Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gael Garcia Bernal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gael Garcia Bernal. Pokaż wszystkie posty

31 lipca 2013

Motywy filmowe - homoseksualizm

Zazwyczaj nie wkręcam się w blogowe akcje, bo na co dzień mam naprawdę niewiele wolnego czasu i najbardziej lubię pisać zupełnie swoim tempem. A jednak, Piotrek z bloga FILM Planeta rozpoczął naprawdę interesujące przedsięwzięcie: gromadzenie Motywów Filmowych.


I tak na wielu blogach filmowych w możecie znaleźć zestawy siedmiu filmów najlepiej i najciekawiej (według autora danego zestawu) wyczerpujących dany temat. Paweł z Filmowego Abecadła wybrał dla mnie temat "Homoseksualizm" (dziękuję, świetny strzał!) i muszę przyznać, że wybór siedmiu filmów był dla mnie zadaniem karkołomnym, bo to temat mi bliski. Postanowiłam jednak kierować się przede wszystkim własnymi upodobaniami, bo obiektywne zdecydowanie, które filmy w tej kategorii byłby tymi Najważniejszymi, jest absolutną niemożliwością...

1. "Tajemnica Brokeback Mountain", reż. Ang Lee, 2005.


To jeden z najpiękniejszych, najbardziej poruszających i najbardziej intymnych portretów zakazanej miłości. Jack Twist (Jake Gyllenhaal) i Ennis Del Mar (Heath Ledger) poznają się w pracy - spędzone wspólnie długie godziny na wzgórzu Brokeback staną się początkiem ich skomplikowanej, ale jednocześnie jedynej w ich życiu naprawdę szczerej relacji. W ich konserwatywnym świecie pełnym ściśle ustalonych, obyczajowych reguł, pełen prawdziwych uczuć mikrokosmos Jacka i Ennisa staje się dla nich największym niebezpieczeństwem. 
Film nakręcono na podstawie noweli Annie Proulx (warto zaznaczyć, że autorka była bardzo zadowolona z adaptacji podkreślając niesamowitą wierność szczegółom jak dekoracje literacko opisanych przez nią wnętrz) i zdobył on trzy Oscary (w tym za reżyserię i genialną muzykę Gustavo Santaolalli).
Jeśli miałabym z tego filmu wybrać jedną jedyną scenę, byłaby to bez wątpienia słynna sekwencja z koszulą, która rozgrywa się w domu rodziców Jacka podczas odwiedzin Ennisa. Porzucona w szafie jeansowa koszula staje się sentymentalnym westchnieniem, prowokującym wspomnienia najszczęśliwszych chwil w życiu obojga.

(z tym filmem związana jest też mini-anegdota :) gdy "Tajemnica..." była w kinowym repertuarze, razem z Mamą postanowiłyśmy wybrać się na seans. Jedna z moich ówczesnych gimnazjalnych koleżanek nie mogła jednak zrozumieć, jak mogę dobrowolnie chcieć oglądać z Mamą film, w którym "dwóch mężczyzn robi TO". Cóż, od tamtej pory "Tajemnica..." stała się jednym z ulubionych filmów - zarówno moich, jak i mojej Mamy).

2. "Złe Wychowanie", reż. Pedro Almodóvar, 2004


Ten film jest dla mnie ważny z zupełnie osobistego punktu widzenia - poświęciłam mu cały rozdział mojej pracy licencjackiej, a recenzję publikowałam już kiedyś na blogu, TUTAJ
Pedro Almodóvar, znany do tej pory jako mistrz opisywania w filmach problemów i relacji na wskroś kobiecych, bohaterami swojego filmu tym razem czyni emocjonalnie poranionych mężczyzn. Ich przeszłość, traumy, namiętności i żądze portretuje jednak w charakterystyczny dla siebie sposób i z właściwym sobie temperamentem. Wątki "Złego Wychowania" przeplatają się z zadziwiającą finezją, żeby wkrótce rozwiązać się w sposób iście brawurowy. Trzy powieści, początkowo tworząc jakby trójkąt, ostatecznie okazują się być jedną historią rozgrywającą się na przestrzeni lat. Warto w tym filmie podkreślić finezję aktorstwa: na planie spotkały się gwiazdy kina hiszpańskiego (i hiszpańskojęzycznego), by dać prawdziwy koncert emocji, uczuć i uniesień (Gael García BernalLluís Homar czy Fele Martínez).


Pedro Almodóvar jest jedną z ikon europejskiego kina queer, a w jego filmografii nieustannie pojawia się motyw homoseksualizmu (także: "Pepi, Luci, Bom i inne dziewczyny z naszej dzielnicy", "Labirynt namiętności" czy "Przelotni kochankowie" - recenzja TUTAJ).

3. "Nie czas na łzy", reż. Kimberly Peirce, 1999


Teena Brandon (nagrodzona Oscarem Hilary Swank) to główny bohater opartego na autentycznych wydarzeniach dramatu "Nie czas na łzy" w reżyserii Kimberly Peirce. To (wyłącznie z biologicznego punktu widzenia) dziewczyna od dawna czująca się w pełni mężczyzną, która trafia do prowincjonalnego miasteczka gdzieś, gdzie diabeł mówi dobranoc. Nie wdzięczy się do widza, nawet nie od początku daje się lubić, jest recydywistką, nieustannie kłamie i nie stroni od bójek. Jednak, jej determinacja w ukryciu prawdziwej płci jest niesamowita. 
A "Nie czas na łzy" to nie tylko smutna opowieść o dziewczynie, która chciała być chłopcem. To zapis dramatycznego splotu wydarzeń, które mogły zakończyć się słodko-gorzkim happy-endem (społeczny wyrzutek znajduje dziewczynę, która go akceptuje i razem wyruszają w swoją młodzieńczą podróż ku lepszemu życiu), a doprowadziły do tragedii której a sprawcą byli wszyscy ludzie z zaściankowej mikrospołeczności, którzy w młodym przybyszu widzieli uosobienie najgorszego wynaturzenia.

4. "Zanim zapadnie noc", reż. Julian Schnabel, 2000


Znakomity film znanego nowojorskiego artysty jest biografią kubańskiego poety Reinaldo Arenasa. To historia wielkiego talentu, tłamszonego przez reżim. Buntownika i więźnia, którego główną zbrodnią była jego seksualna tożsamość i literacka odwaga.
Oglądając "Zanim zapadnie noc", warto zwrócić uwagę na malarskość kadrów, nieustanne podkreślanie wielkiej siły sztuki oraz namacalną wręcz ekscytację, z jaką Julian Schnabel odkrywa przed widzami kolejne epizody z życia pisarza, w których rzeczywistość miesza się z surrealistycznym snem.

To również film, w którym odkryłam dla siebie Javiera Bardema.

5. "Daleko od nieba", reż. Todd Haynes, 2002


Rok 1957. Cathy (Julianne Moore) i Frank (Dennis Quaid) to zamożne, poważane i atrakcyjne małżeństwo. Ich perfekcyjna, upływająca w idealnej harmonii z konwenansami egzystencja zostaje brutalnie zakłócona, gdy Cathy przyłapuje męża na zdradzie z innym mężczyzną.
"Daleko od nieba" to melodramat inspirowany klasycznym "Wszystko, na co niebo zezwala" Douglasa Sirka, do którego Todd Haynes dodał nie tylko swój styl, ale również zupełnie nowe konteksty. Reżyser jest również jedną z ikon kina queer, a mówiąc o tym motywie, nie można również zapominać o filmie "Idol" (więcej o nim TUTAJ)

6. "Lato miłości", reż. Paweł Pawlikowski, 2004


Mona (Natalie Press) i Tamsin (Emily Blunt) pochodzą z innych środowisk, ale podczas pewnych wakacji połączy ich nić przyjaźni oparta na wzajemnej, bardzo silnej i bardzo wieloznacznej fascynacji. Nowoczesna Tamsin stanie się inspiracją, pokusą, ale i oparciem dla nieco prowincjonalnej, wywodzącej się z bardzo religijnego otoczenia Mony. Największą siłą filmu Pawlikowskiego jest to, że reżyser traktuje swoich bohaterów z dużym zrozumieniem, zachowując się nie jak wszechwiedzący opowiadacz historii, ale raczej jak jej nieśmiały podglądacz.

7. "Moja piękna pralnia", reż. Stephen Frears, 1985


W filmie Frearsa wątki dotyczące tożsamości przeplatają się z dyskursem międzykulturowym, bo głównymi bohaterami "Mojej pięknej pralni" są mieszkając w Londynie Anglik Johnny (Daniel Day-Lewis) i Pakistańczyk Omar (Gordon Warnecke). 
Gdy Omar zaczyna kierować podupadającą pralnią, zatrudnia do pomocy swojego przyjaciela z dzieciństwa, należącego do grupy faszystów (walczącej ze społecznością pakistańską). W niedługim czasie doskonale zaczyna rozwijać się nie tylko pralnia, ale i relacja między Omarem i Johnnym. Postanowiłam umieścić "Moją piękną pralnię" w tym zestawieniu, bo to znów historia o miłości ponad podziałami (a takie zawsze mnie wzruszają), a także bardzo ważny, poruszający film.
Warto zaznaczyć, że rola u Frearsa stała się przełomem w karierze Daniela Day-Lewisa. Aktor w tym samym czasie zagrał również w "Pokoju z widokiem" Jamesa Ivory'ego i te dwie tak różne role pozwoliły Day-Lewisowi na wykreowanie wizerunku jednego z najbardziej różnorodnych współczesnych aktorów.

* * *

Zdaję sobie sprawę z niedoskonałości mojego zestawienia. Wiem, że niektórym z Was będzie brakowało tutaj Dereka Jarmana czy Gregga Arakiego. Mam świadomość, że powinien pojawić się akcent polski (wybrałabym chyba "Kochanków z Marony" Izabeli Cywińskiej). Oczywiście, że w ten sam lub pokrewny nurt wpisują się również filmy "Godziny", "I twoją matkę też", "Podwójna osobowość", "C.R.A.Z.Y.", "Monster", "Samotny mężczyzna", "Dom chłopców" czy "Ta przeklęta niedziela"...

Bardzo chętnie poczytam więc w komentarzach o Waszych typach w tej kategorii!

PS. Inni na swoich blogach nominują kolejnych blogerów do wspólnego tworzenia tego kompendium, ja jednak boję się wprowadzenia niepotrzebnego chaosu.

13 maja 2013

Przelotni kochankowie: obsada

Miałabym poczucie absolutnie niewykorzystanego momentu, gdybym przy okazji premiery najnowszego filmu Pedro Almodóvara (recenzję możecie przeczytać TUTAJ, zapraszam!) nie napisała trochę więcej o aktorach, którzy w "Przelotnych kochankach" grają główne role.
Przed premierą bohaterem jednego z tekstów był Javier Cámara (tekst znajduje się TUTAJ), tym razem opowiem o pozostałych stewardach i jednym z pilotów z podniebnego filmu maestro z La Manchy.

Antonio de la Torre


Były dziennikarz sportowy, miłośnik filmu "Wielki błękit" Luca Bessona oraz laureat nagrody Goya dla najlepszego aktora drugoplanowego (2007), który swoją karierę aktorską zaczynał od drugoplanowych ról w filmach takich, jak "Torrente, el brazo tonto de la ley" Santiago Segury czy "Moimi oczami" Icíar Bollaín. Przed "Przelotnymi kochankami" wystąpił już u Almodóvara w filmie "Volver" (dokładnie on był lubieżnym mężem Raimundy (granej przez Penelope Cruz), którego zwłoki kobieta przechowywała w zamrażarce!). 
Ja go lubię najbardziej w filmie "Hiszpański cyrk" Álexa de la Iglesii - to krwawa groteska pełna poturbowanych przez życie bohaterów i smoliście czarnego humoru o zemście, żądzach i namiętnościach, rozgrywająca się w bardzo osobliwym cyrku. Antonio de la Torre wciela się w tym obrazie w Sergio - wesołego klauna, który u de la Iglesii staje się uosobieniem fałszu: śmieszny na scenie, po zdjęciu maski jest bezwzględnym brutalem.


W filmie "Hiszpański cyrk" zagrał również Carlos Areces - jeden ze stewardów (ten z zalotnymi rzęsami i zawadiacką grzywką) z "Przelotnych kochanków". Areces wcielił się w rolę smutnego klauna i jego obłęd w filmie de la Iglesii również mnie zachwycił, spójrzcie tylko na tę fotografię:



Filmografia Carlosa Arecesa nie jest jeszcze zbyt pokaźna i nie znam jej za dobrze, więc nie będę o nim pisać więcej, ale jeśli zaglądacie czasami na blogowego Facebooka, mogliście go kiedyś zobaczyć na jednym ze zdjęć z festiwalu CinemaJove, TUTAJ.


Raúl Arévalo


fot. Bernardo Doral dla hiszpańskiego "ELLE"

Prawdziwie ważnym debiutem Arévalo był film "El camino de los ingleses", czyli melodramat w reżyserii Antonio Banderasa. Aktor przyznał w jednym z wywiadów, że praca nad tym obrazem była dla niego czymś znacznie ważniejszym, niż granie w filmie - prawdziwym życiowym doświadczeniem. Arévalo dodał również, że to Antonio Banderas pomógł mu się ukształtować, że dzięki niemu rozwija się aktorsko tak, a nie inaczej i że Banderas jest "najwybitniejszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek spotkał na swojej drodze".



Z całej filmografii Raúla Arévalo najbardziej spodobał mi się film "Nawet deszcz" Icíar Bollaín, czyli historia wielowątkowa i wieloznaczna: do Boliwii przyjeżdża ekipa filmowa, by nakręcić film o przybyciu Krzysztofa Kolumba do Ameryki Południowej. Poznajemy jednak nie tylko problemy i tajniki planu filmowego (członków ekipy zagrali między innymi Gael Garcia Bernal i Luis Tosarczy elementy historyczne (co ciekawe, scenariusz tego filmu w filmie jest bardzo intrygujący: wizerunek odkrywcy daleki jest od ideału, a Kolumb i jego współpodróżnicy mają niewiele wspólnego z ideałami wielokulturowości), ale także: realne problemy tubylczej ludności oraz ich walkę o dostęp do wody, wywołaną prywatyzacją wodociągów. 
Wieloznaczność słowa konkwista (ta historyczna i ta współczesna, dokonywana przez wielkie koncerny) i bliźniacze (mimo upływu setek lat) klisze sytuacyjne intrygują, a zapierające dech w piersiach plenery i przepiękna muzyka to dodatkowe atuty filmu BollaínRaúl Arévalo wciela się tu w aktora odgrywającego rolę Antonio de Montesinos, zakonnika znanego z walki o prawa Indian oraz publicznej krytyki niewolnictwa.



A jutro ciąg dalszy opowieści o kinie hiszpańskim!

22 stycznia 2013

Złe Wychowanie

La Mala Educación
reż. Pedro Almodóvar
scen. Pedro Almodóvar
2004


Pedro Almodóvar, znany do tej pory jako mistrz opisywania w filmach problemów i relacji na wskroś kobiecych, bohaterami swojego filmu tym razem czyni emocjonalnie poranionych mężczyzn. Ich przeszłość, traumy, namiętności i żądze portretuje jednak w charakterystyczny dla siebie sposób. To ciągle Almodóvar, który tworzy swoją Almodramę (termin ten na początku lat 90. ubiegłego wieku wykreował krytyk Paul Julian Smith, definiując unikalny styl hiszpańskiego mistrza). Mimo że reżyser miejscami powiela ulubione schematy i zabiegi formalne, takie jak prezentowanie melodramatycznych treści w eklektycznej formie, łączenie sztuki wysokiej z niską oraz kicz z metafizyką, autotematyzm czy mieszanie i karykaturyzowanie właściwości gatunkowych, "Złe Wychowanie" pozostaje filmem świeżym i bardzo intrygującym.
Madryt, 1980 rok. Do krzykliwie urządzonego biura produkcji filmowej wchodzi mężczyzna o ekstrawaganckim pseudonimie Ángel (Gael García Bernal).  Podaje się on za Ignacio, dawnego przyjaciela pracującego tam Enrique (Fele Martinez), będąc jednocześnie rozpaczliwie szukającym pracy aktorem. Na pożegnanie Ángel zostawia w biurze tekst opowiadania, które napisał kilka lat wcześniej zaznaczając, że jest ono silnie związane ze wspólną przeszłością obu mężczyzn.
Po kilku chwilach przenosimy się do miejsca, w którym bohaterowie spędzili dzieciństwo i wydarzeń, które miały tam miejsce 3 lata wcześniej. Ignacio, znany transseksualista udający w swoich performensach Sarę Montiel przyjeżdża do ojca Manolo (Daniel Giménez Cacho), uczącego w miejscowej szkole katolickiej. Molestowany wiele lat wcześniej przez duchownego, chce wykonać swój subtelny plan zemsty. Szantażuje więc ojca i próbuje wyegzekwować od niego pieniądze na zrealizowanie swoich pragnień o lepszym życiu i lepszym ciele. Sam Ignacio podaje się za... własną siostrę i zaczyna szantażować księdza tym samym opowiadaniem, które widz poznał już w pierwszych scenach filmu.
Tekst, który tak niepokoi i frapuje kolejnych drugoplanowych bohaterów filmu to autobiograficzne wspomnienia z czasów szkoły podstawowej. Scena, w której ksiądz czyta opowiadanie, przenosi nas w kolejne retrospekcje (i jednocześnie: trzeci plan czasowy filmu). Tym razem obserwujemy dzieciństwo Ignacio i Enrique, którzy wychowywali się w katolickiej szkole z internatem. Jedną z ich ukochanych rozrywek staje się kino, w którym poznają najsłynniejsze filmy lat 60.
To także czas utraty niewinności. W pięknej scenie chłopięcych zabaw w wodzie podczas szkolnego pikniku reżyserowi udało się oddać cały tragizm sytuacji. Podczas, gdy wszyscy koledzy oddają się beztrosce, Ignacio siedzi na boku z ojcem Manolo i śpiewa mu piosenkę. Umieszczenie w tym miejscu utworu "Moon River" w wersji hiszpańskiej jest nie tylko jednym z westchnień Almodóvara za klasyką kina. W połączeniu z mistrzowskimi kadrami ta kompozycja jeszcze bardziej podkreśla z jednej strony niewinność tych bardzo młodych chłopców, a jednocześnie – tworzy bolesny kontrast dla sytuacji Ignacio, z której widz z łatwością wnioskuje, że dla niego jest to moment, w którym tę swoją niewinność bezpowrotnie straci.
Reżyser prowokuje, nie bojąc się poszargać pewnych świętości, takich jak religia, tradycja, intymność. Sam uważając się agnostyka przyznaje, że porusza i fascynuje go olśniewające bogactwo katolickiej liturgii. Jednocześnie, we wszystkich swoich filmach zawsze udziela głosu emocjom, a miłość u Almodóvara to najczystsze z możliwych uczuć. W "Złym Wychowaniu" reżyser jak zwykle przenosi widzów do świata, który skonstruowany jest z mistrzowską precyzją i zadziwiającą dbałością o każdy, najmniejszy detal scenograficzny. Przywiązywanie szczególnej uwagi do warstwy wizualnej opisywanej fabuły jest bardzo charakterystyczne do kina mistrza z La Manchy.
Autorem większości kostiumów jest legendarny francuski  projektant mody, Jean-Paul Gaultier (o współpracy artystów pisałam TUTAJ i TUTAJ). Warstwa wizualna silnie podkreśla nieprzeciętność tej almodramy. Za scenografię odpowiedzialny był Antxón Gómez, który pracował z Almodóvarem także między innymi przy filmach takich jak "Drżące ciało", "Porozmawiaj z nią" czy "Wszystko o mojej matce". Zaprojektowane przez niego wnętrza łączą w sobie umiłowanie południowego klimatu i najczystszej hiszpańskości z awangardowym, folklorystycznym kiczem. Pedro Almodóvar na potrzeby filmu nakazał też odrestaurować w Walencji* kino Tyris które było dla niego uosobieniem ducha i estetyki lat siedemdziesiątych. Na afiszach, które można dostrzec w niektórych scenach umieszczono plakaty filmowych adaptacji mrocznych dzieł Zoli, nakręconych przez Marcela Carné i Jeana Renoira ("Teresa Raquin" i "Bestia ludzka"). Reżyser wybrał te filmy nie tylko po to, by zwrócić uwagę na świetność europejskiego kina noir, ale także dlatego, że znaleźć w nich można sytuacje identyczne z tymi, które zdarzają się bohaterom.
Wątki "Złego Wychowania" przeplatają się z zadziwiającą finezją, żeby wkrótce rozwiązać się w sposób doprawdy brawurowy. Trzy powieści, początkowo tworząc jakby trójkąt, ostatecznie okazują się być jedną historią rozgrywającą się na przestrzeni lat. Warto w tym filmie podkreślić finezję aktorstwa: na planie spotkały się gwiazdy kina hiszpańskiego (i hiszpańskojęzycznego), by dać prawdziwy koncert emocji, uczuć i uniesień. Rola Angela/Ignacio jest jedną z najlepszych w dorobku Meksykanina, Gaela Garcíi Bernala. Lluís Homar (pan Berenguer czyli ojciec Manolo, który w pewnym momencie swojego życia porzuca stan duchowny na rzecz założenia własnej rodziny), w swojej roli jest okrutny, bezwzględny, zmienia swoją maskę i z kata staje się ofiarą. Elektryzująco na ekranie wypada także Fele Martínez (pamiętny Pelayo z filmu "Otwórz Oczy" Alejandro Amenabara) – jego Enrique to oddany swojej pracy reżyser, który początkowo w kryzysie twórczym desperacko poszukuje tematu na film w prasie brukowej, by po znalezieniu fantastycznej historii powrócić nie tylko do reżyserowania, ale także – własnej przeszłości, z którą po wielu latach przyjdzie mu się rozliczyć.
Po ukończeniu pracy nad "Złym Wychowaniem" Pedro Almodóvar przyznał, że najbardziej marzył o tym, by odzyskać umiejętność snu i figurę. Ważne, iż w akcie twórczego szału nie zagubił tego, co w jego twórczości najbardziej wartościowe – bezkompromisowości, nieprzeciętności i stylu, który można pokochać lub znienawidzić. Ja pokochałam od pierwszego ujęcia.

* Rozumiecie więc, dlaczego mój Tato wakacyjny wyjazd na praktyki nazywał "pielgrzymką" :)

Valencia, Benimaclet
budynek, który "grał" dom Ignacio

fotografie: listal.com

2 grudnia 2012

La casa de mi padre

reż. Matt Piedmont
scen. Andrew Steele
2012


Armando Alvarez (Will Ferrell) nie jest specjalnie inteligentny, ale ma bardzo silne (iście gauczowskie!) poczucie przynależności do ziemi, wierności rodzinie i bezkompromisowej sprawiedliwości. Tym bardziej boli go to, że ojciec bardziej faworyzuje jego powiązanego z kartelem narkotykowym brata, Raula (Diego Luna). Losy braci splatają się z innym bossem meksykańskiej mafii narkotykowej, Onzą (Gael Garcia Bernal) i piękną Sofią (Genesis Rodriguez), co wyzwoli w Armando wielkie pokłady odwagi i sprowokuje walkę na śmierć i życie o miłość i pokój na ranczu. 


"Casa de mi padre" to stuprocentowa parodia. Bawiłam się na tym filmie prześwietnie, bo to obraz, który w całkiem błyskotliwy (chociaż nie do końca superoryginalny!) sposób prześmiewa sposób pokazania tradycji i kultury krajów Ameryki Łacińskiej (tutaj: w szczególności Meksyku) w ich telenowelach.
Co więc mamy?

1. Walkę dobra ze złem, w której (przy pomocy sił nadprzyrodzonych...) wygrają jedynie krystalicznie czyści bohaterowie, zyskując jednocześnie miłość swojego życia i wieczny spokój.


2. Teatralne dialogi, banalizację śmierci - więcej się tu mówi, niż robi, ale jednocześnie nikt nie ma tu ani poczucia moralności, ani wyrzutów sumienia.

3. Wizerunek Amerykanów w kinie hiszpańskojęzycznym (lub w ogóle: mówiący po hiszpańsku) oraz ich okropny akcent - których w "Casa de mi padre" uosabia Parker (Nick Offerman), policjant-gringo.
(Macie swój "ulubiony" przykład anglojęzycznego aktora mówiącego po hiszpańsku? Jak dla mnie, całą konkurencję bije Nicolas Cage w "Panu życia i śmierci"...)


4. Problemy i tradycję Ameryki Łacińskiej w krzywym zwierciadle -  Meksykanie-rolnicy, ich rancza i miłość do natury skontrastowana z problemem przemytu narkotyków - czyli wszystko to, co jest dla  obecnej sytuacji Meksyku bardzo ważne, tutaj - w konwencji westernu (rozgrywającego się w XX lub już nawet XXI wieku...) traci ciężar (jaki nadają mu chociażby znakomity "Babel" czy niezbyt udane "Miasto śmierci")


To też kolejny film, w którym na ekranie pojawiają się wspólnie (zaprzyjaźnieni w życiu prywatnym) Gael Garcia Bernal i Diego Luna. Tym razem portretują dosyć podobnych do siebie bohaterów, połączonych tą samą profesją (i tą samą kobietą!) i muszę przyznać, że do tego duetu mam prawdziwą słabość (nieco tylko mniejszą, niż do samego Gaela Garcii Bernala, o czym pisałam TUTAJ)...


Zapraszam też na blogowy profil na Facebooku!
fotografie: listal.com, theprisma.co.uk, 

3 listopada 2012

(ulubieni) Aktorzy, część 1.

Kiedyś wprost uwielbiałam tworzyć wszelkiego rodzaju filmowe  zestawienia (ulubione filmy ze zwierzęciem w tytule, najlepsze filmy Martina Scorsese, filmy z jesienią w tle, etc.). Dlatego dzisiaj przedstawiam Wam mój subiektywny ranking ulubionych aktorów w kolejności nie do końca przypadkowej, ale chyba też nie do końca idealnej:

(część kolorowych nazwisk i tytułów (w szczególności tytułów!) to odnośniki do innych wpisów na blogu, zapraszam do klikania i czytania!)

1. Daniel Day-Lewis

fot. Nigel Parry

Pisałam już o nim więcej TUTAJ i TUTAJ, więc mogę tylko powtórzyć: mniej więcej w 1997 roku jako siedmiolatka poszukująca swojej wielkiej pasji obejrzałam film "Ostatni Mohikanin" Michaela Manna i... przepadłam. Po pierwsze, od tej chwili Daniel Day-Lewis stał się moim ulubionym aktorem, a kino - największą pasją.

kadr z filmu "Nine"

Zachwyca mnie jego szaleństwo przygotowań do roli, różnorodność postaci, w które się wciela, powściągliwość w wywiadach i wrodzona, niepodrabialna klasa.

2. Javier Bardem

fot. Nigel Parry

Kilka lat później w programie TV odnalazłam króciutką informację o filmie Juliana Schnabela: "Historia kubańskiego pisarza - Reinaldo Arenasa, ekscytująca biografia buntownika i homoseksualisty"...

Ciężko mi wyjaśnić, dlaczego, ale wiedziałam, że muszę zobaczyć ten film, więc razem z Tatą usiedliśmy na kanapie i... i to było moje kolejne tak wielkie filmowe objawienie (porównywalne chyba z "Ostatnim Mohikaninem"!). "Zanim zapadnie noc" to bowiem wspaniały film (w którym barwne epizody zagrali również Johnny Depp i zmieniony nie do poznania Sean Penn).


Później (mniej więcej na fali "Vicky, Christiny, Barcelony" Woody'ego Allena) pojawiła się swoista moda na Javiera Bardema, do tej pory jednak udało mi się obejrzeć całe mnóstwo obrazów z jego filmografii, zarówno z kina amerykańskiego, jak i hiszpańskiego i właśnie te filmy doceniam najbardziej - "Szynka, szynka" to pełna mezaliansów i hiszpańskiej tradycji nieco absurdalna komedia, "Drżące ciało" to jeden z moich ulubionych filmów z dorobku Pedro Almodóvara, "Poniedziałki w słońcu" to gorzka diagnoza hiszpańskiego społeczeństwa, tym aktualniejsza w dobie tak silnego kryzysu ekonomicznego, "W stronę morza" to bardzo ważny głos w wielkiej dyskusji o eutanazji, a jego bohater z "Biutiful" to jedna z najlepiej zagranych i najtragiczniejszych postaci, jakie spotkałam w kinie!


I, co muszę podkreślić, bardzo cenię to, że w jego karierze jest naprawdę niewiele słabych filmów (jak "Jedz, módl się, kochaj")!

3. Gael Garcia Bernal


Podoba mi się konsekwencja, z jaką Bernal dobiera role: nie unika  banalnych komedii romantycznych ("Odrobina nieba", "Listy do Julii"), równocześnie jednak pracuje przy naprawdę świetnych, wartościowych produkcjach ("Nawet deszcz", "Rudo i Cursi", "Jak we śnie").


Jego pełnometrażowy debiut, czyli występ w brutalnym filmie "Amores Perros" Alejandro González Iñárritu był pewnym objawieniem w kinie meksykańskim, które przeniosło się poza granice Ameryki Łacińskiej. Później Bernal szokował jeszcze kilka razy : w "I twoją matkę też" czy "Zbrodniach ojca Amaro"

Ja z całej jego filmografii lubię te filmy bardziej kameralne: "El pasado" Hectora Babenco, który jest niesamowicie poruszającym studium upośledzonej miłości czy wspomniany "Rudo i Cursi" Carlosa Cuaróna, opowieść o genialnych piłkarzach, których zniszczyły ich wielkie namiętności wbrew wielkiemu talentowi.


fotografie: listal.com

PS. Ciąg dalszy nastąpi, bo chcę Wam przedstawić jeszcze kilka bardzo ważnych dla mnie nazwisk!

PS2. Chcę Wam jeszcze bardzo bardzo podziękować za to, że coraz częściej zaglądacie tutaj (i na Facebooka) i coraz chętniej komentujecie! Naprawdę uwielbiam to, że mogę poznać Wasze opinie i że moje pisanie ma czytelników, bo to daje mi ogrom energii do działania. Dziękuję!

21 września 2012

Ubieranie kina. Odcinek 1, część 2.


część druga artykułu, który w całości ukazał się TUTAJ. 
Odcinek 1: Pedro Almodóvar i Jean-Paul Gaultier

Duże dziecko i fałszywa kobiecość
Pedro Almodóvar i Jean-Paul Gaultier powrócili do współpracy jedenaście lat później, przy okazji „Złego wychowania”. Opowiadana historia rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych, często przeplatających się ze sobą tak, że trudno jest odróżnić przeszłość od teraźniejszości (a także: rzeczywistość od fikcji literackiej, którą reprezentuje tu pojawiające się w filmie opowiadanie pod tytułem „Przypadek”). Głównymi bohaterami filmu są Enrique, Ignacio oraz jego brat Juan (początkujący aktor, który chce, aby nazywać go Ángelem, gdyż to znacznie bardziej medialne imię…). Alter-ego Ignacio pojawiające się w opowiadaniu to Zahara (Gael García Bernal) – transwestyta, który w swoich scenicznych występach przebrany za prawdziwą diwę śpiewa piosenki Sary Montiel.


To właśnie sceniczne stroje Zahary zaprojektował Jean-Paul Gaultier. Reżyser mówił o tej współpracy: „Poprosiłem go, by zaprojektował ubrania dla Zahary, a zwłaszcza jej kostium sceniczny, który jest prawdziwym arcydziełem kroju i inwencji. To cielista sukienka, ściśle dopasowana do ciała, przypominająca drugą skórę, dając wrażenie pełnej nagości. Pośladki, piersi i krocze zrobione są z cekinów i brązowo-różowych szklanych koralików. Sukienka symbolizuje fałszywą, nagą kobiecość. Gaultier popracował także nad ubraniami dorosłego Ignacio. Jean-Paul jest jak duże dziecko. Dlatego nigdy nie zaprojektuje wulgarnego ubioru. Praca z nim to czysta przyjemność. Uwielbiam go”.


Między płciami
Jean-Paul Gaultier jest również autorem kostiumów do ostatniego pokazywanego filmu Pedro Almodóvara, „Skóra, w której żyję”. To historia Roberta Ledgarda (Antonio Banderas), wybitnego chirurga, który mieszka w wielkim domu ze swoją oddaną asystentką, Marilą i zagadkową Verą (Elena Anaya). Pewnego dnia Ledgard odsłania przed światem swój wielki wynalazek: skórę superodporną na wszelkie czynniki zewnętrzne. Kolejne retrospekcje filmu układają się w całość, która odkrywa przed widzami tajemnice z przeszłości lekarza, mające równie silny, co niepokojący związek z jego wynalazkiem.


W rozmowie z „Hollywood Reporter” Almodóvar powiedział, iż Gaultier tworząc kostiumy do jego filmów gra z kombinacją kobiecości i męskości. Zarówno w „Złym wychowaniu”, jak i „Skórze, w której żyję” znakomicie łączy koncepcję „nagości” i „tożsamości”. Do drugiego z wymienionych filmów francuski projektant wymyślił przede wszystkim najważniejszy w filmie, cielisty kostium Very, tajemniczej lokatorki Roberta. Almodóvar mówi, iż potrzebował ubrania, które kreowałoby wrażenie, że ochrania ono skórę, w tym samym momencie odkrywając mnogość poprawek chirurgicznych, przez które przeszło ciało bohaterki. Kombinezon jest więc tutaj dodatkową skórą, dla której ważny jest każdy szew. Almodóvar oczekiwał efektu, aby w niektórych ujęciach mogło się wydawać, że Vera jest naga, jednak odcień jej skóry wskazywałby na pewną sztuczność. Fakt, że Vera odmawia noszenia innych ubrań akcentuje nie tylko jej nagość, ale i bezbronność, a uzyskana aseksualność jest intencjonalna, bo, rzeczywiście, Vera nosi co prawda żeńskie imię, ale jej ciało zawieszone jest gdzieś na granicy między płciami.
Do „Skóry, w której żyję” Gaultier zaprojektował również fioletowy kostium Marili (Marisa Paredes), gospodyni Roberta, a także tygrysie przebranie Zeci (Roberto Álamo), niespodziewanie pojawiającego się syna Marili.


Jak potoczy się dalsza współpraca Almodóvara z Gaultierem? Czy w ogóle będzie ciąg dalszy? Można tak przypuszczać wiedząc jak wielką wagę Hiszpan przywiązuje do kostiumów w swoich filmach, jak wiele ukrytych historii lubi w ten sposób opowiadać i jak dobitnie podkreśla przyjaźń z projektantem. Do tej pory, artyści spotkali się również na planie sesji zdjęciowej dla „Harper’s Bazaar”, inspirowanej filmografią twórcy „Kiki”, podczas której Jean-Paul został sfotografowany w przebraniu zakonnicy. Kadr został zainspirowany filmem „Pośród ciemności”, czyli historią o klasztorze pełnym upadłych sióstr. Sam Gaultier powiedział o sobie wtedy: „Jestem siostrą zakonną religii mody. A właściwie, jej matką przełożoną”. Nie wydaje się więc, żeby powiedział już ostatnie słowo.


Bibliografia:
Elizabeth Snead, „The Skin I Live in: Pedro Almodóvar on Jean-Paul Gaultier’s Film Fashions, Friendship”, hollywoodreporter.com, 15.11.2011.
Katarzyna Citko,  „Filmowy świat Pedra Almodóvara. Uniwersum emocji”, Białystok 2007.
Małgorzata Jakubowska, „Oko na Kikę. O filmie Pedra Almodóvara” [w:] „Żeglowanie po filmie”, Kraków 2006, str. 41-79.
Pedro Almodóvar, „Z P. Almodóvarem rozmawia P. Almodóvar”, gutekfilm.pl/zle-wychowanie

fotografie: listal.com, harpersbazaar.com, elle.com


Ponieważ temat związków mody z kinem pojawił się tu już wielokrotnie, a teraz będzie się pojawiał bardzo często, stworzyłam dla tych tekstów osobną kategorię. Wszystkie możecie przeczytać klikając w etykietę KINO I MODA.