reż. Filip Marczewski
scen. Grzegorz Łoszewski
2012
Tadzik (Mateusz Kościukiewicz) jest krnąbrny, emocjonalnie rozbity i uczuciowo kaleki. Po przyjeździe do domu odkrywa, że jego starsza siostra, Anka (Agnieszka Grochowska) spotyka się z protekcjonalnym Andrzejem (Maciej Marczewski) i od samego początku wiadomo, że Tadka najbardziej boli nawet nie to, że mężczyzna jest żonaty, tylko fakt, że w ogóle pojawił się w ich (i tak już wyjątkowo chaotycznym) życiu...
Anka bywa nachalnie sensualna, a Tadek nawet nie próbuje walczyć ze swoim zakazanym uczuciem do siostry. Oboje w jednym momencie się kochają i nienawidzą, nie mogą ani na siebie patrzeć ani wypuścić się z objęć. Miasto, które pojawia się w filmie to część bezdusznej, bezimiennej i zaniedbanej aglomeracji (plenery dla filmu znaleziono w Wałbrzychu), jaką znamy na przykład z "Boiska bezdomnych" czy "Sztuczek". To miejsce, którego nie można lubić, ale wydaje się, że to właśnie ono wszystko usprawiedliwia.
W filmie pojawiają się również wątki poboczne, według mnie poprowadzone nieco zbyt schematycznie. Romskie osiedle, na którym mieszka urocza i zagadkowa Irmina (Anna Próchniak), grupa młodych neonazistów, którzy sprawiają wrażenie, jakby zupełnie nie wiedzieli o co walczą czy klika miejscowych polityków: wątki mieszają się jak kolory na malarskiej palecie - nie zawsze z interesującym skutkiem.
Długo musiałam przekonywać się do Mateusza Kościukiewicza (a muszę przyznać, że to właśnie jego generacji aktorów i aktorek przyglądam się ze szczególną uwagą, bo to grupa naprawdę zdolnych ludzi o fantastycznej wrażliwości!), jednak w filmie Marczewskiego zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie i świetnie odnalazł się w roli zagubionego i rozpaczliwie szukającego uczucia Tadka. Partnerująca mu Agnieszka Grochowska jako rozhisteryzowana, rozdygotana Anka jest również naprawdę dobra.
Lubię takie filmowe eksperymenty. Być może są trochę nieidealne, trochę zbyt dosłownie moralizujące. Pokazują pozornie nieciekawe, bezpłciowe miejsca, które za odrapanymi drzwiami skrywają dramaty lub zakazane układy. A jednak jest w nich coś, co każe mi o nich myśleć i powtarzać wciąż i wciąż, że polskie filmy to jedna z rzeczy, które w kinie kocham najbardziej.
fotografie: materiały prasowe Kino Świat





