Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darren Aronofsky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darren Aronofsky. Pokaż wszystkie posty

15 października 2012

Ubieranie kina. Odcinek 4, część 2.


Część 1. tekstu TUTAJ!
Romanse z projektowaniem dla filmu ma również za sobą Karl Lagerfeld, dyrektor artystyczny domu mody Chanel. Spośród całej jego filmografii na największą uwagę zasługują przede wszystkim „Uczta Babette” Gabriela Axela oraz „Wysokie obcasy” Pedro Almodóvara. Pierwszy z nich to historia dwóch sióstr: Filippy i Martine, które poświęcając całe życie ojcu-pastorowi, wyrzekły się zupełnie swojej prywatności. Zgorzkniałe, mieszkają w zapomnianej przez świat duńskiej wiosce, w bardzo pobożnej społeczności, która w wiele lat po śmierci duchownego spotyka się, by chwalić jego pamięć i Boga. 

Najbardziej intrygującą postacią jest tu jednak tytułowa bohaterka, której siostry wiele lat temu ocaliły życie, będąca, jak się później okazuje, byłą szefową kuchni. Uczta Babette jest więc wielką, wystawną kolacją w stylu francuskim, podczas której pokazywana codziennie na pokaz skromność i wstrzemięźliwość jej uczestników zostaje wystawiona na pokuszenie. Kostiumy będące odzwierciedleniem skromnego życia oraz pochodzenia sióstr i ich towarzyszy (zgrzebne, płócienne bluzki i spódnice, czarne zestawy, białe kołnierzyki) w finałowej scenie wykwintnej kolacji zmieniają swoją funkcję stają się tłem, które znakomicie podkreśla kulinarną orgię, która rozgrywa się w kuchni i na stole. 


„Wysokie obcasy” to również historia rodzinna, jednak głównymi bohaterkami filmu Pedro Almodóvara są matka i córka. Becky del Páramo (Marisa Paredes) porzuciła córkę, Rebeckę (Victoria Abril), dawno temu, dla kariery piosenkarki. Po kilku latach wraca, by się z nią pojednać, jednak okazuje się, że są sobie zupełnie obce. Mocne osobowości, wyraziste postacie kobiece i motywy transgederowe to jedne z wielu czynników, które sprawiają, że projektowanie kostiumów do filmów Hiszpana to niespotykanie interesujące wyzwanie.



Rebeka, prezenterka telewizyjna grana przez Victorię Abril, gdy wyznaje w programie na żywo, że zabiła swojego męża, ma na sobie właśnie żakiet od Chanel (który bardzo przypomina słynny różowy kostium tej samej marki, jaki Jackie Kennedy Onassis miała na sobie w chwili zamachu na Johna F. Kennedy’ego). W rozmowie z „Harper’s Bazaar” Almodóvar powiedział: „Uniformy od Chanel są niezwykle eleganckie. Wystarczy, że otworzysz szafę i wybierzesz jakikolwiek z nich, szczególnie, kiedy nie masz czasu, by zastanowić się, co  włożyć. W „Przerwanych objęciach” Penélope Cruz nosi również ubrania od Chanel”. 


Projektowanie kostiumów może za sobą nieść pewne kontrowersje. Takim przypadkiem okazała się być praca sióstr Kate i Laury Mulleavy (stojących za marką Rodarte) nad kostiumami do „Czarnego łabędzia” Darrena Aronofsky’ego. Film jest poruszającą opowieścią o mikrokosmosie nowojorskiego zespołu baletowego, pełnym zawiści, desperacji i psychofizycznej przemocy, w którym żyje Nina marząca o zdobyciu swojej wymarzonej roli: Odett w „Jeziorze łabędzim”. Dziewczyna musi odnaleźć w sobie pierwiastek, który uczyni z niej idealną kandydatkę do zagrania skomplikowanej, podwójnej roli: nie tylko słodkiego i niewinnego, białego łabędzia, ale i tytułowego, znacznie bardziej mrocznego, czarnego łabędzia. Nad Niną ciąży presja matki i niebotycznie wysokie wymagania despotycznego dyrektora oraz wyrzuty sumienia: to ona stając się główną konkurencją, zmusiła do usunięcia się w cień swoją dawną mistrzynię. 



Właśnie wtedy Nina (Natalie Portman) poznaje Lily (Mila Kunis), która z jednej strony może pomóc dziewczynie w przygotowaniu się do roli, jednak z drugiej strony jej destrukcyjny wpływ okazuje się być absolutnie druzgocący dla kruchej baletnicy. Jeszcze przed swoją premierą „Czarny łabędź” inspirował stylistów i projektantów zarówno z wielkich domów mody, jak i sieciówek (hipnotyzującej mocy baletu uległy między innymi Chanel, Alexander McQueen czy Chloe, a Benetton specjalnie układał swoje manekiny w pozy rasowych baletnic). Wiele kostiumów pojawiających się w filmie zostało rzeczywiście zaprojektowanych przez siostry Mulleavy: kreatorki od dawna znają się z odtwórczynią głównej roli, co więcej, Natalie Portman sama zaproponowała kandydaturę sióstr z Rodarte do pracy przy kostiumach inspirowanych światem baletu. W opisach filmu jako główna autorka kostiumów widnieje jednak Amy Westcott (która wcześniej współpracowała z reżyserem, Darrenem Aronofskym, przy jego „Zapaśniku”). Okazało się, że do momentu, w którym ogłaszano oficjalnego kostiumografa „Czarnego łabędzia”, Laura i Kate Mulleavy nie były członkiniami Amerykańskiej Gildii Kostiumologów, a w kontrakcie nie wymagały umieszczenia swoich nazwisk w napisach. I pomimo iż firma producencka Fox Searchlight chciała zasugerować wszystkie trzy panie w przypadku nominacji do filmowych nagród, zasady gildii pozostawały nieubłagane. Amy Westcott może się więc pochwalić między innymi nominacją do nagród BAFTA oraz nagrodą przyznawaną przez wspomnianą Gildię.


Projektowanie kostiumów dla filmu to pomoc w opowiadaniu historii, kreowaniu świata, nierzadko również tworzenie zupełnie osobnej, a jednak powiązanej z filmem opowieści. To garderoba, która nie przemija w ciągu jednego sezonu i właściwie nigdy tak naprawdę nie wychodzi z mody, co więcej, może stać się prawdziwą inspiracją… dla innych projektantów. I to chyba w tej dziedzinie największy z możliwych komplementów.
Bibliografia:

- clothesonfilm.com

- Laura Brown, „The World of Pedro Almodóvar”, „Harper’s Bazaar”, 09/2011 (dostępne przez www.harpersbazaar.com)
fotografie: listal.com, vanityfair.com

14 września 2011

Zapaśnik


To już ostatni z trzech filmów Darrena Aronofsky'ego, o których chciałam Wam opowiedzieć. W poprzednich wpisach mogliście poczytać o "Czarnym Łabędziu" (TUTAJ) oraz "Requiem dla snu" (TUTAJ). Pozostał jeszcze jeden, mój absolutnie ulubiony z całej filmografii reżysera, bo, muszę to wyznać: Jestem wielką fanką i niepoprawną entuzjastką "Zapaśnika".


To historia zdegenerowanego profesjonalnego zapaśnika, którego  zawał zmusza do przerwania kariery. Jednak ponieważ jego największą miłością jest sport, Randy "The Ram" Robinson (Mickey Rourke) nie zamierza się poddawać. Pewnego dnia postanawia przewartościować swoje życie - odnawia kontakt z córką (Evan Rachel Wood), zaczyna myśleć o przyszłości u boku striptizerki Cassidy (Marisa Tomei) i zatrudnia się w delikatesach po poszukiwaniach stałej, uczciwej posady.


Pozorna stabilizacja trwa jednak krótko - Randy przyjmuje ostatnie wyzwanie od największego do tej pory rywala. Ta walka może być najważniejsza w całym życiu Randy'ego. Może się jednak okazać, iż przyjdzie mu za nią zapłacić okrutnie wysoką cenę.


Nie da się ukryć, iż "Zapaśnik" był dla Mickey Rourke'a wielkim comebackiem. W przeszłości sam amatorsko zajmował się boksem, od kilku lat nie najlepiej powodziło mu się w aktorstwie, jakby czekał na rolę idealnie skrojoną dla jego aparycji, talentu i temperamentu.  Uhonorowany za rolę Randy'ego wieloma nagrodami (w tym Złotym Globem) Rourke był także oscarowym faworytem (pokonany przez Seana 'Harvey'a Milka' Penna).


