Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kostiumy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kostiumy. Pokaż wszystkie posty

23 maja 2013

Ulubione Filmy Muzyczne

Nie jestem wielką fanką filmów muzycznych (ani musicali), ale czasami odnajduję w tym gatunku prawdziwe perły. Według mnie produkcje, które chcę Wam dzisiaj przedstawić są właśnie takimi wspaniałymi (chyba nawet nie do końca docenionymi) dziełami sztuki filmowej i nie jest też przypadkiem, że aż dwa z nich to obrazy, których osią są wątki transgenderowe. 
Filmowy transgender interesuje mnie od wielu miesięcy, ale dopiero niedawno zaczęłam badać takie motywy nieco bardziej naukowo (może kiedyś zaprezentuję Wam jeszcze jakieś fragmenty moich nieśmiałych naukowych działań, do tej pory mogliście przeczytać na blogu fragment tekstu o filmowej przestrzeni, o TUTAJ).
Ale wróćmy do tematu, kolejność prezentowania - właściwie przypadkowa.

"Gorączka sobotniej nocy"
(Saturday Night Fever)
reż. John Badham
1977


To jeden z filmów, które pokochałam dzięki mojemu Tacie. Główny bohater "Gorączki sobotniej nocy", Tony Manero (znakomity John Travolta) jest niewykształconym młodym chłopakiem z Brooklynu, który pracuje w sklepie z artykułami chemicznymi. Co tydzień chodzi do lokalnej dyskoteki, gdzie zmienia się w niepokonanego króla parkietu. To tutaj Tony spotyka Stephanie (Karen Lynn Gorney), tancerkę, która wkrótce zupełnie zmieni jego życie - przede wszystkim pomoże mu rozwinąć talent, ale również otworzy Tony'emu oczy na świat, który wcześniej znał tylko z gazet.


"Gorączka sobotniej nocy" nie jest jednak wyłącznie ckliwą historią o spełnianiu marzeń. John Badham w swoim filmie bardzo dużo uwagi poświęca również zagadnieniom nierówności społecznych i dyskryminacji rasowej. Tony czuje się znakomicie na scenie, ponieważ tam nie musi odkrywać swoich intelektualnych słabości.
Rola Tony'ego była prawdziwym przełomem w karierze Johna Travolty. Natomiast jednym z głównych symboli filmu stał się... biały trzyczęściowy garnitur, który Travolta nosi w kluczowych momentach filmu. Co ciekawe, początkowo garnitur miał być czarny, jednak zbyt mocno zlewał się z tłem i postanowiono, iż biel będzie znacznie bardziej odpowiednia. Producenci rozważali także wycięcie przy montażu scen tanecznych solówek Travolty. Gdy jednak aktor zagroził wycofaniem się z projektu, wszystkie te sceny pozostawiono w filmie, i do dziś uważane są za wielkie symbole ery disco i kina lat 70.


Ścieżka do "Gorączki sobotniej nocy" była przez wiele lat najlepiej sprzedającym się soundtrackiem w historii (dopóki nie pojawiły się kompozycje do "Bodyguarda"). Nic dziwnego, soundtrack autorstwa niepokonanych braci Gibb, czyli wspaniałego zespołu Bee Gees, jest po prostu oszałamiający. 
Płyta pokryła się piętnastokrotną platyną i utrzymywała się na listach przebojów przez kilkadziesiąt tygodni.


"Cal do szczęścia"
(Hedwig And The Angry Inch)
reż. John Cameron Mitchell
2001


Hedwig (John Cameron Mitchell) jest niespełnioną piosenkarką. Wraz z
 glamrockowym zespołem Hedwig and the Angry Inch podróżuje po Stanach Zjednoczonych, zniesmacza gości podrzędnych barów swoimi transgenderowymi performance'ami oraz, piosenka po piosence, opowiada swoją smutną historię: urodzona we Wschodnim Berlinie, wychowana przez matkę zakochaną w swoim rodzinnym NRD, pewnego dnia (będąc jeszcze androgynicznym chłopcem) poznaje amerykańskiego żołnierza i wyjeżdża z nim z nadzieją na lepsze życie. Uprzednio, Hedwig musi jednak zmierzyć się ze swoją tożsamością.Dziewczyna marzy o tym, by być wybitną artystką. I byłaby nią, gdyby nie Tommy Gnosis (Michael Pitt) - były kochanek piosenkarki, który skradł Hedwig nie tylko serce, ale i twórczość...


Warto zaznaczyć, że "Hedwig and the Angry Inch" początkowo był musicalem teatralnym, dopiero w trzy lata od powstania jego autor, John Cameron Mitchell, przekształcił go w dzieło (według mnie "Cal do szczęścia" bez wątpienia nim jest!) filmowe: w dodatku zarówno wyreżyserował film, jak i zagrał w nim główną rolę.

"Idol"
(Velvet Goldmine)
reż. Todd Haynes
1998


Dziennikarz Arthur Stuart dostaje ważne zadanie: musi odkryć historię, która kryje się za sfingowaną przed dziesięcioma laty śmiercią megagwiazdy glam rocka, Briana Slade'a.
W miarę rozwoju jego poszukiwań, odkrywamy nie tylko drogę kariery Slade'a, ale także niuanse jego zagmatwanej (i jednocześnie niesamowicie ekscytującej!) relacji z żoną Mandy oraz innym muzykiem, Curtem Wildem. Infiltrowanie biografii Briana to dla Arthura również okazja do przyjrzenia się własnej młodości: swoim pasjom, niepokojom oraz poszukiwaniu tożsamości i seksualności, czyli wspomnieniom, które od wielu lat przykrywała gruba warstwa kurzu.
Jest w tym filmie wiele elementów, które mnie autentycznie zachwyciły, przede wszystkim koncepcja scenariusza i stylistyka. Oszałamiająco fantazyjna, odważna, kampowa, superoryginalna - zarówno w sferze kostiumów, jak i dekoracji:


Po drugie, jestem zachwycona obsadą. Jonathan Rhys Meyers jako androgyniczny i supercharyzmatyczny Brian Slade nie tylko świetnie zagrał, ale i zaśpiewał wszystkie utwory swojego bohatera. Ewan McGregor jako zdegenerowany, ogarnięty niepohamowanym szaleństwem Curt Wild doskonale go uzupełnia. Duże wrażenie zrobiła na mnie również Toni Collette, ponieważ grana przez nią postać przechodzi największą widoczną transformację. Ten wyborny zestaw aktorski dopełnia Christian Bale w roli Arthura Stewarta.




W książce
"Ludzie w Vogue. Stulecie portretów" czytamy: "W 1998 roku szkocki aktor Ewan McGregor słynął już z tego, że w filmach nie wytrzymuje zbyt długo w przyodziewku, a "Idol" ("Velvet Goldmine") nie był pod tym względem wyjątkiem. W glamrockowej fantazji Todda Haynesa McGregor zagrał Kurta Wilda, do złudzenia przypominającego Iggy'ego Popa, a Jonathan Rhys Meyers wcielił się w hermafrodytycznego Briana Slade'a wzorowanego na Davidzie Bowiem. McGregor wyłuskał się ze swoich obcisłych złotych spodni - jest w nich na zdjęciu - wykonując dynamiczną interpretację TV Eye z repertuaru The Stooges. Neil Kirk z "Vogue'a" uwiecznił go w roli biseksualnej i hałaśliwej gwiazdy rocka w garderobie na planie filmu. Za to, czego McGregor nie zdołał z siebie zdjąć, oraz za ekstrawaganckie kostiumy Briana Slade'a i jego żony Mandy projektantka Sandy Powell otrzymała nominację do Oscara".


To był absolutnie fenomenalny rok dla Sandy Powell, ponieważ w tym samym roku otrzymała dwie nominacje w kategorii "Najlepsze kostiumy" - jedną za "Idola", drugą za "Zakochanego Szekspira" i  to stworzenie garderoby do tego drugiego filmu przyniosło jej statuetkę. Ja zdecydowanie wolałabym, żeby uhonorowana została jej praca przy "Idolu", nie tylko dlatego, że nie lubię "Zakochanego Szekspira", ale również dlatego, iż według mnie kostiumy w "Velvet Goldmine" są nie tylko okryciem, fantazją, czy uzupełnieniem konwencji, ale przede wszystkim stanowią błyskotliwy komentarz do samych bohaterów - ich osobowości i charakterów.




A Wy macie swoje ulubione filmy muzyczne?
Chętnie o nich poczytam!

fotografie: listal.com, tumblr.com

4 maja 2013

Kasyno

reż. Martin Scorsese
scen. Martin Scorsese, Nicholas Pileggi
1995


Powoli, ale konsekwentnie zmieniam się w psychofankę filmów Martina Scorsese. Ciągle jeszcze czeka na mnie sporo pozycji z jego filmografii (w tym "Kolor pieniędzy", "Król komedii", a także, wstyd się przyznać, "Wściekły byk"!), ale jak do tej pory chyba najbardziej pokochałam "Ulice nędzy", "Taksówkarza", "Gangi Nowego Jorku" i "Kasyno", o którym napiszę dziś więcej.

Scenariusz "Kasyna" oparty jest na prawdziwej historii Franka "Lefty" Rosenthala, zatrudnionego przez mafię do przejęcia kontroli nad kasynami w Las Vegas począwszy od 1971 roku. Jego ochroniarzem, który figurował jako restaurator, był Tony Spilotro, przyjaciel Lefty'ego z młodości, bezwzględnie mordujący  każdego, kto wyłamywał się z reguł. Problemy zaczęły się, gdy Rosenthal związał się z Geri McGee, naciągaczką, zajmującą się dorywczo prostytucją i tańcem erotycznym. Toksyczne małżeństwo upośledzały nie tylko powiązania Franka z mafią oraz jego pracoholizm, ale także słabość Geri do jej byłego sutenera i nieustanna obecność w ich życiu porywczego Tony'ego...


Martin Scorsese i Nicholas Pileggi na kanwie tej opowieści wymyślili trójkę fikcyjnych bohaterów: w rolę Sama "Ace'a" Rothsteina, właściciela  Tangiers, najbardziej imponującego kasyna Las Vegas, wcielił się Robert De Niro. Jego żonę - tu  imieniu Ginger - zagrała brawurowo Sharon Stone. Tony w filmie stał się Nickym i obok roli w "Chłopcach z ferajny" to według mnie najlepszy występ filmowy Joego Pesci. Rolę byłego przyjaciela Ginger zagrał James Woods.
Obsada jest tu według mnie absolutnie fenomenalna. Robert De Niro to ulubiony aktor Martina Scorsese (reżyser często opowiada o ich przyjaźni, która rozpoczęła się w latach 70. ich pierwszym wspólnym filmem, "Ulicami nędzy") i to w jego filmach stworzył najwybitniejsze kreacje w swojej karierze. Napisałam już o tym, jak duże wrażenie zrobił na mnie Joe Pesci, nie mogę też pominąć milczeniem Sharon Stone (za którą nie przepadałam), ponieważ w swojej roli alkoholizującej się, rozedrganej emocjonalnie ćpunki, tkwiącej w małżeństwie, które nigdy nie powinno powstać, wypadła nie tylko bardzo wiarygodnie, ale również niesamowicie przejmująco. "To była odstraszająca, trudna rola" - powiedział o niej Martin Scorsese.



"Kasyno" to niemal trzygodzinna epopeja. Głównym jej bohaterem jest Ace, jednak w tym gigantycznym mafijnym imperium hazardu, jakim w latach 70. było Las Vegas, jest marionetką w rękach mafii nawet wtedy, gdy wydaje się, że mógłby królować niepodzielnie.
KOCHAM też kostiumy w tym filmie. Są imponujące. Martin Scorsese opowiadał:
"Sharon Stone (...) pracowała również dużo przy kostiumach, na przykład przy przetykanym złotem stroju w stylu Davida Bowiego, który nosi na sobie w ostatniej części filmu. Jest trochę luźny po bokach, bo Sharon chciała wyglądać jak najgorzej".


"Rita Ryack i John Dunn przygotowali kostiumy. Mieliśmy pięćdziesiąt dwa przebrania dla Boba [de Niro], a więc sporo, choć prototyp jego bohatera posiadał jeszcze większą galerię niesamowitych ciuchów (...). Jeśli przyjrzycie się uważnie, zauważycie, że do ubrań często dopasowane są tarcze zegarków (...). Nicky pojawia się w filmie w jakichś dwudziestu, może dwudziestu pięciu strojach, a Ginger chyba w czterdziestu".


A tutaj interpretacja garderoby Ace'a, której autorem jest  grafik, Ibraheem Youssef.


Nawet sam Marty Scorsese na planie wpasowywał się w klimat (na zdjęciu po lewej ):

Pisząc powyższy tekst korzystałam z książki:
- Martin Scorsese, "Autobiografia. Pasja i bluźnierstwo", przeł. Barbara Kosecka, Kraków 1997.

fotografie: listal.com

23 kwietnia 2013

Kostiumy: Obywatel Milk

Wielokrotnie pisałam, że temat mody w kinie oraz rola i znaczenie filmowych kostiumów bardzo mnie fascynują. Chciałabym jak najczęściej o tym pisać, a wszystkie teksty o tej tematyce znajdziecie w zakładkach: Kostiumy oraz Moda i Kino.

"Obywatel Milk", 2008
reż. Gus Van Sant
kostiumy: Danny Glicker


Film opowiada historię kariery politycznej Harvey'a Milka będącego pierwszym działaczem społecznym na rzecz równouprawienia homoseksualistów, który zasiadał we władzach miejskich. Milk (mistrzowsko wykreowany w filmie przez Seana Penna) obecnie uważany jest za jednego z największych męczenników amerykańskiego ruchu gejowskiego, ponieważ 27 listopada 1978 roku został zastrzelony przez znajomego z rady miejskiej – znanego z wyznawania bardzo konserwatywnych wartości moralnych Dana White'a (Josh Brolin). 


Wydarzenia opowiadane w filmie, czyli kilkanaście miesięcy politycznej walki Milka to nie tylko krok milowy w walce przeciwko homofobii amerykańskiego społeczeństwa, ale także okres przypadający na czas wczesnej młodości reżysera. Gus Van Sant portretuje doskonale znaną mu rzeczywistość, nie tylko za pomocą  historii i scenografii, ale także – wplecionych materiałów archiwalnych. Film jest więc również nostalgicznym westchnieniem do przeszłości, na szczęście bez ckliwych banałów.


W wywiadzie dla miesięcznika "Interview" Danny Glicker (twórca kostiumów również do filmów takich jak "Dziękujemy za palenie""Transamerica""W chmurach""W drodze" czy "Restless") przyznał, iż kreując kostiumy do "Obywatela Milka" inspirował się przede wszystkim życiorysem głównego bohatera oraz kulturą lat 70. w San Francisco. 
Danny Glicker przyznaje, iż Harvey Milk uwielbiał być w centrum wydarzeń, a jednocześnie zawsze starał się podkreślać wierność ideałom. Stąd najbardziej charakterystyczną dla niego częścią garderoby była biała koszulka z czerwonym nadrukiem głoszącym: "I'll Never Go Back!" i rysunkiem zamkniętych drzwi, którą wkładał na Gay Freedom Day, a także – własnoręcznie zrobiona opaska na ramię z naszytym symbolicznym różowym trójkątem. "Milk dosłownie nosił swoje serce na rękawie" – powiedział Glicker.

Podczas kreowania garderoby dla bohaterów, bardzo ważna była dla kostiumografa ścisła współpraca zarówno z Gusem Van Santem, jak i Seanem Pennem, ponieważ cały projekt miał dla całej ekipy kolosalne znaczenie. 
Co ciekawe, dla ówczesnego San Francisco kultowe Levisy są tak ikoniczne, że część kostiumów stworzono z oryginalnego jeansu z lat 70., a Glicker w poszukiwaniu inspiracji i materiału odwiedzał najdziwniejsze second-handy. Odtworzenie autentycznej rzeczywistości w "Obywatelu Milku" wymagało szczególnej uwagi nie tylko ze względu na autorytet i rangę głównego bohatera – wielu widzów może traktować ten film osobiście, odbierając zdarzenia, jak reżyser Gus Van Sant, z perspektywy obserwatorów tych zdarzeń. Bardzo istotny jest również fakt, jak ogromne znaczenie miała działalność Milka dla całej rewolucji seksualnej, rozpoczętej już w poprzedniej dekadzie.



PS. Tymczasem muszę pakować walizkę, bo pojutrze w Lublinie odbywa się konferencja naukowa  pod tytułem "Nowoczesne i ponowoczesne przygody ciała" organizowana przez Studenckie Koła Naukowe Polonistów, Teatrologów i Medioznawców Instytutu Filologii Polskiej UMCS. Więcej informacji TUTAJ.
Ja opowiem o wątkach transgenderowych w kinie Pedro Almodóvara w piątek, 26 kwietnia, w bloku filmowym od 8:30.


fotografie: listal.com

26 stycznia 2013

Wymowne detale + Django

Pamiętacie, jak pisałam kiedyś tekst o znaczeniu pojedynczej części garderoby dla filmu? Tekst można przeczytać w częściach TUTAJ i TUTAJ, natomiast ja wciąż uwielbiam ten temat i dlatego pomyślałam, że dzisiaj dodam dwa kolejne przykłady do tej osobliwej filmowej garderoby.

1. walizki w "Pociągu do Darjeeling" Wesa Andersona

Słynne upodobanie Wesa Andersona do filmowych detali zaowocowało współpracą reżysera z marką Louis Vuitton - to jej główny projektant, Marc Jacobs podjął się zaprojektowania walizek, z którymi podróżują bohaterowie "Pociągu do Darjeeling" (te kolorowe plamki, które na nich widać to w rzeczywistości inicjały byłego właściciela, a także obrazki dzikich zwierząt jak słonie, antylopy czy nosorożce oraz palmy narysowane przez brata reżysera!).



Francis, Peter i Jack odziedziczyli te torby po ojcu, a ich nieustanna obecność (oraz konieczność pilnowania ich w każdej ekstremalnej sytuacji) daje trzem braciom siłę i nadzieję na ponowne poukładanie relacji wewnątrz ich rodziny.

2. kurtka głównego bohatera "Drive" Nicolasa Windinga Refna

Być może nie wpłynęła ona znacząco na samą fabułę, filmu, jednak błyskawicznie stała się niemal kultowa. Projektantką stroju dla bezimiennego "bohatera z sąsiedztwa" granego przez Ryana Goslinga jest Erin Benach, która pracowała z aktorem już wcześniej przy "Szkolnym chwycie" i "Blue Valentine".



W wywiadzie dla magazynu GQ Benach powiedziała: "Ryan jest niesamowity. Z większością aktorów miałabym wcześniej co najwyżej  rozmowę telefoniczną, ale najczęściej oni po prostu biorą to, co jest dla nich przygotowane w garderobach. Ale Ryan jest zupełnie inny. Wierzy, że kostium jest równoprawną częścią budowanej przez niego postaci i dlatego aż tak integruje się z procesem jej kreowania"


Co ciekawe, wśród inspiracji do stworzenia kostiumu do "Drive" Benach wymienia nie tylko przyniesione przez Goslinga gadżety, ale także wizytę w J. Paul Getty Museum w Los Angeles i rozmowę o germańskiej alegorii Percewala i Czerwonego Rycerza czy koreańskie "souvenir jackets" z lat 50 (jak na przykład TA). Skorpion natomiast pochodzi z surrealistycznej krótkometrażówki Kennetha Angera "Scorpio Rising" opowiadającej o gangu motocyklistów w skórzanych kurtkach.

PS1. Wczoraj aby odreagować tydzień, wybrałam się do kina na:


Z twórczością Tarantino mam pewien problem. Nie jestem jego wielką fanką, ale z drugiej strony oglądając jego filmy zawsze albo świetnie się bawię albo nawet trochę denerwuję: na pewno nie pozostawia mnie obojętną (i jest świetnym materiałem do analiz, popatrzcie sami TU!)
Uważam, że "Django" to dobry, świetnie zagrany i błyskotliwie napisany film (z charakterystyczną dla reżysera tendencją do wydłużania zakończenia do nieprzyzwoitych długości). Estetyka westernu, w której Tarantino umieścił kontekst niemiecki (!) nadaje tej historii o miłości, zemście i bezwzględności niesamowitego klimatu.


Moje uczucia po "Django" nie różnią się od wrażeń po innych seansach filmów Quentina Tarantino: znów rewelacyjnie się bawiłam, zachwyciłam genialnym soundtrackiem i obsadą: Leonardo DiCaprio, Christoph Waltz (któremu występ w poprzednim filmie Tarantino przyniósł Oscara), Jamie Foxx, Samuel L. Jackson i Don Johnson na drugim planie (przekomiczny jako Big Daddy) stworzyli prześwietne, dynamiczne role. "Django" to naprawdę imponująco zrealizowany pastisz westernu z nutą refleksji na temat przeszłości i tolerancji oraz [truizm] jak zwykle zaskakującymi, komicznymi lub absurdalymi scenami przemocy [/truizm]

Z całej filmografii Tarantino Do tej pory najbardziej lubiłam "Wściekłe psy", które wyprzedzały nieznacznie "Pulp Fiction" i "Bękarty Wojny". To "Django" zajmie chyba miejsce 2.


