Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel Sánchez Arévalo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel Sánchez Arévalo. Pokaż wszystkie posty

17 marca 2015

15. Tydzień Kina Hiszpańskiego

Między 19 marca a 2 kwietnia w wybranych kinach w Polsce odbędzie się Tydzień Kina Hiszpańskiego. O tym, gdzie i kiedy możecie zobaczyć poszczególne filmy przeczytacie TUTAJ.
Wybór jest zawsze duży (tym bardziej trudny) i absolutnie nie chcę Wam niczego narzucać, ale jeśli potrzebujecie pomocy w wyborze seansu, być może przydadzą się Wam moje wskazówki.
(nie widziałam jeszcze wszystkich proponowanych filmów, dlatego może pominęłam w moim zestawieniu prawdziwą perłę, za co z góry przepraszam!)

FAWORYT
"Wielka hiszpańska rodzina" 
reż. Daniel Sánchez Arévalo

Daniel Sánchez Arévalo to jeden z moich ulubionych hiszpańskich reżyserów. Jego poczucie humoru idealnie trafia w mój gust (bawi mnie nawet jego konto na Instagramie, gdzie niekwestionowaną królową jest jego pies...), dlatego też "Wielka hiszpańska rodzina" jest moim ulubionym filmem spośród tegorocznych propozycji Tygodnia Kina Hiszpańskiego.
To historia o pewnym ślubie, na którym spotyka się pięciu braci z całą masą niewyjaśnionych spraw. Gdy dodamy do tego mistrzostwa w piłce nożnej i barwną galerię postaci kobiecych, otrzymamy mieszankę wybuchową. Warto jednak mieć na uwadze, że film Sáncheza Arévalo nie jest prostą komedią. To historia o trudach miłości, desperacji, w jaką popadają ludzie w walce o godne życie czy o odpowiedzialności, która przygniata, gdy jest się zbyt młodym, żeby być pewnym swoich decyzji.
W obsadzie Antonio de la Torre, Héctor Colomé, Quim Gutiérrez oraz laureat nagrody Goya Roberto Álamo.


PYSZNE DZIWO
"Wiedźmy z Zugarramurdi" 
reż. Álex de la Iglesia


Zakręcona historia? Proszę bardzo. Manifesty feministyczne nawiązujące do średniowiecznych historii o czarownicach? Jak najbardziej. Sceny tak absurdalne, że aż zachwycające? Owszem, też są. Gwarantowane: dobra zabawa i uśmiech niedowierzania.
De la Iglesia to mistrz groteski. I tym razem autor nie rezygnuje ze swoich ulubionych motywów: miesza bardzo aktualne tematy (jak kryzys ekonomiczny, o którym traktował również jego wcześniejszy film "Życie to jest to") z pewną lokalnością (niektóre kwestie z filmów de la Iglesii zrozumieją tylko osoby, które naprawdę dobrze znają Hiszpanię, albo nawet poszczególne miasta) i umieszcza je w historii, która ma niewiele wspólnego ze znajomą nam rzeczywistością. A jednak brzmi niebezpiecznie znajomo.
Tym razem to walka o przetrwanie trzech mężczyzn - dwóch przystojnych, ale niezbyt rozgarniętych złodziejaszków i zmęczonego życiem taksówkarza oraz towarzyszącego im małego chłopca (później liczba nieboraków wzrasta do pięciu, po doliczeniu goniących za uciekinierami policjantów) w wiosce, którą rządzi rodzina czarownic, składająca się z trzech pokoleń silnych osobowości oraz całego tłumu ich przyjaciółek (czy wręcz wyznawczyń). W obsadzie Hugo Silva, Mario Casas, Carmen Maura i nagrodzona Goyą Terele Pávez.


DLA MIŁOŚNIKÓW KINA AKCJI I FAJNYCH FACETÓW 
"9 mil"
reż. Daniel Monzón

http://www.labutaca.net/imagenes/wp-content/original/2013_06/el-nino-imagen-daniel-monzon-1.jpg

Głównym tematem filmu jest przemyt narkotyków drogą morską z Maroka do Hiszpanii oraz wielka akcja policji, która ma na celu przejęcie pewnego mitycznego ładunku. Znajdziecie tu wszystko, co powinna mieć niezła sensacja: dobre dialogi bystrych policjantów (wśród których znajduje się oczywiście zdrajca), emocjonujące pościgi (w tym wypadku morskie), wartą akcję wynikającą z ciekawie poprzeplatanych wątków i poboczną historię miłosną. Plus całą plejadę hiszpańskich gwiazd, bo w filmie występują między innymi Luis Tosar, Bárbara Lennie, Sergi López i odkrycie ostatnich miesięcy, Jesús Castro.
Nie jest to może najlepszy hiszpański film wszech czasów, ale nie sposób odmówić mu efektowności. Dlatego jeśli w kinie szukacie niezłej rozrywki - polecam.


DLA PASJONATÓW KAMERALNYCH HISTORII
"Kanibal"
reż. Manuel Martín Cuenca


Akcja tego filmu rozgrywa się bardzo niespiesznie (nie mówiąc już o tym, że można by ją streścić w jednym zdaniu). W tym obrazie nie chodzi jednak o akcję ani natłok zdarzeń. To przede wszystkim film jednego aktora - Antonio de la Torre jest tu znakomity w roli spokojnego, żeby nie powiedzieć - flegmatycznego krawca z Granady - który ma bardzo nietypowe upodobania kulinarne: uwielbia kobiece mięso, będąc przy tym bardzo wrażliwym, zagubionym człowiekiem.
"Kanibal" jest więc z jednej stronie opowieścią o życiu fantastycznego rzemieślnika próbującego zmierzyć się z namiętnościami i jego próbie powrotu do normalności (w powszechnym tego słowa znaczeniu), a z drugiej strony prawdziwą estetyczną ucztą, bo każdy kadr jest w tym filmie precyzyjnie przemyślany.

fotografie: cinedor.es, labutaca.net

26 września 2013

Moje Ulubione Hiszpańskie Filmy, część 3.

Pora zakończyć cykl o moich ukochanych filmach hiszpańskich. Poprzednie części znajdziecie TU i TU.


"GranatowyPrawieCzarny" ("AzulOscuroCasiNegro")
reż. Daniel Sánchez Arévalo 
2006


Ten film ma dla mnie największą wartość niejako poza sobą samym... Otóż to właśnie dzięki niemu poznałam Antonio de la TorreRaúla Arévalo (mogliście poczytać o nich TUTAJ i TUTAJ przy okazji premiery "Przelotnych kochanków" Pedro Almodóvara), którzy są jednymi z moich najulubieńszych hiszpańskich aktorów.
"GranatowyPrawieCzarny" jest jednak filmem wartym uwagi, bo Daniel Sánchez Arévalo - jednocześnie reżyser i scenarzysta filmu - opowiada w nim historię bardzo bolesną, której nie brakuje optymizmu. Historie bohaterów przeplatają się ze sobą w symbolicznych dla nich (i całej fabuły) miejscach (jak więzienie, dach wieżowca, gabinet masażysty), a każda z postaci nawet, jeśli nie jest tak samo ważna dla historii, to zawsze bardzo intrygująca, kompletna całość. Małe piekiełka, które serwuje swoim bohaterom Sánchez Arévalo nie są stanem permanentnym, a niektóre wątki okazują się być naprawdę zaskakujące.


"Hiszpański cyrk" ("Balada triste de trompeta")
reż. Álex de la Iglesia
2010


W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć Álexa de la Iglesii i jego opowieści o poturbowanych przez życie bohaterach tworzących bardzo osobliwą trupę cyrkową. Film, nacechowany smoliście czarnym humorem i czasami wręcz nieprzyzwoitą groteską, daje równocześnie szalenie intrygujący obraz politycznych przemian w Hiszpanii.
(muszę dodać, że moją ulubioną postacią w filmie jest Wesoły Klaun, w którego wcielił się wspomniany przed chwilą były dziennikarz sportowy Antonio de la Torre).


"Kuzynka Angelica" ("La prima Angélica")
reż. Carlos Saura
1974


To jeden z moich dwóch ulubionych filmów Carlosa Saury. O jednym, "Mrożony peppermint", pisałam kilka tygodni temu TUTAJ.
Ten drugi, "Kuzynka Angelica" to opowieść o wspomnieniach, tak silnych, że czasami nie wiadomo, czy są jedynie przeszłością, czy dawno temu były zapowiedzią teraźniejszości.
Główny bohater filmu, Luis (w tę rolę wcielił się José Luis López Vázquez, jeden z ulubionych aktorów Saury) powraca po latach do miejsc swojego dzieciństwa i spotyka się z tytułową krewną. Relacje, które ich łączyły wpłynęły tak silnie na podświadomość młodego wtedy Luisa, że ten obecny, będący już statecznym biznesmenem w średnim wieku, musi odnaleźć sposób, żeby połączyć wszystkie czasoprzestrzenie swojego życia i wtedy, być może, odzyskać spokój.
Nowatorskie zabiegi formalne (José Luis López Vázquez gra zarówno siebie małego, jak i dojrzałego, co potęguje poczucie jego zagubienia w gąszczu wspomnień) oraz elementy surrealistyczne to dodatkowe atuty filmu Saury.

"Biutiful"
reż. Alejandro González Iñárritu
2010


Po "Trylogii bólu" na którą składały się "Amores Perros", "21 gramów" i "Babel" Iñárritu stworzył jeden z najsmutniejszych filmów, jakie widziałam, bo poziom cierpienia, jakiemu poddawany jest główny bohater miejscami bywa niemal nie do zniesienia. A jednak, "Biutiful" to według mnie naprawdę wielkie kino.
To również koncert wybitnego aktorstwa w wykonaniu Javiera Bardema, który wcielił się w rolę głównego bohatera - samotnego, bardzo chorego mężczyzny, który walczy o swoją godność i prawo do bycia dobrym ojcem - oraz bezkompromisowy komentarz reżysera na temat kryzysu ekonomicznego i zależności społecznych w wielokulturowej Barcelonie.


fotografie: listal.com, 

Tak naprawdę blog wszedł właśnie na zupełnie nowy poziom hiszpańskości, bo od teraz przez cały semestr będę dla Was pisała z Madrytu!

14 maja 2013

Antonio de la Torre i Raúl Arévalo

Wczoraj pisałam Wam o moich ulubionych filmach z filmografii Antonio de la TorreRaúla Arévalo. Wiecie już, że naprawdę uwielbiam kino hiszpańskie i chcę Wam o nim pisać jak najczęściej (wszystkie teksty znajdziecie w zakładce Hiszpańskie)A ponieważ równie bardzo lubię wymienionych aktorów, przedstawię Wam jeszcze trzy obrazy, które (poza obsadą), łączy postać reżysera, a jest nim Daniel Sánchez Arévalo.
Antonio de la Torre i Raúl Arévalo wystąpili w jego trzech długometrażowych filmach: "GranatowyPrawieCzarny" (2006), "Grubasy" (2009) i "Kuzyni" (2011).


Mam wrażenie, że Daniel Sánchez Arévalo z każdym filmem odrobinę traci formę: zdecydowanie najbardziej podobał mi się "GranatowyPrawieCzarny", bo łączył ze sobą kilka naprawdę intrygujących wątków i postacie powiązane siecią wzajemnych (skomplikowanych i emocjonalnie niełatwych) zależności. Podobną, wielowątkową formę ma film "Grubasy", tutaj jednak reżyser zrezygnował z dramatyzmu (czy nawet melodramatyzmu) na rzecz większej dawki komizmu i według mnie właśnie dlatego przedstawiane w nim zagadnienia i problemy nieco straciły na wartości, bo miejscami rubaszny humor przysłania brutalną, zajmującą rzeczywistość bohaterów. Z kolei "Kuzyni" to komedia i, mimo że każdy z tytułowych kuzynów (oraz grupa ich znajomych) musi uporać się ze swoimi demonami, okazuje się, że są to raczej piekiełka w skali mikro, bo bardzo szybko do życia każdego z nich wraca upragniony spokój.


Gdzie w tym wszystkim są Antonio de la Torre i Raúl Arévalo?
Ten pierwszy w filmie "GranatowyPrawieCzarny" wcielił się w rolę Antonio - więźnia, który prawdopodobnie jest bezpłodny, ponieważ mimo starań nie potrafi dać dziecka swojej dziewczynie, również więźniarce, i to zmusza go do podjęcia pewnej arcytrudnej decyzji, która zaważy na życiu kilku osób. 
"Grubasach" zagrał Enrique - geja, byłą gwiazdę reklam suplementów odchudzających. Teraz, otyły (de la Torre musiał przytyć do roli 33 kilogramy), próbuje powrócić do formy, uniknąć odpowiedzialności, do której pociąga go były wspólnik i zdefiniować swoją seksualną tożsamość, zaburzaną przez pojawienie się... żony wspólnika. 
Z kolei w "Kuzynach" Antonio de la Torre wcielił się w rolę Bachiego, alkoholika, który niegdyś był właścicielem wypożyczalni video, nieustannie cytuje fragmenty filmów i nie potrafi ustabilizować stosunków z córką.


Raúl Arévalo natomiast, w filmie "GranatowyPrawieCzarny" wciela się w postać chłopaka, który odkrywa podwójne życie swojego ojca. Tym, co mnie bawi i rozczula najbardziej, jest to, że bohater Arévalo nosi ksywkę "Sean", ponieważ jest podobny do Seana Penna. I wiecie co? To prawda. Nawet hiszpańskie "ELLE" w 2011 roku zatytułowało artykuł o aktorze "Raúl Arévalo, hiszpański Sean Penn".
W "Grubasach" 
Arévalo jest Álexem - głęboko wierzącym elektrykiem, który pod wpływem swojej (otyłej, ale desperacko odchudzającej się) dziewczyny nagle diametralnie zmienia swoje bardzo konserwatywne podejście do seksu (a także specjalnie psuje maszyny w sex shopie, by móc do niego wrócić pod pretekstem ponownej naprawy).
W "Kuzynach" wciela się w jednego z trzech tytułowych bohaterów filmu, Juli
ána i to właśnie on jest z całej trójki najbardziej przebojowy, otwarty, rozgarnięty i to on pomaga cytującemu filmy, alkoholikowi Bachiemu przywrócić życie z powrotem na dobre tory.


A Wy widzieliście któryś z tych filmów?
Który zrobił na Was największe wrażenie?

13 maja 2013

Przelotni kochankowie: obsada

Miałabym poczucie absolutnie niewykorzystanego momentu, gdybym przy okazji premiery najnowszego filmu Pedro Almodóvara (recenzję możecie przeczytać TUTAJ, zapraszam!) nie napisała trochę więcej o aktorach, którzy w "Przelotnych kochankach" grają główne role.
Przed premierą bohaterem jednego z tekstów był Javier Cámara (tekst znajduje się TUTAJ), tym razem opowiem o pozostałych stewardach i jednym z pilotów z podniebnego filmu maestro z La Manchy.

