Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tilda Swinton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tilda Swinton. Pokaż wszystkie posty

31 marca 2014

Grand Budapest Hotel

reż. Wes Anderson
scen. Wes Anderson
2014


Pewien pisarz (Tom Wilkinson) uważa, że najlepsze inspiracje do tworzenia książek przynosi mu samo życie. Aby przekonać nas, widzów, iż jego powieści są wybuchową mieszanką jego fantazji i zasłyszanych historii, sięga pamięcią kilkadziesiąt lat wstecz i opisuje nam swój pobyt w lekko podupadłym Grand Budapest Hotel. To tam, jeszcze piękny, młody i ciekawy świata (na dodatek o aparycji Juda Law), spotkał niejakiego pana Mustafę (F. Murray Abraham), tajemniczego bogacza, który podczas wspólnej kolacji opowiedział mu szczegółowo pewne wydarzenia ze swojej młodości.


Te sekwencje w formie retrospekcji przenoszą nas do lat 30. w fikcyjnej Republice Żubrówka, którą Wes Anderson zasiedlił masą fantastycznych bohaterów i powiązał ich siecią historii, które w efekcie dają film będący nie tylko koktajlem gatunków, ale i wspaniałą, błyskotliwą, czarującą, ale i nieco nostalgiczną opowieścią o pasjach, namiętnościach i pewnym obrazie. Głównymi bohaterami filmu są Gustave H. (rewelacyjnie obsadzony Ralph Fiennes), doskonały portier hotelu Grand Budapest i miłośnik kobiet (ważne, by były dojrzałe, majętne i blond) oraz Zero (Tony Revolori), boy hotelowy, który staje się powiernikiem, wybawicielem, ale i prawdziwym przyjacielem Gustava. 



Mam wrażenie, że "Grand Budapest Hotel" powstał po to, by Wes Anderson mógł dać upust swojej nieograniczonej wyobraźni: kilkunastu bohaterów, wiele małych historii tworzących osobliwy gatunkowy patchwork oraz ogromna dbałość o estetykę... w tym przypadku absolutnie nie jest to zarzut. Połączenia między tymi mininarracjami są bardzo błyskotliwe, bo sam Anderson ma naprawdę wspaniałe poczucie humoru, miejscami nieco czarne, ale zawsze rozbrajające. Każdy bohater to zupełnie osobna, fascynująca historia - zakochana w Gustavie Madame D. (Tilda Swinton), ofiarowująca w spadku swojemu kochankowi cenny (aczkolwiek nieco szkaradny) obraz przedstawiający chłopca z jabłkiem, jej syn Dmitri (wspaniały Adrien Brody), furiat i despota, któremu towarzyszą trzy siostry (wyglądające jak zdjęte z obrazów Gustava Klimta, wymienianego przez kostiumografkę, Milenę Canonero jako jedną z głównych inspiracji), jego usłużny znajomy-zabijaka (Willem Dafoe) nie rozstający się ze swoimi kastetami, najgorszy portier na świecie (Jason Schwartzman), prawy i odważny adwokat (Jeff Goldblum), urocza pomocnica najsłynniejszego cukiernika w mieście (Saoirse Ronan), główny macho więzienia Ludwig (Harvey Keitel) czy dobroduszny oficer policji (Edward Norton) - tworzą wielobarwną galerię złożonych osobowości.



Wesa Andersona można kochać, lub nie znosić, bo jego specyficzny styl z pewnością bywa dla niektórych widzów męczący. "Grand Budapest Hotel" to jednak film, który warto obejrzeć choćby ze względu na wciągającą (miejscami może wręcz pozornie chaotyczną) plątaninę wątków i liczne odwołania do innych dzieł sztuki czy popkultury (tatuaże Ludwiga są piękną parodią najgorszych przykładów więziennej sztuki tatuażu, autotematyczna rola Adriena Brody przywodzi na myśl jego występ w "O północy w Paryżu" Woody'ego Allena, a niektóre kostiumy i kadry są niemal identyczną kopią malarstwa Klimta, Łempickiej czy Grosza). 
Ja podczas seansu kilkakrotnie wydałam szczery okrzyk zachwytu.



PS. Mam do tego filmu dosyć osobisty stosunek z jeszcze jednego powodu, poza absolutnym uwielbieniem dla Wesa Andersona: zdjęcia do "Grand Budapest Hotel" kręcone były w Sudetach (czyli najpiękniejszych górach regionu, z którego pochodzę) oraz niemieckim mieście Görlitz, które było niegdyś jednym z moich ulubionych celów szybkich wycieczek (trudno się dziwić, patrząc na klimatyczne uliczki, czarujące zaułki i przepiękne kamienice). Mój ulubiony moment w filmie to natomiast scena, w której Gustave po ukradnięciu ze ściany "Chłopca z jabłkiem" chce zakryć powstałe puste miejsce na ścianie innym dziełem sztuki. Rozgląda się wokół i wybiera "coś szkaradnego", co okazuje się być... obrazem Egona Schiele.


fotografie: cinemania.es, listal.com


24 marca 2014

Alfabet Wesa Andersona - część 1

Wielokrotnie pisałam tutaj, że jestem wręcz fanatyczną miłośniczką kina Wesa Andersona. Dlatego też z okazji premiery jego najnowszego filmu (która już w najbliższy piątek!) przygotowałam coś, co wprawi nas wszystkich w odpowiedni przedpremierowy klimat:

A - Aktorzy


Naprawdę uwielbiam, gdy reżyserzy zapraszają swoich ulubionych aktorów do ponownej współpracy. Jestem przekonana, że zawsze świadczy to o ogromnym zaufaniu z obu stron oraz świetnym, twórczym klimacie na planie, który pozwala wszystkim czuć się komfortowo. Nie inaczej jest w przypadku Wesa Andersona - Owen Wilson, Jason Schwartzman, Bill Murray (mówi się, że to Wes Anderson odkrył Billa Murray'a dla kina niezależnego. Zaproponował aktorowi rolę w "Rushmore", mimo że wiedział, iż stawką Murray'a było wtedy 9 milionów, a budżet filmu był niewielki. "No to obedniemy trochę zer" - miał powiedzieć Bill. I obciąć dokładnie trzy), Anjelica Huston, Willem Dafoe, Tilda Swinton, Adrien Brody czy Waris Ahluwalia - to nazwiska, które (ku mojej wielkiej uciesze) powtarzają się w listach obsadowych.
Ale jeśli miałabym z wymienionych wyżej nazwisk wybrać moją najulubieńszą konfigurację, bez wątpienia będzie to Wes Anderson i Jason Schwartzman


B - Baumbach Noah
C - Coppola Roman

To najwierniejsi współpracownicy Andersona w zakresie pisania scenariuszy.
Roman Coppola jest synem Francisa Forda Coppoli i tak, tak, bratem Sophii, z którą wielokrotnie pracował na planie (jako drugi reżyser lub producent). Jest również autorem reklam i teledysków (współpracował z Mobym, The Strokes, Marianne Faithfull czy Kylie Minogue).


Noah Baumbach natomiast jest nie tylko oryginalnym scenarzystą, ale również cenionym reżyserem. Jego (autobiograficzny) film "Walka żywiołów" został świetnie przyjęty przez krytykę i dał nazwę angielskiemu folkowo-rockowemu zespołowi Noah And The Whale, który stworzył kombinację imienia reżysera z oryginalnym tytułem "The Squid and the Whale". Sam Noah ma natomiast syna, któremu nadał imię Rohmer, w hołdzie mistrzowi francuskiego kina, Ericowi Rohmerowi
Kilka miesięcy temu było o Baumbachu szczególnie głośno w kontekście filmu "Frances Ha", który stworzył wspólnie ze swoją ukochaną, Gretą Gerwig (to ona również zagrała tytułową bohaterkę). 


