Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natalie Portman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natalie Portman. Pokaż wszystkie posty

24 marca 2014

Alfabet Wesa Andersona - część 1

Wielokrotnie pisałam tutaj, że jestem wręcz fanatyczną miłośniczką kina Wesa Andersona. Dlatego też z okazji premiery jego najnowszego filmu (która już w najbliższy piątek!) przygotowałam coś, co wprawi nas wszystkich w odpowiedni przedpremierowy klimat:

A - Aktorzy


Naprawdę uwielbiam, gdy reżyserzy zapraszają swoich ulubionych aktorów do ponownej współpracy. Jestem przekonana, że zawsze świadczy to o ogromnym zaufaniu z obu stron oraz świetnym, twórczym klimacie na planie, który pozwala wszystkim czuć się komfortowo. Nie inaczej jest w przypadku Wesa Andersona - Owen Wilson, Jason Schwartzman, Bill Murray (mówi się, że to Wes Anderson odkrył Billa Murray'a dla kina niezależnego. Zaproponował aktorowi rolę w "Rushmore", mimo że wiedział, iż stawką Murray'a było wtedy 9 milionów, a budżet filmu był niewielki. "No to obedniemy trochę zer" - miał powiedzieć Bill. I obciąć dokładnie trzy), Anjelica Huston, Willem Dafoe, Tilda Swinton, Adrien Brody czy Waris Ahluwalia - to nazwiska, które (ku mojej wielkiej uciesze) powtarzają się w listach obsadowych.
Ale jeśli miałabym z wymienionych wyżej nazwisk wybrać moją najulubieńszą konfigurację, bez wątpienia będzie to Wes Anderson i Jason Schwartzman


B - Baumbach Noah
C - Coppola Roman

To najwierniejsi współpracownicy Andersona w zakresie pisania scenariuszy.
Roman Coppola jest synem Francisa Forda Coppoli i tak, tak, bratem Sophii, z którą wielokrotnie pracował na planie (jako drugi reżyser lub producent). Jest również autorem reklam i teledysków (współpracował z Mobym, The Strokes, Marianne Faithfull czy Kylie Minogue).


Noah Baumbach natomiast jest nie tylko oryginalnym scenarzystą, ale również cenionym reżyserem. Jego (autobiograficzny) film "Walka żywiołów" został świetnie przyjęty przez krytykę i dał nazwę angielskiemu folkowo-rockowemu zespołowi Noah And The Whale, który stworzył kombinację imienia reżysera z oryginalnym tytułem "The Squid and the Whale". Sam Noah ma natomiast syna, któremu nadał imię Rohmer, w hołdzie mistrzowi francuskiego kina, Ericowi Rohmerowi
Kilka miesięcy temu było o Baumbachu szczególnie głośno w kontekście filmu "Frances Ha", który stworzył wspólnie ze swoją ukochaną, Gretą Gerwig (to ona również zagrała tytułową bohaterkę). 


D - Darjeeling

Czyli cel podróży głównych bohaterów "Pociągu do Darjeeling" (prawdopodobnie mojego ulubionego filmu z całej filmografii Andersona).
Peter (Adrien Brody), Jack (Jason Schwartzman) i Francis (Owen Wilson) to trzej bracia. Po roku nie rozmawiania ze sobą rozpoczynają podróż, podczas której chcą się zjednoczyć, odkryć samych siebie i otworzyć na to, co proponuje im świat. Tytułowy pociąg do Darjeeling ze swoimi wzorzystymi tapetami i specyficzną obsługą stanie się dla nich nie tylko środkiem transportu, ale także osobliwą przestrzenią do podsumowania dotychczasowego życia. 
O filmie pisałam TUTAJ.