Antonio de la Torre


Były dziennikarz sportowy, miłośnik filmu "Wielki błękit" Luca Bessona oraz laureat nagrody Goya dla najlepszego aktora drugoplanowego (2007), który swoją karierę aktorską zaczynał od drugoplanowych ról w filmach takich, jak "Torrente, el brazo tonto de la ley" Santiago Segury czy "Moimi oczami" Icíar Bollaín. Przed "Przelotnymi kochankami" wystąpił już u Almodóvara w filmie "Volver" (dokładnie on był lubieżnym mężem Raimundy (granej przez Penelope Cruz), którego zwłoki kobieta przechowywała w zamrażarce!). 
Ja go lubię najbardziej w filmie "Hiszpański cyrk" Álexa de la Iglesii - to krwawa groteska pełna poturbowanych przez życie bohaterów i smoliście czarnego humoru o zemście, żądzach i namiętnościach, rozgrywająca się w bardzo osobliwym cyrku. Antonio de la Torre wciela się w tym obrazie w Sergio - wesołego klauna, który u de la Iglesii staje się uosobieniem fałszu: śmieszny na scenie, po zdjęciu maski jest bezwzględnym brutalem.


W filmie "Hiszpański cyrk" zagrał również Carlos Areces - jeden ze stewardów (ten z zalotnymi rzęsami i zawadiacką grzywką) z "Przelotnych kochanków". Areces wcielił się w rolę smutnego klauna i jego obłęd w filmie de la Iglesii również mnie zachwycił, spójrzcie tylko na tę fotografię:



Filmografia Carlosa Arecesa nie jest jeszcze zbyt pokaźna i nie znam jej za dobrze, więc nie będę o nim pisać więcej, ale jeśli zaglądacie czasami na blogowego Facebooka, mogliście go kiedyś zobaczyć na jednym ze zdjęć z festiwalu CinemaJove, TUTAJ.


Raúl Arévalo


fot. Bernardo Doral dla hiszpańskiego "ELLE"

Prawdziwie ważnym debiutem Arévalo był film "El camino de los ingleses", czyli melodramat w reżyserii Antonio Banderasa. Aktor przyznał w jednym z wywiadów, że praca nad tym obrazem była dla niego czymś znacznie ważniejszym, niż granie w filmie - prawdziwym życiowym doświadczeniem. Arévalo dodał również, że to Antonio Banderas pomógł mu się ukształtować, że dzięki niemu rozwija się aktorsko tak, a nie inaczej i że Banderas jest "najwybitniejszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek spotkał na swojej drodze".



Z całej filmografii Raúla Arévalo najbardziej spodobał mi się film "Nawet deszcz" Icíar Bollaín, czyli historia wielowątkowa i wieloznaczna: do Boliwii przyjeżdża ekipa filmowa, by nakręcić film o przybyciu Krzysztofa Kolumba do Ameryki Południowej. Poznajemy jednak nie tylko problemy i tajniki planu filmowego (członków ekipy zagrali między innymi Gael Garcia Bernal i Luis Tosarczy elementy historyczne (co ciekawe, scenariusz tego filmu w filmie jest bardzo intrygujący: wizerunek odkrywcy daleki jest od ideału, a Kolumb i jego współpodróżnicy mają niewiele wspólnego z ideałami wielokulturowości), ale także: realne problemy tubylczej ludności oraz ich walkę o dostęp do wody, wywołaną prywatyzacją wodociągów. 
Wieloznaczność słowa konkwista (ta historyczna i ta współczesna, dokonywana przez wielkie koncerny) i bliźniacze (mimo upływu setek lat) klisze sytuacyjne intrygują, a zapierające dech w piersiach plenery i przepiękna muzyka to dodatkowe atuty filmu BollaínRaúl Arévalo wciela się tu w aktora odgrywającego rolę Antonio de Montesinos, zakonnika znanego z walki o prawa Indian oraz publicznej krytyki niewolnictwa.



A jutro ciąg dalszy opowieści o kinie hiszpańskim!