PS2. Nie jest tajemnicą, że po prostu KOCHAM Oscary. Uwielbiam się ekscytować tym, kto zdobył statuetkę, jak również typować swoich faworytów w określonych kategoriach. Gdy tylko uporam się z sesjami (a zostały mi jeszcze 3 egzaminy i jedno kolokwium), na pewno podejmę ten temat!


fotografie: listal.com

15 października 2012

Ubieranie kina. Odcinek 4, część 2.


Część 1. tekstu TUTAJ!
Romanse z projektowaniem dla filmu ma również za sobą Karl Lagerfeld, dyrektor artystyczny domu mody Chanel. Spośród całej jego filmografii na największą uwagę zasługują przede wszystkim „Uczta Babette” Gabriela Axela oraz „Wysokie obcasy” Pedro Almodóvara. Pierwszy z nich to historia dwóch sióstr: Filippy i Martine, które poświęcając całe życie ojcu-pastorowi, wyrzekły się zupełnie swojej prywatności. Zgorzkniałe, mieszkają w zapomnianej przez świat duńskiej wiosce, w bardzo pobożnej społeczności, która w wiele lat po śmierci duchownego spotyka się, by chwalić jego pamięć i Boga. 

Najbardziej intrygującą postacią jest tu jednak tytułowa bohaterka, której siostry wiele lat temu ocaliły życie, będąca, jak się później okazuje, byłą szefową kuchni. Uczta Babette jest więc wielką, wystawną kolacją w stylu francuskim, podczas której pokazywana codziennie na pokaz skromność i wstrzemięźliwość jej uczestników zostaje wystawiona na pokuszenie. Kostiumy będące odzwierciedleniem skromnego życia oraz pochodzenia sióstr i ich towarzyszy (zgrzebne, płócienne bluzki i spódnice, czarne zestawy, białe kołnierzyki) w finałowej scenie wykwintnej kolacji zmieniają swoją funkcję stają się tłem, które znakomicie podkreśla kulinarną orgię, która rozgrywa się w kuchni i na stole. 


„Wysokie obcasy” to również historia rodzinna, jednak głównymi bohaterkami filmu Pedro Almodóvara są matka i córka. Becky del Páramo (Marisa Paredes) porzuciła córkę, Rebeckę (Victoria Abril), dawno temu, dla kariery piosenkarki. Po kilku latach wraca, by się z nią pojednać, jednak okazuje się, że są sobie zupełnie obce. Mocne osobowości, wyraziste postacie kobiece i motywy transgederowe to jedne z wielu czynników, które sprawiają, że projektowanie kostiumów do filmów Hiszpana to niespotykanie interesujące wyzwanie.



Rebeka, prezenterka telewizyjna grana przez Victorię Abril, gdy wyznaje w programie na żywo, że zabiła swojego męża, ma na sobie właśnie żakiet od Chanel (który bardzo przypomina słynny różowy kostium tej samej marki, jaki Jackie Kennedy Onassis miała na sobie w chwili zamachu na Johna F. Kennedy’ego). W rozmowie z „Harper’s Bazaar” Almodóvar powiedział: „Uniformy od Chanel są niezwykle eleganckie. Wystarczy, że otworzysz szafę i wybierzesz jakikolwiek z nich, szczególnie, kiedy nie masz czasu, by zastanowić się, co  włożyć. W „Przerwanych objęciach” Penélope Cruz nosi również ubrania od Chanel”. 


Projektowanie kostiumów może za sobą nieść pewne kontrowersje. Takim przypadkiem okazała się być praca sióstr Kate i Laury Mulleavy (stojących za marką Rodarte) nad kostiumami do „Czarnego łabędzia” Darrena Aronofsky’ego. Film jest poruszającą opowieścią o mikrokosmosie nowojorskiego zespołu baletowego, pełnym zawiści, desperacji i psychofizycznej przemocy, w którym żyje Nina marząca o zdobyciu swojej wymarzonej roli: Odett w „Jeziorze łabędzim”. Dziewczyna musi odnaleźć w sobie pierwiastek, który uczyni z niej idealną kandydatkę do zagrania skomplikowanej, podwójnej roli: nie tylko słodkiego i niewinnego, białego łabędzia, ale i tytułowego, znacznie bardziej mrocznego, czarnego łabędzia. Nad Niną ciąży presja matki i niebotycznie wysokie wymagania despotycznego dyrektora oraz wyrzuty sumienia: to ona stając się główną konkurencją, zmusiła do usunięcia się w cień swoją dawną mistrzynię. 



Właśnie wtedy Nina (Natalie Portman) poznaje Lily (Mila Kunis), która z jednej strony może pomóc dziewczynie w przygotowaniu się do roli, jednak z drugiej strony jej destrukcyjny wpływ okazuje się być absolutnie druzgocący dla kruchej baletnicy. Jeszcze przed swoją premierą „Czarny łabędź” inspirował stylistów i projektantów zarówno z wielkich domów mody, jak i sieciówek (hipnotyzującej mocy baletu uległy między innymi Chanel, Alexander McQueen czy Chloe, a Benetton specjalnie układał swoje manekiny w pozy rasowych baletnic). Wiele kostiumów pojawiających się w filmie zostało rzeczywiście zaprojektowanych przez siostry Mulleavy: kreatorki od dawna znają się z odtwórczynią głównej roli, co więcej, Natalie Portman sama zaproponowała kandydaturę sióstr z Rodarte do pracy przy kostiumach inspirowanych światem baletu. W opisach filmu jako główna autorka kostiumów widnieje jednak Amy Westcott (która wcześniej współpracowała z reżyserem, Darrenem Aronofskym, przy jego „Zapaśniku”). Okazało się, że do momentu, w którym ogłaszano oficjalnego kostiumografa „Czarnego łabędzia”, Laura i Kate Mulleavy nie były członkiniami Amerykańskiej Gildii Kostiumologów, a w kontrakcie nie wymagały umieszczenia swoich nazwisk w napisach. I pomimo iż firma producencka Fox Searchlight chciała zasugerować wszystkie trzy panie w przypadku nominacji do filmowych nagród, zasady gildii pozostawały nieubłagane. Amy Westcott może się więc pochwalić między innymi nominacją do nagród BAFTA oraz nagrodą przyznawaną przez wspomnianą Gildię.


Projektowanie kostiumów dla filmu to pomoc w opowiadaniu historii, kreowaniu świata, nierzadko również tworzenie zupełnie osobnej, a jednak powiązanej z filmem opowieści. To garderoba, która nie przemija w ciągu jednego sezonu i właściwie nigdy tak naprawdę nie wychodzi z mody, co więcej, może stać się prawdziwą inspiracją… dla innych projektantów. I to chyba w tej dziedzinie największy z możliwych komplementów.
Bibliografia:

- clothesonfilm.com

- Laura Brown, „The World of Pedro Almodóvar”, „Harper’s Bazaar”, 09/2011 (dostępne przez www.harpersbazaar.com)
fotografie: listal.com, vanityfair.com

14 października 2012

Ubieranie kina. Odcinek 4, część 1.


Odcinek 4: Projektanci a kino.

W pierwszym odcinku (TUTAJ i TUTAJ) opisałam szczegółowo współpracę Jean-Paula Gaultiera z Pedro Almodóvarem, to jednak nie jedyny związek projektanta z filmem. W tym roku Francuz był członkiem jury na festiwalu w Cannes – to pierwszy przypadek w historii, aby w obradach uczestniczył projektant mody, co dobitnie świadczy o pozycji Gaultiera w świecie sztuki. Ma on na swoim koncie również pracę przy tworzeniu kostiumów do filmów takich, jak „Kucharz, złodziej, jego żona i jej kochanek” Petera Greenaway’a, „Piąty element” Luca Bessona oraz „Miasto zaginionych dzieci” Jean-Pierre’a Jeuneta i Marca Caro.


Ten ostatni zasługuje według mnie na szczególną uwagę, bo to film tak samo bajkowy, co mroczny, w którym baśń ustępuje miejsca najgorszym koszmarom. Centralną postacią i niejako siłą sprawczą dla wszystkich wydarzeń jest tu Krank (Daniel Emilfork), mężczyzna mieszkający na środku morza w przedziwnej budowli, otoczony grupą swoich dzieci-klonów (zwielokrotniony Dominique Pinon). Krank jest najbardziej nieszczęśliwy człowiekiem na świecie: nie potrafi śnić. Dlatego niemal każdej nocy porywa dzieci, by ukraść ich sny i przywrócić swojemu życiu barwy, o których istnieniu dawno zapomniał.


