11 maja 2013

Przelotni Kochankowie

reż. Pedro Almodóvar
scen. Pedro Almodóvar
2013


Najnowszy film Pedro Almodóvara, już dziewiętnasty w jego szalonej karierze, jest błyskotliwą, autorską wariacją na temat różnych obliczy miłości oraz oryginalnym komentarzem na temat aktualnej sytuacji w Hiszpanii. Almodóvar, wykorzystując znaną konwencję małej apokalipsy, umieszcza swoich bohaterów na pokładzie samolotu lecącego na trasie Madryt-México City, w sytuacji śmiertelnego niebezpieczeństwa i pozwala im na kompletne obnażenie wszystkich sekretów.


Dwóch biseksualnych pilotów i trzech stewardów-gejów stara się opanować panikę w klasie biznesowej (po uprzednim podaniu środka usypiającego wszystkim przebywającym w klasie ekonomicznej, ze stewardessami włącznie), jednak ich rozbuchana seksualność oraz osobliwa przypadłość jednego ze stewardów - Joserry (Javier Cámara), który nigdy nie kłamie - skutecznie potęgują poczucie paranoi.
Największą paranoiczką wśród pasażerów jest Norma (Cecilia Roth), gwiazda hiszpańskiego światka usług sado-maso, a także bohaterka okładki najlepiej sprzedającego się w historii numeru magazynu erotycznego "Interviú". Norma stała się dla Almodóvara również narzędziem do skomentowania plotek na temat domniemanych miłosnych ekscesów króla, Juana Carlosa, którego sama bohaterka nazwała "numerem jeden" wśród rzeszy bardzo ważnych i bardzo znanych klientów. Poznajemy także innych podróżujących klasą biznesową: nowożeńców - przemytnika narkotyków i lunatyczkę-nimfomankę (Miguel Ángel Silvestre, Laya Marti), słynnego aktora (Guillermo Toledo), tajemniczego Infanta (José María Yazpik), oszusta gospodarczego (José Luis Torrijo) oraz kobietę-medium (Lola Dueñas). Wskutek awarii, pokładowym telefonie zawsze włączony jest głośnik i to właśnie z telefonicznych rozmów poznajemy pikantne szczegóły z życia każdego pasażera. 


Ja jednak największą sympatią zapałałam do samolotowej kadry, czyli pilotów i stewardów, wśród których każdy prezentuje zupełnie osobną, groteskową historię. 
Joserra (Javier Cámarana skutek traumy z przeszłości nie umie kłamać, Fajas (Carlos Areces) modli się do tekturowego ołtarza w każdej sytuacji kryzysowej, a Ulloa (Raúl Arévalo) jest pokładowym don Juanem. Ich słynny już taniec do piosenki "I'm So Excited" grupy The Pointer Sisters jest szalenie urokliwym i przezabawnym musicalowym przerywnikiem historii.

Piloci natomiast (Hugo Silva, Antonio de la Torre), oboje żonaci, wspólnie zmagają się z nienawiścią do swoich żon i definiowaniem swojej seksualności, co zajmuje ich nieporównywalnie bardziej, niż problemy z podwoziem.


Almodóvar z upodobaniem cytuje samego siebie, a takie autotematyczne motywy można odkrywać w "Przelotnych kochankach" na każdym kroku: rozkładany ołtarz, do którego Fajas zanosi swoje modlitwy jest jasnym nawiązaniem do "Prawa pożądania", a pomarańczowy koktajl Agua de Valencia z meskaliną przywodzi na myśl gazpacho ze środkiem nasennym z "Kobiet na skraju załamania nerwowego" (do tego ostatniego nawiązań jest w filmie znacznie więcej!).
Do bardzo niewielkich (ale, jak się potem okazuje, naprawdę istotnych) ról Almodóvar zaprosił również dwójkę swoich ulubionych aktorów: Penelope Cruz i Antonio Banderasa, którzy grają zakochanych w Andaluzyjczyków (Banderas pochodzi z Malagi, ale Cruz w ich dialogu prześwietnie naśladuje andaluzyjski akcent, przedmiot żartów wielu mieszkańców innych regionów Hiszpanii).

"Przelotni kochankowie" nie są arcydziełem, ale to naprawdę dobry film. Według mnie Almodóvar próbuje przywrócić swojej twórczości nieco bezkompromisowości, "uwznioślonej wulgarności" (o której pisała badaczka Almodóvara, Ewa Mazierska) oraz ikry, z których słynęły jego dokonania z czasów movidy ("Pepi, Luci, Bom", "Labirynt Namiętności") czy dzieła takie jak "Prawo pożądania", "Drżące ciało" czy "Wysokie obcasy". Almodóvar z wdziękiem powtarza swoje ulubione tematy (seksualność, podglądanie czyjegoś życia, codzienna religijność, paranoja), wpisując je nie tylko w nowe konteksty, sytuacje czy bohaterów, ale również - aktualną rzeczywistość Hiszpanii.

fot. Jean-Paul Goude dla "V Magazine"

fotografie: gutekfilm.pl, cinedor.es, filmweb.pl, tumblr.com

9 maja 2013

Przed premierą: Przelotni kochankowie, Javier Cámara.

Już jutro oficjalną polską premierę będzie miał najnowszy film Pedro Almodóvara, "Przelotni kochankowie" (na który czekam od kilku miesięcy z największą niecierpliwością). W recenzji oczywiście opowiem czy i dlaczego film warto (chociaż ja zakładam, że filmy Almodóvara ZAWSZE warto) obejrzeć, ale chcę też przedstawić Wam aktorów, którzy zagrali w "Przelotnych kochankach" jedne z głównych ról. Tym bardziej, że naprawdę ich lubię, a mam wrażenie, że są oni polskim widzom (nie będącym miłośnikami kina hiszpańskiego) raczej nieznani.
Ponieważ akcja filmu rozgrywa się wewnątrz samolotu (a dokładniej: podczas lotu Madryt-Mexico City), nic dziwnego, że głównymi męskimi bohaterami filmu są dwaj piloci i trzech stewardów. Dziś pierwszy z nich.

Steward 1 - Javier Cámara

fot. Pedro Walter dla hiszpańskiej edycji "Glamour"

To już trzecia rola Javiera Cámary w kinie Pedro Almodóvara. Po raz pierwszy mogliśmy podziwiać go w roli pielęgniarza Benigno w filmie "Porozmawiaj z nią" - tę postać publicysta Javier Giner w tekście dla "V Magazine" nazwał "codziennym psychopatą", którego niebezpieczeństwo tkwi głównie w tym, że da się je odkryć dopiero przy bliższym kontakcie - nie chcę Wam psuć filmu, jeśli jeszcze go nie widzieliście, dlatego nie napiszę na temat Benigno nic więcej, ale muszę przyznać, że po seansie byłam lekko zszokowana drogą, jaką Almodóvar poprowadził tę postać... 
Sam aktor w wywiadzie z "El Mundo" powiedział, że gdy Almodóvar zdecydował się go zatrudnić do pracy przy filmie, usiadł na ławce przed domem i zaczął płakać ze szczęścia.


Po raz drugi u Almodóvara Cámara wystąpił w filmie "Złe wychowanie". Tu wcielił się w rolę drag queen Paquito - jego postać nie miała żadnej istotnej funkcji dla rozwoju akcji, ale pojawienie się Paquito na ekranie wprowadziło po pierwsze, sporo humoru, po drugie, dzięki niemu Almodóvar mógł podkreślić swoje umiłowanie estetyki kampowej i żywe zainteresowanie środowiskiem transwestytów (drag queens są bardzo częstymi bohaterami filmów Hiszpana).

fot. Caterina Barjau (www.caterinabarjau.com)

Ja bardzo cenię Javiera Cámarę, ponieważ ma on w sobie ogromną wrodzoną klasę, szlachetność i spokój, dzięki któremu potrafi uduchowić nawet najdziwniejszą rolę w najsłabszym filmie, jakim jest dla mnie na przykład komedia "Torrente, el brazo tonto de la ley". Film opowiada historię byłego policjanta, alkoholika (Santiago Segura), który nieustannie marzy o tym, by dokonać wielkich rzeczy w imię sprawiedliwości. Film początkowo aspirował do bycia hiszpańskim pastiszem kina Quentina Tarantino i "Taksówkarza" Martina Scorsese (co więcej, to jedna z najchętniej oglądanych hiszpańskich komedii w historii). Ostatecznie jest to jednak próba wyjątkowo nieudana i pełna wyjątkowo prymitywnych żartów. W rolę pomocnika tytułowego Torrente wcielił się właśnie Javier Cámara  i, co zachwyca mnie najbardziej, pokazał prawdziwy talent komediowy i sprawił, że oglądanie tego filmu nie stało się dla mnie kompletną stratą czasu.
W wywiadzie dla magazynu "GQ" Javier Cámara przyznał, że jego ikonami są James Gandolfini i Farrah Fawcett, a ulubionym filmem - "Piękny i zły" Vincente Minnellego.

fot. Pedro Walter dla hiszpańskiej edycji "GQ"

6 maja 2013

Top 3 - George Clooney

Dziś George Clooney obchodzi urodziny i pomyślałam, że warto poświęcić mu osobny wpis. Przyznam szczerze, że kiedyś za nim nie przepadałam, a teraz, cóż - lubię go bardzo (bardzo!), zarówno jako reżysera, jak i aktora, dlatego zaprezentuję Wam moje ulubione wystąpienia George'a przed i za kamerą:

"Niebezpieczny umysł"
2002
(przed i za kamerą)

To według mnie film intrygujący, wciągający i bardzo błyskotliwy (nic dziwnego, scenariusz napisał sam Charlie Kaufman, autor scenariuszy do filmów takich, jak "Zakochany bez pamięci" czy "Synekdocha, Nowy Jork". Chociaż, jak głosi plotka, Kaufman był tak niezadowolony z końcowego efektu, że zapowiedział, iż już nigdy nie będzie pracował z Clooney'em. Podobno zdenerwowało go, że reżyser zbyt mocno skupił się na akcji, a za mało na bohaterach). Dzięki temu obrazowi odkryłam dla siebie Sama Rockwella. Aktor zagrał tu znakomitą rolę sławnego prezentera telewizyjnego, Chucka Barrisa, który prowadził podwójne życie i "po godzinach" był płatnym zabójcą, pracującym na zlecenie CIA.
Rola w "Niebezpiecznym umyśle" przyniosła Rockwellowi Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie w 2003 roku.


Do epizodycznych ról w swoim pierwszym filmie, George Clooney zaprosił pewnych słynnych przyjaciół (do pewnego czasu tworzących razem z nim nieformalny, ale chętnie wspominany w tabloidach klub kawalera) i dlatego w rolach uczestników "Randki w ciemno" możemy przez chwilkę zauważyć na ekranie Brada Pitta i Matta Damona.


"Good Night and Good Luck"
2005
(przed i za kamerą)

Mam wrażenie, że tym filmem George Clooney ostatecznie potwierdził swoją wielką klasę i naprawdę duży talent. 
Legendarny dziennikarz stacji CBS, Edward R. Murrow w połowie lat 50. wypowiedział medialną wojnę senatorowi Josephowi McCarthy'emu, który w swojej kampanii oskarżał znane osobistości amerykańskiej polityki, kultury i rozrywki o działalność komunistyczną. Poczynania Murrowa (znakomicie zagranego przez Davida Strathairna) i Freda Friendly'ego (George Clooney), producenta jego programu, przyczyniły się do zakończenia działalności McCarthyego i Komisji Parlamentarnej do Spraw Działań Antyamerykańskich.


Ten film to także spojrzenie na telewizję lat 50. - Murrow był wybitnym dziennikarzem, a przede wszystkim strażnikiem misyjności i uczciwości przekazu telewizji w obliczu jej ogromnego wpływu na społeczeństwo. Historia na czarno-białej taśmie przeplatana utworami jazzowymi, poza głównym wątkiem ukazuje obyczajowość lat 50. i niebezpieczny mechanizm zależności między mediami a polityką.


"Tajne przez poufne"
reż. Ethan Coen, Joel Coen
2008

George Clooney jest jednym z ulubieńców braci Coen. Nie tylko pomogli mu w karierze odkrywając jego talent komediowy w filmie "Bracie, gdzie jesteś?", ale są również współtwórcami najnowszego projektu Clooney'a, "Suburbicon"
"Tajne przez poufne" to przede wszystkim superbłyskotliwy scenariusz, łączący w sobie kilka różnych wątków, osobliwych i jednocześnie bardzo oryginalnych bohaterów oraz kapitalny, nieco czarny humor. Sam Clooney o roli w tym filmie powiedział, że "Zagrał idiotę, który ma romans z Tildą Swinton". Jego Harry to szeryf w Ministerstwie Skarbu, zakochany w sobie Casanova, mający manię prześladowczą i nieodparty urok osobisty.


George Clooney dokonuje coraz lepszych wyborów nie tylko w kwestii doboru ról, ale także projektów filmowych, nad którymi przejmuje kontrolę reżyserską (wyreżyserował również między innymi bardzo dobre "Idy Marcowe"). Nie jest już postrzegany przez pryzmat wizerunku playboya, lecz staje się coraz bardziej cenionym filmowcem (w tym woku wspólnie z Benem Affleckiem i swoim stałym współpracownikiem Grantem Heslovem, jako jeden z producentów, odebrał Oscara za Najlepszy Film - "Argo"), odznaczającym się dużym wyczuciem, inteligencją i doskonałym rozeznaniem w problemach społecznych.
Do wymienionych powyżej filmów mogłabym dodać jeszcze "Cienką czerwoną linię""Człowieka, który gapił się na kozy", "W chmurach" czy "Michaela Claytona" (ja uwielbiam też "Batmana i Robina", ale to zdecydowanie propozycja dla miłośników kiczu...).

A Wy? Które filmy z filmografii George'a Clooney'a lubicie najbardziej?



fotografie: listal.com

Ps. jest jeszcze jeden argument, który przemawia za tym, by obejrzeć film "Tajne przez poufne" (jeśli jeszcze go nie widzieliście). Oto on:


4 maja 2013

Kasyno

reż. Martin Scorsese
scen. Martin Scorsese, Nicholas Pileggi
1995


Powoli, ale konsekwentnie zmieniam się w psychofankę filmów Martina Scorsese. Ciągle jeszcze czeka na mnie sporo pozycji z jego filmografii (w tym "Kolor pieniędzy", "Król komedii", a także, wstyd się przyznać, "Wściekły byk"!), ale jak do tej pory chyba najbardziej pokochałam "Ulice nędzy", "Taksówkarza", "Gangi Nowego Jorku" i "Kasyno", o którym napiszę dziś więcej.

Scenariusz "Kasyna" oparty jest na prawdziwej historii Franka "Lefty" Rosenthala, zatrudnionego przez mafię do przejęcia kontroli nad kasynami w Las Vegas począwszy od 1971 roku. Jego ochroniarzem, który figurował jako restaurator, był Tony Spilotro, przyjaciel Lefty'ego z młodości, bezwzględnie mordujący  każdego, kto wyłamywał się z reguł. Problemy zaczęły się, gdy Rosenthal związał się z Geri McGee, naciągaczką, zajmującą się dorywczo prostytucją i tańcem erotycznym. Toksyczne małżeństwo upośledzały nie tylko powiązania Franka z mafią oraz jego pracoholizm, ale także słabość Geri do jej byłego sutenera i nieustanna obecność w ich życiu porywczego Tony'ego...


Martin Scorsese i Nicholas Pileggi na kanwie tej opowieści wymyślili trójkę fikcyjnych bohaterów: w rolę Sama "Ace'a" Rothsteina, właściciela  Tangiers, najbardziej imponującego kasyna Las Vegas, wcielił się Robert De Niro. Jego żonę - tu  imieniu Ginger - zagrała brawurowo Sharon Stone. Tony w filmie stał się Nickym i obok roli w "Chłopcach z ferajny" to według mnie najlepszy występ filmowy Joego Pesci. Rolę byłego przyjaciela Ginger zagrał James Woods.
Obsada jest tu według mnie absolutnie fenomenalna. Robert De Niro to ulubiony aktor Martina Scorsese (reżyser często opowiada o ich przyjaźni, która rozpoczęła się w latach 70. ich pierwszym wspólnym filmem, "Ulicami nędzy") i to w jego filmach stworzył najwybitniejsze kreacje w swojej karierze. Napisałam już o tym, jak duże wrażenie zrobił na mnie Joe Pesci, nie mogę też pominąć milczeniem Sharon Stone (za którą nie przepadałam), ponieważ w swojej roli alkoholizującej się, rozedrganej emocjonalnie ćpunki, tkwiącej w małżeństwie, które nigdy nie powinno powstać, wypadła nie tylko bardzo wiarygodnie, ale również niesamowicie przejmująco. "To była odstraszająca, trudna rola" - powiedział o niej Martin Scorsese.



"Kasyno" to niemal trzygodzinna epopeja. Głównym jej bohaterem jest Ace, jednak w tym gigantycznym mafijnym imperium hazardu, jakim w latach 70. było Las Vegas, jest marionetką w rękach mafii nawet wtedy, gdy wydaje się, że mógłby królować niepodzielnie.
KOCHAM też kostiumy w tym filmie. Są imponujące. Martin Scorsese opowiadał:
"Sharon Stone (...) pracowała również dużo przy kostiumach, na przykład przy przetykanym złotem stroju w stylu Davida Bowiego, który nosi na sobie w ostatniej części filmu. Jest trochę luźny po bokach, bo Sharon chciała wyglądać jak najgorzej".


"Rita Ryack i John Dunn przygotowali kostiumy. Mieliśmy pięćdziesiąt dwa przebrania dla Boba [de Niro], a więc sporo, choć prototyp jego bohatera posiadał jeszcze większą galerię niesamowitych ciuchów (...). Jeśli przyjrzycie się uważnie, zauważycie, że do ubrań często dopasowane są tarcze zegarków (...). Nicky pojawia się w filmie w jakichś dwudziestu, może dwudziestu pięciu strojach, a Ginger chyba w czterdziestu".


