10 października 2012

Tuż po weselu

Recenzja pojawiła się w 4. numerze


„Tuż po weselu”
reż. Susanne Bier
scen. Anders Thomas Jensen
2006

Przeszłość dopada Jacoba w najmniej odpowiednim czasie i każe mu podjąć decyzję, która zdominuje jego życie na zawsze. Zmieni nie tylko jego sytuację, ale także: ideały, o które, jak mu się wydawało, gotów był walczyć bez kompromisów. Po „Otwartych sercach”, przejmującym dramacie nakręconym według zasad Dogmy 95 i głośnych „Braciach”, Susanne Bier znów proponuje historię, w której o skomplikowanych relacjach rodzinnych opowiada w sposób absolutnie pasjonujący.Jacob (Mads Mikkelsen) pracuje w podupadającym sierocińcu w Indiach. Jest pełen ideałów, kocha to, co robi, czuje wielką potrzebę spełniania misji, żyje z dnia na dzień i najbardziej martwi go, że nie ma funduszy na utrzymanie sierocińca. Tym bardziej intrygująca wydaje mu się być propozycja pewnego bogatego duńskiego biznesmena, który proponuje Jacobowi dotację w wysokości 4 milionów dolarów, która pomogłaby w utrzymaniu i zapewnieniu edukacji dzieciom z ulic Bombaju. Mimo oporów mężczyzna jedzie do Danii, aby spotkać się z dobroczyńcą. Jørgen ma jednak jeden (jak się później okazuje, nie jedyny) warunek: Jacob musi wziąć udział w weselu jego córki.

Jørgen (Rolf Lassgård) jest człowiekiem sukcesu: ma żonę, piękną dorosłą córkę, dwójkę młodszych dzieci, imponujący dom i doskonale prosperujący biznes. Wiedzie życie, jakie Jacob porzucił wiele lat wcześniej decydując się na pracę w Indiach. Tytułowe wesele pokaże jednak, iż tych dwoje łączy więcej, niż Jacob mógłby przypuszczać…

Historia opisana w scenariuszu, pełna tragizmu i skomplikowanych zależności może początkowo wydawać się dosyć nieprawdopodobna. Jego autorem jest jednak stały współpracownik Susanne Bier, Anders Thomas Jensen (na podstawie tekstów Jensena Bier wyreżyserowała między innymi „Braci” oraz uhonorowany Oscarem film „W lepszym świecie”), autor scenariuszy do tak ekstremalnych historii jak „Antychryst” Larsa von Triera, „Wilbur chce się zabić” Lone Scherfig czy „Jabłka Adama” (o których wspominałam TU) oraz „Zieloni rzeźnicy” – dwa ostatnie filmy Jensen sam wyreżyserował, dając popis nie tylko błyskotliwych dialogów, ale także miejscami okrutnego, bardzo czarnego humoru.


Wielką siłą „Tuż po weselu” jest aktorstwo. Mads Mikkelsen znakomicie portretuje niepewności swojego bohatera. Jego Jacob jest ambitny, stanowczy, chwilami wręcz kategoryczny, ale jednocześnie łagodny i pełen empatii, co dodaje wiarygodności jego ideałom. Bardzo poruszającym wątkiem jest tutaj relacja Jacoba z jednym z bombajskich podopiecznych: chłopiec bardzo przeżywa wyjazd swojego ukochanego opiekuna do Danii i rozbudza w mężczyźnie głębokie, ojcowskie uczucia. Wyróżnia się też znakomity Rolf Lassgård jako Jørgen, który początkowo wydaje się być aroganckim, nadużywającym alkoholu tyranem, by w obliczu późniejszych sytuacji stać się zupełnie delikatnym i bezbronnym mężczyzną, walczącym o bezpieczeństwo jego ukochanej rodziny.

Film Susanne Bier nie jest przyjemny, przeciwnie: chwilami bywa wręcz nieznośnie wstrząsający poprzez swój tragizm, smutek i mnogość emocji. Warto jednak poddać się tej dawce filmowej uczuciowości, bo „Tuż po weselu” to przykład prawdziwego, świetnie zrealizowanego i bardzo refleksyjnego kina.

fotografie: 
listal.com, filmweb.pl

9 października 2012

Ubieranie kina. Odcinek 3, część 2.


Odcinek 3: osobowości mody.
(część pierwszą tekstu możecie przeczytać TUTAJ)
Moda-bohaterka
Równie ciekawym przypadkiem wydaje się być Sarah Jessica Parker. Zanim w 1998 roku nie pojawił się pierwszy odcinek serialu, który na zawsze i bezsprzecznie zdominował jej karierę, Parker wystąpiła między innymi w „Footloose” (kultowym filmie muzycznym będącym kwintesencją klimatu lat 80.), „Dziewczyny chcą się bawić” (komedii o roztańczonych nastolatkach z rasowej high school) i dwóch filmach Tima Burtona: „Ed Wood” i „Marsjanie atakują!”.

Jej spokojnie rozwijająca się kariera (poza kinem, grywała w produkcjach telewizyjnych i na Broadwayu) nabrała tempa, gdy włożyła szpilki od Manolo Blahnika i wcieliła się w rolę Carrie Bradshaw, stając się główną bohaterką sześciu sezonów serialu „Seks w wielkim mieście”, o którym Sally Singer napisała w „Vogue’u”, iż moda jest w nim piątą bohaterką.


Bradshaw to felietonistka, której dwie największe namiętności to Pan Big i moda, a rola Parker została uhonorowana czterema Złotymi Globami. Kostiumografka „Seksu w wielkim mieście”, Patricia Field powiedziała, że tworząc garderobę Carrie, skupiła się głównie na tym, by wyrazić nią jak najwięcej typów osobowości bohaterki. 

Mimo że łatwo tu było wpaść w pułapkę aktorskiego zaszufladkowania, Sarah Jessica Parker stała się najlepszym przykładem na to, jak przekuć tę sytuację na ogromny sukces oraz jak wykorzystać zdobyty (szczególnie z punktu widzenia miłośniczek serii o wyzwolonych mieszkankach Nowego Jorku) ikoniczny wizerunek. I nie mam na myśli tylko tego, że w 2000 roku aktorka poprowadziła galę MTV Music Awards, podczas której przebierała się dokładnie czternaście razy, ale między innymi nagrodę CFDA (Rady Amerykańskich Projektantów Mody) dla Ikony Mody. A jednak, cytując Voguepedię warto dodać, że wiele osób jest wręcz zszokowanych, że prywatnie Parker nie jest aż tak fashion, jak wszyscy tego od niej oczekują. Co więcej, w 2007 roku aktorka wyznała magazynowi „Glamour”, że ona też nosi japonki.

Szuflady
Aspirujące ikony mody bywają też bardzo często wrzucane do szuflad, z których dosyć ciężko im się później wydostać. I tak Rooney Mara jest gotycką porcelanową górą lodową a Carey Mulligan – przeuroczą pensjonarką.


Co najmniej dekadę przed nimi pojawiła się Chloë Sevigny, na którą świat filmu zwrócił uwagę po rolach w „Dzieciakach” Larry’ego Clarka i filmach Harmony’ego Korine’a („Skrawki”, „Julien Donkey-Boy”). Świat mody natomiast docenił jej nonszalancję i zamiłowanie do lumpeksów: „Vogue” sugerował, że to dzięki niej przymiotnik „używany” stał się synonimem słowa „gatunkowy”.


Podobnych przykładów jest bez liku. Następczyń obecnych ikon mody poszukać można w zestawieniach najlepiej ubranych osób na świecie, które przygotowuje Vanity Fair lub na zdjęciach z dorocznego balu Met Gala w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. A wracając do okładki Richarda Gere’a… W 1992 na pierwszej stronie „Vogue’a” pojawiła się fotografia aktora i jego ówczesnej żony, modelki Cindy Crawford. Okładka jest oczywiście bardzo romantyczna, a napis przy zdjęciu głosi, że wywiad zamieszczony w magazynie jest rozmową o małżeństwie, medytacji i MTV.
Ale to, czy Richarda Gere’a moglibyśmy w najśmielszych fantazjach nazwać ikoną mody pozostawię Waszemu osądowi.

tekst na czwartek jest już gotowy, więc już teraz zapraszam do zaglądania w czwartek na portal G-punkt.pl. O wszystkim zawsze informuję też za pośrednictwem Facebooka!

fotografie: listal.com, voguepedia.com


8 października 2012

Ubieranie kina. Odcinek 3, część 1.


Odcinek 3: osobowości mody.

Gdy kilka tygodni temu pisałam, że Wikipedię zamieniłam na Voguepedię, mówiłam zupełnie poważnie. Magazyn „Vogue”, biblia mody, przeszło rok temu stworzył swoistą encyklopedię, podzieloną na osiem kategorii (między innymi Projektanci, Modelki czy Punkty zwrotne), z której, jeśli dobrze poszukamy, możemy dowiedzieć się między innymi, kiedy i w jakich okolicznościach na okładkę „Vogue” trafił Richard Gere, kto zalicza się (według redakcji) do osobowości mody i co o każdej z osób napisano w magazynie. 


Jak na razie baza nie jest zbyt obszerna, ale już dosyć interesująca. We wspomnianym dziale Osobowości największą grupę tworzą aktorki: nic dziwnego, w końcu moda, a w szczególności media mówiące o modzie są teraz znakomitym narzędziem filmowej promocji. Co można więc rozumieć pod pojęciem „osobowość mody”?
Dzisiaj posłużę się kilkoma zgrabnymi przykładami.
Jeansowa Gwyneth
Kolejne ikony mody pojawiają się z podejrzanie dużą częstotliwością (a może ten związek wyrazowy jest po prostu nadużywany?), ale wśród nich zawsze będą takie, które zasługują na większe zainteresowanie, niż reszta. W 2002 roku Plum Sykes napisał o Gwyneth Paltrow (nie tylko ikonie stylu, ale i aspirującej guru kuchni): „Nie jest może innowatorką, jednak jej talent do wyławiania przebojowych zestawów ubrań sprawia, że władają one wyobraźnią świata jak nigdy przedtem – zanim nie włożyła ich Gwyneth” – nic dziwnego, że gdy została pewnego dnia sfotografowana w parze jeansów z naszytymi kieszeniami marki Blue Cult, popyt na nie wzrósł tak bardzo, że jeansy zyskały nową nazwę – „Gwyneth”. 

„Vogue” dodaje, że nawet postacie, w które wciela się Paltrow mogą rozpalić nowe trendy. Oczy wymalowane jak u pandy, tenisowa sukienka, torebka Birkin: Margot Tenenbaum z filmu „Genialny Klan” Wesa Andersona (wzorowana być może na wizerunku Nico, modelce, jednej z muz Warhola, wokalistce Velvet Underground) wzbudziła podobną sensację, co sam film.


Złote agrafki i seksualna frustracja
Czasami sensację większą, niż filmy wywołują ich premiery lub kampanie promocyjne. W pierwszym wypadku jednym z najbardziej sztandarowych przykładów jest pewna premiera z 1994 roku, na której Elizabeth Hurley, ówczesna dziewczyna Hugh Granta, pojawiła się w czarnej kreacji od Versace, spiętej złotymi agrafkami w dwudziestu czterech miejscach. Filmem, który wyświetlano w kinie była komedia „Cztery wesela i pogrzeb”, jednak Hurley absolutnie przyćmiła grającą główną rolę Andy MacDowell„W owej chwili” – pisał „Vogue” – „która w świecie brukowców nabrała takiego znaczenia, jak Boże Narodzenie ma dla chrześcijan, narodziła się gwiazda”
Jeśli chodzi o materiały prasowe towarzyszące jakiejś głośnej premierze, warto przypomnieć sobie chociażby przykład Michaela Fassbendera. Po zagraniu we „Wstydzie” Steve’a McQueena, czyli jednym z najbardziej oczekiwanych filmów ubiegłego roku, poruszającej opowieści o trzydziestoletnim yuppie uzależnionym od seksu i pornografii, Fassbender stał się etatowym fotograficznym seksualnym frustratem i homme fatale sesji zdjęciowych kolorowych magazynów. Po tym, jak magazyn „GQ” kilka lat wcześniej napisał, że Michael Fassbender jest najlepszym towarem eksportowym Irlandii od czasów Guinnessa, przy okazji kolejnego wywiadu z aktorem bardzo wyraźnie nawiązał stylistyką sesji zdjęciowej towarzyszącej rozmowie do tematyki „Wstydu”


„Vogue” natomiast jest jednym z pism, które co jakiś czas zapraszają topowych aktorów do przemyślanych, wysmakowanych sesji mody, które mają na celu nie tylko zaprezentowanie ubrań, ale i opowiedzenie jakiejś historii. Stąd na przykład w kwietniu 2012 roku Michael Fassbender towarzyszył Natalii Vodianovej w fotograficznej historii o nowoczesnej parze, a dwa lata wcześniej: Jeremy Renner, Larze Stone w sesji pod tytułem „Niebezpieczne związki”

Być może nie stali się od razu ikonami mody, jednak pokazali, że pasują do sesji fotograficznych tak samo, jak modelki do miejsca przed kamerą na planie filmowym, czyli… coraz lepiej.

ciąg dalszy nastąpi, a ja zapraszam do zaglądania również na
Facebooka!
cały tekst do przyłapania
TUTAJ
fotografie: listal.com, vogue.com, gq.com

6 października 2012

Fight Club. konkurs


Nie macie wrażenia, że czasami przymiotnik kultowy jest nadużywany?
To, że „Ojciec Chrzestny”, „Człowiek z blizną”, „Czas apokalipsy” czy „Gwiezdne Wojny” są uznawane za filmy kultowe, nie podlega chyba dyskusji. Wśród filmów polskich? Wszyscy znają i cytują „Seksmisję” czy „Samych Swoich”, dla pokolenia obecnych czterdziestolatków filmem absolutnie kultowym może być film „Psy”, jeszcze inni nieśmiało dodadzą do tego zestawu „Kilera” czy, ze znacznie większym przekonaniem, „Misia” oraz „Rejs”.
Kiedy można uznać, że film jest kultowy? Jakie powinien spełniać warunki? Kto ma największe prawo do wydania na ten temat opinii? Odpowiedzi na te pytania pozostawiam badaczom kultury popularnej.

A jeśli Wy mielibyście zastanowić się, jakie filmy DLA WAS są kultowe? 
Ilu z Was na myśl przyszedł „Fight Club”?


Ekranizacja prozy Chucka Palahniuka to jeden z najlepiej ocenianych filmów lat 90 (i nie tylko!). David Fincher pokazując „Fight Club” (w polskim tłumaczeniu: „Podziemny krąg”) po świetnym „Se7en” i rewelacyjnej „Grze”, szturmem wszedł do pierwszej ligi reżyserów i na pewno wielu z Was widziało film już nieraz (przyznajcie się, ile razy wchodząc do samolotu zastanawialiście się, czy przypadkiem nie zadziałał w nim Fight Club?).


Dzisiaj jednak pozostańmy przy książce Palahniuka, bo to rewelacyjna powieść. Mogłabym tu mnożyć pozytywne przymiotniki (od tego, że jest świetnie napisana, przez to, że jej błyskotliwość rzuca na kolana, aż po to, że rozbudza wyobraźnię jak mało która), lepiej jednak, żebyście przekonali się o tym sami (jeśli jeszcze nie mieliście okazji).


Dlatego, dzięki uprzejmości wydawnictwa Niebieska Studnia mam dla Was dwa egzemplarze książki „Podziemny Krąg”. Wśród poprawnych odpowiedzi, które do mnie wyślecie wylosuję dwie, a ich autorom wyślę książki.


Edward Norton wystąpił w jeszcze jednym filmie, w którym pojawia się temat rozdwojenia jaźni. Jaki tytuł nosi ten film?

Odpowiedzi na pytanie należy przesyłać mailem na adres kinofilka@gmail.com do soboty, 13 października.
Czekam!


O innych książkach Palahniuka możecie poczytać TUTAJ

EDIT:

Dziękuję bardzo za udział w konkursie,
muszę przyznać, że odpowiedzi trochę mnie zaskoczyły - zupełnie nie pomyślałam o filmie "Hulk", o którym pisało wielu z Was!
Ja mówiąc o motywie rozdwojenia jaźni miałam na myśli "Lęk pierwotny", ale nie mogłam nie zgodzić się z tymi, którzy wspomnieli o "Hulku" :)
Jeszcze raz dziękuję za wszystkie maile, a książki wyślę do Dominiki i Kuby, którym napisałam już w tej sprawie odpowiedniego maila.

4 października 2012

Europejska Nagroda Filmowa


Jeśli ktoś z Was śledzi troszkę mój profil na Facebooku, to mógł zauważyć, że ostatnio (znacznie bardziej, niż w ubiegłych latach) zainteresowałam się tegorocznym rozdaniem European Film Awards.
Dlaczego?


Po pierwsze: animacje.

W tej kategorii poza dwoma innymi filmami nominowany został obraz "Dyskretne uroki starości", który kilka tygodni temu RECENZOWAŁAM, a także ROZMAWIAŁAM z Paco Rocą, jednym z jego scenarzystów (i jednocześnie autorem komiksu, na podstawie którego powstało to dzieło!)


Byłabym więc niezwykle zadowolona, gdyby to właśnie przepiękna i poruszająca historia o staruszkach mieszkających w doku spokojnej starości otrzymała nagrodę.

Po drugie: People's Choice Award

Dokładnie tak: Wy także możecie zagłosować na swój ulubiony film ostatnich miesięcy. Jeden z dwunastu filmów otrzyma nagrodę publiczności, a wybierać można spośród naprawdę zróżnicowanych tytułów.
Swój głos można oddać TUTAJ. Nie zapomnijcie napisać mi w komentarzach, na który film zagłosowaliście, ja też to już zrobiłam, a moim faworytem jest..:




Po trzecie: selekcja.

Filmów zakwalifikowanych do nagród jest około 50 (pełną listę można zobaczyć TUTAJ). Jeśli się nie mylę, na początku listopada zostaną ogłoszone nominacje do innych kategorii (takich, jak Najlepszy Aktor, Najlepsza Aktorka czy Najlepszy Montaż).
Ta lista przypomniała mi jednak o wielu filmach, które bardzo  (!) chcę zobaczyć i o kilku takich, które w minionych miesiącach zrobiły na mnie (pozytywne lub nieco mniej pozytywne wrażenie):

- "Jagten", reż. Thomas Vinterberg

To najbardziej oczekiwany przeze mnie film ostatnich miesięcy.  O zaściankowości małego miasteczka i oskarżeniach, które mogą złamać całe życie. Plus uhonorowany za główną rolę Złotą Palmą w Cannes Mads Mikkelsen.


- "Paradise: Love", reż. Ulrich Seidl

Czyli film, który przegapiłam w polskich kinach z powodu wyjazdu na praktyki. Czekam z niecierpliwością na kolejną możliwość obejrzenia go, bo to podobno dosyć brutalny, ale kapitalny obraz.


Wśród proponowanych filmów znajdują się również tytuły tak popularne, jak "Nietykalni" Oliviera Nakache i Erica Toledano, czyli niekwestionowany sukces francuskiej komedii obyczajowej, "Wstyd" Steve'a McQueena (o którym pisałam TUTAJ), "Rzeź" Romana Polańskiego (TUTAJ) czy "Szpieg" Tomasa Alfredsona (recenzja TUTAJ)... Natomiast polskimi akcentami są tu rewelacyjna "Róża" Wojciecha Smarzowskiego i "W ciemności" Agnieszki Holland.


Miłym zaskoczeniem jest dla mnie pojawienie się w tej grupie  kameralnego filmu "The Woman Who Brushed Off Her Tears" Teony Strugar Mitevskiej z poruszającą rolą Victorii Abril nawet, jeśli film nie zrobił na mnie porażającego wrażenia (jego recenzję mogliście przeczytać przy okazji moich refleksji na temat festiwalu CinemaJove z Walencji, o TUTAJ).


Nie za bardzo rozumiem obecności w tym zestawieniu tytułu "Iron Sky" Timo Vuorensoli. Wiem, że jest to fenomen w dziedzinie finansowania filmu (fundusze na jego zrealizowanie w ogromnej części pochodziły z crowdfundingu!), jednak sam film jest dosyć nieporadnie wykonany. Pomysł na obraz, w którym hitlerowcy w 1945 roku uciekli na księżyc i w 2018 powracają, by podbić Ziemię wydaje się być co najmniej intrygujący. Sama opowieść jednak w miarę rozwoju akcji traci zarówno oryginalność, jak i klimat. A szkoda.


Temat Europejskiej Nagrody Filmowej na pewno pojawi się jeszcze na blogu, tymczasem czekam na Wasze opinie oraz komentarze: na kogo Wy zagłosujecie (lub już zagłosowaliście) w ramach People's Choice Award?

fotografie: listal.com

2 października 2012

Ubieranie kina. Odcinek 2, część 2.

Odcinek 2: Modelki na ekranach.
część pierwsza tekstu do przeczytania TUTAJ.

Z wybiegu na plan

Z całej grupy modelek, które w ciągu ostatnich kilku lat postanowiły spróbować swoich sił w aktorstwie, wyróżnia się Lily Cole, która poprzez niespotykaną urodę ma szansę zostać aktorką charakterystyczną. 


Po występie w bardzo banalnych „Dziewczynach z St. Trinian”, Cole została zauważona przez Terry’ego Gilliama i w jego „Parnassusie” zagrała córkę głównego bohatera. Nie była to może bardzo duża rola, ale na pewno kluczowa, ponieważ to właśnie grana przez nią bohaterka była stawką w zakładzie, jaki doktor Parnassus zawarł z Diabłem. Jej filmografię zamyka (znana nieco mniej, niż towarzyszący jej skandal uczuciowo-obyczajowy) superprodukcja „Królewna Śnieżka i Łowca”


Najbardziej intrygującym filmem z całej filmografii Lily Cole jest jednak „Krzyk mody” w reżyserii Sally Potter, który sama twórczyni określa mianem „nagiego kina”. Jego ideą jest pozostawienie w filmie tylko najistotniejszych i najbardziej niezbędnych środków do opowiedzenia danej historii. W „Krzyku mody” widzimy więc głównie serie monologów kierowanych do odbiorcy siedzącego za kamerą, a moda staje się w nich tylko jednym z wielu równorzędnych tematów. W wywiadzie dla magazynu „Interview” Lily Cole przyznała, że w graniu w filmach najbardziej ceni sobie odpowiedzialność i kontrolę, bo efekt zależy głównie od niej, podczas gdy zdjęcia w magazynach nie zawsze oddają pełnię jej możliwości.