D - Darjeeling

Czyli cel podróży głównych bohaterów "Pociągu do Darjeeling" (prawdopodobnie mojego ulubionego filmu z całej filmografii Andersona).
Peter (Adrien Brody), Jack (Jason Schwartzman) i Francis (Owen Wilson) to trzej bracia. Po roku nie rozmawiania ze sobą rozpoczynają podróż, podczas której chcą się zjednoczyć, odkryć samych siebie i otworzyć na to, co proponuje im świat. Tytułowy pociąg do Darjeeling ze swoimi wzorzystymi tapetami i specyficzną obsługą stanie się dla nich nie tylko środkiem transportu, ale także osobliwą przestrzenią do podsumowania dotychczasowego życia. 
O filmie pisałam TUTAJ.


F - Fantastyczny pan Lis

Wspaniała animowana ekranizacja prozy Roalda Dahla to jeden z moich najulubieńszych filmów animowanych wszech czasów. 
Tytułowy główny bohater (mówiący obłędnym głosem George'a Clooney'a) bez skrupułów okrada szkaradnych farmerów z małej wsi. Poszkodowani postanawiają więc wypowiedzieć mu wielką wojnę. Film z punktu widzenia estetyki jest naprawdę oszałamiający, to również skarbnica świetnego humoru i szczegółów, które sprawiają, że chce się do niego wracać i odkrywać te detale ponownie.



G - Genialny Klan

To właśnie od "Genialnego klanu" rozpoczęła się moja przygoda z Wesem Andersonem (ale, przyznam szczerze, miłością zapałałam do niego nieco później). 
Dysfunkcyjna rodzina, perwersyjna przyjemność w wypełnianie kadrów detalami, które możliwe są do odkrycia dopiero, gdy naciśniemy przycisk "pauza", barwna galeria zakręconych postaci (każda z własnym, jednakowo fascynującym, mikrokosmosem problemów, radości i dziwactw)... 
Plus, Stylówka Margot Tenenbaum (Gwyneth Paltrow): oczy wymalowane na czarno, tenisowa sukienka, torebka Birkin - bohaterka, wzorowana najprawdopodobniej na wizerunku Nico, modelce, jednej z muz Warhola, wokalistce Velvet Underground, wzbudziła podobną sensację, co sam film.




H - Hotele

Być może hotel, jako miejsce akcji, i jednocześnie bardzo interesująca przestrzeń do analizy, dołączyła na stałe do ulubionych przestrzeni Wesa Andersona. To przecież budynek pełen - identycznych, lub przeciwnie, dekorowanych różnorodnie - pokojów, które stanowią jedną całość, ale jednocześnie stają się na chwilę zupełnie osobistymi przestrzeniami dla osób, które je zasiedlają. To również zbiorowisko postaci, które pozornie przez pewien okres mieszkają zupełnie niezależnie od siebie, a jednak, poprzez bliskość i charakter budynku, tworzą w tym czasie zadziwiającą społeczność.
Zanim powstał "Grand Budapest Hotel", istniał już "Hotel Chevalier" (jako uzupełnienie jednego z wątków "Pociągu do Darjeeling"), czyli krótkometrażowa opowieść o pewnej miłości (a właściwie jej braku). W rolach głównych wystąpili Jason Schwartzman i Natalie Portman, a film (będący kwintesencją stylu reżysera) możecie obejrzeć TUTAJ.


K - Kostiumy

Jak wszystko w universum Wesa Andersona, również kostiumy nie mogą być zbiorem przypadkowych części garderoby. Zazwyczaj odpowiedzialna jest za nie żywa legenda kostiumografii, pochodząca z Włoch laureatka trzech Oscarów - Milena Canonero.
Artystka była stałą współpracowniczką Stanley'a Kubricka ("Barry Lyndon", "Mechaniczna pomarańcza"), stworzyła również niezapomniane kostiumy do "Marii Antoniny"
W przypadku najnowszego filmu Andersona, "Grand Budapest Hotel", inspiracjami dla Canonero były przede wszystkim fotografie Man Raya i George'a Hurrella, a także malarstwo Gustava Klimta, Keesa van Dongena, Tamary Łempickiej oraz George'a Grosza.