A tutaj interpretacja garderoby Ace'a, której autorem jest  grafik, Ibraheem Youssef.


Nawet sam Marty Scorsese na planie wpasowywał się w klimat (na zdjęciu po lewej ):

Pisząc powyższy tekst korzystałam z książki:
- Martin Scorsese, "Autobiografia. Pasja i bluźnierstwo", przeł. Barbara Kosecka, Kraków 1997.

fotografie: listal.com

2 maja 2013

Sekret

reż. Przemysław Wojcieszek
scen. Przemysław Wojcieszek
2012

Najnowszy film Przemysława Wojcieszka to obraz dość trudny w odbiorze i realizacyjnie niedoskonały. A jednak, wrażliwość, z jaką reżyser (i jednocześnie scenarzysta) odkrywa kolejne elementy historii i motywacje bohaterów, a także nieprawdopodobna precyzja kompozycji kadrów i piękno wizualne filmu sprawiają, że "Sekret" wydał mi się obrazem szczególnie wartym uwagi.

Ksawery (świetny Tomasz Tyndyk), tancerz, występujący na scenie jako drag queen, przyjeżdża do domu swojego dziadka (Marek Kępiński). Ksaweremu towarzyszy przyjaciółka, początkowo bardzo wycofana, milcząca Karolina (Agnieszka Podsiadlik), która jest Żydówką. Ich pobyt w domu dziadka związany jest z pragnieniem odkrycia tytułowego sekretu: w przeszłości dziadek był sądzony za zabójstwo Żyda, ale został uniewinniony. Czy słusznie? "Chcę ci pomóc. Kocham cię. Muszę znać prawdę" - mówi Ksawery.

Przemysław Wojcieszek dużo uwagi przywiązuje do odkrywania kolejnych stron relacji pomiędzy członkami tego nietypowego, emocjonalnego trójkąta. Dziadek uwielbiający snuć opowieści o przeszłości (które Ksawery nazywa "rodzinnym porno") zrobiłby dla wnuka wszystko. Gdy dowiaduje się o przyczynie ostatniej wizyty Ksawerego, pyta: "Pozwolisz skrzywdzić jedyną ci bliską osobę?". Karolina myśli tylko o tym, by odkryć prawdę, jest targana skrajnościami, zarówno w uczuciach do starszego mężczyzny (jej  emocjonalna huśtawka balansuje pomiędzy opiekuńczością, wyrozumiałością, a nienawiścią), jak i Ksawerego, bo relacja między tym dwojgiem jest dziwaczna, odrobinę nienaturalna i do końca niejednoznaczna.



Film podzielono na segmenty, a każdy z nich nosi swój symboliczny tytuł. Niespokojny montaż potęguje poczucie zagubienia bohaterów, ale także widza. Szczególną uwagę muszę zwrócić na przepiękne zdjęcia Jakuba Kijowskiego, wspaniale skomponowane, malarskie kadry i świetną scenografię Mileny Czarnik (przede wszystkim to wnętrze wiejskiego domu dziadka, z rzeźbionym drewnianym Chrystusem i makatą z końmi na ścianach). Największe wrażenie zrobiły na mnie sceny, w których Ksawery przywdziewa swój sceniczny kostium drag queen i przedstawia pełen targających nim emocji taniec. Jego układ to cała opowieść, historia samotnego mężczyzny, który z jednej strony czuje, że musi odkryć prawdę, a z drugiej - wie, że ta prawda zamiast oczyszczenia może przynieść wyłącznie ból. 
Bardzo spodobały mi się też powtarzalne sceny obierania ryb, które nie tylko są jak dubstepowy teledysk: w pewnym sensie ta pozornie trywialna, ale wymagająca niesamowitej skrupulatności czynność pozwala bohaterom na chwilę zapomnieć o sprawie, o którą walczą (tak, jak Karolina o prawdę) czy której bronią (jak dziadek swojej godności).



Największe zastrzeżenie mam do zakończenia filmu, bo miałam wrażenie, jakby w pewnym momencie opowiadana historia się wyczerpała, a kolejne, końcowe sceny nie wnosiły do niej niczego nowego. Nie zmienia to faktu, że "Sekret" uważam za film oryginalny (zarówno pod względem tematyki, jak i realizacji), intrygujący, o dużym ładunku emocjonalnym i zdecydowanie warty poznania.
Nawet, jeśli będzie to znajomość niełatwa.


fotografie: news.o.pl

PS. Chyba Wam już o tym wspominałam, ale warto przypomnieć: Tomasz Tyndyk poza tym, że jest aktorem teatralnym i filmowym, zajmuje się również fotografią. Jego prace (które uwielbiam!) możecie obejrzeć TUTAJ i TUTAJ.
fot. Tomasz Tyndyk

fot. Tomasz Tyndyk

fot. Tomasz Tyndyk

Bloglovin

28 kwietnia 2013

Mebelki. Tiny Furniture.

reż. Lena Dunham
scen. Lena Dunham
2010

Kilka tygodni pisałam na blogu o serialu "Girls" wykreowanym przez urodzoną w Nowym Jorku Lenę Dunham. (tekst o serialu możecie przeczytać TUTAJ). W międzyczasie, przygotowując się do prezentacji o "Dziewczynach" obejrzałam również debiutancki pełnometrażowy film Leny Dunham, w którym ona sama zajęła się reżyserią, scenariuszem i zagrała główną rolę.
I muszę przyznać, że "Mebelki" nieco mnie rozczarowały.


Aura (Lena Dunham) ma dwadzieścia dwa lata i właśnie skończyła studia. Nie wie, co ze sobą zrobić, więc wraca do domu rodzinnego, gdzie pod okiem matki-artystki (w rolę wcieliła się mama LenyLaurie Simmonsi u boku swojej wybitnie uzdolnionej siostry (Grace Dunham, siostra Leny) próbuje poukładać swoje życie i zaplanować przyszłość.
Aura nie umie porozumieć się ani ze swoją rodziną, ani najlepszą przyjaciółką, ponieważ to właśnie oni oczekują od dziewczyny dorosłych decyzji. Aura włóczy się po mieście z koleżanką z dzieciństwa, Charlotte (znana z serialu "Girls" Jemima Kirke), przyjmuje pod swój dach dziwacznego, aspirującego artystę Jeda (Alex Karpovsky, który również pojawił się w "Girls") i nawiązuje pełen niezręczności romans ze swoim szefem (David Call).
Ale, niestety, według mnie, nic konkretnego z tych historii nie wynika.


Dużo mówiło się o tym, że Lena Dunham tworzy swoje historie na podstawie własnych doświadczeń. Wydaje mi się jednak, że właśnie to, co początkowo wydawało się być jej siłą, staje się powoli jej słabością: historię kreowane przez Dunham są do siebie niebezpiecznie podobne. Co więcej, miejscami mam wrażenie, jakbym oglądała reality-show, w którym centralną gwiazdą jest cała rodzina Dunham.



Nie mogę jednak powiedzieć, że "Mebelki" kompletnie mi się nie podobały. To, co mnie ujęło, to bardzo przyjemna i bardzo twórcza atmosfera, która wciąż towarzyszy głównej bohaterce: nie tylko jej dom połączony jest z pracownią, ale i w kilku scenach możemy obserwować pracę jej mamy-fotografki, która stylizuje swoje kompozycje z wykorzystaniem tytułowych, miniaturowych zestawów mebli. Aura sama próbuje pisać, natomiast chłopak, któremu udziela schronienia nieudolnie stara się zostać gwiazdą youtube'a. 


Jeśli miałabym spojrzeć na "Mebelki" przez pryzmat debiutu fabularnego, muszę powiedzieć, że to całkiem interesująca próba. A jednak, Aura wydaje mi się być pierwszą z (na razie skromnej) galerii zupełnie apatycznych i niepozbieranych dziewcząt (figuruje w niej również oczywiście Hannah z serialu "Girls") u progu dorosłości. 

Warto dodać, że "Mebelki" uznawane są za przykład nurtu mumblecore, czyli podgatunku (głównie) amerykańskiego kina niezależnego, który charakteryzuje się małym budżetem produkcji , obsadą złożoną głównie z amatorów i jest mocno skoncentrowany na naturalistycznych dialogach.


fotografie: listal.com, aceshowbiz.com

23 kwietnia 2013

Kostiumy: Obywatel Milk

Wielokrotnie pisałam, że temat mody w kinie oraz rola i znaczenie filmowych kostiumów bardzo mnie fascynują. Chciałabym jak najczęściej o tym pisać, a wszystkie teksty o tej tematyce znajdziecie w zakładkach: Kostiumy oraz Moda i Kino.

"Obywatel Milk", 2008
reż. Gus Van Sant
kostiumy: Danny Glicker


Film opowiada historię kariery politycznej Harvey'a Milka będącego pierwszym działaczem społecznym na rzecz równouprawienia homoseksualistów, który zasiadał we władzach miejskich. Milk (mistrzowsko wykreowany w filmie przez Seana Penna) obecnie uważany jest za jednego z największych męczenników amerykańskiego ruchu gejowskiego, ponieważ 27 listopada 1978 roku został zastrzelony przez znajomego z rady miejskiej – znanego z wyznawania bardzo konserwatywnych wartości moralnych Dana White'a (Josh Brolin). 


