Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julianne Moore. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julianne Moore. Pokaż wszystkie posty

22 lutego 2015

Przedoscarowe typowania

Jak zwykle nie wyrobiłam się z obejrzeniem wszystkich nominowanych filmów, ale to nie przeszkadza mi w równym stopniu, jak w poprzednich latach, emocjonować się dzisiejszym rozdaniem Oscarów.
Mimo że nie widziałam wszystkich filmów, mam jednak swoje typy:

Najlepszy film

Jestem rozdarta między dwoma filmami. Za co powinny otrzymać statuetkę?


"Birdman" za złożoną, szalenie ironiczną opowieść, będącą z jednej strony zjadliwą satyrą na Hollywood, a z drugiej strony przejmującą opowieścią o mężczyźnie, który zmaga się z własnym ego i poczuciem życiowej porażki.
O filmie pisałam TUTAJ.

"Boyhood" za ciepłą, ale nie przesłodzoną, tworzoną na przestrzeni dwunastu lat historię o rozpadzie pewnej rodziny i próbach jej funkcjonowania, o dojrzewaniu (zarówno do życia, jak i pewnych decyzji) i za sprawienie, że pozornie zwyczajne zdarzenia ogląda się z zainteresowaniem, podziwem, a nawet zachwytem nad portretowaną codziennością.
O filmie pisałam TUTAJ.

Najlepszy reżyser

Tutaj ponownie nie mogę się zdecydować.



Alejandro González Iñárritu, jeden z moich absolutnie ukochanych reżyserów, w "Birdmanie" zmienił kompletnie rejestr emocjonalny swojej twórczości i przeszedł od tworzenia najbardziej depresyjnych filmów świata ("21 gramów", "Biutiful") do historii, która bawi w szalenie błyskotliwy sposób (nie przestając zmuszać do refleksji). 
uwaga na marginesie: w zeszłym roku Oscara w tej kategorii zdobył Alfonso Cuarón, również Meksykanin, prywatnie przyjaciel Gonzáleza Iñárritu (panowie razem z Guillermo del Toro zwani są los tres Mariachis). Dlatego tym bardziej byłoby miło, jakby to Alejandro w tym roku wrócił do domu ze statuetką.

Richard Linklater natomiast osiągnął coś, co wydaje się być zadaniem karkołomnym - pokazał dwanaście zwyczajnych (chociaż z reguły dosyć dramatycznych) lat pewnej rodziny i udało mu się dzięki temu stworzyć pewną uniwersalną historię o rodzinnej miłości.

Najlepszy scenariusz oryginalny

"Birdman" (Armando Bo, Alexander Dinelaris, Nicolás Giacobone, Alejandro González Iñárritu) lub "The Grand Budapest Hotel" (Wes Anderson)
O filmie Andersona pisałam TUTAJ.

Najlepszy scenariusz adaptowany

"Whiplash" (Damien Chazelle) lub "Gra tajemnic" (Graham Moore)

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa


Mam podejrzenie, że nominacja dla Julianne Moore jest w pewnym sensie "uznaniowa" - jej rola w "Still Alice" jest dobra, Moore świetnie sportretowała dramat kobiety, która (w zbyt młodym wieku) dowiaduje się, że jest chora na Alzheimera, a jednocześnie wydaje mi się, że nie jest to najlepsza rola Moore w jej karierze (ja uwielbiam ją w "Daleko od nieba", "Godzinach" i "Uwikłanych"). Co nie zmienia faktu, że w tym roku chyba jednak góruje nad konkurentkami (i jej też najbardziej kibicuję).

Najlepszy aktor pierwszoplanowy


Według mnie jest to pojedynek feniksa odradzającego się z popiołów w pewnej złożonej, bardzo autotematycznej roli z bardzo młodym mistrzem aktorskiej techniki, a zatem statuetka trafi albo do rąk Michaela Keatona ("Birdman") albo Eddiego Redmayne'a ("Teoria wszystkiego").

Najlepsza aktorka drugoplanowa


Patricia Arquette, "Boyhood", najlepsze ogniwo całej produkcji.

Najlepszy aktor drugoplanowy 

 
Przejmujący, zawłaszczający cały ekran J.K. Simmons, "Whiplash" (chociaż Edward Norton w "Birdmanie" też był prześwietny)

Najlepszy film  nieanglojęzyczny


Nie widziałam wszystkich filmów nominowanych w tej kategorii (przede wszystkim jednego z faworytów, "Lewiatana"), niemniej całym sercem jestem za "Idą" (chociaż "Dzikie historie", których pisałam TUTAJ i "Mandarynki" to również kapitalne filmy).
Ta kategoria w ogóle zawsze wydawała mi się najdziwniejsza, bo okay, o ile można jakoś porównać ze sobą różne filmy pod względem produkcyjnym, czy gatunkowym, to jak porównywać filmy nie tylko różne gatunkowo, ale i zupełnie odmienne kulturowo?

Najlepszy montaż

"Boyhood" (Sandra Adair)

fot. Greg Williams

Najlepsze zdjęcia

"Birdman" (Emmanuel Lubezki)


Najlepsze kostiumy


Całym sercem jestem za Mileną Canonero ("The Grand Budapest Hotel"), która tworząc kostiumy do filmu Wesa Andersona inspirowała się malarstwem Klimta, Łempickiej i Grosza.

Najlepsza charakteryzacja i fryzury

"The Grand Budapest Hotel"

Najlepsza scenografia

"The Grand Budapest Hotel" (Anna Pinnock, Adam Stockhausen)



A Wy za kogo trzymacie kciuki???

fotografie: elcolombiano.com, elvistazo.es, metrotimes.com, indiewire.com, nymag.com

13 listopada 2012

(ulubione) Aktorki, część 3.

Dzisiaj chcę przedstawić Wam jeszcze kilka aktorek, które szczególnie lubię i cenię za ich filmografię.

(Zastanawiałam się, co z tą kolejnością i chyba naprawdę nie jest idealna. Ale nie to jest najważniejsze, tylko to, żebyście znaleźli trochę wartościowych filmowych inspiracji. Kolorowe tytuły to odnośniki do innych wpisów na blogu, zapraszam do klikania i czytania!)

7. Michelle Williams



Uwielbiam na nią patrzeć. Uwielbiam to, że teraz jest jej w kinie tak dużo i to, że nie boi się wizerunkowych eksperymentów - pomyślcie chociażby o zestawieniu jej Marilyn Monroe z "Mojego tygodnia z Marilyn" z Cindy z "Blue Valentine" (prawdopodobnie jak dotąd najlepszą rolą Williams) oraz Almą z "Tajemnicy Brokeback Mountain" (filmu, na punkcie którego szaleję do granic, jest genialny).



Niedawno rola Michelle Williams w "Take This Waltz", jak i sam film wzbudziły we mnie ambiwalentne uczucia, obejrzałam jednak niedługo potem wspaniałą "Synekdochę, Nowy Jork" i utwierdziłam się w przekonaniu, że to po prostu świetna aktorka.

8. Victoria Abril


fot. Aleksander Grześków

Role Victorii Abril także wzbudzają we mnie dosyć ambiwalentne uczucia, ale to tylko utwierdza mi w przekonaniu, że ta Hiszpanka z gigantycznym temperamentem nie jest mi obojętna.
Nie będzie zaskoczeniem, jeśli napiszę, że Victoria Abril to dla mnie przede wszystkim aktorka AlmodóvaraJej Andrea Caracortada z "Kiki" była jedną z głównych bohaterek mojej pracy licencjackiej. Jej Marina z filmu "Zwiąż mnie" to najkomiczniejszy portret syndromu sztokholmskiego. Rola w "Wysokich obcasach" to połowa niezwykłego duetu z Marisą Paredes, ukazującego skomplikowane relacje matki z córką.



Kilka razy pisałam o tym, że w tym roku w czerwcu miałam możliwość udziału w festiwalu CinemaJove w Walencji (wszystkie relacje znajdziecie TUTAJ!). Jedną z głównych zaproszonych osób była właśnie Victoria Abril, promująca  rozdzierający, miejscami nieco groteskowy i brutalny film "The Woman Who Brushed Off Her Tears" i właśnie wtedy przekonałam się, że to świetna, nieźle zakręcona artystka (tak samo jak rewelacyjny i pokręcony jest film "Mroczne żądze", w którym gra i  w którym zakochałam się od pierwszej sceny!). I od tamtej pory lubię ją jeszcze bardziej i nie mogę się doczekać, kiedy obejrzę kolejne filmy z jej filmografii, jak "101 Reykjavik", "Siódmy dzień" czy "Kochankowie".


fot. Aleksander Grześków

9. Aktorki Almodóvara 

Gdy tylko skończyłam pisać powyższe dwa słowa, zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest to szufladkujące!
Przepraszam bardzo, ale nie potrafię inaczej: Carmen Maura, Chus Lampreave, Marisa Paredes, boska Rossy de Palma, Julieta Serrano... To kobiety, które darzę uwielbieniem tak wielkim, jak kino hiszpańskiego maestro.


Rossy de Palma

Jeśli nie do końca wiecie, o czym mówię, bo nigdy nie zapoznawaliście się z filmografią Pedro Almodóvara, spróbujcie odnaleźć sedno sprawy w "Kobietach na skraju załamania nerwowego", "Pośród ciemności" oraz "Volver"!


Chus Lampreave

10. I po raz kolejny nie potrafię się zdecydować.
Bo naprawdę podziwiam wiele innych aktorek, ale chyba po prostu nie myślę o nich tyle, ile o moich ulubionych i nie robię tak wiele, żeby jak najlepiej poznać ich filmografie. Mogłabym dopisać tutaj Natalie Portman (lubię ją w "Leonie Zawodowcu", "Duchach Goi" i "Braciach"), Monicę Bellucci (obłędna w "Malenie", poruszająca w "Nieodwracalnych" i "Pasji"), skandalizującą Charlotte Gainsbourg (za "Jak we śnie"), Julianne Moore (która zachwyca TUTAJ oraz w "Godzinach", "Uwikłanych" i "Samotnym mężczyźnie"), oraz najmłodszą w zestawieniu Mię Wasikowską (która skradła moje serce rolą w "Restless")...

I znów mogłabym wymieniać bardzo długo. Chociaż tym razem chyba lista wyczerpałaby się szybciej (niż w przypadku aktorów, o których pisałam TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ).




fotografie: listal.com

I jeszcze taki mały (ale dla mnie przemiły!) akcent na koniec:
Dziękuję bardzo dziewczynom z SHOT Magazine, za owocną (i, oczywiście, ciągle trwającą!) współpracę i zapraszam do czytania pisma na stronie internetowej o TUTAJ!



12 sierpnia 2011

Wszystko W Porządku - KONKURS!


Nominowany do Oscara w czterech kategoriach film "Wszystko w porządku" Lisy Cholodenko już wkrótce będzie można kupić na DVD. Z tej okazji dzięki uprzejmości jego dystrybutora, firmy Gutek Film, dzisiaj ogłoszę pierwszy w historii bloga KONKURS - ale najpierw kilka słów o filmie (przypomnienie - dla tych, którzy go już widzieli i zachęcenie dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji go zobaczyć).

Gutek Film

Paul (Mark Ruffalo) jest typowym yuppie - singlem prowadzącym ekologiczną farmę na przedmieściach Los Angeles, wyznającym zasadę dobrej zabawy bez zobowiązań. Gdy pewnego dnia dowiaduje się, że ma dzieci (w wieku 19 lat uznał, że zostanie dawcą banku spermy może być idealnym sposobem na zarobienie kilku dolarów), przyjmuje to z radością, co więcej, ojcowski instynkt ogarnia go na tyle, iż chce bliżej poznać Lasera (Josh Hutcherson) i Joni (Mia Wasikowska), którzy zostali wychowani przez... dwie mamy. Nic (Annette Bening) i Jules (Julianne Moore) wydają się być naprawdę szczęśliwe. Nic jest lekarką, twardo stąpa po ziemi i ma się wrażenie, że to właśnie ona jest filarem ich rodziny. Jules natomiast ma odrobinę hippisowskie podejście do życia i wciąż nie może zrealizować się zawodowo. Nic i Jules ilustrują słynny frazes, według którego "przeciwieństwa się przyciągają", jednak nie na tyle silnie, by Paul nie mógł zagrozić wypracowywanej przez lata rówowadze ich domu. 

Gutek Film

Film nie jest, wbrew temu, co mogłoby się wydawać, lesbijskim manifestem. Dla Nic i Jules ich seksualność nie jest fundamentem, a film nachalnie nie nawołuje do tolerancji. Jednak, zostawia po sobie pewną refleksję. Nie daje żadnych gotowych recept na szczęście, ale jednocześnie sugeruje, jak ważne jest zaufanie i, paradoksalnie, bezwzględna akceptacja przekonań i potrzeb (zarówno partnera, jak i dzieci). Prawdopodobnie najmocniejszym atutem filmu jest koncertowe aktorstwo - najbardziej poruszającą rolę we "Wszystko w porządku" stworzyła nominowana do Oscara Annette Bening - jej Nic jest perfekcjonistką, dla której największym cierpieniem jest konieczność patrzenia na pęknięcia w stworzonej idylli. Bening nieznacznie ustępują Julianne Moore i Mark Ruffalo (którego ostatnio lubię coraz bardziej).

Gutek Film

Jak już pisałam, z okazji premiery,
DVD z filmem "Wszystko w porządku" wydawane przez Gutek Film możecie wygrać w konkursie!
- odpowiedź na pytanie 
Ile Złotych Globów zdobył film "Wszystko w porządku"?
wystarczy wysłać mailem na adres kinofilka@gmail.com.
Spośród poprawnych odpowiedzi wylosuję zwycięzcę, a na wysłanie maila macie czas do soboty, 20 sierpnia.
Powodzenia!!!

18 lutego 2011

Kategoria: Najlepsza Aktorka


Do uroczystego rozdania Oscarów zostało 10 dni.
Przyznam szczerze, że kategoria "Najlepsza Aktorka" nigdy nie wzbudzała we mnie wielkich emocji. W tym roku jednak właśnie z tą kategorią jestem zdecydowanie najbardziej na bieżąco.
The nominees are

Nicole Kidman
Becca Corbett w filmie "Między Światami"

(o tym filmie więcej pisałam TUTAJ)


Laureatka Nagrody Akademii za fenomenalną rolę Virginii Woolf w "Godzinach" tym razem nie rzuca na kolana. Jej rola matki zmagającej się ze śmiercią synka i kryzysem w małżeństwie jest... poprawna. Kidman potrafi oddać cały cynizm i oziębłość swojej bohaterki oraz jej upór w tworzeniu naokoło siebie wielkiego muru samotności z wyboru, jednak to, czego mi najbardziej brakuje, to współczucie. Którego, mimo chęci, w stosunku do bohaterki, nie potrafiłam z siebie wykrzesać.


Natalie Portman
Nina Sayers w filmie "Czarny Łabędź"



Pot, krew i łzy nie są najprostszym skojarzeniem z baletem, jednak reżyser Darren Aronofsky w swoim najnowszym filmie zabiera nas w dość psychodeliczną podróż do świata pozornej delikatności, piękna muzyki i tańca, by bezlitośnie obnażyć całą prawdę. Natalie Portman jako Nina - zdeterminowana baletnica, marząca o głównej roli w "Jeziorze Łabędzim" wznosi się na wyżyny swoich możliwości i umiejętności aktorskich. Sugestywnie portretuje obraz szaleństwa i emocjonalnego rozkładu, napędzanego chorymi ambicjami i zaciekłą rywalizacją. Gorący tytuł i świetna rola, za którą Portman zgarnia nagrodę za nagrodą.



Annette Bening
Nic w filmie "Wszystko w porządku"





Nic wraz z partnerką Jules (Julianne Moore) wychowują dwójkę nastoletnich dzieci - rodzinna sielanka kończy się, gdy wraz z przyjściem pełnoletności syn i córka chcą poznać swojego biologicznego ojca (Mark Ruffalo) i gdy ten, niespodziewanie, odkrywa w sobie ojcowskie instynkty i... pociąg do Jules. To przyjemny film i niezła rola, chociaż niekoniecznie przełomowa. Nic zmaga się z zazdrością, chęcią podtrzymania rodzinnej harmonii, zawodowymi wizjami partnerki i hormonami swoich dzieci. Bening to aktorsko bezapelacyjna klasa, jednak w oscarowym wyścigu palmę pierwszeństwa będzie musiała oddać koleżankom. Warto jednak dodać, że rola Annette Bening została bardzo ciepło przyjęta w środowisku LGBT.


Jennifer Lawrence
Ree Dolly w filmie "Do szpiku kości"



Nie chcę na razie pisać zbyt dużo o samym filmie, jednak zapewniam Was, że w ciągu (co najmniej!) ostatnich kilku miesięcy nie miałam okazji oglądać filmu, który zrobiłby na mnie tak mocne wrażenie. Na pewno potraficie wyobrazić sobie uczucie, jakby ktoś próbował rozpłatać Wasz mózg piłą mechaniczną. Podobnie można się poczuć oglądając najnowszy obraz Debry Granik - to, co dzieje się na ekranie nie mieści się w pojmowaniu moralności i człowieczeństwa przeciętnego widza, a Jennifer Lawrence tworzy w tym filmie perfekcyjną rolę nastolatki, która w świecie, gdzie nie obowiązują żadne zasady moralne, walczy o byt swojej rodziny (chorej matki i dwójki młodszego rodzeństwa). Rewelacyjnie odmalowuje upór i determinację swojej bohaterki, zmagającej się z przytłaczającą beznadzieją rzeczywistości, w jakiej musi żyć.



Michelle Williams
Cindy w filmie "Blue Valentine"




"Blue Valentine" to kameralna, intymna opowieść o wybuchu wielkiej miłości i późniejszym rozpadzie małżeństwa. Michelle Williams kapitalnie odnajduje się w podwójnej roli - zakochanej studentki wychowanej w domu rządzonym przez apodyktycznego ojca, uciekającej w krótkotrwałe (najczęściej prawdopodobnie jednonocne) związki bez przyszłości oraz - kilka lat później - oddanej matki i zmęczonej, zniechęconej życiem żony. Nie próbuje tłumaczyć swojej bohaterki, nie broni jej, ani nie oskarża, co uwalnia postać od narzuconej interpretacji. Aktorstwo jest absolutnie największą zaletą tego filmu, a partnerujący Williams Ryan Gosling jest równie fantastyczny jak ona.
Michelle Williams po "Blue Valentine" to moje absolutne osobiste odkrycie, chcę poznać więcej filmów z jej udziałem.

 


Biorąc pod uwagę entuzjazm zarówno krytyków, jak i widzów, przyznam, że najprawdopodobniej laureatką Oscara zostanie Natalie Portman, chociaż uważam, że Jennifer Lawrence, nawet, jeśli zostanie pokonana, po roli Ree Dolly wkrótce będzie miała Hollywood u swoich stóp.
Za kogo Wy trzymacie kciuki???

fotografie: vanityfair.com, vogue.com, allmoviephoto.com, teenvogue.com

2 stycznia 2011

Podsumowanie 2010 roku - część 2.


Ciąg dalszy podsumowań.

NAJBARDZIEJ WZRUSZAJĄCY FILM 2010

"Wszyscy mają się dobrze"
reż. Kirk Jones
2009



Serio. Oglądając ten film z wypiekami na policzkach, nie wiedziałam, czy większą miłością pałam do Roberta De Niro czy Sama Rockwella, a sama historia powaliła mnie na kolana i wzruszyła do łez (żeby nie powiedzieć: wzbudziła we mnie histeryczny szloch). Opowieść o ojcu, który po śmierci żony postanawia polepszyć kontakty z dziećmi i o jego dzieciach nie umiejących odnaleźć się w dorosłości jest naprawdę piękna, mądra, urzekająca i mimo wszystko - miejscami czarująco zabawna.


NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE 2010

"Chloe"
reż. Atom Egoyan
2009


Spodziewałam się porywającego, niepokojącego obrazu z fantastyczną obsadą oraz intrygującym i pełnym niespodzianek scenariuszem, a dostałam - owszem, gwiazdorską obsadę, ale w filmie, który nie trzyma w napięciu i jest bardzo przewidywalny. Niestety, próba przeniesienia dobrej historii na ekran dała bardzo letni efekt, podsycany efekciarsko skandalizującymi hasłami zapowiadającymi lesbijskie sceny miłosne z udziałem Julianne Moore i Amandy Seyfried. Burza w szklance wody, w rzeczywistości: do połowy pustej.


FENIKS Z POPIOŁÓW

"Autor Widmo"
reż. Roman Polański
2010



Roman Polański jakby na przekór całemu medialnemu szumowi i skandalom, które otaczały go przez kilkanaście miesięcy, pokazał, że wciąż jest w czołówce światowego kina. Nakręcił naprawdę dobry, inteligentny, wciągający thriller ze świetnym zakończeniem i obsadził w nim (oprócz Pierca Brosnana i Ewana McGregora, którym te role, jak się okazuje, pasowały jak ulał) rewelacyjną Kim Cattrall, która udowadnia, że jest kobietą z megaklasą.


ciąg dalszy nastąpi
tymczasem zapraszam na Facebooka!

fotografie: aceshowbiz.com, allmoviephoto.com

21 grudnia 2010

Secret Space (part III)


Ciąg dalszy artykułu, którego poprzednie części
możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.
Całość została opublikowana w Eclectic Magazine

Najbardziej fascynujące jest, iż zamknięta przestrzeń świetnie działa w niemal każdym gatunku filmowym. Wysmakowana komedia "8 kobiet" Françoisa Ozona wykorzystuje intrygę niczym z najlepszych książek Agathy Christie.
 

W środku zimy, w wielkim domu na odludziu zostaje zamordowany pan domu. Każda z tytułowych kobiet – bogata pani domu, jej matka, siostra-histeryczka, dwie córki, szwagierka, oddana służąca i atrakcyjna pokojówka - staje się podejrzaną zbrodni. Ujęta w konwencji kryminalnego musicalu historia dąży do odkrycia prawdy o śmierci gospodarza, a staje się swoistą spowiedzią pań, wśród których każda nie tylko ma motyw, ale i wiele ciemnych sekretów. Stylistyka rodem z lat 50. dodaje filmowi wiele uroku.


Ciekawie przestrzeń została potraktowana przez Fernando Meirellesa - reżysera filmu "Miasto ślepców". Portretuje on mieszkańców wielkiego miasta, których w niewyjaśnionych okolicznościach dotyka epidemia ślepoty. Wszyscy zostają zamknięci w bunkrze i podzieleni na grupy, które brutalnie walczą ze sobą o dominację, zapominając o wszelkich cechach świadczących o godności jako podstawie człowieczeństwa.


Ślepota jest tutaj jedynie przyczynkiem do umieszczenia bohaterów w sytuacji, która przeczy ich naturalnemu prawu do wolności. Nie tylko niemożność widzenia, ale (być może przede wszystkim) zminimalizowanie ich przestrzeni życiowej do pryczy i klaustrofobicznych korytarzy wzbudza strach, agresję i bunt, odziera ich z intymności i zmusza do poniżania się w imię chęci podtrzymania życia w makabrycznych warunkach.


Zamknięcie bohaterów w czterech ścianach paradoksalnie pozwala im się otworzyć. Odkryć odruchy i odczucia, o których nie zdawali sobie sprawy lub nie chcieli się przyznać o ich istnieniu. Nie sztuką jest bowiem zaprojektowanie przestrzeni, która będzie nadrabiała aktorsko-fabularne braki filmu, ale – pozwolenie jej na bycie niemal pełnoprawnym bohaterem opowieści.

fotografie: allmoviephoto.com, aceshowbiz.com

3 grudnia 2010

A Single Man

reż. Tom Ford
scen. Tom Ford, David Scearce
2009


Tom Ford
zaryzykował stwierdzenie, że moda stała się nudna. Zmienia się co sezon, jednak budowana jest z ciągle tych samych, inaczej jedynie przetwarzanych i określanych elementów. To kino wydało mu się najlepszą, najciekawszą i najbardziej dynamiczną alternatywą dla dotychczasowej działalności. Jego debiutancki film, "Samotny Mężczyzna" to opowieść o profesorze literatury (brawurowy Colin Firth), który nie może pogodzić się z nagłą śmiercią swojego wieloletniego partnera (Matthew Goode). Film opisuje jego wewnętrzne zmagania i przygotowania do zaplanowanego samobójstwa.


W ich trakcie jednak szereg zdarzeń niejako zmusza go do ponownego przemyślenia swojego życia – poznaje młodego, intrygującego studenta (bardzo obiecujący Nicholas Hoult), na parkingu spotyka męską prostytutkę (model Jon Kortarajena), idzie na kolację do swojej wieloletniej przyjaciółki (Julianne Moore) czy zaczyna baczniej przyglądać się osobom żyjącym w sąsiedztwie.


Wysmakowane kadry i bogata paleta kolorów podkreślają emocjonalną różnorodność postaci i zdarzeń (śmierć, cierpienie, przejmujące poczucie straty, ale i przebłyski optymizmu, jak wspomnienie pierwszego spotkania z kochankiem, wizyta u przyjaciółki czy pozornie nieistotna rozmowa z sąsiadką). Piękne kostiumy bezbłędnie odtwarzają niepokojąco dekadencki klimat rzeczywistości zniewalających jednocześnie swoją otwartością lat 60.


Reżyser podkreśla w wywiadach przerażająco osobisty stosunek do filmu. Wybór materiału do zekranizowania był dla Forda niemal oczywisty. Jeszcze jako student zakochał się w powieści Christophera Isherwooda wydanej w 1964 roku, sam też napisał scenariusz przyznając, że książka jest dla niego ważna z kilku względów.


Po pierwsze, jej siła polega na niebywałej uniwersalności – zależnie od momentu życia, w którym się znajdował, ludzi, którymi się otaczał czy doświadczeń, które zdobywał, mógł odczytywać ją wciąż na nowo.

 
Po drugie, sam jest w wieloletnim związku z Richardem Buckleyem (byłym redaktorem naczelnym "Vogue Hommes"), dlatego mógł potraktować temat bezpretensjonalnie i całkowicie naturalnie. "Samotny mężczyzna" nie jest bowiem homoerotyczną opowiastką o miłości mężczyzny do mężczyzny. Tom Ford nie uważa, iż jego seksualność jest jedną z najważniejszych rzeczy, które go definiują, przeciwnie. Nie chce być postrzegany ani jako reżyser-gej, ani jako reżyser-projektant mody (za kostiumy w jego filmie odpowiedzialna była Arianne Phillips, kreatorka kostiumów między innymi do "Skandalisty Larry'ego Flynta", "Przerwanej lekcji muzyki" czy "Spaceru po linie").


Co jest w tym filmie najwybitniejsze to fakt, że poprzez swój niesamowity instynkt, Fordowi udało się uniknąć wszelkich etykietek. Być może, paradoksalnie, to wieloletnie doświadczenie Forda w obcowaniu ze sztuką (którą moda jest bez wątpienia) sprawiło, że wykazał się on tak znakomitym wyczuciem w kreowaniu postaci i przestrzeni oraz umieszczaniu ich w fascynującej, poruszającej historii.

Zapraszam na filmowego Facebooka!
fotografie: http://www.aceshowbiz.com/