Wśród porwanych maluchów znajduje się braciszek One’a (Ron Perlman): nieco opóźnionego umysłowo siłacza. Zrozpaczony mężczyzna wyrusza na ratunek małemu chłopcu, a towarzyszy mu rezolutna Miette (Judith Vittet), wychowywana w sierocińcu przez apodyktyczny, syjamski duet zakompleksionych terrorystek. Marc Caro, będący jednocześnie opiekunem artystycznym filmu powiedział w wywiadzie dla „New York Times”, iż oboje z Gaultierem wierzą w istnienie skrajnego piękna, co dla niektórych może wydawać się nieco dziwne. „Prawdą jest też, że skrajnym pięknem możemy nazwać to, jak ludzie wyglądają na jego pokazach” – dodał Caro.
 
W tytułowym świecie zaginionych dzieci, tym uniwersum z najgorszych koszmarów, pośród sztywnych nauczycielskich garsonek i jednolitych uniformów, wyblakłych fartuchów dzieci-klonów, Gaultier znalazł miejsce dla złotych guzików w kształcie owadów w płaszczu zaklinacza pcheł, dla szaty Kranka z jedwabiu używanego do tworzenia sari czy dla czerwonej sukienki oraz swojego znaku rozpoznawczego: marynarskiej bluzki w paski, bo nawet w miejscu takim, jak u Caro i Jeuneta, dziewczynki mają prawo wyglądać ładnie. Natomiast sam projektant podkreślił, że stworzone przez niego kostiumy są zmiksowaniem Kuby Rozpruwacza, wieży Eiffel’a i kapitana Nemo.


Prawdopodobnie za najciekawszy przypadek ingerencji świata mody w świat filmu można uznać obraz „Samotny mężczyzna” w reżyserii Toma Forda. Słynny projektant (kojarzony wcześniej między innymi z odrodzeniem domu mody Gucci) zaryzykował stwierdzenie, że moda stała się nudna: zmienia się co sezon, budowana jest jednak ciągle z tych samych, nieustannie przetwarzanych, nieznacznie różniących się od siebie elementów. Postanowił poszukać więc innej formy ekspresji, a najciekawszą, bo najbardziej dynamiczną alternatywą dla dotychczasowej działalności wydało mu się kino. Jego debiutancki film, to opowieść o profesorze literatury, który nie może pogodzić się z nagłą śmiercią wieloletniego partnera. 


Ból George’a Falconera (rewelacyjna rola Colina Firtha) jest tak silny, że z jednej strony pcha go ku autodestrukcji, ale i jednocześnie uwrażliwia na odkrywanie kolejnych półcieni jego pustego życia po stracie ukochanego. Intrygujący student, przypadkowo napotkana na parkingu męska prostytutka, kolacja u wieloletniej przyjaciółki – pozornie banalne lub nieistotne epizody codzienności pomagają George’owi ponownie docenić życie. Wysmakowane kadry i delikatne kolory podkreślają bogatą paletę emocji od przejmującego poczucia straty po przebłyski optymizmu.


Tom Ford za wszelką cenę chciał uniknąć zarówno etykietki „reżysera-projektanta” (dlatego za kostiumy, które bezbłędnie odtwarzają dekadencki klimat lat 60. odpowiedzialna była Arianne Phillips, kreatorka garderoby między innymi do „Skandalisty Larry’ego Flynta”, „Przerwanej lekcji muzyki” czy „Spaceru po linie”), jak i etykietki „reżsera-geja” (Ford od ponad 25 lat związany jest z Richardem Buckleyem, wydawcą i dziennikarzem modowym, byłym redaktorem  naczelnym magazynu „Vogue Hommes International”).


„Samotny mężczyzna” daleki jest jednak od homoerotycznej, opowiastki o miłostkach. To bolesna, bardzo uniwersalna opowieść, obok której nie można przejść obojętnie. 
Sam Tom Ford swoje wieloletnie doświadczenie w obcowaniu z modą przekuł na stworzenie naprawdę bardzo dobrego filmu, unikając wszelkich etykietek i trzeba przyznać, że jego pojawienie się w kinie przynosi apetyt na znacznie więcej.


w całości tekst można przeczytać na portalu G-Punkt.pl - TUTAJ
ciąg dalszy nastąpi.

źródła:
- Amy M. Spindler, „In a ‘City’ Haunted by Gaultier”, 12.12.1995 w “New York Times” (dostępne przez www.nytimes.com)
- Anita Zuchora, “Ford znaczy sukces”, „Film” nr 05/2012, str. 22-23.

fotografie: listal.com