F - Fantastyczny pan Lis

Wspaniała animowana ekranizacja prozy Roalda Dahla to jeden z moich najulubieńszych filmów animowanych wszech czasów. 
Tytułowy główny bohater (mówiący obłędnym głosem George'a Clooney'a) bez skrupułów okrada szkaradnych farmerów z małej wsi. Poszkodowani postanawiają więc wypowiedzieć mu wielką wojnę. Film z punktu widzenia estetyki jest naprawdę oszałamiający, to również skarbnica świetnego humoru i szczegółów, które sprawiają, że chce się do niego wracać i odkrywać te detale ponownie.



G - Genialny Klan

To właśnie od "Genialnego klanu" rozpoczęła się moja przygoda z Wesem Andersonem (ale, przyznam szczerze, miłością zapałałam do niego nieco później). 
Dysfunkcyjna rodzina, perwersyjna przyjemność w wypełnianie kadrów detalami, które możliwe są do odkrycia dopiero, gdy naciśniemy przycisk "pauza", barwna galeria zakręconych postaci (każda z własnym, jednakowo fascynującym, mikrokosmosem problemów, radości i dziwactw)... 
Plus, Stylówka Margot Tenenbaum (Gwyneth Paltrow): oczy wymalowane na czarno, tenisowa sukienka, torebka Birkin - bohaterka, wzorowana najprawdopodobniej na wizerunku Nico, modelce, jednej z muz Warhola, wokalistce Velvet Underground, wzbudziła podobną sensację, co sam film.




H - Hotele

Być może hotel, jako miejsce akcji, i jednocześnie bardzo interesująca przestrzeń do analizy, dołączyła na stałe do ulubionych przestrzeni Wesa Andersona. To przecież budynek pełen - identycznych, lub przeciwnie, dekorowanych różnorodnie - pokojów, które stanowią jedną całość, ale jednocześnie stają się na chwilę zupełnie osobistymi przestrzeniami dla osób, które je zasiedlają. To również zbiorowisko postaci, które pozornie przez pewien okres mieszkają zupełnie niezależnie od siebie, a jednak, poprzez bliskość i charakter budynku, tworzą w tym czasie zadziwiającą społeczność.
Zanim powstał "Grand Budapest Hotel", istniał już "Hotel Chevalier" (jako uzupełnienie jednego z wątków "Pociągu do Darjeeling"), czyli krótkometrażowa opowieść o pewnej miłości (a właściwie jej braku). W rolach głównych wystąpili Jason Schwartzman i Natalie Portman, a film (będący kwintesencją stylu reżysera) możecie obejrzeć TUTAJ.


K - Kostiumy

Jak wszystko w universum Wesa Andersona, również kostiumy nie mogą być zbiorem przypadkowych części garderoby. Zazwyczaj odpowiedzialna jest za nie żywa legenda kostiumografii, pochodząca z Włoch laureatka trzech Oscarów - Milena Canonero.
Artystka była stałą współpracowniczką Stanley'a Kubricka ("Barry Lyndon", "Mechaniczna pomarańcza"), stworzyła również niezapomniane kostiumy do "Marii Antoniny"
W przypadku najnowszego filmu Andersona, "Grand Budapest Hotel", inspiracjami dla Canonero były przede wszystkim fotografie Man Raya i George'a Hurrella, a także malarstwo Gustava Klimta, Keesa van Dongena, Tamary Łempickiej oraz George'a Grosza.


Co ciekawe, samego Wesa Andersona (i jego garnitury przestraszonego maturzysty) można odnaleźć na listach najlepiej ubranych reżyserów.

*   *   *
Niektóre informacje pochodzą z tekstu Barbary Hollender "Artysta, który innym ofiarowuje przyjaźń", który można znaleźć na stronie Rzeczpospolitej oraz TEGO tekstu na stronie Vanity Fair.

Ciąg dalszy nastąpi...

fotografie: hollywoodreporter.com, filmweb.pl, listal.com, blogs.indiewire.com

13 listopada 2012

(ulubione) Aktorki, część 3.

Dzisiaj chcę przedstawić Wam jeszcze kilka aktorek, które szczególnie lubię i cenię za ich filmografię.

