Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antonio Banderas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antonio Banderas. Pokaż wszystkie posty

5 listopada 2012

(ulubieni) Aktorzy, część 3.


Dziękuję Wam BARDZO za zainteresowanie rankingiem, którego poprzednie części możecie znaleźć tutaj: CZĘŚĆ 1CZĘŚĆ 2. Dzisiaj zakończę zestawienie aktorów, a już wkrótce na blogu pojawi się mój subiektywny ranking aktorek.


(część kolorowych nazwisk i tytułów (w szczególności tytułów!) to odnośniki do innych wpisów na blogu, zapraszam do klikania i czytania!)


7. Antonio Banderas

To był dla mnie oczywisty wybór. O Antonio pisałam dużo TUTAJ, więc nie chcę się powtarzać. Znakomity w "Mrocznej Argentynie", inspirujący w "Wytańczyć marzenia", charyzmatyczny we "Fridzie", "Evicie" i "Domu dusz".



W ubiegłym roku Zachwycił mnie też najnowszy film Pedro Almodóvara, "Skóra, w której żyję". Pomimo że nie czuć w nim tyle ducha ekscentrycznej movidy (co uwielbiam w "Kice" czy "Pośród ciemności"), to dzieło bardzo dopracowane i wciąż niesamowicie stylowe oraz pełne cech charakterystycznych dla kina Hiszpana. I wreszcie, po latach, znów rola godna talentu Antonio Banderasa.


8. Sean Penn



Trudno znaleźć drugiego aktora, który w swojej filmografii miałby tyle aż tak różnorodnych ról.
Wyobraźcie sobie jak fascynujące mogłyby być spotkania jego bohaterów: Davida Kleinfelda z "Życia Carlita" z Cheyennem ("Wszystkie odloty Cheyenne'a"), Emmeta Ray'a ze "Słodkiego drania" z Matthew Ponceletem z "Przed egzekucją"albo Harvey'a Milka ("Obywatel Milk"z sierżantem Welshem, bohaterem "Cienkiej czerwonej linii"...



Sean Penn jest też mistrzem emocji, co pokazał w genialnej "Rzece  Tajemnic" Clinta Eastwooda (jednym z ukochanych filmów mojej Mamy, o innych możecie poczytać TU), "Samie" Jessie Nelson czy "21 gramach" Alejandro Gonzáleza Iñárritu. Ponadto - znów trochę prywaty - urodził się tego samego dnia, co mój Tato (i taki urodzinowy wpis o Seanie Pennie możecie przeczytać TUTAJ).



9. Marcin Dorociński

Nie mogło w tym zestawieniu zabraknąć mojego ukochanego polskiego aktora!
Marcina Dorocińskiego odkryłam dla siebie po obejrzeniu serialu "PitBull" i do dzisiaj jest to jedna z ról, którą cenię najbardziej. Później do tego zestawu dołączyły jeszcze występy w filmach takich, jak wstrząsająca "Róża", ciekawe "Boisko bezdomnych", błyskotliwy "Rewers" i film, o którym mogłabym pisać niekończące się ody, czyli "Lęk wysokości", który jest piekielnie inteligentną, znakomitą pod względem emocjonalnym, perfekcyjnie zagraną opowieścią o skomplikowanych relacjach ojca z synem.
Muszę też przyznać, że Dorociński, nawet jeśli gra w filmach niekoniecznie ambitnych ("Miłość na wybiegu"), zawsze daje z siebie 100%.


Miałam przyjemność wziąć udział w spotkaniu z Marcinem Dorocińskim, organizowanym z okazji festiwalu ZOOM-Zbliżenia, w którym aktor opowiadał o swojej pracy, przygotowaniach do kręcenia "Lęku wysokości", filmowych fascynacjach i jego rodzinie. I muszę Wam powiedzieć, że po tym spotkaniu lubię Marcina Dorocińskiego jeszcze bardziej!



miejsce 10. to dla mnie ogromny problem. Bo ciężko mi jest wyróżnić jeszcze jedną jedyną osobę. Nie wiedziałam, czy miałby to być Cillian Murphy (i jego fenomenalny występ w "Śniadaniu na Plutonie"), Philip Seymour Hoffman (znakomity między innymi w filmach: "Capote", "Synekdocha, Nowy Jork" czy "Happiness"), Robert De Niro (którego filmografię ciągle poznaję, zachwycił mnie w "Taksówkarzu" i "Łowcy jeleni", a wzruszył do łez w "Zakochać się" i "Wszyscy mają się dobrze"), Jeff Bridges (którego wręcz pokochałam po obejrzeniu "Szalonego serca"), Bogusław Linda (o którym pisałam wielokrotnie, na przykład TUTAJ i TUTAJ), Dustin Hoffman (nie wiem, czy bardziej cenię go za "Maratończyka", "Absolwenta" czy "Rain Mana") a może Michael Fassbender (czyli  gwiazda znakomitych filmów Steve'a McQueena o których pisałam TUTAJ)..?




Nazwiska mogłabym mnożyć (a moja Mama po przeczytaniu tej tyrady na pewno zadzwoni do mnie z pytaniami w stylu: "A dlaczego pominęłaś Andy'ego Garcię?", "A gdzie jest Edward Norton?", "No a o Brad Pitt? O nim też zapomniałaś?" i powie: "No, dobrze chociaż, że napisałaś o Seanie Pennie"...), ale chciałam wybrać tylko tych aktorów, którzy naprawdę najbardziej wpłynęli i ciągle wpływają na moje postrzeganie kina i miłość do niego co wcale nie znaczy, że żadnych innych nie lubię czy nie cenię. Przeciwnie! I jeszcze o nich wielokrotnie będę tutaj pisać.

A których aktorów Wy cenicie najbardziej?




fotografie: listal.com, styl.pl, wyborcza.pl

21 września 2012

Ubieranie kina. Odcinek 1, część 2.


część druga artykułu, który w całości ukazał się TUTAJ. 
Odcinek 1: Pedro Almodóvar i Jean-Paul Gaultier

Duże dziecko i fałszywa kobiecość
Pedro Almodóvar i Jean-Paul Gaultier powrócili do współpracy jedenaście lat później, przy okazji „Złego wychowania”. Opowiadana historia rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych, często przeplatających się ze sobą tak, że trudno jest odróżnić przeszłość od teraźniejszości (a także: rzeczywistość od fikcji literackiej, którą reprezentuje tu pojawiające się w filmie opowiadanie pod tytułem „Przypadek”). Głównymi bohaterami filmu są Enrique, Ignacio oraz jego brat Juan (początkujący aktor, który chce, aby nazywać go Ángelem, gdyż to znacznie bardziej medialne imię…). Alter-ego Ignacio pojawiające się w opowiadaniu to Zahara (Gael García Bernal) – transwestyta, który w swoich scenicznych występach przebrany za prawdziwą diwę śpiewa piosenki Sary Montiel.


To właśnie sceniczne stroje Zahary zaprojektował Jean-Paul Gaultier. Reżyser mówił o tej współpracy: „Poprosiłem go, by zaprojektował ubrania dla Zahary, a zwłaszcza jej kostium sceniczny, który jest prawdziwym arcydziełem kroju i inwencji. To cielista sukienka, ściśle dopasowana do ciała, przypominająca drugą skórę, dając wrażenie pełnej nagości. Pośladki, piersi i krocze zrobione są z cekinów i brązowo-różowych szklanych koralików. Sukienka symbolizuje fałszywą, nagą kobiecość. Gaultier popracował także nad ubraniami dorosłego Ignacio. Jean-Paul jest jak duże dziecko. Dlatego nigdy nie zaprojektuje wulgarnego ubioru. Praca z nim to czysta przyjemność. Uwielbiam go”.


Między płciami
Jean-Paul Gaultier jest również autorem kostiumów do ostatniego pokazywanego filmu Pedro Almodóvara, „Skóra, w której żyję”. To historia Roberta Ledgarda (Antonio Banderas), wybitnego chirurga, który mieszka w wielkim domu ze swoją oddaną asystentką, Marilą i zagadkową Verą (Elena Anaya). Pewnego dnia Ledgard odsłania przed światem swój wielki wynalazek: skórę superodporną na wszelkie czynniki zewnętrzne. Kolejne retrospekcje filmu układają się w całość, która odkrywa przed widzami tajemnice z przeszłości lekarza, mające równie silny, co niepokojący związek z jego wynalazkiem.


W rozmowie z „Hollywood Reporter” Almodóvar powiedział, iż Gaultier tworząc kostiumy do jego filmów gra z kombinacją kobiecości i męskości. Zarówno w „Złym wychowaniu”, jak i „Skórze, w której żyję” znakomicie łączy koncepcję „nagości” i „tożsamości”. Do drugiego z wymienionych filmów francuski projektant wymyślił przede wszystkim najważniejszy w filmie, cielisty kostium Very, tajemniczej lokatorki Roberta. Almodóvar mówi, iż potrzebował ubrania, które kreowałoby wrażenie, że ochrania ono skórę, w tym samym momencie odkrywając mnogość poprawek chirurgicznych, przez które przeszło ciało bohaterki. Kombinezon jest więc tutaj dodatkową skórą, dla której ważny jest każdy szew. Almodóvar oczekiwał efektu, aby w niektórych ujęciach mogło się wydawać, że Vera jest naga, jednak odcień jej skóry wskazywałby na pewną sztuczność. Fakt, że Vera odmawia noszenia innych ubrań akcentuje nie tylko jej nagość, ale i bezbronność, a uzyskana aseksualność jest intencjonalna, bo, rzeczywiście, Vera nosi co prawda żeńskie imię, ale jej ciało zawieszone jest gdzieś na granicy między płciami.
Do „Skóry, w której żyję” Gaultier zaprojektował również fioletowy kostium Marili (Marisa Paredes), gospodyni Roberta, a także tygrysie przebranie Zeci (Roberto Álamo), niespodziewanie pojawiającego się syna Marili.


Jak potoczy się dalsza współpraca Almodóvara z Gaultierem? Czy w ogóle będzie ciąg dalszy? Można tak przypuszczać wiedząc jak wielką wagę Hiszpan przywiązuje do kostiumów w swoich filmach, jak wiele ukrytych historii lubi w ten sposób opowiadać i jak dobitnie podkreśla przyjaźń z projektantem. Do tej pory, artyści spotkali się również na planie sesji zdjęciowej dla „Harper’s Bazaar”, inspirowanej filmografią twórcy „Kiki”, podczas której Jean-Paul został sfotografowany w przebraniu zakonnicy. Kadr został zainspirowany filmem „Pośród ciemności”, czyli historią o klasztorze pełnym upadłych sióstr. Sam Gaultier powiedział o sobie wtedy: „Jestem siostrą zakonną religii mody. A właściwie, jej matką przełożoną”. Nie wydaje się więc, żeby powiedział już ostatnie słowo.


Bibliografia:
Elizabeth Snead, „The Skin I Live in: Pedro Almodóvar on Jean-Paul Gaultier’s Film Fashions, Friendship”, hollywoodreporter.com, 15.11.2011.
Katarzyna Citko,  „Filmowy świat Pedra Almodóvara. Uniwersum emocji”, Białystok 2007.
Małgorzata Jakubowska, „Oko na Kikę. O filmie Pedra Almodóvara” [w:] „Żeglowanie po filmie”, Kraków 2006, str. 41-79.
Pedro Almodóvar, „Z P. Almodóvarem rozmawia P. Almodóvar”, gutekfilm.pl/zle-wychowanie

fotografie: listal.com, harpersbazaar.com, elle.com


Ponieważ temat związków mody z kinem pojawił się tu już wielokrotnie, a teraz będzie się pojawiał bardzo często, stworzyłam dla tych tekstów osobną kategorię. Wszystkie możecie przeczytać klikając w etykietę KINO I MODA.

1 stycznia 2012

Podsumowanie 2011 roku - część 1.


Jak wspominacie ten rok pod względem filmowym?
Widzieliście w kinach film, który powalił Was na kolana, zmienił sposób myślenia lub zachwycił?

Szczerze mówiąc, nie lubię robić podsumowań, bo ostatecznie i tak okazuje się, że o czymś w nich zapomniałam. Ten rok jednak uważam za wyjątkowo udany (i wiem też, że zostało kilka filmów, których obejrzeć nie zdążyłam, oczywiście żałuję i jak najszybciej to nadrobię) i chciałabym zwrócić szczególną uwagę na kilka filmów, które pojawiły się w kinach w 2011 roku.
Zaczynamy!

SPEŁNIONE OCZEKIWANIE 2011
"Skóra, w której żyję"
reż. Pedro Almodóvar

Do znudzenia powtarzam, że Pedro Almodóvar to mój ulubiony reżyser.
Jego najnowszy film w 90% spełnił moje oczekiwanie, co więcej, mam nadzieję, iż powierzenie głównej roli Antonio Banderasowi pozwoli aktorowi na powrót do pierwszej ligi, z której w ostatnich latach zniknął na trochę grając podstarzałych do Juanów w średnich filmach (jak "Poznasz Przystojnego Bruneta" Woody'ego Allena).


Recenzję filmu "Skóra, w której żyję" możecie przeczytać TUTAJ.


ODKRYCIE 2011

W minionym roku w tej kategorii pisałam o Michaelu Fassbenderze (nie mogę już doczekać się filmu "Shame" Steve'a McQueena!) i Michaelu Shannonie.
W tym roku moim prywatnym odkryciem numer 1. jest Ryan Gosling.



Na pewno zasłużył on na zupełnie osobny tekst, tymczasem najważniejszym powodem, dla którego Gosling pojawia się w tym zestawieniu jest film:

"Drive"
reż. Nicolas Winding Refn


Driver, grany przez Ryana Goslinga jest uzależnionym od adrenaliny bezimiennym kaskaderem, który postanawia pomóc mężowi swojej czarującej sąsiadki uporać się z długami zaciągniętymi u lokalnych mafiozów. Nie fabuła jest tu jednak najważniejsza: to, co "robi" ten film, to klimat, który znamy z najbardziej emocjonujących obrazów z udziałem Steve'a McQueena ("Bullit") i styl (nie tylko kostiumów, ale także sposób prowadzenia akcji), prezentujący Drivera jako bohatera z sąsiedztwa w najlepszym stylu (jakim był na przykład Travis Bickle z "Taksówkarza").


Wydaje mi się też, że jest to także najbardziej niedoceniony przeze mnie film 2011, bo czym więcej o nim myślę, tym bardziej chcę go zobaczyć jeszcze raz, uważniej.

i w tym momencie chcę wspomnieć o jeszcze jednym filmie:

NAJLEPSZA KOMEDIA 2011
"Crazy, Stupid, Love"
reż. John Requa, Glenn Ficarra


Kiedyś zupełnie nie lubiłam komedii. Jednak, przykłady takie jak właśnie "Crazy, Stupid, Love" (albo mój ostatni hit "I love you Philip Morris") sprawiają, że zaczynam się do komedii przekonywać, bo to obraz, który wywołuje autentyczny uśmiech, a nie, jak wiele innych komedii, obrzydzenie.


To opowieść o ciapowatym Calu (Steve Carell), którego właśnie zdradziła żona. Cal, zrozpaczony, pewnego dnia spotyka w barze playboya Jacoba (Ryan Gosling) i pod jego wpływem zmienia się w absolutny wulkan namiętności.


Nie chcę opowiadać o tym filmie więcej, bo łatwo tu popsuć niespodziankę, ale mogę zapewnić, że to film błyskotliwy, świetnie obsadzony (perełką jest także Marisa Tomei w roli nauczycielki-byłej alkoholiczki) i bardzo zabawny.

NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE 2011
"O północy w Paryżu"
reż. Woody Allen


Kapitalny (chociaż w wielu tekstach kultury mocno już eksploatowany) temat przenoszenia się w czasie został tu podany w sposób mdły i, cóż, w efekcie bardzo nudny.
Inez (Rachel McAdams) i Gil (Owen Wilson) w tytułowym mieście zakochanych przygotowują się do swojego ślubu. Gil jednak, podczas nocnych eskapad przenosi się w lata 20., spotyka swoich mistrzów ze świata literatury i sztuki i zamiast patrzeć w przyszłość, cierpi, gdyż nie było mu dane urodzić się kilkadziesiąt lat wcześniej.


Niestety, sam Paryż, odtworzenie klimatu lat 20. i obsadzenie Adriena Brody w roli Salvadora Dali nie wystarczy, by powstał świetny film. I po raz kolejny da się odczuć, że Allenowi brakuje wywrotowych pomysłów, a jego filmom - pazura, który pozwalał mu na pisanie i kręcenie arcydzieł w latach 70. i 80.


Ciąg dalszy podsumowania nastąpi (opowiem Wam jeszcze między innymi o pewnym optymistycznym filmie o przemijaniu i o tym, czy w roku 2011 przełamano w kinie jakieś tabu).
Czekam na Wasze komentarze tutaj, a także w mailach (np. pod adresem kinofilka@gmail.com) - bardzo chętnie poczytam, co Wam się w blogu nie podoba, a co w nim lubicie i w przyszłym roku (ponieważ uwielbiam noworoczne postanowienia) obiecuję sobie pisać systematyczniej.

A Wam życzę dużo szczęścia, miłości, pięknych chwil i niezapomnianych filmowych przeżyć w 2012 roku!

fotografie: listal.com, interviewmagazine.com, thefilmstage.com

26 września 2011

Skóra, w której żyję

La piel que habito
reż. Pedro Almodóvar
scen. Pedro Almodóvar
2011



Brak dostępu do komputera wprowadził tutaj pewne opóźnienie, jednak ciągle jest jeszcze odpowiedni moment, by napisać Wam, że Pedro Almodóvar po raz kolejny nakręcił wspaniały film. To obraz, w którym znajdziemy nie tylko elementy charakterystyczne dla hiszpańskiego mistrza, ale także - bardzo aktualną tematykę.


Robert Ledgard, wybitny chirurg (Antonio Banderas w najwyższej formie) mieszka w wielkim domu ze swoją oddaną asystentką Marilią (Marisa Paredes) i zagadkową Verą (Elena Anaya). Jest rok 2012 i Ledgard odsłania przed światem swoje wielkie odkrycie - skórę superodporną na wszelkie czynniki zewnętrzne (muszę przyznać, że zaprezentowanie tego tematu jest swoiście szokujące, Almodóvar nie wchodzi w rolę spowiednika współczesnej chirurgii czy genetyki, ale pozostawia otwartą furtkę do dyskusji). 


Dowiadujemy się także, iż jest on osobą bardzo skrytą, samotną i... niezwykle tajemniczą. W późniejszych retrospektywach kawałek po kawałku odkrywamy przyczyny zachowania
Ledgarda, poznajemy jego dramatyczną historię i w pewnym sensie zaczynamy go rozumieć.


Roberta ciężko jednak polubić, bo to mężczyzna bezwzględny, ogarnięty obsesją i żądzą zemsty. Obsadzenie w tej roli Antonio Banderasa okazało się znakomitym wyborem (Almodóvar pracował z nim już wcześniej przy pięciu filmach i Banderas zawsze podkreśla, że to właśnie ta znajomość otworzyła mu drzwi do wielkiego sukcesu). Po rolach czarujących Don Juanów w średnim wieku, ciepłych ojców rodzin czy przygodzie z dubbingiem zagranie tak niejednoznacznej postaci pozwoliło przypomnieć widzom, że Antonio Banderas jest naprawdę znakomitym aktorem. Elena Anaya w roli Very wnosi do filmu wiele świeżości, a jej naturalna delikatność jeszcze mocniej wzbogaca tę postać.


"Skóra, w której żyję"
to film bardzo precyzyjny, zarówno pod względem treści, jak i wizualnie (warto zwrócić uwagę chociażby na oszałamiające wnętrze laboratorium Ledgarda). Mimo że historia została zaczerpnięta z powieści "Tarantula" Thierry'ego Jonqueta, Almodóvar idealnie potrafił zaadaptować ją na swoją wrażliwość. Wspaniale błyskotliwe dialogi, z charakterystyczną nutą groteski i absurdu ("Mam szaleństwo w trzewiach" - mówi Marilia spoglądając z dystansu na poczynania swoich synów), a także - kapitalne, nic nie znaczące dla fabuły epizody (Agustin Almodóvar w roli mężczyzny, który oddaje do second-handu ubrania po swojej niewiernej żonie) dodają filmowi jeszcze więcej charakteru. 


Bardzo uderzające jest też to (a ja w stylu
Almodóvara naprawdę to uwielbiam!), że maestro chętnie sięga do korzeni kultury świata hiszpańskojęzycznego i garściami korzysta ze stylistyki znanej z południowoamerykańskich oper mydlanych.


Jedyne, co mnie w tym filmie odrobinę rozczarowało, to zakończenie - uważam, że film byłby jeszcze bardziej intrygujący, gdyby skończył się kwadrans wcześniej, bo niespodziewany zwrot akcji w końcówce odrobinę zburzył mi cały obraz w tej historii.


Pedro Almodóvar jest w naprawdę świetnej formie. Opowiada zajmującą, poniekąd wstrząsającą historię zachowując w niej 100% swojego stylu. Wielka klasa.

fotografie: listal.com

16 września 2011

Skóra, w której żyję - premiera

Dzisiaj swoją premierę ma najnowszy film maestro Pedro Almodóvara, "Skóra, w której żyję" ("La piel que habito"). Koniecznie napiszcie mi, czy już widzieliście ten film lub czy planujecie go zobaczyć (ja do kina wybieram się w poniedziałek i już od dawna nie mogę się doczekać!)!


Przede wszystkim - Almodóvar po raz pierwszy sięga po powieść budując scenariusz do swojego filmu (a jest to "Tarantula"  Thierry'ego Jonqueta). Po drugie, jest to szósty film, jaki Pedro ALmodóvar zrealizował z Antonio Banderasem (po  "Labiryncie namiętności", "Prawie pożądania", "Matadorze", "Zwiąż mnie!" i "Kobietach na skraju załamania nerwowego"). Cieszy mnie to tym bardziej, że to mój najulubieńszy duet reżyser-aktor.


W filmie występują także między innymi Elena Anaya (określana jako kandydatka na nową muzę Almodóvara) oraz Marisa Paredes (znana z filmów "Wszystko o mojej matce" czy "Kwiat mojego sekretu").


Pedro Almodóvar powiedział o swoim nowym dziele w ten sposób:

Istnieją procesy nieodwracalne, drogi, z których nie ma odwrotu, podróże w jedną stronę. „Skóra, w której żyję” to opowieść o kobiecie, która przemierza taką drogę wbrew swojej woli, zmuszona przemocą. Jej losy są wynikiem wyroku wydanego przez jedną osobę, jej największego wroga, który pragnie ostatecznego odwetu. Skóra, w której żyję” opowiada o zemście. 




Porzuciłem naśladownictwo mistrzów gatunku (między innymi dlatego, że nie wiedziałem do jakiego właściwie gatunku film ma należeć) i odciąłem się od własnej twórczości: wiedziałem tylko, że narracja filmu powinna być oszczędna i rzeczowa, pozbawiona wizualnej retoryki i drastyczności, chociaż we fragmentach, których nie oglądamy, krew leje się gęsto.


