Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gwyneth Paltrow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gwyneth Paltrow. Pokaż wszystkie posty

24 marca 2014

Alfabet Wesa Andersona - część 1

Wielokrotnie pisałam tutaj, że jestem wręcz fanatyczną miłośniczką kina Wesa Andersona. Dlatego też z okazji premiery jego najnowszego filmu (która już w najbliższy piątek!) przygotowałam coś, co wprawi nas wszystkich w odpowiedni przedpremierowy klimat:

A - Aktorzy


Naprawdę uwielbiam, gdy reżyserzy zapraszają swoich ulubionych aktorów do ponownej współpracy. Jestem przekonana, że zawsze świadczy to o ogromnym zaufaniu z obu stron oraz świetnym, twórczym klimacie na planie, który pozwala wszystkim czuć się komfortowo. Nie inaczej jest w przypadku Wesa Andersona - Owen Wilson, Jason Schwartzman, Bill Murray (mówi się, że to Wes Anderson odkrył Billa Murray'a dla kina niezależnego. Zaproponował aktorowi rolę w "Rushmore", mimo że wiedział, iż stawką Murray'a było wtedy 9 milionów, a budżet filmu był niewielki. "No to obedniemy trochę zer" - miał powiedzieć Bill. I obciąć dokładnie trzy), Anjelica Huston, Willem Dafoe, Tilda Swinton, Adrien Brody czy Waris Ahluwalia - to nazwiska, które (ku mojej wielkiej uciesze) powtarzają się w listach obsadowych.
Ale jeśli miałabym z wymienionych wyżej nazwisk wybrać moją najulubieńszą konfigurację, bez wątpienia będzie to Wes Anderson i Jason Schwartzman


B - Baumbach Noah
C - Coppola Roman

To najwierniejsi współpracownicy Andersona w zakresie pisania scenariuszy.
Roman Coppola jest synem Francisa Forda Coppoli i tak, tak, bratem Sophii, z którą wielokrotnie pracował na planie (jako drugi reżyser lub producent). Jest również autorem reklam i teledysków (współpracował z Mobym, The Strokes, Marianne Faithfull czy Kylie Minogue).


Noah Baumbach natomiast jest nie tylko oryginalnym scenarzystą, ale również cenionym reżyserem. Jego (autobiograficzny) film "Walka żywiołów" został świetnie przyjęty przez krytykę i dał nazwę angielskiemu folkowo-rockowemu zespołowi Noah And The Whale, który stworzył kombinację imienia reżysera z oryginalnym tytułem "The Squid and the Whale". Sam Noah ma natomiast syna, któremu nadał imię Rohmer, w hołdzie mistrzowi francuskiego kina, Ericowi Rohmerowi
Kilka miesięcy temu było o Baumbachu szczególnie głośno w kontekście filmu "Frances Ha", który stworzył wspólnie ze swoją ukochaną, Gretą Gerwig (to ona również zagrała tytułową bohaterkę). 


D - Darjeeling

Czyli cel podróży głównych bohaterów "Pociągu do Darjeeling" (prawdopodobnie mojego ulubionego filmu z całej filmografii Andersona).
Peter (Adrien Brody), Jack (Jason Schwartzman) i Francis (Owen Wilson) to trzej bracia. Po roku nie rozmawiania ze sobą rozpoczynają podróż, podczas której chcą się zjednoczyć, odkryć samych siebie i otworzyć na to, co proponuje im świat. Tytułowy pociąg do Darjeeling ze swoimi wzorzystymi tapetami i specyficzną obsługą stanie się dla nich nie tylko środkiem transportu, ale także osobliwą przestrzenią do podsumowania dotychczasowego życia. 
O filmie pisałam TUTAJ.


F - Fantastyczny pan Lis

Wspaniała animowana ekranizacja prozy Roalda Dahla to jeden z moich najulubieńszych filmów animowanych wszech czasów. 
Tytułowy główny bohater (mówiący obłędnym głosem George'a Clooney'a) bez skrupułów okrada szkaradnych farmerów z małej wsi. Poszkodowani postanawiają więc wypowiedzieć mu wielką wojnę. Film z punktu widzenia estetyki jest naprawdę oszałamiający, to również skarbnica świetnego humoru i szczegółów, które sprawiają, że chce się do niego wracać i odkrywać te detale ponownie.



G - Genialny Klan

To właśnie od "Genialnego klanu" rozpoczęła się moja przygoda z Wesem Andersonem (ale, przyznam szczerze, miłością zapałałam do niego nieco później). 
Dysfunkcyjna rodzina, perwersyjna przyjemność w wypełnianie kadrów detalami, które możliwe są do odkrycia dopiero, gdy naciśniemy przycisk "pauza", barwna galeria zakręconych postaci (każda z własnym, jednakowo fascynującym, mikrokosmosem problemów, radości i dziwactw)... 
Plus, Stylówka Margot Tenenbaum (Gwyneth Paltrow): oczy wymalowane na czarno, tenisowa sukienka, torebka Birkin - bohaterka, wzorowana najprawdopodobniej na wizerunku Nico, modelce, jednej z muz Warhola, wokalistce Velvet Underground, wzbudziła podobną sensację, co sam film.




H - Hotele

Być może hotel, jako miejsce akcji, i jednocześnie bardzo interesująca przestrzeń do analizy, dołączyła na stałe do ulubionych przestrzeni Wesa Andersona. To przecież budynek pełen - identycznych, lub przeciwnie, dekorowanych różnorodnie - pokojów, które stanowią jedną całość, ale jednocześnie stają się na chwilę zupełnie osobistymi przestrzeniami dla osób, które je zasiedlają. To również zbiorowisko postaci, które pozornie przez pewien okres mieszkają zupełnie niezależnie od siebie, a jednak, poprzez bliskość i charakter budynku, tworzą w tym czasie zadziwiającą społeczność.
Zanim powstał "Grand Budapest Hotel", istniał już "Hotel Chevalier" (jako uzupełnienie jednego z wątków "Pociągu do Darjeeling"), czyli krótkometrażowa opowieść o pewnej miłości (a właściwie jej braku). W rolach głównych wystąpili Jason Schwartzman i Natalie Portman, a film (będący kwintesencją stylu reżysera) możecie obejrzeć TUTAJ.


K - Kostiumy

Jak wszystko w universum Wesa Andersona, również kostiumy nie mogą być zbiorem przypadkowych części garderoby. Zazwyczaj odpowiedzialna jest za nie żywa legenda kostiumografii, pochodząca z Włoch laureatka trzech Oscarów - Milena Canonero.
Artystka była stałą współpracowniczką Stanley'a Kubricka ("Barry Lyndon", "Mechaniczna pomarańcza"), stworzyła również niezapomniane kostiumy do "Marii Antoniny"
W przypadku najnowszego filmu Andersona, "Grand Budapest Hotel", inspiracjami dla Canonero były przede wszystkim fotografie Man Raya i George'a Hurrella, a także malarstwo Gustava Klimta, Keesa van Dongena, Tamary Łempickiej oraz George'a Grosza.


Co ciekawe, samego Wesa Andersona (i jego garnitury przestraszonego maturzysty) można odnaleźć na listach najlepiej ubranych reżyserów.

*   *   *
Niektóre informacje pochodzą z tekstu Barbary Hollender "Artysta, który innym ofiarowuje przyjaźń", który można znaleźć na stronie Rzeczpospolitej oraz TEGO tekstu na stronie Vanity Fair.

Ciąg dalszy nastąpi...

fotografie: hollywoodreporter.com, filmweb.pl, listal.com, blogs.indiewire.com

8 października 2012

Ubieranie kina. Odcinek 3, część 1.


Odcinek 3: osobowości mody.

Gdy kilka tygodni temu pisałam, że Wikipedię zamieniłam na Voguepedię, mówiłam zupełnie poważnie. Magazyn „Vogue”, biblia mody, przeszło rok temu stworzył swoistą encyklopedię, podzieloną na osiem kategorii (między innymi Projektanci, Modelki czy Punkty zwrotne), z której, jeśli dobrze poszukamy, możemy dowiedzieć się między innymi, kiedy i w jakich okolicznościach na okładkę „Vogue” trafił Richard Gere, kto zalicza się (według redakcji) do osobowości mody i co o każdej z osób napisano w magazynie. 


Jak na razie baza nie jest zbyt obszerna, ale już dosyć interesująca. We wspomnianym dziale Osobowości największą grupę tworzą aktorki: nic dziwnego, w końcu moda, a w szczególności media mówiące o modzie są teraz znakomitym narzędziem filmowej promocji. Co można więc rozumieć pod pojęciem „osobowość mody”?
Dzisiaj posłużę się kilkoma zgrabnymi przykładami.
Jeansowa Gwyneth
Kolejne ikony mody pojawiają się z podejrzanie dużą częstotliwością (a może ten związek wyrazowy jest po prostu nadużywany?), ale wśród nich zawsze będą takie, które zasługują na większe zainteresowanie, niż reszta. W 2002 roku Plum Sykes napisał o Gwyneth Paltrow (nie tylko ikonie stylu, ale i aspirującej guru kuchni): „Nie jest może innowatorką, jednak jej talent do wyławiania przebojowych zestawów ubrań sprawia, że władają one wyobraźnią świata jak nigdy przedtem – zanim nie włożyła ich Gwyneth” – nic dziwnego, że gdy została pewnego dnia sfotografowana w parze jeansów z naszytymi kieszeniami marki Blue Cult, popyt na nie wzrósł tak bardzo, że jeansy zyskały nową nazwę – „Gwyneth”. 

„Vogue” dodaje, że nawet postacie, w które wciela się Paltrow mogą rozpalić nowe trendy. Oczy wymalowane jak u pandy, tenisowa sukienka, torebka Birkin: Margot Tenenbaum z filmu „Genialny Klan” Wesa Andersona (wzorowana być może na wizerunku Nico, modelce, jednej z muz Warhola, wokalistce Velvet Underground) wzbudziła podobną sensację, co sam film.


Złote agrafki i seksualna frustracja
Czasami sensację większą, niż filmy wywołują ich premiery lub kampanie promocyjne. W pierwszym wypadku jednym z najbardziej sztandarowych przykładów jest pewna premiera z 1994 roku, na której Elizabeth Hurley, ówczesna dziewczyna Hugh Granta, pojawiła się w czarnej kreacji od Versace, spiętej złotymi agrafkami w dwudziestu czterech miejscach. Filmem, który wyświetlano w kinie była komedia „Cztery wesela i pogrzeb”, jednak Hurley absolutnie przyćmiła grającą główną rolę Andy MacDowell„W owej chwili” – pisał „Vogue” – „która w świecie brukowców nabrała takiego znaczenia, jak Boże Narodzenie ma dla chrześcijan, narodziła się gwiazda”
Jeśli chodzi o materiały prasowe towarzyszące jakiejś głośnej premierze, warto przypomnieć sobie chociażby przykład Michaela Fassbendera. Po zagraniu we „Wstydzie” Steve’a McQueena, czyli jednym z najbardziej oczekiwanych filmów ubiegłego roku, poruszającej opowieści o trzydziestoletnim yuppie uzależnionym od seksu i pornografii, Fassbender stał się etatowym fotograficznym seksualnym frustratem i homme fatale sesji zdjęciowych kolorowych magazynów. Po tym, jak magazyn „GQ” kilka lat wcześniej napisał, że Michael Fassbender jest najlepszym towarem eksportowym Irlandii od czasów Guinnessa, przy okazji kolejnego wywiadu z aktorem bardzo wyraźnie nawiązał stylistyką sesji zdjęciowej towarzyszącej rozmowie do tematyki „Wstydu”


„Vogue” natomiast jest jednym z pism, które co jakiś czas zapraszają topowych aktorów do przemyślanych, wysmakowanych sesji mody, które mają na celu nie tylko zaprezentowanie ubrań, ale i opowiedzenie jakiejś historii. Stąd na przykład w kwietniu 2012 roku Michael Fassbender towarzyszył Natalii Vodianovej w fotograficznej historii o nowoczesnej parze, a dwa lata wcześniej: Jeremy Renner, Larze Stone w sesji pod tytułem „Niebezpieczne związki”

Być może nie stali się od razu ikonami mody, jednak pokazali, że pasują do sesji fotograficznych tak samo, jak modelki do miejsca przed kamerą na planie filmowym, czyli… coraz lepiej.

ciąg dalszy nastąpi, a ja zapraszam do zaglądania również na
Facebooka!
cały tekst do przyłapania
TUTAJ
fotografie: listal.com, vogue.com, gq.com

21 stycznia 2011

Szczypta Inspiracji


Kochani!
Bardzo dziękuję Wam za wszystkie SMSy w głosowaniu na Blog Roku. Nie udało mi się co prawda zakwalifikować do kolejnego etapu (zabrakło całkiem niewiele, być może uda się w przyszłym roku), jednak dodaliście mi niesamowicie dużo energii i chęci do dalszej pracy i pisania. Dziękuję również za całą masę pięknych, miłych słów i wszystkie komentarze. Nieustannie czekam na kolejne, również te krytyczne, chętnie dowiem się też, o czym chcielibyście tutaj przeczytać. Jesteście po prostu boscy, niczym Cate Blanchett na fotografiach Annie Leibovitz.

Dzisiaj pokażę Wam trochę filmowych inspiracji z kultowego Vogue'a. Przepraszam też, że ostatnio prezentuję Wam więcej obrazków, niż ciekawej treści, jednak naprawdę, mam bardzo dużo pracy i bardzo mało czasu.
 

Pamiętacie Jeremy'ego Rennera z "Hurt Lockera"? Mam wrażenie, że mimo głównej roli w filmie, który okazał się największym oscarowym czarnym koniem, Renner wciąż czeka na swoje prawdziwe pięć minut. W międzyczasie, pisze piosenki, gra w zespole i pozuje do modowych sesji z Larą Stone. Można i tak.


Fotografował: Steven Klein.


Kiedyś nie lubiłam Gwyneth Paltrow - przede wszystkim po roli w "Zakochanym Szekspirze", który jest dla mnie absolutną filmową pomyłką. Jej lekko cierpiący wyraz twarzy dobrze pasował jednak do roli chociażby Sylvii Plath lub Michelle w filmie "Kochankowie" (o którym pisałam TUTAJ). Niedawno Hollywood najwyraźniej polubiło historie o przebrzmiałych gwiazdach country - wystarczy wspomnieć świetne "Crazy Heart" z fenomenalnym Jeffem Bridgesem w roli głównej. W ten sam nurt wpisuje się najnowszy film Paltrow, "Country Strong" - podobno Gwyneth zagrała w nim świetnie.

Fotografował: Jeffrey Steingarten.




Anne Hathaway z roku na rok podoba mi się coraz bardziej. Od "Pamiętnika Księżniczki" przez "Diabeł ubiera się u Prady" i "Tajemnice Brokeback Mountain" po "Rachel wychodzi za mąż". W jej filmografii mieszają się role w niezależnych produkcjach, hollywoodzkich hitach i lekkich komedyjkach, ale Anne w każdej roli jest świetna. Plus - jak dla mnie, to obecnie najpiękniejszy uśmiech amerykańskiego kina początków XXI wieku. Niedługo do kina wchodzi film "Miłość i inne używki", jednak słyszałam, że pomimo średniej fabuły (Hathaway partneruje Jake Gyllenhaal), obsada spisuje się znakomicie.


Fotografował: Mario Testino

fotografie: Vogue, Vanity Fair.

6 sierpnia 2010

Utalentowany Pan Ripley


Dzisiaj coś bardzo aktualnego - z jednej strony wspomnienie obłędnego rodzinnego wyjazdu do słonecznej Italii, z drugiej strony - jednego z moich ulubionych filmów, który po raz pierwszy oglądałam już kilka lat temu, ale do dziś zachwyca mnie historią, aktorstwem i wspaniałą muzyką. Kiedy kilka dni temu szliśmy cudną Via del Corso, to mój Tato przypomniał, że w Rzymie nakręcono część zdjęć do "Utalentowanego Pana Ripley'a" Anthony'ego Minghelli (1999).


I rzeczywiście - Dickie Greenleaf (Jude Law) mieszka ze swoją narzeczoną (Gwyneth Paltrow) we Włoszech i to właśnie tam odnajduje ich Tom Ripley (Matt Damon), Amerykanin wysłany do Italii przez ojca Dickiego, mającego nadzieję na sprowadzenie marnotrawnego syna z powrotem do domu. Tom Ripley jednak zaczyna prowadzić własną, niepokojącą grę i aby zdobyć to, czego od zawsze pragnął - prestiż i akceptację otoczenia, a także wygodne życie bez trosk o przyziemne problemy codzienności - nie cofnie się przed niczym.


Film jest niesamowicie błyskotliwy, niejednoznaczny, ma fantastyczny klimat, a Minghella okazuje się mistrzem w stopniowaniu napięcia. To hipnotyzująca adaptacja kryminału Patricii Highsmith (która o tytułowym Ripley'u napisała kilka książek, wielokrotnie ekranizowanych, a w rolę Toma Ripley'a wcielali się między innymi Dennis Hopper, John Malkovich i Alain Delon).


Dickie i Tom przybywają do Rzymu na jeden dzień, by zobaczyć się z przyjacielem Dickiego, Freddiem (Philip Seymour Hoffman). Scena spotkania z Freddiem została nakręcona na Piazza Navona, w jednym z ulubionych miejsc cyganerii artystycznej całego świata.





Gdy Freddie i Dickie rozpoczynają swoją podróż po jazzowych klubach, Tom wybiera zwiedzanie - mistrzowskie zdjęcia Johna Seale'a ukazują piękno Rzymu - można zobaczyć wąskie uliczki pamiętające Cezara, Muzeum Kapitolińskie czy Forum Romanum.


Tom powraca do Rzymu kilka tygodni później. Zatrzymuje się w Grand Hotelu, robi zakupy w butiku przy Piazza di Spagna i umawia się w kawiarni przy Schodach Hiszpańskich ze spotkaną przypadkowo znajomą Meredith (Cate Blanchett).





Niesamowity film, niesamowite miasto.
Zdjęcia Rzymu robiła Utalentowana Panna Julita.

6 marca 2010

Oscarowe Pomyłki


W ramach budowania oscarowego nastroju ...

Przeglądam artykuły dotyczące minionych Akademii, nominacje, kontrowersje, nagrody... właśnie.
Dlatego dzisiaj: subiektywny przegląd Oscarów (po 1990 roku), które (ewidentnie!) powinny mieć innego właściciela lub chociaż mogły przypaść w udziale komu innemu.



Werdykt z 1998 roku jest dla mnie najbardziej niezrozumiały. Najlepszym filmem okazał się "Zakochany Szekspir" w reżyserii Johna Maddena.
Kostiumy, słodka, inspirowana Szekspirem historyjka o miłości na scenie teatru elżbietańskiego - w tym filmie nie ma nic, co mogłoby wzbudzić we mnie jakiekolwiek emocje. Banał, którego nie ratują nawet wielkie nazwiska w rolach drugoplanowych.

ZNACZNIE bardziej na nagrodę zasługiwała "Cienka Czerwona Linia" Terrence'a Malicka: Historia na tle II Wojny Światowej, która wbija w fotel i wwierca w pamięć (jak kilkanaście lat wcześniej "Pluton" o Wietnamie).

Najlepszą aktorką została wtedy Gwyneth Paltrow w filmie "Zakochany Szekspir". Jaki film, taka rola. mdła, bez wyrazu. O wiele bardziej imponujące kreacje stworzyły Cate Blanchett ("Elisabeth"), Emily Watson ("Hilary i Jackie") czy Meryl Streep ("One True Thing").

Jeśli chodzi o nagrody aktorskie, mam więcej wątpliwości.

W 1993 roku Tommy Lee Jones (Oscar za rolę drugoplanową w filmie "Ścigany" Andrew Davisa) miał arcymocną konkurencję w postaci Leonardo DiCaprio w "Co gryzie Gilberta Grape'a" Lasse Hallströma, Ralpha Fiennesa w "Liście Schindlera" Stevena Spielberga i Pete Postlethwaite'a w filmie Jima Sheridana "W imię ojca".

W 1995 Nicolas Cage zgarnął Oscara za bardzo dobrą rolę w "Leaving Las Vegas" Mike'a Higgisa, podczas gdy bezbłędną (!!!) kreację skazanego na śmierć gwałciciela spedzającego ostatnie dni swojego życia na rozmowach z siostra zakonną stworzył genialny Sean Penn w filmie Tima Robbinsa "Przed Egzekucją".

W 1996 Geoffrey Rush dostał Oscara za rolę główną w filmie "Shine". Miał wtedy jednak bardzo (!!!) mocną konkurencję w postaci Ralpha Fiennesa za rolę w "Angielskim Pacjencie" Anthony'ego Minghelli i równie znakomitego Woody'ego Harrelsona w filmie "Skandalista Larry Flynt" Miloša Formana.

W 2000 roku "Gladiator" Ridley'a Scotta jako najlepszy film był dla mnie werdyktem zasłużonym, z kolei nagroda dla Russela Crowe'a za rolę Maximusa - już niekoniecznie. Mimo że Crowe był bardzo dobry, to Javier Bardem jako Reinaldo Arenas w "Zanim zapadnie noc" Juliana Schnabela był dla mnie bezkonkurencyjny.

Rok później Denzel Washington zgarnia Oscara za "Dzień Próby" Antoinego Fuqua (razem z Halle Berry tworzą wtedy parę pierwszych czarnoskórych aktorów, którzy w tym samym roku zdobyli nagrody główne w obu kategoriach aktorskich). Tutaj pojawia się pytanie: czy znów to nie Sean Penn powinien zgarnąć Oscara? - jego tytułowy Sam z filmu Jessiego Nelsona powinien być odpowiedzią (a pytanie dla mnie pozostaje retoryczne).

W 2005 roku trochę dyskusyjny wydawał mi się Oscar dla Reese Witherspoon za rolę June Carter w "Spacerze po Linie" Jamesa Mangolda (bardzo! konkurencyjna była Charlize Theron w "Dalekiej Północy" Niki Caro).

Natomiast w 2006 - czy Jennifer Hudson w "Deramgirls" Billa Condona była rzeczywiście lepsza od Cate Blanchett z "Notatek o Skandalu" Richard Eyre'a?

Nie zgodzę się też z zeszłorocznym pośmiertnym Oscarem dla Heatha Ledgera w "Mrocznym Rycerzu" Christophera Nolana - to bardzo sentymentalne zagranie przyćmiło, niestety, świetną rolę Philipa Seymoura-Hoffmana w "Wątpliwości" Johna Patricka Shanley'a. I nie jestem pewna, czy było naprawdę zasłużone.

Moje osobiste sympatie wymagałyby jeszcze kilku uwag (jak Oscar dla Daniela Day-Lewisa za "W imię ojca", Edwarda Nortona za "Lęk Pierwotny", Pedro Almodóvara za "Wszystko o mojej matce", dla Roberta de Niro za "Przebudzenia" czy nagrodę dla Meryl Streep za "Co się wydarzyło w Madison County"), jednak ówcześnie zwycięzcy byli równie dobrzy, jak wyniki mojego emocjonalnego zaangażowania.

A jutro spróbuję wytypować.
:)

10 września 2009

Two Lovers


reż. James Gray

scen. James Gray, Ric Menello

2008

Opowieść o mężczyźnie z Brooklynu, który rozpamiętując swoją utraconą miłość prowadzi podwójną uczuciową grę, poddając się na zmianę niszczącemu uczuciu do sąsiadki i budującemu do córki przyjaciół rodziców.



Film od samego początku jest niepokojący, ten niepokój podsyca rozedrgana muzyka, a ujęcia kamery doskonale obrazują specyficzną dynamikę Brooklynu. Leonard (bardzo dobry Joaquin Phoenix) zachowuje się jak niedoświadczony podlotek. Mieszka z rodzicami, miewa myśli samobójcze, na kobiety reaguje jak nieśmiały nastolatek i kreuje w swojej głowie obraz idealnej miłości.





Sąsiadka Lenny'ego - Michelle (zadziwiająco świeża i naturalna Gwyneth Paltrow) niewiele czyta, często się przeprowadza i ma stwierdzone ADHD.
Traktuje Leonarda jak brata, on ją - jak ideał, mówi: "Czasami czuję się martwy" jakby chciał powiedzieć, że tylko przy niej mógłby odżyć na nowo.



Leonard balansuje na granicy świata, który sobie wymarzył i świata, który dla niego wymarzyli rodzice.
W tym drugim spotyka Sandrę (Vinessa Shaw), która jest zauroczona jego artystyczną duszą i zamiłowaniem do fotografii, rozumie go i chce się nim opiekować.



Mężczyzna szukający uroczej stabilizacji z cudowną kobietą wybrałby życie happy ever after z Sandrą. Ponieważ jednak natura ludzka jest bardziej skomplikowana, niż prosta droga zdrowego rozsądku, rozedrgana, romansująca z żonatym mężczyzną Michelle staje się pociągającą enigmą, chodzącą fantazją, dla której Leonard jest w stanie zrobić wszystko. Kocha się z Sandrą przy dźwiękach opery - muzyce, którą wybrał masochistycznie jako tą, którą upodobała sobie Michelle.
Tak, jakby chciał powiedzieć, że jest panem swojego losu, a tak naprawdę, kiedy jego romantyczne plany ucieczki z ukochaną spala szara rzeczywistość, podnosi się z popiołów.
Bo od niedoświadczonego podlotka różni go zasadniczy szczegół - Lenny nie pali za sobą mostów, a wyjście awaryjne nie jest dla niego nieszczęściem. Happy end w filmie jest słodko-gorzki, ale nie banalny. Leonard patrzy w oczy swojej matce (Isabella Rossellini) na przyjęciu sylwestrowym, jakby mówił, że zmądrzał. I wreszcie wydoroślał.