Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mads Mikkelsen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mads Mikkelsen. Pokaż wszystkie posty

29 maja 2013

(ulubieni) reżyserzy. część 1.

Opowiadałam Wam już tutaj o ulubionych aktorkach (części: 1, 2, 3), aktorach (części: 1, 2, 3) i filmach muzycznych (tu), nadszedł więc czas na ulubionych reżyserów.
Kolejność prezentowania tych (według mnie, absolutnie wyjątkowych) osobistości ze świata kina jest zupełnie przypadkowa. Nie chodziło mi o to, by stworzyć sztywny ranking, a raczej by podpowiedzieć Wam, z czyją filmografią warto się zapoznać (mój reżyserski top 3 wszech czasów zaprezentuję dopiero w kolejnym wpisie tej serii).
Fioletowe tytuły filmów to odnośniki do recenzji. Zapraszam!

Wes Anderson

Wzrusza mnie to, jak ogromny szacunek ma Wes Anderson do dziecka. Jako głównego bohatera swoich filmów, elementu struktury społecznej, źródła nieskrępowanej wyobraźni i wolności od konwenansów czy wreszcie jako swego rodzaju (może zabrzmi to zbyt metafizycznie...) głosu drzemiącego wewnątrz każdego z nas. Bez wątpienia najbardziej urokliwym przykładem na to wszystko, co napisałam, jest film "Kochankowie z Księżyca. Moonrise Kingdom", ale bardzo cenię również błyskotliwość "Rushmore".
Z drugiej strony, zadziwia mnie to, jak fotogeniczna jest w filmach Andersona rodzina dysfunkcyjna, taka, jak z "Genialnego Klanu" czy "Pociągu do Darjeeling".
Z kolei tym, co w obrazach reżysera zachwyca mnie najbardziej, to fantazja, z jaką pomaga kreować klimat i sferę wizualną filmu. Koniecznie podczas seansów zwróćcie uwagę na to, jak pieczołowicie zaprojektowane jest każde pomieszczenie i jak smakowicie skomponowany każdy kadr!
Autorem zdjęć wszystkich filmów Andersena jest Robert D. Yeoman.




Wes Anderson często powtarza swoje ulubione tematy. Sam mówi, że stara się nie być nachalnie autotematyczny, ale chce tworzyć kino bardzo osobiste, które będzie równocześnie interesujące dla widza. 
Równie często reżyser powraca do współpracy z lubianymi i sprawdzonymi już filmowcami - zarówno scenarzystami (Noah Baumbach, Roman Coppola), kompozytorami (Alexandre Desplat), kostiumografami (Milena Canonero) jak i aktorami: przede wszystkim najulubieńszym Billem Murray'em (mówi się nawet, że to Wes Anderson odkrył Murray'a dla kina niezależnego), ale także Owenem Wilsonem, Lukem Wilsonem, Jasonem Schwartzmanem czy Anjelicą Huston)


Natomiast tym, co w jego historii najbardziej mi imponuje jest fakt, że jego wielkim fanem jest sam Martin Scorsese, który najpierw nazwał "Bottle Rocket" - pełnometrażowy debiut Andersona - jednym z najlepszych filmów lat 90., a następnie w 2000 roku, napisał dla magazynu "Esquire" bardzo pochlebny artykuł na temat zarówno "Bottle Rocket", jak i późniejszego "Rushmore".


A teraz przenosimy się do zupełnie innej bajki, a właściwie, skandynawskiego piekiełka, z ogromną jednak ilością dystansu i czarnego humoru, który w tym wydaniu wprost ubóstwiam.

Anders Thomas Jensen


Andersa Thomasa Jensena cenię równie bardzo jako reżysera, jak i scenarzystę (w tej drugiej roli, znanego najbardziej jako stałego współpracownika wspaniałej Susanne Bier, ale również jako autora scenariuszy do filmów takich, jak "Antychryst", "Wilbur chce się zabić" czy "Księżna").
Jako reżyser, Jensen ma na swoim koncie Oscara w kategorii Najlepszy krótkometrażowy film aktorski (1999) za film "Valgaften", a także trzy filmy pełnometrażowe. Niestety, w przeciągu kilku ostatnich lat zdecydowanie porzucił reżyserię na rzecz scenopisarstwa, ja wciąż jednak mam nadzieję na wielki comeback.


Pierwszy z długich metraży
Andersa Thomasa Jensena to "Błyskające światła", komedia kryminalna o czwórce przyjaciół-przestępców, którzy podczas ucieczki przed byłym szefem-gangsterem do Barcelony, zmuszeni są ukryć się na jakiś czas w starym, opuszczonym domu w środku lasu. Drugi, "Zieloni rzeźnicy" to historia dwóch tytułowych pracowników rzeźni, którzy z powodu złego traktowania przez szefa odchodzą z pracy i zakładają konkurencyjny sklep, w którym sprzedają mięso o bardzo osobliwej właściwości. Trzeci film to "Jabłka Adama", mój ulubiony z całej filmografii Jensena. Jego tytułowy bohater, radykalny neonazista, po wyjściu z więzienia musi przejść bardzo nieprzeciętną resocjalizację. Jej głównym celem okazuje się być upieczenie szarlotki oraz uprzednie przygotowania do tej misji, aranżowane pod okiem pastora Ivana, żyjącego w swoim wyimaginowanym świecie.

 


Mam wrażenie, że w filmach
Andersa Thomasa Jensena sama opowiadana historia jest ważna, ale znacznie istotniejsze są dialogi, epizody i charakterystyczny, smoliście czarny humor. Poza tym, jednocześnie w każdym z obrazów humor miesza się ze smutkiem, opowiadając czasami przykre, a czasami całkiem budujące pointy i prawdy o życiu.
Również w kontekście tego twórcy pojawia się to, co bardzo lubię, czyli stali współpracownicy i znajome nazwiska obsadzie, tym razem, plejada gwiazd duńskiego kina: Mads Mikkelsen, Ulrich Thomsen czy Nikolaj Lie Kaas (wszyscy trzej wspaniali!)

fotografie: listal.com, tumblr.com, filmweb.pl

18 marca 2013

Polowanie

reż. Thomas Vinterberg
scen. Thomas Vinterberg, Tobias Lindholm
2012


"Polowanie" to portret walki o godność. To rozdzierająca opowieść o zaufaniu, potędze kłamstwa i niemocy wobec tabu. O tym, jak konfrontacja  z pogłoską może zamienić się w powolne, ale nieodwołalne niszczenie czyjegoś życia.


Klara (Annika Wedderkopp) jest uroczą, rezolutną i nieco samotną dziewczynką. Pozornie ma wszystko, czego potrzeba dziewczynkom w jej wieku: kochających rodziców, fajnego starszego brata, przytulne przedszkole... Okazuje się jednak, że rodzice Klary kłócą się trochę zbyt głośno, a młodzieńcze hormony brata i jego kolegów niebezpiecznie buzują nieco zbyt blisko dziewczynki, zapoznając ją ze światem, o którym zupełnie nie ma pojęcia. Klara instynktownie jednak czuje, że może z tej nowej wiedzy zrobić użytek, bo pragnie zemsty na kimś, kto najpierw dał jej bardzo dużo ciepła, a potem odtrącił przejawy jej naiwnej miłości. Klara zabiera więc swoje odrzucone serduszko z koralików i postanawia skłamać.


Mała duńska społeczność reaguje na kłamstwo dziewczynki jak grupa entuzjastów idei romantyzmu: bezkrytycznie wierzą Klarze uznając, że dzieci nigdy nie kłamią. Spirala nienawiści wobec przedszkolnego wychowawcy Lucasa (Mads Mikkelsen), którą nakręciła  dziecięca, ale podsycana przez dorosłych fantazja, nakręca się błyskawicznie. Moralność małomiasteczkowej społeczności zostaje zszargana plotką, na której wyjaśnieniu zależy niemal wyłącznie poszkodowanemu. Publiczny lincz nie ma w tym wypadku żadnych granic.


Sam tytuł jest bardzo metaforyczny. Polowanie to z jednej strony rozrywka i wielka pasja męskich przedstawicieli portretowanej społeczności. Wspólne polowania cementują przyjaźń, a wraz z otrzymaniem pozwolenia na udział w tym sporcie chłopcy stają się prawdziwymi mężczyznami. Z drugiej strony to oczywiście rozumiane znacznie szerzej łowy, których celem staje się Lucas, a amunicją w tym polowaniu są zarówno przedmioty, jak i obelgi.


Mads Mikkelsen zbudował w tym filmie jedną z najlepszych ról w swojej karierze (został za nią nagrodzony Złotą Palmą w Cannes). Lucas to kochający ojciec uznawany przez swoją byłą żonę za życiowego nieudacznika (ponieważ pracuje w przedszkolu). To oddany pracy wychowawca. To również świetny przyjaciel, który potrafi porozumieć się z ludźmi w każdym wieku - tak mu się przynajmniej wydaje. Mikkelsen nie szarżuje emocjami, buduje swoją postać na dojrzałości oraz spokoju i dzięki temu punkty kulminacyjne, w których Lucas naprawdę wybucha, porażają i chwytają za gardło. 
Szczególnie poruszający jest portret relacji Lucasa z jego najlepszym przyjacielem Theo, a znakomity duet aktorski Mads Mikkelsen stworzył tu wspólnie z Thomasem Bo Larsenem.


Czekałam na ten film od miesięcy ("Polowanie" oraz "Miłość" Fabickiego były dla mnie bez wątpienia najważniejszymi premierami tego półrocza). Przede wszystkim dlatego, że jestem wielką entuzjastką talentu Madsa Mikkelsena. Poza tym, w międzyczasie udało mi się obejrzeć film "Festen" Thomasa Vinterberga (pisałam o nim TUTAJ), który mną potrząsnął, zaniepokoił i sprawił, że jeszcze bardziej zapragnęłam poznać najnowszy film Duńczyka (jednego z twórców manifestu Dogma 95).
I muszę napisać wprost: "Polowanie" to jedno z najsilniejszych filmowych doświadczeń ostatnich miesięcy (porównywalne być może do uczuć po seansie "Ładunku 200" Bałabanowa).


fotografie: Kino Świat

PS. Ostatnio opisuję Wam tutaj same przykre filmy. Zastanawiałam się chwilę, jak wytłumaczyć ten fakt, ale nie znalazłam żadnego bardziej logicznego argumentu od tego, że po prostu piszę o tym, co mnie obchodzi, porusza, interesuje albo zajmuje. Tak trochę wbrew mojej osobowości, ale można to nazwać swoistą równowagą :) Na blogowym Facebooku jest chyba trochę weselej.

4 listopada 2012

(ulubieni) Aktorzy, część 2.

Dzisiaj znów przedstawię Wam kilku moich ukochanych aktorów w ramach subiektywnego aktorskiego rankingu, część pierwsza do przeczytania TUTAJ.

(część kolorowych nazwisk i tytułów (w szczególności tytułów!) to odnośniki do innych wpisów na blogu, zapraszam do klikania i czytania!)

4. Mads Mikkelsen



To jedno z moich dwóch najnowszych odkryć. Co prawda, znałam go wcześniej z roli w "Jabłkach Adama", ale później, trochę przypadkowo, na fali chęci poznania kina skandynawskiego, zobaczyłam "Tuż po weselu" i to było kolejne, wielkie filmowe objawienie. Na tyle, że od filmów z Madsem Mikkelsenem (byłym  profesjonalnym tancerzem) zaczęłam  się wprost uzależniać.



Pokochałam "Valhallę: Mrocznego Wojownika", w którym Mikkelsen nie wypowiada ani jednego słowa, ale pokazuje gigantyczną charyzmę. Jego bohater jest morderczy, zatrważający i zachwycający jednocześnie. Natomiast w "Pradze" i "Otwartych sercach" portretuje mężczyzn na życiowym zakręcie. Niesamowitą elegancję Mads Mikkelsen zaprezentował w filmie "Chanel i Strawiński", a swój talent komediowy - w "Błyskających światłach" i "Zielonych rzeźnikach" (czyli dwóch obrazach mistrza czarnej komedii, genialnego scenarzysty Andersa Thomasa Jensena).



I co mnie w Mikkelsenie zachwyca najbardziej to fakt, że nawet w bardzo słabych filmach, w jakich zdarza mu się grywać ("Trzej Muszkieterowie 3D", "Starcie Tytanów"), kreuje naprawdę złożone, ciekawe i dopracowane role.

5. Ricardo Darín



A to moje drugie najnowsze odkrycie (odnalazłam go dla siebie późno, mimo że jest obecnie najsłynniejszym argentyńskim aktorem!). Zaczęło się od  fantastycznego filmu "XXY", który obejrzałam zainteresowana tematyką transgenderową w kinie. Później widziałam błyskotliwy, trzymający w napięciu, świetnie zrealizowany "Sekret jej oczu". I stopniowo odkrywałam kolejne wspaniałe produkcje.



Szczególnie poruszył mnie "Carancho" o bezwzględnych, bezuczuciowych, nielegalnych agentach ubezpieczeniowych, którzy niby sępy żerują na ludzkiej tragedii. Bardzo intrygujący jest również "El Aura", w którym Darín gra epileptyka zajmującego się wypychaniem zwierząt. Mężczyzna marząc o wykorzystaniu swojej perfekcyjnej fotograficznej pamięci, jest opętany jest chęcią stworzenia perfekcyjnego planu kradzieży stulecia. To kino  niespotykanie niepokojące, Ricardo Darín do tych filmów pasuje wprost idealnie, a jednocześnie świetnie sprawdza się też w komediach ("Dziewięć królowych").



6. Leonardo DiCaprio


Do swojej miłości do aktora przyznałam się już tu dwa lata temu. Pamiętacie modę na Leonardo, jaka rozbuchała się po premierze "Titanica"? Właśnie wtedy postanowiłam, że nie będę w ogóle zwracać na niego uwagi.
Szybko zmieniłam zdanie, gdy w ręce wpadło mi "Całkowite zaćmienie" Agnieszki Holland, a rola DiCaprio powaliła mnie na kolana. Później podobne odczucia miałam po seansie "Co gryzie Gilberta Grape'a", "Gangów Nowego Jorku" czy "Drogi do szczęścia".


Więcej o Leonardo przeczytacie również TUTAJ i TUTAJ, a o jego współpracy z Martinem Scorsese pisałam kilka słów TUTAJ.
I chyba tylko jeden film z DiCaprio naprawdę głęboko mnie rozczarował: "Niebiańska Plaża" Danny'ego Boyle'a. Spodziewałam się szału, a film okazał się być dla mnie nieco zbyt nawiedzony...


ciąg dalszy nastąpi,
ponieważ wciąż jest jeszcze kilku aktorów, których w tym moim subiektywnym rankingu brakuje.

fotografie: listal.com

11 października 2012

Związki mody z filmem


Dziś chcę Wam pokazać fragmenty kolejnego artykułu, który napisałam dla SHOT MagazineWybrałam te części tak, aby tematyka się nie powtarzała, bo ostatnio o związkach kina i mody piszę bardzo dużo (jeśli kompletnie Was tym znudzę, dajcie znać!). 

Wszystkie artykuły możecie przeczytać TUTAJ, bo każdy z nich taguję dla łatwiejszej identyfikacji. Dosyć wstępów, zapraszam do czytania!


NIEBEZPIECZNE ZWIĄZKI

Moda lubiana jest za to, że pozwala na pielęgnację swojej próżności, zachcianek, jest trochę nierealna, trochę abstrakcyjna. Kino umożliwia za to mentalne, chwilowe przeniesienie się w równoległą, wyimaginowaną rzeczywistość, alternatywną czasoprzestrzeń. Ponieważ i Moda i Kino cenią przede wszystkim fantazję i wyobraźnię, nieustannie inspirują się sobą nawzajem. Warto więc przypomnieć sobie najciekawsze spotkania Mody z Filmem.


Gdy myślę o ikonicznych scenach z historii kina, niemal od razu przychodzi mi do głowy „Powiększenie” Michelangelo Antonioniego. Głównym bohaterem filmu jest Thomas (David Hemmings), fotograf. W prawdopodobnie najsłynniejszej sekwencji z uhonorowanego Złotą Palmą dzieła włoskiego reżysera, Thomas robi zdjęcia modelce. Kobieta ubrana jest w delikatną, czarną sukienkę z frędzlami, która eksponuje jej ultraszczupłą figurę, a Thomas nieustannie naciskając migawkę aparatu, podchodzi do niej coraz bliżej i bliżej, aż w końcu każe jej się położyć i robi jej zdjęcia z góry, ponownie przybliżając się do kobiety. Scena kończy się złożeniem namiętnego pocałunku artysty na szyi jego muzy, a całą sekwencję badacz Robert T. Eberwein w swojej interpretacji „Tekst wzorcowy Powiększenia” określił jako prowokację fizycznej reakcji imitującej stosunek seksualny, cały film natomiast: złożoną psychoanalizą głównego bohatera, którego zachowanie wynika nie z miłości, a pogardy wobec kobiet.



Pozującą dziewczyną była tu Veruschka von Lehndorff, pierwsza niemiecka supermodelka, która po swoim debiucie u Antonioniego zagrała w jeszcze kilku filmach, nie odnosząc na tym polu większych sukcesów. Sama scena stała się źródłem niezliczonych inspiracji, spośród których najbardziej interesującą wydaje mi się być film „Kika” w reżyserii Pedro Almodóvara (maestro z La Manchy nie tylko uczynił męża tytułowej bohaterki fotografem, ale także niemal dosłownie przeniósł do swojego filmu scenę z „Powiększenia”). Obraz tym ciekawszy, iż w jego powstanie zaangażowany był również jeden z najważniejszych współczesnych projektantów, Jean-Paul Gaultier.


(…)

Filmowcy polubili także pewną legendarną projektantkę: w ostatnich kilku latach powstały aż trzy filmy o Gabrielle „Coco” Chanel. W telewizyjnym „Coco Chanel” Christiana Duguaya tytułową postać zagrała Shirley MacLaine. Prawdopodobnie największy sukces komercyjny, jak i największe uznanie publiczności zdobył film powstały rok później, noszący identyczny tytuł i wyreżyserowany przez Anne Fontaine, w którym w postać mademoiselle Chanel wcieliła się Francuzka Audrey Tautou (będąca również wtedy twarzą kampanii reklamowej słynnych perfum Chanel No5). 


Znacznie ciekawszy wydał mi się jednak film „Chanel i Strawiński” Jana Kounena. Rozpoczynający się imponującą sekwencją koncertową z paryskiego pokazu w 1913 roku „Święta wiosny” Igora Strawińskiego (w scenie wystąpiło 1000 statystów, 70 muzyków 25 tancerzy) film to nie tylko kwintesencja stylu i czysta elegancja niemal w każdym kadrze. To także bardzo poruszająca historia, o której milczą biografowie (wiadomo, że projektantka wspierała muzyka, niejasny jest jednaj stopień ich zażyłości). Zbulwersowana publiczność bojkotuje nowatorskie pomysły rosyjskiego kompozytora, jednak w niewielkiej grupie otwartych na zmiany w sztuce koneserów znajduje się ona – Coco Chanel



Kilka lat później proponuje Strawińskiemu, by zamieszkał on wraz z rodziną w jej podparyskiej rezydencji. Między dwojgiem artystów rodzi się płomienne uczucie, tłumione przez obecność Katariny, żony muzyka. W rolę francuskiej reformatorki stylu wcieliła się Anna Mouglalis, a ekscentrycznego kompozytora zagrał Mads Mikkelsen i to on jest mimo wszystko główną gwiazdą obrazu (również dlatego, że postać Strawińskiego, z jego niepokojami, dążeniami do muzycznych rewolucji, rozdarciem między rodziną a kochanką, przyzwoitością a namiętnością, jest po prostu znacznie lepiej napisana). 


Co ciekawe, to właśnie Mouglalis została okrzyknięta jedną z największych muz projektującego dla domu mody Chanel Karla Lagerfelda, a żeby jeszcze bardziej podkreślić różnorodność powiązań filmowo-modowych, można dodać, iż Mads Mikkelsen wcielający się w rolę Igora Strawińskiego w 2007 roku był twarzą kampanii firmy H&M. 



Jeśli kino uznalibyśmy za dziesiątą, a telewizję za jedenastą muzę, moda powinna mieć swój zaszczytny numer 12, bo niezmiennie olśniewa i inspiruje. Natomiast mieszanki filmu z modą to połączenia iście wybuchowe i warto poznawać je bliżej tym bardziej, iż najczęściej znakomicie się uzupełniają.

fotografie: listal.com, chicandhappy.com, fanpop.com

10 października 2012

Tuż po weselu

Recenzja pojawiła się w 4. numerze


„Tuż po weselu”
reż. Susanne Bier
scen. Anders Thomas Jensen
2006

Przeszłość dopada Jacoba w najmniej odpowiednim czasie i każe mu podjąć decyzję, która zdominuje jego życie na zawsze. Zmieni nie tylko jego sytuację, ale także: ideały, o które, jak mu się wydawało, gotów był walczyć bez kompromisów. Po „Otwartych sercach”, przejmującym dramacie nakręconym według zasad Dogmy 95 i głośnych „Braciach”, Susanne Bier znów proponuje historię, w której o skomplikowanych relacjach rodzinnych opowiada w sposób absolutnie pasjonujący.Jacob (Mads Mikkelsen) pracuje w podupadającym sierocińcu w Indiach. Jest pełen ideałów, kocha to, co robi, czuje wielką potrzebę spełniania misji, żyje z dnia na dzień i najbardziej martwi go, że nie ma funduszy na utrzymanie sierocińca. Tym bardziej intrygująca wydaje mu się być propozycja pewnego bogatego duńskiego biznesmena, który proponuje Jacobowi dotację w wysokości 4 milionów dolarów, która pomogłaby w utrzymaniu i zapewnieniu edukacji dzieciom z ulic Bombaju. Mimo oporów mężczyzna jedzie do Danii, aby spotkać się z dobroczyńcą. Jørgen ma jednak jeden (jak się później okazuje, nie jedyny) warunek: Jacob musi wziąć udział w weselu jego córki.

