Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmowe Odkrycia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmowe Odkrycia. Pokaż wszystkie posty

6 września 2014

Filmowe Odkrycia Sierpnia

Odkrycia poprzednich miesięcy możecie znaleźć TUTAJ.

Film: "Szare Ogrody"
reż. Michael Sucsy
2009


Edie Seniorka (fenomenalna Jessica Lange) i Edie Juniorka (czarująca Drew Barrymore) mieszkają w pięknej, ale zaniedbanej (i zapomnianej przez resztę świata) rezydencji Szare Ogrody. Pewnego dnia do ich domu przyjeżdżają bracia Maysles (znani między innymi z nakręcenia jednego z najpopularniejszych dokumentów o The Rolling Stones, "Gimme Shelter"). Filmowcy chcą nakręcić o kobietach film dokumentalny, w którym opowiedzą ich historię: mieszkanki Szarych Ogrodów to z jednej strony ciotka i kuzynka Jackie Onassis (co dodawało tej historii odpowiedniej pikanterii) i dwie samotne ekscentryczki z nieustającymi pretensjami do artystycznej kariery. Z drugiej strony, to jednak wciąż intrygujące osobowości, które mają za sobą dosyć smutną historię.


Film ma więc dwie warstwy: metafilmową, która pokazuje sytuację bohaterek w momencie tworzenia filmu przez braci Maysles oraz retrospektywną, dzięki której poznajemy przeszłość kobiet, schowaną gdzieś za mgłą czasu. "Szare ogrody" to bardzo ciepłe, stylowe i świetnie zagrane kino.

Serial: "Peaky Blinders"
twórca: Steven Knight


Na ulicach Birmingham z początku XX wieku rządzą chłopaki w kaszkietach z wszytymi w daszki błyskającymi żyletkami. To Thomas Shelby (wspaniały Cillian Murphy) oraz jego bracia - starszy Arthur (Paul Andersoni młodszy John (Joe Cole), którzy tworzą najsilniejszy miejscowy gang. Rodzina, której jednym z głównych ogniw jest również charakterna ciotka Polly (Helen McCrory), zarabia na nielegalnych zakładach bukmacherskich i wymuszeniach. Peaky Blinders, bo tak ich nazywają, planują jednak rozpocząć legalną działalność i wzmocnić swoją pozycję w kraju. Kiedy wchodzą w posiadanie dużego ładunku broni, otwierają się przed nimi kolejne możliwości. Ta delikatna sprawa sprowadza jednak do miasta komisarza Campbella (Sam Neil) i pewną przepiękną, tajemniczą kobietę śpiewającą tradycyjne irlandzkie pieśni (Annabelle Wallis)...


Dawno nie widziałam miniserialu, w którym tak pieczołowicie wykreowana byłaby przestrzeń (zwróćcie uwagę na scenografię i tę zachwycającą grę linii i symetrii!), tak dobrze dobrana muzyka (na soundtracku między innymi Nick Cave, Jack White i Tom Waits) i tak emocjonująco stopniowane napięcie.
Jestem zachwycona i nie mogę się doczekać drugiego sezonu.


Guilty Pleasure: 
Gala rozdania nagród Emmy

Odkąd polubiłam seriale, zaczęłam się naprawdę żywo interesować wszystkim, co się z serialami wiąże*. Dlatego z wielkim zainteresowaniem obejrzałam relację z Gali przygotowaną przez jedną z telewizji, mimo że wciąż nie widziałam większości nominowanych produkcji (w szczególności tych komediowych). 
Prowadzenie Setha Meyersa trafiło w mój gust (może trochę głupio się przyznać, ale zazwyczaj śmieszą mnie nawet niezbyt dobre żarty na podobnych imprezach...), dzięki tegorocznym Emmy nabrałam ochoty na obejrzenie (wreszcie!) "Breaking Bad"najbardziej kibicowałam Jessice Lange (nominowanej i nagrodzonej za rolę w "American Horror Story: Sabat"a na czerwonym dywanie zachwycili mnie Claire Danes, Robin WrightJulia Roberts oraz państwo McConaughey.


* Za trzy tygodnie jadę na konferencję naukową na temat seriali, więc po powrocie na pewno będę miała Wam coś ciekawego do opowiedzenia!

fotografie: listal.com

29 lipca 2014

Odkrycia Książkowe

Moja trzymiesięczna przerwa od blogowania nie oznacza, że przestałam oglądać filmy. Przynajmniej niezupełnie. 
A jednak, przez ostatnie kilkanaście tygodni oglądałam ich znacznie mniej, niż kiedyś, ponieważ większą część mojego czasu pochłonęło pisanie pracy magisterskiej* i wielogodzinna analiza wyłącznie trzech filmów (dzięki temu trylogię Alejandro Gonzáleza Iñárritu znam już niemal na pamięć!).

Dlatego też dzisiaj chcę podzielić się z Wami moimi najulubieńszymi, nie filmowymi, a filmowo-książkowymi odkryciami ubiegłych tygodni.

Odkrycie: Książka
Matt Zoller Seitz "Wes Anderson Collection"


Wes Anderson jest w ścisłej czołówce moich ukochanych reżyserów, a książka okazała się być idealnym prezentem urodzinowym. Co w niej lubię najbardziej, to możliwość odkrywania czegoś interesującego na (dosłownie!) każdej stronie i odczuwalną pasję, z jaką została napisana.

Książka jest zapisem rozmów pomiędzy dziennikarzem Mattem Zollerem Seitzem i Wesem Andersonem, z których dowiadujemy się dużo na temat procesu twórczego poszczególnych filmów oraz inspiracji, które pomagają Andersonowi w tworzeniu jego unikalnego filmowego świata, albo na przykład co łączy "Ostatniego Mohikanina" z "Fantastycznym Panem Lisem" czy Michelangelo Antonioniego ze Stevem Zissou. Książka wypełniona jest również wspaniałymi fotografiami i ilustracjami (są to zarówno rysunki samego Wesa, jak i materiały inspirowane jego twórczością, a także wykonane specjalnie na potrzeby publikacji ilustracje Maxa Daltona).


Jest to również jedna z książek, które można czytać zarówno od deski do deski, jak i na wyrywki i za każdym razem wspaniale się bawić podczas lektury. Według mnie jest to również obecnie najważniejsze narzędzie do wnikliwej analizy i pełnego zrozumienia kina Wesa Andersona.


Odkrycie: Książka
Maria Eladia Hagerman (wyd.), "Babel"

Kupiłam ten album zupełnie przypadkiem, bo to publikacja, obok której nie da się przejść obojętnie. Szczególnie, jeśli jest się prawdziwym miłośnikiem twórczości Alejandro Gonzáleza Iñárritu: w szczególności filmu "Babel", ale nie tylko, bo pomiędzy wierszami (oraz w opublikowanym w książce wywiadzie) można wyczytać o wiele więcej na temat samego reżysera oraz inspiracji i wartości, które determinują jego podejście do kina.


Główną część książki stanowią zdjęcia robione na planie przez czwórkę fotografów (Mary Ellen Mark, Patricka Barda, Gracielę Iturbide oraz Miguela Rio Branco) oraz komentarze i anegdoty reżysera, a w spójną całość złożyła ten materiał Maria Eladia Hagerman (prywatnie żona Iñárritu, obecna na planie w każdym z krajów będących miejscem akcji filmu, czyli w Maroku, Meksyku i Japonii).

fot. Mary Ellen Mark


Odkrycie: Książka
Pedro Almodóvar, "Patty Diphusa"

Jestem fanką twórczości Almodóvara z czasu movidy (ruchu społeczno-kulturowego, który rozkwitł w Madrycie, ale również innych miastach Hiszpanii, po śmierci generała Francisco Franco), czyli początku lat 80., kiedy nie liczyły się konwenanse, konwencje, obyczajowość czy talent. W cenie były natomiast odwaga, szaleństwo, kreatywność, pewien nonkonformizm i wrażliwość na rozmaicie pojmowaną sztukę, czego echa znajdziemy w filmach "Pepi, Luci, Bom i inne dziewczyny z naszej dzielnicy" oraz "Labirynt namiętności"


Tytułowa bohaterka zbioru opowiadań jest postacią fikcyjną, ale z powodzeniem mogłaby szaleć w klubie Rock-Ola, przyjaźnić się z movidowcami czy występować w pierwszych filmach Almodóvara. To gwiazda porno zakochana w Madrycie, która mówi o sobie, iż jest "kobietą, która nie boi się przyjemności".
Poza historiami z życia Patty, w książce znajdują się również felietony reżysera, w których opowiada on między innymi o stolicy Hiszpanii czy swoich filmach - wszystko z dużą dawką absurdu i nieco czarnego humoru.

* Pracę napisałam i obroniłam na 5, jestem też bardzo zadowolona z efektu, jednak muszę przyznać, iż z perspektywy czasu zastanawiam się, co to za głos podsunął mi pomysł, by poświęcić tyle godzin z życia najsmutniejszym filmom pod słońcem? 

12 kwietnia 2014

Filmowe Odkrycia Marca

Ponieważ większość czasu zajmuje mi ostatnio pisanie pracy magisterskiej (i oglądanie fragmentów tych samych filmów po piętnaście tysięcy razy...), z trudnością znajduję chwile na poznawanie czegoś nowego.
W marcu zobaczyłam jednak dwa filmy (ich tytuły być może są Wam znane), koło których nie sposób przejść obojętnie i to właśnie one są moimi największymi Filmowymi Odkryciami Marca (Odkrycia poprzednich miesięcy możecie znaleźć oznaczone osobną etykietą, TUTAJ).

"Wielkie piękno"
reż.  Paolo Sorrentino
2013


Największym chyba banałem, jaki można powiedzieć o tym obrazie jest zdanie: "najnowszy film Paolo Sorrentino to wielkie piękno". Jednak nie będzie w tym ani krzty przesady.
Jep Gambardella (wspaniały Toni Servillo) jest (niepraktykującym już niemal) literatem i absolutnie czarującym, nieprzeciętnie błyskotliwym mężczyzną. Garściami czerpie z życia, szuka tytułowej wartości, nieustannie dyskutuje, obśmiewa i kontestuje.
Film rozwija się niespiesznie, pokazując fascynujące kontrasty pomiędzy wspaniałością rzymskich ulic i skwerów, a diabolicznością ukrytych tarasów czy wystawnych lokali, w których Jep wraz ze znajomymi oddaje się dzikim zabawom i dyskusjom, które nierzadko obnażają prawdziwą stronę ich natury, odzierając bezlitośnie z warstwy pięknie ułożonych pozorów. 


Sorrentino ukazane w filmie elity ocenia bezkompromisowo, ale i z przymrużeniem oka. Sceny autentycznego wzruszenia bądź zachwytu przeplata gorzkawym humorem, odnajduje fascynację w dziwactwach i snuje opowieść złożoną jakby z pojedynczych epizodów, które są połączone przez dwie nieokiełznanie silne osobowości: Jepa i miasto Rzym.


"Shirley - wizje rzeczywistości"
reż. Gustav Deutsch
2013


Relacje kina z malarstwem stały się jakiś czas temu moją małą obsesją. Nie jestem jeszcze specjalistką (choć nie ukrywam, że bardzo chciałabym się nią stać), jednak staram się oglądać i czytać jak najwięcej na ten temat.
Film Gustava Deutscha wychodzi z pozornie prostego założenia: opowiedzenia historii na podstawie obrazów Edwarda Hoppera (najwybitniejszego portrecisty amerykańskiej rzeczywistości XX wieku). Deutsch nie tylko odnajduje w serii obrazów tę samą bohaterkę, Shirley (Stephanie Cumming), ale także dopisuje jej całą biografię. W tle głównego wątku rozgrywają się kolejne wydarzenia-symbole XX wieku, dla których komentarzem stają się myśli bohaterki.


Poszczególne kadry są kopiami obrazów Hoppera (obok Pollocka i Warhola chyba najpopularniejszego amerykańskiego artysty), a ukazane na nich sytuacje stają się punktem wyjścia dla kolejnych etapów w kreowanej historii. Zdarzenia natomiast opowiadane są w formie monologów wewnętrznych tytułowej Shirley - niezależnej, pewnej siebie aktorki. Gustav Deutsch snuje intrygującą narrację w tym niesamowicie wysmakowanym wizualnie filmie, a ja jestem pewna, że jeszcze niejeden raz do niego powrócę.


A czym Wy zachwyciliście się w ostatnim czasie?

fotografie: www.shirley-visions-of-reality.com, listal.com

26 lutego 2014

(Serialowe) Odkrycia Stycznia i Lutego

Powrót do domu to powrót do regularnego blogowania!
Na początek, żeby zachować ciągłość cyklu stworzonego kilka miesięcy temu (a są to wpisy z moimi filmowymi odkryciami minionego miesiąca), kilka słów na temat seriali, które obejrzałam na początku tego roku:

"The Killing"

Przyznam szczerze, że dosyć długo nie mogłam zabrać się do oglądania, pomimo setek pozytywnych komentarzy, docierających do mnie z każdej strony. Dopiero moja przyjaciółka, z którą mieszkałam przez ostatnie kilka miesięcy, nieustannym powtarzaniem tytułu "The Killing" niemal zmusiła mnie do jego obejrzenia i cóż... był to oczywiście strzał w dziesiątkę.


Dwa pierwsze sezony naprawdę mnie wciągnęły. Uwielbiam dwójkę głównych bohaterów z ich słabościami, obsesjami i przeszłością. 
Motto sezonów jest jednocześnie wskazówką, czym będą zajmować się detektywi Sarah Linden (Mireille Enosi Stephen Holder (Joel Kinnaman): muszą znaleźć odpowiedź na pytanie "Kto zabił Rosie Larsen?". Wkrótce okazuje się, że w zabójstwo zamieszane może być zarówno środowisko polityczne Seattle (ogarnięte gorączką przedwyborczą), jak i mieszkająca nieopodal społeczność Indian (ze swoimi własnymi prawami i specyficznym minipaństwem w państwie)... co więcej, nawet przeszłość rodziców dziewczyny i jej szkolni znajomi to kolejne tropy w tej przeciwnej układance.


Mimo wszystko jednak nie jestem fanką koncepcji poszukiwania zabójcy przez całe dwa sezony. Co prawda historia poprowadzona jest błyskotliwie i logicznie, dzięki czemu nie czuć dłużyzn, ani przesady, jednak teraz, oglądając sezon trzeci czuję, że rozpoczęcie, rozwinięcie i zakończenie całej historii w ciągu dwunastu odcinków to nieco lepszy pomysł (szczególnie dla osób takich jak ja - które nie mogą się powstrzymać od podpytywania osób już zaznajomionych z serialem: "No dobrze... to kto jest zabójcą?"). I pomimo że dwa pierwsze sezony były bardzo emocjonujące, czuję, że trzeci sezon ekscytuje jeszcze bardziej.
Dodatkowo, w obsadzie pojawia się naprawdę znakomity Peter Sarsgaard.


"American Horror Story: Asylum"

Gdy uleciała ze mnie początkowa euforia, patrzę na "American Horror Story" nieco krytycznym okiem, a jednak wciąż naprawdę bardzo go lubię. Szczególnie sezon drugi, "Asylum", którego akcja rozgrywa się w szpitalu psychiatrycznym Briarcliff. Instytucję prowadzoną twardą ręką przez siostrę Jude zaludnia nie tylko galeria osobliwych pacjentów, ale również wyjątkowo unikatowy personel. 
Niepokojąca atmosfera, świetnie zarysowane postacie (szczególnie kobiece, w które wcieliły się znakomite Jessica Lange, Lily Rabe, Frances ConroySarah Paulson, ale także mój ulubiony doktor Oliver Thredson, czyli Zachary Quinto) oraz miejsce (i jego klimat) i czas w których rozgrywają się wydarzenia - szpital psychiatryczny w latach 60. XX wieku - sprawiają, że oglądanie serialu to rodzaj pewnej, miejscami nieco masochistycznej, przyjemności.


Elementy sci-fi, czyli w tym wypadku powiązania z mocami pozaziemskimi, to zdecydowanie najmniej lubiany przeze mnie element tego sezonu. Natomiast wspomniana wcześniej, niezaprzeczalna zaleta to przychodzący do Briarcliff pacjenci, czyli bohaterowie, którzy pojawiają się na chwilę, ale zawsze wprowadzają do akcji dodatkowy, intrygujący element bądź kontekst.
Próbowałam obejrzeć kolejny, trzeci sezon serialu ("Sabat"), jednak pierwszy odcinek skutecznie mnie zniechęcił. 
A może ktoś z Was oglądał i jednak poleca? Chętnie przeczytam opinie!


"Girls: Sezon 3"

O Lenie Dunham i jej twórczości filmowo-serialowej pisałam na blogu już wcześniej (wszystkie teksty znajdziecie TUTAJ), jednak nie mogłabym nie napisać o niej ponownie.
Pierwszy sezon "Girls" był dla mnie absolutnym szałem. Oglądałam go dwukrotnie i dopiero za drugim razem odkryłam wszystkie najbardziej emocjonujące detale (i jeszcze bardziej doceniłam błyskotliwość scenariusza!). Drugi sezon był dla mnie nieco rozczarowujący i, miejscami niestety męczący.


Na szczęście w trzecim sezonie Lena Dunham znów potwierdza, że jest naprawdę utalentowaną, superinteligentną portrecistką swojego pokolenia. Bohaterowie znów są interesujący (podczas gdy w drugim sezonie bywali niemal irytujący) i wciąż pozostają oryginalni. I znów nie mogę powstrzymać się od wyrażenia zachwytu nad postacią Davida (wydawcy e-booka głównej bohaterki Hanny Horvath), w którą wcielił się John Cameron Mitchell i dodania, że Adam Driver (chłopak Hanny) z sezonu na sezon jest po prostu coraz lepszy.


fotografie: blogs.elperiodico.com, seriesadictos.com, rollingstone.com, fanpop.com, culturefly.co.uk, sheknows.com.

31 grudnia 2013

(Filmowe) Odkrycia 2013 Roku

I znów na blogu było nieprzyzwoicie cicho przez zbyt długi czas - bardzo dziękuję jednak wszystkim, którzy ciągle tu zaglądają, bo pisanie wciąż sprawia mi wiele przyjemności, potrzebowałam tylko krótkiej (lub nawet nieco dłuższej) przerwy.

Nie była to przerwa wyłącznie od samego blogowania, ale także od śledzenia nowości, więc nie potrafiłabym zrobić porządnego podsumowania mijającego roku. Pomyślałam jednak, że opowiem Wam o najbardziej godnych uwagi, poruszających lub zwyczajnie przyjemnych (około)filmowych odkryciach oraz inspiracjach 2013.


Współpraca Wesa Andersona z Pradą


Wiecie, jak bardzo lubię Wesa Andersona (i cały andersonowski mikrokosmos ze zbyt dorosłymi dziećmi, nieprzystosowanymi dorosłymi, przepięknymi wnętrzami i kapitalnym poczuciem humoru), dlatego informację o współpracy reżysera z jedną z najbardziej prestiżowych marek przyjęłam ze szczerym entuzjazmem.
Pierwszy z filmów - reklamę zapachu Candy (znajdziecie ją tutaj) - stworzony wspólnie z Romanem Coppolą zainspirował film "Jules i Jim" Françoisa Truffauta, a w główną bohaterkę wcieliła się jedna z najciekawszych aktorek francuskich młodego pokolenia, Léa Seydoux
Drugi to "Castello Cavalcanti" (tutaj) w której główną rolę (kierowcy zagubionego na włoskiej prowincji) zagrał jeden z ulubionych aktorów Andersona, Jason Schwartzman i jest to swoisty hołd dla mistrza kina włoskiego, Federico Felliniego ("Candy" i "Castello Cavalcanti" to również typowe przykłady filmu modowego - o co chodzi, przeczytacie TUTAJ).
Nic tylko podziwiać!


Śpiewający Ryan Gosling

Jak powiedziała moja przyjaciółka: "Ryan, możemy cię kochać jak będziesz muzykiem, bo tak to nie" ;) Na pewno wiecie co mamy na myśli - nie jesteśmy fankami Ryana Goslinga (niezależnie od tego, czy ma na sobie koszulkę, czy nie), nie śledzimy z zapartym tchem jego filmografii (chociaż ja widziałam jej sporą część gdy przygotowywałam się do napisania artykułu, który możecie znaleźć TUTAJ i TUTAJ), a jednak "Pa Pa Power", "In The Room Where You Sleep" lub "Lose Your Soul" wprawiają nas zawsze w szczególnie dobry nastrój.



Ciekawostką jest, że Ryan Gosling wraz z przyjacielem Zachiem Shieldsem wymyślili swój zespół jeszcze zanim byli w stanie stworzyć cokolwiek wartościowego - uczyli się grać i komponować właśnie po to, by móc urzeczywistnić swoje marzenie o graniu zakręconej, nieco mrocznej, ale i bardo uczuciowej muzyki.
Jeśli jeszcze nie znacie projektu Dead Man's Bones, oto próbka:



"Polowanie", reż. Thomas Vinterberg

To film, który w minionym roku poruszył mnie najbardziej.
"Polowanie" to portret walki o godność. To rozdzierająca opowieść o zaufaniu, potędze kłamstwa i niemocy wobec tabu. O tym, jak konfrontacja z pogłoską może zamienić się w powolne, ale nieodwołalne niszczenie czyjegoś życia.


Recenzję w całości znajdziecie TUTAJ.


Storyboardy Akiry Kurosawy
Wiedzieliście, że Akira Kurosawa, jeden z najwybitniejszych japońskich reżyserów, zanim związał się z kinem, zajmował się malarstwem? Pasję do malowania pielęgnował w sobie również później, tworząc precyzyjne storyboardy do swoich filmów, w których połączył inspiracje tradycyjnymi sztychami i drzeworytami japońskimi (nie będę oryginalna jeśli powiem, że moim ulubieńcem jest Hokusai) z europejskim spojrzeniem na perspektywę i przedstawienie postaci oraz bardzo ekspresjonistycznym podejściem do koloru.
Spójrzcie:





Fakt, że lubię oglądać seriale

Muszę przyznać, że to również moje spore odkrycie tego roku, bo wcześniej byłam przekonana, że ta forma jest kompletnie nie dla mnie. A jednak! 
Od razu zaznaczę, że nie jestem serialową maniaczką i nie potrafiłabym Wam z czystym sumieniem powiedzieć, które seriale są najlepsze, a na które szkoda czasu, bo nie widziałam ich aż tak wiele, jednak "House of Cards" (LINK), "Luther" (LINK), "Homeland", "Boardwalk Empire" (LINK), "American Horror Story" oraz "Dziewczyny" (LINK) polecam gorąco.



teledysk do piosenki 
"The Stars (Are Out Tonight)" Davida Bowie


Klip autorstwa reżyserki i fotografki Florii Sigismondi to nieco surrealistyczna opowieść o pewnym czarującym małżeństwie (i w pewnym sensie także genderowy manifest)... 
W jedną z głównych ról w teledysku wcieliła się boska Tilda Swinton.



Cały teledysk możecie obejrzeć tutaj:



A jakie są Wasze odkrycia 2013 roku?

O Odkryciach poszczególnych miesięcy pisałam w lipcu, sierpniu oraz wrześniu, a w nadchodzącym roku z pewnością znów na bieżąco będę dzieliła się tym, co mnie szczególnie zainspiruje lub po prostu bardzo mi się spodoba.
A na 2014 rok życzę Wam spełnienia marzeń, dużo pięknych chwil i wielu zachwytów w kinach!
Marta


fotografie: tumblr.com, listal.com, scarsmagazine.com, hollywoodreporter.com, laescueladelosdomingos.com

19 października 2013

Filmowe Odkrycia Września

Ten wpis powinien był pojawić się już dawno temu, ale niestety ostatnio zupełnie nie mogłam znaleźć czasu na regularne blogowanie - od prawie trzech tygodni mieszkam i studiuję w Madrycie i przede wszystkim musiałam poukładać sobie jak najlepiej pobyt tutaj (mieszkam w superczarującej okolicy, Madryt zauroczył mnie od samego początku, a sześć godzin w tygodniu spędzam na zajęciach o kinie i muszę przyznać, że jestem tymi zajęciami zachwycona od pierwszego kwadransa i chyba powinnam poświęcić mojej Pani Profesor zupełnie osobny wpis, bo jest doskonała...).

Mimo to wciąż bardzo chcę podzielić się z Wami moimi ulubionymi filmowymi odkryciami ostatnich tygodni.

Serial: Homeland


Wpadłam w ten serial po uszy od pierwszego odcinka!
Zazwyczaj mam spore trudności z emocjonalnym zaangażowaniem się w nowy serial. Kiedyś wprost nie cierpiałam tej formy, jednak od niedawna sięgam po nią znacznie częściej, bo coraz więcej seriali to małe dzieła sztuki (sztuki telewizyjnej - chyba nie brzmi to tak źle, nie sądzicie?). I "Homeland" jest właśnie przykładem - po pierwsze: świetnie zrealizowanej formy telewizyjnej, po drugie: historii, która wciąga, zajmuje, a czasami nawet (co lubię w nim najbardziej!) wprowadza w stan autentycznego zdezorientowania.


fot. Annie Leibovitz dla "Vogue"

Carrie (nagrodzona za tę rolę dwoma Złotymi Globami, świetna Claire Danes), agentka CIA podejrzewa, że niedawno odnaleziony w Iraku marine Nicholas Brody (Damian Lewis) nie ma nic wspólnego z bohaterem wojennym, na jakiego kreuje go opinia publiczna, a podczas ośmioletniej niewoli przeszedł na stronę wroga. Carrie za wszelką cenę stara się więc udowodnić jego powiązania z siatką terrorystów.
To, co uwielbiam w tym serialu najbardziej to znakomicie napisany scenariusz: każda z postaci ma tutaj swoje racje, tajemnice i słabości, dzięki którym po pierwsze nie ma czarno-białego podziału na siły dobra i zła. Po drugie, ciężko zidentyfikować się z punktem widzenia którejkolwiek ze stron, tym silniejszy jest efekt zaskoczenia. 

Postać: Georges Méliès

Zauroczenie rozpoczęło się od filmu Martina Scorsese "Hugo i jego wynalazek", w którym Méliès jest jednym z głównych bohaterów (w tę rolę wcielił się Ben Kingsley).
Muszę przyznać, że oglądając ten film świetnie się bawiłam i najbardziej zauroczyło mnie w nim to, jak znakomicie Scorsese poprowadził całą historię, czyniąc z niej opowieść bardzo uniwersalną: z jednej strony to porcja zajmującego kina familijnego, które mogą pokochać dzieci, a z drugiej - piękny hołd dla jednego z pierwszych twórców języka filmowego, kina jako sztuki (i kina w ogóle!), który docenią wszyscy miłośnicy dziesiątej muzy.


A później zobaczyłam wystawę "Georges Méliès. La magia del cine" (TUTAJ), podczas której miałam między innymi możliwość obejrzenia "Podróży na księżyc" (film z 1902 roku uznawany jest za jeden z pierwszych przykładów kina science-fiction, poza tym to właśnie w nim wykorzystano po raz pierwszy technikę animacji) na dużym ekranie i odkrycia wszystkich tajników warsztatu oraz poznania największych inspiracji Mélièsa, co okazało się być naprawdę intrygującym filmowym przeżyciem (wiele filmów Mélièsa można znaleźć na youtube, polecam obejrzeć chociaż kilka!).



fotografie: hopelies.com, vanityfair.com, kedin.es, madridfree.org

31 sierpnia 2013

Filmowe Odkrycia Sierpnia

W tym miesiącu skupiłam się głównie na nadrabianiu zaległości w lekturach, bo jednak cudne słońce nie sprzyjało szczególnie oglądaniu filmów - oczywiście mam dla Was kilka filmowych inspiracji, a lipcowe możecie podejrzeć TUTAJ.

film: "Strasznie głośno, niesamowicie blisko"
reż. Stephen Daldry, 2011


Oskar Schell (Thomas Horn) jest bardzo wrażliwym dziewięciolatkiem, którego fascynuje każdy centymetr otaczającego go świata. Razem z Tatą (wspaniały Tom Hanks) walczy z nieskończoną ilością lęków i przeżywa małe, codzienne przygody, które w ich oczach urastają do rangi najważniejszych wydarzeń dekady. Sielankowe życie tej rodziny przerwie poranek 11 września 2001 roku. Oskar i jego Mama (Sandra Bullock) od tej pory będą musieli radzić sobie zupełnie sami, co dla tak wrażliwego chłopca okaże się być trudniejsze, niż każdy mógłby przypuszczać.


Pewnego dnia Oskar odkrywa tajemniczy klucz opisany nazwiskiem "Black" i przygotowuje ogromną wyprawę, by dowiedzieć się, do kogo należy klucz i jaka wiąże się z nim historia. Pomaga mu w tym tajemniczy, mieszkający w sąsiedztwie Niemowa (Max von Sydow) i ta relacja jest kolejnym wyjątkowym elementem historii.
Najbardziej w filmie Daldry'ego urzekła mnie jego konwencja i bajkowy klimat. Oskar odkrywa, że w Nowym Jorku mieszka kilkaset osób o tym samym nazwisku i odwiedza ich wszystkich, a my wraz z nim poznajemy mikroopowieści, skrócone życiorysy, fascynujące filmowe wizytówki mieszkańców miasta.
"Strasznie głośno, niesamowicie blisko" to obraz pełen magii, ciepła i drobnych olśnień na każdym kroku i dlatego uważam, że niezbędny będzie ponowny seans wyłącznie po to, by niemal w każdym kadrze odkrywać ekscytujące, niezauważalne na pierwszy rzut oka szczegóły.



kino: kino ARS, Kraków

Ilość i klimat kin studyjnych jest tym, czego mieszkańcom Krakowa naprawdę zazdroszczę, bo je (małe, klimatyczne kina, oczywiście!) wprost uwielbiam.
Być może jest to dla mnie taka mała podróż do przeszłości, bo będąc w liceum co tydzień chodziłam na seanse DKFu w moim mieście. Z drugiej strony naprawdę lubię oglądać filmy w zupełnie kameralnej atmosferze, dlatego zawsze wybieram seanse o jakiejś fikuśnej porze w środku tygodnia, w przerwie pomiędzy zajęciami.
I z tego powodu kino ARS, z szumem projektora (zwanego przeze mnie zawsze, za "Historią kina w Popielawach" Jana Jakuba KolskiegoKinomaszyną), przyciemnionym światłem (naprawdę jest przyciemnione czy podpowiada mi to wyobraźnia?) i świetnym repertuarem od pierwszej minuty podbiło moje serce.



książka: David Parkinson, 
"100 idei, które zmieniły film", 2011


Książkę Davida Parkinsona świetnie się czyta: naprawdę wciąga, można chłonąć ją z pasją idea po idei i na każdej stronie odkrywać z jednej strony informacje, z drugiej kolejne tytuły filmów "do obejrzenia".
Nie jest to jednak klasyczne kompendium wiedzy, raczej publikacja, którą powinno się traktować jako inspirację i pretekst do pogłębiania wiedzy. Mimo to widzę, że w miarę czytania tej książki zyskałam (lub przypomniałam sobie) pewne pojęcia, które pomogą mi w formułowaniu myśli dotyczących filmów i to uważam za jej największą zaletę.