Wydarzenia opowiadane w filmie, czyli kilkanaście miesięcy politycznej walki Milka to nie tylko krok milowy w walce przeciwko homofobii amerykańskiego społeczeństwa, ale także okres przypadający na czas wczesnej młodości reżysera. Gus Van Sant portretuje doskonale znaną mu rzeczywistość, nie tylko za pomocą  historii i scenografii, ale także – wplecionych materiałów archiwalnych. Film jest więc również nostalgicznym westchnieniem do przeszłości, na szczęście bez ckliwych banałów.


W wywiadzie dla miesięcznika "Interview" Danny Glicker (twórca kostiumów również do filmów takich jak "Dziękujemy za palenie""Transamerica""W chmurach""W drodze" czy "Restless") przyznał, iż kreując kostiumy do "Obywatela Milka" inspirował się przede wszystkim życiorysem głównego bohatera oraz kulturą lat 70. w San Francisco. 
Danny Glicker przyznaje, iż Harvey Milk uwielbiał być w centrum wydarzeń, a jednocześnie zawsze starał się podkreślać wierność ideałom. Stąd najbardziej charakterystyczną dla niego częścią garderoby była biała koszulka z czerwonym nadrukiem głoszącym: "I'll Never Go Back!" i rysunkiem zamkniętych drzwi, którą wkładał na Gay Freedom Day, a także – własnoręcznie zrobiona opaska na ramię z naszytym symbolicznym różowym trójkątem. "Milk dosłownie nosił swoje serce na rękawie" – powiedział Glicker.

Podczas kreowania garderoby dla bohaterów, bardzo ważna była dla kostiumografa ścisła współpraca zarówno z Gusem Van Santem, jak i Seanem Pennem, ponieważ cały projekt miał dla całej ekipy kolosalne znaczenie. 
Co ciekawe, dla ówczesnego San Francisco kultowe Levisy są tak ikoniczne, że część kostiumów stworzono z oryginalnego jeansu z lat 70., a Glicker w poszukiwaniu inspiracji i materiału odwiedzał najdziwniejsze second-handy. Odtworzenie autentycznej rzeczywistości w "Obywatelu Milku" wymagało szczególnej uwagi nie tylko ze względu na autorytet i rangę głównego bohatera – wielu widzów może traktować ten film osobiście, odbierając zdarzenia, jak reżyser Gus Van Sant, z perspektywy obserwatorów tych zdarzeń. Bardzo istotny jest również fakt, jak ogromne znaczenie miała działalność Milka dla całej rewolucji seksualnej, rozpoczętej już w poprzedniej dekadzie.



PS. Tymczasem muszę pakować walizkę, bo pojutrze w Lublinie odbywa się konferencja naukowa  pod tytułem "Nowoczesne i ponowoczesne przygody ciała" organizowana przez Studenckie Koła Naukowe Polonistów, Teatrologów i Medioznawców Instytutu Filologii Polskiej UMCS. Więcej informacji TUTAJ.
Ja opowiem o wątkach transgenderowych w kinie Pedro Almodóvara w piątek, 26 kwietnia, w bloku filmowym od 8:30.


fotografie: listal.com

21 kwietnia 2013

Serial: Skins, część 2. Obsada.


W poprzednim wpisie (TUTAJ) wspomniałam o tym, że serial "Skins" stał się początkiem kilku (bardziej lub mniej dynamicznych czy spektakularnych) aktorskich karier. I dlatego dzisiaj chciałabym przedstawić Wam trzy z nich:

Nicholas Hoult - Tony Stonem


fot. Julian Broad

Pamiętacie przeuroczą komedię "Był sobie chłopiec" braci Weitz?  Fabuła jest prosta, ale film czarujący: gdy Will Freeman (Hugh Grant), typowy Piotruś Pan, postanawia poszukać swojej nowej wybranki w grupie samotnych matek, przypadkowo poznaje dwunastoletniego Marcusa (Nicholas Hoult)... Rola Marcusa  stała się początkiem przygody Houlta z aktorstwem, ale to serial "Skins" sprawił, że Brytyjczyk zdecydował się zamienić hobby w zawód.
Nicholas Hoult mówi, że gdyby nie był aktorem, chętnie widziałby siebie w roli kierowcy Formuły 1. Uważa również, że jest kompletnie nieinteresujący dla paparazzi - "To jest dziwaczne. Przez większość czasu nawet nie jesteś w stanie ich zauważyć. Są jak ninja" - dodaje.

fot. Jacob Sutton

Z całej filmografii Nicholasa Houlta najbardziej intrygującym filmem jest dla mnie zdecydowanie "Samotny mężczyzna" Toma Forda. Kameralna, emocjonalna, zaskakująca i wizualnie wysmakowana opowieść o profesorze literatury (Colin Firth), który próbuje uporać się ze śmiercią ukochanego, między innymi poprzez stworzenie więzi z jednym ze swoich studentów (w tej roli Nicholas Hoult). O filmie pisałam TUTAJ.


