Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Duvall. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Duvall. Pokaż wszystkie posty

22 kwietnia 2011

Wojna w Wietnamie - część 1.

Nawiązując do ostatniej Kinomaszyny postanowiłam trochę obszerniej potraktować na blogu temat filmowych przedstawień Wojny w Wietnamie.
To temat szczególnie trudny, ale także szczególnie często eksploatowany w amerykańskim kinie - nic dziwnego, biorąc pod uwagę jego polityczno-społeczny wymiar. Z punktu widzenia filmowego, to także cała masa naprawdę różnorodnych i przy tym bardzo interesujących obrazów, dlatego dzisiaj przedstawię Wam dwa z nich.

"Good Morning, Vietnam"
reż. Barry Levinson
1987


Adrian Cronauer, znakomicie zagrany przez Robina Williamsa (za tę rolę zdobył on Złoty Glob) to prezenter radiowy w najlepszym stylu. Jest inteligentny, dowcipny, piekielnie wygadany i ma niesamowitą charyzmę. Prowadzone przez niego audycje radiowe natychmiast zyskują ogromną popularność wśród słuchających go żołnierzy, Cronauer jest bowiem bezkompromisowy, nie ma żadnych tabu i z jednakową ironią i cynizmem traktuje zarówno pogodę, politykę, jak i krwawą wojnę w Wietnamie.


Jego działalność jednak coraz mniej podoba się przełożonym, którzy wolą trzymać się sztywnych zasad. Istnieje bowiem uzasadniona obawa, że zbyt atrakcyjna audycja zamiast podnieść morale żołnierzy (a takie było jej pierwotne założenie), przyczyni się do zbytniego rozluźnienia dyscypliny w armii. W filmie mamy także subtelnie poprowadzony wątek relacji Adriana Cronauera z młodą Wietnamką, chodzącą na lekcje angielskiego, a samo zakończenie filmu jest zdecydowanie słodko-gorzkie. Warto zobaczyć ten film, bo jest nieszablonowy i fantastycznie refleksyjny.



"Czas Apokalipsy"
reż. Francis Ford Coppola
1979


Jednym z najbardziej ikonicznych filmów traktujących o wojnie w Wietnamie jest arcydzieło Francisa Forda Coppoli. Co ciekawe, Coppola, zmęczony po kręceniu "Ojca Chrzestnego" opowieść opartą na motywach "Jądra Ciemności" Josepha Conrada miał traktować jako swoisty relaks. Przygotowanie "Czasu Apokalipsy" trwało jednak trzy lata, a film, zamiast stać się tylko miłym przerywnikiem okazał się być przełomowym arcydziełem.


Kapitan Benjamin Willard (grany przez Martina Sheena) otrzymuje zlecenie zlikwidowania pułkownika Waltera Kurtza (wielki Marlon Brando), który dezerterując z amerykańskiej armii, stworzył na pograniczu Kambodży swoją własną armię i minipaństwo podległych mu tubylców. Willard najpierw musi dotrzeć do granicy frontu, a następnie na własną rękę z kilkoma towarzyszącymi mu żołnierzami odnaleźć miejsce pobytu Kurtza i dokonać jego egzekucji. 


Willard staje się także świadkiem dziwacznego, groteskowego, a przez to przerażającego obrazu wojny, w którym podpułkownik Kilgore (Robert Duvall) rozkazuje żołnierzom uprawiać surfing dokładnie w momencie, w którym wróg ostrzeliwuje wybrzeże.

Czujesz to? To napalm, synu. Nic na świecie tak nie pachnie. Uwielbiam zapach napalmu o poranku. Raz nasi bombardowali jedno wzgórze przez dwanaście godzin. Kiedy było po wszystkim... nie znaleźliśmy ani jednego trupa. Ten zapach: jak zapach benzyny. Całe wzgórze pachniało... zwycięstwem.

Samo miejsce, do którego podróżuje główny bohater staje się dla niego coraz bardziej dzikie i odległe. Willard ciągle myśli o Kurtzu, boi się go, a jednocześnie, jest nim zafascynowany. Niesamowite okaże się oczywiście także samo spotkanie z Kurtzem.


Nad wyraz mocno w "Czasie Apokalipsy" rozwinięta jest symbolika kolorystyczna.  Pomarańczowe spaliny przywodzą na myśl samo piekło. To napalm, którego zapach możemy niemalże poczuć gdy w tle gra złowroga, psychodeliczna muzyka Ryszarda Wagnera. W rzeczywistości kolory granatów dymnych odgrywały rolę oznaczeń naziemnych, które wskazywały pozycję rannych helikopterom ewakuacyjnym. W tym filmie jednak kolorowy dym przybiera złowieszcze, jakby pozaziemskie znaczenia, symbolizując śmierć lub szaleństwo. Bury kolor nieba i powietrza rodzi się z nowych zanieczyszczeń, a jednym z nich jest... czyste zło.


"Czas Apokalipsy" ukazuje też mikrokosmos amerykańskiej armii podczas jednej z najbardziej chyba surrealistycznych wojen w historii świata.


ciąg dalszy nastąpi, tymczasem zapraszam także na filmowe pogawędki na Facebooku!

fotografie: fanpop.com, doctormacro.com.

23 października 2010

Poczekamy, zobaczymy.


Dziękuję za wszystkie odpowiedzi pod poprzednim postem! Szczególną inspirację zawdzięczam Kubie - przyszłemu sinologowi, który przypomniał mi o całej masie filmów, na które warto poczekać, o kilku z tych projektów chcę opowiedzieć Wam więcej!

