reż. Łukasz Palkowski
scen. Hanna Samson
2011
Na pewno zdarza Wam się czasami obejrzeć film, który macie później ochotę jak najszybciej wymazać z pamięci. Najchętniej w ogóle nie przyznawalibyście się do tego, że kiedykolwiek go widzieliście! Ja powiększyłam tę listę o kolejny film i chciałam to przemilczeć, ale później pomyślałam, że warto Was ostrzec przed zmarnowaniem przeszło półtorej godziny, podczas której moglibyście obejrzeć coś o niebo lepszego. Mówię o filmie "Wojna Żeńsko-Męska" w reżyserii Łukasza Palkowskiego.
Tym razem mój Chłopak skomentował, iż "Wojna żeńsko-męska" jest jeszcze gorsza od "Ciacha" Patryka Vegi. I ma absolutną rację. A jeśli miałabym powiedzieć, co to oznacza w praktyce (dla wszystkich, którzy nie mieli wątpliwej przyjemności zapoznać się z tym arcydziełem) - i jeden i drugi to prostu filmy obiektywnie bardzo złe.
Co jest w filmie "Wojna Żeńsko-Męska" aż tak złego? Po pierwsze: scenariusz Hanny Samson. Historia jest totalnie sci-fi. Basia (Sonia Bohosiewicz), którą mąż zostawił dla dużo młodszej kobiety mieszka z córką (Maja Bohosiewicz) i zmaga się z bezrobociem i niestabilnością emocjonalną przyjaciela-geja (Wojciech Mecwaldowski). Z pomocą przyjaciółki (Grażyna Szapołowska) znajduje pracę jako autorka felietonów w piśmie "Wyuzdana", zaczyna prowadzić psychofizjologiczne badania i w mgnieniu oka staje się znaną w całym kraju specjalistką od męskiego przyrodzenia, zakłada Klinikę Prącia i eksperymentuje z przyjmowaniem testosteronu.
W międzyczasie w życiu Basi pojawia się potencjalny kandydat na trwały związek (Tomasz Karolak) i dwóch innych kochanków, jej córka próbuje ułożyć sobie życie, a sama Basia staje się chętnie zapraszaną do telewizji Skandalistką.
Najbardziej zadziwił mnie fakt, jak twórcy filmu mogli pomyśleć, że wśród JAKIEJKOLWIEK społeczności 'wyuzdane' felietony lub Klinika Prącia (w której Basia poprzez dotykanie męskich genitaliów określała... osobowość badanego) czy polegający na tych samych praktykach teleturniej "Whose is Whoy?" mogłyby KIEDYKOLWIEK zainteresować setki tysięcy ludzi. I czy wystarczy w materiałach promocyjnych dodać epitet 'bezpruderyjny', żeby w ten sposób tłumaczyć najbardziej idiotyczne rozwiązania fabularne? Dodatkowo cały scenariusz jest naszpikowany seksistowskimi banałami.
Co więcej, Łukasz Palkowski jest również autorem filmu "Rezerwat", za który został uhonorowany Paszportem Polityki, otrzymał Złote Lwy w Gdyni za debiut i dlatego TYM BARDZIEJ nie rozumiem, jak mógł nakręcić coś tak koszmarnego, jak "Wojna Żeńsko-Męska". "Rezerwat" z 2007 roku nie jest może arcydziełem, ale to film, który ma w sobie pewną świeżość, jest bezpretensjonalny, opowiada zajmującą, dość sentymentalną i poniekąd wzruszającą historię, w której jedną z głównych bohaterek jest... warszawska Praga. Filmografia Palkowskiego pokazuje także, iż ma on swoich ulubionych aktorów - Sonia Bohosiewicz, Tomasz Karolak czy Mariusz Drężek wystąpili już w jego wcześniejszych filmach (oprócz "Rezerwatu" Palkowski ma na swoim koncie jedną krótkometrażówkę i współpracę reżyserską przy serialu "39 i pół"). Nie jestem przekonana, czy wystąpią w kolejnych.
Podsumuję - szkoda. Szkoda reżysera i jego zaprzepaszczonej szansy. Szkoda czasu na tak słaby film. Szkoda fajnych aktorów (Tomasz Kot, Wojciech Mecwaldowski, Mariusz Drężek), iż wzięli udział w takiej masakrze. Nie wiem nawet, czy nie szkoda czasu na pisanie o "Wojnie Żeńsko-Męskiej", ale chyba mogę tylko mieć nadzieję, iż moja Misja Zniechęcająca zakończy się sukcesem...
fotografie: filmpolski.pl







