Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jennifer Connelly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jennifer Connelly. Pokaż wszystkie posty

11 września 2011

Requiem Dla Snu


Muszę przyznać, że ocena tego filmu zawsze sprawiała mi pewien problem: od momentu kiedy go obejrzałam nie mogę oprzeć się wrażeniu, że już w momencie jego premiery (2000 rok) tematyka tego filmu była już odrobinę nieaktualna. Przez myśl wielokrotnie przeszło mi "Przecież to wszystko w kinie już było", jednak ostatnio coś nakazało mi jeszcze raz bliżej przyjrzeć się temu filmowi - książka "Requiem dla snu" Huberta Selby Jr, wydana przez Wydawnictwo Niebieska Studnia. I przyznam, że żałuję, iż nie znałam tej książki wcześniej (z drugiej strony - nic dziwnego, na jej polskie tłumaczenie musieliśmy czekać aż do 2010 roku, ale przekład Elżbiety Gałązki-Salamon jest wprost fenomenalny!).


"Requiem dla snu" zostało napisane w 1978 roku. Autor książki, Hubert Selby Jr, urodził się w 1928 roku na Brooklynie. Chorował na gruźlicę, przebył wiele poważnych operacji, a pisanie wydawało mu się być lekarstwem na bezczynność. Jego pierwszą powieścią była "Last exit to Brooklyn" ("Piekielny Brooklyn"), w Polsce została wydana w 2009 roku, także nakładem Wydawnictwa Niebieska Studnia (możecie o niej poczytać TUTAJ). Twórczość Huberta Selby Jr cechuje to, iż autor nie pozostawiał czytelnikowi żadnych złudzeń: pisał o społecznym marginesie, niezrozumieniu, sam borykając się z chorobą, alienacją i biedą w swoich powieściach kreował świat do bólu przesiąknięty smutkiem. Wiele z jego powieści zawiera wątki autobiograficzne (sam zaprzeczył jednak, jakoby "Requiem dla snu" było powieścią w pełni autobiograficzną). Hubert Selby Jr zmarł w 2004 roku.


Sam film Aronofsky'ego wydaje mi się teraz być naprawdę dobrą ekranizacją, oddającą cały klimat tej mrocznej, trudnej, psychodelicznej książki. Darren Aronofsky powiedział: "Musiałem zrobić film na podstawie tej książki, gdyż słowa aż palą jej stronice" - i to w filmie naprawdę widać. Reżyser nie sili się na dodatkowe interpretacje, przeciwnie, wszystkie filmowe zabiegi mają przede wszystkim podkreślić to, co w książce najważniejsze, czyli (znów - prawdopodobnie ulubiony motyw Aronofsky'ego) - OBSESJE.


Czwórka bohaterów z Brooklynu, goniąc marzenia (a jednocześnie - uciekając przed samotnością) wpada w pułapkę uzależnień. Harry (Jared Leto) jest uzależniony od heroiny i wraz z przyjacielem Tyrone C. Love (Marlon Wayans) zajmuje się dilerką. Marion (Jennifer Connelly), dziewczyna Harry'ego, sama pogrążona w nałogu odrzuca swoją moralność i godność w imię konieczności zdobycia narkotyków.


Wstrząsający naturalizm powieści szokuje przeniesiony na ekran. Zmieszanie z błotem (i heroiną) american dream, które wyrażają młodzi główni bohaterowie (W książce pięknie opisane są marzenia Harry'ego i Marion, którzy planują założenie teatrokawiarni, mekki najmodniejszych nowojorskich artystów. Utalentowana plastycznie Marion pragnie oddać się sztuce. Harry widzi siebie jako szczęśliwego yuppie, młodego biznesmena odnoszącego błyskotliwe sukcesy. Nie muszę dodawać, iż heroina niszczy wszystko).


Film jest dobrze wyreżyserowany i cechuje go znakomity, bardzo dynamiczny montaż. Najciekawszym, naprawdę poruszającym i jak dla mnie, jedynym do tej pory w stu procentach aktualnym wątkiem jest jednak historia matki Harry'ego, Sary, brawurowo zagranej przez Ellen Burstyn. Sara Goldfarb, Żydówka (w filmie nie rzuciło mi się to tak mocno w oczy, natomiast w książce jest to jeden z najważniejszych epitetów opisujących Sarę i determinujących jej postępowanie oraz przekonania na każdy temat), maniaczka telewizji marzy o tym, by wystąpić w teleturnieju.


