Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Ruffalo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Ruffalo. Pokaż wszystkie posty

2 lipca 2013

Iluzja

reż. Louis Leterrier
scen. Boaz Yakin, Edward Ricourt, Ed Solomon
2013


Letni sezon ogórkowy w kinach rozpoczęłam w absolutnie bezbłędny sposób, wybierając seans "Iluzji". I zanim opowiem o filmie coś więcej, od razu zaznaczę, że jeśli szukacie w kinowym repertuarze lekkiej, ale miejscami nawet ekscytującej historii, dobrej obsady, imponującej oprawy wizualnej lub po prostu sporej dawki niezłej rozrywki - "Iluzja" Louisa Leterriera będzie strzałem w dziesiątkę.
Daniel Atlas (Jesse Eisenberg), Merritt McKinney (Woody Harrelson), Henley Reeves (Isla Fisher) oraz Jack Wilder (Dave Franco) to czwórka iluzjonistów - każde z nich znajduje się na innym etapie swojego życia, co ich jednak łączy to fakt, że wszyscy są znakomici, a także nie do końca docenieni. Kiedy cała czwórka otrzymuje karty tarota z enigmatyczną wiadomością prowadzącą ich do opuszczonego mieszkania, rozpoczyna się ich wielka misja, dzięki której mogą dołączyć do panteonu mistrzów sztuk magicznych i zyskać wieczną sławę.


Kiedy okazuje się, że działania iluzjonistów to nie tylko wielkie widowiska, ale także wielkie pieniądze, do akcji wkracza agent Dylan Rhodes (Mark Ruffalo) wspomagany przez piękną przedstawicielkę Interpolu, Almę (Mélanie Laurent). Ale, jak w pewnym momencie filmu mówi Daniel, mistrz sztuczek karcianych - "Im dłużej patrzysz, tym mniej widzisz" - dlatego w miarę rozwoju akcji sam Dylan zamiast zbliżać się do rozwiązania zagadki, pozornie się od niego oddala. 
Bohaterowie filmu nie są wyjątkowo oryginalni, ale wszyscy razem tworzą całkiem ciekawą galerię. Zdecydowanie najbardziej charakterystyczną (i charakterną!) postacią jest wykreowany przez Woody'ego Harrelsona Merritt, cyniczny hipnotyzer umiejący czytać w myślach. Daniel Atlas to niemal kopia Marka Zuckerberga - innej roli Jessego Eisenberga ("Social Network"), ja jednak wyjątkowo lubię tego aktora w wydaniu nadpobudliwych, gadatliwych i superbłskotliwych młodzieńców. Isla Fisher niegdyś wydawała mi się wprost nieznośna na ekranie, teraz, wręcz przeciwnie, coraz bardziej mi się podoba (warto wspomnieć jej niezłą rolę w "Wielkim Gatsbym"!). Chętnie też będę przyglądać się karierze Dave'a Franco, który w "Iluzji" uzupełniał tę grupę o młodzieńczy luz i urokliwie zawadiacką lekkość.
Obsadę zamykają Michael Caine jako mecenas tej trupy oraz Morgan Freeman, były iluzjonista i zapalony demaskator magicznych sztuczek (czy ktoś poza mną również miał wrażenie, że obaj aktorzy kreując te postaci mocno zainspirowali się swoimi rolami zagranymi u Christophera Nolana? Caine jest tu niczym Miles z "Incepcji", natomiast Freeman jak Lucius Fox z sagi o Batmanie).


Nie namawiam Was do samodzielnej próby odkrycia tajemnicy magicznych tricków ani usilnego rozwiązywania głównej zagadki, przeciwnie. Dajcie się ponieść temu, co widzicie na ekranie, bo to film, który przynosi takie same dobre emocje, jak pierwsza wizyta w wesołym miasteczku czy wyjątkowo udany pokaz fajerwerków.
"Iluzja" niesie ze sobą również dużo refleksji na temat samej magii - w nich ta, która na ekranie bywa destrukcyjną siłą i narzędziem skomplikowanych manipulacji, w wyobraźni i wyrażanych głośno opiniach jest nieskończonym zbiorem możliwości, zestawem najpiękniejszych fantazji, pakietem wyszukanych reguł, a nawet sensem istnienia świata.


Jestem pewna, że w scenariuszu filmu były pewne luki czy elementy nie do końca logiczne, a zakończenie nieco zbyt ckliwe. Prawdziwych miłośników i znawców technologii cyfrowych prawdopodobnie rozczarują też efekty specjalne. Ale dla mnie to nie jest takie ważne, bo to wszystko nie zmienia faktu, że "Iluzję" znakomicie się ogląda. Flm trzyma w napięciu do samego końca i mam wrażenie, że bardzo dobrze spełnia oczekiwania w zakresie spektakularnego filmowego widowiska.



PS. Zapraszam również na podglądanie blogowych profili w mediach społecznościowych: Facebook i Instagram oraz śledzenia bloga przez Bloglovin.


Fotografie: listal.com

9 czerwca 2012

Niesamowici Bracia Bloom

reżyseria i scenariusz: Rian Johnson
2008


Dzisiaj mam dla Was coś idealnego na letnie rozluźnienie. To komedia, która absolutnie skradła moje serce i mimo że jest być może odrobinę pretensjonalna, perfekcyjnie trafia w moje poczucie humoru i estetykę, bo jej klimat, żart i oryginalność są nie do przecenienia.



Co jest w niej takiego urokliwego?

intryga - dwóch braci, mistrzów złodziejstwa i kantowania chce zrobić swój ostatni skok. Ich ofiarą staje się Penelope: samotna ekscentryczka (zmieniająca zainteresowania jak rękawiczki nieustannie się rozwijając, dzięki czemu jest prawdopodobnie najbardziej fascynującą osobowością w historii współczesnej komedii!), która odziedziczyła po rodzicach ogromny majątek (co najbardziej nęci Stephena i Blooma). Nie chcę zdradzać Wam szczegółów (tym bardziej, że to naprawdę, jak każde przedsięwzięcie braci Bloom, bardzo skomplikowana operacja...), ale to, że jej część dzieje się w Pradze (!) czyni cały film jeszcze bardziej klimatycznym.


obsada - przyznam, że głównie z tego powodu sięgnęłam po film. Adrien Brody i Mark Ruffalo w rolach tytułowych braci Bloom to kapitalny wybór. Ich siła tkwi w skrajnym przeciwieństwie charakterów, postaw i podejścia do życia (czyli, cóż - w tym, na co czeka każdy widz przeciętnej komedii. Z tą różnicą, iż bracia Bloom to najwyższa klasa). Rachel Weisz jako Penelope w każdej scenie promienieje, a najbardziej ekscentryczną postacią jest  małomówna Bang Bang (Rinko Kikuchi) - czego nie trudno się domyślić - mistrzyni wybuchów. 


klimat - używam tego słowa już chyba po raz trzeci w tym wpisie, ale to jest właśnie to. Miejsca (Bloom ucieka przed światem do Czarnogóry, spaceruje z Penelopą po praskim Rynku...), kostiumy (których autorką jest Beatrix Aruna Paszor, współpracowniczka Gusa Van Santa przy "Moim własnym Idaho" czy "Buntowniku z wyboru" oraz autorka kostiumów do filmów takich jak "Fisher King", "Alfie" czy "Cudowni chłopcy"), charakter postaci, humor, dialogi...

Polecam jak najbardziej!



fotografie: listal.com

12 sierpnia 2011

Wszystko W Porządku - KONKURS!


Nominowany do Oscara w czterech kategoriach film "Wszystko w porządku" Lisy Cholodenko już wkrótce będzie można kupić na DVD. Z tej okazji dzięki uprzejmości jego dystrybutora, firmy Gutek Film, dzisiaj ogłoszę pierwszy w historii bloga KONKURS - ale najpierw kilka słów o filmie (przypomnienie - dla tych, którzy go już widzieli i zachęcenie dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji go zobaczyć).

Gutek Film

Paul (Mark Ruffalo) jest typowym yuppie - singlem prowadzącym ekologiczną farmę na przedmieściach Los Angeles, wyznającym zasadę dobrej zabawy bez zobowiązań. Gdy pewnego dnia dowiaduje się, że ma dzieci (w wieku 19 lat uznał, że zostanie dawcą banku spermy może być idealnym sposobem na zarobienie kilku dolarów), przyjmuje to z radością, co więcej, ojcowski instynkt ogarnia go na tyle, iż chce bliżej poznać Lasera (Josh Hutcherson) i Joni (Mia Wasikowska), którzy zostali wychowani przez... dwie mamy. Nic (Annette Bening) i Jules (Julianne Moore) wydają się być naprawdę szczęśliwe. Nic jest lekarką, twardo stąpa po ziemi i ma się wrażenie, że to właśnie ona jest filarem ich rodziny. Jules natomiast ma odrobinę hippisowskie podejście do życia i wciąż nie może zrealizować się zawodowo. Nic i Jules ilustrują słynny frazes, według którego "przeciwieństwa się przyciągają", jednak nie na tyle silnie, by Paul nie mógł zagrozić wypracowywanej przez lata rówowadze ich domu. 

Gutek Film

Film nie jest, wbrew temu, co mogłoby się wydawać, lesbijskim manifestem. Dla Nic i Jules ich seksualność nie jest fundamentem, a film nachalnie nie nawołuje do tolerancji. Jednak, zostawia po sobie pewną refleksję. Nie daje żadnych gotowych recept na szczęście, ale jednocześnie sugeruje, jak ważne jest zaufanie i, paradoksalnie, bezwzględna akceptacja przekonań i potrzeb (zarówno partnera, jak i dzieci). Prawdopodobnie najmocniejszym atutem filmu jest koncertowe aktorstwo - najbardziej poruszającą rolę we "Wszystko w porządku" stworzyła nominowana do Oscara Annette Bening - jej Nic jest perfekcjonistką, dla której największym cierpieniem jest konieczność patrzenia na pęknięcia w stworzonej idylli. Bening nieznacznie ustępują Julianne Moore i Mark Ruffalo (którego ostatnio lubię coraz bardziej).

Gutek Film

Jak już pisałam, z okazji premiery,
DVD z filmem "Wszystko w porządku" wydawane przez Gutek Film możecie wygrać w konkursie!
- odpowiedź na pytanie 
Ile Złotych Globów zdobył film "Wszystko w porządku"?
wystarczy wysłać mailem na adres kinofilka@gmail.com.
Spośród poprawnych odpowiedzi wylosuję zwycięzcę, a na wysłanie maila macie czas do soboty, 20 sierpnia.
Powodzenia!!!

18 lutego 2011

Kategoria: Najlepsza Aktorka


Do uroczystego rozdania Oscarów zostało 10 dni.
Przyznam szczerze, że kategoria "Najlepsza Aktorka" nigdy nie wzbudzała we mnie wielkich emocji. W tym roku jednak właśnie z tą kategorią jestem zdecydowanie najbardziej na bieżąco.
The nominees are

Nicole Kidman
Becca Corbett w filmie "Między Światami"

(o tym filmie więcej pisałam TUTAJ)


Laureatka Nagrody Akademii za fenomenalną rolę Virginii Woolf w "Godzinach" tym razem nie rzuca na kolana. Jej rola matki zmagającej się ze śmiercią synka i kryzysem w małżeństwie jest... poprawna. Kidman potrafi oddać cały cynizm i oziębłość swojej bohaterki oraz jej upór w tworzeniu naokoło siebie wielkiego muru samotności z wyboru, jednak to, czego mi najbardziej brakuje, to współczucie. Którego, mimo chęci, w stosunku do bohaterki, nie potrafiłam z siebie wykrzesać.


Natalie Portman
Nina Sayers w filmie "Czarny Łabędź"



Pot, krew i łzy nie są najprostszym skojarzeniem z baletem, jednak reżyser Darren Aronofsky w swoim najnowszym filmie zabiera nas w dość psychodeliczną podróż do świata pozornej delikatności, piękna muzyki i tańca, by bezlitośnie obnażyć całą prawdę. Natalie Portman jako Nina - zdeterminowana baletnica, marząca o głównej roli w "Jeziorze Łabędzim" wznosi się na wyżyny swoich możliwości i umiejętności aktorskich. Sugestywnie portretuje obraz szaleństwa i emocjonalnego rozkładu, napędzanego chorymi ambicjami i zaciekłą rywalizacją. Gorący tytuł i świetna rola, za którą Portman zgarnia nagrodę za nagrodą.



Annette Bening
Nic w filmie "Wszystko w porządku"





Nic wraz z partnerką Jules (Julianne Moore) wychowują dwójkę nastoletnich dzieci - rodzinna sielanka kończy się, gdy wraz z przyjściem pełnoletności syn i córka chcą poznać swojego biologicznego ojca (Mark Ruffalo) i gdy ten, niespodziewanie, odkrywa w sobie ojcowskie instynkty i... pociąg do Jules. To przyjemny film i niezła rola, chociaż niekoniecznie przełomowa. Nic zmaga się z zazdrością, chęcią podtrzymania rodzinnej harmonii, zawodowymi wizjami partnerki i hormonami swoich dzieci. Bening to aktorsko bezapelacyjna klasa, jednak w oscarowym wyścigu palmę pierwszeństwa będzie musiała oddać koleżankom. Warto jednak dodać, że rola Annette Bening została bardzo ciepło przyjęta w środowisku LGBT.


Jennifer Lawrence
Ree Dolly w filmie "Do szpiku kości"



Nie chcę na razie pisać zbyt dużo o samym filmie, jednak zapewniam Was, że w ciągu (co najmniej!) ostatnich kilku miesięcy nie miałam okazji oglądać filmu, który zrobiłby na mnie tak mocne wrażenie. Na pewno potraficie wyobrazić sobie uczucie, jakby ktoś próbował rozpłatać Wasz mózg piłą mechaniczną. Podobnie można się poczuć oglądając najnowszy obraz Debry Granik - to, co dzieje się na ekranie nie mieści się w pojmowaniu moralności i człowieczeństwa przeciętnego widza, a Jennifer Lawrence tworzy w tym filmie perfekcyjną rolę nastolatki, która w świecie, gdzie nie obowiązują żadne zasady moralne, walczy o byt swojej rodziny (chorej matki i dwójki młodszego rodzeństwa). Rewelacyjnie odmalowuje upór i determinację swojej bohaterki, zmagającej się z przytłaczającą beznadzieją rzeczywistości, w jakiej musi żyć.



Michelle Williams
Cindy w filmie "Blue Valentine"




"Blue Valentine" to kameralna, intymna opowieść o wybuchu wielkiej miłości i późniejszym rozpadzie małżeństwa. Michelle Williams kapitalnie odnajduje się w podwójnej roli - zakochanej studentki wychowanej w domu rządzonym przez apodyktycznego ojca, uciekającej w krótkotrwałe (najczęściej prawdopodobnie jednonocne) związki bez przyszłości oraz - kilka lat później - oddanej matki i zmęczonej, zniechęconej życiem żony. Nie próbuje tłumaczyć swojej bohaterki, nie broni jej, ani nie oskarża, co uwalnia postać od narzuconej interpretacji. Aktorstwo jest absolutnie największą zaletą tego filmu, a partnerujący Williams Ryan Gosling jest równie fantastyczny jak ona.
Michelle Williams po "Blue Valentine" to moje absolutne osobiste odkrycie, chcę poznać więcej filmów z jej udziałem.

 


Biorąc pod uwagę entuzjazm zarówno krytyków, jak i widzów, przyznam, że najprawdopodobniej laureatką Oscara zostanie Natalie Portman, chociaż uważam, że Jennifer Lawrence, nawet, jeśli zostanie pokonana, po roli Ree Dolly wkrótce będzie miała Hollywood u swoich stóp.
Za kogo Wy trzymacie kciuki???

fotografie: vanityfair.com, vogue.com, allmoviephoto.com, teenvogue.com

31 grudnia 2010

Podsumowanie 2010 roku - część 1.


Chciałam unikać podsumowań, ale jednak pokuszę się o napisanie kilku słów... (pod uwagę brane będą filmy, które w 2010 miały swoją polską premierę). A ponieważ nie powinnam wrzucać wszystkich filmów do worka z napisem najlepsze/najgorsze, podsumowywanie będzie trwało... kilka dni.

NAJWIĘKSZE FILMOWE ODKRYCIE 2010


"Mary & Max"
reż. Adam Elliot
2009

Adam Elliot jest moim absolutnym odkryciem roku 2010. Na usta ciśnie mi się porównanie Elliota z Nickiem Parkiem, jednak zestawienie tych dwóch geniuszy animacji byłoby chyba całkowicie niepoprawne. Park jako mistrz komedii, idealnie sprawdza się w swojej konwencji (nadal nie mogę przeboleć triumfu "Logoramy" nad "Wallace & Gromit: kwestia tycia lub śmierci" w tegorocznym pojedynku oscarowym).

Eliott natomiast wprowadza do kina animowane dramaty we wspaniałej plastelinowej oprawie i opowiada historie z wprawą mistrza kierującego najlepszymi aktorami. Mary (mówiąca głosem Toni Collette) jest małą, zakompleksioną dziewczynką z Australii, Max (dubbinguje go Philip Seymour Hoffman) - otyłym nowojorczykiem cierpiącym na zespół Aspergera.

Dziwaczny zbieg okoliczności sprawia, że Mary i Max zostają korespondencyjnymi przyjaciółmi i od tej pory poznają nie tylko siebie nawzajem, odkrywając wszystkie blaski i cienie życia w bardzo dołujących rzeczywistościach, ale i swoje własne słabości. Wymiana korespondencji daje im wreszcie odrobinę radości i wiary w prawdziwą przyjaźń. Mistrzostwo.

NAJBARDZIEJ EMOCJONUJĄCY FILM 2010

"Wyspa Tajemnic"
reż. Martin Scorsese
2010

Jeśli już zahaczyłam o temat słabości... oto moja: duet DiCaprio+Scorsese, absolutnie. "Wyspa Tajemnic" trzyma w napięciu od samego początku do samiuteńkiego końca. Kapitalna historia w niesamowitej scenerii, w połączeniu z wprawnością reżyserską Mistrza - kapitalne.

Lata 50., Zatoka Bostońska i zakład dla obłąkanych przestępców. Teddy Daniels (Leonardo DiCaprio) i Chuck Aule (Mark Ruffalo) zostają wysłani na wyspę by rozwiązać zagadkę tajemniczo zaginionej pacjentki. Podczas prowadzenia śledztwa coraz głośniej odzywają się osobiste problemy Danielsa, jego traumy i lęki, które wprowadzają w oglądaną historię kolejne niedopowiedzenia a nas - w kolejne światy, zacierając granicę między prawdą a fikcją.

NAJWSPANIALSZY ABSURD 2010

"Scott Pilgrim kontra świat"
reż. Edgar Wright
2010

Rzutem na taśmę, bo obejrzałam go zaledwie wczoraj, ale to zupełnie wyjątkowa produkcja. Od czasu "Sin City" nie widziałam tak komiksowego filmu. Jego mocno absurdalne zabarwienie jest tak czarujące, że kompletny brak logiki w historii zupełnie nie zastanawia, przeciwnie - absolutnie uwodzi.

Szaleńczo zakochany chłopiec (Michael Cera) na drodze do serca swojej ekscentrycznej wybranki musi pokonać Ligę jej siedmiu byłych. I robi to w sposób brawurowy. Oklaski dla autorów kapitalnego scenariusza i fantastycznych dialogów. Perełka.

NAJBARDZIEJ INTRYGUJĄCY FILM 2010

"Mr. Nobody"
reż. Jaco Van Dormael
2009


Koncert aktorstwa Jareda Leto, świetny sprawdzian dla naszej wyobraźni i bardzo intrygująca konwencja. Film na zmianę wciągający i wzruszający, który z jednej strony podgląda, jak mogłoby wyglądać życie w 2092, a z drugiej - pokazuje, o ile silniejsze są prawdziwe uczucia od jakichkolwiek czasowych ram i ustalonych konwencji. Realizm magiczny najwyższej klasy idealny na miarę XXI wieku.

ciąg dalszy nastąpi
tymczasem zapraszam na Facebooka!

fotografie: aceshowbiz.com, allmoviephoto.com

21 grudnia 2010

Secret Space (part III)


Ciąg dalszy artykułu, którego poprzednie części
możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.
Całość została opublikowana w Eclectic Magazine

Najbardziej fascynujące jest, iż zamknięta przestrzeń świetnie działa w niemal każdym gatunku filmowym. Wysmakowana komedia "8 kobiet" Françoisa Ozona wykorzystuje intrygę niczym z najlepszych książek Agathy Christie.
 

W środku zimy, w wielkim domu na odludziu zostaje zamordowany pan domu. Każda z tytułowych kobiet – bogata pani domu, jej matka, siostra-histeryczka, dwie córki, szwagierka, oddana służąca i atrakcyjna pokojówka - staje się podejrzaną zbrodni. Ujęta w konwencji kryminalnego musicalu historia dąży do odkrycia prawdy o śmierci gospodarza, a staje się swoistą spowiedzią pań, wśród których każda nie tylko ma motyw, ale i wiele ciemnych sekretów. Stylistyka rodem z lat 50. dodaje filmowi wiele uroku.


Ciekawie przestrzeń została potraktowana przez Fernando Meirellesa - reżysera filmu "Miasto ślepców". Portretuje on mieszkańców wielkiego miasta, których w niewyjaśnionych okolicznościach dotyka epidemia ślepoty. Wszyscy zostają zamknięci w bunkrze i podzieleni na grupy, które brutalnie walczą ze sobą o dominację, zapominając o wszelkich cechach świadczących o godności jako podstawie człowieczeństwa.


Ślepota jest tutaj jedynie przyczynkiem do umieszczenia bohaterów w sytuacji, która przeczy ich naturalnemu prawu do wolności. Nie tylko niemożność widzenia, ale (być może przede wszystkim) zminimalizowanie ich przestrzeni życiowej do pryczy i klaustrofobicznych korytarzy wzbudza strach, agresję i bunt, odziera ich z intymności i zmusza do poniżania się w imię chęci podtrzymania życia w makabrycznych warunkach.


Zamknięcie bohaterów w czterech ścianach paradoksalnie pozwala im się otworzyć. Odkryć odruchy i odczucia, o których nie zdawali sobie sprawy lub nie chcieli się przyznać o ich istnieniu. Nie sztuką jest bowiem zaprojektowanie przestrzeni, która będzie nadrabiała aktorsko-fabularne braki filmu, ale – pozwolenie jej na bycie niemal pełnoprawnym bohaterem opowieści.

fotografie: allmoviephoto.com, aceshowbiz.com

19 sierpnia 2010

Martin Scorsese meets Leonardo DiCaprio


Jakiś czas temu przytoczyłam fragment rozmowy Martina Scorsese ze Spikiem Lee przy okazji wywiadu dla "Interview". Scorsese opowiadał o współpracy z Leonardo DiCaprio, która do tej pory zaowocowała czterema filmami (a w planach jest przygotowanie kolejnych dwóch).


Gangi Nowego Jorku
2002


Irlandzki imigrant Amsterdam Vallon (Leonardo DiCaprio) powraca po kilkunastu latach spędzonych w więzieniu do Nowego Jorku, by pomścić śmierć swojego ojca. Chłopak wie, że aby tego dokonać musi zbliżyć się do oprawcy, przywódcy anty-imigranckiego gangu, znanego jako Bill Rzeźnik (moja wielka miłość Daniel Day-Lewis).


To ciekawe ukazanie zmagań Amsterdama skontrastowanych z zamieszkami na imponująco odwzorowanych ulicach Nowego Jorku z połowy XIX wieku. A "The hands that built America" U2 to jedna z najbardziej poruszających filmowych piosenek, szczególnie w zestawieniu z kadrami obrazu Scorsese.


Aviator
2004


Biografia Howarda Hughesa - miliardera, reżysera, pilota i konstruktora lotniczego, który w 1935 r. ustanowił światowy rekord prędkości (567 km/h) to klasyczna hollywoodzka superprodukcja.


Opowiada bajkową historię pozornie zwykłego człowieka o niezwykłych zainteresowaniach i ogromnej pasji do intensywnego życia i... pięknych kobiet (Katharine Hepburn zagrała Cate Blanchett, Avę Gardner - Kate Beckinsale, a Jean Harlow - Gwen Stefani). Leonardo DiCaprio świetnie portretuje przemianę bohatera z energicznego wizjonera w ekscentrycznego samotnika.


Infitracja
2006


Ten film spotkał się z kilkoma falami krytyki. Po pierwsze - jest remakiem ("Infernal Affairs" z Hongkongu, 2002), po drugie - Martin Scorsese dostał wreszcie za ten film upragnionego Oscara za reżyserię. I tutaj pojawiły się głosy, że jest to jedynie nagroda pocieszenia za to, iż nie otrzymał jej za swoje wybitne dzieła sprzed lat. Ja jednak lubię tę wielopoziomową historię, siatkę zależności między światem przestępczym, a praworządną policją oraz ironiczny dystans, którym okraszony jest film.


Postacie są nakreślone grubymi kreskami przez fenomenalną obsadę (Daniel Day-Lewis powiedział kiedyś, że Scorsese się nie odmawia. To jest chyba prawda, gdy w jednym filmie mogą spotkać się Jack Nicholson, Leonardo DiCaprio, Mark Wahlberg, Matt Damon, Martin Sheen i Alec Baldwin), a akcja utrzymana jest na dobrym poziomie nie pozwalając na ani chwilę znużenia. Klasa.


Wyspa Tajemnic
2010


Lata 50., Zatoka Bostońska i zakład dla obłąkanych przestępców. Teddy Daniels (Leonardo DiCaprio) i Chuck Aule (Mark Ruffalo) zostają wysłani na wyspę by rozwiązać zagadkę tajemniczo zaginionej pacjentki. Podczas prowadzenia śledztwa coraz głośniej odzywają się osobiste problemy Danielsa, jego traumy i lęki, które wprowadzają w oglądaną historię kolejne niedopowiedzenia a nas - w kolejne światy, zacierając granicę między prawdą a fikcją.


Ten film dziwnie kojarzy mi się z "Przylądkiem Strachu" Scorsese - nie z powodu podobieństwa tematów, raczej: klimatu. Oba trzymają w ogromnym napięciu, w poprzednim niekwestionowaną gwiazdą był Robert De Niro, tutaj - Leonardo DiCaprio po raz kolejny staje na wysokości zadania.


Nie będę na razie pisać więcej o Leonardo DiCaprio. "Incepcję" Christophera Nolana obejrzałam z zapartym tchem i dreszczami na plecach, podobała mi się zarówno błyskotliwa fabuła, jak i znakomita obsada. Ma świetny klimat i pomimo iż nie jest to film mojego życia, mogę przyłączyć się do głosów powszechnego dzikiego optymizmu.

fotografie: allmoviephoto.com