(Zastanawiałam się, co z tą kolejnością i chyba naprawdę nie jest idealna. Ale nie to jest najważniejsze, tylko to, żebyście znaleźli trochę wartościowych filmowych inspiracji. Kolorowe tytuły to odnośniki do innych wpisów na blogu, zapraszam do klikania i czytania!)

7. Michelle Williams



Uwielbiam na nią patrzeć. Uwielbiam to, że teraz jest jej w kinie tak dużo i to, że nie boi się wizerunkowych eksperymentów - pomyślcie chociażby o zestawieniu jej Marilyn Monroe z "Mojego tygodnia z Marilyn" z Cindy z "Blue Valentine" (prawdopodobnie jak dotąd najlepszą rolą Williams) oraz Almą z "Tajemnicy Brokeback Mountain" (filmu, na punkcie którego szaleję do granic, jest genialny).



Niedawno rola Michelle Williams w "Take This Waltz", jak i sam film wzbudziły we mnie ambiwalentne uczucia, obejrzałam jednak niedługo potem wspaniałą "Synekdochę, Nowy Jork" i utwierdziłam się w przekonaniu, że to po prostu świetna aktorka.

8. Victoria Abril


fot. Aleksander Grześków

Role Victorii Abril także wzbudzają we mnie dosyć ambiwalentne uczucia, ale to tylko utwierdza mi w przekonaniu, że ta Hiszpanka z gigantycznym temperamentem nie jest mi obojętna.
Nie będzie zaskoczeniem, jeśli napiszę, że Victoria Abril to dla mnie przede wszystkim aktorka AlmodóvaraJej Andrea Caracortada z "Kiki" była jedną z głównych bohaterek mojej pracy licencjackiej. Jej Marina z filmu "Zwiąż mnie" to najkomiczniejszy portret syndromu sztokholmskiego. Rola w "Wysokich obcasach" to połowa niezwykłego duetu z Marisą Paredes, ukazującego skomplikowane relacje matki z córką.



Kilka razy pisałam o tym, że w tym roku w czerwcu miałam możliwość udziału w festiwalu CinemaJove w Walencji (wszystkie relacje znajdziecie TUTAJ!). Jedną z głównych zaproszonych osób była właśnie Victoria Abril, promująca  rozdzierający, miejscami nieco groteskowy i brutalny film "The Woman Who Brushed Off Her Tears" i właśnie wtedy przekonałam się, że to świetna, nieźle zakręcona artystka (tak samo jak rewelacyjny i pokręcony jest film "Mroczne żądze", w którym gra i  w którym zakochałam się od pierwszej sceny!). I od tamtej pory lubię ją jeszcze bardziej i nie mogę się doczekać, kiedy obejrzę kolejne filmy z jej filmografii, jak "101 Reykjavik", "Siódmy dzień" czy "Kochankowie".


fot. Aleksander Grześków

9. Aktorki Almodóvara 

Gdy tylko skończyłam pisać powyższe dwa słowa, zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest to szufladkujące!
Przepraszam bardzo, ale nie potrafię inaczej: Carmen Maura, Chus Lampreave, Marisa Paredes, boska Rossy de Palma, Julieta Serrano... To kobiety, które darzę uwielbieniem tak wielkim, jak kino hiszpańskiego maestro.


Rossy de Palma

Jeśli nie do końca wiecie, o czym mówię, bo nigdy nie zapoznawaliście się z filmografią Pedro Almodóvara, spróbujcie odnaleźć sedno sprawy w "Kobietach na skraju załamania nerwowego", "Pośród ciemności" oraz "Volver"!


Chus Lampreave

10. I po raz kolejny nie potrafię się zdecydować.
Bo naprawdę podziwiam wiele innych aktorek, ale chyba po prostu nie myślę o nich tyle, ile o moich ulubionych i nie robię tak wiele, żeby jak najlepiej poznać ich filmografie. Mogłabym dopisać tutaj Natalie Portman (lubię ją w "Leonie Zawodowcu", "Duchach Goi" i "Braciach"), Monicę Bellucci (obłędna w "Malenie", poruszająca w "Nieodwracalnych" i "Pasji"), skandalizującą Charlotte Gainsbourg (za "Jak we śnie"), Julianne Moore (która zachwyca TUTAJ oraz w "Godzinach", "Uwikłanych" i "Samotnym mężczyźnie"), oraz najmłodszą w zestawieniu Mię Wasikowską (która skradła moje serce rolą w "Restless")...

I znów mogłabym wymieniać bardzo długo. Chociaż tym razem chyba lista wyczerpałaby się szybciej (niż w przypadku aktorów, o których pisałam TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ).




fotografie: listal.com

I jeszcze taki mały (ale dla mnie przemiły!) akcent na koniec:
Dziękuję bardzo dziewczynom z SHOT Magazine, za owocną (i, oczywiście, ciągle trwającą!) współpracę i zapraszam do czytania pisma na stronie internetowej o TUTAJ!



15 października 2012

Ubieranie kina. Odcinek 4, część 2.


Część 1. tekstu TUTAJ!
Romanse z projektowaniem dla filmu ma również za sobą Karl Lagerfeld, dyrektor artystyczny domu mody Chanel. Spośród całej jego filmografii na największą uwagę zasługują przede wszystkim „Uczta Babette” Gabriela Axela oraz „Wysokie obcasy” Pedro Almodóvara. Pierwszy z nich to historia dwóch sióstr: Filippy i Martine, które poświęcając całe życie ojcu-pastorowi, wyrzekły się zupełnie swojej prywatności. Zgorzkniałe, mieszkają w zapomnianej przez świat duńskiej wiosce, w bardzo pobożnej społeczności, która w wiele lat po śmierci duchownego spotyka się, by chwalić jego pamięć i Boga. 

Najbardziej intrygującą postacią jest tu jednak tytułowa bohaterka, której siostry wiele lat temu ocaliły życie, będąca, jak się później okazuje, byłą szefową kuchni. Uczta Babette jest więc wielką, wystawną kolacją w stylu francuskim, podczas której pokazywana codziennie na pokaz skromność i wstrzemięźliwość jej uczestników zostaje wystawiona na pokuszenie. Kostiumy będące odzwierciedleniem skromnego życia oraz pochodzenia sióstr i ich towarzyszy (zgrzebne, płócienne bluzki i spódnice, czarne zestawy, białe kołnierzyki) w finałowej scenie wykwintnej kolacji zmieniają swoją funkcję stają się tłem, które znakomicie podkreśla kulinarną orgię, która rozgrywa się w kuchni i na stole. 


„Wysokie obcasy” to również historia rodzinna, jednak głównymi bohaterkami filmu Pedro Almodóvara są matka i córka. Becky del Páramo (Marisa Paredes) porzuciła córkę, Rebeckę (Victoria Abril), dawno temu, dla kariery piosenkarki. Po kilku latach wraca, by się z nią pojednać, jednak okazuje się, że są sobie zupełnie obce. Mocne osobowości, wyraziste postacie kobiece i motywy transgederowe to jedne z wielu czynników, które sprawiają, że projektowanie kostiumów do filmów Hiszpana to niespotykanie interesujące wyzwanie.



Rebeka, prezenterka telewizyjna grana przez Victorię Abril, gdy wyznaje w programie na żywo, że zabiła swojego męża, ma na sobie właśnie żakiet od Chanel (który bardzo przypomina słynny różowy kostium tej samej marki, jaki Jackie Kennedy Onassis miała na sobie w chwili zamachu na Johna F. Kennedy’ego). W rozmowie z „Harper’s Bazaar” Almodóvar powiedział: „Uniformy od Chanel są niezwykle eleganckie. Wystarczy, że otworzysz szafę i wybierzesz jakikolwiek z nich, szczególnie, kiedy nie masz czasu, by zastanowić się, co  włożyć. W „Przerwanych objęciach” Penélope Cruz nosi również ubrania od Chanel”. 