W tej podróży towarzyszyli mi:

José Luis Alcaine, autor zdjęć, któremu nie tłumaczyłem, czego chcę, a raczej skupiałem się na tym, czego nie chcę. On zaś potrafił nadać obrazom gęstości, połysku i mroku, które najlepiej pasowały do filmu.



Muzyk Alberto Iglesias - jedyny znany mi artysta pozbawiony ego; jest niestrudzony, wszechstronny, cierpliwy i potrafi podejść do pomysłu od zupełnie nowej strony, jeśli nie jestem zadowolony, a przy tym podporządkowuje się wymogom opowieści i mojej wizji.

A także aktorzy – wielkoduszni i rzetelni mimo oczywistego dyskomfortu, jaki stwarzały niektóre sceny.


Być może jestem tendencyjna - Pedro Almodóvar jest bowiem moim absolutnie najulubieńszym reżyserem wszech czasów - ale uważam, że naprawdę trzeba zobaczyć ten film. Recenzję, w której potwierdzę lub obalę tę tezę opublikuję w przyszłym tygodniu, a tymczasem - jak już pisałam, czekam na Wasze komentarze!

cytat pochodzi z pressbooka dystrybutora, firmy Gutek Film.

fotografie: listal.com

2 września 2011

Happy Birthday!


Dokładnie dzisiaj mijają dwa lata, od kiedy zdecydowałam się na prowadzenie bloga.


Muszę przyznać, że wielokrotnie miałam momenty lekkiego załamania, ale Wy za każdym razem - poprzez czytanie, komentarze, maile i różnorakie inne przejawy sympatii i zainteresowania utwierdzaliście mnie w przekonaniu, że blogowanie o filmach ma sens.


Dlatego też zaczęłam zastanawiać się, co zrobić, żeby blog był ciekawszy - stąd konkursy, które zaczęły się pojawiać od niedawna - mam w planach już kilka kolejnych (i całą masę świetnych filmowych książek do rozdania!), dlatego już teraz zapraszam do udziału!


Częściej niż sam blog uaktualniany jest blogowy profil na Facebooku - będzie mi bardzo miło, jeśli będziecie lubić i polecać tę stronkę (znajdziecie ją dokładnie TUTAJ) - tam jest znacznie więcej do oglądania, niż czytania, bo chcę się z Wami dzielić wszystkimi inspirującymi zdjęciami, jakie uda mi się znaleźć.


Jednocześnie, jeśli macie jakieś uwagi, sugestie, tematy, o których chcielibyście poczytać na blogu - jestem zawsze bardzo otwarta na komentarze, które możecie zamieszczać tutaj, na Facebooku czy wysyłając do mnie maila na adres kinofilka@gmail.com (lub maa-k@wp.pl). Mam w planie poprawę jego wyglądu graficznego, ale ponieważ jestem kompletnym laikiem informatycznym, muszę poprosić o pomoc kogoś mądrzejszego w tej kwestii ode mnie.


Naprawdę bardzo dziękuję za każdy przejaw zainteresowania i krytykę, bo to wszystko pomaga mi się rozwijać i prowadzić blog tak, by coraz więcej osób mogło znaleźć w nim coś dla siebie.


Zdjęcia, które ilustrują dzisiejszą notkę można wrzucić do wielkiego pudełka z etykietką "to, co w kinie lubię najbardziej". Zaznaczając, że jest to prawdopodobnie pudełko bez dna.


Przypominam też, że jeszcze dzisiaj możecie przysyłać odpowiedzi na konkurs, w którym do wygrania mam dla Was trzy egzemplarze książki "Zwerbowana Miłość" Pawła Szlachetko, na podstawie której Tadeusz Król nakręcił film pod tym samym tytułem.
Aby otrzymać jeden nich wystarczy wysłać do mnie maila z poprawną odpowiedzią na pytanie:

"Za rolę w jakim filmie Robert Więckiewicz otrzymał nagrodę Złote Lwy na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni"?

na adres kinofilka@gmail.com

Powodzenia !


fotografie: listal.com