Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gus van Sant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gus van Sant. Pokaż wszystkie posty

23 kwietnia 2013

Kostiumy: Obywatel Milk

Wielokrotnie pisałam, że temat mody w kinie oraz rola i znaczenie filmowych kostiumów bardzo mnie fascynują. Chciałabym jak najczęściej o tym pisać, a wszystkie teksty o tej tematyce znajdziecie w zakładkach: Kostiumy oraz Moda i Kino.

"Obywatel Milk", 2008
reż. Gus Van Sant
kostiumy: Danny Glicker


Film opowiada historię kariery politycznej Harvey'a Milka będącego pierwszym działaczem społecznym na rzecz równouprawienia homoseksualistów, który zasiadał we władzach miejskich. Milk (mistrzowsko wykreowany w filmie przez Seana Penna) obecnie uważany jest za jednego z największych męczenników amerykańskiego ruchu gejowskiego, ponieważ 27 listopada 1978 roku został zastrzelony przez znajomego z rady miejskiej – znanego z wyznawania bardzo konserwatywnych wartości moralnych Dana White'a (Josh Brolin). 


Wydarzenia opowiadane w filmie, czyli kilkanaście miesięcy politycznej walki Milka to nie tylko krok milowy w walce przeciwko homofobii amerykańskiego społeczeństwa, ale także okres przypadający na czas wczesnej młodości reżysera. Gus Van Sant portretuje doskonale znaną mu rzeczywistość, nie tylko za pomocą  historii i scenografii, ale także – wplecionych materiałów archiwalnych. Film jest więc również nostalgicznym westchnieniem do przeszłości, na szczęście bez ckliwych banałów.


W wywiadzie dla miesięcznika "Interview" Danny Glicker (twórca kostiumów również do filmów takich jak "Dziękujemy za palenie""Transamerica""W chmurach""W drodze" czy "Restless") przyznał, iż kreując kostiumy do "Obywatela Milka" inspirował się przede wszystkim życiorysem głównego bohatera oraz kulturą lat 70. w San Francisco. 
Danny Glicker przyznaje, iż Harvey Milk uwielbiał być w centrum wydarzeń, a jednocześnie zawsze starał się podkreślać wierność ideałom. Stąd najbardziej charakterystyczną dla niego częścią garderoby była biała koszulka z czerwonym nadrukiem głoszącym: "I'll Never Go Back!" i rysunkiem zamkniętych drzwi, którą wkładał na Gay Freedom Day, a także – własnoręcznie zrobiona opaska na ramię z naszytym symbolicznym różowym trójkątem. "Milk dosłownie nosił swoje serce na rękawie" – powiedział Glicker.

Podczas kreowania garderoby dla bohaterów, bardzo ważna była dla kostiumografa ścisła współpraca zarówno z Gusem Van Santem, jak i Seanem Pennem, ponieważ cały projekt miał dla całej ekipy kolosalne znaczenie. 
Co ciekawe, dla ówczesnego San Francisco kultowe Levisy są tak ikoniczne, że część kostiumów stworzono z oryginalnego jeansu z lat 70., a Glicker w poszukiwaniu inspiracji i materiału odwiedzał najdziwniejsze second-handy. Odtworzenie autentycznej rzeczywistości w "Obywatelu Milku" wymagało szczególnej uwagi nie tylko ze względu na autorytet i rangę głównego bohatera – wielu widzów może traktować ten film osobiście, odbierając zdarzenia, jak reżyser Gus Van Sant, z perspektywy obserwatorów tych zdarzeń. Bardzo istotny jest również fakt, jak ogromne znaczenie miała działalność Milka dla całej rewolucji seksualnej, rozpoczętej już w poprzedniej dekadzie.



PS. Tymczasem muszę pakować walizkę, bo pojutrze w Lublinie odbywa się konferencja naukowa  pod tytułem "Nowoczesne i ponowoczesne przygody ciała" organizowana przez Studenckie Koła Naukowe Polonistów, Teatrologów i Medioznawców Instytutu Filologii Polskiej UMCS. Więcej informacji TUTAJ.
Ja opowiem o wątkach transgenderowych w kinie Pedro Almodóvara w piątek, 26 kwietnia, w bloku filmowym od 8:30.


fotografie: listal.com

16 grudnia 2012

Młodość na pierwszym planie, część 1.


Niesamowicie cieszy mnie fakt, że w kinie młodość to nie tylko high school i udawane miłostki. Już od dawna jest ona w filmach pełnoprawną bohaterką, o której można napisać bardzo wiele, a ja chcę pokazać kilka bardzo inspirujących portretów młodości, która zachwyca, niepokoi, intryguje i wzrusza.

tekst pojawił się w 5. numerze Shot Magazine, cały magazyn do poczytania TUTAJ.

fot. Bob Willoughby

Młodość poszukująca

W 1964 roku Paul Simon napisał przepiękną piosenkę o dźwiękach ciszy. Muzyk chciał tym utworem upamiętnić mający miejsce rok wcześniej zamach na J. F. Kennedy’ego, więc wraz z Artem Garfunkelem nagrał kawałek „Sound of Silence”, który nie tylko przyniósł duetowi Simon & Garfunkel międzynarodową popularność, ale trzy lata później pojawił się w filmie, który do dzisiaj jest jednym z najważniejszych obrazów o dekadencji i niepokojach młodzieńczych lat, czyli „Absolwencie” Mike’a Nicholsa


Tytułowy bohater, Benjamin Braddock (przełomowa rola Dustina Hoffmana), właśnie skończył studia. Wraca do domu, by pochwalić się wszystkim wspaniałym dyplomem i zastanowić nad swoją przyszłością. Zamiast tego, nieśmiały Benjamin poznaje znajomą swoich rodziców, panią Robinson (Anne Bancroft). Wątpliwy moralnie (biorąc pod uwagę czas akcji i to, że kobieta jest mężatką, a jej córka - niemal rówieśniczką Benjamina) romans młodego chłopaka z dużo starszą od niego kobietą jest jedynie jedną z możliwych ścieżek, według których można śledzić ten film. Nie bez znaczenia staje się tu bowiem wątek apatii, który ogarnia młodego chłopaka. Mimo znakomitych wyników na uczelni Benjamin z coraz większym niesmakiem zdaje sobie sprawę z tego, że z uniwersytetu nie przywiózł ze sobą niczego, co tak naprawdę mogłoby go pochłonąć chociaż na tyle, by związać z tym swoje życie. 

fot. Bob Willoughby

„Absolwent” jest też przenikliwym zapisem przemian obyczajowych zachodzących w amerykańskim społeczeństwie. Reżyser Mike Nichols zdaje się jakby ignorować rodzący się ruch hippisowski i przyjmuje punkt widzenia mieszkańców przedmieść amerykańskich miast, gdzie bohaterem zbiorowym staje się znudzona i pełna hipokryzji klasa średnia. Dzięki kapitalnemu montażowi i świetnym zdjęciom film ma w sobie również niepodważalne walory artystyczne i na stałe wpisał w się w kanon filmów kultowych, nie tracąc wiele ze swojej aktualności pomimo upływu czasu.

fot. Bob Willoughby

Poszukiwanie swojego miejsca na Ziemi to również jeden z tematów filmu „Restless” Gusa Van Santa, czyli refleksyjnej historii miłosnej między nieuleczalnie chorą dziewczyną i chłopcem, który po śmierci rodziców ukojenie znajduje w przyjaźni z duchem japońskiego kamikaze i chodzeniu na pogrzeby. Oniryczna poetyka filmu równoważy przejmująco smutną tematykę i naprawdę może zachwycić. Największymi zaletami obrazu są oryginalny scenariusz i detale, jak styl ubierania głównej bohaterki i jej zamiłowanie do ornitologii, które przepięknie tworzą klimat. A Mia Wasikowska i Henry Hopper zagrali dwie bardzo złożone, dojrzałe i świetnie zagrane role. 


Van Sant bardzo młodych ludzi czyni bohaterami większości swoich filmów, przez co uważany jest za czołowego młodzieżowego psychologa współczesnego kina. W „Słoniu” opowiadał o wydarzeniach, które miały miejsce w 1999 roku w szkole średniej Columbine (z tymi samymi zdarzeniami rozliczał się także Michael Moore w swoich „Zabawach z bronią”), czyli zamachu, którego dokonało dwóch uczniów szkoły: używając zakupionej w Internecie broni zabili dwunastu swoich rówieśników i jednego nauczyciela. Film Van Santa, bardzo oszczędny w środkach, brawurowo zagrany (i w pewnej części zaimprowizowany) przez amatorów to bardzo dramatyczny głos w wielkiej dyskusji na temat przemocy wśród młodzieży. 


Jego „Paranoid Park” jest z kolei filmową refleksją na temat winy i kary, w której chaotyczny montaż odzwierciedla wewnętrzny niepokój głównego bohatera, marzącego o tym, by móc oddawać się swojej największej pasji – jeździe na deskorolce. Tymczasem Alex przypadkowo bierze udział w morderstwie, a jego dziewczyna myśli tylko o seksie (obraz ich wspólnej inicjacji to jedna z najładniejszych miłosnych scen ostatnich lat!) – chłopak próbuje uporać się z problemami i ocenić ich wagę pisząc intymny dziennik.


Początek lat 90. upłynął u Van Santa pod znakiem „Mojego własnego Idaho”. Film był swobodną adaptacją części I i II „Henryka IV” Williama Szekspira (który figuruje w napisach jako autor dialogów dodatkowych). Homoerotyczna opowieść przyniosła dobre role Rivera Phoenixa (który zmarł w 18 miesięcy po premierze filmu) i Keanu Reevesa. „Vogue” pisał wtedy, że „Moje własne Idaho” wnosi „ożywczy powiew świeżości, sprzeciwiając się zasadzie, zgodnie z którą młodzi bohaterowie powinni padać w ramiona zdeklarowanych homoseksualistów”. Magazyn dodał również, nie mogąc oprzeć się plotkom, że Reeves i Phoenix zamieszkali w domu Van Santa, który zamienili w imprezownię. Atmosfera nieustannej hulanki była tak oszałamiająca, że Van Sant zmuszony był się wyprowadzić”


ciąg dalszy nastąpi...

fotografie: listal.com, willoughbyphotos.com

5 stycznia 2012

Podsumowanie 2011 roku - część 2.


W poprzedniej części podsumowania (TUTAJ) obiecałam, że napiszę o najbardziej optymistycznym filmie o... przemijaniu. Oto on:

"Restless"
reż. Gus van Sant

 
To wspaniała, refleksyjna historia miłosna nieuleczalnie chorej dziewczyny i chłopca, który po śmierci rodziców ukojenie znajduje w przyjaźni z duchem japońskiego kamikaze i chodzeniu na pogrzeby. Oryginalna (ale absolutnie nie przesadzona!) i oniryczna poetyka filmu od razu skradły moje serce. Jest tu też wiele detali, które przepięknie tworzą klimat (jak styl ubierania głównej bohaterki i jej zamiłowanie do ornitologii). Plus Mia Wasikowska i Henry Hopper (muszę to napisać: syn Dennisa Hoppera) w rolach głównych - warto zwrócić na nich uwagę, bo to bardzo złożone, dojrzałe i świetnie zagrane role.


Do twórczości Gusa van Santa mam bardzo ambiwalentne uczucia (zakochałam się w "Milku", do dziś nie mogę znieść "Last Days"), ale muszę przyznać, że "Restless" jest jednym z najlepszych, a na pewno najciekawszych filmów 2011 roku.

2011 roku to w kinie też w pewnym sensie przełamywanie tabu. Poznaliśmy bowiem dwa filmy, które dotykają tematów wcześniej nieeksploatowanych (ewentualnie do tej pory nieśmiało się pojawiających) we współczesnej kinematografii.


TABU 1 - kazirodztwo
"Kieł"
reż. Giorgos Lanthimos



Rodzice, dwie córki i syn - pozornie miła, normalna rodzina. Gdy okazuje się, że dzieci nigdy nie opuściły wysokich murów domu, rodzice wychowują ich zamknięciu tworząc iluzję miejsca idealnego, a ich wszystkie doświadczenia (żeby nie powiedzieć: odruchy, także potrzeby seksualne syna) kontrolowane są przez despotycznego, bezkompromisowego ojca, u widza pojawiają się pierwsze dreszcze.


Z drugiej strony, to również film miejscami perwersyjnie śmieszny, który niesie mocne przesłanie o niebezpieczeństwie izolacji i ekstremizmu. Warto obejrzeć.


TABU 2 - poddanie pod wątpliwość bezwarunkowej miłości matki do dziecka
- tak tak, być może brzmi to trochę enigmatycznie, ale jest to jeden z głównych tropów poruszanych w mrocznym, poniekąd wręcz zatrważającym filmie

"Musimy porozmawiać o Kevinie"
reż. Lynne Ramsay


Eva jest bardzo samotna. Na początku dowiadujemy się tylko, iż z jakiegoś bardzo ważnego powodu żyje na zupełnym marginesie społeczeństwa (będąc nieustannie szykanowaną i zastraszaną). Wkrótce okazuje się jednak, iż miała kiedyś wspaniałego męża, dwójkę dzieci i była zapaloną, bardzo znaną podróżniczką. Mamy też niejasne, ale bardzo silne przeczucie, że najsilniejszym ogniwem łączącym przeszłość i teraźniejszość jest tytułowy Kevin - syn Evy.



I tutaj znów muszę przyznać, że jest to film doskonale obsadzony, bo niepodważalny talent i wrażliwość Tildy Swinton oraz szaleństwo i niepokorność Ezry Millera układają się w koncert bardzo sugestywnego aktorstwa. Dodatkową wartością filmu jest także temat - reżyserka nie daje nam gotowych odpowiedzi, ale  pokazując tę demoniczną historię pozostawia otwartą furtkę do oceny (nie)moralności tamtego świata przedstawionego.


i jeszcze taki mały żart dla wszystkich, którzy już widzieli film:
 

i na koniec ...


NAJPIĘKNIEJSZA SCENA MIŁOSNA W KINIE W 2011 ROKU
"Chico i Rita"
reż. Tono Errando, Javier Mariscal, Fernando Trueba


O tym filmie pisałam dość obszernie TUTAJ, zapraszam, jeśli chcielibyście sobie przypomnieć o czym on jest.
Tymczasem, zostawiam Was ze wspomnianą sceną:



fotografie i plakaty: listal.com

19 sierpnia 2011

Sean Penn


Tak naprawdę przedwczoraj miał pojawić się tu zupełnie wyjątkowy i zupełnie urodzinowy wpis. 17 sierpnia to bowiem dzień, w którym urodziny obchodzi trójka wspaniałych mężczyzn. Pierwszym i najważniejszym (chociaż nie najstarszym ;)) z nich jest mój Tato, który swoją osobowością sam z powodzeniem mógłby być bohaterem świetnej opowieści filmowej. Drugi i trzeci to znakomici aktorzy - Robert De Niro (ur. 1943r.) i Sean Penn (ur. 1960r.) - pojawili się oni na blogu w różnych kontekstach już wcześniej, wpisy znajdziecie TUTAJ i TUTAJ.


Złośliwość rzeczy martwych nie pozwoliła mi na opublikowanie tu niczego o czasie, jednak na pisanie o mistrzach nigdy nie jest za późno. Szczerze mówiąc, nie jestem pewna, co powinnam napisać o Pennie czy De Niro, by nie zabrzmiało to jak masa banalnych truizmów: im obu nie można odmówić niezaprzeczalnej klasy i aktorskich osiągnięć (pisałam wielokrotnie, że uwielbiam Oscary - oboje zdobyli po dwie statuetki). Przyznam też, że wiele filmów z ich bujnych filmografii to dla mnie wciąż wielkie niespodzianki. Dlatego wyszukałam kilka ciekawych cytatów i opinii i mam nadzieję, że dla Was będą one równie interesujące, jak dla mnie.

Sean Penn


Wydaje mi się, że jest to osobowość pełna skrajności. Genialny aktor, a jednocześnie - bohater wielu plotek (z jednej strony trochę nimi pogardzam, a z drugiej - z trudem się powstrzymuję, by nie przytoczyć tu kilku moich ulubionych), skandali i na dodatek - zagorzały aktywista polityczny i społeczny.


Gus van Sant (reżyser filmu "Obywatel Milk"):

"Zaoferowałem rolę Harvey'a Milka Seanowi już w 1998 roku. Myślałem, że może projekt dojdzie do skutku wtedy, gdy uda mi się do niego zaangażować odpowiednią ilość gwiazd, więc próbowałem przekonać Penna do zagrania Milka i Toma Cruise'a do wcielenia się w rolę Dana White'a (polityka-zabójcy Harvey'a Milka - przyp.). Ale byłem raczej słabym producentem. Myślałem, że ponieważ do mnie nie dzwonili, nie byli zainteresowani współpracą. A to nie działa w ten sposób. Sean był wtedy w momencie swojej przeprowadzki do San Francisco, przechodził trudny czas w rodzinie... Więc naprawdę powinienem był do niego zadzwonić, a nie czekać na telefon od niego.
On jest naprawdę Kimś.
"


Danny Glicker (autor kostiumów do filmu "Obywatel Milk"):

"Podczas pracy nad garderobą bohaterów bardzo blisko współpracowałem z Gusem Van Santem i wszystkimi aktorami, w szczególności z Seanem Pennem. Uwielbiałem patrzeć na to, jak dokonywała się jego transformacja w postać i bardzo dobrze się nam razem pracowało. Dałem mu gruby plik zdjęć przedstawiających ubrania z epoki i to było fascynujące: móc prowadzić z nim badania i wyszukiwać istotnych detali."


Christopher Walken: Byłeś znakomity w filmie Seana Penna "Pledge" (2001)
Mickey Rourke: Wiesz co, ja to widzę w ten sposób: Kiedy kręciliśmy ten film, mieszkałem pokoju za jakieś 500$ za miesiąc i ktoś do mnie zadzwonił, czy nie chciałbym wpaść do pracy na dzień lub dwa. Takie momenty pojawiające się od czasu do czasu pozwalały mi przeżyć.
(Mickey Rourke Wrócił do gry jednak dopiero po "Sin City" w 2005 roku. Ciekawe, że będąc głównym kandydatem do Oscara za swój fenomenalny, dla mnie absolutnie niezapomniany występ w "Zapaśniku", przegrał z nikim innym, jak Seanem Pennem-Harvey'em Milkiem).


Josh Brolin o wystąpieniach publicznych Penna:

"Penn jest kapitalny. Piekielnie elokwentny i emocjonalny. Wiem, że zawsze bardzo stresuje się (haha, w oryginale: the guy gets so much shit about) wystąpieniami publicznymi, ale to jest niesamowite. Jest bardzo empatyczny, a jego przemowy zawsze rzucają mnie na kolana."


ciąg dalszy, czyli garść interesujących zdań o Robercie De Niro pojawi się jutro.

Przypominam także o konkursie organizowanym wspólnie z firmą Gutek Film.
Mam dla Was DVD z filmem "Wszystko w porządku" w reżyserii Lisy Cholodenko - aby wziąć udział w losowaniu nagrody, wystarczy tylko wysłać maila z odpowiedzią na pytanie:
Ile złotych globów otrzymał film "Wszystko w porządku"?
na adres: kinofilka@gmail.com.
Macie na to czas do soboty, 20 sierpnia.
(Tymczasem dziękuję wszystkim, którzy już wysłali wiadomość z poprawną odpowiedzią!)

Gutek Film
źródła: Interview Magazine
fotografie: listal.com, collider.com

23 października 2010

Poczekamy, zobaczymy.


Dziękuję za wszystkie odpowiedzi pod poprzednim postem! Szczególną inspirację zawdzięczam Kubie - przyszłemu sinologowi, który przypomniał mi o całej masie filmów, na które warto poczekać, o kilku z tych projektów chcę opowiedzieć Wam więcej!

"The Man Who Killed Don Quixote"
reż. Terry Gilliam
2011
 
 
Don Kichote niedługo stanie się moim najbliższym (lub najbardziej znienawidzonym) bohaterem literackim - na filologii hiszpańskiej traktowany jest bowiem z niemałą nabożnością. Ciekawe więc będzie zobaczenie, jak topos słynnego bohatera walczącego z wiatrakami zinterpretuje Terry Gilliam znany ze swojej schizofrenicznej wyobraźni i niekonwencjonalnego podejścia do świata przedstawianego w filmach. Realizacja ta boryka się z wieloma problemami (głównie finansowymi), jednak trzymajmy kciuki za jej pomyślne sfinalizowanie. W rolach głównych wystąpić mają Evan McGregor i Robert Duvall (jako Don Kichote). 
 
 
W międzyczasie warto zobaczyć dokument "Lost in la Mancha" opowiadający o burzliwych losach produkcji.


Shantaram
reż. Peter Weir, Mira Nair
2011

Projekt tego duetu reżyserskiego może okazać się fascynującą mieszanką wybuchową! Mira Nair jest twórczynią jednego z hitów kina bollywoodzkiego - "Monsunowego wesela", a Peter Weir reżyserem między innymi kultowego "Stowarzyszenia Umarłych Poetów", "Truman Show" czy "Pikniku pod Wiszącą Skałą". 
 

"Shantaram" to (wg. portalu Filmweb.pl) opowieść o australijskim skazańcu, który uciekł z więzienia Down Under w trakcie odsiadki 19-letniej kary pozbawienia wolności i zmierza do Indii. Tam żyje w slumsach Bombaju gdzie wplątuje się w działania podziemia i udaje, że jest lekarzem. Kolejnym czynnikiem decydującym o sile tego przedsięwzięcia jest obsada - Johnny Depp, Helena Bonham Carter, Emily Watson oraz bohater jednego z najbardziej uroczych epizodów filmu "Slumdog Milionaire" Danny'ego Boyle'a - Amitabh Bachchan. Scenariusz napisano w oparciu o powieść Gregory’ego Davida Robertsa.
 


Shanghai, I Love You
2011

Po "Zakochanym Paryżu" i "Zakochanym Nowym Jorku" kolejni twórcy czekają na możliwość wyrażenia swojej miłości do miast (oprócz Szanghaju w kolejce czeka także Rio de Janeiro).

Poprzednie filmy, trzeba przyznać, były bardzo nierówne. Według mnie w "Zakochanym Paryżu" na najwięszą uwagę zasługują nowele "Bastille" Isabele Coixet, "Faubourg Saint-Denis" Toma Tykwera, "Le Marais" Gusa van Santa oraz "Tuileries" braci Coen. z kolei w "Zakochanym Nowym Jorku" absolutnie zachwyciły mnie nowele Shekhara Kapura (z Julie Christie i Shia LaBeoufem), Allen Hughes (z Bradleyem Cooperem i Dreą de Matteo) oraz Yvana Attala (z Chrisem Cooperem i Robin Wright).


Całkowita obsada (zarówno aktorska jak i reżyserska) jest jeszcze nieznana, mam nadzieję jednak, że reżyserzy tych nowych produkcji będą uczyć się na błędach poprzedników.

i na zakończenie:
"Hoover"
reż. Clint Eastwood
2012

Będzie to (po raz kolejny cytując niezawodny Filmweb) biografia jednego z najbardziej kontrowersyjnych ludzi Ameryki ubiegłego wieku - J. Edgara Hoovera. Był on założycielem FBI, którego to szefem pozostał aż do dnia swojej śmierci w 1972 roku. Wokół osoby Hoovera powstało wiele plotek dotyczących jego orientacji seksualnej, obsesji komunistycznej czy też zwalczania wszelkimi sposobami ludzi, którzy przeciwstawiali się jego rządom.
W roli głównej wystąpi (równie niezawodny) Leonardo DiCaprio, a autorem scenariusza jest Dustin Lance Black, odpowiadający za scenariusz między innymi do "Obywatela Milka" - co już na początku pozwala mieć co do "Hoover" całkiem spore wymagania.


Ponadto, dziękuję za wszystkie niesamowite komplementy, jak również słowa krytyki, bo to dzięki Wam wiem, że pisanie o filmach ma sens.
i ciągle zapraszam na Facebooka!

fot. telegraph.co.uk, smart.co.uk

28 stycznia 2010

Obywatel Milk


Mój ulubiony film wśród wszystkich pokazywanych w minionym roku w polskich kinach.


"Milk"

2008
reż. Gus van Sant

scen. Dustin Lance Black


Przede wszystkim - doskonały
Sean Penn. Rola Harvey'a Milka, pierwszego otwarcie przyznającego się do homoseksualizmu polityka, który został wybrany do władz miejskich (USA) przyniosła mu drugiego Oscara.
Jego bohater jest paletą stanów, emocji, zachowań.
Milk-wizjoner, Milk-społecznik, Milk-przywódca dusz.

Niesamowity instynkt, bezbłędna hipnoza.
Nie można prawdopodobnie być tak wielkim fanem Seana Penna, jak moja Mama, można też nie lubić tej postaci pod wieloma względami, jednak każdy po obejrzeniu "Obywatela Milka" zgodzi się z naszą wspólną opinią - Penn to niezaprzeczalny geniusz aktorskiej różnorodności ("Sam", "Rzeka Tajemn
ic", "21 gramów", "Słodki Drań"...) i jego każdą kolejną rolę ogląda się z wypiekami na policzkach.


Znakomite są w tym filmie również postacie drugoplanowe - partnerzy Milka (
Diego Luna i świetny James Franco - daleki od typu romantycznego kochanka-Tristana, dzięki któremu kilka lat temu pojawił się w masowej świadomości nastoletnich poszukiwaczek ideałów męskości, tu pozwala nam przypomnieć, że jest nie tylko etatowym ciastkiem, ale bardzo obiecującą postacią w amerykańskim kinie).


Nie można także pominąć współtwórców jego kampanii wyborczej (
Emile Hirsch, Lucas Grabeel) i jego zabójcy - fanatycznie dążącego do przejęcia politycznej władzy Dana White'a (bardzo dobry Josh Brolin).

Ostatnio przeczytałam w wywiadzie dla
"Interwiev" przesłodką anegdotę opowiedzianą przez Gusa van Santa:

Pisząc scenariusz Dustin Lance Black umieścił na samym początku skryptu scenę seksu miedzy Milkiem, a jego ówczesnym partnerem. Przed wysłaniem gotowego scenariusza do najróżniejszych sponsorów i aktorów, obaj z van Santem zdecydowali się na jej usunięcie z tekstu, w obawie przed negatywnym odbiorem potencjalnych współpracowników i przed tym, że nikt nie zdecyduje się na doczytanie scenariusza do końca.
Sean Penn przeczytał również okrojony scenariusz i na pierwszym poważnym spotkaniu przed filmem powiedział do van Santa: "Wiesz, tak naprawdę potrzebujemy tylko jeszcze poważnej sceny seksu od razu na samym początku"...

- Jeśli kiedykolwiek będziecie szukali definicji instynktu, wiecie już, gdzie szukać.



fot. Hedi Slimane dla "Interwiev"

fotografie: filmweb.pl