Uwagę zwróciła na siebie również pochodząca z Etiopii Liya Kebede. W filmie „Kwiat pustyni” w reżyserii Sherry Horman, Kebede wcieliła się w Waris Dirie, modelkę, która w 1997 roku udzieliła przełomowego wywiadu do „Marie Claire”, w którym opowiedziała o tym, jak w wieku pięciu lat została rytualnie obrzezana (Dirie urodziła się w muzułmańskiej rodzinie nomadów, w Somalii). Po tej publikacji została ambasadorką ONZ i rozpoczęła walkę o zniesienie tego zabobonnego, tradycyjnego rytuału w krajach trzeciego świata. Sam film jest trochę chaotyczny (sekwencje z przeszłości nie zawsze logicznie przeplatają się ze współczesnością), aktorstwo Kebede jest nieco zbyt egzaltowane i wiele kwestii w filmie pozostaje niedopowiedzianych, mimo to jednak „Kwiat pustyni” jest kolejnym istotnym głosem w walce ze zmianą obyczajów dotyczących traktowania kobiecego ciała. 


W 2010 roku Waris Dirie i Liya Kebede wystąpiły wspólnie w sesji zdjęciowej dla kampanii H&M, „Fashion Without Borders” („Moda bez granic”).




Agyness Deyn wystąpi w brytyjskim (czyżby niekoniecznie potrzebnym?) remake’u pierwszej części serii „Pusher”, czyli duńskiej trylogii sensacyjnej Nicolasa Windinga Refna. Gemma Ward pojawiła się w dramacie obyczajowym „Czarny balonik”, ostatniej części „Piratów z Karaibów”, a teraz ma szansę zwrócić na siebie uwagę występem w oczekiwanym remake’u „Wiekiego Gatsby’ego”, którego zrealizowania podjął się Baz Luhrmann. Rebecca Romijn jest przede wszystkim etatową Mystique w różnych realizacjach historii o X-Menach… Prognozy nie są przesadnie optymistyczne, jednak zawsze istnieje cień szansy na to, że wkrótce będziemy świadkami naprawdę spektakularnego debiutu lub rewelacyjnej, szczerze poruszającej roli wśród modelek-aktorek.



fotografie: listal.com, interviewmagazine.com, zeberka.pl

1 października 2012

Ubieranie kina. Odcinek 2, część 1.

Wyjątkowo pracowity koniec wakacji przebiega u mnie pod znakiem związków mody z filmem. Dlatego zachęcam do przeczytania wszystkich (blogowych i nieblogowych) tekstów na ten temat TUTAJ, a dzisiaj zapraszam na kolejną część cyklu, który pisuję (i publikuję w każdy czwartek!) dla portalu G-punkt.pl.

Odcinek 2: Modelki na ekranach.

W 1995 roku Cindy Crawford wystąpiła u boku Williama Baldwina w produkcji „Czysta gra. Film okazał się być wielkim nieporozumieniem, a za swoją katastrofalną rolę modelka doczekała się nominacji do Złotych Malin (przegrała jednak z Elizabeth Berkley i „Showgirls”). Szesnaście lat później w filmie „Transformers 3” pojawiła się inna modelka, Rosie Huntington-Whiteley i powtórzyła historię z przeszłości, również otrzymując za swój występ nominację do Złotych Malin (gorsza, a właściwie gorszy od niej był w tym rozdaniu David Spade i jego rola kobieca w filmie „Jack i Jill”). 


Czy modelka w filmie oznacza tylko atrakcyjny dodatek? Na szczęście niekoniecznie. Od świata mody swoją karierę zaczynały między innymi Charlize Theron, Halle Berry, Monica Bellucci czy Milla Jovovich, ale i w ciągu ostatnich lat pojawiło się kilka modelek, które zwróciły na siebie uwagę.

Pierwsza liga
Charlize Theron, obsypana gradem nagród za swój występ w filmie „Monster”, wielokrotnie pokazała, że zdecydowanie należy do pierwszej ligi. Szerokiej publiczności dała się poznać dzięki filmowi „Adwokat diabła”, w którym pojawiła się u boku Ala Pacino i Keanu Reevesa (z tym ostatnim stworzyła także duet w zmiażdżonym przez krytykę, ale ciepło odbieranym przez widzów wyciskaczu łez „Słodki listopad”), w międzyczasie chyba dosyć pewnie utrzymuje się na fali wznoszącej: grywa zarówno w hitach („Prometeusz”, "Królewna Śnieżka i Łowca”), jak i projektach niezależnych („Kobieta na skraju dojrzałości”, „Granice miłości”, „Daleka północ”).


Tego samego nie można niestety powiedzieć o Halle Berry. Po jej nagradzanej roli w „Monster’s Ball: czekając na wyrok” przyszła pora nie tylko na zagranie dziewczyny Bonda w „Śmierć nadejdzie jutro”, ale także Kobiety-Kota (podczas odbierania Złotej Maliny Berry sparodiowała swój nademocjonalny występ z gali oscarowej i między innymi podziękowała wytwórni Warner Bros za „umieszczenie ją w tak gównianym filmie”). Berry stara się więc wrócić do pierwszej ligi grając w kameralnych dramatach („Frankie and Alice”, „Druga szansa”) i najnowszej superprodukcji rodzeństwa Wachowskich (potykając się niestety o role w filmach takich jak „Śmiertelna Głębia”).


W międzyczasie Milla Jovovich stała się ekspertką od kina akcji z elementami sci-fi („Piąty element”, „Resident Evil”), na chwilę zamieszkując u Wima Wendersa w psychodelicznym  „Million Dollar Hotel” i wcielając się w Joannę D’Arc u Luca Bessona – po tej dość chłodno przyjętej roli Fiona Golfar napisała w „Vogue’u”: „Gdy z usmoloną twarzą i idealnie białymi zębami wymachuje na polu walki mieczem, człowiek niemal spodziewa się, że zaraz zza drzewa wyskoczy z aparatem fotograf Peter Lindbergh”.



Sycylijski seksapil upadłej świętej

Najbardziej interesująca wydaje mi się być filmografia Monici BellucciWłoszka, która swoją międzynarodową karierę zaczęła od bycia narzeczoną Draculi, osiem lat później u Giuseppe Tornatore zagrała tytułową rolę w filmie o samotności, prowincjonalnej mentalnej zaściankowości, chłopięcych marzeniach i kobiecej zazdrości. Tytułowa bohaterka filmu „Malena”, której zmysłowa kobiecość (niewątpliwie jeden z największych atutów Bellucci) jest jednocześnie jej największym przekleństwem, musi stawić czoła nie tylko swojej osobistej tragedii – stracie męża, ale także zawiści czekającej na nią na każdym ganku w wypłowiałym, sycylijskim miasteczku. 


Bellucci nie dała się jednak na zawsze zapamiętać jako młodsze wcielenie Sophii LorenPo raz pierwszy szokowała w filmie „Nieodwracalne” Gaspara Noé: historii pewnego dramatycznego dnia (opowiadanej wstecz), w której centralnym punktem jest naturalistyczna scena gwałtu analnego, rozgrywająca się w tunelu i nakręcona w czasie jednego ujęcia. Bellucci pokazała, że jest aktorką bezkompromisową również wtedy, gdy przyjęła rolę (o którą sama bardzo zabiegała) Marii Magdaleny w „Pasji” Mela Gibsona, czyli filmie uznanym za najbardziej kontrowersyjny obraz wszech czasów w rankingu serwisu „Entertainment Weekly” w 2008 roku.


ciąg dalszy nastąpi...
fotografie: listal.com