Co ciekawe, samego Wesa Andersona (i jego garnitury przestraszonego maturzysty) można odnaleźć na listach najlepiej ubranych reżyserów.

*   *   *
Niektóre informacje pochodzą z tekstu Barbary Hollender "Artysta, który innym ofiarowuje przyjaźń", który można znaleźć na stronie Rzeczpospolitej oraz TEGO tekstu na stronie Vanity Fair.

Ciąg dalszy nastąpi...

fotografie: hollywoodreporter.com, filmweb.pl, listal.com, blogs.indiewire.com

31 grudnia 2013

(Filmowe) Odkrycia 2013 Roku

I znów na blogu było nieprzyzwoicie cicho przez zbyt długi czas - bardzo dziękuję jednak wszystkim, którzy ciągle tu zaglądają, bo pisanie wciąż sprawia mi wiele przyjemności, potrzebowałam tylko krótkiej (lub nawet nieco dłuższej) przerwy.

Nie była to przerwa wyłącznie od samego blogowania, ale także od śledzenia nowości, więc nie potrafiłabym zrobić porządnego podsumowania mijającego roku. Pomyślałam jednak, że opowiem Wam o najbardziej godnych uwagi, poruszających lub zwyczajnie przyjemnych (około)filmowych odkryciach oraz inspiracjach 2013.


Współpraca Wesa Andersona z Pradą


Wiecie, jak bardzo lubię Wesa Andersona (i cały andersonowski mikrokosmos ze zbyt dorosłymi dziećmi, nieprzystosowanymi dorosłymi, przepięknymi wnętrzami i kapitalnym poczuciem humoru), dlatego informację o współpracy reżysera z jedną z najbardziej prestiżowych marek przyjęłam ze szczerym entuzjazmem.
Pierwszy z filmów - reklamę zapachu Candy (znajdziecie ją tutaj) - stworzony wspólnie z Romanem Coppolą zainspirował film "Jules i Jim" Françoisa Truffauta, a w główną bohaterkę wcieliła się jedna z najciekawszych aktorek francuskich młodego pokolenia, Léa Seydoux
Drugi to "Castello Cavalcanti" (tutaj) w której główną rolę (kierowcy zagubionego na włoskiej prowincji) zagrał jeden z ulubionych aktorów Andersona, Jason Schwartzman i jest to swoisty hołd dla mistrza kina włoskiego, Federico Felliniego ("Candy" i "Castello Cavalcanti" to również typowe przykłady filmu modowego - o co chodzi, przeczytacie TUTAJ).
Nic tylko podziwiać!


Śpiewający Ryan Gosling

Jak powiedziała moja przyjaciółka: "Ryan, możemy cię kochać jak będziesz muzykiem, bo tak to nie" ;) Na pewno wiecie co mamy na myśli - nie jesteśmy fankami Ryana Goslinga (niezależnie od tego, czy ma na sobie koszulkę, czy nie), nie śledzimy z zapartym tchem jego filmografii (chociaż ja widziałam jej sporą część gdy przygotowywałam się do napisania artykułu, który możecie znaleźć TUTAJ i TUTAJ), a jednak "Pa Pa Power", "In The Room Where You Sleep" lub "Lose Your Soul" wprawiają nas zawsze w szczególnie dobry nastrój.



Ciekawostką jest, że Ryan Gosling wraz z przyjacielem Zachiem Shieldsem wymyślili swój zespół jeszcze zanim byli w stanie stworzyć cokolwiek wartościowego - uczyli się grać i komponować właśnie po to, by móc urzeczywistnić swoje marzenie o graniu zakręconej, nieco mrocznej, ale i bardo uczuciowej muzyki.
Jeśli jeszcze nie znacie projektu Dead Man's Bones, oto próbka:



"Polowanie", reż. Thomas Vinterberg

To film, który w minionym roku poruszył mnie najbardziej.
"Polowanie" to portret walki o godność. To rozdzierająca opowieść o zaufaniu, potędze kłamstwa i niemocy wobec tabu. O tym, jak konfrontacja z pogłoską może zamienić się w powolne, ale nieodwołalne niszczenie czyjegoś życia.


Recenzję w całości znajdziecie TUTAJ.


Storyboardy Akiry Kurosawy
Wiedzieliście, że Akira Kurosawa, jeden z najwybitniejszych japońskich reżyserów, zanim związał się z kinem, zajmował się malarstwem? Pasję do malowania pielęgnował w sobie również później, tworząc precyzyjne storyboardy do swoich filmów, w których połączył inspiracje tradycyjnymi sztychami i drzeworytami japońskimi (nie będę oryginalna jeśli powiem, że moim ulubieńcem jest Hokusai) z europejskim spojrzeniem na perspektywę i przedstawienie postaci oraz bardzo ekspresjonistycznym podejściem do koloru.
Spójrzcie:





Fakt, że lubię oglądać seriale

Muszę przyznać, że to również moje spore odkrycie tego roku, bo wcześniej byłam przekonana, że ta forma jest kompletnie nie dla mnie. A jednak! 
Od razu zaznaczę, że nie jestem serialową maniaczką i nie potrafiłabym Wam z czystym sumieniem powiedzieć, które seriale są najlepsze, a na które szkoda czasu, bo nie widziałam ich aż tak wiele, jednak "House of Cards" (LINK), "Luther" (LINK), "Homeland", "Boardwalk Empire" (LINK), "American Horror Story" oraz "Dziewczyny" (LINK) polecam gorąco.



teledysk do piosenki 
"The Stars (Are Out Tonight)" Davida Bowie


Klip autorstwa reżyserki i fotografki Florii Sigismondi to nieco surrealistyczna opowieść o pewnym czarującym małżeństwie (i w pewnym sensie także genderowy manifest)... 
W jedną z głównych ról w teledysku wcieliła się boska Tilda Swinton.



Cały teledysk możecie obejrzeć tutaj:



A jakie są Wasze odkrycia 2013 roku?

O Odkryciach poszczególnych miesięcy pisałam w lipcu, sierpniu oraz wrześniu, a w nadchodzącym roku z pewnością znów na bieżąco będę dzieliła się tym, co mnie szczególnie zainspiruje lub po prostu bardzo mi się spodoba.
A na 2014 rok życzę Wam spełnienia marzeń, dużo pięknych chwil i wielu zachwytów w kinach!
Marta


fotografie: tumblr.com, listal.com, scarsmagazine.com, hollywoodreporter.com, laescueladelosdomingos.com

3 września 2013

Jestem miłością

Io sono l'amore
reż. Luca Guadagnino
scen. Luca Guadagnino, Barbara Alberti, Ivan Cotroneo, Walter Fasano
2009


To jeden z filmów, które wręcz powinno się oglądać więcej, niż jeden raz - z tą myślą namówiłam Mamę na wspólny seans i muszę przyznać, że teraz jestem już zupełnie pewna, że film Luki Guadagnino to małe arcydzieło, które zasługuje na wiele uwagi.
Rosjanka Emma (oszałamiająca Tilda Swinton) wiele lat temu wyszła za mąż za pochodzącego z bogatej mediolańskiej rodziny Recchich Tancrediego (Pippo Delbono). Teraz mieszka w wielkim, pięknym domu z mężem i trójką dorosłych dzieci i wydawałoby się, że ich życie jest superelegancką bajką. Kiedy jednak senior rodu zdecyduje się przekazać rodzinną firmę synowi i wnukowi, da to początek lawinie zdarzeń, które zupełnie zmienią bieg rodzinnej historii, pozornie perfekcyjnie zaplanowanej od dawna. Do głosu dojdą wzajemne pretensje, wielkie namiętności i starannie skrywane tajemnice.


Absolutną siłą i jednocześnie największą gwiazdą tego filmu jest bez wątpienia Tilda Swinton (która nigdy wcześniej, w żadnym filmie nie wyglądała tak pięknie - prawdopodobnie bardzo duża w tym zasługa nominowanej do Oscara kostiumografki, Antonelli Cannarozzi oraz przepięknych sukienek od Jil Sander). Jej bohaterka, duszona konwenansami, żyjąca w świecie, z którym tak naprawdę niewiele ma wspólnego, ucieka z niego w zakazany romans (co dało reżyserowi możliwość wykreowania jednej z najpiękniejszych scen erotycznych we współczesnym kinie).
Obłędnej Tildzie Swinton partnerują dwie inne znakomite aktorki - Alba Rohrwacher, coraz bardziej widoczna we współczesnym kinie włoskim, jako Elisabetta jest poszukującą swojej tożsamości artystką i jednocześnie bezkrytycznie lojalną córką Emmy. Uwagę przykuwa również Maria Paiato w roli Idy, oddanej służącej rodziny Recchich.


"Jestem miłością" jest również jednym z tych filmów, w których sama fabuła odgrywa drugorzędną rolę. Jego największą wartością są bohaterowie, ich silne osobowości, afekty i żądze, które determinują ich postępowanie. To również film przepiękny wizualnie, głównie za sprawą wspaniałych zdjęć Yoricka Le Sauxa, nawiązujący stylem i klimatem do klasyków włoskiego kina (głównie Viscontiego).
Film Guadagnino to dwie godziny silnych emocji i oszałamiających kadrów. Warto się zachwycić.


fotografie: listal.com, tumblr.com

6 maja 2013

Top 3 - George Clooney

Dziś George Clooney obchodzi urodziny i pomyślałam, że warto poświęcić mu osobny wpis. Przyznam szczerze, że kiedyś za nim nie przepadałam, a teraz, cóż - lubię go bardzo (bardzo!), zarówno jako reżysera, jak i aktora, dlatego zaprezentuję Wam moje ulubione wystąpienia George'a przed i za kamerą:

"Niebezpieczny umysł"
2002
(przed i za kamerą)

To według mnie film intrygujący, wciągający i bardzo błyskotliwy (nic dziwnego, scenariusz napisał sam Charlie Kaufman, autor scenariuszy do filmów takich, jak "Zakochany bez pamięci" czy "Synekdocha, Nowy Jork". Chociaż, jak głosi plotka, Kaufman był tak niezadowolony z końcowego efektu, że zapowiedział, iż już nigdy nie będzie pracował z Clooney'em. Podobno zdenerwowało go, że reżyser zbyt mocno skupił się na akcji, a za mało na bohaterach). Dzięki temu obrazowi odkryłam dla siebie Sama Rockwella. Aktor zagrał tu znakomitą rolę sławnego prezentera telewizyjnego, Chucka Barrisa, który prowadził podwójne życie i "po godzinach" był płatnym zabójcą, pracującym na zlecenie CIA.
Rola w "Niebezpiecznym umyśle" przyniosła Rockwellowi Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie w 2003 roku.


Do epizodycznych ról w swoim pierwszym filmie, George Clooney zaprosił pewnych słynnych przyjaciół (do pewnego czasu tworzących razem z nim nieformalny, ale chętnie wspominany w tabloidach klub kawalera) i dlatego w rolach uczestników "Randki w ciemno" możemy przez chwilkę zauważyć na ekranie Brada Pitta i Matta Damona.


"Good Night and Good Luck"
2005
(przed i za kamerą)

Mam wrażenie, że tym filmem George Clooney ostatecznie potwierdził swoją wielką klasę i naprawdę duży talent. 
Legendarny dziennikarz stacji CBS, Edward R. Murrow w połowie lat 50. wypowiedział medialną wojnę senatorowi Josephowi McCarthy'emu, który w swojej kampanii oskarżał znane osobistości amerykańskiej polityki, kultury i rozrywki o działalność komunistyczną. Poczynania Murrowa (znakomicie zagranego przez Davida Strathairna) i Freda Friendly'ego (George Clooney), producenta jego programu, przyczyniły się do zakończenia działalności McCarthyego i Komisji Parlamentarnej do Spraw Działań Antyamerykańskich.


Ten film to także spojrzenie na telewizję lat 50. - Murrow był wybitnym dziennikarzem, a przede wszystkim strażnikiem misyjności i uczciwości przekazu telewizji w obliczu jej ogromnego wpływu na społeczeństwo. Historia na czarno-białej taśmie przeplatana utworami jazzowymi, poza głównym wątkiem ukazuje obyczajowość lat 50. i niebezpieczny mechanizm zależności między mediami a polityką.


"Tajne przez poufne"
reż. Ethan Coen, Joel Coen
2008

George Clooney jest jednym z ulubieńców braci Coen. Nie tylko pomogli mu w karierze odkrywając jego talent komediowy w filmie "Bracie, gdzie jesteś?", ale są również współtwórcami najnowszego projektu Clooney'a, "Suburbicon"
"Tajne przez poufne" to przede wszystkim superbłyskotliwy scenariusz, łączący w sobie kilka różnych wątków, osobliwych i jednocześnie bardzo oryginalnych bohaterów oraz kapitalny, nieco czarny humor. Sam Clooney o roli w tym filmie powiedział, że "Zagrał idiotę, który ma romans z Tildą Swinton". Jego Harry to szeryf w Ministerstwie Skarbu, zakochany w sobie Casanova, mający manię prześladowczą i nieodparty urok osobisty.


George Clooney dokonuje coraz lepszych wyborów nie tylko w kwestii doboru ról, ale także projektów filmowych, nad którymi przejmuje kontrolę reżyserską (wyreżyserował również między innymi bardzo dobre "Idy Marcowe"). Nie jest już postrzegany przez pryzmat wizerunku playboya, lecz staje się coraz bardziej cenionym filmowcem (w tym woku wspólnie z Benem Affleckiem i swoim stałym współpracownikiem Grantem Heslovem, jako jeden z producentów, odebrał Oscara za Najlepszy Film - "Argo"), odznaczającym się dużym wyczuciem, inteligencją i doskonałym rozeznaniem w problemach społecznych.
Do wymienionych powyżej filmów mogłabym dodać jeszcze "Cienką czerwoną linię""Człowieka, który gapił się na kozy", "W chmurach" czy "Michaela Claytona" (ja uwielbiam też "Batmana i Robina", ale to zdecydowanie propozycja dla miłośników kiczu...).

A Wy? Które filmy z filmografii George'a Clooney'a lubicie najbardziej?



fotografie: listal.com

Ps. jest jeszcze jeden argument, który przemawia za tym, by obejrzeć film "Tajne przez poufne" (jeśli jeszcze go nie widzieliście). Oto on:


8 listopada 2012

(ulubione) Aktorki, część 1.


Trzyczęściowy ranking ulubionych aktorów (który możecie przeczytać tu: CZĘŚĆ 1, CZĘŚĆ 2CZĘŚĆ 3) ułożyłam i opisałam z ogromną przyjemnością. Nie przypuszczałam, że aż taki problem będę miała z wybraniem najulubieńszych aktorek. Nie chodzi o to, że zupełnie nie lubię kobiet w kinie, przeciwnie. Po prostu, na przestrzeni lat kreacje męskie robiły na mnie większe wrażenie, silniej wpływały na mój odbiór kina i/lub zostawały w pamięci na dłużej. Jest jednak kilka aktorek, które na ekranie wprost uwielbiam. Dzisiaj przedstawię trzy z nich.

(Kolejność, jak zawsze, jest nieprzypadkowa, ale wciąż niekoniecznie idealna. Kolorowe tytuły to odnośniki do innych wpisów na blogu, zapraszam do klikania i czytania!)

1. Meryl Streep

fot. Martin Schoeller

Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że to według mnie najwybitniejsza aktorka i poza tym, że ją niesamowicie doceniam, najzwyczajniej wzbudza we mnie ogromną sympatię.


Przede wszystkim, uwielbiam ją w melodramatach. "Zakochać się" i "Co się wydarzyło w Madison County" to absolutne perły gatunku, najlepsze w swojej klasie. Ale Meryl Streep jest nieprawdopodobnie elastyczna: od lat znakomita zarówno w poruszających dramatach ("Łowca jeleni", "Sprawa Kramerów", "Wybór Zofii", "Kochanica Francuza"), jak i komediach (! "Mamma Mia" (podobno gdy Pierce Brosnan dowiedział się, że w filmie ma zagrać Meryl Streep, przyjął rolę w filmie jeszcze przed przeczytaniem scenariusza. Tym, że ma zagrać i zaśpiewać w musicalu, postanowił przejąć się później), "Julie & Julia" czy "Ze śmiercią jej do twarzy").

fot. Michael Thompson

Niezależnie od tego, jaką rolę gra, pokazuje zawsze przeogromną klasę, jest stuprocentowo wiarygodna i często podkreśla, że uwielbia swoją pracę. I właśnie dlatego my, widzowie, uwielbiamy Meryl!

2. Tilda Swinton



Tildę Swinton odkryłam dla siebie stosunkowo niedawno. Owszem, znałam ją wcześniej (ponadto jej androgyniczna uroda zawsze świetnie korespondowała z moją namiętnością do wątków transgenderowych w kinie!), ale w przeciągu kilku ostatnich miesięcy obejrzałam filmy, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że wprost uwielbiam oglądać ją na ekranie.


To kobieta-kameleon, za każdym razem tak znakomita, że ciężko byłoby mi wybrać tę jedną jedyną ulubioną rolę. Szczególnie jednak zapadła mi w pamięć jako Ella - udręczona w małżeństwie, uwikłana w romans z włóczęgą, pracownikiem męża ("Młody Adam"), jako androgyniczny Orlando (o intrygującym filmie "Orlando" wspominałam analizując właśnie tematykę transgender w kinie!), była świetną Emmą w szalenie eleganckim "Jestem miłością", odpychającą, ale zdeterminowaną Julią ("Julia") i przejmującą Evą (w filmie "Musimy porozmawiać o Kevinie", który poddaje w wątpliwość bezwarunkowość matczynej miłości).



Niedawno Tilda Swinton pojawiła się w drugoplanowej roli pracownicy opieki społecznej w najnowszym filmie Wesa Andersona, "Moonrise Kingdom. Kochankowie z Księżyca", którego polska premiera przewidziana jest na 23 listopada.

3. Kate Winslet

To kolejna aktorka, która mnie wzrusza w dramatach w takim samym stopniu, jak bawi i oczarowuje w komediach. 



I znów, bardzo ciężko byłoby mi wybrać jedną jedyną rolę - jeśli miałabym pójść za wyborami Amerykańskiej Akademii Filmowej, powinnam zacząć od bardzo wymagającej roli, bo postaci moralnie niejednoznacznej czyli Hanny Schmitz z "Lektora" - roli, za którą Kate Winslet otrzymała wreszcie Oscara.



Ale z całej filmografii Brytyjki ja równie mocno cenię "Drogę do szczęścia", film, w którym zagrała (znów! po słynnym "Titanicu") u boku Leonardo DiCaprio, "Życie za życie", w którym wcieliła się w rolę zdeterminowanej reporterki, "Iris", czyli wzruszającą biografię Iris Murdoch, zakręconego "Zakochanego bez pamięci", "Małe dzieci" poruszający temat rodzicielstwa i małżeńskiego wypalenia, pięknie klimatycznego "Marzyciela" i urokliwe, czarująco zabawne "Holiday"

A jak przedstawia się Wasza TOP 3?

ciąg dalszy nastąpi!
fotografie: listal.com