7 września 2010

Niewinna


The Other Man

reż. Richard Eyre

scen. Charles Wood, Richard Eyre
2008


Można banalnie powiedzieć, że „Niewinna” to film o miłości. Z jednej strony tej długowiecznej, małżeńskiej, statecznej i po grób. Z drugiej - również o tej gorącej, chwilowej, sekretnej, niejednoznacznej. To opowieść o determinacji kochającego mężczyzny w obliczu prób odnalezienia prawdy o ukochanej kobiecie. To również historia, w której Antonio Banderas sprawia, że od początku filmu naprawdę chcę wiedzieć, co się wydarzyło nad jeziorem Como. Mimo mnogości tropów i całkiem ciekawej fabuły, film, niestety, jest nijaki. A to zawsze boli najbardziej


Już sam plakat i krótka przeczytana recenzja przyniosły mi wstrętną myśl „Czy ja to już widziałam?”. Dojrzała, wciąż piękna kobieta, lawirująca pomiędzy dobrym, oddanym mężem, a latynoskim, gorącym kochankiem to trójkąt znany ze świetnej „Niewiernej” Adriana Lyne'a (w rolach głównych wystąpili Diane Lane, Richard Gere i Olivier Martinez). „Niewinna” na podstawie prozy Bernarda Schlinka w reżyserii Richarda Eyre'a, na szczęście, nie powiela tego samego schematu. Po reżyserze takich filmów jak mocne, bezkompromisowe „Notatki o skandalu” czy piękna, refleksyjna „Iris” (w obu rewelacyjne role wykreowała Judi Dench), można się jednak spodziewać znacznie więcej.


Lisa (Laura Linney) jest cenioną projektantką butów, którą poznajemy na pokazie jej własnej kolekcji, który ogląda wraz z córką Abigail (Romola Garai) i mężem Peterem (Liam Nesson). Wydaje się, że Lisa i Peter prowadzą przyjemne i całkiem rozrywkowe życie, jednak pokazana rozmowa w restauracji zostawia na tym obrazie pewną rysę niepokoju. Ten niepokój jest właśnie najbardziej interesującą emocją, którą można znaleźć w filmie. Muzyka i ujęcia kamery początkowo budują napięcie jak w dobrym thrillerze o ofierze i szpiegu, by później zupełnie zmienić film w spokojną i lekko nudnawą historię o zdesperowanym mężczyźnie. On, przez przypadek odkrywa w skrzynce e-mailowej swojej żony wiadomość z miłosnymi wyznaniami oraz folder ze zdjęciami, na których żona i przystojny mężczyzna imieniem Ralph (Antonio Banderas) pojawiają się w niedwuznacznych sytuacjach. Peter postanawia dowiedzieć się, kim jest ten mężczyzna, a także: kiedy, gdzie i co robił z jego żoną. Oglądamy tę historię w taki sposób, że czujemy, jakbyśmy nieustannie towarzyszyli Peterowi w dochodzeniu do prawdy. Widz często ogląda filmową rzeczywistość z jego perspektywy, przez co ma szansę być może lepiej go zrozumieć.


Kolejny głos narzekania na polskie tłumaczenie tytułu będzie banałem, ale przełożenie oryginalnego „The Other Man” na „Niewinna”, wypacza niestety sens filmu. Nie bez znaczenia twórcy zwrócili uwagę nie na niewierną żonę, a kochanka. Mąż bowiem nie szuka wytłumaczeń sytuacji u swojej żony (Dlaczego? Dla odpowiedzi na pytanie warto poczekać do końca filmu), przeciwnie. Jedzie do Mediolanu, by spotkać się z Ralphem i od ich pierwszej rozmowy podczas partii szachów w malutkiej kawiarni prowadzi swoją powolną grę. Grający kochanka Antonio Banderas nie jest tym, którego znamy z wczesnych filmów Pedro Almodóvara („Zwiąż mnie”, „Prawo pożądania” czy kapitalne „Kobiety na skraju załamania nerwowego” lub „Matador”). Znacznie bliżej mu w „Niewinnej” do ról takich jak Pierre Dulaine z „Wytańczyć Marzenia” Liz Friedlander, gdzie był idealistycznie nastawionym do życia nauczycielem tańca towarzyskiego czy nawet roztańczony i rozśpiewany Ché z „Evity” Alana Parkera. Tyle, że znacznie spoważniał. Jego Ralph wkłada eleganckie, idealnie skrojone garnitury, jest skupiony i odrobinę wycofany, a to, co pozostało mu z najlepszych ról sprzed kilkudziesięciu lat to jego ukryty temperament i fakt, iż jest rewelacyjny w rolach południowych kochanków. W jednej z rozmów z Peterem Ralph przyznaje: „My, Hiszpanie, jesteśmy gwałtownymi ludźmi”.


Moją ulubioną sceną w tym filmie jest opowieść Ralpha o pierwszym spotkaniu z Lisą. „Wszystko, co widziałem, to były te jej czerwone szpilki” - mówi, łącząc zgrabną klamrą swój mały fetysz z jej zawodem.


Film jest również dość chaotyczny. Być może zamysłem reżysera była oryginalna konstrukcja fabuły, jednak pomieszanie zdarzeń z teraźniejszości i przeszłości ujętych w kilku różnych wątkach daje wrażenie niekompletnej układanki. Mimo to, świetnie na tym tle wypada ciekawie poprowadzone zakończenie historii tego trójkąta. W pewnym momencie Ralph mówi, że jest błyskotliwym nieudacznikiem, który potrafi kreować rzeczy piękniejszymi, niż są w rzeczywistości, co jawi mi się również jako diagnoza całego filmu: trójka dobrych aktorów i zabudowania boskiego Mediolanu nie wystarczą, by porwać widzów i wstrząsnąć nimi tak, jak potrafią niektóre filmy, nawet pomimo pozornie prostej historii.


Tekst pojawił się na portalu G-Punkt.pl
Zapraszam na Facebookowy profil bloga!

fot. filmweb.pl

2 komentarze: