Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agata Kulesza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agata Kulesza. Pokaż wszystkie posty

16 marca 2013

Miłość. Film Sławomira Fabickiego

reż. Sławomir Fabicki
scen. Sławomir Fabicki, Marek Pruchniewski
2012


Czekałam na ten film z niecierpliwością. Sławomir Fabicki ma w swojej filmografii między innymi nominowaną do Oscara świetną "Męską sprawę" i bardzo dobry (choć bardzo brutalny) "Z odzysku". Nic dziwnego, że pokładałam w "Miłości" ogromne nadzieje, które ten film spełnił w stopniu znacznie wyższym, niż tego oczekiwałam. Dlatego z pełnym przekonaniem i odpowiedzialnością mogę napisać, że "Miłość" to film znakomity.


Tomek (Marcin Dorociński) i Maria (Julia Kijowska) są małżeństwem, które oczekuje swojego pierwszego dziecka. Niepewność Tomka i jego wycofanie graniczące z ignorancją oraz pewne traumatyczne zdarzenie, które ukryje Maria, staną się katalizatorami dla lawiny emocji, które zachwieją ich związkiem. "Miłość" nie mówi jednak ani wyłącznie o rozpadzie małżeństwa, ani pragnieniu jego odbudowania, bo dla reżysera tytułowe uczucie jest zbyt skomplikowane, by móc włożyć je w jednoznaczny scenariuszowy schemat. 


Dzieło Sławomira Fabickiego to film nieprawdopodobnie bolesny, który tytułowe uczucie przedstawia bez makijażu, rozebrane na czynniki pierwsze. To jeden z tych filmów, które powinno się oglądać wielokrotnie, na różnych etapach swojego życia, ponieważ ich odbiór w dużej mierze zależy właśnie od sytuacji i momentu życia, w jakim się znajdujemy. Niezależnie jednak od naszego bagażu doświadczeń, oglądając "Miłość" narażamy się na odkrycie naprawdę silnych, ale głęboko ukrytych w nas emocji. 


Film jest również znakomicie obsadzony. Marcin Dorociński (po raz kolejny) potwierdza swoją wielką klasę, natomiast Julia Kijowska (również po raz kolejny!) dowodzi, że jest jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą) aktorek swojego pokolenia. Najbardziej zaskakujący (ale jak najbardziej trafiony) wydał mi się natomiast wybór Adama Woronowicza do roli oprawcy głównej bohaterki. Jego bohater jest szanowanym i ustatkowanym prezydentem niewielkiego miasta, ale jego szczęście jest złudne, bo za drzwiami domu i kotarą pozorów kryją się problemy i popędy, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Żonę prezydenta zagrała Agata Kulesza, natomiast w role rodziców Tomka wcielili się Dorota Kolak i Marian Dziędziel.


Muszę przyznać, że dawno żaden film tak mocno mnie nie poruszył. Swoją prawdą i gigantycznym ładunkiem bardzo intymnych emocji, które potrafią uruchomić najgłębiej skrywane afekty i niepokoje.


fotografie: Piotr Szczepański, TUTAJ

2 lutego 2013

Drogówka


reż. Wojciech Smarzowski
scen. Wojciech Smarzowski
2013


Wyznanie numer 1: od wczoraj czuję, że jestem naprawdę szczerą i wielką fanką Wojciecha Smarzowskiego (wcześniej już to podejrzewałam, a moje uczucie kiełkowało dosyć szybko i potrzebowałam jedynie potwierdzenia. Już je mam). 
To, co chcę napisać, może zabrzmieć nieco makabrycznie, ale niesamowicie pociąga mnie polskie piekiełko, które reżyser portretuje w swoich filmach ("Wesele" czy "Dom zły"). Lubię nawet tę charakterystyczną dla niego przesadę w zanurzaniu bohaterów w ekstremalnych, dwuznacznych moralnie, niepokojących czy etycznie brudnych sytuacjach. Wszystko to ma "Drogówka".



Pracowników warszawskiej drogówki łączą interesy, niewygodne tajemnice, wspólne wieczorne wyjścia, o których następnego dnia nikt nie pamięta, miejsce pracy, a nawet coś na kształt przyjaźni. Wiele zmienia się, gdy niesłusznie oskarżony sierżant Ryszard Król (rewelacyjny Bartłomiej Topa, wreszcie w godnej swojego talentu roli pierwszoplanowej!) postanawia odnaleźć sprawiedliwość i przypadkowo demaskuje niewygodną aferę polityczną. Nie sama afera jest jednak najważniejsza, a wydarzenia, które prowadzą do jej ujawnienia oraz wszystkie postaci, które bezpośrednio są związane nie tylko z nią, ale, co ważniejsze, z samym sierżantem. 


W tytułowej drogówce poza Królem pracują także seksoholik Bogdan (świetny Arkadiusz Jakubik), jego siostra - Maria (Julia Kijowska, jedna z najciekawszych aktorek swojego pokolenia!), rasista i zabijaka Marek (Eryk Lubos w archetypie, w którym wypada najbardziej wiarygodnie i w którym lubię go najbardziej), alkoholik Jerzy (Jacek Braciak), Krzysztof, którego dobra sytuacja materialna całą resztę prowokuje do wielu spekulacji (Marcin Dorociński) oraz Henryk (Robert Wabich). W rolach drugo - i dalszoplanowych Smarzowski obsadził wielu innych znakomitych aktorów i aktorki, wielu z nich znanych z poprzednich filmów mistrza dramatu z nutą sensacji: Agatę Kuleszę, Izabelę Kunę, Mariana Dziędziela, Andrzeja Grabowskiego, Macieja Stuhra czy Adama Woronowicza czy Marcina Czarnika.
(w epizodach wypatrzyłam również Łukasza Simlata, którego po "Kochankach z Marony" Izabeli Cywińskiej darzę ogromnym szacunkiem i sympatią oraz Janusza Chabiora, który zachwycił mnie w "Made in Poland" Przemysława Wojcieszka i czuję, że ciągle jeszcze ma do pokazania w kinie bardzo wiele). 



Świetny rytm filmu uzyskany został za pomocą dynamicznego montażu zdjęć filmowych z nieostrymi, kompromitującymi dla ich bohaterów klipami z telefonów komórkowych czy nagraniami z przemysłowych kamer. To bardzo wciągający kolaż, który w swojej prawdziwości jest jednocześnie bolesny, strasznie smutny i nieco makabryczny, bo Smarzowski po raz kolejny nie oszczędza swoich bohaterów. Jeśli któryś z nich ma ustabilizowaną sytuację, to najczęściej podszytą jakimś dramatem (którego skutki trudne są do zniesienia) lub jest to normalność budowana na kłamstwie. Dla wielu z policjantów nie ma już ratunku, na innych z kolei czeka kara (nawet jeśli tak okrutna, jak kazus młodego kochanka żony tytułowego bohatera książki Johna Irvinga "Świat według Garpa"...)



Jeśli zastanawiacie się, czy iść na film, a potrzebujecie dawki silnych emocji (napiszę to, chociaż nie przepadam za tak jednoznacznymi stwierdzeniami:) polecam. Ja czekałam na "Drogówkę" odkąd tylko dowiedziałam się o produkcji i była dla mnie najlepszą nagrodą za 5 na egzaminie ;)


A na koniec...
Wyznanie numer 2: Bardzo lubię Bartłomieja Topę. Od wczoraj jeszcze bardziej, a dzisiaj już zupełnie:


fotografie: film.interia.pl