
Miloš Forman uważany jest za twórcę wybitnego – banałem byłoby każde argumentowanie ewidentnej klasy filmów takich jak „Lot nad Kukułczym Gniazdem”, „Amadeusz”, czy „Skandalista Larry Flynt” – jednak jego film „Duchy Goi”, którym powrócił w 2006 roku po siedmiu latach przerwy w pracy, wzbudził w krytykach mieszane uczucia. Być może dlatego, że nie jest on tak spektakularnie naładowany emocjami (jednak proszę pamiętać o genialnym Javierze Bardemie!) ani odkrywczy zarówno pod względem treści, jak i realizacji czy przesłania. Nie można jednak zaprzeczyć, iż Stellan Skarsgard nakreślił postać Francisco Goi bardzo interesująco (przy czym nie można odmówić samemu reżyserowi kapitalnego wyczucia w prowadzeniu aktorów), a niepokojące barwy doskonale oddają klimat Hiszpanii schyłku XVIII wieku, podczas gdy kraj pustoszony był przez wojska napoleońskie, a twórczość Goi jest najlepszym odzwierciedleniem niepokoju zarówno w społeczeństwie, jak i na królewskim dworze.


Trochę inaczej rzecz ma się w filmie Juliana Schnabela – „Basquiat. Taniec ze śmiercią”, w którym pojawia się osoba Alberta Milo, zagrana przez Gary'ego Oldmana. Jest to bowiem fikcyjna postać dopisana specjalnie i zarazem alter-ego reżysera, który sam jest malarzem. Film ukazuje słodko-gorzką biografię Jeana-Michele'a Basquiata (granego przez Jeffrey'a Wrighta), prekursora graffiti, który swoimi napisami na murach bulwersował społeczeństwo Ameryki drugiej połowy XX wieku, natrząsając się z burżuazji i społecznych skłonności do hipokryzji. Na początku lat 80. spotkał on swojego mistrza, Andy'ego Warhola (czy jest ktoś bardziej odpowiedni do tej roli niż David Bowie? Według mnie jest to pytanie czysto retoryczne) i wspólnie stworzyli kilka prac. Basquiat zmarł w wyniku przedawkowania heroiny. Nie potrafił znaleźć w swoim życiu złotego środka, lawirując między kobietami, mecenasami sztuki (nie mogę nie wspomnieć Dennisa Hoppera w roli Bruno Bischofbergera. Hopper to jeden z tych aktorów, którzy magnetyzują niezależnie, czy grają główną rolę, czy marginalny epizod) i swoją prywatną bohemą wiecznie młodych i nieustannie narkotyzujących się nonkonformistów.

ciąg dalszy nastąpi, a całość można przeczytać
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz