Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tim Burton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tim Burton. Pokaż wszystkie posty

21 kwietnia 2013

Serial: Skins, część 2. Obsada.


W poprzednim wpisie (TUTAJ) wspomniałam o tym, że serial "Skins" stał się początkiem kilku (bardziej lub mniej dynamicznych czy spektakularnych) aktorskich karier. I dlatego dzisiaj chciałabym przedstawić Wam trzy z nich:

Nicholas Hoult - Tony Stonem


fot. Julian Broad

Pamiętacie przeuroczą komedię "Był sobie chłopiec" braci Weitz?  Fabuła jest prosta, ale film czarujący: gdy Will Freeman (Hugh Grant), typowy Piotruś Pan, postanawia poszukać swojej nowej wybranki w grupie samotnych matek, przypadkowo poznaje dwunastoletniego Marcusa (Nicholas Hoult)... Rola Marcusa  stała się początkiem przygody Houlta z aktorstwem, ale to serial "Skins" sprawił, że Brytyjczyk zdecydował się zamienić hobby w zawód.
Nicholas Hoult mówi, że gdyby nie był aktorem, chętnie widziałby siebie w roli kierowcy Formuły 1. Uważa również, że jest kompletnie nieinteresujący dla paparazzi - "To jest dziwaczne. Przez większość czasu nawet nie jesteś w stanie ich zauważyć. Są jak ninja" - dodaje.

fot. Jacob Sutton

Z całej filmografii Nicholasa Houlta najbardziej intrygującym filmem jest dla mnie zdecydowanie "Samotny mężczyzna" Toma Forda. Kameralna, emocjonalna, zaskakująca i wizualnie wysmakowana opowieść o profesorze literatury (Colin Firth), który próbuje uporać się ze śmiercią ukochanego, między innymi poprzez stworzenie więzi z jednym ze swoich studentów (w tej roli Nicholas Hoult). O filmie pisałam TUTAJ.


Jak na razie, domeną Houlta są jednak głównie filmy przygodowe i sci-fi ("Starcie Tytanów", "X-Men: Pierwsza klasa", niedługo zobaczymy go w nowym "Mad Maxie"), ale chcę się tej karierze przyglądać. 
Niestety, niewiele mogę powiedzieć o filmach, które miały premierę w tym roku, bo ich jeszcze nie widziałam. A może ktoś z Was obejrzał już "Jacka pogromcę olbrzymów" albo "Wiecznie żywego"? Chętnie poczytam Wasze opinie.

Kaya Scodelario - Effy Stonem

Chłopcy w liceum kochali się w Effy Stonem do szaleństwa. Niezrównoważona, ekscentryczna, małomówna (według magazynu "Interview" Effy odezwała się dopiero w swoim ósmym odcinku) ale obłędnie hipnotyzująca, główna bohaterka trzeciego i czwartego sezonu "Skins" okazała się być najsilniejszym elementem tej części serialu. 

Chyba najgłośniejszą jak do tej pory rolą Kai była Cath Earnshaw w okrzyczanej adaptacji "Wichrowych wzgórz" autorstwa Andrei Arnold, twórczyni kina niezależnego ("Fish Tank"). W tym roku swoją premierę mają kolejne dwa filmy, w których Scodelario zagrała główne role: "Emanuel And The Truth About Fishes" Francesci Gregorini, u boku Alfreda Moliny i Jessiki Biel oraz "Invisible" Stewarta Svaasanda.

Kaya Scodelario w jednym z wywiadów przyznała, że marzy o pracy u boku Toma Hardy, ale jej mama wolałaby, aby jej córka pewnego dnia zagrała z Antonio Banderasem, w którym sama skrycie się podkochuje (Kaya ma bardzo bliskie kontakty z mamą-Brazylijką, świetnie mówi po portugalsku i chciałaby zagrać w brazylijskim filmie)... 

Hannah Murray - Cassie


fot. Vita Hewison

Zwichrowana anorektyczka o sarnich, błyszczących oczach - Cassie  - jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych, najlepiej  pamiętanych i najczęściej cytowanych bohaterek "Skins"
Wcielająca się w tę rolę Hannah Murray szukając inspiracji przed castingiem do serialu obejrzała w telewizji "Śniadanie u Tiffany'ego" i w scenie przyjęcia ujrzała zegarek na kostce jednego z gości. Ten skopiowany element nie tylko przyniósł jej szczęście, ale stał się również kolejną charakterystyczną cechą niebanalnej Cassie.



Życie po Cassie jest jednak równie interesujące: Hannah Murray zagrała w superpopularnym serialu "Gra o tron", ale co jakiś czas upomina się o nią także kino. W 2010 roku pojawiła się w filmie "Łono", dramacie sci-fi Benedeka Fliegaufa, poruszającym kwestię etyki klonowania, w którym zagrała ukochaną głównego bohatera. Dwa lata później pracowała u Tima Burtona, grając w jego "Mrocznych cieniach" (w jednym z wywiadów przyznała, że z filmografii Burtona sama najbardziej lubi "Ed Wooda"). W bieżącym roku mają się ukazać aż trzy premiery z jej udziałem. W międzyczasie Hanna skończyła studia (język angielski na Uniwersytecie Cambridge), a w poprzednim życiu, jak przypuszcza, prawdopodobnie była królową Elżbietą I Tudor.



Oczywiście, to nie jedyni bohaterowie serialu "Skins" którzy wyszli poza świat zdegenerowanych nastolatków.
Joe Dempsie (Chris) gra w "Grze o tron", Luke Pasqualino (Freddie) - w "Rodzinie Borgiów"Dev Patel (Anwar) ma na swoim koncie między innymi rolę w oscarowym filmie Danny'ego Boyle'a - "Slumdog. Milioner z ulicy" (ale również w uhonorowanym pięcioma Złotymi Malinami obrazie "Ostatni Władca Wiatru" M. Nighta Shyamalana)...

A których bohaterów "Skins" wy lubicie najbardziej?

źródła: guardian.co.uk, dailymail.co.uk, interviewmagazine.com.
fotografie: guardian.co.uk, listal.com, gq.com.

9 października 2012

Ubieranie kina. Odcinek 3, część 2.


Odcinek 3: osobowości mody.
(część pierwszą tekstu możecie przeczytać TUTAJ)
Moda-bohaterka
Równie ciekawym przypadkiem wydaje się być Sarah Jessica Parker. Zanim w 1998 roku nie pojawił się pierwszy odcinek serialu, który na zawsze i bezsprzecznie zdominował jej karierę, Parker wystąpiła między innymi w „Footloose” (kultowym filmie muzycznym będącym kwintesencją klimatu lat 80.), „Dziewczyny chcą się bawić” (komedii o roztańczonych nastolatkach z rasowej high school) i dwóch filmach Tima Burtona: „Ed Wood” i „Marsjanie atakują!”.

Jej spokojnie rozwijająca się kariera (poza kinem, grywała w produkcjach telewizyjnych i na Broadwayu) nabrała tempa, gdy włożyła szpilki od Manolo Blahnika i wcieliła się w rolę Carrie Bradshaw, stając się główną bohaterką sześciu sezonów serialu „Seks w wielkim mieście”, o którym Sally Singer napisała w „Vogue’u”, iż moda jest w nim piątą bohaterką.


Bradshaw to felietonistka, której dwie największe namiętności to Pan Big i moda, a rola Parker została uhonorowana czterema Złotymi Globami. Kostiumografka „Seksu w wielkim mieście”, Patricia Field powiedziała, że tworząc garderobę Carrie, skupiła się głównie na tym, by wyrazić nią jak najwięcej typów osobowości bohaterki. 

Mimo że łatwo tu było wpaść w pułapkę aktorskiego zaszufladkowania, Sarah Jessica Parker stała się najlepszym przykładem na to, jak przekuć tę sytuację na ogromny sukces oraz jak wykorzystać zdobyty (szczególnie z punktu widzenia miłośniczek serii o wyzwolonych mieszkankach Nowego Jorku) ikoniczny wizerunek. I nie mam na myśli tylko tego, że w 2000 roku aktorka poprowadziła galę MTV Music Awards, podczas której przebierała się dokładnie czternaście razy, ale między innymi nagrodę CFDA (Rady Amerykańskich Projektantów Mody) dla Ikony Mody. A jednak, cytując Voguepedię warto dodać, że wiele osób jest wręcz zszokowanych, że prywatnie Parker nie jest aż tak fashion, jak wszyscy tego od niej oczekują. Co więcej, w 2007 roku aktorka wyznała magazynowi „Glamour”, że ona też nosi japonki.

Szuflady
Aspirujące ikony mody bywają też bardzo często wrzucane do szuflad, z których dosyć ciężko im się później wydostać. I tak Rooney Mara jest gotycką porcelanową górą lodową a Carey Mulligan – przeuroczą pensjonarką.


Co najmniej dekadę przed nimi pojawiła się Chloë Sevigny, na którą świat filmu zwrócił uwagę po rolach w „Dzieciakach” Larry’ego Clarka i filmach Harmony’ego Korine’a („Skrawki”, „Julien Donkey-Boy”). Świat mody natomiast docenił jej nonszalancję i zamiłowanie do lumpeksów: „Vogue” sugerował, że to dzięki niej przymiotnik „używany” stał się synonimem słowa „gatunkowy”.


Podobnych przykładów jest bez liku. Następczyń obecnych ikon mody poszukać można w zestawieniach najlepiej ubranych osób na świecie, które przygotowuje Vanity Fair lub na zdjęciach z dorocznego balu Met Gala w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. A wracając do okładki Richarda Gere’a… W 1992 na pierwszej stronie „Vogue’a” pojawiła się fotografia aktora i jego ówczesnej żony, modelki Cindy Crawford. Okładka jest oczywiście bardzo romantyczna, a napis przy zdjęciu głosi, że wywiad zamieszczony w magazynie jest rozmową o małżeństwie, medytacji i MTV.
Ale to, czy Richarda Gere’a moglibyśmy w najśmielszych fantazjach nazwać ikoną mody pozostawię Waszemu osądowi.

tekst na czwartek jest już gotowy, więc już teraz zapraszam do zaglądania w czwartek na portal G-punkt.pl. O wszystkim zawsze informuję też za pośrednictwem Facebooka!

fotografie: listal.com, voguepedia.com


17 marca 2012

Seksualnie podejrzani, czyli dwuznaczność płciowa w filmach (część 1)


... czyli o czym pisałam ostatnio na G-Punkcie, cały tekst do przyłapania TUTAJ.

Transwestytyzm, transseksualizm, andromimeza, hermafrodytyzm to wciąż jeszcze przejawy odmienności, które nie zostały do końca zbadane lub nie uzyskały poparcia większości społeczeństwa. Mimo że takie zjawiska występują od dawna w wielu kulturach, transfobia znacznie częściej wypiera tolerancję. Naturalnie tworzy się więc platforma do dyskusji na temat osób, które wykazują tendencje do odbiegania od wyznaczonych biologicznie ról płciowych. W kinie można pokazać wiele. Niestety, łatwo w tym temacie popaść w banał. 

Transgender w stylu retro
  
Jednym z pierwszych filmów o tematyce transgenderowej jest "Glen or Glenda" (1953) w reżyserii słynnego ekscentryka Eda Wooda – autobiograficzna, z perspektywy naszych czasów kiczowata opowieść o miłośniku blond peruk i różowych swetrów z angory (granym przez samego reżysera) z mocnym przesłaniem tolerancji dla osób, które ówcześnie za swoje upodobania zamykane były w zakładach dla obłąkanych. Ed Wood pojawia się również w filmie biograficznym w reżyserii Tima Burtona, gdzie w postać najgorszego reżysera świata wcielił się Johnny Depp. Tutaj także mocno zaakcentowano jego transwestytyzm i jednocześnie – niemal idealne wtopienie się w twórcze środowisko i akceptację żony.
 
O podobną akceptację walczy również Roy (Tom Wilkinson), główny bohater filmu Jane Anderson "Normalny", który po wielu latach pozornie szczęśliwego małżeństwa mówi swojej żonie, Irmie (Jessica Lange), że tak naprawdę czuje się kobietą. Film, mimo że nie do końca udany, jest uważnym studium życia rodziny, która musi zmierzyć się z sytuacją, zarówno w mikrokosmosie własnego domu, jak i w obliczu reakcji niewielkiego amerykańskiego miasteczka, w którym mieszkają od zawsze.

Transwestytyzm konserwatywny
 

Również Bree (Felicity Huffman), główna bohaterka kameralnego filmu "Transamerica" próbowała wtopić się w społeczeństwo. Nosząca niegdyś imię Stan, pracuje na dwa etaty odkładając każde zarobione pieniądze na ostatnią operację zmiany płci. Tuż przed tym, jak jej terapeutka ma złożyć podpis na niezbędnych dokumentach, kobieta dowiaduje się, że ma... syna, młodocianego recydywistę, odsiadującego właśnie wyrok. Zostaje zmuszona do odszukania chłopca i zaopiekowania się nim przez kilka dni. Oglądamy więc film drogi, podczas którego oboje, Bree Toby, karmią się wzajemnie kłamstewkami uciszającymi sumienie, zaczynają lubić się coraz bardziej i coraz głębiej wpadają w pułapkę niedomówień.

 

Bree, aktywna członkini grupy wsparcia dla transseksualistów, z uwagą pilnuje codziennego makijażu, przyjmowania odpowiedniej dawki hormonów i tego, by ubiorem jak najmniej wyróżniać się z tłumu. Z jednej strony czasami, po nałożeniu zbyt grubej warstwy pudru, wydaje się być teatralnie przebraną, z drugiej jednak wiemy, że jest to po prostu desperacka chęć przyspieszenia momentu, w którym będzie mogła powiedzieć: "Jestem kobietą". Jak na ironię, w pewnym momencie filmu możemy usłyszeć piosenkę "Soy infeliz" – "Jestem nieszczęśliwa" – śpiewa Lola Beltran i w przeraźliwie smutny, a jednocześnie prawie niezauważalny sposób opisuje prawdziwe uczucia bohaterki. Reżyserowi Duncanowi Tuckerowi udało się stworzyć film w którym temat poszukiwania tożsamości seksualnej jest głównym i absolutnie najważniejszym wątkiem, jednak bohaterka nie szuka w widzach współczucia. Przeciwnie, jej upór i siła woli sprawiają, że sami podświadomie zaczynamy jej kibicować i, co ważniejsze, rozumieć.
Transgenderowa almodrama
 

Marzenia o operacji zmiany płci pojawiają się także w filmie "Złe wychowanie" Pedro AlmodóvaraPoszukiwanie swojej tożsamości to jedna z najbardziej charakterystycznych cech kina mistrza z La Manchy. Tu jednak umieszczenie (w zazwyczaj zawiłej i pod wieloma względami seksualnie niejednoznacznej) historii dwójki transwestytów to forma śmiałego, filmowego manifestu, będącego sprzeciwem wobec purytańskiej obyczajowości Hiszpanii. Zahara (Gael García Bernal), znany transseksualista udający w swoich performance'ach Sarę Montiel przyjeżdża do ojca Manuela (Daniel Giménez Cacho), uczącego w miejscowej szkole katolickiej.
  


Molestowany wiele lat przedtem przez duchownego, chce wykonać swój subtelny plan zemsty. Szantażuje więc ojca i próbuje wyegzekwować od niego pieniądze na zrealizowanie swoich pragnień o lepszym życiu i lepszym ciele. Zahara podaje się za... własną siostrę i zaczyna szantażować księdza opowiadaniem, które w swojej treści odkrywa wszystkie mroczne sekrety sprzed lat.

Fabuła całego filmu jest znacznie bardziej zawiła, a sposób pokazania transseksualistów – przejmujący. Są oni społecznymi wyrzutkami, żyjącymi gdzieś na granicy prawa i rzeczywistego świata, tworząc swoje kiczowate, wyszywane cekinami performance. Wmawiając sobie, że są półbogami, próbują wznieść się ponad beznadzieję świata (i, co należy ponownie podkreślić, również ponad skostniałą hiszpańską moralność).
  

Tak dzieje się również w innym filmie Almodóvara: "Wszystko o mojej matce". Tutaj transwestyta Lola (Toni Cantó) jest niejako przyczyną wszystkich wydarzeń opowiedzianych w filmie. Jest też postacią tragiczną - tkwi w wielu toksycznych, opartych na seksie związkach z kobietami, wychodzi na ulicę, ucieka przed problemami, ale z drugiej strony, wydaje się nie zdawać sobie sprawy z tego, że rani innych. Gdy dowiaduje się że jest ojcem, na zmianę życia jest już znacznie za późno. Ostatecznie rozwiązłą Lolę spotyka kara.  Zupełnie pozytywną postacią jest tu jednak Agrado-Przyjemność (Antonia San Juan) – transwestyta wielokrotnie poniżany przez mężczyzn, których spotyka na ulicy. Prostytuuje się i uznaje to za zupełnie normalne zajęcie, ponieważ nie wyobraża sobie, że ktokolwiek mógłby mu pozwolić na robienie czegoś innego. Gdy jednak dostaje szansę od losu, wykorzystuje ją w stu procentach – zostaje garderobianą znanej gwiazdy scen teatralnych, Humy Rojo (Marisa Paredes).
  


Gdy pewnego dnia aktorka nie zjawia się w teatrze, Agrado wychodzi na scenę i opowiada historię swojego życia. Jej monolog, oparty na wymienianiu w komiczny sposób kwot, jakie wydała, by poprawić swoje ciało jest równocześnie błyskotliwym i przewrotnym komentarzem transwestytyzmu jako zjawiska o podłożu seksualnym: "Autentyczność kosztuje" – mówi Agrado, dla której rozliczne operacje były jedyną drogą do bycia stuprocentową sobą.

  

Plotkarskiej pikanterii dodaje fakt, iż Pedro Almodóvar przez kilka lat był mężem znanego hiszpańskiego transseksualisty (obecnie – rzadko grywającej aktorki, która pojawiła się między innymi w filmie "Kika"), Bibí Andersen.

Ciąg dalszy nastąpi...

5 lipca 2011

Magiczne Projekcje Zastępczej Rzeczywistości (część 2)


Ogromna dbałość o wizualną stronę filmów, tak charakterystyczna dla dzieł Terry'ego Gilliama jest także jedną z głównych zalet twórczości Tima Burtona. Burton żongluje tematami. Biografię najgorszego reżysera wszech czasów, Eda Wooda, zrealizował w konwencji horrorów z lat 30. i 40. ze wspaniałym komediowym sznytem. 


Mistrzowskie ekranizacje komiksów o Batmanie cechuje bardzo nowatorskie podejście do tematu i świetny klimat mrocznego siedliska zła - Gotham City. Wydawałoby się także, że nie ma lepszego kandydata do wyreżyserowania ekranizacji kultowych książek Lewisa Carrolla - burtonowskiej "Alicji w Krainie Czarów" co prawda brakuje iskier i emocji, jednak nie można odmówić jej fantazji, przejawiającej się w przepięknej scenografii, brawurowo zagranych postaciach i kostiumach, których autorką jest (laureatka dwóch Oscarów w tej kategorii), Colleen Atwood, z którą reżyser współpracował także przy filmach "Planeta Małp", "Jeździec bez głowy" oraz "Duża Ryba".



Ten ostatni jest jednym z najlepszych tytułów w filmografii Tima Burtona. Na życiorys głównego bohatera filmu, Edwarda Blooma  (Ewan McGregor/Albert Finney) składają się historie jak z bajki, komedii romantycznej czy dramatu wojennego. W świecie jego wspomnień wszystkie miasta o odpowiedniej wielkości mają swoją wiedźmę zamieszkującą bagna i zjadającą niegrzeczne dzieci. 



To świat, w którym czas zatrzymuje się, gdy spotykasz miłość swojego życia, a złapanie tytułowej dużej ryby, przedmiotu pożądania, symbol szczęścia i spełnienia okazuje się być niczym innym jak zawarciem związku małżeńskiego, nałożeniem obrączki na serdeczny palec ukochanej. Tam utopia jest pięknym więzieniem, z którego trzeba uciec, by spotkać na swojej drodze inspirujących ludzi, a droga do szczęścia, mimo że żmudna i wymagająca ciężkiej pracy, okazuje się być usłana żonkilami.


Odwiedzający umierającego Edwarda syn (Billy Crudup) zdaje sobie sprawę, iż tak naprawdę nigdy nie poznał swojego ojca: nie potrafi powiedzieć, które z opowieści, zasłyszanych w ciągu całego życia są prawdziwe, a które okazują się być wyłącznie wytworem nadmiernie bujnej wyobraźni Edwarda. William małymi krokami próbuje odkryć prawdę. Kreowanie zastępczej rzeczywistości jest tutaj formą buntu przeciwko szarej codzienności. Znudzenie bylejakością świata i dar pasjonującego przemawiania pomagają bohaterowi przeżyć w miejscu, które, mimo że wypełnione ukochanymi, życzliwymi ludźmi, jest zbyt małe na jego ambicje i zbyt nijakie dla jego niepowtarzanej osobowości.




Ojciec przez lata opowiadając synowi historie o swojej młodości buduje wokół siebie legendy. Tim Burton z wielką pieczołowitością odtwarza całą historię, a pojedyncze epizody tworzą układankę będącą wyrazem sprzeciwu wobec szarej rzeczywistości.


Burton, którego twórczość w minionym roku była tematem wielkiej wystawy w nowojorskim Museum of Modern Art, znany jest także ze swojej fascynacji tematami grozy i makabrą podszytą lekkim absurdem. Stąd zapewne w jego filmografii pojawiły się filmy takie jak "Edward Nożycoręki", animowana "Gnijąca Panna Młoda" czy musicalowy "Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street".


Benjamin Barker (Johnny Depp) przybywa do Londynu, by pomścić krzywdy, których doznał przed laty od bezwzględnego Sędziego (Alan Rickman). Ten, uknuł plan i pod nieobecność Barkera zgwałcił jego żonę i porwał córkę, Johannę. Benjamin wraca więc do miasta i jako Sweeney Todd poprzysięga zemstę. Wspólnie z panią Lovett (Helena Bonham Carter) rozpoczyna, dosłownie, krwawą spółkę – on w swoim salonie podcina gardła nieświadomym klientom, ona z ich ciał robi... wyborny farsz do swoich słynnych w mieście pasztecików.

Makabryczna historia utrzymana jest w ciemnej kolorystyce – czernie i szarości kontrastują tutaj z czerwienią krwi. Londyńska legenda o Sweeney Toddzie i jej broadwayowska adaptacja posłużyła Burtonowi za materiał do filmu, który, poprzez swój muzyczny charakter staje się, wbrew tematyce, naprawdę piękną balladą. Zakochana w swoim wspólniku pani Lovett, mimo wykonywanej profesji wydaje się być promieniem słońca w ich śmiercionośnym domu. Sam Benjamin Barker uosabia tutaj tęsknotę i żądzę zemsty, która jest silniejsza, niż każde inne uczucie.



Część artykułu, który pojawił się w trzecim numerze Eclectic Magazine
(poprzednią publikowałam wczoraj, o tutaj).
ciąg dalszy nastąpi...

fotografie: listal.com, allmoviephoto.com

6 kwietnia 2011

Kinomaszyna 4. - Ojcowie i Córki (część 1)


Wczoraj na antenie UniRadia opowiadałam Wam o filmach, które w całości bądź pobocznych wątkach traktują o relacjach ojców z córkami.
Przyznam, ze wczorajsza Kinomaszyna była dla mnie szczególnie miła, dziękuję też za wszystkie znaki i wiadomości, które świadczyły o tym, ze słuchaliście audycji, bo to nieustannie dodaje mi niesamowitej energii.
Dzisiaj - skrót tego wszystkiego, o czym opowiadałam wczoraj, czyli kolejne bardzo inspirujące filmy.


"Amelia" 
reż. Jean-Pierre Jeunet
2000

Tutaj wątek relacji ojciec-córka często jest zupełnie marginalizowany. Analizując film, widzowie skupiają się raczej na postaci samej Amelii, a jednak, musicie mi przyznać, że to ojciec staje się niejako impulsem do jej późniejszej działalności.


Jej relacje z ojcem od dziecka nie należały do najłatwiejszych.
Kiedy Amelia miała 6 lat, jedyny jej kontakt z ojcem polegał na tym, że ojciec przeprowadzał na niej rutynowe badania lekarskie. Dziewczynka była zawsze bardzo tym przejęta, że aż serce zaczynało bić jej szybciej. Przerażony tym ojciec, myślał, że Amelia ma chorobę serca i przestał posyłać ją do szkoły.


Będąc już dorosłą, Amelia chce nieść światu szczęście. Widząc, jak ojciec zamyka się w skorupie własnej samotności i oddaje się całkowicie pielęgnowaniu pomnika zmarłej żony,  córka postanawia poddać go swoistej terapii szokowej. Zabiera jego ulubionego krasnala ogrodowego i wysyła go w podróż ze znajomą stewardessą. Ojciec zaczyna dostawać masę listów ze zdjęciami z najróżniejszych podróży krasnala i coś w nim pęka. Nic dziwnego, chyba każdy poczułby się nieswojo, gdyby zorientował się, że nawet krasnal ogrodowy ma w sobie więcej chęci do życia.
Pozostając w Paryżu:

nowela "Parc Monceau"
w filmie "Zakochany Paryż"
reż. Alfonso Cuarón
2005



Przez pięć minut obserwujemy na ekranie parę, których dialog wygląda w pierwszej chwili na schadzkę kochanków – młodej dziewczyny i starszego mężczyzny (Nick Nolte), którzy rozmawiają o jej despotycznym mężu. Cały urok nowelki polega na tym, iż w efekcie dialog okazuje się być rozmową córki i ojca na temat jej malutkiego dziecka.

Musiałam oczywiście wspomnieć o filmie "Rzeka Tajemnic" - pisałam o nim kilka dni temu, wpis możecie znaleźć TUTAJ.

"Sam"
reż. Jessie Nelson
2001


To z kolei jedna z najbardziej wzruszających historii, jakie widziałam w kinie. Tytułowy Sam (mistrz Sean Penn) jest opóźniony w rozwoju – jego rozwój zatrzymał się na poziomie siedmioletniego dziecka.
Siedem lat - dokładnie tyle kończy jego córka Lucy (zachwycająca Dakota Fanning) i wtedy zostaje zabrana od ojca przez pracowników opieki społecznej. Sam, wielki fan Beatlesów znajduje więc w książce telefonicznej numer telefonu do pani adwokat o nazwisku Harrison (Michelle Pfeiffer) wierząc, że ma ona wiele wspólnego z jego ulubionym gitarzystą i rozpoczyna długą i bolesną walkę o córkę.
"Sam" to przepiękny poruszający obraz magicznej relacji między ojcem, który mimo że tak bardzo chce, nie będzie potrafił naprawdę wychować swojej ukochanej córki, a tą córką, która, nadzwyczaj dojrzała, jak na swój wiek rozumie problemy znacznie lepiej, niż on i jest w stanie zrobić absolutnie wszystko, by tylko nie zostali rozdzieleni.
 

Film zawiera całą masę rozbrajających scen, jak te, gdy Lucy, umieszczona tymczasowo u rodziny zastępczej, codziennie ucieka z domu do ojca, który w środku nocy przynosi ją z powrotem do nowych rodziców, by nie zostać posądzonym o kradzież własnego dziecka.
Przygotowując się do roli, Sean Penn odwiedzał centrum umysłowo chorych w Los Angeles. Jego kreacja jest idealnie wiarygodna i absolutnie mistrzowsko niesamowita.

"Sweeney Todd"
reż. Tim Burton
2007
Benjamin Barker (Johnny Depp) przybywa do Londynu, by pomścić krzywdy, których doznał przed laty od bezwzględnego Sędziego. Ten, uknuł plan i pod nieobecność Barkera zgwałcił jego żonę i porwał córkę, Johannę. Benjamin wraca więc do miasta i jako Sweeney Todd poprzysięga zemstę. 


Wspólnie z poznaną panią Lovett rozpoczyna, dosłownie, krwawą spółkę – on w swoim salonie podcina gardła nieświadomym klientom, a ona z ich ciał robi... wyborny farsz do swoich słynnych w mieście pasztecików.
Chęć odnalezienia córki zmienia się u Bejamina w dosłownie – śmiertelnie groźną obsesję, przesłaniając tak naprawdę chęć naprawienia nie tylko tego zanikłego już kontaktu, ale i niejako przekreśla możliwość na powrót do życia, które tak bardzo kiedyś kochał.



"Ballada o Jacku i Rose"
reż. Rebecca Miller
2005
 
Skrajnym przypadkiem jest sytuacja, gdy ojciec, z miłości do córki zamyka ją w niewidzialnym kloszu swojej opieki, izolując ją od świata i nie dając dojść do głosu nie tylko jej samej, ale także... jej młodości. Taka sytuacja ma miejsce w filmie Rebeki Miller, "Balladzie i Jacku i Rose".
 

To historia ojca (Daniel Day-Lewis) i jego 16-letniej córki (Camilla Belle). Oboje mieszkają w opuszczonej komunie na wyspie przy północno-zachodnim brzegu Kanady. Mówiąc sloganem, mężczyzna chce uchronić córkę przez pułapkami współczesnego świata.
Jednak gdy sprowadza do domu kochankę i jej dwóch synów, w Rose odzywają się hormony. Z jednej strony jej zazdrosna o ojca, jego nową kochankę i zupełnie nieznajomą sytuację. Z drugiej strony, ku przerażeniu ojca, odkrywa w sobie kobietę i szybko wprowadza w tę pozornie poukładaną strukturę kompletny chaos.


Ojciec i córka prowadzą ze sobą psychologiczne gierki. On, pełen obaw, nie do końca potrafi ją zrozumieć. Ona, sprawia wrażenie, jakby buntowała się specjalnie i na przekór całemu światu, rozpoczyna serię działań, które nazywa eksperymentami. Chcąc pokazać, jak bardzo dorosła, obnaża jednak tylko swoją naiwność i niedojrzałość.
Najmocniejszym elementem tego filmu jest bez wątpienia wspaniały duet tytułowych bohaterów. Zarówno Day-Lewis, jak i Belle, oddają swoim postaciom całe serce i mimo pewnych uchybień tego filmu, relacja ojciec-córka została sportretowana naprawdę świetnie.


ciąg dalszy nastąpi...
Wkrótce w sieci pojawią się kolejne archiwalne odcinki Kinomaszyny, będziecie mogli znaleźć je TUTAJ.
Zapraszam także do śledzenia i komentowania różnych aktywności filmowo-radiowych na Facebooku!


fotografie:
dvdactive.com, movies.yahoo.com, allmoviephoto.com, movieforum.com, gothamist.com