A jakie są Wasze Filmowe Odkrycia Sierpnia?

7 sierpnia 2013

Filmowe Odkrycia Lipca

Nie zawsze mam wystarczająco dużo czasu na to, by wyczerpująco opisać Wam filmy, które oglądam lub te, które mnie z jakiegoś powodu zachwyciły, zaintrygowały lub chociaż zaciekawiły.
Dlatego na początku każdego miesiąca będę dzieliła się z Wami moimi filmowymi (i okołofilmowymi!) olśnieniami minionych trzydziestu dni. 
Mam nadzieję, że moje krótkie opisy zainspirują Was do seansów (i lektury).

Lipiec 2013

film: "Zeszłej nocy", reż. Massy Tadjedin, 2010


Jest to jeden z filmów, w których pozornie nic się nie dzieje: czwórka bohaterów, niewiele wnętrz, niespieszne tempo... i właśnie takie filmy lubię szczególnie, ponieważ to, co uwodzi w nich najbardziej to wciągająca gra emocji i uczuć.

Joanna (Keira Knightley) i Michael (Sam Worthington) są młodym (i tak, tak - bardzo atrakcyjnym) małżeństwem. Pewna noc, podczas której Joanna spotka swojego dawnego ukochanego Alexa (Guillaume Canet), a którą Michael spędzi ze swoją koleżanką z pracy, ponętną Laurą (Eva Mendes), podda w wątpliwość to, co łączyło ich do tej pory. 


Największymi atutami tego filmu są bez wątpienia jego kameralny klimat oraz aktorzy, którzy zostali prześwietnie dobrani do swoich ról (dzięki "Zeszłej nocy" ostatecznie przekonałam się do Keiry Knightley, a Guillaume Canet gra samym spojrzeniem porywająco jak nikt inny).

Jeśli znacie podobne filmy (mi przychodzą na myśl na przykład "Rozmowa z gwiazdą", "Like Crazy", "Zakochać się" czy "Restless"), koniecznie mi o nich napiszcie! 


film: "The Deep Blue Sea", reż. Terence Davies, 2011


Film Terrence'a Davisa to czysta filmowa melancholia, w której historia spełnia raczej drugorzędną rolę: żona sędziego (Rachel Weisz) wdaje się w pełen pasji romans z pilotem sił powietrznych (Tom Hiddleston), który okazuje się być natomiast czystą destrukcją. 

Mam wrażenie, że to obraz, który wymaga naprawdę szczególnej atmosfery seansu - zaburzona chronologia i bardzo duży ładunek naprawdę intymnych, niełatwych emocji, a także miejscami teatralne aktorstwo sprawiają, że może wydawać się on dosyć trudny w odbiorze, podczas gdy z drugiej strony te cechy sprawiają, że "The Deep Blue Sea" jest tak wyjątkowy.


To również film, dzięki któremu chcę poznać resztę ról Toma Hiddlestone'a, a Rachel Weisz jest w nim wprost zachwycająca.


książka: Jan Jakub Kolski, "Kulka z chleba", 1998


To jest najbardziej osobiste odkrycie i na pewno sami macie wiele podobnych, swoich własnych - ja czytając "Kulkę z chleba" przekonałam się, że mój ulubiony polski reżyser, Jan Jakub Kolski, jest artystą totalnym i uwielbiam to, że mogę nie tylko z zamiłowaniem oglądać jego filmy, ale również czytać jego książki. Tą pierwszą zachwyciłam się od pierwszych stron.
W swojej debiutanckiej powieści Kolski przenosi się znów w rejony znane chociażby z filmów "Jańcio Wodnik", "Pograbek" czy "Historia Kina w Popielawach"Można odnaleźć w niej nie tylko silne fascynacje realizmem magicznym Gabriela Garcii Marqueza, ale także spotkać samego kolumbijskiego pisarza pod postacią jednego z bohaterów. "Kulka z chleba" to powieść metaliteracka, przepiękna rozprawa o byciu pisarzem i o zmaganiu się z przeszłością - nie tylko własną, ale także kreowanego, powieściowego świata.
Już nie mogę doczekać się przeczytania kolejnej powieści Kolskiego (a także następnego filmu reżysera, o ostatnim, "Zabić bobra", pisałam TUTAJ).

fotografie: listal.com