Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert De Niro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert De Niro. Pokaż wszystkie posty

4 maja 2013

Kasyno

reż. Martin Scorsese
scen. Martin Scorsese, Nicholas Pileggi
1995


Powoli, ale konsekwentnie zmieniam się w psychofankę filmów Martina Scorsese. Ciągle jeszcze czeka na mnie sporo pozycji z jego filmografii (w tym "Kolor pieniędzy", "Król komedii", a także, wstyd się przyznać, "Wściekły byk"!), ale jak do tej pory chyba najbardziej pokochałam "Ulice nędzy", "Taksówkarza", "Gangi Nowego Jorku" i "Kasyno", o którym napiszę dziś więcej.

Scenariusz "Kasyna" oparty jest na prawdziwej historii Franka "Lefty" Rosenthala, zatrudnionego przez mafię do przejęcia kontroli nad kasynami w Las Vegas począwszy od 1971 roku. Jego ochroniarzem, który figurował jako restaurator, był Tony Spilotro, przyjaciel Lefty'ego z młodości, bezwzględnie mordujący  każdego, kto wyłamywał się z reguł. Problemy zaczęły się, gdy Rosenthal związał się z Geri McGee, naciągaczką, zajmującą się dorywczo prostytucją i tańcem erotycznym. Toksyczne małżeństwo upośledzały nie tylko powiązania Franka z mafią oraz jego pracoholizm, ale także słabość Geri do jej byłego sutenera i nieustanna obecność w ich życiu porywczego Tony'ego...


Martin Scorsese i Nicholas Pileggi na kanwie tej opowieści wymyślili trójkę fikcyjnych bohaterów: w rolę Sama "Ace'a" Rothsteina, właściciela  Tangiers, najbardziej imponującego kasyna Las Vegas, wcielił się Robert De Niro. Jego żonę - tu  imieniu Ginger - zagrała brawurowo Sharon Stone. Tony w filmie stał się Nickym i obok roli w "Chłopcach z ferajny" to według mnie najlepszy występ filmowy Joego Pesci. Rolę byłego przyjaciela Ginger zagrał James Woods.
Obsada jest tu według mnie absolutnie fenomenalna. Robert De Niro to ulubiony aktor Martina Scorsese (reżyser często opowiada o ich przyjaźni, która rozpoczęła się w latach 70. ich pierwszym wspólnym filmem, "Ulicami nędzy") i to w jego filmach stworzył najwybitniejsze kreacje w swojej karierze. Napisałam już o tym, jak duże wrażenie zrobił na mnie Joe Pesci, nie mogę też pominąć milczeniem Sharon Stone (za którą nie przepadałam), ponieważ w swojej roli alkoholizującej się, rozedrganej emocjonalnie ćpunki, tkwiącej w małżeństwie, które nigdy nie powinno powstać, wypadła nie tylko bardzo wiarygodnie, ale również niesamowicie przejmująco. "To była odstraszająca, trudna rola" - powiedział o niej Martin Scorsese.



"Kasyno" to niemal trzygodzinna epopeja. Głównym jej bohaterem jest Ace, jednak w tym gigantycznym mafijnym imperium hazardu, jakim w latach 70. było Las Vegas, jest marionetką w rękach mafii nawet wtedy, gdy wydaje się, że mógłby królować niepodzielnie.
KOCHAM też kostiumy w tym filmie. Są imponujące. Martin Scorsese opowiadał:
"Sharon Stone (...) pracowała również dużo przy kostiumach, na przykład przy przetykanym złotem stroju w stylu Davida Bowiego, który nosi na sobie w ostatniej części filmu. Jest trochę luźny po bokach, bo Sharon chciała wyglądać jak najgorzej".


"Rita Ryack i John Dunn przygotowali kostiumy. Mieliśmy pięćdziesiąt dwa przebrania dla Boba [de Niro], a więc sporo, choć prototyp jego bohatera posiadał jeszcze większą galerię niesamowitych ciuchów (...). Jeśli przyjrzycie się uważnie, zauważycie, że do ubrań często dopasowane są tarcze zegarków (...). Nicky pojawia się w filmie w jakichś dwudziestu, może dwudziestu pięciu strojach, a Ginger chyba w czterdziestu".


A tutaj interpretacja garderoby Ace'a, której autorem jest  grafik, Ibraheem Youssef.


Nawet sam Marty Scorsese na planie wpasowywał się w klimat (na zdjęciu po lewej ):

Pisząc powyższy tekst korzystałam z książki:
- Martin Scorsese, "Autobiografia. Pasja i bluźnierstwo", przeł. Barbara Kosecka, Kraków 1997.

fotografie: listal.com

5 listopada 2012

(ulubieni) Aktorzy, część 3.


Dziękuję Wam BARDZO za zainteresowanie rankingiem, którego poprzednie części możecie znaleźć tutaj: CZĘŚĆ 1CZĘŚĆ 2. Dzisiaj zakończę zestawienie aktorów, a już wkrótce na blogu pojawi się mój subiektywny ranking aktorek.


(część kolorowych nazwisk i tytułów (w szczególności tytułów!) to odnośniki do innych wpisów na blogu, zapraszam do klikania i czytania!)


7. Antonio Banderas

To był dla mnie oczywisty wybór. O Antonio pisałam dużo TUTAJ, więc nie chcę się powtarzać. Znakomity w "Mrocznej Argentynie", inspirujący w "Wytańczyć marzenia", charyzmatyczny we "Fridzie", "Evicie" i "Domu dusz".



W ubiegłym roku Zachwycił mnie też najnowszy film Pedro Almodóvara, "Skóra, w której żyję". Pomimo że nie czuć w nim tyle ducha ekscentrycznej movidy (co uwielbiam w "Kice" czy "Pośród ciemności"), to dzieło bardzo dopracowane i wciąż niesamowicie stylowe oraz pełne cech charakterystycznych dla kina Hiszpana. I wreszcie, po latach, znów rola godna talentu Antonio Banderasa.


8. Sean Penn



Trudno znaleźć drugiego aktora, który w swojej filmografii miałby tyle aż tak różnorodnych ról.
Wyobraźcie sobie jak fascynujące mogłyby być spotkania jego bohaterów: Davida Kleinfelda z "Życia Carlita" z Cheyennem ("Wszystkie odloty Cheyenne'a"), Emmeta Ray'a ze "Słodkiego drania" z Matthew Ponceletem z "Przed egzekucją"albo Harvey'a Milka ("Obywatel Milk"z sierżantem Welshem, bohaterem "Cienkiej czerwonej linii"...



Sean Penn jest też mistrzem emocji, co pokazał w genialnej "Rzece  Tajemnic" Clinta Eastwooda (jednym z ukochanych filmów mojej Mamy, o innych możecie poczytać TU), "Samie" Jessie Nelson czy "21 gramach" Alejandro Gonzáleza Iñárritu. Ponadto - znów trochę prywaty - urodził się tego samego dnia, co mój Tato (i taki urodzinowy wpis o Seanie Pennie możecie przeczytać TUTAJ).



9. Marcin Dorociński

Nie mogło w tym zestawieniu zabraknąć mojego ukochanego polskiego aktora!
Marcina Dorocińskiego odkryłam dla siebie po obejrzeniu serialu "PitBull" i do dzisiaj jest to jedna z ról, którą cenię najbardziej. Później do tego zestawu dołączyły jeszcze występy w filmach takich, jak wstrząsająca "Róża", ciekawe "Boisko bezdomnych", błyskotliwy "Rewers" i film, o którym mogłabym pisać niekończące się ody, czyli "Lęk wysokości", który jest piekielnie inteligentną, znakomitą pod względem emocjonalnym, perfekcyjnie zagraną opowieścią o skomplikowanych relacjach ojca z synem.
Muszę też przyznać, że Dorociński, nawet jeśli gra w filmach niekoniecznie ambitnych ("Miłość na wybiegu"), zawsze daje z siebie 100%.


Miałam przyjemność wziąć udział w spotkaniu z Marcinem Dorocińskim, organizowanym z okazji festiwalu ZOOM-Zbliżenia, w którym aktor opowiadał o swojej pracy, przygotowaniach do kręcenia "Lęku wysokości", filmowych fascynacjach i jego rodzinie. I muszę Wam powiedzieć, że po tym spotkaniu lubię Marcina Dorocińskiego jeszcze bardziej!



miejsce 10. to dla mnie ogromny problem. Bo ciężko mi jest wyróżnić jeszcze jedną jedyną osobę. Nie wiedziałam, czy miałby to być Cillian Murphy (i jego fenomenalny występ w "Śniadaniu na Plutonie"), Philip Seymour Hoffman (znakomity między innymi w filmach: "Capote", "Synekdocha, Nowy Jork" czy "Happiness"), Robert De Niro (którego filmografię ciągle poznaję, zachwycił mnie w "Taksówkarzu" i "Łowcy jeleni", a wzruszył do łez w "Zakochać się" i "Wszyscy mają się dobrze"), Jeff Bridges (którego wręcz pokochałam po obejrzeniu "Szalonego serca"), Bogusław Linda (o którym pisałam wielokrotnie, na przykład TUTAJ i TUTAJ), Dustin Hoffman (nie wiem, czy bardziej cenię go za "Maratończyka", "Absolwenta" czy "Rain Mana") a może Michael Fassbender (czyli  gwiazda znakomitych filmów Steve'a McQueena o których pisałam TUTAJ)..?




Nazwiska mogłabym mnożyć (a moja Mama po przeczytaniu tej tyrady na pewno zadzwoni do mnie z pytaniami w stylu: "A dlaczego pominęłaś Andy'ego Garcię?", "A gdzie jest Edward Norton?", "No a o Brad Pitt? O nim też zapomniałaś?" i powie: "No, dobrze chociaż, że napisałaś o Seanie Pennie"...), ale chciałam wybrać tylko tych aktorów, którzy naprawdę najbardziej wpłynęli i ciągle wpływają na moje postrzeganie kina i miłość do niego co wcale nie znaczy, że żadnych innych nie lubię czy nie cenię. Przeciwnie! I jeszcze o nich wielokrotnie będę tutaj pisać.

A których aktorów Wy cenicie najbardziej?




fotografie: listal.com, styl.pl, wyborcza.pl

22 października 2011

New York, New York

Dzisiaj (w nawiązaniu do środowej Kinomaszyny, o której pisałam TUTAJ) napiszę o kilku filmach, w których jedną z głównych ról gra... Nowy Jork.


Jednym z reżyserów, który szczególnie lubi portretować Nowy Jork jest mistrz Martin Scorsese - wyreżyserował on aż trzy filmy z Nowym Jorkiem w tytule:

- "New York, New York"
(1977)


Rzeczywistość tego filmu to powojenna Ameryka, a jego bohaterami są Jimmy Doyle (Robert De Niro), utalentowany saksofonista i piosenkarka Francine Evans (Liza Minnelli). To dość bolesna historia w konwencji musicalu, w którym dodatkowym bohaterem jest przejmująca zazdrość.


- "Gangi Nowego Jorku"
(2002)


Historia rozgrywająca się w XIX wieku w nowojorskiej dzielnicy Five Points, jednym z najbiedniejszych miejsc w całej Ameryce, gdzie gangi walczyły o kontrolę na ulicach wśród płonących budynków i wszechobecnej politycznej korupcji. Bohaterowie filmu to Amsterdam Vallon (Leonardo DiCaprio), młody irlandzki imigrant, który wraca do Five Points, by zemścić się na Billym Rzeźniku (Daniel Day -Lewis), przywódcy anty-imigranckiego gangu, który był sprawcą śmierci ojca Amsterdama. Przy okazji Amsterdam poznaje Jenny (Cameron Diaz), kobietę-kieszonkowca z równie mroczną przeszłością.


Dla mnie "Gangi Nowego Jorku" to nie tylko historia zawiłego trójkąta, ale także - wspaniale oddana atmosfera niepokoju, jaki trawił Nowy Jork w 1863 roku, gdy do jego bram zastukały echa Wojny Secesyjnej.


Ze ścieżki dźwiękowej do filmu pochodzi piękna, poruszająca kompozycja U2 - "The Hands that Built America". Z tą piosenką wiąże się jedno z moich największych Oscarowych rozczarowań. To była pewna noc w 2003, kapitalnym roku dla kinematografii, bo wśród nominowanych filmów znalazły się takie dzieła jak "Pianista", "Porozmawiaj z nią", "I twoją matkę też", "Godziny" czy "Frida". Natomiast w kategorii na najlepszą piosenkę z zespołem U2 zwyciężył Eminem i jego "Lose Yourself" z "8. Mili", czego ja do tej pory nie potrafię wybaczyć Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej.


- "Nowojorskie opowieści" 
1989

Film składający się z trzech nowel, których autorami, oprócz Martina Scorsese są także Francis Ford Coppola i Woody Allen.


I to właśnie Woody Allen jest również uważany za niekwestionowanego mistrza w portretowaniu w swoich filmach Nowego Jorku.
Na pewno znacie chociaż kilka z jego klasycznych filmów, na przykład "Annie Hall" albo "Manhattan", uważane za kwintesencję stylu Woody'ego Allena i rzeczywistości, w jakiej się rozgrywają.


Ja przyznam, że nie jestem wielką fanką Woody'ego Allena, chociaż absolutnie uwielbiam "Słodkiego drania" i "Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać". Nowy Jork od wielu lat odkrywał przed nami wszelkie neurozy autobiograficznych bohaterów Allena, ale ostatnio Woody Allen zaczął się ostatnio niesamowicie otwierać na inne miasta. Na liście po Wenecji pojawił się Londyn, Barcelona, Paryż... być może o czymś zapomniałam, ale słyszałam, że mistrz komedii już szykuje się do podbijania kolejnych metropolii.


Kolejnym filmem, jaki jeszcze przychodzi mi do głowy jest oczywiście "Seks w wielkim mieście", którego jestem niepoprawną miłośniczką (z resztą zarówno filmu, jak i serialu)...  Piszę o nim znów dzisiaj, bo, nie ukrywajmy – pięć wyzwolonych bohaterek przeżywających swoje frustracje, przygody, dramaty i miłości to jedno, ale żadna z tych historii nie byłaby tak interesująca, gdyby nie otoczenie Nowego Jorku.


To właśnie miasto dało scenarzystom możliwość wykreowania kilku mocnych osobowości, które zmagają się nie tylko ze swoimi problemami, ale także – desperacko starają się wyróżnić w dżungli wielkiego miasta. Myślę, że jest to często pomijany, ale również niesamowicie ważny i chyba najbardziej interesujący aspekt sagi o singielkach.


Ostatnim nowojorskim filmem będzie oczywiście "Zakochany Nowy Jork", czyli jeden z planowanych kilku nowelowych filmów opiewających zalety i podkreślających cechy charakterystyczne wielkich miast.
Myślę, że wielu z nas, nauczonych doświadczeniem "Zakochanego Paryża" spodziewało się zupełnie innego filmu – serii lekkich, przyjemnych historii, które mogłyby pokazać blaski Nowego Jorku. Tutaj natomiast znacznie więcej jest półcieni. 


Muszę przyznać, ze ten film, jak chyba każdy, w którym zbiera się tak wielu różnych twórców by zrobić tak różnorodne tematycznie nowele, jest bardzo nierówny (moje ulubione to te, w których występują Chris Cooper i Robin Wright, Bradley Cooper oraz ta z Shia LaBeoufem i Julie Christie). Jednak, naprawdę warto go obejrzeć, bo poszczególne nowele rozwiają się i splatają ze sobą w dosyć zaskakujący sposób.


A Wy które filmy z Nowym Jorkiem w tle lubicie najbardziej?

PS. Wszystkie audycje będę umieszczać w sieci, więc jeśli będziecie mieli ochotę w wolnej chwili posłuchać, o czym mówię co środę o 19:00 w UniRadiu, już wkrótce Was do tego zaproszę.

fotografie: listal.com

19 sierpnia 2011

Sean Penn


Tak naprawdę przedwczoraj miał pojawić się tu zupełnie wyjątkowy i zupełnie urodzinowy wpis. 17 sierpnia to bowiem dzień, w którym urodziny obchodzi trójka wspaniałych mężczyzn. Pierwszym i najważniejszym (chociaż nie najstarszym ;)) z nich jest mój Tato, który swoją osobowością sam z powodzeniem mógłby być bohaterem świetnej opowieści filmowej. Drugi i trzeci to znakomici aktorzy - Robert De Niro (ur. 1943r.) i Sean Penn (ur. 1960r.) - pojawili się oni na blogu w różnych kontekstach już wcześniej, wpisy znajdziecie TUTAJ i TUTAJ.


Złośliwość rzeczy martwych nie pozwoliła mi na opublikowanie tu niczego o czasie, jednak na pisanie o mistrzach nigdy nie jest za późno. Szczerze mówiąc, nie jestem pewna, co powinnam napisać o Pennie czy De Niro, by nie zabrzmiało to jak masa banalnych truizmów: im obu nie można odmówić niezaprzeczalnej klasy i aktorskich osiągnięć (pisałam wielokrotnie, że uwielbiam Oscary - oboje zdobyli po dwie statuetki). Przyznam też, że wiele filmów z ich bujnych filmografii to dla mnie wciąż wielkie niespodzianki. Dlatego wyszukałam kilka ciekawych cytatów i opinii i mam nadzieję, że dla Was będą one równie interesujące, jak dla mnie.

Sean Penn


Wydaje mi się, że jest to osobowość pełna skrajności. Genialny aktor, a jednocześnie - bohater wielu plotek (z jednej strony trochę nimi pogardzam, a z drugiej - z trudem się powstrzymuję, by nie przytoczyć tu kilku moich ulubionych), skandali i na dodatek - zagorzały aktywista polityczny i społeczny.


Gus van Sant (reżyser filmu "Obywatel Milk"):

"Zaoferowałem rolę Harvey'a Milka Seanowi już w 1998 roku. Myślałem, że może projekt dojdzie do skutku wtedy, gdy uda mi się do niego zaangażować odpowiednią ilość gwiazd, więc próbowałem przekonać Penna do zagrania Milka i Toma Cruise'a do wcielenia się w rolę Dana White'a (polityka-zabójcy Harvey'a Milka - przyp.). Ale byłem raczej słabym producentem. Myślałem, że ponieważ do mnie nie dzwonili, nie byli zainteresowani współpracą. A to nie działa w ten sposób. Sean był wtedy w momencie swojej przeprowadzki do San Francisco, przechodził trudny czas w rodzinie... Więc naprawdę powinienem był do niego zadzwonić, a nie czekać na telefon od niego.
On jest naprawdę Kimś.
"


Danny Glicker (autor kostiumów do filmu "Obywatel Milk"):

"Podczas pracy nad garderobą bohaterów bardzo blisko współpracowałem z Gusem Van Santem i wszystkimi aktorami, w szczególności z Seanem Pennem. Uwielbiałem patrzeć na to, jak dokonywała się jego transformacja w postać i bardzo dobrze się nam razem pracowało. Dałem mu gruby plik zdjęć przedstawiających ubrania z epoki i to było fascynujące: móc prowadzić z nim badania i wyszukiwać istotnych detali."


Christopher Walken: Byłeś znakomity w filmie Seana Penna "Pledge" (2001)
Mickey Rourke: Wiesz co, ja to widzę w ten sposób: Kiedy kręciliśmy ten film, mieszkałem pokoju za jakieś 500$ za miesiąc i ktoś do mnie zadzwonił, czy nie chciałbym wpaść do pracy na dzień lub dwa. Takie momenty pojawiające się od czasu do czasu pozwalały mi przeżyć.
(Mickey Rourke Wrócił do gry jednak dopiero po "Sin City" w 2005 roku. Ciekawe, że będąc głównym kandydatem do Oscara za swój fenomenalny, dla mnie absolutnie niezapomniany występ w "Zapaśniku", przegrał z nikim innym, jak Seanem Pennem-Harvey'em Milkiem).


Josh Brolin o wystąpieniach publicznych Penna:

"Penn jest kapitalny. Piekielnie elokwentny i emocjonalny. Wiem, że zawsze bardzo stresuje się (haha, w oryginale: the guy gets so much shit about) wystąpieniami publicznymi, ale to jest niesamowite. Jest bardzo empatyczny, a jego przemowy zawsze rzucają mnie na kolana."


ciąg dalszy, czyli garść interesujących zdań o Robercie De Niro pojawi się jutro.

Przypominam także o konkursie organizowanym wspólnie z firmą Gutek Film.
Mam dla Was DVD z filmem "Wszystko w porządku" w reżyserii Lisy Cholodenko - aby wziąć udział w losowaniu nagrody, wystarczy tylko wysłać maila z odpowiedzią na pytanie:
Ile złotych globów otrzymał film "Wszystko w porządku"?
na adres: kinofilka@gmail.com.
Macie na to czas do soboty, 20 sierpnia.
(Tymczasem dziękuję wszystkim, którzy już wysłali wiadomość z poprawną odpowiedzią!)

Gutek Film
źródła: Interview Magazine
fotografie: listal.com, collider.com

23 maja 2011

Kinomaszyna 8 - 24 maja, godz. 21:00


Tematem ósmej KINOMASZYNY będą FILMY O MIŁOŚCI.

Te najbardziej i trochę mniej znane, oryginalne i zupełnie typowe, przewidywalne i zaskakujące, piękne i piękniejsze, ale wszystkie absolutnie do pokochania.


Która rola Colina Firtha była najbardziej oscarowa? Kto komu kupiłby bukiet świeżo zatemperowanych ołówków? Która aktorka najpiękniej odgrywa stan zakochania i dlaczego jest to Meryl Streep? Co jest surrealistyczne, acz miłe?

Plus cała masa piosenek o miłości, oczywiście.

Zapraszam serdecznie
jak zawsze we wtorek o godzinie 21:00
KINOMASZYNA do posłuchania w UniRadiu!

Zapraszam także do posłuchania archiwalnych audycji na WRZUCIE,
a także do śledzenia innych, facebookowo-filmowych aktywności.


fotografia: aceshowbiz.com.

7 maja 2011

Wojna w Wietnamie - część 3.

Kończąc już temat wojny w Wietnamie (obiecuję, że następnym razem napiszę coś weselszego), chciałabym przedstawić Wam jeszcze kilka filmów, które opowiadają o życiu weteranów wojny po ich powrocie z frontu. Przyznam, że obrazy, o których napiszę poniżej są równie wstrząsające i/lub wymowne jak te, o których pisałam w dwóch poprzednich notatkach TUTAJ i TUTAJ.

"Urodzony Czwartego Lipca"
reż. Oliver Stone
1989


Sparaliżowany podczas wojny wietnamskiej Ron Kovic staje się się politycznym aktywistą praw człowieka po tym, jak poczuł się zdradzony przez państwo. Na wojnę wyruszył zachęcony pięknymi ideami, którymi karmiony był przez amerykańską propagandę. Gdy jednak na froncie zetknął się z rzeczywistością, pojawiają się w nim pretensje do całego świata i nie może pogodzić się z wszechobecnym okrucieństwem. Sięga po alkohol i stacza się niemal na samo dno, by nagle, obudzić się i stać się jednym z liderów antywojennej formacji. Dziś Ron Kovic jest legendą.


Największymi atutami tego filmu są ogromny ładunek emocjonalny, prezentowany w nim bez niepotrzebnej czułostkowości i fantastyczne aktorstwo. Znakomite role w filmie zagrali Tom Cruise wcielający się w tytułowego bohatera oraz Willem Dafoe jako poznany przez niego weteran. Podczas oglądania koniecznie zwróćcie uwagę na groteskowo-absurdalną scenę ich bójki...
 
Uważam, że w tym nurcie równie ważnym filmem jest 

"Rambo: Pierwsza Krew" 
reż. Ted Kotcheff
1982 

John Rambo, grany przez Sylvestra Stallone'a to weteran wojny w Wietnamie, który podróżuje od miasta do miasta szukając swych kolegów z wojska. Zderza się z brutalną prawdą gdy zdaje sobie sprawę z tego, iż jako jedyny przeżył, i udaje się w dalszą, zupełnie samotną wędrówkę. Kiedy w jednym z miasteczek mimo próśb szeryfa nie chce opuścić jego terytorium, zostaje aresztowany.


Wkrótce jednak ucieka i ścigany przez zastępy uzbrojonych strażników wypowiada im własną wojnę. "Rambo" nie jest błahą opowieścią o superbohaterze w podkoszulku kryjącym się w wielkim lesie. Należy zwrócić uwagę na fakt, iż Rambo wszystkie działania wymierzone przeciwko niemu kojarzy z brutalnymi torturami Wietnamu, a atakując policjantów i szeryfa walczy przede wszystkim o własną godność.


Najbardziej wymowny, wręcz wzruszający w tym filmie jest finałowy monolog Rambo, w którym bohater przyznaje, iż tego wszystkiego nie da się tak po prostu wyłączyć. Wietnam nie był jego wojną, on robił wszystko, by wygrać, a teraz powrócił do świata, w którym nikt go nie szanuje. Dla niego życie w cywilu nic nie znaczyło, bo to w Wietnamie żołnierze mieli zasady i honor. Tam miał broń za tysiące dolarów, podczas gdy po powrocie do kraju może być najwyżej parkingowym. To bardzo przejmujący tekst, który zmienia zupełnie wydźwięk całego filmu. Obowiązkowy.
 

"Taksówkarz"
reż. Martin Scorsese
1976


Główny bohater grany przez Roberta de Niro, Travis Bickle wydaje się być jak najczarniejszy koszmar z naszych snów. Ze wzrokiem szaleńca śledzi dziewczynę swoich marzeń jeżdżąc po okolicy wściekle żółtą taksówką. Co ciekawe, kolor żółty konotuje poczucie zagrożenia, które ma wzbudzić w widzach dodatkowe napięcie. Z kolei połączenie koloru żółtego z czarnym wskazuje na symbolikę trucizny, bowiem to połączenie kolorów jest częste u jadowitych gadów, płazów i owadów, a także – pojawia się na znakach ostrzegawczych.
 

Travis jest także weteranem wojny w Wietnamie, zatrudnił się jako taksówkarz, ponieważ cierpi na bezsenność. Po tym, jak poznaje młodziutką Iris, prostytutkę (Jodie Foster) i jej oprawców, na własną rękę chcę rozprawić się z robactwem Nowego Jorku. Koszmary przeszłości i rzeczywistości, do której powrócił łączą się w nim i prowadzą do szokującego finału.


Najlepszym cytatem, jaki opisuje tę kultową postać jest wymowny tekst, który można znaleźć na kilku (nawiasem mówiąc, rewelacyjnych) plakatach:
Na każdej ulicy jest nieznajomy, który marzy o tym, by stać się Kimś. To człowiek samotny, zapomniany, który rozpaczliwie próbuje udowodnić, że żyje.

Robert de Niro przygotowując się do roli Travisa pracował po 12 godzin dziennie jako taksówkarz i studiował choroby psychiczne, a słynna scena przed lustrem została w całości przez de Niro zaimprowizowana.

I jeszcze jeden film, który temat Wietnamu traktuje w sposób niepowtarzalny, bez artystowsko-intelektualnego zadęcia ukazując ją jako jeden z najważniejszych punktów w amerykańskiej historii drugiej połowy XX wieku.
 
"Forrest Gump"
reż. Robert Zemeckis
1994 


Forrest Gump, jedna z najbardziej kultowych filmowych postaci, powiedział o Wietnamie takie słowa:
W Wietnamie było zawsze gdzie iść. I zawsze było coś do roboty. Pewnego dnia zaczęło padać i nie przestało przez 4 miesiące. Doświadczyliśmy każdego możliwego rodzaju deszczu. Były małe kapuśniaczki i wielkie ulewy.Deszcz zacinający z boku i taki, co padał jakby z dołu w górę. Kurczę, lało nawet w nocy.


Nie możemy zapomnieć o tym, iż podczas swojego wspaniale bujnego życia Forrest Gump  (życiowa rola Toma Hanksa) oprócz tego, że stał się królem przemysłu krewetkowego, gwiazdą ping ponga i odkrył aferę Watergate, został także wysłany do Wietnamu. Przede wszystkim, stał się bohaterem wojennym, pomógł swoim rannym towarzyszom broni, przenosząc ich do medycznych helikopterów, po czym po powrocie z Wietnamu udał się od razu do Waszyngtonu, gdzie otrzymał Medal Honoru. Przez przypadek został wplątany w wielką hippisowską antywojenną demonstrację, podczas której miał powiedzieć do rozszalałych tłumów co tak naprawdę sądzi o wojnie.
 

W parę tygodni później Forrest mówił także:
Myślałem, że wrócę do Wietnamu, ale dowództwo postanowiło, że skuteczniej będę zwalczał komunistów grając w ping-ponga. W ramach Służb Specjalnych jeździłem po kraju zabawiając rannych weteranów i ucząc ich gry w ping-ponga. Byłem tak dobry, że włączono mnie do reprezentacji USA. Byliśmy pierwszymi Amerykanami na terytorium Chin od jakiegoś miliona lat. Podobno pokój na świecie zależał od nas, ale ja tylko grałem w ping-ponga.

Oczywiście, to jedynie wycinek z całej masy filmów, które opowiadają o wojnie w Wietnamie (bądź skupiają się na wątkach powojennych). Jestem jednak przekonana, że warto je obejrzeć.

fotografie: movingimagesource.us, listal.com, tvworthwatching.com