5 listopada 2010

Dojrzewanie Klausa


Klaus der Grosse

scen. Marta Giergielewicz
reż. Maćko Prusak

Wrocławski Teatr Współczesny

Niekonwencjonalna biografia może być świetnym punktem wyjścia do opowiedzenia ciekawej historii. Tym bardziej, gdy mamy do czynienia z ekscentrycznym wizjonerem oraz niebanalnymi twórcami. Maćko Prusak w swoim spektaklu „Klaus Der Grosse” czerpie bowiem nie tylko z fascynującej historii, ale także, ufając swojemu niespotykanemu zmysłowi znakomitego choreografa, tworzy kilkudziesięciominutową hybrydę ruchu, muzyki i emocji.

fot. Bartłomiej Sowa

Klaus Nomi był niemieckim artystą-performerem, który największą popularność zdobył w latach 70. w USA. Uwielbiał fantazjować na temat swojej przeszłości, wiadomo jednak na pewno, iż wychował się jako półsierota w bawarskim miasteczku Immenstadt. Miał niezwykły talent i niesamowicie szeroką skalę głosu – od kontratenoru do barytonu, długo jednak nie mógł znaleźć wymarzonej pracy – dorabiał jako szatniarz, później jako ciastkarz, a pierwszą publiczność zdobywał w gejowskim klubie Kleista Casino. Za namową znajomych, w 1973 roku postanowił poszukać szczęścia za oceanem i wyprowadził się do Nowego Jorku. Rozkwit ery disco, otwarcie miasta na różnego rodzaju dziwaków z całego świata czy narodziny pop artu sprzyjały awangardowym osobowościom. W tej niebanalnej rzeczywistości Nomi w lateksowych kostiumach i makijażu niczym klaun, proponował eksperymenty dźwiękiem, łącząc staromodną muzykę z elektroniką i wodewilem. Klaus Nomi stał się ikoną nowej fali, a jego występy – coraz bardziej skandalizujące. Często wplatał w nie wątki homoseksualne, szokował nagością, kolorowym makijażem czy zapraszaniem na scenę tancerek go-go. Nomi zmarł w 1983 roku i stał się jednym z pierwszych znanych artystów-homoseksualistów będących ofiarami AIDS. Prochy Klausa, zgodnie z jego życzeniem rozsypano po Nowym Jorku.

fot. Bartłomiej Sowa

Postać Klausa Nomi stała się najsilniejszą inspiracją, a jednocześnie jednym z wielu możliwych tropów interpretacyjnych spektaklu wyreżyserowanego przez Maćko Prusaka, choreografa, aktora, twórcy ruchu scenicznego wielu spektakli dramatycznych. To bardzo dziwna opowieść, bo „Klaus der Grosse” z założenia jest spektaklem afabularnym, opartym na rytmie, muzyce i choreografii. W ascetycznej scenografii Mirka Kaczmarka kilka anonimowych postaci w absurdalny sposób poszukuje równowagi między dzieciństwem a dojrzałością. To ciekawe nawiązanie do kolejnych etapów ludzkiego życia – najpierw zmagamy się z przedszkolnymi workami na kapcie, później pędzić, ksztusząc się młodością czy usiąść za biurkiem i rzucić się w wir pracy i monotonii. Z drugiej strony, to spektakl doskonały technicznie. Maćko Prusak, obdarzony niesamowitym wyczuciem rytmu prowadzi aktorów i jednocześnie występuje na scenie. Wraz z Mariuszem Walkoszem oraz Radkiem Kasiukiewiczem, Tomaszem Maśląkowskim i Grzegorzem Mazoniem z Wrocławskiego Teatru Lalek na naszych oczach zmieniają się z zagubionych maluchów w energicznych podlotków, a później – dojrzałych i skupionych pracowników. Naśladowanie charakterystycznych, wysokich dźwięków podczas wykonywania piosenek Klausa Nomi czy nakładanie białego makijażu (niemal identycznego, w jakim lubował się piosenkarz) przywodzi na myśl także zmaganie się ze swoją tożsamością i przemianą z chłopca w mężczyznę.

Najjaśniejszą gwiazdą spektaklu okazuje się być Marta Malikowska-Szymkiewicz, której wykonanie utworu „Beautiful Boyz” CocoRosie przyprawia o drżenie rąk, gęsią skórkę i skłania do bicia pokłonów. Jako jedyna kobieta na scenie wprowadza lekkość oraz swoistą tajemnicę. Z jednej strony, surowa, wydaje się mieć władzę nad mężczyznami, później jednak pokazuje swoją bezbronność nie mogąc wyplątać się z metrów tiulu wielkiej spódnicy.

Dobre aktorstwo i świetna choreografia tworzą bardzo wyrazisty i dynamiczny spektakl, który w marcu 2010 został nagrodzony Grand Prix Nurtu Off 31. Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu.

Tekst pojawił się na stronie Kaseta.org. Wszystko jest na taśmie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz