Istnieje grupa filmów, które w sposób bezpośredni traktują o środowisku mody – jego mechanizmach, blaskach i cieniach pracy w branży i trzeba przyznać, że niektóre z tych tytułów to obrazy nie tylko efektowne, ale i całkiem interesujące. W filmach „Diabeł ubiera się u Prady” Davida Frankela oraz „Wyznania zakupoholiczki” P.J. Hogana praca w magazynie mody wydaje się być posadą marzeń, kobiety śnią o niej od czasu bycia nastolatkami, wiele z nich „zabiłoby dla tej pracy”, a środowisko mody wydaje się im być swoistym El Dorado.
14 stycznia 2010
Kino na wybiegu II
Istnieje grupa filmów, które w sposób bezpośredni traktują o środowisku mody – jego mechanizmach, blaskach i cieniach pracy w branży i trzeba przyznać, że niektóre z tych tytułów to obrazy nie tylko efektowne, ale i całkiem interesujące. W filmach „Diabeł ubiera się u Prady” Davida Frankela oraz „Wyznania zakupoholiczki” P.J. Hogana praca w magazynie mody wydaje się być posadą marzeń, kobiety śnią o niej od czasu bycia nastolatkami, wiele z nich „zabiłoby dla tej pracy”, a środowisko mody wydaje się im być swoistym El Dorado.
13 stycznia 2010
Kino na wybiegu I
Lubimy modę, bo odpowiada temu, co w nas najbardziej próżne, jest często hołdowaniem naszym zachciankom i egoizmowi. Daje możliwość spełnienia się naszej wyobraźni, zmysłom, poczuciu estetyki i jednocześnie przynosi bardzo przyjemne poczucie, że robimy coś wyłącznie dla siebie. Czy równie przyjemne jest oglądanie mody w kinie?
W latach 90. modelki z kobiet wyłącznie pozujących do zdjęć czy chodzących po wybiegach zmieniły się w instytucje, ludzi-orkiestry o (trzeba to powiedzieć wprost) wątpliwych kompetencjach. W tym czasie romans mody z filmem, niestety, nie był szczególnie udany, gdyż żadna z modelek chcących zrobić oszałamiającą karierę w kinie nie miała odpowiedniego talentu. Wspomnijmy żenujące próby Cindy Crawford – po jej występie w „Czystej Grze” Andrew Sipesa krytycy nie zostawili na niej suchej nitki, a film otrzymał trzy nominacje do Złotych Malin. Mimo to niezapomniane jest dla mnie niesamowite wrażenie, jakie przy pierwszym obejrzeniu zrobił teledysk George’a Michaela do „Freedom '90” (i tak już dobrych kilka lat po premierze)! Wysmakowany klip z udziałem największych ikon ówczesnych wybiegów – Lindy Evangelisty, Christy Turlington, Naomi Campbell, Cindy Crawford i Tatjany Patitz – do tej pory może być czystą ucztą dla oczu. Faktem jest jednak, że modelki nie chciały być dłużej jedynie pięknym dodatkiem oraz że niektóre z nich w filmie odnalazły się całkiem nieźle.
Legendy światowego modelingu – Grace Jones czy Milla Jovovich – mają na swoim koncie kilka interesujących filmów; mało kto pamięta, że bogini Monica Bellucci także zaczynała swoją karierę od bycia modelką; obecnie jedną z głównych ról w najnowszym filmie Terry’ego Gilliama „Parnassus” zagrała Lily Cole – jedna z najbardziej znanych brytyjskich modelek. Nazwiska będzie można mnożyć, bo swoją filmografię budują też między innymi Australijka Gemma Ward czy Etiopka Liya Kebede.
Wielki romans mody z filmem można było zaobserwować, gdy w 1994 roku Liz Hurley na premierze filmu „Cztery wesela i pogrzeb” Mike'a Newella (w którym główną rolę zagrał jej ówczesny narzeczony Hugh Grant) pojawiła się w obcisłej czarnej sukni od Versace, spiętej w dwudziestu czterech miejscach złotymi agrafkami. „Vogue” napisał wtedy: „W owej chwili, która w świecie brukowców nabrała takiego znaczenia, jak Boże Narodzenie ma dla chrześcijan, narodziła się gwiazda”. Nikt bowiem nie zwracał większej uwagi na Andie MacDowell, kreującą główną rolę kobiecą w filmie. Tego dnia liczyła się tylko Hurley i był to początek jej światowej kariery.
Nie jest to oczywiście jedyny przypadek, kiedy moda i film romansują ze sobą zupełnie poza planem filmowym. Moda wspiera tutaj film i odwrotnie, przedstawiciele (jeszcze chętniej przedstawicielki) świata filmu kreują wielką modę na czerwonych dywanach, promując nie tylko siebie, ale i, bardzo często, sam obraz, w którym biorą udział. Najczęściej podobne zjawiska obserwujemy podczas wielkich gali rozdania najważniejszych filmowych nagród, jak Złote Globy czy Oscary, do historii przeszedł między innymi strój Björk, która na Oscarach w 2000 roku wystąpiła w sukience w kształcie łabędzia projektu Marjana Pejoskiego.
ciąg dalszy nastąpi, całość można przeczytać tutaj:
9 stycznia 2010
Witajcie w życiu!
Polskiej publiczności Henryk Dederko dał się poznać swoim filmem "Witajcie w życiu", traktującym o sposobach działania (i oddziaływania) popularnego w Polsce w latach 90. koncernu Amway, zajmującego się handlem bezpośrednim (jest to największa korporacja handlu sieciowego na świecie).
Filmem, a właściwie skandalem, który towarzyszył jego pierwszym pokazom. Amway wytoczył proces karny autorom filmu posądzając ich o zniesławienie, a także proces cywilny producentom (TVP i Contra Studio), którzy zostali zobligowani do zamieszczenia oficjalnych przeprosin w prasie oraz wpłaty 10 tysięcy na cele charytatywne. Wyrokiem sądu film nie może być także emitowany w telewizji. Na 2009 rok zaplanowany został pokaz dokumentu na Warszawskim Festiwalu Filmowym, jednak (oficjalnie) ze względu na niezakończone procesy sądowe Telewizja Polska nie udzieliła na niego licencji.
"Czy ktoś za ciebie decyduje, kiedy masz wstać? Wyrzuć budzik i pracuj z nami" - mówią przyjemne głosy z materiałów motywacyjnych dla nowych pracowników koncernu Amway. Przejmujący fanatyzm to jeden z ulubionych tematów Dederki, a na przykładzie pracy koncernu, którego wiele działań uznanych zostało przez opinię publiczną za oddziaływanie bliskie efektom sekt, został on pokazany znakomicie. W 1996 roku z firmą Amway Polska współpracowało 80 000 osób. Były to osoby o różnym wykształceniu i statusie materialnym, kuszeni perspektywami zarobienia szybkich pieniędzy, historiami tysięcy podobnych jak oni Kopciuszków, dla których kwestią kilku miesięcy miało być zdobycie bogactwa, a także, co według trenerów Amway idzie z tym w parze - permanentnego szczęścia. Trenerzy działali na naturalne potrzeby wspólnoty, a amerykańscy guru korporacyjnego marketingu traktowani byli jak gwiazdy rocka. Biznes w teorii był bardzo prosty - należy być stuprocentowym, najwierniejszym użytkownikiem promowanych produktów. Materiały szkoleniowe firmy Amway były niczym książki kucharskie pełne przepisów na idealne życie. Miały inspirować do zakładania zeszytów marzeń, dowodziły, że obracając się wśród ludzi odnoszących sukces, sami możemy go osiągnąć. Ludzie z Amwaya byli jak wyjęci z obrazków najbardziej efektownych reklam telewizyjnych: radośni, entuzjastyczni, programowo szczęsliwi, mają każdemu rozmówcy coś fantastycznego do zaproponowania. Zabawne, jak w swoim fanatyzmie liderzy Amwaya swoje zdolności przywódcze przyrównali do charyzmy Napoleona czy Hitlera.
Najbardziej znamienna i interesująca jest scena totalnej destrukcji odbiorników telewizyjnych niczym palenie książek w "Fahrenheit 451" Truffauta. Brutalne treści przekazywane w telewizji mogą zaburzyć własny, ciężkimi siłami wypracowany entuzjazm, dlatego należy pozbyć się od samego początku źródła problemu. To samo dotyczy bestialstwa w kinematografii, dlatego nadgorliwi adepci postanawiają spalić nawet "Psy 2".
Nie można pochwalić twórcy za obiektywizm jego filmów. Amway został pokazany jako wielka korporacyjna machina, zwabiająca ludzi obietnicami o zdobyciu złotych gór. To, że Amway wprowadzał wiele technik manipulacyjnych nie mija się z prawdą, jednak nawet wypowiedzi najlepszych polskich pracowników Amwaya brzmią w tym dokumencie nie jak ich punkt widzenia, ale niczym najbardziej ironiczne dialogi napisane w celu ich jednoznacznego wyśmiania.
fragment artykułu dla portalu www.g-punkt.pl
29 grudnia 2009
Die Hard
"Szklana Pułapka"
1988
reż. John McTiernan
scen. Jeb Stuart, Steven E. de Souza

Grupa Terrorystów opanowuje w Los Angeles drapacz chmur. Zrządzenie losu sprawia, że na bożonarodzeniowym bankiecie na trzydziestym piętrze pojawia się John McClane - nowojorski policjant i zarazem jedyna osoba, która będzie w stanie uratować sterroryzowanych ludzi (w tym swoją żonę-karierowiczkę, z którą od pewnego czasu jest w separacji).

Bruce Willis kreując główną postać biega na boso po całym wieżowcu i uprawia wysmakowaną akrobatykę w windach i kanałach wentylacyjnych, łamiąc prawa fizyki i fizjologii, co, nie da się ukryć, nie dodaje filmowi ani krzty wiarygodności.

I niech to będzie odpowiedź na to, dlaczego "Szklana Pułapka" jest niezmiennie fascynującym klasykiem, a Bruce Willis bezapelacyjnie najjaśniej świecącą gwiazdą gatunku.
13 grudnia 2009
Malarskość Wieloznaczna III


Mówi się czasem, że film jest najmniej pojemną z form wyrazu. Że pisząc - twórca może pokazać swoje emocje - zachwyt, oburzenie, wściekłość, nakreślić dokładnie sytuację, ramy czasowe, podkreślić cechy bohaterów, aby wszystko zostało perfekcyjnie zrozumiane. Malując – działa bezpośrednio na wyobraźnię widza nierzadko dając mu więc niekończące się pole dla własnej interpretacji. Natomiast patrząc przez oko kamery – zawęża przede wszystkim pole widzenia, jest ograniczony przez czas trwania projekcji, a także musi odwoływać się do własnej wrażliwości i umiejętności pokazywania barw, pejzaży, prowadzenia postaci i... uwierzyć, że widz wykaże się zrozumieniem i pojmie jego punkt widzenia. Widzimy więc, jak trudno jest za pomocą filmu pokazać porywającą biografię malarza, uciekając z jednej strony od banału, z drugiej – od mitologizowania.

całość można przeczytać
10 grudnia 2009
Malarskość wieloznaczna II

Czasami twórcy decydują się na dopowiedzenie kilku słów do biografii malarza, tak czyni Peter Webber adaptując bestsellerową powieść Tracy Chevalier „Dziewczyna z Perłą”. Odmalowuje brudny, depresyjny pejzaż miasta Delft w XVII-wiecznej Holandii, gdzie rozgrywa się emocjonalna potyczka w trójkącie uczuciowym: Johannes Vermeer (Colin Firth)– jego zazdrosna małżonka w oparach podszeptów matki – siedemnastoletnia Grier (Scarlett Johansson), ich śliczna służąca, która pozuje mistrzowi do portretów. Biografia malarza została wzbogacona o namiastkę mezaliansu najprawdopodobniej, by podnieść temperaturę fabuły i uczynić ją bardziej intrygującą.

ciąg dalszy nastąpi, a całość można przeczytać
Malarskość wieloznaczna I

Nie da się ukryć, że twórcy filmowi chętnie sięgają po biografie najbardziej znanych artystów, a z pewnością najchętniej takich, którzy byli skandalizujący lub chociażby bardziej aktywni społecznie, politycznie, czy seksualnie od innych. Dlatego jednym z najczęściej przedstawianych malarzy jest Vincent van Gogh. Holenderski postimpresjonista, który początkowo szukał swojego powołania w służbie Bogu i biedocie niderlandzkich zagłębi górniczych, jednak zrezygnował z kapłaństwa, by oddawać się szaleńczym ciągom twórczym i wyniszczającym związkom z kobietami, nękany przez całe życie objawami syndromu maniakalno-depresyjnego. Tę skomplikowaną biografię możemy oglądać między innymi w znakomitej adaptacji powieści Irvinga Stone'a Pasja życia George'a Cukora i Vincente Minnellego, ze świetnymi rolami Kirka Douglasa (van Gogh) i wielkiego Anthony'ego Quinna(Paul Gauguin), oraz filmie „Vincent i Theo” w reżyserii Roberta Altmana, który obrazuje skomplikowane związki Vincenta van Gogha (tutaj: Tim Roth) z jego bratem.

Energia meksykańskich ulic oraz ich niesamowity, pulsujący wszystkimi odcieniami najcieplejszej czerwieni i żółci, koloryt zmienia się w głębokie fiolety, granaty i ostre światła nocy – film Julie Taymor „Frida” to cały wachlarz emocji. Podkreśla burzliwość życia wynikającą z temperamentu, ale i tragizm spowodowany chorobą po wypadku i wyniszczającą miłością Fridy Kahlo – meksykańskiej malarki – do jej męża i mentora Diego Riviery. Salma Hayek, odtwórczyni głównej roli, była tak zaangażowana w realizację filmu, że zainwestowała w niego sporą sumę, osobiście czuwała nad scenariuszem i zleciła tworzenie obrazu swojej firmie producenckiej Ventanarosa (przemianowanej później na Ventanazul). Oprócz tego, że Hayek otrzymała nominację do Oscara za (znakomitą) rolę Fridy, film był jak dotąd największym sukcesem artystycznym firmy. Nic dziwnego – cóż za pasja i namiętność odmalowuje się w tym filmie! I nie mówię tu tylko o słynnej scenie tanga tańczonego przez Salmę Hayek i Ashley Judd.

ciąg dalszy nastąpi, a całość można przeczytać
21 listopada 2009
Filmy Cudowne Wizualnie



W takich filmach nie jest najistotniejszy scenariusz czy wartość intelektualna (chociaż są (!) filmy łączące wszystkie te cechy!), ale liczy się to, jaką dziką przyjemność dla zmysłu wzroku i plastycznej wrażliwości ze sobą niosą.





Dla potwierdzenia tego, co napisałam, załączam jeszcze kilka innych pięknych kadrów.
enjoy!




16 listopada 2009
Dystrykt 9
2009
reż. Neill Blomkamp
scen. Neill Blomkamp, Terri Tatchell

Nie dziwi więc oczywista analogia: reżyser Neill Blomkamp oparł film na swoich doświadczeniach z dzieciństwa w RPA w czasach apartheidu (interesujący jest tu motyw pociągu obcych do kociego jedzenia, jako taniego środka zaspokajającego głód - w schematyczny sposób pokazano, że obcy są tutaj podkastą, czwartym światem).

Sytuacja wymyka się spod kontroli - państwa nie mogą dojść do porozumienia, co zrobić z ponad 1,5 milionową populacją obcych, dlatego kompromisem wydaje się być przeniesienie ich do innej strefy, z dala od ludzi. Zajmuje się tym prywatna spółka Multi-National United (MNU), która pod pozorem dbania o ich prawa i godność osobistą wysyła do Dystryktu uzbrojoną ekipę, aby zmusiła obcych do podpisania nakazów eksmisji i pokierowała ich sprawnym przesiedleniem.

Staje się najbardziej poszukiwanym człowiekiem na Ziemi, jest ścigany przez wszystkie jednostki MNU i jedynym miejscem, w którym może się ukryć okazuje się właśnie Dystrykt 9.



11 listopada 2009
Konopielka
1981

W globalnie rozwijającej się Polsce Taplary przedstawiają się jako wioska skrajnie zacofana. W zabobonnej wsi nieznane były szlachetne slogany PRLu wzywające do odbudowy kraju, społeczność jest nieuświadomiona zarówno w kwestiach nowych technologii pracy (nie chcą się zgodzić na to, aby sierp zastąpić kosą!), ale i postępującego rozluźnienia obyczajów (czy możliwa jest rewolucja seksualna w Taplarach?). Wielu jest tam ludzi niepiśmiennych, nie znających zasad higieny czy dobrych manier (jak jedzenie sztućcami), żyjących bez elektryczności, a także ślepo przywiązanych do tradycji (które nie tyle cementują społeczność, ale utrudniają jej życie).
Symbolem zmian i osobą, która ma pomóc mieszkańcom wsi jest młoda nauczycielka Jola (czarująca Joanna Sienkiewicz), która zamieszkuje w domu Bartoszewiczów - Kaziuka (doskonały Krzysztof Majchrzak, uwielbiam jego grę emocjami!) i Handzi (Anna Seniuk jest na wskroś pozytywna, urocza i zalotna, szczególnie w stanie błogosławionym).


Siłą tego filmu oprócz scenariusza są doskonałe kreacje całej obsady. Oprócz Sienkiewicz, Seniuk i Majchrzaka możemy zobaczyć Annę Milewską - Matkę Boską Baletnicę w świecie, w którym Pan Bóg przebrany za dziada po świecie chodzi i porządku pilnuje. Pojawia się też Franciszek Pieczka, jeden z moich ulubionych (jeśli nie ulubiony) polskich aktorów, chodząca charyzma, uosobienie spokoju, gra jakby bez wysiłku, mądrością zapisana w swoich pięknych oczach.

I, absolutnie, delikatnie komediowy wydźwięk niektórych momentów nie zakrywa ich refleksyjności, a sceny erotyczne (i ocierające się o tą tematykę) w filmie są naprawdę smaczne.
3 listopada 2009
Wzrok zbitego psa i dążenie do doskonałości
Weronika Postanawia Umrzeć
2009
reż. Emily Young
scen. Larry Gross, Roberta Hanley
Panie i Panowie, oto prawdopodobnie najpoważniejszy kandydat do wygranej w kategorii 'filmowy gniot roku'. Adaptacja powieści Paulo Coelho jest dość luźna, aczkolwiek zachowuje wszystkie cechy charakterystyczne dla twórczości słynnego Przewodnika Dusz - ckliwość, proste prawdy ukazane w formie wielkich filozofii i przepis na życie układający się w formę czarno-białego banału, bez widocznych półcieni.

Fatalne są w tym filmie zdjęcia - jakby kamerzysta biegał za aktorami ze sprzętem trzymanym w rękach nie z powodu waloru artystycznego, ale braku możliwości lub zepsucia osprzętu.
Zdecydowanie ubolewam nad tym, dlaczego na udział w filmie zgodził się David Thewlis. Ponieważ w swojej filmografii miewa on podobne wpadki ("Nagi Instynkt 2" ?!), myślę, że powinno mu to zostać wybaczone jako tendencja do artystycznego błądzenia, z uwagi na takie przebłyski geniuszu jak chociażby "Całkowite zaćmienie" Agnieszki Holland.