"The Man Who Killed Don Quixote"
reż. Terry Gilliam
2011
 
 
Don Kichote niedługo stanie się moim najbliższym (lub najbardziej znienawidzonym) bohaterem literackim - na filologii hiszpańskiej traktowany jest bowiem z niemałą nabożnością. Ciekawe więc będzie zobaczenie, jak topos słynnego bohatera walczącego z wiatrakami zinterpretuje Terry Gilliam znany ze swojej schizofrenicznej wyobraźni i niekonwencjonalnego podejścia do świata przedstawianego w filmach. Realizacja ta boryka się z wieloma problemami (głównie finansowymi), jednak trzymajmy kciuki za jej pomyślne sfinalizowanie. W rolach głównych wystąpić mają Evan McGregor i Robert Duvall (jako Don Kichote). 
 
 
W międzyczasie warto zobaczyć dokument "Lost in la Mancha" opowiadający o burzliwych losach produkcji.


Shantaram
reż. Peter Weir, Mira Nair
2011

Projekt tego duetu reżyserskiego może okazać się fascynującą mieszanką wybuchową! Mira Nair jest twórczynią jednego z hitów kina bollywoodzkiego - "Monsunowego wesela", a Peter Weir reżyserem między innymi kultowego "Stowarzyszenia Umarłych Poetów", "Truman Show" czy "Pikniku pod Wiszącą Skałą". 
 

"Shantaram" to (wg. portalu Filmweb.pl) opowieść o australijskim skazańcu, który uciekł z więzienia Down Under w trakcie odsiadki 19-letniej kary pozbawienia wolności i zmierza do Indii. Tam żyje w slumsach Bombaju gdzie wplątuje się w działania podziemia i udaje, że jest lekarzem. Kolejnym czynnikiem decydującym o sile tego przedsięwzięcia jest obsada - Johnny Depp, Helena Bonham Carter, Emily Watson oraz bohater jednego z najbardziej uroczych epizodów filmu "Slumdog Milionaire" Danny'ego Boyle'a - Amitabh Bachchan. Scenariusz napisano w oparciu o powieść Gregory’ego Davida Robertsa.
 


Shanghai, I Love You
2011

Po "Zakochanym Paryżu" i "Zakochanym Nowym Jorku" kolejni twórcy czekają na możliwość wyrażenia swojej miłości do miast (oprócz Szanghaju w kolejce czeka także Rio de Janeiro).

Poprzednie filmy, trzeba przyznać, były bardzo nierówne. Według mnie w "Zakochanym Paryżu" na najwięszą uwagę zasługują nowele "Bastille" Isabele Coixet, "Faubourg Saint-Denis" Toma Tykwera, "Le Marais" Gusa van Santa oraz "Tuileries" braci Coen. z kolei w "Zakochanym Nowym Jorku" absolutnie zachwyciły mnie nowele Shekhara Kapura (z Julie Christie i Shia LaBeoufem), Allen Hughes (z Bradleyem Cooperem i Dreą de Matteo) oraz Yvana Attala (z Chrisem Cooperem i Robin Wright).


Całkowita obsada (zarówno aktorska jak i reżyserska) jest jeszcze nieznana, mam nadzieję jednak, że reżyserzy tych nowych produkcji będą uczyć się na błędach poprzedników.

i na zakończenie:
"Hoover"
reż. Clint Eastwood
2012

Będzie to (po raz kolejny cytując niezawodny Filmweb) biografia jednego z najbardziej kontrowersyjnych ludzi Ameryki ubiegłego wieku - J. Edgara Hoovera. Był on założycielem FBI, którego to szefem pozostał aż do dnia swojej śmierci w 1972 roku. Wokół osoby Hoovera powstało wiele plotek dotyczących jego orientacji seksualnej, obsesji komunistycznej czy też zwalczania wszelkimi sposobami ludzi, którzy przeciwstawiali się jego rządom.
W roli głównej wystąpi (równie niezawodny) Leonardo DiCaprio, a autorem scenariusza jest Dustin Lance Black, odpowiadający za scenariusz między innymi do "Obywatela Milka" - co już na początku pozwala mieć co do "Hoover" całkiem spore wymagania.


Ponadto, dziękuję za wszystkie niesamowite komplementy, jak również słowa krytyki, bo to dzięki Wam wiem, że pisanie o filmach ma sens.
i ciągle zapraszam na Facebooka!

fot. telegraph.co.uk, smart.co.uk

6 września 2010

Crazy Heart


reż. Scott Cooper
scen. Scott Cooper
2009


Wiedziałam, że Jeff Bridges otrzyma Oscara za tę rolę, bo zachwycił mnie od pierwszego momentu pojawienia się na ekranie. O duecie Cooper-Bridges wspomniałam także przy prezentowaniu The 2010 Hollywood Portfolio autorstwa Annie Leibovitz. Co mogę powiedzieć o samym filmie?


Mój stosunek do niego jest absolutnie nakolanniczy. Uwielbiam tę lekko łzawą, miejscami zbyt amerykańską historię, która urzeka mnie brakiem słodkiego happy endu i perfekcją aktorstwa.


Jeff Bridges w roli podstarzałego muzyka country Bada Blake’a, wyznającego religię miłości do whisky to mistrz nad mistrzami, a partnerujący mu Colin Farrell i Maggie Gyllenhaal tworzą dla niego idealne tło.


To nie jest zwykła biografia. To także opowieść o sile muzyki country, która łączy ludzi niczym najświętsze dobro narodowe. Filmowa lektura obowiązkowa!


ten krótki tekst pojawił się na KASECIE. wszystko jest na taśmie.

fot. filmweb.pl