Projektowanie kostiumów może za sobą nieść pewne kontrowersje. Takim przypadkiem okazała się być praca sióstr Kate i Laury Mulleavy (stojących za marką Rodarte) nad kostiumami do „Czarnego łabędzia” Darrena Aronofsky’ego. Film jest poruszającą opowieścią o mikrokosmosie nowojorskiego zespołu baletowego, pełnym zawiści, desperacji i psychofizycznej przemocy, w którym żyje Nina marząca o zdobyciu swojej wymarzonej roli: Odett w „Jeziorze łabędzim”. Dziewczyna musi odnaleźć w sobie pierwiastek, który uczyni z niej idealną kandydatkę do zagrania skomplikowanej, podwójnej roli: nie tylko słodkiego i niewinnego, białego łabędzia, ale i tytułowego, znacznie bardziej mrocznego, czarnego łabędzia. Nad Niną ciąży presja matki i niebotycznie wysokie wymagania despotycznego dyrektora oraz wyrzuty sumienia: to ona stając się główną konkurencją, zmusiła do usunięcia się w cień swoją dawną mistrzynię. 



Właśnie wtedy Nina (Natalie Portman) poznaje Lily (Mila Kunis), która z jednej strony może pomóc dziewczynie w przygotowaniu się do roli, jednak z drugiej strony jej destrukcyjny wpływ okazuje się być absolutnie druzgocący dla kruchej baletnicy. Jeszcze przed swoją premierą „Czarny łabędź” inspirował stylistów i projektantów zarówno z wielkich domów mody, jak i sieciówek (hipnotyzującej mocy baletu uległy między innymi Chanel, Alexander McQueen czy Chloe, a Benetton specjalnie układał swoje manekiny w pozy rasowych baletnic). Wiele kostiumów pojawiających się w filmie zostało rzeczywiście zaprojektowanych przez siostry Mulleavy: kreatorki od dawna znają się z odtwórczynią głównej roli, co więcej, Natalie Portman sama zaproponowała kandydaturę sióstr z Rodarte do pracy przy kostiumach inspirowanych światem baletu. W opisach filmu jako główna autorka kostiumów widnieje jednak Amy Westcott (która wcześniej współpracowała z reżyserem, Darrenem Aronofskym, przy jego „Zapaśniku”). Okazało się, że do momentu, w którym ogłaszano oficjalnego kostiumografa „Czarnego łabędzia”, Laura i Kate Mulleavy nie były członkiniami Amerykańskiej Gildii Kostiumologów, a w kontrakcie nie wymagały umieszczenia swoich nazwisk w napisach. I pomimo iż firma producencka Fox Searchlight chciała zasugerować wszystkie trzy panie w przypadku nominacji do filmowych nagród, zasady gildii pozostawały nieubłagane. Amy Westcott może się więc pochwalić między innymi nominacją do nagród BAFTA oraz nagrodą przyznawaną przez wspomnianą Gildię.


Projektowanie kostiumów dla filmu to pomoc w opowiadaniu historii, kreowaniu świata, nierzadko również tworzenie zupełnie osobnej, a jednak powiązanej z filmem opowieści. To garderoba, która nie przemija w ciągu jednego sezonu i właściwie nigdy tak naprawdę nie wychodzi z mody, co więcej, może stać się prawdziwą inspiracją… dla innych projektantów. I to chyba w tej dziedzinie największy z możliwych komplementów.
Bibliografia:

- clothesonfilm.com

- Laura Brown, „The World of Pedro Almodóvar”, „Harper’s Bazaar”, 09/2011 (dostępne przez www.harpersbazaar.com)
fotografie: listal.com, vanityfair.com

22 sierpnia 2012

Gwiezdne Wojny


Dawno nie pisałam niczego tutaj, ale mam na to całkiem zgrabne usprawiedliwienie. Po pierwsze, zrobiłam sobie wakacje od praktyk (i jednocześnie przymusową przerwę od pisania). Po drugie, musiałam jak najszybciej nadrobić pewną niewybaczalną zaległość, ale dzisiaj mam za sobą już prawie całą słynną sagę George'a Lucasa.


Jednym z przystanków na naszej trasie wyjazdowej była Sevilla - kręcono w niej jedną ze scen części II sagi (wyjątkowo słabe "Gwiezdne Wojny: Atak Klonów") - mimo wszystko całkiem kuszącą perspektywą było móc poczuć się jak Królowa Amidala (Natalie Portman) & Anakin Skywalker (Hayden Christensen). Przez cały pobyt w Sevilli nie mogliśmy oduczyć się nazwania przepięknego Placu Plaza de España inaczej, niż Plaza de Star Wars :)


Głupio się też chyba przyznawać tak otwarcie do tego, że dopiero teraz obejrzałam Sagę "Gwiezdnych Wojen", ale zawsze lepiej późno, niż później. Muszę przyznać, że nie stała się ona dla mnie osobistą sagą kultową, jednak rozumiem ten statut w odniesieniu do historii kina (a w szczególności kina gatunkowego).



Oczywiście, znacznie wyżej cenię klasyczne epizody IV-VI (1977, 1980, 1983). Przyznaję, że dobrze było poznać przeszłość bohaterów i historię całego konfliktu, które zaprezentowane zostały w częściach I-III (nakręconych w latach: 1999, 2002, 2005), jednak efekty specjalne przysłaniają w nich to, co w kolejnych (czyli, pod względem realizacji, chronologicznie wcześniejszych) jest najważniejsze: bohaterów, konflikt mocy (Dobra i Zła) czy wojnę wartości.


Nie będę oryginalna, jeśli dodam, że moją ulubioną postacią od razu stał się Han Solo (Harrison Ford): odważny bohater, będący jednocześnie wyjętym spod prawa przestępcą, który jest nie tylko świetnym pilotem, ale i pewnym siebie (oraz świetnie ubranym!) buntownikiem.



A jakie emocje wywołują w Was „Gwiezdne Wojny”? Która część zrobiła na Was największe wrażenie i których bohaterów darzycie największą sympatią?



fotografie: listal.com


27 lipca 2012

Pociąg do Darjeeling

reż. Wes Anderson
scen. Wes Anderson, Jason SchwartzmanRoman Coppola
2007

Film polecam w drugim numerze SHOT Magazine.


Peter, Jack i Francis to trzej bracia. Po roku nie rozmawiania ze sobą rozpoczynają podróż, podczas której chcą się zjednoczyć, odkryć samych siebie i otworzyć na to, co proponuje im świat. Tytułowy Pociąg do Darjeeling ze swoimi wzorzystymi tapetami i specyficzną obsługą stanie się dla nich nie tylko środkiem transportu, ale także osobliwą przestrzenią do podsumowania dotychczasowego życia. 


Cały film jest wielką grą: bracia grają ze sobą nawzajem plotkując, zawierając potajemne pakty i odkrywając tajemnice, których nie chcieli do tej pory wypowiedzieć na głos. Podczas przystanków w kolejnych miastach odkrywają nie tylko mentalność mieszkańców, piękno krajobrazów czy egzotykę rytuałów, ale także zaczynają pojmować, że zrozumienie przeszłości i pogodzenie się z nią stanie się kluczem do odzyskania wewnętrznej (dawno zagubionej) równowagi.


Reżyser gra z naszym zmysłem estetyki. Nic dziwnego, dbałość o filmową przestrzeń jest jedną z cech charakterystycznych jego twórczości. W „Pociągu do Darjeeling” pozwala nam upajać się kolorytem Indii (cały film jest swoistą demonstracją jego zainteresowania tą częścią świata oraz kinematografią Bollywood) i szczegółami wystroju pociągu, miesza siłę naturalnych kontrastów między naturą, architekturą a rytuałami i sprawia, że nieświadomie zaczynamy zwracać uwagę na wszystkie detale. Kostiumy do filmu zaprojektowała Milena Canonero, która wcześniej stworzyła dla Andersona charakterystyczne uniformy załogi statku w filmie „Podwodne życie ze Stevem Zissou”, a także między innymi oscarową garderobę w „Marii Antoninie” Sofii Coppoli czy niezapomniane kostiumy w filmach Stanley’a Kubricka („Lśnienie”, „Mechaniczna pomarańcza”, „Barry Lyndon”). Walizki Louis Vuitton, będące wizytówkami filmu, nośnikami wspomnień i zarazem równoprawnymi bohaterkami opowieści (podróżują z braćmi będąc ich największą pamiątką po ojcu) zaprojektował sam Marc Jacobs.


Kapitalny scenariusz stał się świetnym materiałem nie tylko dla reżysera, ale również dla aktorów: Peter (Adrien Brody) jest chodzącą melancholią, Jack (Jason Schwartzman) ma obsesję na punkcie swojej byłej dziewczyny i marzy o karierze pisarskiej, a Francis (Owen Wilson) wydaje się być najbardziej śmiałym i ułożonym z braci, podczas gdy w rzeczywistości również szuka równowagi: wszyscy trzej aktorzy stworzyli postacie z jednej strony kompletnie ze sobą kontrastujące, a jednocześnie tworzące, wbrew pozorom, bardzo zgraną drużynę. Warto zwrócić uwagę na pojawiających się w epizodach Billa Murray'a oraz Natalie Portman, a także Anjelice Huston, jedną z ulubionych aktorek Wesa Andersona, która w „Pociągu do Darjeeling” gra matkę głównych bohaterów.


Humor w filmach Wesa Andersona jest wysublimowany, żeby nie powiedzieć: odrobinę snobistyczny. Bazuje na chwilowych absurdach czy pozornie nic nie znaczących imponderabiliach. To świat, w którym drukarka i maszyna do laminowania stanowią niezbędny ekwipunek podczas duchowej podróży po Indiach. Co więcej, poza oryginalnością i niepowtarzalnym charakterem w twórczości Andersona można dostrzec jeszcze jedną wielką zaletę: ma w sobie dużo prawdy. To mądre kino, które nie może się znudzić. 


Wes Anderson powiedział kiedyś: „Najlepsze filmy mojego dzieciństwa to te, które do tej pory sprawiają mi przyjemność”. Idąc tym tropem pozostaje mi jedynie dodać, że cała filmografia Wesa Andersona jest czystą przyjemnością, którą warto odkryć.


Zauważyliście, jak dużo tu ostatnio Wesa Andersona? Recenzje innych jego filmów możecie przeczytać TUTAJ, lub klikajac po kolei:

10 września 2011

Czarny Łabędź


Tematem kilku najbliższych wpisów będą trzy najpopularniejsze filmy Darrena Aronofsky'ego. Dlaczego? Powodów jest kilka. Po pierwsze, to obecnie jeden z najmodniejszych, ale i jednocześnie chyba najciekawszych mainstreamowych twórców filmowych. Na początek - "Czarny Łabędź".

fotografie: Autumn de Wilde


Pamiętacie szał na punkcie "Czarnego Łabędzia", który ogarnął tysiące osób na początku tego roku? Wszyscy planowali wyjście do kina, nie mogli doczekać się premiery, Natalie Portman była oscarowym pewniakiem, a Aronofsky ugruntował swoją (już i tak mocną) pozycję bezwzględnego demaskatora ludzkich słabości, obsesji, szaleństwa i skrajnego poświęcenia.


Nie chcę szczegółowo streszczać fabuły, ale dla przypomnienia: Nina (Natalie Portman) jest baleriną w jednym z najlepszych zespołów baletowych w Nowym Jorku, a jej największy marzeniem i głównym celem jest zagranie Odett, głównej roli w "Jeziorze Łabędzim". W tej skomplikowanej, niejako dwuczęściowej postaci, Nina jest idealną kandydatką do roli słodkiego Białego Łabędzia, jednak aby wcielić się również w mroczną rolę Czarnego Łabędzia, musi obnażyć wszystkie najciemniejsze zakamarki swojej duszy.