Jørgen (Rolf Lassgård) jest człowiekiem sukcesu: ma żonę, piękną dorosłą córkę, dwójkę młodszych dzieci, imponujący dom i doskonale prosperujący biznes. Wiedzie życie, jakie Jacob porzucił wiele lat wcześniej decydując się na pracę w Indiach. Tytułowe wesele pokaże jednak, iż tych dwoje łączy więcej, niż Jacob mógłby przypuszczać…

Historia opisana w scenariuszu, pełna tragizmu i skomplikowanych zależności może początkowo wydawać się dosyć nieprawdopodobna. Jego autorem jest jednak stały współpracownik Susanne Bier, Anders Thomas Jensen (na podstawie tekstów Jensena Bier wyreżyserowała między innymi „Braci” oraz uhonorowany Oscarem film „W lepszym świecie”), autor scenariuszy do tak ekstremalnych historii jak „Antychryst” Larsa von Triera, „Wilbur chce się zabić” Lone Scherfig czy „Jabłka Adama” (o których wspominałam TU) oraz „Zieloni rzeźnicy” – dwa ostatnie filmy Jensen sam wyreżyserował, dając popis nie tylko błyskotliwych dialogów, ale także miejscami okrutnego, bardzo czarnego humoru.


Wielką siłą „Tuż po weselu” jest aktorstwo. Mads Mikkelsen znakomicie portretuje niepewności swojego bohatera. Jego Jacob jest ambitny, stanowczy, chwilami wręcz kategoryczny, ale jednocześnie łagodny i pełen empatii, co dodaje wiarygodności jego ideałom. Bardzo poruszającym wątkiem jest tutaj relacja Jacoba z jednym z bombajskich podopiecznych: chłopiec bardzo przeżywa wyjazd swojego ukochanego opiekuna do Danii i rozbudza w mężczyźnie głębokie, ojcowskie uczucia. Wyróżnia się też znakomity Rolf Lassgård jako Jørgen, który początkowo wydaje się być aroganckim, nadużywającym alkoholu tyranem, by w obliczu późniejszych sytuacji stać się zupełnie delikatnym i bezbronnym mężczyzną, walczącym o bezpieczeństwo jego ukochanej rodziny.

Film Susanne Bier nie jest przyjemny, przeciwnie: chwilami bywa wręcz nieznośnie wstrząsający poprzez swój tragizm, smutek i mnogość emocji. Warto jednak poddać się tej dawce filmowej uczuciowości, bo „Tuż po weselu” to przykład prawdziwego, świetnie zrealizowanego i bardzo refleksyjnego kina.

fotografie: 
listal.com, filmweb.pl

4 października 2012

Europejska Nagroda Filmowa


Jeśli ktoś z Was śledzi troszkę mój profil na Facebooku, to mógł zauważyć, że ostatnio (znacznie bardziej, niż w ubiegłych latach) zainteresowałam się tegorocznym rozdaniem European Film Awards.
Dlaczego?


Po pierwsze: animacje.

W tej kategorii poza dwoma innymi filmami nominowany został obraz "Dyskretne uroki starości", który kilka tygodni temu RECENZOWAŁAM, a także ROZMAWIAŁAM z Paco Rocą, jednym z jego scenarzystów (i jednocześnie autorem komiksu, na podstawie którego powstało to dzieło!)


Byłabym więc niezwykle zadowolona, gdyby to właśnie przepiękna i poruszająca historia o staruszkach mieszkających w doku spokojnej starości otrzymała nagrodę.

Po drugie: People's Choice Award

Dokładnie tak: Wy także możecie zagłosować na swój ulubiony film ostatnich miesięcy. Jeden z dwunastu filmów otrzyma nagrodę publiczności, a wybierać można spośród naprawdę zróżnicowanych tytułów.
Swój głos można oddać TUTAJ. Nie zapomnijcie napisać mi w komentarzach, na który film zagłosowaliście, ja też to już zrobiłam, a moim faworytem jest..:




Po trzecie: selekcja.

Filmów zakwalifikowanych do nagród jest około 50 (pełną listę można zobaczyć TUTAJ). Jeśli się nie mylę, na początku listopada zostaną ogłoszone nominacje do innych kategorii (takich, jak Najlepszy Aktor, Najlepsza Aktorka czy Najlepszy Montaż).
Ta lista przypomniała mi jednak o wielu filmach, które bardzo  (!) chcę zobaczyć i o kilku takich, które w minionych miesiącach zrobiły na mnie (pozytywne lub nieco mniej pozytywne wrażenie):

- "Jagten", reż. Thomas Vinterberg

To najbardziej oczekiwany przeze mnie film ostatnich miesięcy.  O zaściankowości małego miasteczka i oskarżeniach, które mogą złamać całe życie. Plus uhonorowany za główną rolę Złotą Palmą w Cannes Mads Mikkelsen.


- "Paradise: Love", reż. Ulrich Seidl

Czyli film, który przegapiłam w polskich kinach z powodu wyjazdu na praktyki. Czekam z niecierpliwością na kolejną możliwość obejrzenia go, bo to podobno dosyć brutalny, ale kapitalny obraz.


Wśród proponowanych filmów znajdują się również tytuły tak popularne, jak "Nietykalni" Oliviera Nakache i Erica Toledano, czyli niekwestionowany sukces francuskiej komedii obyczajowej, "Wstyd" Steve'a McQueena (o którym pisałam TUTAJ), "Rzeź" Romana Polańskiego (TUTAJ) czy "Szpieg" Tomasa Alfredsona (recenzja TUTAJ)... Natomiast polskimi akcentami są tu rewelacyjna "Róża" Wojciecha Smarzowskiego i "W ciemności" Agnieszki Holland.


Miłym zaskoczeniem jest dla mnie pojawienie się w tej grupie  kameralnego filmu "The Woman Who Brushed Off Her Tears" Teony Strugar Mitevskiej z poruszającą rolą Victorii Abril nawet, jeśli film nie zrobił na mnie porażającego wrażenia (jego recenzję mogliście przeczytać przy okazji moich refleksji na temat festiwalu CinemaJove z Walencji, o TUTAJ).


Nie za bardzo rozumiem obecności w tym zestawieniu tytułu "Iron Sky" Timo Vuorensoli. Wiem, że jest to fenomen w dziedzinie finansowania filmu (fundusze na jego zrealizowanie w ogromnej części pochodziły z crowdfundingu!), jednak sam film jest dosyć nieporadnie wykonany. Pomysł na obraz, w którym hitlerowcy w 1945 roku uciekli na księżyc i w 2018 powracają, by podbić Ziemię wydaje się być co najmniej intrygujący. Sama opowieść jednak w miarę rozwoju akcji traci zarówno oryginalność, jak i klimat. A szkoda.


Temat Europejskiej Nagrody Filmowej na pewno pojawi się jeszcze na blogu, tymczasem czekam na Wasze opinie oraz komentarze: na kogo Wy zagłosujecie (lub już zagłosowaliście) w ramach People's Choice Award?

fotografie: listal.com

30 lipca 2012

Kamera: Kuchnia, część 1


W tym miesiącu blog zanotował moją absolutną hiperaktywność (ostatni raz pisałam tu aż tyle we wrześniu 2011!) – być może dlatego, że ostatnio oglądam wiele interesujących filmów, coraz bardziej lubię o nich pisać (lub raczej: pisać o nich systematycznie), a w sierpniu planuję zrobić krótkie wakacje od wakacji, co wiąże się z małym detoksem od Internetu (i blogowania). Dzisiaj więc mam dla Was pierwszą część artykułu, który napisałam dla drugiego numeru SHOT Magazine.


KAMERA: KUCHNIA

Jedzenie jest szalenie fotogeniczne. Wspaniale wygląda w obiektywie aparatu i w oku kamery. Dlatego też często staje się ozdobą scenografii, zaaranżowane naturalnie w spotkanie bohaterów, bywa ich wielką pasją albo stymuluje zwrot akcji. Czasami jednak nie chce być jedynie rekwizytem i staje się nośnikiem zdarzeń lub wręcz pełnoprawnym bohaterem filmu z całą niezbędną psychologią. 


