Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Lang. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Lang. Pokaż wszystkie posty

16 stycznia 2010

Kino na wybiegu III


O tym, co najgorsze w świecie mody opowiada „Gia”
Michaela Cristofera – film oparty został na historii życia modelki Gii Marrie Carangi, która największe sukcesy odnosiła na początku lat 80. Była ona ekscentryczną nastolatką z Filadelfii, która stała się ikoną za sprawą swojej oszałamiającej urody, jednak – nie mogąc znieść presji otoczenia, samotności i własnego charakteru – uciekała w niespełnioną miłość do swojej przyjaciółki, Lindy, seks, narkotyki. Umarła mając 26 lat.
fot. themovieness.com
„Gia była pierwszą osobą, która naprawdę się poruszała” – słyszymy w filmie. Była odkryciem, była „mięsem”, przeciwieństwem przesłodzonych blondyneczek z plakatów. W filmie pada kilka naprawdę gorzkich słów – „Moda nie jest sztuką, nie jest nawet kulturą, moda to reklama (...) W świecie mody trzeba trafić na odpowiedni moment, nie ma lepszego przepisu” – w Nowym Jorku na początku lat 80. nikt nie miał złudzeń. W rolę Gii wcieliła się Angelina Jolie, zadziorna i pociągająca, jednak na mnie zabójcze wrażenie zrobiła Faye Dunaway (jako Wilhelmina Cooper – odkrywczyni talentu Gii). Jest cudowną kwintesencją lat 80., gdzieś pomiędzy „Trzema Dniami Kondora” Sydney’a Pollacka a „Don Juanem DeMarco” Jeremy’ego Levena. W środowisku początkujących modelek „Gia” uznawana jest za bardzo uniwersalną przestrogę na początku wymarzonej kariery.

fot. filmweb.pl
Przykre jest, że w polskiej kinematografii nie powstał jeszcze żaden interesujący film o modzie, bo temat jest niesamowicie wdzięczny, a projektantów, których można zaangażować więcej, niż mogłoby nam się wydawać. Co więcej, mam wrażenie, że polscy filmowcy albo nie dorośli do tego, aby nakręcić dobry film o modzie lub po prostu czekają na dobry scenariusz. Piszę to myśląc oczywiście o głośnej zeszłorocznej premierze „Miłości na Wybiegu” Krzysztofa Langa – jest to, niestety, kolejna komedia romantyczna nakręcona według utartego schematu, prosta opowiastka o dziewczynie, która rozpoczyna ostrą walkę o przetrwanie w wielkim mieście –Warszawie. W filmie nie brak może tytułowej miłości – trochę naiwnej i zbyt szybkiej, płytkiej, chociaż w pięknych kolorach i na zdjęciach najwyższej jakości – ale zabrakło nawet tytułowego wybiegu! Możemy obejrzeć (zbyt) krótką sekwencję z pokazu Macieja Zienia (sam projektant pokazuje się przez chwilę na ekranie) i drugą, z pokazu Vistuli, jednak twórca autentycznie zainteresowany tematem mógłby zrobić z tego filmu obraz wręcz kultowy z perspektywy czysto modowej, wykreować świetne wizerunki i zadbać o to, aby widz czuł się szczerze zaintrygowany tym, co noszą na sobie aktorzy. To niedopatrzenie nazwałabym ewidentną ignorancją.
fot. filmweb.pl
Zanim jednak znów będzie można podziwiać bohaterki „Seksu w Wielkim Mieście”, bądź być może jakąś polską produkcję o modzie (czemu kibicuję!), interesujące mogą być najnowsze dokumenty o współczesnym świecie mody: „The September Issue” R.J. Cutlera pokazujący przygotowania Anny Wintour do wydania wrześniowego numeru „Vogue” (wrzesień dla ludzi ze świata mody jest niczym styczeń dla wszystkich innych) oraz „Valentino. The Last Emperor” Matta Tyrnauera traktujący o Valentino Garavanim – ikonie włoskiej mody, krawiectwa i projektowania. Warto przecież sprawdzić, czy filmy o modzie są jedynie krzywym zwierciadłem rzeczywistości, czy jest w nich całkiem sporo prawdy oraz przekonać się, jak precyzyjnie skonstruowaną machiną jest przemysł modowy.
fot. images.allmoviephoto.com

11 września 2009

Miłość na Wybiegu

reż. Krzysztof Lang
scen. Anita Nawrocka, Paweł Trześniowski
2009

To jest, niestety, kolejna komedia romantyczna ułożona według niemal identycznego schematu - mamy więc Julię (nowa twarz polskiego kina - Karolina Gorczyca) - prostolinijną, śliczną młodą dziewczynę. Zdradzona przez chłopaka postanawia wziąć się w garść, uciec z małej nadmorskiej miejscowości i rodzinnej smażalni ryb, ale ponieważ z rozpaczy rezygnuje z egzaminu na studia, musi rozpocząć ostrą walkę o przetrwanie w wielkim mieście Warszawa.


Jest Kacper (doskonały w każdym calu Marcin Dorociński) - przystojny, odrobinę niepokorny młody fotograf, Czarny Charakter to Marlena (Urszula Grabowska) - bezwzględna, tyranizująca współpracowniczki właścicielka agencji modelek, jest też osoba, która w ostatnim momencie wpłynie na bieg akcji - przyjaciółka Marleny (Izabela Kuna) i, co stało się chyba trendem w polskich filmach o miłości, pojawia się anioł stóż - osoba doświadczona, stateczna, dobra dusza i wyrocznia (Barbara Brylska).


Julia, wypatrzona w salonie fryzjerskim przez agentkę rozpoczyna swój burzliwy romans ze światem mody. Zakochuje się w fotografie Kacprze i... mamy mały mezalians, gdyż na ultraprzystojnego mężczyznę poluje nikt inny jak Marlena.
Nie będzie zaskoczeniem, gdy powiem, że film jest pełen kryptoreklam, przewidywalny i zbyt luksusowy, a dobroć, szczerość i talent dziewczyny oraz wspomniany przeze mnie, pozornie nieoczekiwany zwrot akcji doprowadzą do słodkiego happy endu.
W filmie nie brak może tytułowej miłości - trochę naiwnej i zbyt szybkiej, płytkiej, chociaż w pięknych kolorach i na zdjęciach najwyższej jakości - mi zabrakło tytułowego wybiegu! Możemy obejrzeć sekwencję z pokazu Macieja Zienia (sam projektant pokazuje się przez chwilę na ekranie) i drugą, z pokazu Vistuli, jednak twórca autentycznie zainteresowany modą mógłby zrobić z tego filmu obraz kultowy z perspektywy czysto modowej, wykreować świetne wizerunki i zadbać o to, aby widz czuł się szczerze zaintrygowany tym, co noszą na sobie aktorzy. To nazwałabym swoistą ignorancją.

Nie skreślam jednak tego filmu zupełnie, bowiem nie jest to obraz tak na wskroś zły jak na przykład "Tylko mnie kochaj" czy "Dlaczego nie". Mamy kilka interesujących ról drugoplanowych (szczególnie Tomasz Karolak), piękne plenery, kilka niezłych kwestii w dialogach, główna bohaterka nie jest jeszcze zmanierowana, całość jest naprawdę przyjemna i wybitnie randkowa i, co absolutnie najważniejsze: jeśli ktoś zadałby mi pytanie, dlaczego ma pójść na "Miłość na wybiegu" odpowiadam bez wahania jednym słowem: Dorociński.

Podczas oglądania tego filmu ostatecznie przekonałam się, że oglądanie Marcina Dorocińskiego w każdym filmie sprawia mi niemal dziką przyjemność. Co prawda do tej pory nie śledziłam jego kariery zbyt uważnie, ale przyznaję, że to był błąd i od pewnego czasu nadrabiam zaległości. Zachwycił mnie w "Boisku Bezdomnych", w "Pitbullu" stworzył kreację doskonałą. Nawet w scenie pierwszego spotkania Julki i Kacpra i w zupełnie ostatniej scenie filmu Dorociński, że się tak wyrażę, mówi Desperem, co dodaje mu jeszcze więcej uroku.

Jest to (kolejna) polska opowieść o Kopciuszku. I ja naprawdę ją kupuję - ze względu na obsadę, ale oczywiście, polskie komedie romantyczne to jeden z tych gatunków, które mają tyle samo przeciwników, co zwolenników, dlatego radzę obejrzeć pewnego dnia przy chęci na "coś lekkiego" i samodzielnie zdecydować, do której grupy się przyłączyć.