmie, który uzyskał certyfikat Dogmy 95:

"Festen"
reż. Thomas Vinterberg
scen. Thomas Vinterberg, Mogens Rukov
1998


Helge (Henning Moritzen) jest zamożnym przedsiębiorcą, który wyprawia swoje 60. urodziny. Helge ma piękną, wspierającą żonę (Birthe Neumann) i trójkę dorosłych dzieci: ułożonego, ale bardzo nieśmiałego Christiana (Ulrich Thomsen), porywczego Michaela (Thomas Bo Larsen) i wciąż poszukującą swojego miejsca antropolożkę Helene (Paprika Steen). Pozornie stała konstrukcja wspaniałej rodziny podczas przyjęcia runie jednak jak domek z kart.


Trudno jest zrecenzować ten film z jednego szczególnego powodu: kwestia najbardziej istotna dla akcji pojawia się dopiero po 40 minutach projekcji – może przesadzam, ale chyba odrobinę lepiej jest obejrzeć „Festen” nie znając istoty punktu kulminacyjnego. Wtedy dziwaczna gra emocji, niedopowiedzeń i niedokończonych konwersacji między gośćmi tytułowego przyjęcia wydaje się być znacznie bardziej intrygująca.


W filmie Vinterberga najmocniej poruszyła mnie właśnie historia. Ból głównych bohaterów, zamykanie się na prawdę, a następnie: desperackie jej przyjmowanie oraz sposób realizacji: surowy, dynamiczny, naturalistyczny. Smaczkiem scenariuszowym jest oddanie ważnej roli dla filmu i opowiadanej historii personelowi z alkoholizującym się kucharzem (Bjarne Henriksen) na czele.


A jeśli chodzi o pociągu do smutnych filmów... To jest malutki problem, naprawdę chciałabym obejrzeć coś przyjemniejszego. Przymiotnik „przyjemny” to w odniesieniu do filmów jeden z najgorszych i najcięższych do zdefiniowania epitetów. Ale jeśli powiem, że w mojej precepcji kina przyjemne filmy to „Jak we śnie”, „Wszystko jest ilumnacją”, „Amelia” i filmografia Wesa Andersona, może będziecie w stanie mi coś polecić? 
Czekam!

źródło informacji o Dogmie 95 – gutekfilm.pl
fotografie: listal.com, filmin.es