Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryan Gosling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryan Gosling. Pokaż wszystkie posty

31 grudnia 2013

(Filmowe) Odkrycia 2013 Roku

I znów na blogu było nieprzyzwoicie cicho przez zbyt długi czas - bardzo dziękuję jednak wszystkim, którzy ciągle tu zaglądają, bo pisanie wciąż sprawia mi wiele przyjemności, potrzebowałam tylko krótkiej (lub nawet nieco dłuższej) przerwy.

Nie była to przerwa wyłącznie od samego blogowania, ale także od śledzenia nowości, więc nie potrafiłabym zrobić porządnego podsumowania mijającego roku. Pomyślałam jednak, że opowiem Wam o najbardziej godnych uwagi, poruszających lub zwyczajnie przyjemnych (około)filmowych odkryciach oraz inspiracjach 2013.


Współpraca Wesa Andersona z Pradą


Wiecie, jak bardzo lubię Wesa Andersona (i cały andersonowski mikrokosmos ze zbyt dorosłymi dziećmi, nieprzystosowanymi dorosłymi, przepięknymi wnętrzami i kapitalnym poczuciem humoru), dlatego informację o współpracy reżysera z jedną z najbardziej prestiżowych marek przyjęłam ze szczerym entuzjazmem.
Pierwszy z filmów - reklamę zapachu Candy (znajdziecie ją tutaj) - stworzony wspólnie z Romanem Coppolą zainspirował film "Jules i Jim" Françoisa Truffauta, a w główną bohaterkę wcieliła się jedna z najciekawszych aktorek francuskich młodego pokolenia, Léa Seydoux
Drugi to "Castello Cavalcanti" (tutaj) w której główną rolę (kierowcy zagubionego na włoskiej prowincji) zagrał jeden z ulubionych aktorów Andersona, Jason Schwartzman i jest to swoisty hołd dla mistrza kina włoskiego, Federico Felliniego ("Candy" i "Castello Cavalcanti" to również typowe przykłady filmu modowego - o co chodzi, przeczytacie TUTAJ).
Nic tylko podziwiać!


Śpiewający Ryan Gosling

Jak powiedziała moja przyjaciółka: "Ryan, możemy cię kochać jak będziesz muzykiem, bo tak to nie" ;) Na pewno wiecie co mamy na myśli - nie jesteśmy fankami Ryana Goslinga (niezależnie od tego, czy ma na sobie koszulkę, czy nie), nie śledzimy z zapartym tchem jego filmografii (chociaż ja widziałam jej sporą część gdy przygotowywałam się do napisania artykułu, który możecie znaleźć TUTAJ i TUTAJ), a jednak "Pa Pa Power", "In The Room Where You Sleep" lub "Lose Your Soul" wprawiają nas zawsze w szczególnie dobry nastrój.



Ciekawostką jest, że Ryan Gosling wraz z przyjacielem Zachiem Shieldsem wymyślili swój zespół jeszcze zanim byli w stanie stworzyć cokolwiek wartościowego - uczyli się grać i komponować właśnie po to, by móc urzeczywistnić swoje marzenie o graniu zakręconej, nieco mrocznej, ale i bardo uczuciowej muzyki.
Jeśli jeszcze nie znacie projektu Dead Man's Bones, oto próbka:



"Polowanie", reż. Thomas Vinterberg

To film, który w minionym roku poruszył mnie najbardziej.
"Polowanie" to portret walki o godność. To rozdzierająca opowieść o zaufaniu, potędze kłamstwa i niemocy wobec tabu. O tym, jak konfrontacja z pogłoską może zamienić się w powolne, ale nieodwołalne niszczenie czyjegoś życia.


Recenzję w całości znajdziecie TUTAJ.


Storyboardy Akiry Kurosawy
Wiedzieliście, że Akira Kurosawa, jeden z najwybitniejszych japońskich reżyserów, zanim związał się z kinem, zajmował się malarstwem? Pasję do malowania pielęgnował w sobie również później, tworząc precyzyjne storyboardy do swoich filmów, w których połączył inspiracje tradycyjnymi sztychami i drzeworytami japońskimi (nie będę oryginalna jeśli powiem, że moim ulubieńcem jest Hokusai) z europejskim spojrzeniem na perspektywę i przedstawienie postaci oraz bardzo ekspresjonistycznym podejściem do koloru.
Spójrzcie:





Fakt, że lubię oglądać seriale

Muszę przyznać, że to również moje spore odkrycie tego roku, bo wcześniej byłam przekonana, że ta forma jest kompletnie nie dla mnie. A jednak! 
Od razu zaznaczę, że nie jestem serialową maniaczką i nie potrafiłabym Wam z czystym sumieniem powiedzieć, które seriale są najlepsze, a na które szkoda czasu, bo nie widziałam ich aż tak wiele, jednak "House of Cards" (LINK), "Luther" (LINK), "Homeland", "Boardwalk Empire" (LINK), "American Horror Story" oraz "Dziewczyny" (LINK) polecam gorąco.



teledysk do piosenki 
"The Stars (Are Out Tonight)" Davida Bowie


Klip autorstwa reżyserki i fotografki Florii Sigismondi to nieco surrealistyczna opowieść o pewnym czarującym małżeństwie (i w pewnym sensie także genderowy manifest)... 
W jedną z głównych ról w teledysku wcieliła się boska Tilda Swinton.



Cały teledysk możecie obejrzeć tutaj:



A jakie są Wasze odkrycia 2013 roku?

O Odkryciach poszczególnych miesięcy pisałam w lipcu, sierpniu oraz wrześniu, a w nadchodzącym roku z pewnością znów na bieżąco będę dzieliła się tym, co mnie szczególnie zainspiruje lub po prostu bardzo mi się spodoba.
A na 2014 rok życzę Wam spełnienia marzeń, dużo pięknych chwil i wielu zachwytów w kinach!
Marta


fotografie: tumblr.com, listal.com, scarsmagazine.com, hollywoodreporter.com, laescueladelosdomingos.com

26 stycznia 2013

Wymowne detale + Django

Pamiętacie, jak pisałam kiedyś tekst o znaczeniu pojedynczej części garderoby dla filmu? Tekst można przeczytać w częściach TUTAJ i TUTAJ, natomiast ja wciąż uwielbiam ten temat i dlatego pomyślałam, że dzisiaj dodam dwa kolejne przykłady do tej osobliwej filmowej garderoby.

1. walizki w "Pociągu do Darjeeling" Wesa Andersona

Słynne upodobanie Wesa Andersona do filmowych detali zaowocowało współpracą reżysera z marką Louis Vuitton - to jej główny projektant, Marc Jacobs podjął się zaprojektowania walizek, z którymi podróżują bohaterowie "Pociągu do Darjeeling" (te kolorowe plamki, które na nich widać to w rzeczywistości inicjały byłego właściciela, a także obrazki dzikich zwierząt jak słonie, antylopy czy nosorożce oraz palmy narysowane przez brata reżysera!).



Francis, Peter i Jack odziedziczyli te torby po ojcu, a ich nieustanna obecność (oraz konieczność pilnowania ich w każdej ekstremalnej sytuacji) daje trzem braciom siłę i nadzieję na ponowne poukładanie relacji wewnątrz ich rodziny.

2. kurtka głównego bohatera "Drive" Nicolasa Windinga Refna

Być może nie wpłynęła ona znacząco na samą fabułę, filmu, jednak błyskawicznie stała się niemal kultowa. Projektantką stroju dla bezimiennego "bohatera z sąsiedztwa" granego przez Ryana Goslinga jest Erin Benach, która pracowała z aktorem już wcześniej przy "Szkolnym chwycie" i "Blue Valentine".



W wywiadzie dla magazynu GQ Benach powiedziała: "Ryan jest niesamowity. Z większością aktorów miałabym wcześniej co najwyżej  rozmowę telefoniczną, ale najczęściej oni po prostu biorą to, co jest dla nich przygotowane w garderobach. Ale Ryan jest zupełnie inny. Wierzy, że kostium jest równoprawną częścią budowanej przez niego postaci i dlatego aż tak integruje się z procesem jej kreowania"


Co ciekawe, wśród inspiracji do stworzenia kostiumu do "Drive" Benach wymienia nie tylko przyniesione przez Goslinga gadżety, ale także wizytę w J. Paul Getty Museum w Los Angeles i rozmowę o germańskiej alegorii Percewala i Czerwonego Rycerza czy koreańskie "souvenir jackets" z lat 50 (jak na przykład TA). Skorpion natomiast pochodzi z surrealistycznej krótkometrażówki Kennetha Angera "Scorpio Rising" opowiadającej o gangu motocyklistów w skórzanych kurtkach.

PS1. Wczoraj aby odreagować tydzień, wybrałam się do kina na:


Z twórczością Tarantino mam pewien problem. Nie jestem jego wielką fanką, ale z drugiej strony oglądając jego filmy zawsze albo świetnie się bawię albo nawet trochę denerwuję: na pewno nie pozostawia mnie obojętną (i jest świetnym materiałem do analiz, popatrzcie sami TU!)
Uważam, że "Django" to dobry, świetnie zagrany i błyskotliwie napisany film (z charakterystyczną dla reżysera tendencją do wydłużania zakończenia do nieprzyzwoitych długości). Estetyka westernu, w której Tarantino umieścił kontekst niemiecki (!) nadaje tej historii o miłości, zemście i bezwzględności niesamowitego klimatu.


Moje uczucia po "Django" nie różnią się od wrażeń po innych seansach filmów Quentina Tarantino: znów rewelacyjnie się bawiłam, zachwyciłam genialnym soundtrackiem i obsadą: Leonardo DiCaprio, Christoph Waltz (któremu występ w poprzednim filmie Tarantino przyniósł Oscara), Jamie Foxx, Samuel L. Jackson i Don Johnson na drugim planie (przekomiczny jako Big Daddy) stworzyli prześwietne, dynamiczne role. "Django" to naprawdę imponująco zrealizowany pastisz westernu z nutą refleksji na temat przeszłości i tolerancji oraz [truizm] jak zwykle zaskakującymi, komicznymi lub absurdalymi scenami przemocy [/truizm]

Z całej filmografii Tarantino Do tej pory najbardziej lubiłam "Wściekłe psy", które wyprzedzały nieznacznie "Pulp Fiction" i "Bękarty Wojny". To "Django" zajmie chyba miejsce 2.


PS2. Nie jest tajemnicą, że po prostu KOCHAM Oscary. Uwielbiam się ekscytować tym, kto zdobył statuetkę, jak również typować swoich faworytów w określonych kategoriach. Gdy tylko uporam się z sesjami (a zostały mi jeszcze 3 egzaminy i jedno kolokwium), na pewno podejmę ten temat!


fotografie: listal.com

4 lutego 2012

Ryan Gosling, again!


Dzisiaj druga część artykułu, który w całości możecie przeczytać na portalu G-Punkt.pl.


Ubiegły rok rzucił jeszcze inne światło na Ryana Goslinga. Nicolas Winding Refn za reżyserię minimalistycznego „Drive” zdobył Złotą Palmę na festiwalu w Cannes, natomiast odgrywający w nim główną rolę Ryan Gosling pokazał, iż potrafi stworzyć postać kultową. Jego Driver jest uzależnionym od adrenaliny bezimiennym kaskaderem, który postanawia pomóc mężowi swojej czarującej sąsiadki uporać się z długami zaciągniętymi u lokalnych mafiosów. To mężczyzna, który nie idzie na kompromis, w sposobie poruszania się i ubierania przypomina Jamesa Deana i Steve’a McQueena, jest bezwzględnym, samozwańczym „bohaterem z sąsiedztwa” w stylu Travisa Bickle’a z „Taksówkarza”. Reżyser Nicolas Winding Refn przyznaje również, iż z Goslingiem łączy go prawdziwa przyjaźń: „Jesteśmy dwójką ludzi z jednym umysłem. On jest jak moje alter-ego”.


Ryan Gosling jest także muzykiem: wraz z Zachiem Shieldsem współtworzy zespół Dead Man’s Bones, którego kompozycje utrzymane są w mrocznym klimacie, porównywanym do Nicka Cave’a skrzyżowanym z eklektyczną estetyką zespołu Beirut, a teksty piosenek jak „My Body’s A Zombie For You” czy „Flowers Grow Out Of My Grave” przyniosły zespołowi w Sieci status „Tima Burtona muzyki”.


Gosling chętnie opowiada o tym, że w wolnym czasie zajmuje się rzeźbiarstwem i stolarką (samodzielnie stworzył kilka drewnianych obiektów, które pojawiły się w scenografii do filmu „Pamiętnik”), uwielbia grać na ukulele i oglądać teledyski na YouTube, co pozwala mu kreować wizerunek chłopca z sąsiedztwa.


Gosling jest również bardzo samokrytyczny i nie lubi oglądać siebie na ekranie. „Nie ma możliwości, by w dwugodzinnym filmie zawrzeć całe doświadczenie jego tworzenia. To jest zawsze w pewnym sensie rozczarowujące. Najbardziej ekscytujące w kręceniu filmu jest to, że może on być czymkolwiek i nie ma co do tego żadnych ograniczeń. Muszę więc przypominać sobie, że wielu ludzi oglądających film nie było zaangażowanych w jego tworzenie, więc tak naprawdę wcale nie wiedzą, co tracą” – przyznał w wywiadzie dla magazynu „Interview”.


Na 2012 rok Ryan Gosling ma między innymi przewidziany udział w kolejnym filmie Dereka Cianfrance’a, natomiast z reżyserem Nicolasem Windingiem Refnem aktor stworzy remake swojego ulubionego filmu, „Ucieczka Logana” – przygodowego science-fiction z 1976 roku. Można przypuszczać, że oczekiwania w stosunku do obu produkcji będą bardziej, niż wysokie, zważając na poprzeczkę, jaką ustawiły „Blue Valentine” oraz „Drive”. Być może również spełnią się prognozy George’a Clooney’a. Być może naprawdę warto zacząć bać się Goslinga, skoro na ekranie i poza nim potrafi być zarówno czarującym playboyem, chłopcem z sąsiedztwa, aroganckim yuppie i kultowym bohaterem, a tytuł artykułu o Richardzie Gere na stronie włoskiego „Vogue’a” zatytułowany jest: „Moja żona uwielbia Ryana Goslinga”


źródła:
- Karolina Sulej, Hej, dziewczyno, „Wysokie Obcasy” (opublikowany w Internecie na stronie:http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53668,10664415,Hej__dziewczyno.html, dostępność: 28.01.2012)
- vogue.it
- interviewmagazine.com

fotografie: listal.com

2 lutego 2012

Ryan Gosling

Luty to miesiąc Oscarowy, ale zanim zacznę pisać o nominowanych i faworytach - kilka słów o aktorze, który uznawany jest za jednego z największych pominiętych tegorocznego rozdania.
Artykuł w całości możecie przeczytać na stronie G-Punkt.pl

fot. Mikael Jansson

Aktora, który swoją karierę zaczynał jako dziecięca gwiazda w Klubie Myszki Mickey nie można chyba nazwać supernową. A jednak, popularność Ryana Goslinga rośnie z dnia na dzień, czyniąc z niego jedną z największych gwiazd młodego pokolenia. W Internecie aktor uzyskał już status kultowego – wydaje się, że każdy powód jest dobry, by pisać o Ryanie Goslingu. Tym lepszą okazją jest polska premiera "Id marcowych" w reżyserii George'a Clooneya. Filmu, w którym Gosling wciela się w rolę młodego, przebojowego i bezwzględnego specjalisty od politycznego PRu.


W wywiadzie dla włoskiego „Vogue’a” George Clooney powiedział o Goslingu: „On jest jedną z najbardziej utalentowanych osób, z jakimi kiedykolwiek miałem przyjemność pracować. Jest inteligentny, charyzmatyczny, przystojny. Jestem pewien, że za kilka lat będzie prawdziwym problemem dla innych aktorów”. To poniekąd tłumaczy, dlaczego ubiegły rok bez wątpienia należał do Ryana Goslinga. Dwie nominacje do Złotych Globów, okładki magazynów, piszczące fanki – gdy w 2010 roku Gosling po roli w „Blue Valentine” Dereka Cianfrance’a wszedł do pierwszej ligi, wszyscy z niecierpliwością czekali na jego kolejne filmy. Trzeba przyznać, że role w „Kocha, lubi, szanuje”, „Idach marcowych” oraz „Drive” ugruntowały jego pozycję w Hollywood.

fot. Mikael Jansson

Internetowy kult Ryana Goslinga ma bardzo zabawne podłoże: aktor stał się bohaterem internetowego memu - „Hey, girl” (pewnego frazesu czy koncepcji, która rozprzestrzenia się za pomocą portali społecznościowych, blogów, forów i komunikatorów internetowych pomiędzy powielającymi i modyfikującymi ją osobami). Na stronie fuckyeahryangosling.tumblr.com możemy znaleźć zdjęcia z filmów czy sesji zdjęciowych aktora z absurdalnie zabawnymi podpisami, jak: „Hej dziewczyno, gender jest konstruktem społecznym, ale wszyscy lubią się przytulać” czy „Hej dziewczyno, wiem, że Elizabeth Grosz uważa, że ciało jest powierzchnią, na której zapisane są prawo, moralność i inne wartości, jednak moje ciało teraz naprawdę ma ochotę na jedzenie z tobą na ganku płatków czekoladowych”. Gdy podczas wywiadu dla MTV dziennikarz pokazał Goslingowi kilka memów, aktor czytał je ze śmiechem.


Idealnym obiektem uwielbienia jest również Jacob – grany przez Goslinga bohater filmu „Kocha, lubi, szanuje”. To typowy playboy: rewelacyjnie ubrany, elokwentny, zamożny. Ma także świetne ciało („jesteś taki sfotoszopowany!” – mówi jedna z jego kochanek na widok jego torsu), zniewalające spojrzenie i niezawodny sposób na kobiety (przed pójściem do łóżka, odgrywa z nimi słynną scenę tanecznego „lotu” z filmu „Dirty Dancing”). Ta rola to dla Goslinga nie tylko nominacja do Złotego Globu, ale również możliwość przekonania widzów, że ma do siebie spory dystans i świetnie sprawdza się w komedii.


Kariera Ryana Goslinga zaczęła się w Klubie Myszki Mickey, gdzie występowali również Christina Aguillera, Britney Spears i Justin Timberlake. Z jego rodziną aktor mieszkał przez dwa lata i do dziś uważa ich za bardzo ważną część swojego życia. Kino natomiast odkryło Goslinga w roku 2001, gdy po roli młodego Żyda-nazisty w filmie „Fanatyk” otrzymał nagrodę Independent Spirit dla najlepszego aktora. 

fot. Mikael Jansson

Kolejnym przełomowym filmem w karierze Ryana Goslinga był bez wątpienia „Pamiętnik”– melodramat, który uczynił z aktora obiekt pożądania, ponieważ grany przez niego Noah wspaniale wpisał się w archetyp zakazanego kochanka. Za tę rolę, a właściwie - za duet, który Gosling stworzył z Rachel McAdams,  posypały się dość kuriozalne nagrody, jak Teen Choice w kategoriach: najseksowniejsza scena miłosna, ulubiona chemia filmowa czy, oczywiście, najlepszy filmowy pocałunek (ten docenili również widzowie MTV). Wydaje się jednak, że Ryan Gosling prowadzi swoją karierę dość przemyślaną drogą. Dwa lata później wystąpił w filmie „Szkolny chwyt”, a rola nauczyciela uzależnionego od narkotyków przyniosła mu pierwszą nominację do Oscara i potwierdziła skłonność Goslinga do aktorskich metamorfoz. 2007 rok to filmy „Miłość Larsa” i „Słaby Punkt”. W pierwszym zagrał autystycznego tytułowego bohatera, który wchodzi w trudny, pełen skomplikowanych emocji związek z tajemniczą Bianką, która jest… gumową lalką. Drugi obraz to thriller, gdzie Gosling wcielił się w ambitnego, aroganckiego prokuratora, partnerując Anthony’emu Hopkinsowi.


Trzy lata później, po występie w filmie „Blue Valentine” Dereka Cianfrance Ryan Gosling został uznany przez magazyn „Interview” za jedno z odkryć 2010 roku. „Blue Valentine” to kameralne, bardzo intymne studium związku, w którym dwójka ludzi od spontanicznego, młodzieńczego zakochania, przez spokój codzienności, przechodzi w fazę wyniszczającego kryzysu małżeńskiego. Gosling jako kochający swoją żonę i córeczkę, ale niezbyt ambitny i nadużywający alkoholu Dean, świetnie pokazuje wszystkie stany i niuanse swojej postaci. O pracy na planie i relacji z partnerującą mu Michelle Williams aktor mówił: „Nigdy wcześniej nie czułem takiej więzi z innym aktorem. Myślę, że wynikało to z faktu, iż wiedziałem, że ona pracowała nad rolą przez sześć lat. Ja tworzyłem swoją przez cztery, a Derek próbował zrobić ten film od dwunastu lat. I gdy w końcu udało nam się ukończyć film, doskonale się znaliśmy. To zaufanie, którego nie potrafisz zdobyć podczas kilku miesięcy prób”.


ciąg dalszy nastąpi.

źródła:
- Karolina Sulej, Hej, dziewczyno, „Wysokie Obcasy” (opublikowany w Internecie na stronie:http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53668,10664415,Hej__dziewczyno.html, dostępność: 28.01.2012)
- vogue.it
- interviewmagazine.com

fotografie: Mikael Jansson (interviewmagazine.com), listal.com, fuckyeahryangosling.tumbrl.com

1 stycznia 2012

Podsumowanie 2011 roku - część 1.


Jak wspominacie ten rok pod względem filmowym?
Widzieliście w kinach film, który powalił Was na kolana, zmienił sposób myślenia lub zachwycił?

Szczerze mówiąc, nie lubię robić podsumowań, bo ostatecznie i tak okazuje się, że o czymś w nich zapomniałam. Ten rok jednak uważam za wyjątkowo udany (i wiem też, że zostało kilka filmów, których obejrzeć nie zdążyłam, oczywiście żałuję i jak najszybciej to nadrobię) i chciałabym zwrócić szczególną uwagę na kilka filmów, które pojawiły się w kinach w 2011 roku.
Zaczynamy!

SPEŁNIONE OCZEKIWANIE 2011
"Skóra, w której żyję"
reż. Pedro Almodóvar

Do znudzenia powtarzam, że Pedro Almodóvar to mój ulubiony reżyser.
Jego najnowszy film w 90% spełnił moje oczekiwanie, co więcej, mam nadzieję, iż powierzenie głównej roli Antonio Banderasowi pozwoli aktorowi na powrót do pierwszej ligi, z której w ostatnich latach zniknął na trochę grając podstarzałych do Juanów w średnich filmach (jak "Poznasz Przystojnego Bruneta" Woody'ego Allena).


Recenzję filmu "Skóra, w której żyję" możecie przeczytać TUTAJ.


ODKRYCIE 2011

W minionym roku w tej kategorii pisałam o Michaelu Fassbenderze (nie mogę już doczekać się filmu "Shame" Steve'a McQueena!) i Michaelu Shannonie.
W tym roku moim prywatnym odkryciem numer 1. jest Ryan Gosling.



Na pewno zasłużył on na zupełnie osobny tekst, tymczasem najważniejszym powodem, dla którego Gosling pojawia się w tym zestawieniu jest film:

"Drive"
reż. Nicolas Winding Refn


Driver, grany przez Ryana Goslinga jest uzależnionym od adrenaliny bezimiennym kaskaderem, który postanawia pomóc mężowi swojej czarującej sąsiadki uporać się z długami zaciągniętymi u lokalnych mafiozów. Nie fabuła jest tu jednak najważniejsza: to, co "robi" ten film, to klimat, który znamy z najbardziej emocjonujących obrazów z udziałem Steve'a McQueena ("Bullit") i styl (nie tylko kostiumów, ale także sposób prowadzenia akcji), prezentujący Drivera jako bohatera z sąsiedztwa w najlepszym stylu (jakim był na przykład Travis Bickle z "Taksówkarza").


Wydaje mi się też, że jest to także najbardziej niedoceniony przeze mnie film 2011, bo czym więcej o nim myślę, tym bardziej chcę go zobaczyć jeszcze raz, uważniej.

i w tym momencie chcę wspomnieć o jeszcze jednym filmie:

NAJLEPSZA KOMEDIA 2011
"Crazy, Stupid, Love"
reż. John Requa, Glenn Ficarra


Kiedyś zupełnie nie lubiłam komedii. Jednak, przykłady takie jak właśnie "Crazy, Stupid, Love" (albo mój ostatni hit "I love you Philip Morris") sprawiają, że zaczynam się do komedii przekonywać, bo to obraz, który wywołuje autentyczny uśmiech, a nie, jak wiele innych komedii, obrzydzenie.


To opowieść o ciapowatym Calu (Steve Carell), którego właśnie zdradziła żona. Cal, zrozpaczony, pewnego dnia spotyka w barze playboya Jacoba (Ryan Gosling) i pod jego wpływem zmienia się w absolutny wulkan namiętności.


Nie chcę opowiadać o tym filmie więcej, bo łatwo tu popsuć niespodziankę, ale mogę zapewnić, że to film błyskotliwy, świetnie obsadzony (perełką jest także Marisa Tomei w roli nauczycielki-byłej alkoholiczki) i bardzo zabawny.

NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE 2011
"O północy w Paryżu"
reż. Woody Allen


Kapitalny (chociaż w wielu tekstach kultury mocno już eksploatowany) temat przenoszenia się w czasie został tu podany w sposób mdły i, cóż, w efekcie bardzo nudny.
Inez (Rachel McAdams) i Gil (Owen Wilson) w tytułowym mieście zakochanych przygotowują się do swojego ślubu. Gil jednak, podczas nocnych eskapad przenosi się w lata 20., spotyka swoich mistrzów ze świata literatury i sztuki i zamiast patrzeć w przyszłość, cierpi, gdyż nie było mu dane urodzić się kilkadziesiąt lat wcześniej.


Niestety, sam Paryż, odtworzenie klimatu lat 20. i obsadzenie Adriena Brody w roli Salvadora Dali nie wystarczy, by powstał świetny film. I po raz kolejny da się odczuć, że Allenowi brakuje wywrotowych pomysłów, a jego filmom - pazura, który pozwalał mu na pisanie i kręcenie arcydzieł w latach 70. i 80.


Ciąg dalszy podsumowania nastąpi (opowiem Wam jeszcze między innymi o pewnym optymistycznym filmie o przemijaniu i o tym, czy w roku 2011 przełamano w kinie jakieś tabu).
Czekam na Wasze komentarze tutaj, a także w mailach (np. pod adresem kinofilka@gmail.com) - bardzo chętnie poczytam, co Wam się w blogu nie podoba, a co w nim lubicie i w przyszłym roku (ponieważ uwielbiam noworoczne postanowienia) obiecuję sobie pisać systematyczniej.

A Wam życzę dużo szczęścia, miłości, pięknych chwil i niezapomnianych filmowych przeżyć w 2012 roku!

fotografie: listal.com, interviewmagazine.com, thefilmstage.com

16 marca 2011

Kinomaszyna 1. - Oscary

Bardzo dziękuję Wam wszystkim za słuchanie premierowej audycji !!! 
W każdy wtorek o 21:00 zapraszam na KINOMASZYNĘ w UniRadiu - dzisiaj publikuję skrót pierwszej - OSCAROWEJ - audycji, jako podsumowanie tegorocznych nagród Akademii.


Pracując nad relacją między Jerzym VI a Lionelem, Colin Firth i Geoffrey Rush spędzili razem 3 tygodnie budując swoje role. Mimo to, Rush był nieustannie pod ogromnym wrażeniem gry Firtha.
"Dzięki niemu byłem lepszy" – powiedział w jednym z wywiadów.


W tym roku według mnie Akademia najbardziej pokrzywdziła dwójkę aktorów, nie przyznając im nominacji:
- Ryan Gosling"Blue Valentine" (pisałam o nim TUTAJ 
- Tilda Swinton "Jestem Miłością" - Emma, żona głowy potężnej mediolańskiej rodziny zakochuje się we włoskim, dużo od niej młodszym przyjacielu syna, co każe jej wyzwolić się z konwenansów. Film to hołd dla kina Viscontiego, a rola Swinton – hołdem dla wielkich gwiazd dawnego kina.


Jednym z najbardziej pominiętych oscarowo filmów jest bezsprzecznie "Taksówkarz" - najlepszym filmem w roku 1977 został "Rocky", rolę Roberta De Niro przyćmił (uhonorowany pośmiertnym Oscarem za rolę pierwszoplanową) Peter Finch ("Sieć").
Najbardziej jednak bulwersuje brak nominacji dla Martina Scorsese w kategorii Najlepszy Reżyser.
"Time" napisał, że piekło Manhattanu odmalowane w filmie przez Scorsese może się równać wyłącznie z malarskim piekłem Hieronima Bosha. Znacie bardziej wymowną recenzję?


Jedną z najciekawszych oscarowych dat jest dla mnie rok 1999:
"Zakochany Szekspir" Johna Maddena  pokonał "Szeregowca Ryana" Stevena Spielberga i "Cienką Czerwoną Linię" Terrence'a Mallicka, czego do dziś nie potrafię zrozumieć - "Zakochany Szekspir" nie ma w sobie nic tak szczególnego, by móc mu przyznawać najważniejsze nagrody, więc dlaczego je zdobył..? Jeśli znacie odpowiedź na tę nurtującą mnie kwestię, proszę o komentarz.!
Z drugiej strony spektakl skakania po krzesłach zafundował widzom Roberto Benigni – najlepszy aktor i reżyser najlepszego filmu nieanglojęzycznego – "Życie jest piękne".
Benigni to jednocześnie jedna z najbardziej zmarnowanych pooscarowych karier. Jego "Pinokio" spotkał się z falą krytyki, natomiast "Tygrys i Śnieg" – kompletną ignorancją. Ja wierzę jednak, ze już niedługo znów o nim usłyszymy, oby w jak najlepszym kontekście!


2001 rok to z kolei tryumf etyczny Oscarów.
Po raz pierwszy nagrody za obie najlepsze role pierwszoplanowe zdobyli aktorzy czarnoskórzy (Halle Berry za "Czekając na wyrok" i Denzel Washington za "Dzień Próby")
- według mnie jednak na Oscara znacznie bardziej zasługiwał Sean Penn za niezapomnianą kreację w filmie "Sam"- tytułowy bohater to mężczyzna, który próbuje wychować swoją córkę, mimo że sam zatrzymał się w rozwoju psychicznym na poziomie 7-letniego dziecka. Sean Penn zdobył do tej pory dwa Oscary ("Rzeka Tajemnic" i "Obywatel Milk").


Jedną z moich absolutnie ulubionych kreacji oscarowych jest rola Jeffa Bridgesa - Bad Blake z filmu "Crazy Heart" Scotta Coopera.
Jeśli do tej pory zarzekaliście się, że nienawidzicie muzyki country, radzę Wam wyzbyć się uprzedzeń. "Szalone serce" to świetny film, pokazujący nie tylko historię zdegenerowanego piosenkarza, który poznając kobietę dokonuje zupełnej zmiany swojego życia. To także opowieść o tym, czym tak naprawdę jest country – muzyka specyficznej grupy ludzi, chcących przede wszystkim słuchać piosenek o własnym, prawdziwym życiu, które najczęściej oglądają przez whisky w szklance, nie mając większych złudzeń co do przyszłości.


Historyczne było także przyznanie oscarów pewnym kobietom.
Po pierwsze, w 1974 roku statuetkę za drugoplanową rolę w "Papierowym Księżycu" Petera Bogdanovicha otrzymała (do tej pory najmłodsza laureatka) dziesięcioletnia wówczas Tatuum O'Neal.
Niestety, jest ona kolejnym przykładem na zmarnowanie pooscarowej kariery, w 2008 roku O'Neal została aresztowana podczas kupowania kokainy. Akademia jednak coraz częściej i chętniej docenia młodziutkie, początkujące aktorki. Oscara za drugoplanową rolę w filmie "Fortepian" otrzymała Anna Paquin, a w ostatnich latach nominacje otrzymały Abigail Breslin  ("Mała Miss") i Hailee Stainfield ("Prawdziwe Męstwo").


Po drugie, pierwszy Oscar dla kobiety za reżyserię powędrował w zeszłym roku do Kathryn Bigelow za "Hurt Locker: W pułapce Wojny". Film ten otrzymał także statuetkę w kategorii Najlepszy Film, chociaż nie do końca jestem przekonana, czy  to obraz ważniejszy lub bardziej rewolucyjny, niż konkurujący z nim "Avatar" Jamesa Camerona.
Bigelow zadedykowała swoją nagrodę wszystkim żołnierzom stacjonującym w Iraku i Afganistanie: "Niech bezpiecznie wrócą do domu" – powiedziała.


Wielu kinomanów nurtuje pytanie: Kto jeszcze nie dostał statuetki, a powinien był dostać?
Mam kilka swoich typów:
- Leonardo DiCaprio (rewelacyjny, nominowany za drugi plan w filmie "Co gryzie Gilberta Grape'a", przegrał z Tommym Lee Jonesem).
- Tom Cruise (był wspaniały w filmie "Urodzony Czwartego Lipca", przegrał jednak z Danielem Day-Lewisem, który dla mnie ZAWSZE, bez względu na wszystko, jest bezkonkurencyjny. Wielu z Was jednak zgodzi się ze mną, że jego oscarowa rola w "Mojej lewej stopie" to absolutny majstersztyk).

 
Sam Tom Cruise jest materiałem na osobny artykuł, mogę Wam tylko poradzić, że jeśli nie jesteście pewni, czy Tom Cruise jest dobrym aktorem lub interesującym człowiekiem, koniecznie obejrzyjcie "Za drzwiami Actors Studio" Jamesa Liptona. Podwójny odcinek, w którym bohaterem jest Cruise skutecznie rozwieje wszelkie wątpliwości.


Mówi się, że coraz bliżej Oscara jest (z filmu na film coraz lepszy!) James Franco, podejrzewam także, że Oscara doczeka się także Johnny Depp, któremu w filmografii, mimo wielu świetnych ról, brakuje tak zwanej "roli życia".


To samo można powiedzieć o mistrzu drugiego planu, Stevie Buscemim czy Antonio Banderasie, który przetarł w Hollywood szlaki dla aktorów z Hiszpanii (Javier Bardem zdobył wszakże Oscara za drugoplanową rolę w "To nie jest kraj dla starych ludzi" Braci Coen, a Penelope Cruz w "Vicky Christina Barcelona" Woody'ego Allena). Nie rozumiem także braku statuetki u Willema Dafoe, Edwarda Nortona czy Ralpha Fiennesa, myśląc jednocześnie, że już wkrótce zostaną odpowiednio docenieni przez Akademię.


Jeszcze raz, bardzo dziękuję za słuchanie mojej audycji, a także - za wszelkie słowa pochwał i krytyki, obiecuję, że wszystkie wezmę sobie do serca i postaram się, by audycja z tygodnia na tydzień była coraz lepsza.
Zapraszam też na mojego Facebooka, gdzie będę informować o  wszystkich nowościach w Kinomaszynie.

fotografie: time.com, img.listal.com, heyuguys.co.uk, media.web.britannica.com, vivagoal.com