Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George Clooney. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George Clooney. Pokaż wszystkie posty

6 czerwca 2013

(ulubieni) reżyserzy. część 2.

Zanim napiszę o moich absolutnie najulubieńszych reżyserach, chciałabym opowiedzieć Wam jeszcze o kilku, których pracę bardzo sobie cenię (pierwszą dwójkę prezentowałam w TYM wpisie):

Jan Jakub Kolski

fot. Adam Golec

To bez wątpienia mój ulubiony polski reżyser. Uwielbiam jego interpretację filmowego realizmu magicznego, sielsko-anielską wieś (zwaną Jańciolandem od według mnie najlepszego filmu reżysera, "Jańcia Wodnika") z przydrożnymi świętymi, miłostkami, samozwańczymi czarodziejami, zbuntowanymi kaznodziejami i rozbuchaną przyrodą.
Rzeczywiście najbardziej pokochałam "Jańcia Wodnika" ze wspaniałą tytułową rolą Franciszka Pieczki - jego bohater odkrywa pewnego dnia, że potrafi czynić cuda, wyrusza więc w świat nieść dobro, zostawiając w domu ciężarną żonę. Jańcio nie wie jednak, że jego wieś została przeklęta wcześniej przez Dziada (Olgierd Łukaszewicz) i od tej pory nic już nie będzie takie samo. Drugą wspaniałą kreację w tym filmie stworzył Bogusław Linda - wcielił się on w rolę Stygmy, który stygmaty Jezusa Chrystusa wywołuje za pieniądze.


Jeśli miałabym wybrać jeszcze inne filmy reżysera, które podbiły moje serce, na pewno byłyby to: "Pograbek" (i wspaniali Mariusz Saniternik oraz Grażyna Błęcka-Kolska w rolach głównych), "Historia kina w Popielawach" (który opowiada o tym, kto tak naprawdę stoi za wynalazkiem braci Lumière) i nieprawdopodobnie urokliwe "Jasminum".
Ostatni film Kolskiego, "Zabić bobra" do dzisiaj wzbudza we mnie mieszane (ale nieustająco gorące) uczucia. To według mnie film nie do końca udany, ale z pewnością bardzo ważny. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.


- A czy ktoś z Was czytał ostatnią powieść Kolskiego, "Egzamin z oddychania"? Moja Mama jest w trakcie lektury i z niecierpliwością czekam na komentarz po skończeniu, sama planuję zabrać się za nią po egzaminach, ale chętnie poczytam również Wasze opinie!

Michel Gondry


Michel Gondry jest bardzo wszechstronnym filmowcem: w jego dorobku znajdziemy zarówno filmy fabularne, jak i dokumentalne oraz całą masę teledysków (między innymi dla Björk czy The White Stripes). Ja jednak najbardziej cenię dwa filmy, które jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki podczas seansu przenoszą nas do fascynującego, czarodziejskiego świata. Mam na myśli oczywiście "Zakochanego bez pamięci", czyli niebezpieczne eksperymenty dokonywane na własnej pamięci, oraz "Jak we śnie", bardzo surrealistyczny obraz o potędze snów i wyobraźni, z wątkiem miłosnym w tle.
Muszę przyznać, że gdy pierwszy raz obejrzałam "Zakochanego bez pamięci", uznałam, że jest okropnym, pretensjonalnym chaosem. Z perspektywy czasu jednak widzę, jak bardzo się myliłam: jest to bowiem szalenie mądry, błyskotliwy obraz, w którym wspaniałe role wykreowali Kate Winslet oraz Jim CarreyDzisiaj myślę, że może w wieku czternastu lat miałam nieco inną wrażliwość, a może po prostu ten film trafił na nieswój czas..? Niemniej teraz uważam, że jest to filmowa lektura obowiązkowa. Czy wymazanie z pamięci przykrych wydarzeń przyniosłoby nam wyłącznie ulgę, czy może nieodwracalne szkody? Jak ważne są wspomnienia w kontekście naszej tożsamości? - warto poszukać odpowiedzi właśnie w tym filmie.


To, co podczas seansu zwraca uwagę najbardziej, to (poza intrygującymi historiami) bez wątpienia fantazyjna scenografia. Każde pomieszczenie zdaje się opowiadać zupełnie osobną, oryginalną historię, a każdy znajdujący się w nim przedmiot niesie ze sobą dodatkowe znaczenie (niekoniecznie dla fabuły, czasami wyłącznie dla sceny, a czasami bardzo wprawnie uzupełnia portrety bohaterów).
Wkrótce swoją premierę będzie miał najnowszy film Francuza, "Dziewczyna z lilią", czyli romantyczno-magiczna historia z udziałem Audrey TautouRomaina Durisa i Omara Sy. Nie mogę się doczekać!


Oczywiście, taką listę mogłabym ciągnąć znacznie dłużej: 

Bardzo lubię filmy braci Coen, z tych już obejrzanych zauroczył mnie absurd w "Tajne przez poufne", styl życia Dude'a Lebowskiego czy czarny humor "Fargo", ale także niespokojna atmosfera "To nie jest kraj dla starych ludzi".
(wiecie, że co roku organizowany jest zjazd miłośników i naśladowców Dude'a Lebowskiego? Odtwórcę tej roli, Jeffa Bridgesa tak zafascynowała idea spotkania wielkiej grupy ludzi poprzebieranych za wykreowanego przez niego i braci Coen czołowego filmowego nihilistę, że postanowił zrobić im niespodziankę. Wraz ze swoim zespołem pojawił się na jednym z takich zlotów i zagrał niespodziewany koncert dla oczarowanego tłumu. Przepiękne!)


Z wielką ciekawością sięgam po filmy nowojorskiego artysty, Juliana Schnabela (i bezapelacyjnie najwspanialszym z nich jest dla mnie "Zanim zapadnie noc", biografia kubańskiego pisarza rewolucyjnego, Reinaldo Arenasa - w tę rolę wcielił się niezawodny Javier Bardem), jakiś czas temu zaczęłam poznawać filmografię pochodzącej z Danii Susanne Bier i każdy film autentycznie mnie porusza (recenzję znakomitego "Tuż po weselu" przeczytacie TUTAJ), bardzo cenię umiejętność Davida Finchera do opowiadania emocjonujących, nieco mrocznych historii i kręcenia znakomitych adaptacji, działa też na mnie wrażliwość Todda Haynesa (szczególnie, gdy zajmuje go tematyka szeroko rozumianej tożsamości)...




Natomiast z reżyserujących aktorów bardzo szanuję Clinta Eastwooda (jego "Co się wydarzyło w Madison County" to według mnie jeden z najpiękniejszych melodramatów w historii, który pokazał nieprawdopodobną wrażliwość filmowego Brudnego Harry'ego, zarówno jako reżysera, jak i aktora. Z kolei jego "Rzeka tajemnic" jest jednym z moich ulubionych filmów - znakomicie zagrana, porywająco opowiedziana, miejscami wręcz porażająca i przesmutna historia) oraz George'a Clooney'a (o jego wyczynach z obu stron kamery pisałam TUTAJ). 



Zapraszam Was też na blogowego Facebooka, bardzo się cieszę, że jest tam Was tak wielu!

fotografie: culture.pl, listal.com, kultura.gazeta.pl, europeanmovies.org

6 maja 2013

Top 3 - George Clooney

Dziś George Clooney obchodzi urodziny i pomyślałam, że warto poświęcić mu osobny wpis. Przyznam szczerze, że kiedyś za nim nie przepadałam, a teraz, cóż - lubię go bardzo (bardzo!), zarówno jako reżysera, jak i aktora, dlatego zaprezentuję Wam moje ulubione wystąpienia George'a przed i za kamerą:

"Niebezpieczny umysł"
2002
(przed i za kamerą)

To według mnie film intrygujący, wciągający i bardzo błyskotliwy (nic dziwnego, scenariusz napisał sam Charlie Kaufman, autor scenariuszy do filmów takich, jak "Zakochany bez pamięci" czy "Synekdocha, Nowy Jork". Chociaż, jak głosi plotka, Kaufman był tak niezadowolony z końcowego efektu, że zapowiedział, iż już nigdy nie będzie pracował z Clooney'em. Podobno zdenerwowało go, że reżyser zbyt mocno skupił się na akcji, a za mało na bohaterach). Dzięki temu obrazowi odkryłam dla siebie Sama Rockwella. Aktor zagrał tu znakomitą rolę sławnego prezentera telewizyjnego, Chucka Barrisa, który prowadził podwójne życie i "po godzinach" był płatnym zabójcą, pracującym na zlecenie CIA.
Rola w "Niebezpiecznym umyśle" przyniosła Rockwellowi Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie w 2003 roku.


Do epizodycznych ról w swoim pierwszym filmie, George Clooney zaprosił pewnych słynnych przyjaciół (do pewnego czasu tworzących razem z nim nieformalny, ale chętnie wspominany w tabloidach klub kawalera) i dlatego w rolach uczestników "Randki w ciemno" możemy przez chwilkę zauważyć na ekranie Brada Pitta i Matta Damona.


"Good Night and Good Luck"
2005
(przed i za kamerą)

Mam wrażenie, że tym filmem George Clooney ostatecznie potwierdził swoją wielką klasę i naprawdę duży talent. 
Legendarny dziennikarz stacji CBS, Edward R. Murrow w połowie lat 50. wypowiedział medialną wojnę senatorowi Josephowi McCarthy'emu, który w swojej kampanii oskarżał znane osobistości amerykańskiej polityki, kultury i rozrywki o działalność komunistyczną. Poczynania Murrowa (znakomicie zagranego przez Davida Strathairna) i Freda Friendly'ego (George Clooney), producenta jego programu, przyczyniły się do zakończenia działalności McCarthyego i Komisji Parlamentarnej do Spraw Działań Antyamerykańskich.


Ten film to także spojrzenie na telewizję lat 50. - Murrow był wybitnym dziennikarzem, a przede wszystkim strażnikiem misyjności i uczciwości przekazu telewizji w obliczu jej ogromnego wpływu na społeczeństwo. Historia na czarno-białej taśmie przeplatana utworami jazzowymi, poza głównym wątkiem ukazuje obyczajowość lat 50. i niebezpieczny mechanizm zależności między mediami a polityką.


"Tajne przez poufne"
reż. Ethan Coen, Joel Coen
2008

George Clooney jest jednym z ulubieńców braci Coen. Nie tylko pomogli mu w karierze odkrywając jego talent komediowy w filmie "Bracie, gdzie jesteś?", ale są również współtwórcami najnowszego projektu Clooney'a, "Suburbicon"
"Tajne przez poufne" to przede wszystkim superbłyskotliwy scenariusz, łączący w sobie kilka różnych wątków, osobliwych i jednocześnie bardzo oryginalnych bohaterów oraz kapitalny, nieco czarny humor. Sam Clooney o roli w tym filmie powiedział, że "Zagrał idiotę, który ma romans z Tildą Swinton". Jego Harry to szeryf w Ministerstwie Skarbu, zakochany w sobie Casanova, mający manię prześladowczą i nieodparty urok osobisty.


George Clooney dokonuje coraz lepszych wyborów nie tylko w kwestii doboru ról, ale także projektów filmowych, nad którymi przejmuje kontrolę reżyserską (wyreżyserował również między innymi bardzo dobre "Idy Marcowe"). Nie jest już postrzegany przez pryzmat wizerunku playboya, lecz staje się coraz bardziej cenionym filmowcem (w tym woku wspólnie z Benem Affleckiem i swoim stałym współpracownikiem Grantem Heslovem, jako jeden z producentów, odebrał Oscara za Najlepszy Film - "Argo"), odznaczającym się dużym wyczuciem, inteligencją i doskonałym rozeznaniem w problemach społecznych.
Do wymienionych powyżej filmów mogłabym dodać jeszcze "Cienką czerwoną linię""Człowieka, który gapił się na kozy", "W chmurach" czy "Michaela Claytona" (ja uwielbiam też "Batmana i Robina", ale to zdecydowanie propozycja dla miłośników kiczu...).

A Wy? Które filmy z filmografii George'a Clooney'a lubicie najbardziej?



fotografie: listal.com

Ps. jest jeszcze jeden argument, który przemawia za tym, by obejrzeć film "Tajne przez poufne" (jeśli jeszcze go nie widzieliście). Oto on:


23 grudnia 2012

Na Boże Narodzenie...


W tym roku nie będzie podsumowania, bo widziałam zdecydowanie zbyt mało nowości: ciągle jeszcze muszę ponadrabiać filmowe zaległości, które piętrzą się z zatrważającą szybkością, a ostatnio znacznie bardziej, niż do nowości, ciągnie mnie to kina sprzed co najmniej kilkunastu lat.
Zanim jednak koniec roku, będzie przerwa świąteczna, a ja wprost KOCHAM Boże Narodzenie. Spakowałam już prezenty, zrobiłam z Mamą świąteczne stroiki i pomagałam w ubieraniu choinki. W święta (lub tuż po nich!) uwielbiam wraz z całą rodzinką zrobić sobie mały seans filmowy, dlatego dzisiaj również dla Was mam kilka filmowych inspiracji, które możecie wykorzystać, jeśli również planujecie świąteczne oglądanie:

ANIMACJA

"Fantastyczny Pan Lis"
reż. Wes Anderson
2009

Wspaniała animacja dla całej rodziny, będąca brawurową ekranizacją prozy Roalda Dahla ("Matylda", "Wiedźmy", "Charlie i fabryka czekolady") ze znakomitym dubbingiem (dlatego polecam wersję z napisami!), w którym błyszczą Meryl Streep, Willem Dafoe, Bill Murray, George Clooney, Jason Schwartzman czy sam Wes Anderson.


Tytułowy lis mieszka w skomplikowanym systemie podziemnych korytarzy i wraz z rodziną i przyjaciółmi wiedzie spokojne i dostatnie życie trudniąc się... okradaniem okolicznych farmerów. Problem pojawia się, gdy cała trójka poszkodowanych postanawia pozbyć się lisa raz na zawsze.


MELODRAMAT "Powrót do Brideshead"
reż. Julian Jarrold
2008



Ten przepiękny (szczególnie pod względem estetyki!) melodramat jest wnikliwym i wciągającym portretem angielskiej arystokracji (a właściwie jej powolnego upadku) u progu II wojny światowej. 
To również opowieść o różnicach międzyklasowych i fascynującym trójkącie uczuciowym pomiędzy zdolnym, ale skromnie urodzonym Charlesem (Matthew Goode) oraz bogatym i dekadenckim rodzeństwem - Sebastianem (Ben Whishaw) oraz Julią (Hayley Atwell).


Tytułowe Brideshead do posiadłość Sebastiana i Julii, w którym Charles spędza sporo czasu, podczas którego daje się wciągnąć w towarzyskie gry i narażony jest na niezliczoną ilość (nierzadko ekstrawaganckich) pokus. 
Jednym z najbardziej ekscytujących wątków filmu jest natomiast opozycja religijna (Charles to ateista, natomiast rodzeństwo zostało wychowane w środowisku radykalnie katolickim) i to, jak wiele hipokryzji kwitnie w świecie, który tak pociąga Charlesa.


MUSICAL

"Across the Universe"
reż. Julie Taymor 
2007

Jude (Jim Sturgess) jedzie do Stanów Zjednoczonych, by odnaleźć ojca którego nigdy nie poznał. Tam, w samym centrum hippisowskiej rewolucji poznaje Lucy (Evan Rachel Wood) i jest to początek, oczywiście, historii miłosnej.



Kanwą dla filmu stały się piosenki zespołu The Beatles (wśród których moim faworytem pozostaje wykonanie piosenki "I Am The Walrus" przez Bono - być może dlatego, że to moja ulubiona piosenka z całego repertuaru Beatlesów). Nie jest to być może film pełen ubogacających treści, ale jego warstwa wizualna (która wygląda jakby powstawała pod wpływem silnych środków halucynogennych...) i oprawa muzyczna sprawiają, że naprawdę warto go zobaczyć!

fotografie: listal.com



Ale PRZEDE WSZYSTKIM, 

życzę Wam ciepłych, rodzinnych, pogodnych 
świąt Bożego Narodzenia 
i wielu filmowych olśnień w Nowym Roku!


19 lipca 2012

Michael Fassbender i Steve McQueen


Po Ozonie w życiu Fassbendera pojawił się Steve McQueen. Pierwsze spotkanie aktora czekającego na przełomową rolę i artysty, który zapragnął wyreżyserować swój pierwszy film nie jest ich najszczęśliwszym wspomnieniem. Gdy Fassbender dowiedział się, że pewien Anglik planuje wyreżyserować film o irlandzkim bojowniku, Bobbym Sandsie, który zagłodził się na śmierć w 1981 roku w ramach protestu przeciwko brytyjskim władzom, miał wątpliwości czy będzie on odpowiednim kandydatem do opowiedzenia tak ważnego, szczególnie pod względem emocjonalnym, epizodu z irlandzkiej historii. McQueenowi z kolei w ogóle nie spodobał się facet, którego spotkał: uznał, że Fassbender jest zbyt zarozumiały. Aktor i reżyser dali sobie jeszcze jedną szansę: „Głód” powstał, a Fassbender zagrał jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą) ról w swojej dotychczasowej karierze. 



Michael Fassbender & Steve McQueen

Nie tylko drastycznie schudł, by wydobyć z opowiadanej historii niezbędny naturalizm, ale także oddał z ogromnym zrozumieniem desperację i motywację Bobby’ego Sandsa. Sam film intryguje również pewnym detalem realizacyjnym: jedna ze scen: rozmowa głównego bohatera z duchownym, ojcem Moranem (Liam Cunningham), to siedemnastominutowa konwersacja nakręcona na jednym ujęciu: sposób jej zaprezentowania pozwala bowiem maksymalnie skupić się na jej przejmującej treści.


Michael Fassbender & Liam Cunningham

W rozmowie z włoskim „Vogue” Fassbender mówił: „Praca ze Stevem jest zawsze wyjątkowym doświadczeniem, bo on nie działa według żadnych podręczników”. Bez wątpienia tandem reżysersko-aktorski McQueen-Fassbender to obecnie jeden z najciekawszych, najodważniejszych, najbardziej bezkompromisowych, a być może wkrótce i najważniejszych duetów współczesnego kina. Uwaga, z jaką przyglądają się światu i emocje, jakie wykorzystują do opowiadania historii są ostre jak uderzenie w policzek. 

 

Ta współpraca dla rozpędzonej kariery Michaela Fassbendera przyniosła film wywołujący niezliczoną ilość dyskusji, wśród których na jednym biegunie była nagość i kategorie wiekowe, na drugim – jednostka zagubiona w mikrowszechświecie swojego miasta, rodziny i obsesji. 


„Wstyd” w reżyserii Steve’a McQueena rzeczywiście okazał się być jednym z najbardziej intymnych filmów ostatnich lat nie tylko ze względu na fakt, że Michael Fassbender pojawia się na ekranie w pełnym negliżu (publikacjom i komentarzom na temat tej nagości mogłabym poświęcić zupełnie osobny artykuł. Od wypowiedzi George’a Clooney’a, który na rozdaniu Złotych Globów powiedział, że Fassbender może grać w golfa trzymając ręce za plecami, po tekst „Rok z życia penisa Michaela Fassbendera” opublikowany na oficjalnym filmowym blogu „Vanity Fair” – a przecież już dziesięć (!) lat wcześniej podobne poruszenie wywołała „Intymność” Patrice’a Chereau, nieco odrobinę później „Marzyciele” Bernardo Bertolucciego). „Wstyd” obnaża przede wszystkim emocje.


Brandon, główny bohater grany przez Fassbendera to trzydziestoletni yuppie. Jest przystojny, ma świetną pracę i prowadzi intensywne życie erotyczne. Piękne obrazki ukrywają jednak brutalną prawdę: Brandon jest uzależniony od seksu i pornografii, szuka zaspokojenia u prostytutek, przypadkowo spotkanych kobiet, w internetowych nagraniach czy masturbując się w toalecie swojego biurowca. Rozświetlony, wielki Nowy Jork jest dla bohatera z jednej strony pełną pokus kryjówką, z drugiej: dodaje mu anonimowości. Brandon zagłusza w sobie wszystkie oznaki niepokoju, szklany klosz jego sterylnego mieszkania pęka jednak wtedy, gdy wprowadza się tam jego tak samo zagubiona i równie nieszczęśliwa siostra Sissy (Carey Mulligan).

 

Spokojne tempo filmu i sceny w zbliżeniach bądź detalu pomagają snuć historię, w której emocje dominują nad zdarzeniami. Steve McQueen nie daje nam gotowych odpowiedzi. Nie wiemy zbyt wiele o przeszłości głównego bohatera, nie znamy jego upodobań. Niemożność określenia wszystkich źródeł problemów Brandona czyni z niego bohatera jeszcze słabszego, jeszcze bardziej tragicznego, ale i jeszcze bardziej uniwersalnego. Pewne kontrowersje spowodowało pominięcie Fassbendera w tegorocznych oscarowych nominacjach. Yago García z hiszpańskiej „Cinemaníi” odwołując się do „Wstydu” napisał: „To zbrodnia zapomnieć o tym facecie i o tym filmie” oraz dodał, że jeśli Akademia uznała ten film (i tę rolę) za zbyt prowokacyjną, można było nominować Fassbendera chociaż za drugoplanową rolę w „Niebezpiecznej Metodzie” lub „X Men: Pierwsza Klasa”.



Ciąg dalszy nastąpi,
Korektę całego tekstu wykonał: Grzesiek Szklarczuk
Artykuł w całości możecie przeczytać na portalu G-Punkt.pl, dokladnie TUTAJ

fotografie: listal.com

26 lutego 2012

na kwadrans przed Oscarami...

Moi Drodzy,

Naprawdę bardzo chciałam zrobić rzetelny przegląd przedoscarowy. Ale cóż, skoro większości filmów nie miałam okazji zobaczyć? 
Napiszę więc trochę o faworytach.

Ciekawie temat Oscarów potraktował magazyn "Interview", który z tej okazji na swojej stronie internetowej przypomina wszystkie wywiady, które na przełomie kilku ostatnich lat zostały zrobione z nominowanymi - czy to na temat tegorocznych filmów, czy czegoś zupełnie wcześniejszego. Z kolei "Vanity Fair" po raz kolejny przygotowało swoje "Hollywood Portfolio".

W kategorii Najlepszy Film bezapelacyjnie największym faworytem krytyki jest "Artysta" - czarno-biały, niemy obraz opowiadający historię pewnego aktora, George'a Valentina (Jean Dujardin), który przeżywa kryzys w momencie początku ery kina dźwiękowego.

Michel Hazanavicius, reżyser i scenarzysta filmu powiedział:
"Ludzie, którzy nie oglądają niemych filmów myślą, że jest to doświadczenie intelektualne. To jednak coś zupełnie przeciwnego. To bardzo zmysłowe"

odtwórcy głównych ról Bérénice Bejo i Jean Dujardin 
oraz reżyser Michel Hazanavicius
fot. Steven Pan dla "Interview Magazine"


W kategorii Najlepsza Aktorka faworytką jest mistrzyni Meryl Streep, która swoją (siedemnastą!) nominację zdobyła za rolę Margaret Thatcher w filmie "Żelazna Dama" Phyllidy Lloyd (niektórzy krytycy z przekąsem stwierdzają, iż rola Streep jest jedynym pozytywnym lub najbardziej interesującym aspektem całego filmu.
fot. Brigitte Lacombe dla "Interview Magazine"


Mniej jednoznaczne są prognozy co do aktora, który powinien zdobyć nominację w kategorii Najlepszy Aktor. Najczęściej wymieniane są trzy nazwiska: George Clooney, Brad Pitt i Gary Oldman. Dla Pitta i Oldmana byłby to pierwszy Oscar (Clooney otrzymał statuetkę za drugoplanową rolę w filmie "Syriana"). George Clooney od kilku lat wzbudza we mnie większe emocje jako reżyser (kilka lat temu zakochałam się w jego "Niebezpiecznym Umyśle" i "Good Night and Good Luck", w tym roku bardzo podobały mi się "Idy Marcowe"), ale z roku na rok coraz bardziej doceniam go również jako aktora. Być może "Spadkobiercy" będą dla niego szczęśliwi.


 
fot. Annie Leibovitz dla "Vanity Fair"


Brada Pitta kiedyś nie lubiłam, ale przyznam, że dorosłam i dla niego mogę się zachwycić "Troją" (nie wspominając oczywiście o filmach takich, jak "Fight Club", "Uśpieni", "Przekręt" czy "Tajne przez poufne"). A obejrzenia "Moneyball" nie mogę się doczekać tym bardziej, że reżyser filmu, Bennett Miller jest autorem "Capote" - według mnie, absolutnego arcydzieła.


Brad Pitt i Bennett Miller,
fot. Tom Munro dla "Vanity Fair"


Nie wiem jednak, jak ocenić Gary'ego Oldmana. Nominowany za rolę w "Szpiegu", aktor miota się między filmami bardzo dobrymi, a koszmarnie złymi, nie mogąc zdecydować się chyba na konsekwentne wyprostowanie swojej kariery. Stąd w jego filmografii trafiają się zarówno: "Mroczny Rycerz", "Leon Zawodowiec" czy "Basquiat" (grupa 1.) jak i "Nienarodzony" czy "Dziewczyna w czerwonej pelerynie" (grupa 2.) A szkoda.

Co ciekawe, wielu komentatorów wskazuje, iż czarnym koniem 78. rozdania nagród Akademii może być film "Służące". Pisałam o nim TUTAJ i muszę Wam powiedzieć, że dla mnie jest to jeden z takich filmów, który, mimo że obiektywnie całkiem dobry, nie zostawia na dłużej żadnych większych emocji. I o ile nagroda dla Jessiki Chastain za rolę drugoplanową byłaby zupełnie zasłużona, o tyle nie spodziewam się niczego więcej.

ekipa "Służących": 
reżyser Tate Taylor oraz Octavia Spencer (nominacja w kategorii Najlepsza Rola Drugoplanowa) i Viola Davis (nominacja za Najlepszą Rolę Żeńską)
fot. Annie Leibovitz dla "Vanity Fair"

Internauci natomiast jako swojego faworyta bardzo często wskazują "O północy w Paryżu" Woody'ego Allena. Również o nim już pisałam (o TUTAJ) i do teraz uważam go za jeden z najbardziej rozczarowujących filmów ubiegłego roku. I mam nadzieję, że w kategorii Najlepszy Scenariusz Oryginalny pokona go J.C. Chandor i jego znakomity scenariusz do filmu "Chciwość".

Ciekawie zapowiada się również rywalizacja w kategorii Najlepszy Reżyser. Czy statuetka powędruje w ręce Martina Scorsese?
Oby!

A jakie są Wasze typy?
Będziecie oglądać transmisję na żywo?

2 lutego 2012

Ryan Gosling

Luty to miesiąc Oscarowy, ale zanim zacznę pisać o nominowanych i faworytach - kilka słów o aktorze, który uznawany jest za jednego z największych pominiętych tegorocznego rozdania.
Artykuł w całości możecie przeczytać na stronie G-Punkt.pl

fot. Mikael Jansson

Aktora, który swoją karierę zaczynał jako dziecięca gwiazda w Klubie Myszki Mickey nie można chyba nazwać supernową. A jednak, popularność Ryana Goslinga rośnie z dnia na dzień, czyniąc z niego jedną z największych gwiazd młodego pokolenia. W Internecie aktor uzyskał już status kultowego – wydaje się, że każdy powód jest dobry, by pisać o Ryanie Goslingu. Tym lepszą okazją jest polska premiera "Id marcowych" w reżyserii George'a Clooneya. Filmu, w którym Gosling wciela się w rolę młodego, przebojowego i bezwzględnego specjalisty od politycznego PRu.


W wywiadzie dla włoskiego „Vogue’a” George Clooney powiedział o Goslingu: „On jest jedną z najbardziej utalentowanych osób, z jakimi kiedykolwiek miałem przyjemność pracować. Jest inteligentny, charyzmatyczny, przystojny. Jestem pewien, że za kilka lat będzie prawdziwym problemem dla innych aktorów”. To poniekąd tłumaczy, dlaczego ubiegły rok bez wątpienia należał do Ryana Goslinga. Dwie nominacje do Złotych Globów, okładki magazynów, piszczące fanki – gdy w 2010 roku Gosling po roli w „Blue Valentine” Dereka Cianfrance’a wszedł do pierwszej ligi, wszyscy z niecierpliwością czekali na jego kolejne filmy. Trzeba przyznać, że role w „Kocha, lubi, szanuje”, „Idach marcowych” oraz „Drive” ugruntowały jego pozycję w Hollywood.

fot. Mikael Jansson

Internetowy kult Ryana Goslinga ma bardzo zabawne podłoże: aktor stał się bohaterem internetowego memu - „Hey, girl” (pewnego frazesu czy koncepcji, która rozprzestrzenia się za pomocą portali społecznościowych, blogów, forów i komunikatorów internetowych pomiędzy powielającymi i modyfikującymi ją osobami). Na stronie fuckyeahryangosling.tumblr.com możemy znaleźć zdjęcia z filmów czy sesji zdjęciowych aktora z absurdalnie zabawnymi podpisami, jak: „Hej dziewczyno, gender jest konstruktem społecznym, ale wszyscy lubią się przytulać” czy „Hej dziewczyno, wiem, że Elizabeth Grosz uważa, że ciało jest powierzchnią, na której zapisane są prawo, moralność i inne wartości, jednak moje ciało teraz naprawdę ma ochotę na jedzenie z tobą na ganku płatków czekoladowych”. Gdy podczas wywiadu dla MTV dziennikarz pokazał Goslingowi kilka memów, aktor czytał je ze śmiechem.


Idealnym obiektem uwielbienia jest również Jacob – grany przez Goslinga bohater filmu „Kocha, lubi, szanuje”. To typowy playboy: rewelacyjnie ubrany, elokwentny, zamożny. Ma także świetne ciało („jesteś taki sfotoszopowany!” – mówi jedna z jego kochanek na widok jego torsu), zniewalające spojrzenie i niezawodny sposób na kobiety (przed pójściem do łóżka, odgrywa z nimi słynną scenę tanecznego „lotu” z filmu „Dirty Dancing”). Ta rola to dla Goslinga nie tylko nominacja do Złotego Globu, ale również możliwość przekonania widzów, że ma do siebie spory dystans i świetnie sprawdza się w komedii.


Kariera Ryana Goslinga zaczęła się w Klubie Myszki Mickey, gdzie występowali również Christina Aguillera, Britney Spears i Justin Timberlake. Z jego rodziną aktor mieszkał przez dwa lata i do dziś uważa ich za bardzo ważną część swojego życia. Kino natomiast odkryło Goslinga w roku 2001, gdy po roli młodego Żyda-nazisty w filmie „Fanatyk” otrzymał nagrodę Independent Spirit dla najlepszego aktora. 

fot. Mikael Jansson

Kolejnym przełomowym filmem w karierze Ryana Goslinga był bez wątpienia „Pamiętnik”– melodramat, który uczynił z aktora obiekt pożądania, ponieważ grany przez niego Noah wspaniale wpisał się w archetyp zakazanego kochanka. Za tę rolę, a właściwie - za duet, który Gosling stworzył z Rachel McAdams,  posypały się dość kuriozalne nagrody, jak Teen Choice w kategoriach: najseksowniejsza scena miłosna, ulubiona chemia filmowa czy, oczywiście, najlepszy filmowy pocałunek (ten docenili również widzowie MTV). Wydaje się jednak, że Ryan Gosling prowadzi swoją karierę dość przemyślaną drogą. Dwa lata później wystąpił w filmie „Szkolny chwyt”, a rola nauczyciela uzależnionego od narkotyków przyniosła mu pierwszą nominację do Oscara i potwierdziła skłonność Goslinga do aktorskich metamorfoz. 2007 rok to filmy „Miłość Larsa” i „Słaby Punkt”. W pierwszym zagrał autystycznego tytułowego bohatera, który wchodzi w trudny, pełen skomplikowanych emocji związek z tajemniczą Bianką, która jest… gumową lalką. Drugi obraz to thriller, gdzie Gosling wcielił się w ambitnego, aroganckiego prokuratora, partnerując Anthony’emu Hopkinsowi.


Trzy lata później, po występie w filmie „Blue Valentine” Dereka Cianfrance Ryan Gosling został uznany przez magazyn „Interview” za jedno z odkryć 2010 roku. „Blue Valentine” to kameralne, bardzo intymne studium związku, w którym dwójka ludzi od spontanicznego, młodzieńczego zakochania, przez spokój codzienności, przechodzi w fazę wyniszczającego kryzysu małżeńskiego. Gosling jako kochający swoją żonę i córeczkę, ale niezbyt ambitny i nadużywający alkoholu Dean, świetnie pokazuje wszystkie stany i niuanse swojej postaci. O pracy na planie i relacji z partnerującą mu Michelle Williams aktor mówił: „Nigdy wcześniej nie czułem takiej więzi z innym aktorem. Myślę, że wynikało to z faktu, iż wiedziałem, że ona pracowała nad rolą przez sześć lat. Ja tworzyłem swoją przez cztery, a Derek próbował zrobić ten film od dwunastu lat. I gdy w końcu udało nam się ukończyć film, doskonale się znaliśmy. To zaufanie, którego nie potrafisz zdobyć podczas kilku miesięcy prób”.


ciąg dalszy nastąpi.

źródła:
- Karolina Sulej, Hej, dziewczyno, „Wysokie Obcasy” (opublikowany w Internecie na stronie:http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53668,10664415,Hej__dziewczyno.html, dostępność: 28.01.2012)
- vogue.it
- interviewmagazine.com

fotografie: Mikael Jansson (interviewmagazine.com), listal.com, fuckyeahryangosling.tumbrl.com