Gdy wydaje jej się, ze taka szansa właśnie nadeszła, wyciąga z szafy swoją czerwoną sukienkę, przypominającą jej o najlepszych czasach. Samotna, znajdująca rozrywkę tylko w telewizji i podczas plotkarskich popołudni z wścibskimi sąsiadkami, uzależnia się od pigułek odchudzających, wierząc, że gdy z powrotem zmieści się w sukienkę (którą włożyła podczas Bar Micvy jej syna, Harry'ego), jej życie, jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki stanie się piękniejsze.


Na koniec, na wielki plus dla filmu i reżysera, napiszę pewien truizm - muzyka z "Requiem dla snu" jest genialna (przykre, że aż tak wyświechtana ostatnimi czasy przez uczestników różnego rodzaju programów rozrywkowych). Kompozycje Clinta Mansella (który z Aronofskym pracował także przy nagrywaniu muzyki do "Pi", "Źródła", "Zapaśnika" i "Czarnego Łabędzia") mrożą krew w żyłach, a wykonanie legendarnego, istniejącego od 1973 roku kwartetu smyczkowego Kronos Quartet pozostanie już na zawsze zapamiętana jako jedna z najjaśniejszych gwiazd w historii muzyki filmowej. Najbardziej znany fragment, "Lux Aeterna" w oryginalnym wykonaniu możecie znaleźć na przykład TUTAJ.


Naturalizm tej książki jest naprawdę porażający, a styl - zupełnie oryginalny i indywidualny (szczególną uwagę zwraca zapis dialogów i stylizacja językowa charakterystyczna dla każdej postaci). Abyście mogli sami się o tym przekonać, dzięki uprzejmości wydawnictwa Niebieska Studnia mam dla Was do wygrania aż trzy egzemplarze "Requiem dla Snu" w dzisiejszym konkursie!


Aby zdobyć jeden z nich, wystarczy wysłać do mnie poprawną odpowiedź na pytanie:

Kto był scenarzystą filmu "Requiem dla snu"? 
(podpowiadam: było ich dwóch!)

mailem na adres: 
kinofilka@gmail.com
Na poprawne odpowiedzi czekam do soboty, 17 września.
Powodzenia!


fotografie: gutekfilm.com.pl, listal.com, cubbymovie.com

3 kwietnia 2011

Kinomaszyna 3. - Narkotyki w filmach


Już teraz zapraszam Was na czwarty odcinek mojej Kinomaszyny w UniRadiu - we wtorek o 21:00 zaprezentuję Wam kolejną porcję ciekawego kina.
Jedną z archiwalnych audycji (numer 2, o różnych sposobach przedstawienia w kinie dziewczęcych problemów dojrzewania, możecie znaleźć TUTAJ)


Tymczasem, chciałam w skrócie przypomnieć to, o czym mówiłam w miniony wtorek.
Zawsze w pewien sposób fascynował mnie sposób przedstawiania w kinie problemu narkotyków i substancji halucynogennych. Oczywiście, te przykłady, o których pokrótce napiszę to jedynie kropla w morzu, ale mam nadzieję, że oddadzą one różnorodność form, w jakie filmowcy ubierają ten temat.

"Mechaniczna Pomarańcza"
reż. Stanley Kubrick
1971

Streszczenie fabuły będzie sporym uproszczeniem filmu, jednak mówiąc w kilku słowach: w nieokreślonej przyszłości charyzmatyczny młodzieniec Alex (Malcolm McDowell) przewodzi grupie chuliganów dopuszczających się gwałtów, rozbojów i walczących z innymi gangami.  Zdrada kompanów powoduje, że Alex trafia do więzienia i tam zostaje poddany eksperymentalnej terapii dr Ludovica, powodującej niezdolność do jakichkolwiek – nawet obronnych – aktów przemocy, gdyż sama idea przemocy zaczyna sprawiać mu ból.
Alex staje się swoistym bohaterem tragicznym - mimo całego okrucieństwa, jakie wyrządzał, w nas, widzach, rodzi się w stosunku do niego autentyczne współczucie.


Film Stanley'a Kubricka to ekranizacja powieści Anthony'ego Burgessa - wiele można by powiedzieć o związkach filmu z książką, która była formą eksperymentu lingwistycznego. W oryginale powieść została napisana w stworzonym przez autora slangu, hybrydy kolokwialnego języka angielskiego z zapożyczeniami rosyjskimi. Wsłuchując się w filmowe dialogi możemy doszukać się stylizacji na te książkowe.
Film w Wielkiej Brytanii został uznany za dzieło stymulujące do popełniania przestępstw, ponieważ u Kubricka skłonności Alexa do przemocy są, paradoksalnie!, jednym z najbardziej ludzkich instynktów w zdehumanizowanym, podporządkowanym mechanicznej przemocy społeczeństwie.  
Mówi się, że Alex był groźnym anarchistą, który przez system państwowej pedagogiki został zredukowany do formy bezwolnego robota, a następnie użyty do rozgrywek politycznych.


Narkotyki nie są co prawda głównym bohaterem czy motywem pojawiającym się w "Mechanicznej Pomarańczy", jednak czuję się obowiązku wspomnienia o tym filmie przede wszystkim dlatego, że bardzo mocno wpłynął on na późniejsze kino, stając się inspiracją dla niezliczonych tekstów kultury. Poza tym, Alex i jego druhowie uwielbiają spędzać czas w barze mlecznym Korova, który bynajmniej nie jest tak niewinny, jakby można się było spodziewać. W barze, którego wystrój ma portretować nagie kobiety i inspiroway jest rzeźbami artysty Allena Jonesa, serwowane jest mleko z dodatkiem narkotyków na bazie opium, meskaliny czy adrenochromu uznawanego za silny psychodelik, porównywany z LSD. Substancje te mają więc niemały wpływ na zachowanie Alexa i jego bandy.


"Mechaniczna Pomarańcza" do dzisiaj pozostaje jednym z najbardziej oryginalnych filmów w historii kina, ze swoją historią, sposobem wykreowania świata i przesłaniem. 
A najbardziej hipnotyzujący w filmie jest bez wątpienia Malcolm McDowell w roli Alexa. Dla niego zdecydowałam się obejrzeć "Kaligulę" Tinto Brassa, co jest chyba najlepszym dowodem na to, jak bardzo byłam nim zachwycona. 


"Trainspotting"
reż. Danny Boyle
1996

W tym roku minie 15 lat od premiery filmu "Trainspotting" - historię edynburskich junkies nazwano "Mechaniczną Pomarańczą" lat 90. To brutalna i komiczna opowieść, brawurowo wyreżyserowana i zagrana, ze znakomitą ścieżką dźwiękową.


Film powstał na podstawie (niełatwej do zekranizowania!) powieści Irvine'a Welsha. Ta niszowa, dziwaczna, radykalna opowieść, a jednocześnie – dość nieoczywista historia rozpoczęła wielki boom na wszystko, co brytyjskie.

Film paradoksalnie wykreował gwiazdy, przede wszystkim – Ewana McGregora. Szybko skompletowano obsadę, bo twórcom nie zależało na znanych nazwiskach. McGregor specjalnie schudł i ogolił głowę, jakby całym sobą mówił "Ta rola jest moja". Andrew McDonald, producent filmu przyznał, że wybór przystojnego Ewana wydał się wielu ludziom kontrowersyjny. Myśleli, że twórcy filmu dosłownie wyrwą historię z jej społecznego, patologicznego tła, oni jednak zdecydowanie chcieli uniknąć powtórki z "Dzieci z dworca ZOO". Jak przyznaje McDonald, miała to być mieszanka fantasy, humoru i dobrego stylu z elementami glamour.


Jednym z najważniejszych elementów w filmie jest szkocki akcent. Aktorzy przygotowując się do roli nieustannie go używali, wychodząc do pubów w Glasgow podsłuchiwali sąsiadów przy stoliku obok, by jak najlepiej oddać warstwę językową książki.
Reżyser Danny Boyle podkreśla, iż największym problemem podobnych produkcji jest dylemat – jak zrobić film o narkotykach, żeby nie był koszmarnie nudny jak kino edukacyjne, a jednak – na tyle odpowiedzialnie, by nie stał się reklamą ćpania. Jednocześnie bardzo ważne było pokazanie, dlaczego narkotyki są dla bohaterów tak pociągające.


W połowie lat 90, kiedy powstawał "Trainspotting" wielką karierę robiło ecstasy, dlatego ówczesne nastroje odwzorowano także w filmie, mimo że pojawia się w nim głównie heroina.
Najważniejsza w filmie była wiarygodność – aktorzy spotykali się z grupą byłych narkomanów, który instruowali ich, jak najlepiej udawać proces narkotyzowania się. Każdy z nich zaopatrzony był w działkę, gdzie heroinę udawało kakao, a oni, pod okiem byłych heroinistów... ćwiczyli (zawiązywali sobie opaski, podgrzewali działkę, etc.)


Pewien dziennikarz zapytał Danny'ego Boyle'a, co o filmie "Trainspotting" myślą ćpuny. Reżyser odpowiedział wtedy "Ćpuny nie myślą o filmie tylko o tym, skąd wziąć następną działkę".

Kolory i muzyka są w tym filmie po to, by widzowie mogli poczuć ten sam haj, co bohaterowie. Sam Danny Boyle przyznaje, że nie uznaje "Trainspotting" za wyłącznie swój film. Mówi, że jest to raczej rodzaj manifestu specyficznej grupy i należy przede wszystkim do fanów.
Jest w tych opowieściach coś kosmicznego, jak o tym myślę, dostaję gęsiej skórki i jeszcze mocniej utwierdzam się w przekonaniu o swoistym uniwersalizmie tej historii.


Niestety, nie mogę tego samego powiedzieć o opowieści z filmu "Requiem dla snu".

"Requiem dla snu"
reż. Darren Aronofsky
2000

Film Darrena Aronofsky'ego wszedł do obecnego kanonu filmów uznawanych za trudne, ciekawe społecznie, który bulwersuje, perwersyjnie ciekawi, ale i w wielu widzach zmienia zupełnie podejście do kina oraz prezentowanych tam problemów.
Ja przyznam, że dla mnie sam film jest problemem. Wydaje mi się, że od 2000 roku naprawdę mocno się zestarzał i teraz, po 11 latach od premiery nie robi już odpowiedniego wrażenia.


Czwórka bohaterów z Brooklynu, goniąc marzenia wpada w pułapkę uzależnień. Harry (Jared Leto) jest uzależniony oprócz tego wraz z przyjacielem zajmuje się dilerką. Marion (Jennifer Connelly), dziewczyna Harry'ego, sama pogrążona w nałogu odrzuca swoją moralność i godność w imię narkotyku.
Film jest dobrze wyreżyserowany i cechuje go znakomity montaż oraz kapitalna muzyka Clinta Mansella, jednak przez większą część filmu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to wszystko już było i widziałam to wiele razy.


Najciekawszym i jedynym naprawdę poruszającym wątkiem jest jednak historia matki Harry'ego, Sary, brawurowo zagranej przez Ellen Burstyn. Sara, maniaczka telewizji marzy o tym, by wystąpić w teleturnieju. Gdy wydaje jej się, ze taka szansa właśnie nadeszła, wyciąga z szafy swoją czerwoną sukienkę, przypominającą jej o najlepszych czasach. Samotna, znajdująca rozrywkę tylko w telewizji i podczas plotkarskich popołudni z wścibskimi sąsiadkami, uzależnia się od pigułek odchudzających, wierząc, że gdy z powrotem zmieści się w sukienkę, jej życie, jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki stanie się piękniejsze.


Sight & Sound napisał: "Po obejrzeniu tego filmu nie będziesz tą samą osobą" - cóż, ja po seansie się nie zmieniłam, jednak mimo wszystko uważam, że film, będący tak mocno kultywowanym wśród widzów, warty jest obejrzenia.


Jak wspominałam, te filmy to jedynie kropla w morzu.
Szukając podobnej tematyki warto zwrócić uwagę jeszcze na takie tytuły, jak:
- "Las Vegas Parano", reż. Terry Gilliam
- "Człowiek, który gapił się na kozy" reż. Grant Heslov (pisałam o nim TUTAJ)
"Candy", reż. Neil Armfield
- "Blow", reż. Ted Demme
- "Human Traffic", reż. Justin Kerrigan
- "Cherrybomb", reż. Lisa Barrod D'Sa, Glenn Leyburn
- "Przekładaniec", reż. Matthew Vaughn (pisałam o nim TUTAJ)
- "Alicja w Krainie Czarów" (wytwórni Walta Disney'a z 1951 roku) 

Jeśli Wy macie podobne propozycje, chętnie je poznam!!!
Jeszcze raz zapraszam do słuchania wtorkowej audycji, o której więcej informacji znajdziecie TUTAJ.

Część informacji do artykułu pochodzi z magazynu FILM (nr 10/2006, ISSN 0137-436X)
fotografie: tumblr.com, listal.com, readingeagle.com, pg.ru, allmoviephoto.com.

12 stycznia 2011

Killers Kill, Dead Men Die


Z okazji zbliżającej się sesji zimowej i międzysemestralnych zaliczeń, dzisiaj coś do pooglądania - w klimacie idealnie oddającym obecnego ducha uczelni i szkół.
Powodzenia!
Za obiektywem, oczywiście, wspaniała Annie Leibovitz.
marzec 2007


Kirsten Dunst, Bruce Willis, James McAvoy


Rinko Kikuchi, Bill Nighy, Abigail Breslin,
Penélope Cruz, Ben Affleck


Alec Baldwin, Jennifer Connelly, Aaron Eckhart


Jack Nicholson


Sylvester Stallone, Djimon Hounsou,Forest Whitaker,
Robert Downey Jr., Jessica Biel, Tobey Maguire

Zapraszam na Facebooka!

fotografie: Vanity Fair