23 lutego 2011

Kategoria: Najlepsze Kostiumy


Nie jestem specjalistką od kategorii technicznych, jednak nominacje za najlepsze kostiumy oraz scenografię lubię szczególnie. Dlatego dzisiaj przybliżę Wam sylwetki kobiet nominowanych za swoje niesamowite wyczucie stroju.

"The Tempest"
nominowana: Sandy Powell


Laureatka trzech Oscarów i sześciu nominacji w tej kategorii, absolwentka Central School of Art w Londynie jest absolutną mistrzynią w swojej dziedzinie. To autorka kostiumów do filmów takich, jak "Orlando", "Idol", "Daleko od Nieba", "Wywiad z Wampirem" czy "Pani Henderson". Można także zaryzykować stwierdzenie, że jest jedną z ulubionych współpracownic Martina Scorsese - stworzyła kostiumy do kilku jego filmów (planują współpracę przy kilku kolejnych), między innymi: "Gangów Nowego Jorku", "Wyspy Tajemnic" czy "Aviatora", za którego dostała swojego drugiego Oscara. Dwa pozostałe to uhonorowanie jej pracy przy "Zakochanym Szekspirze" i "Młodej Wiktorii".
 
"Zakochany Szekspir"

"Aviator"

"Młoda Wiktoria"


W tym roku Sandy Powell otrzymała nominację za kostiumy do filmu "The Tempest" w reżyserii Julie Taymor, autorki wspaniałej biografii Fridy Kahlo oraz "Across The Universe" - musicalu będącego kompilacją utworów Beatlesów. "The Tempest" jest ekranizacją "Burzy" - sztuki Williama Shakespeare'a z Helen Mirren, Chrisem Cooperem, Davidem Strathairnem i Felicity Jones w rolach głównych. Spójrzcie na te kostiumy. To uwspółcześniona wersja trendów wiktoriańskiej Anglii, skrzyżowana z fantasmagorycznymi impresjami oddającymi wątki magiczne dramatu. Ciemna kolorystyka symbolizuje tutaj zemstę i okrucieństwo postaci, a kontrastujące czerwienie i żółcie - niebywałą fantazję Shakespeare'a.






"Jak Zostać Królem"
nominowana: Jenny Beavan


To kolejna absolwentka londyńskiego Central School of Art and Design, laureatka Oscara za kostiumy do "Pokoju z Widokiem" Jamesa Ivory'ego i zdobywczyni 8 nominacji w tej kategorii, między innymi za filmy: "Rozważna i Romantyczna", "Okruchy Dnia", "Anna i Król" czy "Gosford Park".

"Pokój z Widokiem"

W tym roku nominację do Oscara zapewniła jej praca przy filmie Toma Hoopera,"Jak zostać królem". Nic dziwnego, kostiumy dla króla Jerzego VI, jego dworu i, dla kontrastu - rodziny jego logopedy, Lionela to pieczołowite odwzorowanie mody Anglii okresu międzywojennego.






"Prawdziwe Męstwo"
nominowana: Mary Zophres


Kolejną nominowaną jest stała współpracowniczka braci Coen i jedna z ulubionych kostiumografek Stevena Spielberga. To autorka kostiumów do filmów takich jak "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki", "Złap Mnie Jeśli Potrafisz" czy "Terminal". Ona także stylizowała bohaterki jednego z moich ulubionych filmów - "Ghost World". Dla braci Coen przygotowała kostiumy między innymi do filmów "To nie jest kraj dla starych ludzi", "Big Lebovski", "Fargo" i "Prawdziwe Męstwo" - westernowa stylistyka i kowbojskie kapelusze przyniosły jej pierwszą nominację do Oscara.









Dwie pozostałe nominowane przedstawię w kolejnym wpisie, tymczasem zapraszam także na filmowego Facebooka!

fotografie: zimbio.com, allmoviephoto.com, flickr.com, life.com, projects.accessatlanta.com

18 lutego 2011

Kategoria: Najlepsza Aktorka


Do uroczystego rozdania Oscarów zostało 10 dni.
Przyznam szczerze, że kategoria "Najlepsza Aktorka" nigdy nie wzbudzała we mnie wielkich emocji. W tym roku jednak właśnie z tą kategorią jestem zdecydowanie najbardziej na bieżąco.
The nominees are

Nicole Kidman
Becca Corbett w filmie "Między Światami"

(o tym filmie więcej pisałam TUTAJ)


Laureatka Nagrody Akademii za fenomenalną rolę Virginii Woolf w "Godzinach" tym razem nie rzuca na kolana. Jej rola matki zmagającej się ze śmiercią synka i kryzysem w małżeństwie jest... poprawna. Kidman potrafi oddać cały cynizm i oziębłość swojej bohaterki oraz jej upór w tworzeniu naokoło siebie wielkiego muru samotności z wyboru, jednak to, czego mi najbardziej brakuje, to współczucie. Którego, mimo chęci, w stosunku do bohaterki, nie potrafiłam z siebie wykrzesać.


Natalie Portman
Nina Sayers w filmie "Czarny Łabędź"



Pot, krew i łzy nie są najprostszym skojarzeniem z baletem, jednak reżyser Darren Aronofsky w swoim najnowszym filmie zabiera nas w dość psychodeliczną podróż do świata pozornej delikatności, piękna muzyki i tańca, by bezlitośnie obnażyć całą prawdę. Natalie Portman jako Nina - zdeterminowana baletnica, marząca o głównej roli w "Jeziorze Łabędzim" wznosi się na wyżyny swoich możliwości i umiejętności aktorskich. Sugestywnie portretuje obraz szaleństwa i emocjonalnego rozkładu, napędzanego chorymi ambicjami i zaciekłą rywalizacją. Gorący tytuł i świetna rola, za którą Portman zgarnia nagrodę za nagrodą.



Annette Bening
Nic w filmie "Wszystko w porządku"





Nic wraz z partnerką Jules (Julianne Moore) wychowują dwójkę nastoletnich dzieci - rodzinna sielanka kończy się, gdy wraz z przyjściem pełnoletności syn i córka chcą poznać swojego biologicznego ojca (Mark Ruffalo) i gdy ten, niespodziewanie, odkrywa w sobie ojcowskie instynkty i... pociąg do Jules. To przyjemny film i niezła rola, chociaż niekoniecznie przełomowa. Nic zmaga się z zazdrością, chęcią podtrzymania rodzinnej harmonii, zawodowymi wizjami partnerki i hormonami swoich dzieci. Bening to aktorsko bezapelacyjna klasa, jednak w oscarowym wyścigu palmę pierwszeństwa będzie musiała oddać koleżankom. Warto jednak dodać, że rola Annette Bening została bardzo ciepło przyjęta w środowisku LGBT.


Jennifer Lawrence
Ree Dolly w filmie "Do szpiku kości"



Nie chcę na razie pisać zbyt dużo o samym filmie, jednak zapewniam Was, że w ciągu (co najmniej!) ostatnich kilku miesięcy nie miałam okazji oglądać filmu, który zrobiłby na mnie tak mocne wrażenie. Na pewno potraficie wyobrazić sobie uczucie, jakby ktoś próbował rozpłatać Wasz mózg piłą mechaniczną. Podobnie można się poczuć oglądając najnowszy obraz Debry Granik - to, co dzieje się na ekranie nie mieści się w pojmowaniu moralności i człowieczeństwa przeciętnego widza, a Jennifer Lawrence tworzy w tym filmie perfekcyjną rolę nastolatki, która w świecie, gdzie nie obowiązują żadne zasady moralne, walczy o byt swojej rodziny (chorej matki i dwójki młodszego rodzeństwa). Rewelacyjnie odmalowuje upór i determinację swojej bohaterki, zmagającej się z przytłaczającą beznadzieją rzeczywistości, w jakiej musi żyć.



Michelle Williams
Cindy w filmie "Blue Valentine"




"Blue Valentine" to kameralna, intymna opowieść o wybuchu wielkiej miłości i późniejszym rozpadzie małżeństwa. Michelle Williams kapitalnie odnajduje się w podwójnej roli - zakochanej studentki wychowanej w domu rządzonym przez apodyktycznego ojca, uciekającej w krótkotrwałe (najczęściej prawdopodobnie jednonocne) związki bez przyszłości oraz - kilka lat później - oddanej matki i zmęczonej, zniechęconej życiem żony. Nie próbuje tłumaczyć swojej bohaterki, nie broni jej, ani nie oskarża, co uwalnia postać od narzuconej interpretacji. Aktorstwo jest absolutnie największą zaletą tego filmu, a partnerujący Williams Ryan Gosling jest równie fantastyczny jak ona.
Michelle Williams po "Blue Valentine" to moje absolutne osobiste odkrycie, chcę poznać więcej filmów z jej udziałem.

 


Biorąc pod uwagę entuzjazm zarówno krytyków, jak i widzów, przyznam, że najprawdopodobniej laureatką Oscara zostanie Natalie Portman, chociaż uważam, że Jennifer Lawrence, nawet, jeśli zostanie pokonana, po roli Ree Dolly wkrótce będzie miała Hollywood u swoich stóp.
Za kogo Wy trzymacie kciuki???

fotografie: vanityfair.com, vogue.com, allmoviephoto.com, teenvogue.com

13 lutego 2011

Bob Willoughby i jego piękne kadry


 Audrey Hepburn i jej jelonek Ip 
na planie filmu "Zielone Domostwa", 1958

Dzisiaj chcę Wam pokazać kilka fantastycznych zdjęć. Wszystkie wykonał Bob Willoughby (1927-2009) podczas swojej wieloletniej pracy na planie najwybitniejszych filmów należących do klasyki światowego kina. Fotografował niemal przez całe swoje życie, czyli od momentu, gdy w dniu dwunastych urodzin otrzymał swój pierwszy aparat.

James Dean na planie 
"Buntownika bez Powodu", 1955

Jane Fonda na planie "Klute"
1970

Początkowo fotografował muzyków jazzowych, pracował dla "Harper's Bazaar", aż stał się jednym z pierwszych artystów dokumentujących pracę na planie filmowym. Zobaczcie, jak inspirujący jest backstage przemysłu filmowego Miasta Aniołów lat 50. i 60.


Gregory Peck i Deborah Kerr 
na planie filmu "Ukochany niewierny" 
1959


słynny profil Alfreda Hitchcocka
na planie filmu "Marnie", 1964


Audrey Hepburn i George Cukor odpoczywają
po nakręceniu sceny w Covent Garden,
"My Fair Lady", 1963

Bob Willoughby
pracował przy ponad dwudziestu filmach, wśród których znajdziemy między innymi takie tytuły, jak "Kto się boi Virginii Woolf?", "Absolwent" czy "Dziecko Rosemary". Fotografował Elizabeth Taylor, Marilyn Monroe, Franka Sinatrę, Johna Wayne'a i innych. Jego muzą była Audrey Hepburn i to jej osobę najczęściej zobaczymy na dziełach artysty.

zjawiskowa Julie Christie 
na planie filmu "Petulia", 1967

Elizabeth Taylor krzycząca na Richarda Burtona 
w filmie "Kto się boi Virginii Woolf?"
1965

Michael Caine na planie filmu "Gambit"
1965

Swoją przyszłą żonę fotograf poznał na pokładzie samolotu w roku 1959 - była stewardessą. W sześć tygodni później wzięli ślub, w 1972 wyprowadzili się z czwórką dzieci do Irlandii, gdzie kupili razem zamek.

Sophia Loren i Elvis Presley
1958

Od tamtego czasu Willoughby pracował już tylko przy pięciu filmach, choć oczywiście jego zdjęcia wieszano na wystawach i w galeriach na całym świecie. Przez siedemnaście lat zajmował się także fotograficznym ilustrowaniem irlandzkiej poezji.

Jean Seberg w dniu, w którym otrzymała rolę 
w filmie "Święta Joanna" 
1956
Jane Fonda na planie filmu
"Czyż nie dobija się koni?"
1969

Humphrey Bogart
1953


wszystkie fotografie można obejrzeć na stronie www.willoughbyphotos.com
część informacji pochodzi ze strony www.swiatobrazu.pl.

9 lutego 2011

Guilty Pleasures no 1


Dzisiaj kilka słów o filmach obiektywnie złych/ nienajlepszych/ ostro i powszechnie krytykowanych/ przereklamowanych/ lekko obciachowych, które jednak we mnie (i prawdopodobnie w wielu podobnych mi osobach) wzbudzają całe masy dobrych uczuć. Co jakiś czas będę Wam opisywała kolejne filmy, które są przyjemnością na tyle grzeszną, że za ich oglądanie w średniowieczu na pewno palono by na stosie.


"Bodyguard"
reż. Mick Jackson
scen. Lawrence Kasdan
1992

Dziewczęta, która z Was nie płakała na finałowej scenie? Albo która nie marzyła o tym, by spotkać mężczyznę tak wspaniałego, że warto by było dla niego wyskoczyć ze startującego helikoptera? No właśnie... Jest wiele powodów, dla których trzeba obejrzeć i uwielbiać film (zrealizowany według pomysłu samego Steve'a McQueena), w którym słynna prześladowana piosenkarka zakochuje się w swoim wspaniałym ochroniarzu. On, ratując jej życie, zostaje postrzelony na rozdaniu Oscarów (!) a i tak wszystko kończy się hiperwzruszającym happy endem.


Plus Whitney Houston i Kevin Costner w rolach głównych. I "I will always love you" (wiedzieliście, że tę piosenkę napisała sama Dolly Parton?!), "I have nothing" oraz "Run to you" na soundtracku. Klasyka gatunku, wyciskacz łez plus słynna scena Whitney z szablą.


"Spice World"
reż. Bob Spiers
scen. Kim Fuller, Jamie Curtis
1997


"Spiceworld" na video był moim Mrocznym Przedmiotem Pożądania, dlatego możecie wyobrazić sobie moją radość na granicy ekstazy, gdy taki prezent znalazłam przy łóżku w pewien mikołajkowy poranek (Mamuniu! Do dzisiaj mam ciarki, gdy o tym myślę, nie mogliście z Tatusiem lepiej wybrać !!!). Geri, Emma, Mel B, Mel C i Victoria - to przecież heroski zmierzchu XX wieku.


Dla mnie - największej fanki zespołu Spice Girls, ten film był po prostu szałowy. Pokazanie pięciu dni przed wielkim londyńskim koncertem Spicetek na żywo, cała masa ich hitowych piosenek, kiczowate, obłędne kostiumy plus inwazja kosmitów, narażenie na szwank ich dozgonnej przyjaźni, ciężarna przyjaciółka czy niezapomniany wyścig z czasem ich wielkim spicebusem (z Victorią Posh Spice za kierownicą...) - nie można nie docenić tego filmu w kontekście spiceszału, który ogarnął miliony dziewcząt.


POLECAM ten film jako możliwość kapitalnego powrotu do przeszłości i przypomnienia sobie, jak bardzo chciało się mieć koturny (dziewczyny, którą byłyście? Ja byłam Geri).
I jeszcze jedno. Zwróćcie uwagę na to mistrzowskie aktorstwo (za te fenomenalne role każda Spicetka otrzymała Złotą Malinę):


Tyle wrażeń na dziś.
Zapraszam na Facebooka
i zapewniam, że ciąg dalszy nastąpi.
Oczywiście, piszcie koniecznie o wszystkich swoich filmowych guilty pleasures, na pewno macie ich całą masę!

3 lutego 2011

Między Światami

Rabbit Hole

reż. John Cameron Mitchell
scen. David Lindsay-Abaire
2010



Podobnych filmów było wiele. To historia małżeństwa, którego świat rozpada się na milion kawałków po stracie dziecka. Oboje próbują więc oswoić się z tą sytuacją, każde z osobna, wiedząc jednocześnie, że najważniejsze jest wzajemne wsparcie. Ich życie staje się sinusoidą skrajnych emocji. Na kanwie tej historii John Cameron Mitchell zrealizował dobry dramat. Niestety, bez fajerwerków.
 

Nominowana do Oscara Nicole Kidman udowadnia, że ciągle jest dobrą aktorką (po fatalnie bezbarwnej roli w "Nine", gdzie jej twarz nie wyrażała ABSOLUTNIE NICZEGO, zaczynałam wątpić w to, czy kiedykolwiek jeszcze uda jej się wrócić na dawne tory. Udało się.). Nie jest to jednak według mnie rola zasługująca na najwyższe wyróżnienia, co najwyżej - godna uwagi. Becca jest matką, której synek przed ośmioma miesiącami zginął w wypadku.


Kobieta próbuje poradzić sobie z tą stratą, a Kidman naprawdę dobrze odnajduje się w życiowym oksymoronie swojej bohaterki. Bywa cyniczna i oziębła, ale, jednocześnie, w tym szklanym kloszu naprawdę usilnie szuka drobnych promieni codzienności (popatrzcie chociażby na pierwszą scenę sadzenia kwiatów w ogrodzie) i... samej siebie. Siebie, ale nie takiej sprzed wypadku, tylko kobiety, która będzie mogła żyć mimo wszystko. Spotkanie z nastolatkiem (Miles Teller), który spowodował tragiczny wypadek, jest dla niej znacznie lepszą terapią, niż grupa wsparcia - sztuczny twór, w którym ludzie mówią tylko o Bogu. Jej Becca pod skorupą cynizmu, pragmatyczności i, miejscami, obojętności, jest bardzo krucha.


Partnerujący jej Aaron Eckhart w swojej roli nie ustępuje Kidman. Jego Howie przede wszystkim bardzo i dramatycznie tęskni. Za synem, którego stracił, ale i za swoją żoną, która oddaliła się od niego - zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Fakt, że potrzebują zupełnie różnych sposobów na przywrócenie dawnej równowagi życia sprawia, że jest rozdarty - między swoimi potrzebami, a chęcią pomocy ukochanej żonie. Jest też bardzo emocjonalny. Nie trzyma w sobie gniewu, krzyczy, gestykuluje, stara się otwarcie mówić o swoich uczuciach. Na spotkaniach grupy wsparcia spotyka Gaby (Sandra Oh, za którą nie przepadam). Od niej odszedł mąż, widząc, iż po ośmiu latach od śmierci ich dziecka, tkwią w toksycznym, napiętnowanym związku, którego nie można naprawić, jedyną możliwością "normalnego" życia jest rozstanie. Howie traktuje spotkania z nią jako moment zapomnienia, jednak silniejsze jest poczucie winy - że przedkłada palenie trawki z praktycznie obcą osobą nad kolejne próby odbudowy relacji z własną żoną.


Poboczny wątek rodziny Becki - jej matka (Dianne West) wspominająca zmarłego przed laty syna-narkomana oraz siostra-wieczna nastolatka, która zachodzi w ciążę z nowym kochankiem - nie wnosi niestety zbyt wiele do psychologii filmu ani bohaterów. A szkoda, bo przy odrobinie wysiłku, można by o wiele lepiej wykorzystać fabularny potencjał tych historii.


Cały film utrzymany jest w pięknej, pastelowo przygaszonej, biało-błękitno-zielono-beżowej kolorystyce. Piękne domy, okazałe ogrody (odsłonięte od świata wysokimi żywopłotami), nawet kostiumy idealnie wtapiają się w stylistykę, która nadaje temu filmowi swoistego pierwiastka magicznego - podobnie, jak ładne zdjęcia i brak jednoznaczności w pokazywaniu scen śmierci, przemian, uczuć. Tutaj metafory nie są wymuszenie przeintelektualizowane, przeciwnie, dodają filmowi niezbędnej refleksyjności.


John Cameron Mitchell po ekscentrycznym "Shortbus", w którym (niezbyt wprawnie) badał zawiłości i tajemnice życia seksualnego, serwuje nam dobry, wprawnie nakręcony dramat. Znakomicie prowadzi emocjonalną ścieżkę osobowości bohaterów, dzięki czemu film miejscami jest autentycznie wzruszający. Nie jest to jednak obraz, który pamięta się po latach. Brakuje w nim pazura, napięcia, jednak nie można odmówić mu swoistej klasy.

Facebook me!

fotografie: aceshowbiz.com