Emocje

Rok 1960. Do zapomnianego francuskiego miasteczka przyjeżdża Vianne Rocher (Juliette Binoche). Wbrew zaleceniom bogobojnego burmistrza (Alfred Molina) otwiera niewielką czekoladziarnię i w czasie postu kusi parafian najlepszymi na świecie pralinami. W filmie „Czekolada” reżyser Lasse Hallström pozwala nam zabawić się w podglądaczy z najśmielszych dziecięcych fantazji: otwiera przed nami drzwi do pokoju, gdzie roztopiona czekolada miesza się z bakaliami, której aromat możemy poczuć pomimo szklanego ekranu, a jej smak i moc potrafią odsunąć na bok niejeden problem. 



Rozgrywający się równolegle wątek miłosny podkreśla jedynie pasję, z którą żyje Vianne. Romans z Rouxem (Johnny Depp) jest bowiem równie gorący jak jej namiętność do tworzenia czekoladek.


W kategorii „jedzenia emocjonalnego” bardzo ciekawe obserwacje (być może zupełnie nieświadomie) prezentuje reżyser David Mackenzie. Jego film „Ostatnia miłość na ziemi” to nie tylko kolejna wersja wielkiego uczucia w obliczu apokalipsy (tym razem pokazywana z perspektywy mieszkańców Glasgow). 



Michael (Ewan McGregor) i Susan (Eva Green) poznają się tuż przed tym, gdy cały świat ogarnia epidemia utraty zmysłów. Michael jest szefem kuchni i doskonale rozumie to, że w czasie, gdy wszyscy ludzie tracą najpierwwęch, a później: kolejne zmysły, jedzenie nabiera zupełnie nowego znaczenia. 


Na początku smaki stają się bardziej intensywne. Ważniejsze niż zwykle są przyprawy, ich alternatywne połączenie by jeszcze na moment uratować to, co prawdopodobnie niedługo zostanie odebrane: zmysł smaku. Gdy zanika, jedzenie znów spełnia swoją najbardziej pierwotną rolę: ma wyłącznie odżywić. Restauracja Michaela desperacko pragnie jednak przemienić odżywianie w rytuał. Gdy nie może pomóc ani węch, ani smak, jedzenie zaczyna grać własną muzykę kolorów, skrzypienia, szeleszczenia i kruchości. 



Sens Życia

Dla Zinosa (Adam Bousdoukos), głównego bohatera filmu Fatiha Akina, „Soul Kitchen”, podstawowym sensem życia jest jego restauracja. Tytułowy lokal to zaniedbane miejsce, w którym stali bywalcy zachwycają się mrożonkami smażonymi na wczorajszym tłuszczu, a jego właściciel nieustannie boryka się z problemami finansowymi (na domiar złego, życie prywatne Zinosa jest w kompletnej rozsypce). 



Wszystko ma szansę ulec zmianie, gdy poznaje Shayna Weissa (Birol Ünel) - szalonego, wręcz demonicznego szefa kuchni. Dotychczasowi miłośnicy Soul Kitchen nie są przekonani do wymyślnych nazw nowych potraw, zbieg okoliczności sprawia jednak, że kuchnia Weissa dociera do tłumów. Podupadła restauracja zmienia się w modny lokal, gdzie jedzenie staje się najlepszym afrodyzjakiem, a Zinos zaczyna rozumieć, że jego dotychczasowy plan, zakładający kompletne przewartościowanie priorytetów prowadził donikąd. Przecież swoją duszę już dawno ofiarował… kuchni.



Jednym z najciekawszych sposobów uczynienia jedzenia bohaterem filmu jest obraz „Jabłka Adama” – smoliście czarna komedia Andersa Thomasa Jensena. Tytułowy bohater po wyjściu z więzienia ma do spełnienia ogromnie ważną misję. Ma zrobić coś sam, od początku do końca. Adam (Ulrich Thomsen) postanawia więc upiec ciasto i tak szarlotka staje się celem i podstawą resocjalizacji radykalnego neofaszysty.


 

Mieszkając w parafii, w której każdy ma na swoim koncie tyle samo grzechów, niepowodzeń, kłamstw i hipokryzji (z księdzem na czele, zagranym przez rewelacyjnego Madsa Mikkelsena), mężczyzna musi włożyć nadludzkie wysiłki w uchronienie choć jednego jabłka, które mógłby wykorzystać do ukończenia swojej misji z sukcesem Staje się to dla niego najlepszą i najważniejszą lekcją pokory.


ciąg dalszy nastąpi.
fotografie: golem.es/soulkitchen, listal.com