Rolę córki Randy'ego, Stephanie, gra Evan Rachel Wood, która w wywiadzie dla Interview opowiedziała pewną anegdotę:
"Krwawiłam dla Aronofsky'ego. W filmie jest taka scena, gdy wściekła Stephanie zgniata puszkę i chce rzucić nią w ojca. Tak wczułam się w rolę, że nie zauważyłam, co się dzieje, dopóki nie poczułam, że moja ręka jest cała mokra. Darren był oczywiście zachwycony, chciał wykorzystać najwięcej jak się da z tego ujęcia i zaniósł nawet do charakteryzatorów próbkę mojej krwi jako wzornik dla koloru"


Mickey Rourke natomiast przyznał, iż Darren Aronofsky od początku bardzo chciał zrealizować ten film , nie miał jednak na to zbyt wiele pieniędzy. Od samego początku także rola była przygotowywana specjalnie dla Rourke. Sama postać Randy'ego jest wzorowana na ogóle wrestlerów lat 80., którzy przechodzili przez cały proces catharsis od stopniowego załamywania się ich karier, przez odkrycie środków, które pomagały im zwiększyć mięśnie i znów wyglądać imponująco, aż po moment, w którym zostawali pozostawieni samym sobie, zapomnieni i wyniszczeni, bez najmniejszej opieki medycznej. Będący, jak określił sam Rourke, niczym wraki statków unoszące się na falach dogorywającej kariery i w niej tonące.


Mój Tato po obejrzeniu tego filmu powiedział, że najbardziej podobała mu się w nim prawda - to, że nic tutaj nie jest wygładzone czy wyczyszczone. I ja się z tym absolutnie, totalnie zgadzam.
A Wy jakie mieliście wrażenia po obejrzeniu "Zapaśnika"?

Przypominam też o konkursie, w którym do wygrania mam dla Was trzy egzemplarze książki "Requiem dla snu" Huberta Selby Jr, wydanej przez wydawnictwo Niebieska Studnia.
Aby otrzymać jeden z nich wystarczy wysłać poprawną odpowiedź na pytanie:

Kto był scenarzystą filmu "Requiem dla snu"?
(podpowiadam: było ich dwóch!)
mailem na adres:
kinofilka@gmail.com

Na poprawne odpowiedzi czekam
do soboty, 17 września.

Powodzenia!


fotografie: listal.com, interviewmagazine.com

11 września 2011

Requiem Dla Snu


Muszę przyznać, że ocena tego filmu zawsze sprawiała mi pewien problem: od momentu kiedy go obejrzałam nie mogę oprzeć się wrażeniu, że już w momencie jego premiery (2000 rok) tematyka tego filmu była już odrobinę nieaktualna. Przez myśl wielokrotnie przeszło mi "Przecież to wszystko w kinie już było", jednak ostatnio coś nakazało mi jeszcze raz bliżej przyjrzeć się temu filmowi - książka "Requiem dla snu" Huberta Selby Jr, wydana przez Wydawnictwo Niebieska Studnia. I przyznam, że żałuję, iż nie znałam tej książki wcześniej (z drugiej strony - nic dziwnego, na jej polskie tłumaczenie musieliśmy czekać aż do 2010 roku, ale przekład Elżbiety Gałązki-Salamon jest wprost fenomenalny!).


"Requiem dla snu" zostało napisane w 1978 roku. Autor książki, Hubert Selby Jr, urodził się w 1928 roku na Brooklynie. Chorował na gruźlicę, przebył wiele poważnych operacji, a pisanie wydawało mu się być lekarstwem na bezczynność. Jego pierwszą powieścią była "Last exit to Brooklyn" ("Piekielny Brooklyn"), w Polsce została wydana w 2009 roku, także nakładem Wydawnictwa Niebieska Studnia (możecie o niej poczytać TUTAJ). Twórczość Huberta Selby Jr cechuje to, iż autor nie pozostawiał czytelnikowi żadnych złudzeń: pisał o społecznym marginesie, niezrozumieniu, sam borykając się z chorobą, alienacją i biedą w swoich powieściach kreował świat do bólu przesiąknięty smutkiem. Wiele z jego powieści zawiera wątki autobiograficzne (sam zaprzeczył jednak, jakoby "Requiem dla snu" było powieścią w pełni autobiograficzną). Hubert Selby Jr zmarł w 2004 roku.


Sam film Aronofsky'ego wydaje mi się teraz być naprawdę dobrą ekranizacją, oddającą cały klimat tej mrocznej, trudnej, psychodelicznej książki. Darren Aronofsky powiedział: "Musiałem zrobić film na podstawie tej książki, gdyż słowa aż palą jej stronice" - i to w filmie naprawdę widać. Reżyser nie sili się na dodatkowe interpretacje, przeciwnie, wszystkie filmowe zabiegi mają przede wszystkim podkreślić to, co w książce najważniejsze, czyli (znów - prawdopodobnie ulubiony motyw Aronofsky'ego) - OBSESJE.


Czwórka bohaterów z Brooklynu, goniąc marzenia (a jednocześnie - uciekając przed samotnością) wpada w pułapkę uzależnień. Harry (Jared Leto) jest uzależniony od heroiny i wraz z przyjacielem Tyrone C. Love (Marlon Wayans) zajmuje się dilerką. Marion (Jennifer Connelly), dziewczyna Harry'ego, sama pogrążona w nałogu odrzuca swoją moralność i godność w imię konieczności zdobycia narkotyków.


Wstrząsający naturalizm powieści szokuje przeniesiony na ekran. Zmieszanie z błotem (i heroiną) american dream, które wyrażają młodzi główni bohaterowie (W książce pięknie opisane są marzenia Harry'ego i Marion, którzy planują założenie teatrokawiarni, mekki najmodniejszych nowojorskich artystów. Utalentowana plastycznie Marion pragnie oddać się sztuce. Harry widzi siebie jako szczęśliwego yuppie, młodego biznesmena odnoszącego błyskotliwe sukcesy. Nie muszę dodawać, iż heroina niszczy wszystko).


Film jest dobrze wyreżyserowany i cechuje go znakomity, bardzo dynamiczny montaż. Najciekawszym, naprawdę poruszającym i jak dla mnie, jedynym do tej pory w stu procentach aktualnym wątkiem jest jednak historia matki Harry'ego, Sary, brawurowo zagranej przez Ellen Burstyn. Sara Goldfarb, Żydówka (w filmie nie rzuciło mi się to tak mocno w oczy, natomiast w książce jest to jeden z najważniejszych epitetów opisujących Sarę i determinujących jej postępowanie oraz przekonania na każdy temat), maniaczka telewizji marzy o tym, by wystąpić w teleturnieju.


Gdy wydaje jej się, ze taka szansa właśnie nadeszła, wyciąga z szafy swoją czerwoną sukienkę, przypominającą jej o najlepszych czasach. Samotna, znajdująca rozrywkę tylko w telewizji i podczas plotkarskich popołudni z wścibskimi sąsiadkami, uzależnia się od pigułek odchudzających, wierząc, że gdy z powrotem zmieści się w sukienkę (którą włożyła podczas Bar Micvy jej syna, Harry'ego), jej życie, jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki stanie się piękniejsze.


Na koniec, na wielki plus dla filmu i reżysera, napiszę pewien truizm - muzyka z "Requiem dla snu" jest genialna (przykre, że aż tak wyświechtana ostatnimi czasy przez uczestników różnego rodzaju programów rozrywkowych). Kompozycje Clinta Mansella (który z Aronofskym pracował także przy nagrywaniu muzyki do "Pi", "Źródła", "Zapaśnika" i "Czarnego Łabędzia") mrożą krew w żyłach, a wykonanie legendarnego, istniejącego od 1973 roku kwartetu smyczkowego Kronos Quartet pozostanie już na zawsze zapamiętana jako jedna z najjaśniejszych gwiazd w historii muzyki filmowej. Najbardziej znany fragment, "Lux Aeterna" w oryginalnym wykonaniu możecie znaleźć na przykład TUTAJ.


Naturalizm tej książki jest naprawdę porażający, a styl - zupełnie oryginalny i indywidualny (szczególną uwagę zwraca zapis dialogów i stylizacja językowa charakterystyczna dla każdej postaci). Abyście mogli sami się o tym przekonać, dzięki uprzejmości wydawnictwa Niebieska Studnia mam dla Was do wygrania aż trzy egzemplarze "Requiem dla Snu" w dzisiejszym konkursie!


Aby zdobyć jeden z nich, wystarczy wysłać do mnie poprawną odpowiedź na pytanie:

Kto był scenarzystą filmu "Requiem dla snu"? 
(podpowiadam: było ich dwóch!)

mailem na adres: 
kinofilka@gmail.com
Na poprawne odpowiedzi czekam do soboty, 17 września.
Powodzenia!


fotografie: gutekfilm.com.pl, listal.com, cubbymovie.com

10 września 2011

Czarny Łabędź


Tematem kilku najbliższych wpisów będą trzy najpopularniejsze filmy Darrena Aronofsky'ego. Dlaczego? Powodów jest kilka. Po pierwsze, to obecnie jeden z najmodniejszych, ale i jednocześnie chyba najciekawszych mainstreamowych twórców filmowych. Na początek - "Czarny Łabędź".

fotografie: Autumn de Wilde


Pamiętacie szał na punkcie "Czarnego Łabędzia", który ogarnął tysiące osób na początku tego roku? Wszyscy planowali wyjście do kina, nie mogli doczekać się premiery, Natalie Portman była oscarowym pewniakiem, a Aronofsky ugruntował swoją (już i tak mocną) pozycję bezwzględnego demaskatora ludzkich słabości, obsesji, szaleństwa i skrajnego poświęcenia.


Nie chcę szczegółowo streszczać fabuły, ale dla przypomnienia: Nina (Natalie Portman) jest baleriną w jednym z najlepszych zespołów baletowych w Nowym Jorku, a jej największy marzeniem i głównym celem jest zagranie Odett, głównej roli w "Jeziorze Łabędzim". W tej skomplikowanej, niejako dwuczęściowej postaci, Nina jest idealną kandydatką do roli słodkiego Białego Łabędzia, jednak aby wcielić się również w mroczną rolę Czarnego Łabędzia, musi obnażyć wszystkie najciemniejsze zakamarki swojej duszy.


Nina wychowywana była przez apodyktyczną matkę (Barbara Hershey), realizującą za pomocą córki własne niespełnione marzenia i ambicje. Podobny do niej jest Thomas (Vincent Cassel) - dyrektor grupy baletowej, bezwzględny krytyk dążący do (często wręcz niemożliwej) perfekcji. Niną targają też wyrzuty sumienia: to nie tylko wiek, ale także konkurencja, jaką jest Nina nakazuje dotychczasowej mistrzyni Beth Macintyre (Winona Ryder) usunięcie się w cień. Te wszystkie emocje, sytuacje i okoliczności składają się niczym puzzle w rzeczywistość, w której Nina zaczyna walczyć o siebie. Wtedy Poznaje Lily (Mila Kunis), która z jednej strony może pokazać Ninie niezbędne w wykreowaniu roli ciemne strony mocy. Z drugiej jednak strony destrukcyjny wpływ Lily, a także wymagania matki i Thomasa powoli prowadzą do tragedii.


Napisałam, że kino Aronofsky'ego to kino wielkich obsesji i ja dzisiaj skupię się na jednej z nich - Modzie. Bo "Czarny Łabędź" stał się ogromną inspiracją dla artystów z całego świata, szczególnie - w świecie Mody (nie tylko wielcy projektanci, ale także sieciówki zostały kompletnie zaczarowane przez hipnotyzującą moc baletu - na przykład Benetton nawet specjalnie układał na wystawach swoje manekiny w pozy rasowych baletnic). Nic dziwnego - Autorkami wielu kostiumów do "Czarnego Łabędzia" są siostry stojące za marką Rodarte - Kate i Laura Mulleavy.


W MOCA - The Museum of Contemporary Art w Los Angeles odbywała się nawet osobna wystawa kostiumów, które zostały zaprojektowane specjalnie dla filmu. Siostry Mulleavy przyznały, iż znają Natalie Portman od dawna i kilkakrotnie projektowały dla niej suknie na wielkie gale, a gdy po Hollywood rozeszła się plotka, iż poszukiwane są artystki do wykonania projektów inspirowanych światem baletu, Portman sama zaproponowała kandydaturę sióstr z Rodarte.


Nie obyło się jednak w tej kwestii bez pewnych kontrowersji - w opisach filmu jako główną autorkę kostiumów podaje się niejaką Amy Westcott, która wcześniej współpracowała z Aronofskym przy "Zapaśniku". Do momentu, kiedy ogłaszano oficjalnego projektanta kostiumów "Czarnego Łabędzia", siostry Mulleavy nie były jeszcze członkiniami Gildii Projektantów Kostiumów, a w kontrakcie nie wymagały umieszczenia swoich nazwisk w napisach. I pomimo iż Fox Searchlight chciało zasugerować wszystkie trzy panie w wypadku nominacji do filmowych nagród, zasady gildii pozostawały nieubłagane.



Nie można też pominąć interpretacji filmu z kontekście samej Natalie Portman. Przecież jej kariera jest idealnym modelem przemiany brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia, który posiada już na swoim koncie naprawdę wiele ważnych ról (które z powodzeniem równoważą takie kwiatki w jej filmografii jak "Sex Story" czy "Your Highness").


Jest jeszcze jeden powód dla którego piszę o filmach Darrena Aronofsky'ego: pewnie wielu z Was widziało film "Requiem dla Snu", ale prawdopodobnie nie wszyscy wiedzą, że film jest adaptacją książki Huberta Selby Jr. To jedna z propozycji wydawnictwa Niebieska Studnia - o tej książce napiszę jutro trochę więcej, możecie dostać ją w księgarniach i poczytać o niej TUTAJ. Będę miała dla Was również trzy egzemplarze "Requiem dla snu" do wygrania w jutrzejszym filmowym konkursie, dlatego - bądźcie czujni!


fotografie: interviewmagazime.com, trendland.net

3 kwietnia 2011

Kinomaszyna 3. - Narkotyki w filmach


Już teraz zapraszam Was na czwarty odcinek mojej Kinomaszyny w UniRadiu - we wtorek o 21:00 zaprezentuję Wam kolejną porcję ciekawego kina.
Jedną z archiwalnych audycji (numer 2, o różnych sposobach przedstawienia w kinie dziewczęcych problemów dojrzewania, możecie znaleźć TUTAJ)


Tymczasem, chciałam w skrócie przypomnieć to, o czym mówiłam w miniony wtorek.
Zawsze w pewien sposób fascynował mnie sposób przedstawiania w kinie problemu narkotyków i substancji halucynogennych. Oczywiście, te przykłady, o których pokrótce napiszę to jedynie kropla w morzu, ale mam nadzieję, że oddadzą one różnorodność form, w jakie filmowcy ubierają ten temat.

"Mechaniczna Pomarańcza"
reż. Stanley Kubrick
1971

Streszczenie fabuły będzie sporym uproszczeniem filmu, jednak mówiąc w kilku słowach: w nieokreślonej przyszłości charyzmatyczny młodzieniec Alex (Malcolm McDowell) przewodzi grupie chuliganów dopuszczających się gwałtów, rozbojów i walczących z innymi gangami.  Zdrada kompanów powoduje, że Alex trafia do więzienia i tam zostaje poddany eksperymentalnej terapii dr Ludovica, powodującej niezdolność do jakichkolwiek – nawet obronnych – aktów przemocy, gdyż sama idea przemocy zaczyna sprawiać mu ból.
Alex staje się swoistym bohaterem tragicznym - mimo całego okrucieństwa, jakie wyrządzał, w nas, widzach, rodzi się w stosunku do niego autentyczne współczucie.


Film Stanley'a Kubricka to ekranizacja powieści Anthony'ego Burgessa - wiele można by powiedzieć o związkach filmu z książką, która była formą eksperymentu lingwistycznego. W oryginale powieść została napisana w stworzonym przez autora slangu, hybrydy kolokwialnego języka angielskiego z zapożyczeniami rosyjskimi. Wsłuchując się w filmowe dialogi możemy doszukać się stylizacji na te książkowe.
Film w Wielkiej Brytanii został uznany za dzieło stymulujące do popełniania przestępstw, ponieważ u Kubricka skłonności Alexa do przemocy są, paradoksalnie!, jednym z najbardziej ludzkich instynktów w zdehumanizowanym, podporządkowanym mechanicznej przemocy społeczeństwie.  
Mówi się, że Alex był groźnym anarchistą, który przez system państwowej pedagogiki został zredukowany do formy bezwolnego robota, a następnie użyty do rozgrywek politycznych.


Narkotyki nie są co prawda głównym bohaterem czy motywem pojawiającym się w "Mechanicznej Pomarańczy", jednak czuję się obowiązku wspomnienia o tym filmie przede wszystkim dlatego, że bardzo mocno wpłynął on na późniejsze kino, stając się inspiracją dla niezliczonych tekstów kultury. Poza tym, Alex i jego druhowie uwielbiają spędzać czas w barze mlecznym Korova, który bynajmniej nie jest tak niewinny, jakby można się było spodziewać. W barze, którego wystrój ma portretować nagie kobiety i inspiroway jest rzeźbami artysty Allena Jonesa, serwowane jest mleko z dodatkiem narkotyków na bazie opium, meskaliny czy adrenochromu uznawanego za silny psychodelik, porównywany z LSD. Substancje te mają więc niemały wpływ na zachowanie Alexa i jego bandy.


"Mechaniczna Pomarańcza" do dzisiaj pozostaje jednym z najbardziej oryginalnych filmów w historii kina, ze swoją historią, sposobem wykreowania świata i przesłaniem. 
A najbardziej hipnotyzujący w filmie jest bez wątpienia Malcolm McDowell w roli Alexa. Dla niego zdecydowałam się obejrzeć "Kaligulę" Tinto Brassa, co jest chyba najlepszym dowodem na to, jak bardzo byłam nim zachwycona. 


"Trainspotting"
reż. Danny Boyle
1996

W tym roku minie 15 lat od premiery filmu "Trainspotting" - historię edynburskich junkies nazwano "Mechaniczną Pomarańczą" lat 90. To brutalna i komiczna opowieść, brawurowo wyreżyserowana i zagrana, ze znakomitą ścieżką dźwiękową.


Film powstał na podstawie (niełatwej do zekranizowania!) powieści Irvine'a Welsha. Ta niszowa, dziwaczna, radykalna opowieść, a jednocześnie – dość nieoczywista historia rozpoczęła wielki boom na wszystko, co brytyjskie.

Film paradoksalnie wykreował gwiazdy, przede wszystkim – Ewana McGregora. Szybko skompletowano obsadę, bo twórcom nie zależało na znanych nazwiskach. McGregor specjalnie schudł i ogolił głowę, jakby całym sobą mówił "Ta rola jest moja". Andrew McDonald, producent filmu przyznał, że wybór przystojnego Ewana wydał się wielu ludziom kontrowersyjny. Myśleli, że twórcy filmu dosłownie wyrwą historię z jej społecznego, patologicznego tła, oni jednak zdecydowanie chcieli uniknąć powtórki z "Dzieci z dworca ZOO". Jak przyznaje McDonald, miała to być mieszanka fantasy, humoru i dobrego stylu z elementami glamour.


Jednym z najważniejszych elementów w filmie jest szkocki akcent. Aktorzy przygotowując się do roli nieustannie go używali, wychodząc do pubów w Glasgow podsłuchiwali sąsiadów przy stoliku obok, by jak najlepiej oddać warstwę językową książki.
Reżyser Danny Boyle podkreśla, iż największym problemem podobnych produkcji jest dylemat – jak zrobić film o narkotykach, żeby nie był koszmarnie nudny jak kino edukacyjne, a jednak – na tyle odpowiedzialnie, by nie stał się reklamą ćpania. Jednocześnie bardzo ważne było pokazanie, dlaczego narkotyki są dla bohaterów tak pociągające.


W połowie lat 90, kiedy powstawał "Trainspotting" wielką karierę robiło ecstasy, dlatego ówczesne nastroje odwzorowano także w filmie, mimo że pojawia się w nim głównie heroina.
Najważniejsza w filmie była wiarygodność – aktorzy spotykali się z grupą byłych narkomanów, który instruowali ich, jak najlepiej udawać proces narkotyzowania się. Każdy z nich zaopatrzony był w działkę, gdzie heroinę udawało kakao, a oni, pod okiem byłych heroinistów... ćwiczyli (zawiązywali sobie opaski, podgrzewali działkę, etc.)


Pewien dziennikarz zapytał Danny'ego Boyle'a, co o filmie "Trainspotting" myślą ćpuny. Reżyser odpowiedział wtedy "Ćpuny nie myślą o filmie tylko o tym, skąd wziąć następną działkę".

Kolory i muzyka są w tym filmie po to, by widzowie mogli poczuć ten sam haj, co bohaterowie. Sam Danny Boyle przyznaje, że nie uznaje "Trainspotting" za wyłącznie swój film. Mówi, że jest to raczej rodzaj manifestu specyficznej grupy i należy przede wszystkim do fanów.
Jest w tych opowieściach coś kosmicznego, jak o tym myślę, dostaję gęsiej skórki i jeszcze mocniej utwierdzam się w przekonaniu o swoistym uniwersalizmie tej historii.


Niestety, nie mogę tego samego powiedzieć o opowieści z filmu "Requiem dla snu".

"Requiem dla snu"
reż. Darren Aronofsky
2000

Film Darrena Aronofsky'ego wszedł do obecnego kanonu filmów uznawanych za trudne, ciekawe społecznie, który bulwersuje, perwersyjnie ciekawi, ale i w wielu widzach zmienia zupełnie podejście do kina oraz prezentowanych tam problemów.
Ja przyznam, że dla mnie sam film jest problemem. Wydaje mi się, że od 2000 roku naprawdę mocno się zestarzał i teraz, po 11 latach od premiery nie robi już odpowiedniego wrażenia.


Czwórka bohaterów z Brooklynu, goniąc marzenia wpada w pułapkę uzależnień. Harry (Jared Leto) jest uzależniony oprócz tego wraz z przyjacielem zajmuje się dilerką. Marion (Jennifer Connelly), dziewczyna Harry'ego, sama pogrążona w nałogu odrzuca swoją moralność i godność w imię narkotyku.
Film jest dobrze wyreżyserowany i cechuje go znakomity montaż oraz kapitalna muzyka Clinta Mansella, jednak przez większą część filmu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to wszystko już było i widziałam to wiele razy.


Najciekawszym i jedynym naprawdę poruszającym wątkiem jest jednak historia matki Harry'ego, Sary, brawurowo zagranej przez Ellen Burstyn. Sara, maniaczka telewizji marzy o tym, by wystąpić w teleturnieju. Gdy wydaje jej się, ze taka szansa właśnie nadeszła, wyciąga z szafy swoją czerwoną sukienkę, przypominającą jej o najlepszych czasach. Samotna, znajdująca rozrywkę tylko w telewizji i podczas plotkarskich popołudni z wścibskimi sąsiadkami, uzależnia się od pigułek odchudzających, wierząc, że gdy z powrotem zmieści się w sukienkę, jej życie, jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki stanie się piękniejsze.


Sight & Sound napisał: "Po obejrzeniu tego filmu nie będziesz tą samą osobą" - cóż, ja po seansie się nie zmieniłam, jednak mimo wszystko uważam, że film, będący tak mocno kultywowanym wśród widzów, warty jest obejrzenia.


Jak wspominałam, te filmy to jedynie kropla w morzu.
Szukając podobnej tematyki warto zwrócić uwagę jeszcze na takie tytuły, jak:
- "Las Vegas Parano", reż. Terry Gilliam
- "Człowiek, który gapił się na kozy" reż. Grant Heslov (pisałam o nim TUTAJ)
"Candy", reż. Neil Armfield
- "Blow", reż. Ted Demme
- "Human Traffic", reż. Justin Kerrigan
- "Cherrybomb", reż. Lisa Barrod D'Sa, Glenn Leyburn
- "Przekładaniec", reż. Matthew Vaughn (pisałam o nim TUTAJ)
- "Alicja w Krainie Czarów" (wytwórni Walta Disney'a z 1951 roku) 

Jeśli Wy macie podobne propozycje, chętnie je poznam!!!
Jeszcze raz zapraszam do słuchania wtorkowej audycji, o której więcej informacji znajdziecie TUTAJ.

Część informacji do artykułu pochodzi z magazynu FILM (nr 10/2006, ISSN 0137-436X)
fotografie: tumblr.com, listal.com, readingeagle.com, pg.ru, allmoviephoto.com.