Nina wychowywana była przez apodyktyczną matkę (Barbara Hershey), realizującą za pomocą córki własne niespełnione marzenia i ambicje. Podobny do niej jest Thomas (Vincent Cassel) - dyrektor grupy baletowej, bezwzględny krytyk dążący do (często wręcz niemożliwej) perfekcji. Niną targają też wyrzuty sumienia: to nie tylko wiek, ale także konkurencja, jaką jest Nina nakazuje dotychczasowej mistrzyni Beth Macintyre (Winona Ryder) usunięcie się w cień. Te wszystkie emocje, sytuacje i okoliczności składają się niczym puzzle w rzeczywistość, w której Nina zaczyna walczyć o siebie. Wtedy Poznaje Lily (Mila Kunis), która z jednej strony może pokazać Ninie niezbędne w wykreowaniu roli ciemne strony mocy. Z drugiej jednak strony destrukcyjny wpływ Lily, a także wymagania matki i Thomasa powoli prowadzą do tragedii.


Napisałam, że kino Aronofsky'ego to kino wielkich obsesji i ja dzisiaj skupię się na jednej z nich - Modzie. Bo "Czarny Łabędź" stał się ogromną inspiracją dla artystów z całego świata, szczególnie - w świecie Mody (nie tylko wielcy projektanci, ale także sieciówki zostały kompletnie zaczarowane przez hipnotyzującą moc baletu - na przykład Benetton nawet specjalnie układał na wystawach swoje manekiny w pozy rasowych baletnic). Nic dziwnego - Autorkami wielu kostiumów do "Czarnego Łabędzia" są siostry stojące za marką Rodarte - Kate i Laura Mulleavy.


W MOCA - The Museum of Contemporary Art w Los Angeles odbywała się nawet osobna wystawa kostiumów, które zostały zaprojektowane specjalnie dla filmu. Siostry Mulleavy przyznały, iż znają Natalie Portman od dawna i kilkakrotnie projektowały dla niej suknie na wielkie gale, a gdy po Hollywood rozeszła się plotka, iż poszukiwane są artystki do wykonania projektów inspirowanych światem baletu, Portman sama zaproponowała kandydaturę sióstr z Rodarte.


Nie obyło się jednak w tej kwestii bez pewnych kontrowersji - w opisach filmu jako główną autorkę kostiumów podaje się niejaką Amy Westcott, która wcześniej współpracowała z Aronofskym przy "Zapaśniku". Do momentu, kiedy ogłaszano oficjalnego projektanta kostiumów "Czarnego Łabędzia", siostry Mulleavy nie były jeszcze członkiniami Gildii Projektantów Kostiumów, a w kontrakcie nie wymagały umieszczenia swoich nazwisk w napisach. I pomimo iż Fox Searchlight chciało zasugerować wszystkie trzy panie w wypadku nominacji do filmowych nagród, zasady gildii pozostawały nieubłagane.



Nie można też pominąć interpretacji filmu z kontekście samej Natalie Portman. Przecież jej kariera jest idealnym modelem przemiany brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia, który posiada już na swoim koncie naprawdę wiele ważnych ról (które z powodzeniem równoważą takie kwiatki w jej filmografii jak "Sex Story" czy "Your Highness").


Jest jeszcze jeden powód dla którego piszę o filmach Darrena Aronofsky'ego: pewnie wielu z Was widziało film "Requiem dla Snu", ale prawdopodobnie nie wszyscy wiedzą, że film jest adaptacją książki Huberta Selby Jr. To jedna z propozycji wydawnictwa Niebieska Studnia - o tej książce napiszę jutro trochę więcej, możecie dostać ją w księgarniach i poczytać o niej TUTAJ. Będę miała dla Was również trzy egzemplarze "Requiem dla snu" do wygrania w jutrzejszym filmowym konkursie, dlatego - bądźcie czujni!


fotografie: interviewmagazime.com, trendland.net