Jak na razie, domeną Houlta są jednak głównie filmy przygodowe i sci-fi ("Starcie Tytanów", "X-Men: Pierwsza klasa", niedługo zobaczymy go w nowym "Mad Maxie"), ale chcę się tej karierze przyglądać. 
Niestety, niewiele mogę powiedzieć o filmach, które miały premierę w tym roku, bo ich jeszcze nie widziałam. A może ktoś z Was obejrzał już "Jacka pogromcę olbrzymów" albo "Wiecznie żywego"? Chętnie poczytam Wasze opinie.

Kaya Scodelario - Effy Stonem

Chłopcy w liceum kochali się w Effy Stonem do szaleństwa. Niezrównoważona, ekscentryczna, małomówna (według magazynu "Interview" Effy odezwała się dopiero w swoim ósmym odcinku) ale obłędnie hipnotyzująca, główna bohaterka trzeciego i czwartego sezonu "Skins" okazała się być najsilniejszym elementem tej części serialu. 

Chyba najgłośniejszą jak do tej pory rolą Kai była Cath Earnshaw w okrzyczanej adaptacji "Wichrowych wzgórz" autorstwa Andrei Arnold, twórczyni kina niezależnego ("Fish Tank"). W tym roku swoją premierę mają kolejne dwa filmy, w których Scodelario zagrała główne role: "Emanuel And The Truth About Fishes" Francesci Gregorini, u boku Alfreda Moliny i Jessiki Biel oraz "Invisible" Stewarta Svaasanda.

Kaya Scodelario w jednym z wywiadów przyznała, że marzy o pracy u boku Toma Hardy, ale jej mama wolałaby, aby jej córka pewnego dnia zagrała z Antonio Banderasem, w którym sama skrycie się podkochuje (Kaya ma bardzo bliskie kontakty z mamą-Brazylijką, świetnie mówi po portugalsku i chciałaby zagrać w brazylijskim filmie)... 

Hannah Murray - Cassie


fot. Vita Hewison

Zwichrowana anorektyczka o sarnich, błyszczących oczach - Cassie  - jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych, najlepiej  pamiętanych i najczęściej cytowanych bohaterek "Skins"
Wcielająca się w tę rolę Hannah Murray szukając inspiracji przed castingiem do serialu obejrzała w telewizji "Śniadanie u Tiffany'ego" i w scenie przyjęcia ujrzała zegarek na kostce jednego z gości. Ten skopiowany element nie tylko przyniósł jej szczęście, ale stał się również kolejną charakterystyczną cechą niebanalnej Cassie.



Życie po Cassie jest jednak równie interesujące: Hannah Murray zagrała w superpopularnym serialu "Gra o tron", ale co jakiś czas upomina się o nią także kino. W 2010 roku pojawiła się w filmie "Łono", dramacie sci-fi Benedeka Fliegaufa, poruszającym kwestię etyki klonowania, w którym zagrała ukochaną głównego bohatera. Dwa lata później pracowała u Tima Burtona, grając w jego "Mrocznych cieniach" (w jednym z wywiadów przyznała, że z filmografii Burtona sama najbardziej lubi "Ed Wooda"). W bieżącym roku mają się ukazać aż trzy premiery z jej udziałem. W międzyczasie Hanna skończyła studia (język angielski na Uniwersytecie Cambridge), a w poprzednim życiu, jak przypuszcza, prawdopodobnie była królową Elżbietą I Tudor.



Oczywiście, to nie jedyni bohaterowie serialu "Skins" którzy wyszli poza świat zdegenerowanych nastolatków.
Joe Dempsie (Chris) gra w "Grze o tron", Luke Pasqualino (Freddie) - w "Rodzinie Borgiów"Dev Patel (Anwar) ma na swoim koncie między innymi rolę w oscarowym filmie Danny'ego Boyle'a - "Slumdog. Milioner z ulicy" (ale również w uhonorowanym pięcioma Złotymi Malinami obrazie "Ostatni Władca Wiatru" M. Nighta Shyamalana)...

A których bohaterów "Skins" wy lubicie najbardziej?

źródła: guardian.co.uk, dailymail.co.uk, interviewmagazine.com.
fotografie: guardian.co.uk, listal.com, gq.com.