Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Keaton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Keaton. Pokaż wszystkie posty

22 lutego 2015

Przedoscarowe typowania

Jak zwykle nie wyrobiłam się z obejrzeniem wszystkich nominowanych filmów, ale to nie przeszkadza mi w równym stopniu, jak w poprzednich latach, emocjonować się dzisiejszym rozdaniem Oscarów.
Mimo że nie widziałam wszystkich filmów, mam jednak swoje typy:

Najlepszy film

Jestem rozdarta między dwoma filmami. Za co powinny otrzymać statuetkę?


"Birdman" za złożoną, szalenie ironiczną opowieść, będącą z jednej strony zjadliwą satyrą na Hollywood, a z drugiej strony przejmującą opowieścią o mężczyźnie, który zmaga się z własnym ego i poczuciem życiowej porażki.
O filmie pisałam TUTAJ.

"Boyhood" za ciepłą, ale nie przesłodzoną, tworzoną na przestrzeni dwunastu lat historię o rozpadzie pewnej rodziny i próbach jej funkcjonowania, o dojrzewaniu (zarówno do życia, jak i pewnych decyzji) i za sprawienie, że pozornie zwyczajne zdarzenia ogląda się z zainteresowaniem, podziwem, a nawet zachwytem nad portretowaną codziennością.
O filmie pisałam TUTAJ.

Najlepszy reżyser

Tutaj ponownie nie mogę się zdecydować.



Alejandro González Iñárritu, jeden z moich absolutnie ukochanych reżyserów, w "Birdmanie" zmienił kompletnie rejestr emocjonalny swojej twórczości i przeszedł od tworzenia najbardziej depresyjnych filmów świata ("21 gramów", "Biutiful") do historii, która bawi w szalenie błyskotliwy sposób (nie przestając zmuszać do refleksji). 
uwaga na marginesie: w zeszłym roku Oscara w tej kategorii zdobył Alfonso Cuarón, również Meksykanin, prywatnie przyjaciel Gonzáleza Iñárritu (panowie razem z Guillermo del Toro zwani są los tres Mariachis). Dlatego tym bardziej byłoby miło, jakby to Alejandro w tym roku wrócił do domu ze statuetką.

Richard Linklater natomiast osiągnął coś, co wydaje się być zadaniem karkołomnym - pokazał dwanaście zwyczajnych (chociaż z reguły dosyć dramatycznych) lat pewnej rodziny i udało mu się dzięki temu stworzyć pewną uniwersalną historię o rodzinnej miłości.

Najlepszy scenariusz oryginalny

"Birdman" (Armando Bo, Alexander Dinelaris, Nicolás Giacobone, Alejandro González Iñárritu) lub "The Grand Budapest Hotel" (Wes Anderson)
O filmie Andersona pisałam TUTAJ.

Najlepszy scenariusz adaptowany

"Whiplash" (Damien Chazelle) lub "Gra tajemnic" (Graham Moore)

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa


Mam podejrzenie, że nominacja dla Julianne Moore jest w pewnym sensie "uznaniowa" - jej rola w "Still Alice" jest dobra, Moore świetnie sportretowała dramat kobiety, która (w zbyt młodym wieku) dowiaduje się, że jest chora na Alzheimera, a jednocześnie wydaje mi się, że nie jest to najlepsza rola Moore w jej karierze (ja uwielbiam ją w "Daleko od nieba", "Godzinach" i "Uwikłanych"). Co nie zmienia faktu, że w tym roku chyba jednak góruje nad konkurentkami (i jej też najbardziej kibicuję).

Najlepszy aktor pierwszoplanowy


Według mnie jest to pojedynek feniksa odradzającego się z popiołów w pewnej złożonej, bardzo autotematycznej roli z bardzo młodym mistrzem aktorskiej techniki, a zatem statuetka trafi albo do rąk Michaela Keatona ("Birdman") albo Eddiego Redmayne'a ("Teoria wszystkiego").

Najlepsza aktorka drugoplanowa


Patricia Arquette, "Boyhood", najlepsze ogniwo całej produkcji.

Najlepszy aktor drugoplanowy 

 
Przejmujący, zawłaszczający cały ekran J.K. Simmons, "Whiplash" (chociaż Edward Norton w "Birdmanie" też był prześwietny)

Najlepszy film  nieanglojęzyczny


Nie widziałam wszystkich filmów nominowanych w tej kategorii (przede wszystkim jednego z faworytów, "Lewiatana"), niemniej całym sercem jestem za "Idą" (chociaż "Dzikie historie", których pisałam TUTAJ i "Mandarynki" to również kapitalne filmy).
Ta kategoria w ogóle zawsze wydawała mi się najdziwniejsza, bo okay, o ile można jakoś porównać ze sobą różne filmy pod względem produkcyjnym, czy gatunkowym, to jak porównywać filmy nie tylko różne gatunkowo, ale i zupełnie odmienne kulturowo?

Najlepszy montaż

"Boyhood" (Sandra Adair)

fot. Greg Williams

Najlepsze zdjęcia

"Birdman" (Emmanuel Lubezki)


Najlepsze kostiumy


Całym sercem jestem za Mileną Canonero ("The Grand Budapest Hotel"), która tworząc kostiumy do filmu Wesa Andersona inspirowała się malarstwem Klimta, Łempickiej i Grosza.

Najlepsza charakteryzacja i fryzury

"The Grand Budapest Hotel"

Najlepsza scenografia

"The Grand Budapest Hotel" (Anna Pinnock, Adam Stockhausen)



A Wy za kogo trzymacie kciuki???

fotografie: elcolombiano.com, elvistazo.es, metrotimes.com, indiewire.com, nymag.com

8 lutego 2015

Birdman

reż. Alejandro González Iñárritu
scen. Alejandro González Iñárritu, Nicolás Giacobone, Alexander Dinelaris, Armando Bo
2014


Akcja filmu rozgrywa się przede wszystkim wokół trzech postaci: są nimi Riggan Thomson (Michael Keaton), jego rozbuchane ego oraz niejaki Birdman, czyli filmowe wcielenie Thomsona sprzed lat, który nieustannie przypomina mu o tym, że jego sława straciła już swój dawny blask. Poznajemy Riggana w momencie, w którym wraca on na Broadway - ma szansę samodzielnie zaadaptować i wyreżyserować sztukę na podstawie opowiadania Raymonda Carvera. Planuje on też zagrać główną rolę i w ten sposób być może zetrzeć z siebie klątwę Birdmana. 
Riggan Thomson to rola nie tylko złożona, ale i wyjątkowo autotematyczna. Zapomniany nieco aktor, który niegdyś zdobył ogromną popularność wcielając się w kultowego superbohatera... Brzmi znajomo (Michael Keaton grał Batmana w filmowych wersjach Tima Burtona z 1989 i 1992 roku. Jego przeciwnikami byli wtedy Joker, człowiek-Pingwin, Kobieta-kot i Max Shreck)?


Wystawienie sztuki na Broadwayu jest jednak trudniejsze, niż Thomson przypuszczał. Przede wszystkim, akcja sceniczna miesza się z rzeczywistością, bo pary ze sceny mają ze sobą wiele wspólnego poza nią: jedna z aktorek (Andrea Riseborough) podejrzewa, że jest z Rigganem w ciąży, pozostała para, Lesley i Mike (świetni Naomi Watts i Edward Norton) również "dzieli jedną waginę". Ponadto okazuje się, że Mike (poza posiadaniem zdolności do doprowadzania kobiet, w tym Lesley, na skraj załamania nerwowego), tak jak Riggan jest samcem alfa, więc ich wspólna praca do przede wszystkim wojna osobowości, a dopiero w drugiej kolejności relacja aktor-reżyser. Do tego wszystkiego dochodzą problemy z córką po odwyku (Emma Stone), widmo przebrzmiałej legendy Birdmana i niezliczona ilość przyziemnych problemów z produkcją teatralną, nad którą czuwa menadżer Jake (uroczo zabawny Zach Galifianakis).


Najnowszy film Gonzáleza Iñárritu to prawdziwy majstersztyk. Świetny scenariusz pełen jest klisz z filmów o superbohaterach, które tutaj zyskują innego wymiaru. Heros u Meksykanina nie ratuje świata, ma natomiast bardzo destrukcyjny wpływ na głównego bohatera. Zachwyciły mnie rozwiązania przestrzenne: pomieszczenia teatralne tworzą tu perfekcyjnie skomponowane uniwersum, w którym rozgrywają się pozornie niewiele znaczące scenki, układające się jednak w całość i dopełniające główne wątki. "Birdman" to również bardzo błyskotliwa satyra na Hollywood (znacznie bardziej efektowna, niż "Mapy naszych gwiazd" Davida Cronenbrega, film, który powstał w podobnym czasie), a także na współczesne sztuki audiowizualne (performance), media społecznościowe, dziennikarzy oraz krytyków teatralnych.


W filmie zaintrygowało mnie również to, jak bardzo (i z jak pozytywnym skutkiem!) reżyser zmienił swój rejestr. O jego trylogii bólu ("Amores perros", "21 gramów" i "Babel") napisałam całą pracę magisterską, świetnie znam więc każdy poziom depresyjności tych trzech obrazów, natomiast "Biutiful" uznawany jest za jeden z najbardziej bezlitosnych filmów w kinie współczesnym (tak, jak "Tańcząc w ciemnościach" Larsa Von Triera - na pewno wiecie, o co chodzi. To rodzaj filmów, w których na bohaterów przez większą część spadają wszystkie możliwe nieszczęścia, by reżyser na sam koniec zesłał na nich kolejne i ostateczne, tak jakby czerpał z tego rodzaj perwersyjnej przyjemności). Tym razem Alejandro González Iñárritu serwuje widzom film, który nie jest może krynicą wesołości, ale przeniesienie akcentów ze smutku na śmiech czy sarkazm jest zauważalne i daje rewelacyjny efekt.


fot. listal.com

8 grudnia 2010

Before Christmas


Śnieg za oknem raz pada, raz topnieje, dni grudniowe mijają coraz szybciej, a spadające kartki z kalendarza krzyczą, że Boże Narodzenie coraz bliżej.
Z tej okazji opowiem o filmach, które potrafią idealnie wprawić każdego w świąteczny nastrój.
"To właśnie miłość"
reż. Richard Curtis
2003


Dziesięć absolutnie czarujących, wzajemnie przeplatających się historii, które opowiadają o miłości oraz blaskach i cieniach życia codziennego. Jest to absolutna perełka gatunku, ciepła i wzruszająca, nigdy nie zostawiająca widza z poczuciem beznadziei, wręcz przeciwnie - przekonuje, że nie ma  żadnych przeszkód, byśmy ostatecznie mogli być szczęśliwi.
w rolach głównych plejada gwiazd (na szczególną uwagę zasługują Hugh Grant w roli premiera Wielkiej Brytanii i Bill Nighy jako podstarzała gwiazda rocka).


"Holiday"

reż. Nancy Meyers
2006


Brytyjka Iris jest zakochana w mężczyźnie, który ma poślubić inną. Amerykanka Amanda odkrywa zdrady swojego ukochanego. Obie pod wpływem przejmującego uczucia  beznadziei postanawiają zbojkotować święta Bożego Narodzenia i za pomocą międzynarodowego programu wymiany mieszkań wprowadzają się do siebie nawzajem. Kompletna  zmiana trybu i stylu życia okazuje się być niesamowitą przygodą dla obu kobiet. "Holiday" to ciepła, humorystyczna opowieść o poszukiwaniu miłości niemal na drugim  końcu świata.


Czarujący klimat to największy atut filmu, tuż obok bardzo dobrego aktorstwa Kate Winslet, Cameron Diaz, Jude'a Law i Jacka Blacka. Przesłodka scena godna  zapamiętania: Iris i Miles w  wypożyczalni video rozmawiają o "Absolwencie", a zza sąsiedniego regału podgląda ich nikt inny, jak sam... Dustin Hoffman.

"Zakochać się"
reż. Ulu Grosbard
1984


Pisałam o tym filmie dość niedawno i podtrzymuję opinię, że to jeden z najpiękniejszych melodramatów świata. Mężczyzna spotyka kobietę w drzwiach księgarni, w której oboje kupują bożonarodzeniowe prezenty dla swoich partnerów.  Zderzają się, przypadkowo zamieniają paczkami i... rozchodzą każde w swoją stronę. Spotykają się wkrótce znów, spostrzegają, jak bardzo są do siebie podobni i jak bardzo im na sobie zależy oraz jednocześnie: co mogą stracić, gdy poddadzą się temu uczuciu. Ona - stabilny związek  z długoletnim partnerem, on - życie rodzinne z żoną i dwójką dzieci. Wbrew pozorom film nie jest gorzki i daje nadzieję na istnienie prawdziwej miłości. Ponadto -  bezkonkurencyjni Robert de Niro i Meryl Streep w rolach głównych.

"Masz Wiadomość"
reż. Nora Ephron
1998


Kathleen - właścicielka malutkiej księgarni "Za rogiem" wszystkie obserwacje świata i problemy życia codziennego opowiada przyjacielowi poznanemu przez Internet.  Mężczyzna fascynuje ją swoim poczuciem humoru, błyskotliwością i inteligencją. To on jest jej największym powiernikiem, gdy okazuje się, że wybudowana w pobliżu  wielopoziomowa księgarnia nie tylko przyciąga kupujących zniżkami i, paradoksalnie, brakiem osobowości, ale jednocześnie zabiera klientów księgarni prowadzonej przez Kathleen. Kobieta staje przed ogromnym dylematem, gdy okazuje się, że jej przyjaciel, i Joe - znienawidzony bezduszny właściciel księgarni to... ta sama osoba.

"Masz Wiadomość" to wspaniała komedia romantyczna, a ponadto ponowne spotkanie duetu Meg Ryan - Tom Hanks po wcześniejszej, równie cudnej, "Bezsenności w Seattle"  (1993).

"Igraszki Losu"
reż. Peter Chelsom
2001


Sara (Kate Beckinsale) i Jonathan (cudny John Cusack) podczas bożonarodzeniowego szału zakupowego wpadają na siebie w jednym z nowojorskich centrów handlowych, mając zamiar kupić tę samą parę czarnych rękawiczek. Udają się później do klimatycznej kawiarni, gdzie Jonathan od razu odkrywa, że są sobie przeznaczeni. Sara jednak, ogarnięta obsesją powierzania swojej przyszłości  znakom losu, rozpoczyna bardzo dziwaczną grę, przez którą ponownie będą mogli spotkać się dopiero po kilku latach.

"Powrót Batmana"

reż. Tim Burton
1992


Tym razem człowiek-nietoperz (Michael Keaton) walczy z siłami zła w czasie bożonarodzeniowym. Nie ma mowy o spokojnych i wesołych świętach, podczas gdy mieszkańcy miasta znów są w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Batman powraca i będzie się musiał zmierzyć z trzema przeciwnikami: Człowiekiem-Pingwinem  (Danny DeVito) i jego gangiem, Kobietą-Kotem (niesamowicie ponętna w swoim szaleństwie Michelle Pfeiffer) i nieuczciwym biznesmenem: Maksem Shreckiem (znakomity, jak zwykle, Christopher Walken).

Film nie jest aż tak dobry jak Burtonowski "Batman" z 1989, jednak świetne aktorstwo i kapitalna atmosfera Gotham City rekompensują inne niedociągnięcia obrazu.

"Family Man"
reż. Brett Rattner
2000


Przyznam, że jeszcze nie widziałam tego filmu, ale słyszałam o nim wiele dobrego. Jack (Nicolas Cage) to bajecznie bogaty człowiek sukcesu. Wydawałoby się, że ma już wszystko, jednak on coraz częściej myśli o tym, jak bardzo jest samotny i jak inne mogłoby być jego życie, gdyby nie rozstał się ze swoją eks-narzeczoną Kate, którą opuścił, by ruszyć w pogoń za karierą. Pewnego dnia Jack budzi się jako... mąż Kate, ojciec dwójki dzieci, sprzedawca samochodów w New Jersey i wreszcie ma możliwość skonfrontowania, do czego mogły go doprowadzić jego wcześniejsze wybory.

"Jack Frost"
reż. Troy Miller
1998



To propozycja dla szukających chwil prawdziwego wzruszenia. Jack Frost (Michael Keaton) jest wokalistą rockowego zespołu. Spiesząc się na wigilijną kolację do domu, ginie w wypadku samochodowym. Żona i syn nie potrafią poradzić sobie ze stratą osoby, która była dla nich największą podporą. Jack wraca jednak na kolejne święta pod postacią... śniegowego bałwana i pomaga swoim bliskim na nowo odkryć radość życia. Łzy gwarantowane.



"Opowieść wigilijna Muppetów"
reż. Brian Henson
1992


Ebenezera Scrooge'a, znanego skąpca odwiedzają kolejno duchy Przeszłości, Teraźniejszości i Przyszłości, by zmusić go do zastanowienia się nad swoim postępowaniem i podjęcia decyzji o niezbędnych zmianach dotychczasowego życia. W roli głównej - sir Michael Caine, wszystkie inne role obsadzone zostały oczywiście słynnymi Muppetami, co sprawiło, że ta ekranizacja jest moją ulubioną ze wszystkich adaptacji klasycznej prozy Dickensa. Absolutnie fenomenalny.



Dodam też, że podczas wprawiania się w świąteczny nastrój absolutnie omijamy filmy takie jak "Muskularny Święty Mikołaj", wszystkie części "Śniętego Mikołaja" czy "Święta Last Minute", który jest bezwzględną profanacją kapitalnej powieści Johna Grishama "Ominąć Święta". Podobne arcydzieła kinematografii świątecznej zamiast budować bożonarodzeniową atmosferę, skutecznie nas zdemotywują.


Możemy odpuścić sobie także kultowego Kevina, którego wyrodna rodzina najpierw zostawia samego w domu, później gubi gdzieś w Nowym Jorku, bo okazję do obejrzenia w tv superpopularnych filmów Chrisa Columbusa będziemy mieli na pewno podczas tegorocznych świąt. I prawdopodobnie każdych kolejnych również.

fotografie: allmoviephoto.com, aceshowbiz.com.