7 kwietnia 2010

Mistrz Wojciech Pszoniak


Jeżdżąc tramwajami i autobusami nadrabiam zaległości w czytaniu prasy i dzisiaj odkryłam coś wspaniałego w grudniowym Twoim Stylu (Numer 12 (233) Grudzień 2009).
Beata Biały przeprowadziła absolutnie fantastyczny wywiad z Mistrzem Wojciechem Pszoniakiem.
Ten tekst TRZEBA przeczytać, bo to rozmowa z mądrym, błyskotliwym człowiekiem, który ma jednocześnie dużo dystansu do siebie, jest bezpretensjonalny - zarówno gdy opowiada o swoich doświadczeniach i polskości, jak i o miłości do Paryża czy przypadkach w swoim życiu.


fot. Radek Polak

Oto najlepsze fragmenty:

TS: Pamięta Pan smaki i zapachy rodzinnego domu?
WP: One pozostają w naszych sercach na całe życie. I całe życie tęskni się do nich. Pamiętam zapach i smak zup, które gotowała matka. A gotowała znakomicie. Nikt nie robił już takich pierogów jak ona. Uczyła się na książce Monatowej (...). Pierogi mojej mamy miały ciasto jak jedwab.

(...)

TS: Co oprócz otwarcia na sztukę zawdzięcza Pan swoim rodzicom?
WP: Wychowałem się w dobrej mieszczańskiej rodzinie. Ojciec był urzędnikiem. Niezwykle prawym i skromnym człowiekiem. Nauczył mnie uczciwości i odpowiedzialności. Swoim przykładem pokazywał, że trzeba i warto być porządnym człowiekiem.

(...)

TS: Jakiej trzeba determinacji, by tak jak Pan do komisji egzaminacyjnej w PWST krzyknąć: "Niech wam się, kurwa, nie zdaje, że nie będę aktorem"?
WP: W życiu ważne jest, by wiedzieć, czego się chce. Nie pytać innych, czy coś jest dla nas dobre, czy złe, czy coś nam smakuje lub czy do czegoś się nadajemy. Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto nas skrytykuje, zawróci z drogi, zabije w nas marzenia. To nie znaczy oczywiście, żeby pędzić do starcia z otwartą przyłbicą i nigdy nie pójść na kompromis. Ale nie wolno się poddawać. A wtedy, gdy mnie nie przyjęli do szkoły teatralnej, byłem pewny, że nadaję się na aktora, że muszę nim zostać. Nie będzie mi ktoś mówił, czy pasuję do tego zawodu, czy nie. Przecież ja lepiej wiem, co się ze mną dzieje, niż ktoś, kto siedzi za stołem egzaminacyjnym, zmęczony i znudzony, bo już przesłuchał setki kandydatów.

(...)

TS: Jak Pan rozładowuje stresy? Jak radzi sobie z gorszymi dniami?
WP: A pani? Jak pani sobie radzi?
TS: Płaczę lub idę spać. A potem się podnoszę.
WP: Ja też idę spać, a potem się podnoszę. Jestem wojownikiem.

jutro ciąg dalszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz