Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfonso Cuarón. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfonso Cuarón. Pokaż wszystkie posty

3 marca 2014

Oscary 2014 - wielcy zwycięzcy i drobne oczarowania

Muszę przyznać, że przez moment chciałam porzucić pomysł oglądania oscarowej nocy, jednak moja Siostra z bardzo poważną miną oznajmiła mi: "Powinnaś". Przez całą noc śledziłam więc galę i opisywałam ją na facebookowym profilu bloga, pomyślałam jednak, że najlepiej będzie zebrać to wszystko w jednym miejscu (jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy wirtualnie towarzyszyli mi tej nocy, to było po prostu super!).


Niekwestionowanymi triumfatorami 86. edycji rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej okazały się być filmy "Grawitacja" Alfonso Cuarona oraz "Zniewolony. 12 Years a Slave" Steve'a McQueena. Powinnam jednak zacząć od tego, że największą siłą tej gali był nikt inny, jak jej prowadząca - wspaniała, błyskotliwa, przezabawna Ellen DeGeneres.
Pierwszą nagrodę odebrał Jared Leto (Najlepszy Aktor Drugoplanowy) za rolę w filmie "Witaj w klubie" - i muszę przyznać, że był on jednym moich największych faworytów tej nocy. Jego rola zarażonego wirusem HIV transwestyty Rayona to prawdziwy majstersztyk. W podobnych rolach bardzo łatwo o śmieszność czy karykaturę, natomiast Leto jest w tym filmie nie tylko autentyczny, ale również niesamowicie przejmujący. Przemowa Jareda podczas podziękowań za statuetkę okazała się być z kolei jednym z najmocniejszych i najbardziej wzruszających punktów programu. Dziękował przede wszystkim swojej rodzinie (na gali towarzyszyli mu przecudna mama i brat), ale w jego dyskursie nie zabrakło również odniesień do niepokojącej sytuacji politycznej w różnych częściach świata. Cóż - dziś rano obudziłam się jako prawdziwa fanka Jareda Leto.



Byłam bardzo ciekawa, kto dostanie statuetkę za Najlepszą Piosenkę. Zauroczyła mnie zarówno "The Moon Song" Karen O z filmu "Her" (wokalistka przyszła na galę w pięknej czerwonej sukni i wykonała swój utwór przy akompaniamencie Ezry Koeniga, który włożył z tej okazji perfekcyjnie pasujące do jej kreacji czerwone skarpetki), jak i "Happy" Pharrella Williamsa do filmu "Minionki rozrabiają" (zauważyliście, jak świetnie bawiła się Meryl Streep, gdy Pharrell wykonywał swój utwór?), natomiast moim faworytem był chyba zespół U2 z piosenką "Ordinary Love" z filmu "Mandela: Long Walk to Freedom" (występ U2 był według mnie jednym z najmocniejszych elementów całej gali, bezbłędny).
Statuetka powędrowała jednak do Kristen Anderson-Lopez i Roberta Lopeza i było to moje największe rozczarowanie tej nocy, bo piosenka (pochodząca z filmu animowanego "Kraina Lodu", który zgarnął również Oscara w kategorii Najlepszy Film Animowany) niestety w ogóle mi się nie podoba: jest za ckliwa, za nijaka i, naprawdę, cieszyłabym się z każdego innego werdyktu, bo każda z pozostałych trzech piosenek miała w sobie coś wyjątkowego.


Tej nocy aż dwie osoby opuściły Dolby Theatre z dwiema statuetkami.
Pierwszą z nich jest Catherine Martin, pracująca głównie ze swoim mężem, Bazem Luhrmannem (ta współpraca przyniosła jej już wcześniej dwa Oscary - za kostiumy i scenografię do "Moulin Rouge!"). I tym razem okazało się, że życiowo-profesjonalny tandem przynosi jej wyjątkowo dużo szczęścia. Pierwszego Oscara Martin odebrała wczoraj za kostiumy, a drugiego - wspólnie z Beverley Dunn - za scenografię do filmu "Wielki Gatsby" (o filmie pisałam przy okazji jego majowej premiery TUTAJ i TUTAJ). 



Kolejną osobą z dwoma Oscarami jest Alfonso Cuarón, który najpierw (wspólnie z Markiem Sangerem) odebrał statuetkę za Najlepszy Montaż, a następnie - tę dużo ważniejszą - dla Najlepszego Reżysera.
Dla mnie te nagrody są ważne z pewnego dodatkowego powodu: bacznie przyglądam się twórczości trzech meksykańskich reżyserów, którzy zwani są w niektórych kręgach Los Tres Mariachis, a mam tu na myśli Guillermo del ToroAlejandro Gonzáleza Iñárritu i właśnie Alfonso Cuaróna.
Pierwszy raz o Los Tres Mariachis jako o pewnej nieformalnej grupie zrobiło się w Hollywood głośno w 2007 roku, gdy filmy wymienionej trójki reżyserów (którzy prywatnie naprawdę bardzo się przyjaźnią) zdobyły wspólnie aż szesnaście nominacji (były to "Labirynt Fauna" del Toro, "Babel" Iñárritu oraz "Ludzkie dzieci" Cuaróna). 
Iñárritu powiedział wtedy:
"To szczęśliwy zbieg okoliczności, ponieważ wszyscy trzej zrobiliśmy filmy skomunikowane ze sobą tematycznie. Wydawałoby się, że stworzyliśmy trylogię zupełnie tego nie planując, ponieważ każdy z nas opowiada o autorytaryzmie, emigracji, dehumanizacji. Film Guillermo del Toro odkrywa przeszłość,  mój - teraźniejszość, natomiast film Cuaróna - przyszłość. Można mieć wrażenie, że powstała trylogia Meksykanów wywodzących się z klasy średniej, żyjących poza krajem i ponadto prezentujących swoje filmu w tym samym czasie, gdy świat chce o tym wszystkim rozmawiać".
(fragment książki En la frontera con Iñárritu, wprowadzenie: Rafael Cerrato, str. 11-12, tłumaczenie własne)

Paradoksalnie, mam wrażenie, że do tej pory to Cuarón był najmniej utytułowanym z całej trójki. "Grawitacja" udowodniła, że jest naprawdę znakomitym reżyserem. 


Nie ukrywam, że prawdopodobnie moim ulubionym Oscarem tego wieczoru jest ten za Najlepszy Scenariusz Oryginalny.
Spike Jonze stworzył (napisał i wyreżyserował!) bowiem piękną, kameralną, ale jednocześnie dosyć odważną historię o mężczyźnie (wspaniały, pominięty podczas nominacji Joaquin Phoenix), który zakochuje się w... systemie operacyjnym (mówiącym superseksownym głosem Scarlett Johansson). O filmie pisałam TUTAJ.
Ellen DeGeneres nie mogła oczywiście powstrzymać się przed skomentowaniem udziału Jonze'a w produkcji wątpliwie inteligentnych tworów filmowych z serii Jackass...


Pisałam bardzo dużo o Oscarze dla Jareda Leto, nie mogę jednak pominąć pozostałych kategorii aktorskich.
Nagrodę za Najlepszą Drugoplanową Rolę Kobiecą zdobyła Lupita Nyong'o za przejmujący (miejscami wręcz rozdzierający) występ w "Zniewolonym". Jej wyjście po nagrodę to bajeczna sukienka i nieco rozedrgane, ale piękne podziękowania w których przedstawiła swojego brata jako najlepszego przyjaciela i w bardzo ładny sposób nawiązała do historii swoich przodków (o czym z resztą opowiada film).


Kategoria Pierwszoplanowa Rola Męska podzieliła publiczność na tych, którzy trzymali kciuki za Leonardo DiCaprio i na tych, którzy liczyli na wygraną Matthew McConaughey
Jestem pewna, że na Leonardo przyjdzie jeszcze czas (jest nieco za młody, żeby przyznawać mu statuetkę "za całokształt", więc ten argument zupełnie do mnie nie przemawia...), bo Matthew był w tym roku po prostu bezkonkurencyjny, a jego rola w "Witaj w klubie" - znakomita. 
I naprawdę nie wiedziałam, że McConaughey jest tak zakręcony i tak... sympatyczny. W swojej przemowie powiedział, że do życia potrzebne mu są trzy rzeczy: coś, co może szanować, coś, na co może czekać i coś, co może gonić - co jednocześnie dodaje mu odwagi. I opowiadając o tych rzeczach naprawdę mnie wzruszył, tak samo, jak wpatrzona w niego przepiękna żona, Camila Alves.


Oscara za Najlepszą Pierwszoplanową Rolę Kobiecą zdobyła Cate Blanchett za występ w filmie "Blue Jasmine". Gdy tylko wyszła na scenę i wypowiedziała pierwsze zdanie pomyślałam: "Co za klasa! Co za poczucie humoru!"
Kate mówiła dużo, ale niesamowicie zajmująco. W swojej błyskotliwej przemowie nazwała swojego męża legendą, swoją agentkę - boginią i pokazała, że jest świetną babką z charakterem.


Najlepszym Filmem okazał się być "Zniewolony. 12 Years a Slave" Steve'a McQueena. Spotkałam się z wieloma opiniami, że jest to film zbyt poprawny i jednocześnie jakby skrojony pod Oscary - zarówno tematycznie, jak i formalnie. Po części muszę się z tą opinią zgodzić. 
Jednocześnie film ten zasługuje na osobny wpis i jeszcze w tym tygodniu postaram się wyjaśnić, dlaczego mimo wszystko cieszę się z takiego werdyktu Akademii.


Co jeszcze warto zapamiętać z wczorajszej gali? 
Pozwólcie, że wypunktuję:
- słynna już na cały Internet selfie zaproponowana przez Ellen Meryl Streep, do której dołączyli się... popatrzcie tylko:


- Radość Meryl Streep na wieść o tym, jak szybko to zdjęcie stało się megapopularne. W ogóle, jak już zapewne zauważyliście, Meryl Streep jest poniekąd moją bohaterką tej gali.

- Początkowo nie byłam fanką numeru Ellen z zamawianiem pizzy (ona naprawdę zamówiła pizzę do Dolby Theatre..!), ale Brad Pitt rozdający talerzyki lub Jared Leto oddający z dumą swój kawałek pizzy mamie - to było czarujące.

- Pewne elementy garderoby, jak butelkowozielona mucha Billa Murray'a czy granatowy garnitur (i perfekcyjnie przyczesana grzywka) Kevina Spacey.

- Brad Pitt dumny z honorowej nagrody dla Angeliny Jolie.


- Paolo Sorrentino, który odbierając Oscara za "Wielkie Piękno" (Najlepszy Film Nieanglojęzyczny) dziękował między innymi Martinowi Scorsese i Maradonie - osobom, które go inspirują.

- Niezaprzeczalna klasa Glenn Close (!) i przepiękna kompilacja In Memoriam o osobach ze świata kina, które odeszły w minionych dwunastu miesiącach.

A które momenty gali Wy zapamiętacie na dłużej?
Jesteście zadowoleni z werdyktu?


fotografie: businessinsider.com, newnownext.com, materiały prasowe Warner Bros, listal.com, swide.com, eonline.com, hollywoodreporter.com.

6 kwietnia 2011

Kinomaszyna 4. - Ojcowie i Córki (część 1)


Wczoraj na antenie UniRadia opowiadałam Wam o filmach, które w całości bądź pobocznych wątkach traktują o relacjach ojców z córkami.
Przyznam, ze wczorajsza Kinomaszyna była dla mnie szczególnie miła, dziękuję też za wszystkie znaki i wiadomości, które świadczyły o tym, ze słuchaliście audycji, bo to nieustannie dodaje mi niesamowitej energii.
Dzisiaj - skrót tego wszystkiego, o czym opowiadałam wczoraj, czyli kolejne bardzo inspirujące filmy.


"Amelia" 
reż. Jean-Pierre Jeunet
2000

Tutaj wątek relacji ojciec-córka często jest zupełnie marginalizowany. Analizując film, widzowie skupiają się raczej na postaci samej Amelii, a jednak, musicie mi przyznać, że to ojciec staje się niejako impulsem do jej późniejszej działalności.


Jej relacje z ojcem od dziecka nie należały do najłatwiejszych.
Kiedy Amelia miała 6 lat, jedyny jej kontakt z ojcem polegał na tym, że ojciec przeprowadzał na niej rutynowe badania lekarskie. Dziewczynka była zawsze bardzo tym przejęta, że aż serce zaczynało bić jej szybciej. Przerażony tym ojciec, myślał, że Amelia ma chorobę serca i przestał posyłać ją do szkoły.


Będąc już dorosłą, Amelia chce nieść światu szczęście. Widząc, jak ojciec zamyka się w skorupie własnej samotności i oddaje się całkowicie pielęgnowaniu pomnika zmarłej żony,  córka postanawia poddać go swoistej terapii szokowej. Zabiera jego ulubionego krasnala ogrodowego i wysyła go w podróż ze znajomą stewardessą. Ojciec zaczyna dostawać masę listów ze zdjęciami z najróżniejszych podróży krasnala i coś w nim pęka. Nic dziwnego, chyba każdy poczułby się nieswojo, gdyby zorientował się, że nawet krasnal ogrodowy ma w sobie więcej chęci do życia.
Pozostając w Paryżu:

nowela "Parc Monceau"
w filmie "Zakochany Paryż"
reż. Alfonso Cuarón
2005



Przez pięć minut obserwujemy na ekranie parę, których dialog wygląda w pierwszej chwili na schadzkę kochanków – młodej dziewczyny i starszego mężczyzny (Nick Nolte), którzy rozmawiają o jej despotycznym mężu. Cały urok nowelki polega na tym, iż w efekcie dialog okazuje się być rozmową córki i ojca na temat jej malutkiego dziecka.

Musiałam oczywiście wspomnieć o filmie "Rzeka Tajemnic" - pisałam o nim kilka dni temu, wpis możecie znaleźć TUTAJ.

"Sam"
reż. Jessie Nelson
2001


To z kolei jedna z najbardziej wzruszających historii, jakie widziałam w kinie. Tytułowy Sam (mistrz Sean Penn) jest opóźniony w rozwoju – jego rozwój zatrzymał się na poziomie siedmioletniego dziecka.
Siedem lat - dokładnie tyle kończy jego córka Lucy (zachwycająca Dakota Fanning) i wtedy zostaje zabrana od ojca przez pracowników opieki społecznej. Sam, wielki fan Beatlesów znajduje więc w książce telefonicznej numer telefonu do pani adwokat o nazwisku Harrison (Michelle Pfeiffer) wierząc, że ma ona wiele wspólnego z jego ulubionym gitarzystą i rozpoczyna długą i bolesną walkę o córkę.
"Sam" to przepiękny poruszający obraz magicznej relacji między ojcem, który mimo że tak bardzo chce, nie będzie potrafił naprawdę wychować swojej ukochanej córki, a tą córką, która, nadzwyczaj dojrzała, jak na swój wiek rozumie problemy znacznie lepiej, niż on i jest w stanie zrobić absolutnie wszystko, by tylko nie zostali rozdzieleni.
 

Film zawiera całą masę rozbrajających scen, jak te, gdy Lucy, umieszczona tymczasowo u rodziny zastępczej, codziennie ucieka z domu do ojca, który w środku nocy przynosi ją z powrotem do nowych rodziców, by nie zostać posądzonym o kradzież własnego dziecka.
Przygotowując się do roli, Sean Penn odwiedzał centrum umysłowo chorych w Los Angeles. Jego kreacja jest idealnie wiarygodna i absolutnie mistrzowsko niesamowita.

"Sweeney Todd"
reż. Tim Burton
2007
Benjamin Barker (Johnny Depp) przybywa do Londynu, by pomścić krzywdy, których doznał przed laty od bezwzględnego Sędziego. Ten, uknuł plan i pod nieobecność Barkera zgwałcił jego żonę i porwał córkę, Johannę. Benjamin wraca więc do miasta i jako Sweeney Todd poprzysięga zemstę. 


Wspólnie z poznaną panią Lovett rozpoczyna, dosłownie, krwawą spółkę – on w swoim salonie podcina gardła nieświadomym klientom, a ona z ich ciał robi... wyborny farsz do swoich słynnych w mieście pasztecików.
Chęć odnalezienia córki zmienia się u Bejamina w dosłownie – śmiertelnie groźną obsesję, przesłaniając tak naprawdę chęć naprawienia nie tylko tego zanikłego już kontaktu, ale i niejako przekreśla możliwość na powrót do życia, które tak bardzo kiedyś kochał.



"Ballada o Jacku i Rose"
reż. Rebecca Miller
2005
 
Skrajnym przypadkiem jest sytuacja, gdy ojciec, z miłości do córki zamyka ją w niewidzialnym kloszu swojej opieki, izolując ją od świata i nie dając dojść do głosu nie tylko jej samej, ale także... jej młodości. Taka sytuacja ma miejsce w filmie Rebeki Miller, "Balladzie i Jacku i Rose".
 

To historia ojca (Daniel Day-Lewis) i jego 16-letniej córki (Camilla Belle). Oboje mieszkają w opuszczonej komunie na wyspie przy północno-zachodnim brzegu Kanady. Mówiąc sloganem, mężczyzna chce uchronić córkę przez pułapkami współczesnego świata.
Jednak gdy sprowadza do domu kochankę i jej dwóch synów, w Rose odzywają się hormony. Z jednej strony jej zazdrosna o ojca, jego nową kochankę i zupełnie nieznajomą sytuację. Z drugiej strony, ku przerażeniu ojca, odkrywa w sobie kobietę i szybko wprowadza w tę pozornie poukładaną strukturę kompletny chaos.


Ojciec i córka prowadzą ze sobą psychologiczne gierki. On, pełen obaw, nie do końca potrafi ją zrozumieć. Ona, sprawia wrażenie, jakby buntowała się specjalnie i na przekór całemu światu, rozpoczyna serię działań, które nazywa eksperymentami. Chcąc pokazać, jak bardzo dorosła, obnaża jednak tylko swoją naiwność i niedojrzałość.
Najmocniejszym elementem tego filmu jest bez wątpienia wspaniały duet tytułowych bohaterów. Zarówno Day-Lewis, jak i Belle, oddają swoim postaciom całe serce i mimo pewnych uchybień tego filmu, relacja ojciec-córka została sportretowana naprawdę świetnie.


ciąg dalszy nastąpi...
Wkrótce w sieci pojawią się kolejne archiwalne odcinki Kinomaszyny, będziecie mogli znaleźć je TUTAJ.
Zapraszam także do śledzenia i komentowania różnych aktywności filmowo-radiowych na Facebooku!


fotografie:
dvdactive.com, movies.yahoo.com, allmoviephoto.com, movieforum.com, gothamist.com

16 września 2010

El Cine Español


Dzisiaj rozpoczynam cykl o kinie hiszpańskojęzycznym. Będę pisać o reżyserach, aktorach, tendencjach i najróżniejszych filmach, a kluczem będzie dla mnie właśnie język hiszpański. Pierwszy wpis poświęcę wycinkowi tego, co w kinie hiszpańskojęzycznym uwielbiam najbardziej.


Pedro Almodóvar

Mi Maestro. Pisałam już kiedyś TU o jego filmach, TU o kobietach Almodóvara, TU o jego zabójczych scenografiach i TU o jego "Przerwanych Objęciach". Jest on od lat moim absolutnie ukochanym reżyserem i zrobiłabym wszystko, żeby chociaż przez chwilę popracować u niego na planie, nawet jako stojak na kable.


Javier Bardem, Gael Garcia Bernal, Penélope Cruz

Czyli trójka aktorów, których podziwiam od lat. Moją pierwszą miłością tutaj był chyba Javier Bardem po "Drżącym Ciele" Pedro Almodóvara i niedługo później - "Zanim Zapadnie Noc" Juliana Schnabela.


Wkrótce przyszło uwielbienie dla Gaela Garcii Bernala po znakomitym "Amores Perros" Alejandro Gonzáleza Iñárritu i kultowym "I twoją matkę też" Alfonso Cuaróna.


Penélope Cruz to moje stosunkowo niedawne 'odkrycie' - zachwycająca w "Przerwanych Objęciach" i wcześniejszych "Volver" czy "Wszystko o mojej matce" Maestro Almodóvara.


o całej trójce będę jeszcze pisać.


Gustavo Santaolalla, Alberto Iglesias

Czyli kompozytorzy, których muzyka porusza mnie i zachwyca bezgranicznie.
Argentyńczyk Santaolalla jest bowiem autorem muzyki do "Tajemnicy Brokeback Mountain" Anga Lee, "Dzienników Motocyklowych" Waltera Sallesa i stałym współpracownikiem Alejandro Gonzáleza Iñárritu.


Hiszpan Iglesias współpracuje stale z Pedro Almodóvarem - napisał muzykę między innymi do "Złego Wychowania", "Porozmawiaj z nią" czy "Wszystko o mojej matce", ale także do świetnego "Tancerza" Johna Malkovicha i obu części "Che" Stevena Soderbergha.


Tyle na dzisiaj, bardzo pobieżnie, ale mam nadzieję, że już czuć odrobinę niesamowity klimat hiszpańskiego kina. Tymczasem zapraszam na Facebookową stronę bloga!

fotografie: filmweb.pl, allmoviephoto.com, vanityfair.com

25 sierpnia 2010

Rudo y Cursi


reż. Carlos Cuarón

scen. Carlos Cuarón
2008



Gael Garcia Bernal i Diego Luna po brawurowym występie w skandalizującym (i w pewnych kręgach kultowym) "I twoją matkę też" Alfonso Cuaróna powracają w duecie w filmie jego brata, Carlosa.


Historia dwóch braci, znalezionych przez łowcę piłkarskich talentów w zapomnianej wiosce, biegnie od nieśmiałych marzeń po wielkie kariery i równie spektakularne porażki. To słodko-gorzki komediodramat z fantastycznym klimatem i błyskotliwa odpowiedź na pytanie: co się dzieje, gdy człowiek uparcie przeciwstawia się swojemu największemu talentowi, by móc bez reszty oddać się pasji lub namiętności.


I jeszcze jedno: TEN teledysk to najlepsza parodia latynoamerykańskiej popkultury, jaką kiedykolwiek widziałam.


Recenzja ukazała się TUTAJ na stronie www.kaseta.org.
Enjoy!

fotografie: http://allmoviephoto.com/