Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marlon Brando. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marlon Brando. Pokaż wszystkie posty

1 października 2011

Kolory Czasu Apokalipsy (konkurs!)


Kilka dni temu pisałam o istocie koloru w filmie "American Beauty" (możecie o tym poczytać TUTAJ). Dzisiaj chcę Wam przedstawić kolejne fragmenty książki Pati Bellantoni "Jeśli to fiolet, ktoś umrze", a także - zaprosić do wzięcia udziału w konkursie, w którym dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wojciech Marzec  będziecie mogli wygrać trzy egzemplarze tej książki.
Tematem dzisiejszych fragmentów jest...


Arcydzieło Francisa Forda Coppoli to bez wątpienia jeden z najbardziej ikonicznych filmów traktujących o wojnie w Wietnamie.
Kapitan Benjamin Willard (grany przez Martina Sheena) otrzymuje zlecenie zlikwidowania pułkownika Waltera Kurtza (wielki Marlon Brando), który dezerterując z amerykańskiej armii, stworzył na pograniczu Kambodży swoją własną armię i minipaństwo podległych mu tubylców.


Willard
najpierw musi dotrzeć do granicy frontu, a następnie na własną rękę z kilkoma towarzyszącymi mu żołnierzami odnaleźć miejsce pobytu Kurtza i dokonać jego egzekucji. Samo miejsce, do którego podróżuje główny bohater staje się dla niego coraz bardziej dzikie i odległe. Willard ciągle myśli o Kurtzu, boi się go, a jednocześnie, jest nim zafascynowany. Niesamowite okaże się oczywiście także samo spotkanie z Kurtzem.

"W tym filmie powietrze (...) to pomarańczowe spaliny z piekła rodem, które wizualnie przenikają cały film. (...) To nowy kolor XX wieku. To napalm i Pomarańczowy Agent. A towarzyszą mu o dziwo spikerzy hałasujący muzyką Wagnera.
Kolor powietrza zrodził się z nowych zanieczyszczeń, które otulają wszystko i wszystkich bez wyjątku. Zabójca Kapitan Willard podróżuje łodzią w głąb kambodżańskiej dżungli, by znaleźć i zabić innego mordercę. Obu otula pomarańczowe światło."



"Od pierwszej sceny dżungla pokazana jest poprzez pomarańczowy dym palącego się napalmu. W rzeczywistości, kolory granatów dymnych odgrywały rolę oznaczeń naziemnych, które wskazywały pozycję rannych helikopterom ewakuacyjnym. Jako pierwsze pojawiają się żółty i zielony, ale w filmie pozostają niezauważone. Kolorowy dym przybiera pozaziemskie i coraz bardziej złowieszcze znaczenia. (...) Na brzegu rzeki pojawia się znikąd fioletowy dym. A kiedy się pojawia, zaczynają umierać ludzie."


"Mistrz manipulacji Francis Ford Coppola zadbał o to, aby już na początku filmu kolory miały wyraźnie oznaczone znaczenie tak, by widownia uwierzyła, że film bazuje na rzeczywistości. W miarę rozwoju akcji, dym, już przez publiczność podświadomie zidentyfikowany, staje się częścią koszmaru - złowieszczym ostrzeżeniem zbliżającego się horroru."


I czas na KONKURS!

Aby zdobyć jeden z trzech egzemplarzy książki  
Pati Bellantoni "Jeśli to fiolet, ktoś umrze" 
wystarczy, że wyślecie do mnie mailem dowolne trzy tytuły 
filmów z kolorem w tytule 
na adres: kinofilka@gmail.com.
Na maile czekam do przyszłego piątku, 7 października.
Powodzenia!


fotografie: listal.com
bibliografia: Bellantoni P., "Jeśli to fiolet...", Warszawa 2010, str. 152-153.

20 czerwca 2011

Kocie melodie, część 1


W kilku najbliższych wpisach pokażę Wam coś, co absolutnie skradło moje serce!
Kiedyś byłam przeciwniczką wszelkich domowych zwierząt, oczywiście: do czasu, a tym wielkim, przełomowym momentem było pojawienie się Idki:


Sami rozumiecie - zakochałam się bezgranicznie, co gorsza - nie tylko w Idce, ale w ogóle, we wszystkich kotach świata.
Dlatego przez kilka najbliższych dni na blogu i Facebooku będziecie mogli podziwiać... wielkie gwiazdy kina i ich kocich przyjaciół.

Marlon Brando


Ten genialny aktor musiał być wielkim miłośnikiem kotów, skoro powstały takie wspaniałe zdjęcia (ich autorem jest Murray Garrett):



Pewna kocia historia wiąże się także z filmem "Ojciec Chrzestny": Kot, którego Brando trzyma na rękach w początkowych scenach filmu (a także na plakatach) był uroczym przybłędą.


Marlon Brando znalazł go w studiu Paramount i zaangażował do filmu, mimo iż żadne zwierzę nie było z początku uwzględniane w scenariuszu. Nic dziwnego: w książce Mario Puzo Don Corleone nie przepada za zwierzętami, jednak pomysł Marlona Brando na "dodanie roli charakteru" spodobał się na tyle, iż postanowiono ominąć ten drobny szczegół.





Vivien Leigh



Vivien Leigh i Laurence Olivier


Steve Martin 
próbujący wyprasować swojego kota


Jane Fonda
ćwicząca kocią jogę



Steve McQueen


ciąg dalszy nastąpi...


fotografie: photographersgallery.com, listal.com, franksreelreviews.com

22 kwietnia 2011

Wojna w Wietnamie - część 1.

Nawiązując do ostatniej Kinomaszyny postanowiłam trochę obszerniej potraktować na blogu temat filmowych przedstawień Wojny w Wietnamie.
To temat szczególnie trudny, ale także szczególnie często eksploatowany w amerykańskim kinie - nic dziwnego, biorąc pod uwagę jego polityczno-społeczny wymiar. Z punktu widzenia filmowego, to także cała masa naprawdę różnorodnych i przy tym bardzo interesujących obrazów, dlatego dzisiaj przedstawię Wam dwa z nich.

"Good Morning, Vietnam"
reż. Barry Levinson
1987


Adrian Cronauer, znakomicie zagrany przez Robina Williamsa (za tę rolę zdobył on Złoty Glob) to prezenter radiowy w najlepszym stylu. Jest inteligentny, dowcipny, piekielnie wygadany i ma niesamowitą charyzmę. Prowadzone przez niego audycje radiowe natychmiast zyskują ogromną popularność wśród słuchających go żołnierzy, Cronauer jest bowiem bezkompromisowy, nie ma żadnych tabu i z jednakową ironią i cynizmem traktuje zarówno pogodę, politykę, jak i krwawą wojnę w Wietnamie.


Jego działalność jednak coraz mniej podoba się przełożonym, którzy wolą trzymać się sztywnych zasad. Istnieje bowiem uzasadniona obawa, że zbyt atrakcyjna audycja zamiast podnieść morale żołnierzy (a takie było jej pierwotne założenie), przyczyni się do zbytniego rozluźnienia dyscypliny w armii. W filmie mamy także subtelnie poprowadzony wątek relacji Adriana Cronauera z młodą Wietnamką, chodzącą na lekcje angielskiego, a samo zakończenie filmu jest zdecydowanie słodko-gorzkie. Warto zobaczyć ten film, bo jest nieszablonowy i fantastycznie refleksyjny.



"Czas Apokalipsy"
reż. Francis Ford Coppola
1979


Jednym z najbardziej ikonicznych filmów traktujących o wojnie w Wietnamie jest arcydzieło Francisa Forda Coppoli. Co ciekawe, Coppola, zmęczony po kręceniu "Ojca Chrzestnego" opowieść opartą na motywach "Jądra Ciemności" Josepha Conrada miał traktować jako swoisty relaks. Przygotowanie "Czasu Apokalipsy" trwało jednak trzy lata, a film, zamiast stać się tylko miłym przerywnikiem okazał się być przełomowym arcydziełem.


Kapitan Benjamin Willard (grany przez Martina Sheena) otrzymuje zlecenie zlikwidowania pułkownika Waltera Kurtza (wielki Marlon Brando), który dezerterując z amerykańskiej armii, stworzył na pograniczu Kambodży swoją własną armię i minipaństwo podległych mu tubylców. Willard najpierw musi dotrzeć do granicy frontu, a następnie na własną rękę z kilkoma towarzyszącymi mu żołnierzami odnaleźć miejsce pobytu Kurtza i dokonać jego egzekucji. 


Willard staje się także świadkiem dziwacznego, groteskowego, a przez to przerażającego obrazu wojny, w którym podpułkownik Kilgore (Robert Duvall) rozkazuje żołnierzom uprawiać surfing dokładnie w momencie, w którym wróg ostrzeliwuje wybrzeże.

Czujesz to? To napalm, synu. Nic na świecie tak nie pachnie. Uwielbiam zapach napalmu o poranku. Raz nasi bombardowali jedno wzgórze przez dwanaście godzin. Kiedy było po wszystkim... nie znaleźliśmy ani jednego trupa. Ten zapach: jak zapach benzyny. Całe wzgórze pachniało... zwycięstwem.

Samo miejsce, do którego podróżuje główny bohater staje się dla niego coraz bardziej dzikie i odległe. Willard ciągle myśli o Kurtzu, boi się go, a jednocześnie, jest nim zafascynowany. Niesamowite okaże się oczywiście także samo spotkanie z Kurtzem.


Nad wyraz mocno w "Czasie Apokalipsy" rozwinięta jest symbolika kolorystyczna.  Pomarańczowe spaliny przywodzą na myśl samo piekło. To napalm, którego zapach możemy niemalże poczuć gdy w tle gra złowroga, psychodeliczna muzyka Ryszarda Wagnera. W rzeczywistości kolory granatów dymnych odgrywały rolę oznaczeń naziemnych, które wskazywały pozycję rannych helikopterom ewakuacyjnym. W tym filmie jednak kolorowy dym przybiera złowieszcze, jakby pozaziemskie znaczenia, symbolizując śmierć lub szaleństwo. Bury kolor nieba i powietrza rodzi się z nowych zanieczyszczeń, a jednym z nich jest... czyste zło.


"Czas Apokalipsy" ukazuje też mikrokosmos amerykańskiej armii podczas jednej z najbardziej chyba surrealistycznych wojen w historii świata.


ciąg dalszy nastąpi, tymczasem zapraszam także na filmowe pogawędki na Facebooku!

fotografie: fanpop.com, doctormacro.com.

16 grudnia 2010

Secret Space (part I)

Przestrzeń w kinie nie zamyka się wyłącznie do umieszczenia bohaterów w pięknych wnętrzach i starannie wykonanych scenografiach. Kreowanie zupełnie nowych światów, tworzenie ich na wzór marzeń sennych lub obrazów malarskich czy umieszczanie całej akcji w jednym jedynym wnętrzu jest zazwyczaj równie interesujące jak sama fabuła. Przyznam, że czasami interpretowanie przestrzeni staje się wręcz najbardziej intrygującą częścią całkowitego odbioru danego filmu.


Przestrzeń zazwyczaj kojarzy się z pewnym bezkresem, nie mającym namacalnego początku ani końca. A jednak, nie trzeba wysyłać bohaterów w kosmos, by w filmie przestrzeń mocno zadziałała na relacje między postaciami (oraz emocje czy wyobraźnię widzów!). Szczególnym zabiegiem stosowanym przez filmowców jest... zamknięcie jej, poprzez umieszczenie całej akcji w jednym pokoju lub mieszkaniu.


Najbardziej znamienitym przykładem wydaje się być film Bernardo Bertolucciego - "Ostatnie Tango w Paryżu". We wstępie do swoich wywiadów z Marlonem Brando legenda dziennikarstwa, Lawrence Grobel powiedział, iż jest to obraz tak brutalnie i seksualnie szczery, że w oczach wielu stał się nowym rozdziałem sztuki filmowej.

Głównym bohaterem jest tam Paul, nie mogący pogodzić się z samobójczą śmiercią swojej żony, który przypadkowo spotyka dwudziestoletnią Jeanne. W opuszczonym mieszkaniu spędzają trzy dni, uprawiając sadomasochistyczny seks, w atmosferze perwersyjnej tajemnicy, nie znając nawet swoich imion. Spotkania Paula i Jeanne, wynikające z głębokiego poczucia osamotnienia i potrzeby bliskości zmieniają się czasami w niemal zwierzęcy akt. Trzeba jednak zaznaczyć, iż tutaj historia rozgrywa się przede wszystkim w dwóch przestrzeniach. Pierwszą z nich jest Paryż - miasto miłości, będące krajobrazem najbardziej romantycznych historii miłosnych. Drugą - surowe mieszkanie, które będzie do końca ringiem dla obojga kochanków. Ona, odnajduje podniecającą satysfakcję w niebezpiecznym pierwiastku tych atawistycznych reakcji, on natomiast – gra przed nią typowego samca alfa, który w głębi serca jest zagubionym, być może nawet naprawdę wrażliwym człowiekiem.


To właśnie sama tajemnica jest główną cechą łączącą filmy rozgrywające się w pojedynczych wnętrzach. Pozorna ciasność przestrzeni, w której poruszają się bohaterowi nadaje całej sytuacji intymności oraz stwarza idealne warunki do tego, by – zamknięci przed światem – otworzyli się oni przed sobą. W czterech ścianach najłatwiej ukryć sekret, który nigdy później nie powinien ujrzeć światła dziennego.

ciąg dalszy nastąpi, 
całość można przeczytać w Eclectic Magazine