Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Dorociński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Dorociński. Pokaż wszystkie posty

16 marca 2013

Miłość. Film Sławomira Fabickiego

reż. Sławomir Fabicki
scen. Sławomir Fabicki, Marek Pruchniewski
2012


Czekałam na ten film z niecierpliwością. Sławomir Fabicki ma w swojej filmografii między innymi nominowaną do Oscara świetną "Męską sprawę" i bardzo dobry (choć bardzo brutalny) "Z odzysku". Nic dziwnego, że pokładałam w "Miłości" ogromne nadzieje, które ten film spełnił w stopniu znacznie wyższym, niż tego oczekiwałam. Dlatego z pełnym przekonaniem i odpowiedzialnością mogę napisać, że "Miłość" to film znakomity.


Tomek (Marcin Dorociński) i Maria (Julia Kijowska) są małżeństwem, które oczekuje swojego pierwszego dziecka. Niepewność Tomka i jego wycofanie graniczące z ignorancją oraz pewne traumatyczne zdarzenie, które ukryje Maria, staną się katalizatorami dla lawiny emocji, które zachwieją ich związkiem. "Miłość" nie mówi jednak ani wyłącznie o rozpadzie małżeństwa, ani pragnieniu jego odbudowania, bo dla reżysera tytułowe uczucie jest zbyt skomplikowane, by móc włożyć je w jednoznaczny scenariuszowy schemat. 


Dzieło Sławomira Fabickiego to film nieprawdopodobnie bolesny, który tytułowe uczucie przedstawia bez makijażu, rozebrane na czynniki pierwsze. To jeden z tych filmów, które powinno się oglądać wielokrotnie, na różnych etapach swojego życia, ponieważ ich odbiór w dużej mierze zależy właśnie od sytuacji i momentu życia, w jakim się znajdujemy. Niezależnie jednak od naszego bagażu doświadczeń, oglądając "Miłość" narażamy się na odkrycie naprawdę silnych, ale głęboko ukrytych w nas emocji. 


Film jest również znakomicie obsadzony. Marcin Dorociński (po raz kolejny) potwierdza swoją wielką klasę, natomiast Julia Kijowska (również po raz kolejny!) dowodzi, że jest jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą) aktorek swojego pokolenia. Najbardziej zaskakujący (ale jak najbardziej trafiony) wydał mi się natomiast wybór Adama Woronowicza do roli oprawcy głównej bohaterki. Jego bohater jest szanowanym i ustatkowanym prezydentem niewielkiego miasta, ale jego szczęście jest złudne, bo za drzwiami domu i kotarą pozorów kryją się problemy i popędy, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Żonę prezydenta zagrała Agata Kulesza, natomiast w role rodziców Tomka wcielili się Dorota Kolak i Marian Dziędziel.


Muszę przyznać, że dawno żaden film tak mocno mnie nie poruszył. Swoją prawdą i gigantycznym ładunkiem bardzo intymnych emocji, które potrafią uruchomić najgłębiej skrywane afekty i niepokoje.


fotografie: Piotr Szczepański, TUTAJ

2 lutego 2013

Drogówka


reż. Wojciech Smarzowski
scen. Wojciech Smarzowski
2013


Wyznanie numer 1: od wczoraj czuję, że jestem naprawdę szczerą i wielką fanką Wojciecha Smarzowskiego (wcześniej już to podejrzewałam, a moje uczucie kiełkowało dosyć szybko i potrzebowałam jedynie potwierdzenia. Już je mam). 
To, co chcę napisać, może zabrzmieć nieco makabrycznie, ale niesamowicie pociąga mnie polskie piekiełko, które reżyser portretuje w swoich filmach ("Wesele" czy "Dom zły"). Lubię nawet tę charakterystyczną dla niego przesadę w zanurzaniu bohaterów w ekstremalnych, dwuznacznych moralnie, niepokojących czy etycznie brudnych sytuacjach. Wszystko to ma "Drogówka".



Pracowników warszawskiej drogówki łączą interesy, niewygodne tajemnice, wspólne wieczorne wyjścia, o których następnego dnia nikt nie pamięta, miejsce pracy, a nawet coś na kształt przyjaźni. Wiele zmienia się, gdy niesłusznie oskarżony sierżant Ryszard Król (rewelacyjny Bartłomiej Topa, wreszcie w godnej swojego talentu roli pierwszoplanowej!) postanawia odnaleźć sprawiedliwość i przypadkowo demaskuje niewygodną aferę polityczną. Nie sama afera jest jednak najważniejsza, a wydarzenia, które prowadzą do jej ujawnienia oraz wszystkie postaci, które bezpośrednio są związane nie tylko z nią, ale, co ważniejsze, z samym sierżantem. 


W tytułowej drogówce poza Królem pracują także seksoholik Bogdan (świetny Arkadiusz Jakubik), jego siostra - Maria (Julia Kijowska, jedna z najciekawszych aktorek swojego pokolenia!), rasista i zabijaka Marek (Eryk Lubos w archetypie, w którym wypada najbardziej wiarygodnie i w którym lubię go najbardziej), alkoholik Jerzy (Jacek Braciak), Krzysztof, którego dobra sytuacja materialna całą resztę prowokuje do wielu spekulacji (Marcin Dorociński) oraz Henryk (Robert Wabich). W rolach drugo - i dalszoplanowych Smarzowski obsadził wielu innych znakomitych aktorów i aktorki, wielu z nich znanych z poprzednich filmów mistrza dramatu z nutą sensacji: Agatę Kuleszę, Izabelę Kunę, Mariana Dziędziela, Andrzeja Grabowskiego, Macieja Stuhra czy Adama Woronowicza czy Marcina Czarnika.
(w epizodach wypatrzyłam również Łukasza Simlata, którego po "Kochankach z Marony" Izabeli Cywińskiej darzę ogromnym szacunkiem i sympatią oraz Janusza Chabiora, który zachwycił mnie w "Made in Poland" Przemysława Wojcieszka i czuję, że ciągle jeszcze ma do pokazania w kinie bardzo wiele). 



Świetny rytm filmu uzyskany został za pomocą dynamicznego montażu zdjęć filmowych z nieostrymi, kompromitującymi dla ich bohaterów klipami z telefonów komórkowych czy nagraniami z przemysłowych kamer. To bardzo wciągający kolaż, który w swojej prawdziwości jest jednocześnie bolesny, strasznie smutny i nieco makabryczny, bo Smarzowski po raz kolejny nie oszczędza swoich bohaterów. Jeśli któryś z nich ma ustabilizowaną sytuację, to najczęściej podszytą jakimś dramatem (którego skutki trudne są do zniesienia) lub jest to normalność budowana na kłamstwie. Dla wielu z policjantów nie ma już ratunku, na innych z kolei czeka kara (nawet jeśli tak okrutna, jak kazus młodego kochanka żony tytułowego bohatera książki Johna Irvinga "Świat według Garpa"...)



Jeśli zastanawiacie się, czy iść na film, a potrzebujecie dawki silnych emocji (napiszę to, chociaż nie przepadam za tak jednoznacznymi stwierdzeniami:) polecam. Ja czekałam na "Drogówkę" odkąd tylko dowiedziałam się o produkcji i była dla mnie najlepszą nagrodą za 5 na egzaminie ;)


A na koniec...
Wyznanie numer 2: Bardzo lubię Bartłomieja Topę. Od wczoraj jeszcze bardziej, a dzisiaj już zupełnie:


fotografie: film.interia.pl

5 listopada 2012

(ulubieni) Aktorzy, część 3.


Dziękuję Wam BARDZO za zainteresowanie rankingiem, którego poprzednie części możecie znaleźć tutaj: CZĘŚĆ 1CZĘŚĆ 2. Dzisiaj zakończę zestawienie aktorów, a już wkrótce na blogu pojawi się mój subiektywny ranking aktorek.


(część kolorowych nazwisk i tytułów (w szczególności tytułów!) to odnośniki do innych wpisów na blogu, zapraszam do klikania i czytania!)


7. Antonio Banderas

To był dla mnie oczywisty wybór. O Antonio pisałam dużo TUTAJ, więc nie chcę się powtarzać. Znakomity w "Mrocznej Argentynie", inspirujący w "Wytańczyć marzenia", charyzmatyczny we "Fridzie", "Evicie" i "Domu dusz".



W ubiegłym roku Zachwycił mnie też najnowszy film Pedro Almodóvara, "Skóra, w której żyję". Pomimo że nie czuć w nim tyle ducha ekscentrycznej movidy (co uwielbiam w "Kice" czy "Pośród ciemności"), to dzieło bardzo dopracowane i wciąż niesamowicie stylowe oraz pełne cech charakterystycznych dla kina Hiszpana. I wreszcie, po latach, znów rola godna talentu Antonio Banderasa.


8. Sean Penn



Trudno znaleźć drugiego aktora, który w swojej filmografii miałby tyle aż tak różnorodnych ról.
Wyobraźcie sobie jak fascynujące mogłyby być spotkania jego bohaterów: Davida Kleinfelda z "Życia Carlita" z Cheyennem ("Wszystkie odloty Cheyenne'a"), Emmeta Ray'a ze "Słodkiego drania" z Matthew Ponceletem z "Przed egzekucją"albo Harvey'a Milka ("Obywatel Milk"z sierżantem Welshem, bohaterem "Cienkiej czerwonej linii"...



Sean Penn jest też mistrzem emocji, co pokazał w genialnej "Rzece  Tajemnic" Clinta Eastwooda (jednym z ukochanych filmów mojej Mamy, o innych możecie poczytać TU), "Samie" Jessie Nelson czy "21 gramach" Alejandro Gonzáleza Iñárritu. Ponadto - znów trochę prywaty - urodził się tego samego dnia, co mój Tato (i taki urodzinowy wpis o Seanie Pennie możecie przeczytać TUTAJ).



9. Marcin Dorociński

Nie mogło w tym zestawieniu zabraknąć mojego ukochanego polskiego aktora!
Marcina Dorocińskiego odkryłam dla siebie po obejrzeniu serialu "PitBull" i do dzisiaj jest to jedna z ról, którą cenię najbardziej. Później do tego zestawu dołączyły jeszcze występy w filmach takich, jak wstrząsająca "Róża", ciekawe "Boisko bezdomnych", błyskotliwy "Rewers" i film, o którym mogłabym pisać niekończące się ody, czyli "Lęk wysokości", który jest piekielnie inteligentną, znakomitą pod względem emocjonalnym, perfekcyjnie zagraną opowieścią o skomplikowanych relacjach ojca z synem.
Muszę też przyznać, że Dorociński, nawet jeśli gra w filmach niekoniecznie ambitnych ("Miłość na wybiegu"), zawsze daje z siebie 100%.


Miałam przyjemność wziąć udział w spotkaniu z Marcinem Dorocińskim, organizowanym z okazji festiwalu ZOOM-Zbliżenia, w którym aktor opowiadał o swojej pracy, przygotowaniach do kręcenia "Lęku wysokości", filmowych fascynacjach i jego rodzinie. I muszę Wam powiedzieć, że po tym spotkaniu lubię Marcina Dorocińskiego jeszcze bardziej!



miejsce 10. to dla mnie ogromny problem. Bo ciężko mi jest wyróżnić jeszcze jedną jedyną osobę. Nie wiedziałam, czy miałby to być Cillian Murphy (i jego fenomenalny występ w "Śniadaniu na Plutonie"), Philip Seymour Hoffman (znakomity między innymi w filmach: "Capote", "Synekdocha, Nowy Jork" czy "Happiness"), Robert De Niro (którego filmografię ciągle poznaję, zachwycił mnie w "Taksówkarzu" i "Łowcy jeleni", a wzruszył do łez w "Zakochać się" i "Wszyscy mają się dobrze"), Jeff Bridges (którego wręcz pokochałam po obejrzeniu "Szalonego serca"), Bogusław Linda (o którym pisałam wielokrotnie, na przykład TUTAJ i TUTAJ), Dustin Hoffman (nie wiem, czy bardziej cenię go za "Maratończyka", "Absolwenta" czy "Rain Mana") a może Michael Fassbender (czyli  gwiazda znakomitych filmów Steve'a McQueena o których pisałam TUTAJ)..?




Nazwiska mogłabym mnożyć (a moja Mama po przeczytaniu tej tyrady na pewno zadzwoni do mnie z pytaniami w stylu: "A dlaczego pominęłaś Andy'ego Garcię?", "A gdzie jest Edward Norton?", "No a o Brad Pitt? O nim też zapomniałaś?" i powie: "No, dobrze chociaż, że napisałaś o Seanie Pennie"...), ale chciałam wybrać tylko tych aktorów, którzy naprawdę najbardziej wpłynęli i ciągle wpływają na moje postrzeganie kina i miłość do niego co wcale nie znaczy, że żadnych innych nie lubię czy nie cenię. Przeciwnie! I jeszcze o nich wielokrotnie będę tutaj pisać.

A których aktorów Wy cenicie najbardziej?




fotografie: listal.com, styl.pl, wyborcza.pl

15 marca 2012

Lęk Wysokości

Pełnometrażowy debiut Bartosza Konopki, autobiograficzny "Lęk Wysokości" to bardzo intymne, hipnotyzujące, piękne i emocjonalnie odważne studium relacji między ojcem i synem.

  

Tomek (Marcin Dorociński) pracuje jako reporter w telewizji. Ma świetną narzeczoną, piękne mieszkanie i zajmujące życie zawodowe, jednak cieniem na tych pięknych obrazkach kładą się jego problemy z ojcem, który trafia do szpitala psychiatrycznego. 

fot. Mateusz Skalski


W oczach sąsiadów Wojciech (Krzysztof Stroiński) jest bowiem groźnym wariatem, który wyrzuca z okna telewizor, żyje wśród setek niepotrzebnych przedmiotów i w afekcie posuwa się nawet do podpalenia drzwi sąsiedniego mieszkania. Mężczyzna jednak w rzeczywistości jest bardzo zagubiony. W przeszłości pozostawiony przez żonę wyjeżdżającą do pracy w Niemczech, po latach miota się między agresją a apatią, uczuciami do syna, a nienawiścią do świata.

fot. Mateusz Skalski 

Tomek wie, że tylko porozumienie z ojcem może przynieść mu spokój. Czuje, że wychowanie własnego dziecka będzie tym trudniejsze, im bardziej będzie się oddalał od Wojciecha. W ich rozmowach jest często niewiele słów, ale każde spotkanie, przepełnione wieloma wymownymi, symbolicznymi gestami coraz silniej ich do siebie zbliża. Tytułowy lęk wysokości zostaje pokonany podczas wspólnej wyprawy w góry, a sceny tam nakręcone (autorem zdjęć do filmu jest Piotr Niemyjski) robią ogromne wrażenie.

fot. Mateusz Skalski

"Lęk Wysokości" to koncert znakomitego aktorstwa Krzysztofa Stroińskiego i Marcina Dorocińskiego. Stroiński fantastycznie portretuje dotkniętego chorobą psychiczną Wojciecha, który najbardziej ceni spokój w swoim własnym świecie, początkowo przede wszystkim kosztem spokoju syna. Tomek z kolei nie potrafi zignorować tego, co dzieje się z jego ojcem nawet, gdy cierpi na tym jego poukładana codzienność. 


Partnerujące im Magdalena Popławska, Dorota Kolak i Anna Dymna są dla nich jedynie całkiem interesującym, ale niekoniecznie wyrazistym tłem. 


fot. Mateusz Skalski  

"Lęk Wysokości" to wspaniałe, wzruszające, emocjonalne kino. To film, który na długo pozostawia po sobie ślad i jednocześnie dowód na wielki talent i dojrzałość artystyczną twórców.
 
Premiera kinowa filmu już 20 kwietnia 2012.

"Lęk Wysokości" miałam przyjemność obejrzeć w ramach (już 15.!) Międzynarodowego Festiwalu Filmowego ZOOM Zbliżenia, jednego z najciekawszych (jeśli nie najciekawszego!) festiwali promujących kino niezależne.


 
fot. Marcin Oliva Soto

Pomysł zaproszenia Marcina Dorocińskiego na dyskusję z widzami tuż po zakończeniu seansu był strzałem w dziesiątkę, bo miał on do powiedzenia sporo naprawdę interesujących rzeczy na temat pracy nad filmem i samego aktorstwa, co ukazało mi kilka kolejnych niuansów i tropów "Lęku Wysokości".


fot. Marcin Oliva Soto

Zdjęcia autorstwa Marcina Olivy Soto (po kliknięciu w nazwisko fotografa będziecie mogli podziwiać inne jego fotografie, polecam, bo są naprawdę imponujące!) pochodzą ze strony festiwalu: www.zoomfestival.pl i tutaj możecie znaleźć więcej zdjęć i wszystkie informacje na temat festiwalu. 


fot. Marcin Oliva Soto

Bardzo dziękuję również współorganizatorowi festiwalu, Markowi Oleksemu za możliwość obejrzenia filmu pomimo pewnych  początkowych trudności!


fotografie Mateusza Skalskiego: studiomunka.pl 

18 lipca 2011

Wielkie Rozczarowania


Na pewno wielokrotnie zdarzyło się Wam czekać na jakiś film, pokładać w nim duże nadzieje, bądź po prostu, mieć ochotę na chwilę dobrej rozrywki, a później, gdy już siedzieliście w kinie, przed ekranem komputera lub telewizora, zaczęliście poważnie zastanawiać się
a) dlaczego w ogóle wybraliście ten film
b) kto dopuścił go do dystrybucji, skoro setki bardziej interesujących projektów kurzy się gdzieś na półkach zapomnianych kin studyjnych lub czeka na zrealizowanie...

Mi też to się zdarza i dlatego dzisiaj kilka słów o dwóch takich filmach:

"Jedz, módl się, kochaj"
reż. Ryan Murphy
2010


Czego oczekiwałam?
Uroczego, wciągającego i błyskotliwego filmu o miłości, rozgrywającego się w pięknych plenerach, który swoim przesłaniem daje nadzieję i napawa optymizmem.


Co obejrzałam?
Historię nawiedzonej, płaczliwej i niezdecydowanej kobiecie imieniem Elizabeth (Julia Roberts), która na początku postanawia skrajnie zmienić swoje życie, by później przez bite dwie i pół godziny udawać uduchowioną rewolucjonistkę, która daje z siebie tyle ognia, co złamana zapałka.


Plus cała masa banałów w stylu "Nie masz podobać się mężczyznom, tylko sobie. Skoro żaden jeszcze nie uciekł z twojej sypialni to znaczy, że jesteś boska. Jedzenie może być sensem twojego życia, więc teraz zjemy tę pizzę, a później pójdziemy kupić większe jeansy". 
Błagam...


I cios w serce (prawie tak wielki, jak zobaczenie Antonio Banderasa w reklamie banku) - Javier Bardem jako ukochany głównej bohaterki. Jest świetny (mimo to nie wiem, dlaczego przyjął tę rolę), ale nawet on nie uratuje tak żałosnej historii. 


Plusy?
Oprócz Bardema - Plenery plus część rozgrywająca się w Italii, bo włoskość, która zafascynowała Elizabeth została oddana naprawdę nieźle.



"Kobieta, która pragnęła mężczyzny"
reż. Per Fly
2010


Czego oczekiwałam?
Wciągającego dramatu erotycznego, pełnego pasji, emocji, dobrego aktorstwa i, cóż, seksu.

Co obejrzałam?
Bardzo letnią opowieść o dwójce ludzi - niestabilnej emocjonalnie kobiecie (Sonja Richter), którą dręczą koszmary i mężczyźnie (Marcin Dorociński), który kreuje się na namiętnego brutala, będąc w rzeczywistości naiwnym amatorem.


Reklama tego filmu, która zewsząd komunikowała, iż najciekawszym elementem obrazu będzie bezkompromisowość i erotyka, wywołała tylko niepotrzebną burzę w szklance wody, do tego - krótką i taką, o której nie pamięta się następnego dnia.
(w sieci można znaleźć porównania tego filmu do "Intymności" Chereau czy "Ostatniego Tanga w Paryżu" Bertolucciego - o wiele (!) na wyrost).


Plusy?
Utrzymanie całego filmu w przygaszonej kolorystyce wprowadza do niego nutę niepokoju, której twórcy nie potrafili wywołać dialogami i fabułą. Podobały mi się też same zdjęcia, ale nie potrafiły zatrzeć goryczy rozczarowania.


A jakie filmy były dla Was największym rozczarowaniem?
Zapraszam też na Facebooka, bardzo cieszy mnie to, że jest Was tam coraz więcej :)

fotografie: filmweb.pl, listal.com, stopklatka.pl

7 października 2010

Świat Seriali

Wszyscy oglądamy seriale.
Prawdopodobnie nie ma osoby, która chociaż raz w swoim życiu nie oddałaby się nałogowi oglądania kolejnych i kolejnych odcinków z bardziej i mniej ulubionymi bohaterami ich kochankami, rodzinami i... cóż. Wszyscy lubimy podglądać, zakochiwać się na moment w ludziach i sytuacjach, które wydają nam się równie piękne co absurdalne. Seriale to wbrew pozorom temat dość kontrowersyjny i, przede wszystkim, bardzo szeroki. Nie ma chyba jednego właściwego podziału seriali: możemy dzielić na przykład według gatunku na sensacyjne, historyczne, obyczajowe, sci-fi czy według wieku odbiorcy na seriale familijne, dla dzieci, dorosłych, albo hiperpopularne seriale dla młodzieży.


Ja nie mogę nazwać siebie fanką seriali, prawdę mówiąc - szkoda mi czasu na oglądanie dziesiątek odcinków, jednak szczerze podziwiam pomysłowość niektórych twórców, oczywiście, zdarza mi się też czasami wpaść w ciąg oglądania danej historii i czerpać z tego autentyczną przyjemność.


Uważam jednak, że seriale to niesamowicie ciekawe zjawisko nie tylko z punktu widzenia historii i funkcjonowania telewizji, ale także - amatorskich badań nastrojów społecznych. Dlatego też co jakiś czas będę się przyglądać z bliska ciekawym zjawiskom towarzyszącym różnym serialom.

Dzisiaj kilka słów o polskiej reprezentacji w tym temacie.
Moja prywatna czołówka to bez wątpienia:

"Noce i dnie"
reż. Jerzy Antczak
scen. Jerzy Antczak
1975


Pisałam już o nim oczywiście - w kontekście aktorstwa czy mistrzostwa kompozycji i wykonania i jedno jest pewne - to produkcja niezapomniana, niemalże kultowa (bo któż nie zna sceny, w której pan Tolibowski zbiera nenufary, by móc podarować je Barbarze?!), na światowym poziomie pod każdym względem.




"Pittbul"
reż. Patryk Vega, Dominik Matwiejczyk, Kasia Adamik
Xavery Żuławski, Greg Zglinski
2005-2008


Pisząc kiedyś o wybitnym aktorstwie nie mogłam pominąć tego serialu. Mówi się, iż jest to najlepszy serial kryminalny po '89 - totalnie bezkompromisowy (szczególnie w pierwszym sezonie reżyserowanym przez Patryka Vegę). Pierwszorzędne jest tutaj odtworzenie policyjnej rzeczywistości w każdym jej aspekcie - zarówno podczas działań operacyjnych, jak i podglądania życia prywatnego funkcjonariuszy czy depresyjnych chwil ich pobytu na komisariacie. Polecam każdemu przed obejrzeniem zapewnić sobie dobry trening wzmacniający nerwy.




"Daleko od szosy"
reż. Zbigniew Chmielewski
scen. Zbigniew Chmielewski, Henryk Czarnecki
1976


Jeden z najlepszych polskich seriali, podejmujący temat pragnienia awansu społecznego, opowiada o uczuciu wbrew konwenansom między prostym, ale niezwykle ambitnym mieszkańcem niewielkiej wsi a śliczną i wykształconą laborantką z Łodzi.

 
To świetna propozycja dla każdego, kto chce podpatrzeć polską rzeczywistość lat 70., śmiać się i wzruszać i zapamiętać serial jako historię zarówno szczerze zabawną (gdy Leszek porównuje swoją dziewczynę "wiejską" z nowo przybyłą "miastową" po sposobie wypluwania pestek po zjedzeniu czereśni), jak i bardzo mądrą. Plus niezastąpiony Krzysztof Stroiński w roli głównej. 


Jeśli chodzi o obecną ramówkę TV muszę przyznać, że razem z Tatą uwielbiamy oglądać... "Ojca Mateusza" (serio!), który jest absolutnie czarującą propozycją TVP (nakręconą w równie urokliwym i pięknie pokazywanym Sandomierzu), a cała moja rodzina szaleje na punkcie serialu "Usta Usta", bo jest to historia błyskotliwa, oryginalnie zrealizowana i fantastycznie obsadzona (szczególnie w przypadku ról męskich - Wilczak, Perchuć i Mecwaldowski są po prostu rewelacyjni).

A jakie są Wasze ulubione seriale?!