Nie mogło być inaczej: jestem absolutnie zachwycona pierwszą serią serialu "House of Cards", dlatego dzisiaj postaram się opowiedzieć Wam, dlaczego naprawdę WARTO poświęcić mu 13 godzin swojego życia.
Jeśli jeszcze nie znacie tego serialu, spokojnie, na pewno nie zdradzę tu zbyt wielu szczegółów fabuły.
Kongresmen Francis Underwood (genialny Kevin Spacey) nie otrzymuje upragnionego stanowiska Sekretarza Stanu - staje się to bezpośrednim punktem zapalnym do jego działań, które składają się na satysfakcjonującą i wyrafinowaną zemstę...
Początkowo wydawało mi się, że słaba znajomość amerykańskiego systemu politycznego uniemożliwi mi zaangażowanie się w fabułę serialu - nic bardziej mylnego! To świetna historia, w której polityka jest ważnym tłem, ale mimo wszystko najważniejsze są relacje międzyludzkie, różne znaczenia moralności oraz, oczywiście, sam kongresmen Frank Underwood.
W wywiadzie dla "Vanity Fair" Kevin Spacey powiedział, że praca przy "House of Cards" była jednym z najbardziej satysfakcjonujących doświadczeń, jakie kiedykolwiek udało mu się zdobyć. "I’m the luckiest motherfucker from New Jersey you’ve ever met" - powiedział aktor podczas premiery. Wypowiedział się również na temat współpracy z reżyserem, Davidem Fincherem (który był odpowiedzialny za kilka odcinków pierwszej serii) - "Kiedy David zaczyna mieć obsesję punkcie czegoś - a uwierzcie mi, on ma okrutną* obsesję na punkcie tego serialu - zawsze efekt jest rewelacją".
Amerykańska wersja "House of Cards" powstała na podstawie miniserialu brytyjskiego z 1990 roku. Odpowiedzialność za adaptację i przeniesienie wątków opowieści na grunt amerykański przejął Beau Willimon, dramaturg i scenarzysta "Id Marcowych" (dramatu politycznego wyreżyserowanego przez George'a Clooney'a z nim samym i Ryanem Goslingiem w rolach głównych). Najważniejszy dla Willimona był fakt, iż mógł rozpisać od razu dwie serie (czyli 26 odcinków). Przyznawał w wywiadach, iż dało mu to możliwość bardziej precyzyjnego poprowadzenia historii, odpowiednie rozwinięcie wątków i nakreślenie postaci.
Szczególnie fascynujący wydał mi się jednak portret relacji między małżonkami Underwoodów. Francis i Claire, szefowa fundacji dobroczynnej (oraz prawdopodobnie najlepiej ubrana serialowa bohaterka w historii), są nie tylko mężem i żoną, ale nade wszystko superpotężną instytucją, w której podstawą jest wzajemne zaufanie i niezachwiana lojalność. Co jednak zachwyciło mnie najbardziej to fakt, iż żadna z postaci nie jest od początku do końca jednakowa, ani jednowymiarowa. Każdy bohater skrywa sekret z przeszłości, zakłada maski pomagające mu odnaleźć się w tej dzikiej, skomplikowanej rzeczywistości, lub podlega transformacji.
Ten serial to z jednej strony superelegancki thriller polityczny, w którym najważniejsza jest gra pozorów, zależności i umiejętność doskonałego przystosowania się do nieustannie zmieniającej się sytuacji w kongresie. Z drugiej strony to również dzieło wybitnie teatralne - ze swoim pragnieniem zemsty i chorobliwą żądzą władzy Frank Underwood uznawany jest za postać wręcz Szekspirowską. Poza tym, bohater nieustannie łamie "czwartą ścianę", zwracając się bezpośrednio do widza lub chociażby puszczając do niego oko (ja zawsze na to czekam najbardziej! Mam ochotę wtedy odpowiedzieć Francisowi: "Stary, jak zwykle miałeś rację!")
Warto jeszcze wspomnieć o tym, dlaczego "House of Cards" jest przełomowym serialem w historii tego gatunku: to pierwsza wysokobudżetowa produkcja internetowa (odpowiedzialna jest za nią firma Netflix, do tej pory specjalizująca się w internetowej dystrybucji VOD - video na żądanie), serial 2.0, którego cały sezon trafił do sieci jednego dnia, a jego widzowie wolą laptop niż telewizję i nie chcą przejmować się godziną emisji kolejnego odcinka. "House of Cards" nazywany jest już teraz symbolem schyłku ery telewizji (czy słusznie, czy przedwcześnie - przekonamy się za kilka lat).
Już od pierwszego odcinka wchodzimy w sam środek pajęczyny zależności pomiędzy przedstawicielami najwyższych sfer amerykańskiej polityki. Frank Underwood jest w tej dżungli najniebezpieczniejszym (i, jak się początkowo wydaje, nieomylnym) drapieżnikiem, który tworzy intrygujący trójkąt uczuciowo-zawodowy ze swoją żoną Claire (Robin Wright) oraz młodziutką dziennikarką Zoe Barnes (Kate Mara).
Na drugim planie błyszczą Corey Stoll jako młody kongresmen Peter Russo, ulubiona marionetka w rękach Underwooda oraz Michael Kelly jako najbardziej lojalny współpracownik Franka, Doug.
źródła: kultura.newsweek.pl, elmundo.es, vanityfair.com
fotografie: uk.ign.com, nytimes.com, salon.com, listal.com
fotografie: uk.ign.com, nytimes.com, salon.com, listal.com




.jpg)


.jpg)